Artykuły z kategorii Rozwój

Nic nie przeraża bardziej niż utrata twarzy

Ze wszystkich naszych lęków prawdopodobnie najbardziej intensywny jest strach przed utratą twarzy, przed wstydem. Dla większości z nas szacunek do samego siebie znaczy więcej niż cokolwiek innego. Jeśli go tracimy, często wolimy umrzeć. Żaden inny gatunek poza człowiekiem tak tego nie przeżywa. Zwierzęta myślą tylko o tym, aby ich życie było jak najbardziej komfortowe fizycznie. Jeśli napotkają silniejsze zwierzę, wycofują się bez namysłu, a już na pewno bez zażenowania. My natomiast niekiedy decydujemy się na konfrontację z tymi, którzy są uważani za silniejszych od nas w nadziei, że zdobędziemy w ten sposób szacunek lub dlatego, że wstydzimy się przyznać, że jesteśmy słabsi od kogoś innego. Komplikacje wynikające z zachowań motywowanych chęcią zdobycia uznania są ogromne.

Jednak pomimo wszystkich kłopotów, jakich przysparza nam pogoń za honorem, jest on również motorem rozwoju człowieka. Gdyby nie pragnienie wypierania innych, nie rozwinęlibyśmy cywilizacji i nadal bylibyśmy tak samo dzicy jak nasi przodkowie, którzy mieszkali w jaskiniach lub spali na drzewach w obawie przed atakiem dzikich zwierząt.

Weźmy na przykład 8-letniego chłopca, który właśnie wspiął się na El Capitan razem ze swoim ojcem. Klif ten jest jednym z największych wyzwań dla wspinaczy na świecie, to wysoki granitowy monolit o wysokości około 3000 stóp (914 m) znajdujący się w Parku Narodowym Yosemite w Kalifornii. Co skłoniło jego ojca do narażenia syna na takie ryzyko? Pragnienie sławy, pogoń za honorem, jak powiedział sam ojciec: „Co za niesamowity tydzień! Jestem bardzo dumny z Sama [imię chłopca]”.

Dla wielu ludzi szacunek oznacza coś więcej niż ich fizyczne życie. Najwyraźniej w niektórych przypadkach znaczy to więcej niż życie ich dzieci.

Im dalej posuwamy się od poziomu zwierzęcego do poziomu ludzkiego, tym bardziej cenimy sobie szacunek i tym mniej myślimy o naszej fizycznej egzystencji. Zazdrościmy każdemu, kto osiągnął coś, co uważamy za godne pochwały, ponieważ sami też chcemy pochwał. Niektórzy zazdroszczą nawet sławnym osobom sprzed wielu pokoleń, takim jak wielcy władcy czy zdobywcy. Inni chcą być najlepsi po wsze czasy w swojej dziedzinie i mają nadzieję, że ich osiągnięcia przetrwają ich fizyczne życie długo po ich odejściu.

Jednak pragnienie szacunku nie jest całkowicie negatywne. Wszystko ma swoją pozytywną stronę, także dążenie do szacunku. Pogoń ta sprawia, że ​​dopracowujemy i ulepszamy nasze wartości i cele. Podnosi nas od pragnień fizycznych do pragnień duchowych i w rezultacie prowadzi nas do wyrzeczenia się naszej natury, ponieważ egocentryzm wydaje się nam haniebny.

Kiedy tak się dzieje, a nasze własne egoistyczne dążenie do szacunku prowadzi nas do chęci stania się altruistami, zdajemy sobie sprawę, że gdyby nie dążenie do honoru, nie doszlibyśmy do tak wzniosłego i szlachetnego celu. Szlifując i szlifując nasze wartości, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że przekroczenie pragnienia szacunku i skupienie się na innych, a nie na sobie, jest najbardziej zaszczytnym, godnym podziwu i wartościowym celem. Osoba, która do tego doszła, nie będzie już zabiegać o szacunek i uniknie komplikacji towarzyszących temu pragnieniu.

Co więcej, taka osoba będzie życzliwa dla innych, i to nie po to, by zyskać ich szacunek, ale dlatego, że sama życzliwość jest cechą najbardziej godną szacunku.

Społeczeństwo „zaszczepia” w naszych umysłach wszelkiego rodzaju idee dotyczące tego, co jest godne szacunku, a co nie. Często te idee są szkodliwe dla nas lub dla innych. Ten, kto wzniósł się ponad zależność od szacunku płynącego ze społeczeństwa, nie będzie pod wpływem ulotnych, negatywnych idei. Taka osoba poczuje, że poddanie się własnemu ego jest najbardziej haniebnym stanem, a troska o innych jest stanem godnym największego podziwu. Kiedy robienie godnych podziwu rzeczy stanie się motywacją ludzi do działania, świat będzie wspaniałym miejscem do życia.

Źródło: https://bit.ly/3AQnkIF


Przyszłość relacji międzyludzkich

Idealne dopasowanie? Kochająca rodzina? Szczęśliwe dzieci? Presja dzisiejszego świata tworzy ponurą rzeczywistość, w której udane i trwałe relacje są czymś w rodzaju fantazji. Nie możemy polegać na doświadczeniu starszych, ponieważ żyli w zupełnie innym świecie, więc musimy dziś znaleźć zupełnie nowy sposób na tworzenie znaczących i trwałych związków. Kluczowym słowem w tych poszukiwaniach jest połączenie, a raczej wzajemne powiązanie.

