Artykuły z kategorii Natura

Klimat oszalał

Kilka dni temu gazety ostrzegały, że Europa stoi w obliczu najgorszej suszy od 500 lat. Opisywały suchą i gorącą pogodę oraz pożary, które wybuchły na całym kontynencie i mówiły o apokalipsie. Dziś informują o powodziach w Londynie i gwałtownych burzach we Francji powodujących katastrofalne podtopienia, jako że w niektórych miejscach prawie 3 cm deszczu spadło w mniej niż 30 minut, a w Paryżu burza z porywami wiatru z prędkością 104 km/h i prawie 5 cm deszczu spadło w ciągu zaledwie 90 minut, zalewając metro. Najwyraźniej klimat oszalał.

Jednak klimat nie popsuł się sam z siebie, ale z powodu naszego szaleństwa. Nieobliczalne zachowanie przyrody odzwierciedla jedynie nasze własne wzburzenie wobec wszystkiego. Nasz rosnący narcyzm prowadzi nas do traktowania wszystkich i wszystkiego z całkowitą obojętnością względem ich potrzeb. W rzeczywistości nawet lubimy krzywdzić innych. Myślimy, że jeśli możemy wykorzystywać innych i nie widzieć od razu konsekwencji naszych działań, to ich nie ma, lecz w rzeczywistości nasze złe postępowanie wobec innych niesie za sobą bardzo poważne konsekwencje.

Świat, w którym żyjemy to zamknięty system, wszystko, co robimy, wpływa na wszystkie pozostałe elementy, a efekt naszych działań wraca do nas jak bumerang. Kiedy wlewamy do systemu tak wiele negatywnych emocji, staje się on dysfunkcyjny, a tego lata doświadczamy tej dysfunkcji poprzez tlące się fale upałów i ulewne deszcze. Jeśli nadal będziemy zalewać system nienawiścią i nietolerancją, nie będziemy potrzebować broni jądrowej, aby nas zniszczyła; plagi, klęski żywiołowe, pożary i powodzie sprawią, że wyginiemy dużo szybciej niż sami byśmy tego dokonali.

Gdy minie lato, nadejdzie zima z charakterystycznymi dla niej zagrożeniami, a brak gazu i prądu spowoduje spustoszenie w Europie. W końcu będziemy musieli zaakceptować fakt, że nie możemy pokonać natury; nie możemy jej przechytrzyć. Będziemy musieli nauczyć się być jej integralną częścią, połączeni ze sobą nawzajem i z nią samą. W przeciwnym razie nie przetrwamy.

Ponieważ my sami jesteśmy jedynym elementem w przyrodzie, który ma złe intencje i eksploatacyjne nastawienie do innych, musimy zacząć od zmian w relacjach między nami. Nasz stosunek do reszty natury wynika z naszego stosunku do siebie nawzajem. Dlatego jeśli będziemy rozważni wobec siebie, będziemy rozważni wobec natury. Okazuje się, że naprawa naszej udręczonej planety zaczyna się od naprawy zerwanych więzi między nami.

Aby je naprawić, musimy połączyć nasze głowy i omówić rozwiązania na poziomie globalnym. Rozwiązania te muszą mieć charakter integracyjny i uwzględniać potrzeby wszystkich. Jednocześnie każdy musi zaakceptować fakt, że nie może otrzymać więcej jak potrzebuje, ponieważ musi brać pod uwagę potrzeby reszty. Aby taka globalna inicjatywa mogła zadziałać, konieczna jest otwarta dyskusja na ten temat w światowych mediach. Ludzie muszą wiedzieć, że naprawdę kończy nam się czas i jeśli nie zmienimy się teraz, to potem będzie za późno.

Nie wiem, jak utrzymać ten ruch w czystości od polityki i polityków, ale musi to być autentyczny wysiłek na rzecz ratowania ludzkości i planety, a nie sztuczka mająca na celu przejęcie nad nią kontroli. Być może panel naukowców będzie w stanie to zrealizować, ale oni również muszą pracować bez ukrytych motywów. Zdaję sobie sprawę, że ten pomysł może brzmieć naiwnie, ale zdaję sobie również sprawę, że jeśli nie podejmiemy globalnych działań w celu szczerej poprawy naszych połączeń, to zbliżająca się zagłada jest pewna i bliska.

