Rozpowszechnianie – to duchowe prawo
Pytanie: Mówi Pan, że społeczeństwo będzie korzystać z tego, co dla nich przygotujemy. Z czego konkretnie będzie korzystać, i w jaki sposób?
Odpowiedź: Przygotowujemy samych siebie do tego, aby stać się sługami społeczeństwa. Takie jest prawo duchowe: jeśli nie obdarzam, nie mogę otrzymać. Jeśli nie przewodzę i nie przekazuję dalej tego, co mam w sobie, nie może napłynąć do mnie żadne „dodatkowe napełnienie”.
W jaki sposób światła wchodzą do naczyń duchowych? Światło Nefesz wchodzi w naczynie Keter. Chcesz nieco więcej, w takim razie zechciej utworzyć inne kli – Chochma i wtedy światło Nefesz zstępuje do naczynia Chochma, a do naczynia Keter wchodzi światło Ruach.
Innymi słowy, musisz cały czas działać jak „przewodnik”, przekazując dalej tak, aby to co przez ciebie przechodzi rozprzestrzeniało się dalej. Może to być rozpowszechnienie, powrót do Stwórcy (a to jest jedno i to samo) albo praca w grupie. Musisz nieustannie pracować z tym, co znajduje się poza tobą. W ten sposób przygotowujemy bazę, podstawy dla całego świata. Co więcej, tym również budujesz samego siebie, ponieważ jedno nie może istnieć bez drugiego.
Jak pracujemy ze Stwórcą? Dopóki nie odkryję czego Mu brakuje, a moim pragnieniem nie stanie się napełnienie Jego braku, dopóki nie będę otrzymywać przyjemności po to by napełnić Jego brak, odczuwając, że właśnie na tym polega prawdziwa przyjemność.
A jeśli moja praca nie polega na napełnianiu Jego braku, który jest poza mną, to nie napływa do mnie nic poza tymi zwierzęcymi przyjemnościami, które wolno nam otrzymywać w naszym świecie bez ekranu, bez intencji dla obdarzania.
W taki sposób, rozpowszechnianie jest prawem duchowym. Nigdy nie otrzymasz więcej, niż możesz otrzymać w naszym świecie, jeśli nie będzie to w celu obdarzania. Dlatego rozpowszechniając, wzrastamy. Co więcej, rozpowszechniając, wchodzisz w system Stwórcy, a nie w system stworzenia.
Jeśli wyruszam, by wyjaśnić ludzkości, kim jest Stwórca, staję się Jego posłańcem, a nie tylko propagatorem nauki Kabały. Pracuję dla Niego, pracuję nad tym, jak „przedstawić” Go całemu światu. W taki sposób nie działam już tak, jakby On był tam, a ja tutaj, lecz ramię w ramię z Nim wobec całego świata. To już zupełnie inna relacja.
Dlatego nasza praca w tym kierunku jest najbardziej pożyteczna. Być może minie jedno pokolenie, potem kolejne zanim to naprawdę przyniesie owoce, ale… Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które się tym zajmuje. To dopiero początek, na razie tego nie widzimy, ale jeszcze zobaczymy, jak bardzo z góry zmuszają nas do zajmowania się tym.
Obecnie przymus ten polega na tym, że stopniowo wzbudzane jest w ludziach pragnienie, a świat wokół nas jest po trochu tak organizowany, że ludzie czują, iż stracili kierunek i nie rozumieją tego, co się dzieje. Nie ma żadnej idei, ani powodu by żyć. Świat zaczyna rozumieć, że nie ma po co istnieć. Nie ma celu, nie ma niczego.
Wówczas w ludziach powstaje coś w rodzaju wstępnego naczynia, które pojawia się jeszcze zanim będziemy mogli zaoferować im nasz „produkt”. Zanim do nich przyjdziemy, będą już chcieli go otrzymać. Wtedy wystarczy powiedzieć choćby pół słowa a usłyszymy: “O! Na to czekaliśmy!”. Tak właśnie będzie.
Z lekcji według artykułu Rabasza, 12.10.2026