Ponieważ świat zmienia się w coraz szybszym tempie, nie ma sensu porównywać dzisiejszych relacji do relacji naszych rodziców, a nawet do relacji ludzi o dekadę lub dwie starszych od nas. Z każdym rokiem świat staje się coraz bardziej połączony, a kryzys w jednym miejscu szybko rozprzestrzenia się na resztę świata. Również na poziomie osobistym rzeczy dzisiaj bardzo różnią się od tego, czym były dziesięć lat temu. Przeszliśmy od fast foodów do szybkich relacji, a zwięzłość zagościła w naszym życiu na dobre.

Aby poradzić sobie z rosnącą niepewnością i znaleźć kierunek w powstającym chaosie, musimy zrozumieć, dokąd zmierzamy. Zmierzamy w kierunku totalnej więzi i współzależności. To nieodwracalny proces. Im bardziej jesteśmy połączeni, tym bardziej jesteśmy od siebie zależni. Wkrótce zdamy sobie sprawę, że wszystko, co rani innych, rani również mnie i nie mogę nic zrobić, aby zerwać więzi ze światem.

Aby skutecznie radzić sobie z naszą połączoną przyszłością, musimy zmienić charakter naszych więzi z obraźliwej i opresyjnej na wspierającą i obejmującą. Ponieważ już emitujemy nasze myśli, słowa i czyny do całego świata, równie dobrze możemy nadawać pozytywne myśli, słowa i czyny oraz pomagać ulepszać świat dla siebie i innych.

W świecie, który jest pozytywnie połączony, rodzina jest podstawową jednostką egzystencji. Rzeczywistość, w której ludzkość jest masą odizolowanych jednostek, jest nie do utrzymania, ponieważ nie będzie powiązań między ludźmi a społeczeństwem, które w efekcie rozpadnie się, tak jak każdy organizm rozpada się na najmniejsze elementy, gdy umiera.

Dlatego rodzina będzie podstawową jednostką, w której ludzie pielęgnują pozytywne związki. Ponieważ ludzie stają się coraz większymi indywidualistami, rodzina będzie miejscem, w którym ludzie uczą się akceptować różnorodność, a nie walczyć z ludźmi o odmiennych poglądach. Ludzie dowiedzą się, że tak jak nasze ciało istnieje dzięki różnym komórkom i narządom współpracującym ze sobą w działaniu na rzecz ciała, tak różni ludzie, którzy pracują razem dla dobra rodziny, torują jej drogę do sukcesu.

Z jednostki rodzinnej ludzie będą przenosić swoje lekcje do społeczności, od społeczności do miasta, od miasta do państwa, do kraju i wreszcie do całego świata. Kluczem do udanych relacji w jutrzejszym świecie są zatem nie tylko powiązania, ale także powiązania między różnymi ludźmi dla wspólnego celu, w których różnice między nimi zapewniają im sukces i czynią ich wzajemną zależność niezbędną do funkcjonowania, a nawet mile widzianą.

Źródło: https://bit.ly/3NYbz8o


Dlaczego nie pamiętamy momentu narodzin

Ludzie są istotami emocjonalnymi. Uczucia kierują nami, określają nasze myśli, nasze decyzje życiowe i nasz osąd. Cokolwiek robimy, robimy to, by czuć się dobrze lub by uniknąć złych odczuć. Uczucia są tak kluczowe dla naszego istnienia, że decydują nawet o naszej pamięci. Dlaczego więc nie pamiętamy najbardziej krytycznego momentu naszego życia, momentu narodzin? W rzeczywistości nie pamiętamy również pierwszych lat naszego życia. Powodem jest to, że w pierwszych latach życia nasze zmysły fizyczne szybko się rozwijają, ale nasz świat emocjonalny, nasze „ja”, pozostaje w tyle, i zanim mamy wyraźne „ja”, z jego własnymi emocjami, nie wiążemy emocji z wydarzeniami, a zatem nie pamiętamy ich, jedynie wybrane obrazy zostają nam w pamięci.

Nawet w późniejszym okresie życia, w wieku trzech lub czterech lat, z którego wielu z nas ma wspomnienia, są one nadal niejasne i niepełne, jakby były „niedojrzałymi” lub „prymitywnymi” formami pamięci. „Prawdziwe” wspomnienia zaczynają się, gdy zaczynamy rozwijać psychikę, jaźń, która rozpoznaje siebie jako indywidualną istotę. Kiedy postrzegamy siebie jako odrębne istoty, z własnymi myślami i uczuciami, i komunikujemy się z innymi jako odrębne jednostki komunikujące się z innymi odrębnymi jednostkami, przekształcamy się z małych zwierzątek, z potencjałem do stania się istotami ludzkimi, w rzeczywistych ludzi.