Źródło: https://bit.ly/3xb8St0


Co jeśli mylimy się w kwestii klimatu?

Co by było, gdybyśmy mylili się co do klimatu? Co byśmy zrobili, gdyby okazało się, że aerozole, które zanieczyszczają powietrze, również je ochładzają i łagodzą efekt cieplarniany? Co by się stało, gdybyśmy dowiedzieli się, że wybuchy wulkanów, które emitują CO2 i inne gazy cieplarniane, które podgrzewają atmosferę, emitują również popiół, który blokuje promienie słoneczne i chłodzi powietrze bardziej niż emitowany przez nie CO2? Ostatnio opublikowane prace naukowe dokładnie na to wskazują. Badanie przeprowadzone przez National Oceanic and Atmospheric Administration twierdzi, że „50%-wy spadek cząstek i kropli zanieczyszczeń w Europie i USA jest związany z 33% wzrostem formacji burzowych na Atlantyku w ciągu ostatnich kilku dekad, podczas gdy na Pacyfiku dzieje się odwrotnie – więcej zanieczyszczeń i mniej tajfunów.”

Jeśli do ostatniego odkrycia dodamy dobrze ugruntowany fakt, że erupcje wulkanów chłodzą Ziemię, nasuwa się pytanie, jak w takim razie radzić sobie ze zmianami klimatu? Czy oczyszczamy powietrze i ogrzewamy planetę? Czy zanieczyszczamy powietrze, aby je ochłodzić? Czy może próbujemy jakoś oczyścić powietrze i zmniejszyć emisję CO2 w sposób, który nie przyspieszy ocieplenia powietrza?

Jeżeli te pytania wydają się nierozwiązywalne, to dlatego, że są. Są nierozwiązywalne, ponieważ są to niewłaściwe pytania; ich celem jest „wyleczenie” objawów, a nie choroby. To nie działa ani w medycynie ani w przypadku klimatu. Chorobą’, która powoduje te problemy, jest ludzkie zachowanie. Bezwzględnie eksploatujemy zasoby Ziemi. Rywalizujemy o to, kto będzie eksploatował planetę skuteczniej i szybciej, i zupełnie ignorujemy fakt, że robiąc to, odpiłowujemy gałąź, na której siedzimy.

Aby rozwiązać kryzys klimatyczny, ludzkość musi przeprowadzić dyskusję przy okrągłym stole i wspólnie określić swoje priorytety. Będziemy musieli zdecydować, co jest niezbędne dla wszystkich, a co nie, i zapewnić tylko to, co jest niezbędne. Będziemy musieli nauczyć się istnieć tak, jak istnieje cała natura. Jeśli nie nauczymy się tego z własnej woli, natura zmusi nas do tego w bolesny dla nas sposób.

To rozwiązanie dotyczy nie tylko kryzysu klimatycznego, ale wszystkich naszych problemów. Nie ma dziś ani jednego problemu, który nie dotyczyłby całego świata. Spójrzcie na niedobór żywności, który spowodowała wojna na Ukrainie, spójrzcie na globalne zakłócenia w dostawach, gwałtownie rosnącą inflację na całym świecie, wirusy, które rozprzestrzeniają się w sposób niekontrolowany, kryzys związany z chipami komputerowymi – wszystko wpływa na wszystkich i nie możemy zrobić nic, aby rozwiązać te kryzysy, ponieważ próbujemy ratować siebie samych, zamiast próbować ratować wszystkich zbiorowo.

Jeśli zaczniemy myśleć kolektywnie, znajdziemy rozwiązania dla wszystkich naszych problemów, ponieważ w rzeczywistości nie są to problemy związane z zanieczyszczeniem środowiska czy inflacją, czy jakimikolwiek innymi objawami; są to problemy związane z połączeniem.