Przejście to odzwierciedla się w sposobie, w jaki dzieci łączą się z innymi, a staje się w pełni rozwinięte, gdy zaczynamy rozwijać atrakcyjność hormonalną, we wczesnym okresie dojrzewania. Ten rozwój, który jest unikalny dla ludzi, wskazuje na powód stworzenia istot ludzkich. Nie mamy pozostać jak zwierzęta; mamy pytać o nasz świat, o powód jego istnienia i naszego istnienia w nim. Mamy pytać o cel naszego życia i rozumieć go poza poziomem fizycznym. Dopiero gdy nasze emocje są w pełni rozwinięte, możemy na poważnie zacząć szukać odpowiedzi na takie pytania.

Dla mnie ten moment przyszedł wraz z pytaniem „Co jest dalej?”. Zadawałem sobie pytanie: „Co dalej, szkoła, uniwersytet i..?”. Nie miałem odpowiedzi. Przez to nie chciało mi się uczyć; stałem się apatyczny. To było okropne uczucie, poczucie daremności, zmuszania się do robienia czegoś bezsensownego. Nie każdego dręczy to pytanie. Niektórzy idą przez życie w pogoni za bogactwem lub prestiżem i są z tego zadowoleni. Sens tego wszystkiego nie zaprząta ich głowy. Jednak sens życia może być objawiony tylko tym, którzy o niego pytają. W różnym stopniu to pytanie pojawia się u każdego, ale tylko ci, którzy są nim prześladowani, mogą znaleźć odpowiedź.

Odpowiedź jest taka, że rodzimy się i żyjemy tylko po to, by rozwijać duszę. Dusza nie jest czymś w nas, ale między nami. Dusza to szczególne połączenie między ludźmi, które możemy rozwijać tylko wtedy, gdy czujemy, że nasze dotychczasowe połączenia, w których dążymy do ciągłego konsumowania i pochłaniania, nie zadowalają nas. Kiedy zaczynamy szukać wzajemności, zaczynamy odkrywać zupełnie nowy poziom istnienia, niewyczuwalny dla tych, którzy kierują się tylko własnym interesem.

Ludzie, którzy rozwijają duszę, zaczynają dostrzegać sieć, system, w którym wszystko jest połączone i wszystko wpływa na wszystko inne. Te połączenia to właśnie dusza, a ujawnianie ich jest celem naszego istnienia. Wszystkie inne istoty funkcjonują instynktownie w ramach sieci i tylko ludzie mogą zrozumieć tę matrycę istnienia i działać w niej jako istoty świadome. Rozwijanie tej świadomości jest celem naszego życia.

Źródło: https://bit.ly/3LNtKfW


Być gospodarzem całego wszechświata

каббалист Михаэль ЛайтманKomentarz: Załóżmy, że ogląda Pan wiadomości i zdaje sobie sprawę, że świat stacza się w kierunku niektórych kwestii, czyli człowiek zajmuje się po prostu jakimiś głupotami, wykonuje niepotrzebne ruchy.

Odpowiedź: Dlaczego niepotrzebne? To nie są głupoty, a są to etapy wzrostu. Człowiek powinien się rozwijać.

Pytanie: Czy Pana nie denerwują takie etapy wzrostu?

Odpowiedź: Rozumujesz jak małe dziecko, które uważa tak: ,,Podskoczmy do góry, chcę być duży!” A ja, wiem to wszystko, co dziecko musi zgromadzić przez lata swojego rozwoju, rozumiem, że nie może być od razu duże. Powinno się rozwijać i nagromadzić jeszcze dużo, dużo wiedzy, umiejętności, i dopiero wtedy stanie się wielkim człowiekiem.

Nic nie da się zrobić. Rozumiem, jaki ogromny system stoi za każdym z nas i jaką pracę człowiek powinien wykonać, aby ten system został mu ujawniony, i aby w końcu zaczął w nim realnie pracować – przejąć funkcje Stwórcy na siebie. To jest przyszła praca każdego z nas.

Kabalistą jest ten, kto już zaczyna przyjmować funkcje Stwórcy, poprzez zrozumienie określonej części systemu i uczenie się od Niego. Dlatego nazywany jest pracownikiem Stwórcy lub jego uczniem. Zasadniczo cała ludzkość powinna wziąć na siebie tę funkcję, czyli zostać gospodarzem całego wszechświata, wszystkich światów. Aby to zrobić, musimy się wiele nauczyć.

Z rozmowy „Zadzwonił mój telefon. Etapy rozwoju”


Strach pochodzi z braku miłości

Im bardziej chaotyczny staje się świat, tym bardziej jesteśmy zestresowani i niespokojni. Niepewność co do przyszłości powoduje niepokój, a jedyną rzeczą, która wydaje się pewna, jest to, że nie możemy nikomu ufać i nie mamy pojęcia, co przyniesie jutro. Za naszymi lękami i niepokojami stoi jeden winowajca: jesteśmy wrogo i nienawistnie nastawieni do siebie nawzajem, a tam, gdzie nie ma miłości, jest strach, i to duży.

Nie tylko ludzie się boją. Znajdujemy strach w domowych pupilach, zwierzętach, a nawet roślinach, chociaż nie etykietujemy ich jako takich. Strach oddaje nam wielką przysługę: jest strażnikiem, który ostrzega nas przed wpadnięciem w niebezpieczną pułapkę, mechanizmem ochronnym, który stosują wszystkie żywe istoty. Wydaje się, że postęp powinien uczynić nas bardziej pewnymi siebie. Wydaje się, że technologia może nas chronić lepiej niż gdybyśmy mieszkali w jaskiniach. Jednak rozwój przyniósł ze sobą szereg nieznanych nam niebezpieczeństw, z którymi nie mamy pojęcia jak sobie radzić.

W przeszłości zagrożenia były równie, jeśli nie bardziej, groźne i naprawdę egzystencjalne. Na przykład dla jaskiniowców wyjście z jaskini oznaczało narażenie na ataki drapieżników. Strach nie powodował jednak paniki, ponieważ ludzie znali zagrożenia i wiedzieli, jak się przed nimi chronić. Dziś na nasze życie i życie naszych bliskich wpływa niezliczona ilość elementów i czynników, których ani nie znamy ani nie możemy ich przewidzieć i nie wiemy, jak je pokonać. Naturalnie stawia nas to w stanie ciągłej presji i niepokoju.

Im bardziej się rozwijamy, tym bardziej stajemy się skoncentrowani na sobie. W rzeczywistości, mniej więcej od przełomu wieków, osiągnęliśmy taki poziom egoizmu, że socjologowie mówią o „epidemii narcyzmu”. Ponieważ stajemy się coraz bardziej wyrafinowani i coraz bardziej narcystyczni, rozwijamy coraz bardziej skomplikowane systemy, które pozostawiają nas bezsilnymi i nieufnymi wobec nich i siebie nawzajem. Ponieważ nie lubimy i nie ufamy sobie nawzajem, wznosimy tarcze ochronne, które zwiększają naszą izolację, alienację, a tym samym nasz strach.

Jeśli chcemy czuć się bezpiecznie, nie musimy pracować bezpośrednio nad zwiększeniem naszego zaufania. Wręcz przeciwnie, powinniśmy odłożyć na bok nadmierną troskę o siebie i skupić się na rozwijaniu troski o innych, ponieważ jej brak jest przyczyną naszego lęku. Poczucie bezpieczeństwa nie bierze się z walki z nienawiścią, ale z dążenia do połączenia, do wzajemnej troski. Jedyna złośliwość, jaka istnieje, znajduje się w naszych sercach. Lekarstwem na nią nie jest jej wykorzenienie, ale zaszczepienie, że należy brać innych pod uwagę i ostatecznie życzliwości.

Osoba pochłonięta troską nie boi się niczego. Troska o innych jest największym darem, jaki można otrzymać. Jeśli uda nam się zbudować społeczeństwo oparte na rozwadze i trosce, będzie to społeczeństwo pewnych siebie i szczęśliwych ludzi, ponieważ gdy jest miłość, nie ma strachu.

Źródło: https://bit.ly/3SnAJ2h


Seks, miłość i jak je pogodzić

Poszukiwanie odpowiedniego partnera może doprowadzić do szaleństwa. Nawet gdy już kogoś znajdziemy, euforia szybko mija, jak tylko pojawiają się konflikty. W rezultacie spada liczba zawieranych małżeństw, a prawie połowa par, które się pobierają, w końcu się rozwodzi. W rzeczywistości, w której role kobiet i mężczyzn są rozmyte, a płeć zmienia się pod wpływem kaprysu, bardzo trudno jest wiedzieć, jak zachowywać się w naszym związku z partnerem. Zamiast dodawać pewności siebie, nasze związki zwiększają nasz niepokój i niepewność we wszystkich aspektach życia rodzinnego, od wychowania dzieci po życie seksualne. Aby odzyskać pewność siebie w poruszanej tutaj kwestii, musimy zrozumieć istotę miłości, seksu i naturalnych ról płci. Wtedy zobaczymy, jak odchodząc od naturalnej drogi, czujemy się nie na miejscu i niepewnie.

Aby zrozumieć naturę rzeczy, musimy cofnąć się o wiek lub dwa. Jeszcze niedawno ludzie wiedli życie pod dyktando matki natury: matki były w domu, opiekowały się potomstwem aż dzieci osiągały wiek kilku lat, wtedy chłopcy dołączali do ojców, a dziewczynki do matek. Obserwując rodziców i podążając za ich przykładem, dzieci uczyły się, jak odnosić się do wszystkiego w życiu. W tym czasie relacje między mężczyznami i kobietami były naturalne. Z wyjątkiem klasy wyższej, która nie miała wiele innych zajęć, ludzie nie zwracali uwagi na seks. Mężczyźni pragnęli kobiety zdrowej, płodnej i zdolnej do utrzymania gospodarstwa domowego, a kobiety pragnęły mężczyzn, którzy mogliby zapewnić im byt i zadbać o potrzeby ich i ich dzieci. Znaczenie seksualności i wyglądu było marginalne przy wyborze partnera.