Kiedy zmienimy cel naszego połączenia z wzajemnej eksploatacji na wzajemną korektę, przekonamy się, że nie mamy żadnych problemów. Możemy zmniejszyć produkcję wszystkich naszych produktów i nadal mieć więcej niż wystarczająco do zaspokojenia potrzeb wszystkich. Jeśli przestaniemy konkurować ze sobą, nie będziemy mieli powodu, by uszczuplać ziemię. Jeśli nie będziemy mieli potrzeby zubażania Ziemi, będziemy mogli zmniejszyć emisję CO2 i aerozoli w tym samym czasie. Wniosek jest taki, że nie musimy się martwić o zmniejszenie zanieczyszczenia; musimy się martwić o poprawę naszych połączeń. Jeśli ustanowimy silne połączenia na całym świecie, reszta naszych problemów zniknie tak, jakby nigdy nie istniała.

Źródło: https://bit.ly/3Abq17Z


Czas ponownie ocenić nasz związek z naturą


Dezinformacja w świecie bez prawdy

Niedługo po ogłoszeniu, że Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (Department of Homeland Security, DHS) powołuje Radę Zarządzania Dezinformacją (Disinformation Governance Board, DGB), jej planowana szefowa, Nina Jankowicz, ogłosiła swoją rezygnację. Kilka dni później administracja Bidena ogłosiła decyzję o rozwiązaniu rady i porzuceniu całego pomysłu. Najwyraźniej krytyka, z jaką spotkał się DGB, w tym głosy, które „przyrównały go do Ministerstwa Prawdy z książki George’a Orwella ’1984’” oraz stwierdzenie Jankowicz: „Jestem do tego uprawniona, ponieważ jestem zweryfikowana, ale jest wiele osób, które nie powinny być weryfikowane, które nie są legalne, moim zdaniem. To znaczy (…) nie są godni zaufania” – przyczyniło się do decyzji o odłożeniu inicjatywy na półkę.

Uważam, że nikt nie może twierdzić, że zna prawdę, ponieważ prawda nie jest wcale kwestią opinii, stwierdzenia czy nawet takiego czy innego działania. Prawdą jest to, co istnieje, a fałszem to, co nie istnieje, a jedyną rzeczą, która istnieje, jest nierozerwalna więź między wszystkimi ludźmi i wszystkimi rzeczami.

Obecnie ludzie myślą, że tylko ich pogląd jest właściwy, a opinie wszystkich innych są błędne. Ale ponieważ wszystkie poglądy są częścią sieci, która nas łączy, wszystkie poglądy są z natury błędne, gdy są postrzegane oddzielnie, i z natury poprawne, gdy są postrzegane jako część sieci. Dlatego właśnie sama sieć jest prawdą i nic innego nie może być uważane za prawdziwe, niezależnie od miejsca i funkcji, jaką pełni w sieci.

Aby to wyjaśnić, pomyślmy o wątrobie i sercu w ciele człowieka. Z punktu widzenia serca wszystko, co robi wątroba, jest nieprawidłowe, złe i szkodliwe. Z punktu widzenia wątroby wszystko, co robi serce, jest równie absurdalne i szkodliwe. Jednak z punktu widzenia ciała człowieka, które łączy oba te elementy i czerpie z nich korzyści, są one bezcenne i nieodzowne. Prawda jest więc widoczna tylko z perspektywy sieci.

Jak nasze ciała, tak i my. Żyjemy w sieci, która determinuje wszystko, co nam się przydarza – dobre lub złe, przyjemne lub nieprzyjemne. Przebieg i wydarzenia naszego życia nie zależą od żadnej pojedynczej osoby czy działania, ponieważ wszyscy jesteśmy częścią sieci zbudowanej z połączeń, a sieć determinuje wszystko dla tych, którzy się w niej znajdują. Innymi słowy, żadna pojedyncza rzecz czy element niczego nie determinuje, ale połączenia między elementami określają ich atrybuty, wartość, funkcjonalność i trwałość. Innymi słowy, połączenia między elementami determinują wszystko.