W XX wieku seks i seksualność nagle stały się ważne. Zaczęliśmy tworzyć modę, a cała kultura rozwinęła się wokół seksualności. Seks stał się niezbędny we wszystkim, zarówno w sposób jawny, jak i ukryty. Literatura, teatr, filmy, telewizja, internet i media społecznościowe wykorzystują seks, aby zwabić ludzi. Nawet samochody muszą wyglądać „seksownie” lub atrakcyjnie. Zwierzęta natomiast nie potrzebują portali randkowych, nie mają Tindera i w ogóle nie zajmują się seksem. Kiedy nadchodzi sezon godowy, podążają za swoim instynktem, który podpowiada im, który partner jest dla nich odpowiedni, i kopulują. Nie popełniają błędów, bo płyną zgodnie z zasadami natury.

W poprzednim stuleciu całkowicie porzuciliśmy reguły natury i zaczęliśmy tworzyć własne pomysły i ideologie dotyczące tego, co jest właściwe, a co nie. W rezultacie nie wiemy już, jak mężczyźni i kobiety powinni się komunikować. Dodatkowo, dekady wpływu Hollywood całkowicie wypaczyły naszą percepcję, a konsultanci seksualni zniszczyli to, co pozostało z naszego zdrowego rozsądku. Kiedy naturalne związki stały się przestarzałe, pojawiły się działania mające na celu zaprojektowanie i zmianę porządku tak, aby spełniane były ciągle zmieniające się standardy wyznaczane przez wodzirejów, którzy sami są produktami zagubionego społeczeństwa. W ten sposób żyjemy w społeczeństwie, w którym wszystko jest możliwe i dozwolone, a jednak każdy czuje się pusty i odizolowany.

Ale ta wielka przepaść, którą stworzył „postęp”, zrodziła nową erę. Z zimnej pustki samotności i depresji ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że chcą budować właściwe, prawdziwe związki, w których wszystko ma sens i jest naturalne. Takie naturalne związki wymagają czegoś w rodzaju linii środkowej, gdzie ludzie akceptują to, kim są i budują więź ponad różnicami. Nie próbują już zmieniać siebie ani innych, ale dążą do połączenia ponad różnicami.

Dziś wzniesienie się ponad różnice jest o wiele trudniejsze niż w poprzednich wiekach, ponieważ jesteśmy o wiele bardziej samolubni i narcystyczni niż nasi przodkowie. Niemniej jednak, jeśli nie będziemy podążać za naszymi zachciankami, a skupimy się na wzmacnianiu naszych więzi bez prób dokonywania zmian u siebie nawzajem, zbudujemy o wiele głębsze i bardziej znaczące więzi niż nasi przodkowie mogli sobie wyobrazić. Doświadczenia związane z naszymi nieudanymi próbami zmiany naszej natury sprawią, że docenimy przywróconą prostotę i będziemy w stanie cieszyć się i doceniać zdrowe, solidne związki, jak żadne pokolenie przed nami.

Źródło: https://bit.ly/3zNWnWa


Pragnienie, by osiągnąć coś wielkiego

Wszyscy chcemy odnieść sukces, coś osiągnąć. Społeczeństwo wpaja nam to od najmłodszych lat. Niektórzy ludzie odnoszą wielkie sukcesy, a inni po prostu snują się przez życie. W tym niekończącym się dążeniu niewielu zatrzymuje się, by zastanowić się: co tak naprawdę powinno być uznawane za sukces w życiu? Z czym powinniśmy dotrzeć do mety, abyśmy mogli w ostatnich chwilach podsumować skalę naszego sukcesu i powiedzieć: „Świetnie! Udało mi się w życiu!”.

Naszym wewnętrznym motorem jest pragnienie odczuwania przyjemności i radości. Dlatego chcemy osiągać różne rzeczy, a kiedy nam się to udaje, czujemy się usatysfakcjonowani. Mamy pragnienia egzystencjalne, takie jak jedzenie, seks, rodzina; pragnienia ludzkie, takie jak pieniądze, honor, kontrola, a także pragnienia wiedzy i edukacji. Na kombinację pragnień, które mamy w danym momencie, wpływają nasze osobiste skłonności i wpływ środowiska, który na nas oddziałuje. W wyniku tych wszystkich czynników wyznaczamy sobie cele. Na drodze do ich zdobycia zwykle napotykamy konkurentów i staramy się wygrać. Osiągnięcia i sukcesy są oczywiście mierzone w odniesieniu do nich.

Margaret Thatcher była córką właściciela małego sklepu spożywczego. W wieku 24 lat ubiegała się o miejsce w parlamencie i przegrała. Dzięki wytrwałości w dążeniu do celu udało jej się w końcu osiągnąć stanowisko premiera Wielkiej Brytanii i zyskała miano „żelaznej kobiety”. Dla wielu jest ona symbolem osoby, która zbudowała swój sukces od podstaw. Z kolei osoby, które wywodzą się z zamożnych rodzin i które osiągnęły wysokie stanowiska dzięki układom swoich rodziców, są traktowane jako osoby, które odniosły mniejszy sukces w życiu. Oznacza to, że sukces mierzy się stopniem inwestycji, wysiłku i osiągnięcia. W miarę upływu życia pragnienie sukcesu staje się coraz wyraźniejsze, wyostrza się, skupia, a pokonywanie przeszkód na drodze do celu wymaga od nas przejścia przez wewnętrzne zmiany, budowania siebie.

Na przestrzeni dziejów byli ludzie, w których budziło się pragnienie bycia wyjątkowym – pragnienie realizowania życia w pełni. Postawili sobie za cel zgłębienie tajemnicy życia samego w sobie, tajemnicy sukcesu w ujęciu odgórnym. Ci sami ludzie zadawali sobie pytanie: Czy rodzimy się po to, by żyć i umrzeć jak wszystkie inne stworzenia na świecie, czy też jest coś wyższego, co możemy osiągnąć w czasie naszej egzystencji na ziemi? Czy istnieje jakiś wieczny cel, który pozostanie w naszych rękach nawet po śmierci ciała? Czy jest jeszcze coś innego – rodzina, bogactwo, szacunek, status, wiedza, wykształcenie – wszystko to, czego nie możemy zabrać ze sobą, odchodząc z tego świata?

Zazwyczaj ludzie nie myślą o sukcesie na takim poziomie z prostego powodu: nie ma oczywistych odpowiedzi na tak wielkie pytania. A skoro tak, to po co się w to zagłębiać? Lepiej jest płynąć z tym, co się dzieje, bez nadmiernego analizowania. Po prostu wyznaczać sobie cele, inwestować, osiągać, odnosić sukcesy w życiu, jak wszyscy. Jeść, pić, cieszyć się, jakby jutra miało nie być, bo jutro możemy umrzeć. Tak żyliśmy z pokolenia na pokolenie, ale dziś już zaczynamy dostrzegać zmiany. Coraz więcej ludzi zadaje sobie pytanie: jaki jest sens tego całego sukcesu, skoro z góry wiadomo, że wszyscy mamy datę ważności?

Również najbardziej zaawansowane odkrycia naukowe utwierdzają nas w przekonaniu, że istnieje coś, poza tym, co jesteśmy w stanie postrzegać naszymi zmysłami, poza tym, co obecnie określamy jako twardą rzeczywistość. Wyjaśniają one, że obraz, który postrzegamy, jest całkowicie subiektywny i gdybyśmy byli inni, prawdopodobnie postrzegalibyśmy inny obraz rzeczywistości.

Prawdziwa przestrzeń sukcesu jest otwarta dla tych, którzy nie zgadzają się żyć tylko dla samego życia, lecz dążą do odkrycia szerszego obrazu, wyższej rzeczywistości, wykraczającej poza naszą wąską egzystencję. Stopniowo, dzięki tym poszukiwaniom, jesteśmy w stanie osiągnąć prawdziwy sukces: Kiedy poznamy i zrozumiemy, że istnieje kolosalny mechanizm otaczający nasze życie i nasz świat, wielki system, który działa i kieruje nami. Ten cel przygotowuje nas bardzo dogłębnie do przejścia z poziomu zwierzęcego na poziom ludzki, do wejścia w szeroki świat wieczności i do zrozumienia, dlaczego on istnieje.

Źródło: https://bit.ly/3P8IHdE


Winda do świata jutra

Ilekroć świat przeżywa wielkie wstrząsy, rodzi się pragnienie, by budować dobre więzi między wszystkimi ludźmi. Ilekroć kraj przeżywa kryzys wewnętrzny, rodzi się pragnienie zjednoczenia wszystkich części narodu. A jednak, mimo wszystko, życie wciąż prowadzi nas od rozczarowania do rozczarowania. Czego więc brakuje nam na drodze do spokoju i spełnienia?

Problem w tym, że człowiek z natury jest egoistą. Myślimy tylko o sobie, dbamy o własne dobro i wykorzystujemy innych dla własnej przyjemności. Dlatego nawet jeśli myślimy o takich rzeczach, jak budowanie wzajemnej więzi między ludźmi i staramy się tworzyć organizacje i procesy, które mają służyć temu celowi, to nasze rezultaty nie są w stanie przezwyciężyć ludzkiej natury i przedkładać miłości do innych ponad miłość do samych siebie. Z tego powodu nasze wysiłki na rzecz budowania więzi nigdy nie trwają długo. Aby odnieść sukces, potrzebujemy specjalnej mocy, czegoś nie z tego świata, jakiegoś cudownego mechanizmu, który może nas podnieść z naszej egoistycznej natury do bardziej zaawansowanej i wzniosłej natury miłości do innych, czegoś zupełnie nowego.

Znajdujemy się w samym środku procesu ewolucyjnego. W ostatnich dziesięcioleciach świat stał się systemem holistycznym, w którym wszystkie jego elementy są wzajemnie powiązane, współzależne i wzajemnie się kształtują. Jednak my, ludzie, z naszym wewnętrznym skupieniem na sobie, nie jesteśmy jeszcze zintegrowani z nowym światem. W miarę jak świat staje się coraz bardziej połączony, ego każdego z nas jednocześnie rośnie wraz z nim i odpycha nas od siebie. W ten sposób rośnie również niekompatybilność między ludzkością a systemem natury. Jeśli natura ludzka się nie zmieni, to destrukcyjna eksplozja jest tylko kwestią czasu.

Istnieje unikalny mechanizm, który może nam oszczędzić tego tragicznego losu i przenieść nas na nowy poziom interakcji, bezpieczniejszy i przyjemniejszy. Ten ratujący życie mechanizm jest opisany w mądrości Kabały i jest to metoda korygowania ludzkiej natury. Ogólnie rzecz biorąc, metoda ta opiera się na nauce i ćwiczeniu technik łączenia i komunikacji w małych grupach. Uczy również o integralnym systemie natury i sile, która łączy wszystkie części rzeczywistości w spójny, doskonale zbudowany mechanizm.

U podstaw całej przyrody leży całościowy system, w którym wszystko przebiega w połączeniu, doskonałości i harmonii. To najwyższe prawo natury, które wymaga miłości, nie podlega naruszeniu. W miarę jak podnosimy się ponad naszą egoistyczną naturę w kierunku miłości do innych, zmniejsza się dystans między nami a innymi, aż do momentu, gdy dosłownie jesteśmy w stanie poczuć wszystkich w sobie. Nasze oblicza psychiczne i emocjonalne łączą się harmonijnie; umysł i serce jednoczą się w linii środkowej, gdzie wszystko staje się integralne i powiązane.

Taki proces rozwoju może doprowadzić każdego z nas do wzniesienia się na poziom odczuwania prawdziwej miłości do innych, a wtedy jesteśmy w stanie zacząć kształtować nasze otoczenie tak, aby również wspierało ten cel. To transformacyjne przejście od niezależności do współzależności sprawi, że nasz świat nieszczęść wejdzie na poziom świata jutra, bliższego i bardziej opartego na współpracy, w którym cała ludzkość będzie się wznosić ku pozytywnej przyszłości.

Źródło: https://bit.ly/3N4TT9R


Nienasycony głód władzy u człowieka

Od zarania dziejów człowiek pragnął władzy. Od zarania dziejów walka o władzę zakłócała spokojne życie ludzi. Również dzisiaj głód władzy sieje spustoszenie i niszczy niezliczoną liczbę istnień ludzkich. Władza zmienia ludzi w tyranów. Nie możemy jej zabić, ale możemy ją wykorzystać w pozytywny sposób. Jeśli nie nauczymy się, jak to robić, zniszczy nas wszystkich. Można powiedzieć, że głód władzy jest podstawową cechą człowieka. Chcemy mieć kontrolę nad wszystkim, co nas otacza. Dotyczy to nie tylko bezlitosnych władców, ale każdego człowieka.

Głód władzy istnieje w nas od chwili narodzin. Spójrzcie, jak niemowlęta chwytają wszystko, czego może dosięgnąć ich ręka. To także jest pragnienie kontroli, posiadania. To jest podstawowy stan naszego pragnienia: chcieć posiadać i kontrolować wszystko, co widzę, podporządkować to sobie, tak abym to ja panował, a wszystko było mi podporządkowane. Innymi słowy, głód władzy zaczyna się od najbardziej podstawowych potrzeb i wzrasta do poziomu, na którym człowiek traci zdolność właściwego osądu z powodu obsesji władzy. Początkowe pragnienie jest naturalne, ale u ludzi przekształca się w zgubnego potwora.

Problem nie polega na tym, że czegoś chcemy, ale na tym, że nasze pragnienia rosną ponad poziom, na którym możemy je zrównoważyć. W końcu stają się one pragnieniem nie tylko zdobycia tego, czego chcemy, ale przede wszystkim uniemożliwienia innym zdobycia tego, czego chcą i zdania ich na moją łaskę.

Istnieją dwie podstawowe siły: przyciągania i odpychania. Przejawiają się one na każdym poziomie – fizycznym, biologicznym, emocjonalnym i moralnym. W całej przyrodzie przeciwieństwa się równoważą. U ludzi siła przyciągania rośnie z pokolenia na pokolenie i rośnie przez całe życie, aż w końcu nie można jej zrównoważyć i wymyka się spod kontroli. Aby zachować równowagę, którą w naturalny sposób zachowuje reszta natury, musimy nauczyć się, jak to robić.

Od wczesnych lat życia musimy uczyć dzieci o naturze ludzkiej, o tym, jak ją kontrolować, jakie cele powinniśmy sobie stawiać i jak je osiągać w sposób konstruktywny dla nas samych i dla społeczeństwa. Musimy pokazać dzieciom, które środowiska społeczne są dla nich dobre, a które nie, i dlaczego, a także pokazać im szkody, jakie może wyrządzić lekkomyślny egoizm.

Kiedy ludzie opanują swoje ego, mogą je wykorzystywać w sposób pozytywny i konstruktywny. Jeśli tacy ludzie mają pragnienie rządzenia, to po nauczeniu się, jak panować nad swoim ego, mogą stać się wielkimi władcami. Będą w stanie oprzeć się narastającemu ego, a zamiast mówić l’état, c’est moi (państwo to ja), jak mawiał Ludwik XIV, przywilej jakim obdarzyło ich społeczeństwo, będą przyjmowali z wielką pokorą, aby mądrze nim kierować.

W istocie, przywódca musi mieć wrodzone poczucie niegodziwości. Jeśli przywódca nie czuje, że są ludzie którzy wiedzą lepiej, są bardziej kompetentni, mają większe doświadczenie i mądrość, nic nie powstrzyma go przed staniem się tyranem. Jednak pokora i pewne poczucie niższości hamują ego i pozwalają liderowi pozostać uważnym, docenianym, a przede wszystkim troskliwym.

Źródło: https://bit.ly/3rNoqR2


Wolny i współzależny

„Człowiek rodzi się wolny, a wszędzie jest zakuty w kajdany” – powiedział kiedyś Jean-Jacques Rousseau. Kto nakłada na nas kajdany, które pozbawiają nas wolności? Oto jest pytanie. Czy jest to środowisko, czy my sami? A może to po prostu natura życia? Odpowiedź zależy od głębi naszej kontemplacji.

Od niemowlęctwa ludzie są zobowiązani do wykonywania różnych czynności. Dzieci rodzą się, są karmione i pielęgnowane według określonych metod właściwych dla ich rozwoju. Nawet jeśli nie chcą otrzymywać lekarstw, są im one podawane. Następnie są posyłane do przedszkola, do szkoły. Muszą wcześnie wstawać, organizować się w pośpiechu, trzymać się sztywnego planu dnia, słuchać rzeczy, które niekoniecznie je interesują, i odrabiać lekcje. Kiedy wychowujemy nasze dzieci i przygotowujemy je do życia, nie mają one swobody wyboru.

Ponieważ nawyk staje się drugą naturą, nie czujemy się jak w kajdankach. Przyzwyczailiśmy się do ustalonych granic i warunków i w ich obrębie czujemy się wolni. Nieświadomie po prostu pozwalamy, aby życie nami kierowało: studia, kariera, rodzina, status, sukcesy. Są tacy, dla których pytanie o wolność i niezależność rzeczywiście się pojawia. Po co ja właściwie żyję? Co jest istotą i sensem mojego życia? Samo kupno domu, samochodu, wyjazd na wakacje od czasu do czasu nie może być wszystkim w życiu. Nawet gdyby dokonano nowego odkrycia, jak przedłużyć życie w dobrym zdrowiu, czy dałoby mi to poczucie wolności i uczyniło mnie szczęśliwszym? To są ostateczne wielkie pytania, przed którymi każdy z nas w końcu stanie.

Nieszczęście w swej istocie wynika ze świadomości, że nasze życie jest ograniczone i pozbawione sensu, bez wielkiego i jasnego celu, który moglibyśmy osiągnąć. Dokładnie takie jest uczucie niewolnictwa, dosłownie. Jeśli w przeszłości ludziom udawało się jeszcze wyłączyć wewnętrzne pytania, poprzez zagłębianie się w różnego rodzaju mistycyzmy i religie, to dziś coraz rzadziej jest to możliwe. Przestało to być skuteczne. Są tacy, którzy uważają, że być wolnym to znaczy być niezależnym i nie musieć polegać na innych. Czy coś takiego jest w ogóle możliwe? Niezależnie od tego, czy jestem pracownikiem najemnym, czy samozatrudnionym, przedsiębiorcą, młodszym pracownikiem czy członkiem zarządu, wciąż jestem zależny od wielu czynników, które mnie ograniczają.

A gdybym mógł uciec od wszystkich zależności od innych i ograniczeń na bezludną wyspę, siedząc na plaży, która należy tylko do mnie, sam na sam, to czy byłbym określany jako wolny? Przecież w każdej chwili rodziłyby się we mnie nowe pragnienia, które zmuszałyby mnie do dążenia aby je spełnić za wszelką cenę. Tak więc, gdy zagłębiamy się w zagadnienie wolności, odkrywamy, jak mgliste jest to pojęcie. Życie ma jednak swoją własną dynamikę, a my z roku na rok się rozwijamy. Prędzej czy później, nawet gdyby wszystkie nasze potrzeby materialne zostały zaspokojone, a na świecie panowałaby obfitość wszystkiego, zaczęłoby nas dręczyć pytanie: „po co żyjemy?”.

W końcu każdy z nas odkryje, że wolność osobistą można osiągnąć jedynie poprzez budowanie nowego rodzaju relacji między nami: dobrych, nieskończonych wzajemnych relacji. Ewolucja kieruje nas, rasę ludzką, ku takiemu integralnemu połączeniu, a w ramach tego połączenia odkryjemy dla siebie zupełnie nowy rodzaj życia. Podobnie jak dzieci, które z radością biegają po domu obok matki, o której wiedzą, że się nimi zaopiekuje i przygotuje dla nich wszystko, co dobre, tak i w nas będzie rosło poczucie wolności, gdy będziemy rozwijać miłość i bliskość w relacjach między nami. Urośnie pewność, że nie będę musiał bronić się przed tobą, a ty przed mną; moje serce będzie otwarte na ciebie, a twoje na mnie.

Prawdziwa ludzka więź wzajemnej troski i uwagi uwolni nas od martwienia się o siebie, od stresu, problemów i zmagań. Siła miłości i dawania wypełni całe stworzenie, a jest to integralna siła, która łączy wszystkie części przyrody w cudowną, bezszwową tkaninę zapewniającą ostatecznie spełnioną egzystencję.

Źródło: https://bit.ly/3McF5Fq