Wracając do stwierdzenia o tym, co jest prawdą, a co fałszem, to tym, co istnieje, a więc jest prawdziwe, jest to, co wzmacnia połączenia w sieci, połączenia między ludźmi. To połączenie w sieci jest tym, co nazywamy „siłą wyższą”, „Stwórcą” lub „Bogiem”. To jest właśnie prawda. Fałsz jest zatem wszystkim, co jest sprzeczne z połączeniem.

Możemy łatwo stwierdzić, że świat obecnie opiera się na fałszu, ponieważ rozpada i dezintegruje się. Staramy się dominować, wykorzystywać, odsuwać od siebie, alienować i dzielić. Z tego powodu jesteśmy sprzeczni z naturą i żyjemy w kłamstwie.

W rezultacie, niezależnie od tego, jak bardzo staramy się ograniczyć emisję CO2, wylesianie i używanie tworzyw sztucznych, nie odwrócimy tendencji spadkowej dla świata. Dopóki nie będziemy dążyć do wzmocnienia więzi między ludźmi, ponad wszelkimi różnicami i antagonizmami, dopóty będziemy podążać w złym kierunku, fałszywą ścieżką, która nie doprowadzi nas do niczego poza klęską i cierpieniem.

Okazuje się, że jeśli chcemy poznać prawdę o świecie, musimy spojrzeć na niego wyłącznie z perspektywy sieci, czyli całego systemu, który jest naszym światem, a nawet wszechświatem. Aby to zrobić, musimy najpierw wznieść się ponad nasze wąskie, egocentryczne spojrzenie. Czyli musimy przejść ze stanu, w którym, jak gdyby, komórki wątroby oceniają wszechświat z perspektywy wątroby i przyjąć perspektywę osoby, w której znajduje się wątroba i serce. Z tej nadziemskiej perspektywy wszystko co zobaczymy, będzie aktualną i prawdziwą rzeczywistością.

Źródło: https://bit.ly/3xWl3JS


Dlaczego źle rozumiemy przywództwo

Ostatnio moją uwagę zwrócił wywiad z prymatologiem Fransem de Waalem. De Waal, autor wielu publikacji, w których obszernie pisał o swoich badaniach nad szympansami, słynie z wprowadzenia pojęcia „samca alfa”. W swojej książce Chimpanzee Politics (Polityka szympansów) omówił to pojęcie, a ówczesny marszałek Izby Reprezentantów, Newt Gingrich, polecał tę książkę nowym kongresmenom i kongresmenkom. Jednak według De Waala koncepcja ta została źle zrozumiana i zaczęła oznaczać, jak wyjaśnił w wykładzie TED, że samiec alfa „jest w zasadzie tyranem”.

De Waal twierdzi, że samce alfa niekoniecznie są najbardziej agresywne czy najsilniejsze. W większości przypadków zdobywają one szczyt poprzez tworzenie koalicji z innymi samcami i kontynuują pielęgnowanie relacji z nimi po osiągnięciu najwyższej pozycji. Koalicja pomaga im utrzymać swój status i odstraszyć potencjalnych rywali. Koalicja samców nie wystarcza jednak do utrzymania najwyższej pozycji. Mimo fizycznej niższości, samice odgrywają decydującą rolę w stadzie. Aby zdobyć ich poparcie, samiec alfa rozpieszcza samice jedzeniem i innymi niespodziankami, a także łaskocze ich niemowlęta.

Co ciekawe, zarówno samiec alfa, jak i samica alfa odgrywają rolę rozjemców – samiec wśród samców, a samica wśród samic. Kiedy samiec alfa przychodzi, aby zawrzeć pokój między zwaśnionymi małpami, wykracza poza względy koalicji i działa jako obiektywny rozjemca. Członkowie stada dostrzegają to i szanują go za to. Co jeszcze ciekawsze, samiec alfa często bez wyraźnego powodu pomaga choremu członkowi stada. Nawet jeśli nie jest on członkiem swojej koalicji i wydaje się, że pomoc słabszej lub chorej małpie, samcowi lub samicy, nie przynosi mu osobistych korzyści, samiec alfa często dzieli się jedzeniem, oferuje pocieszenie i pomaga na wiele innych sposobów.

Z reguły im milszy samiec alfa, tym dłużej panuje. A kiedy nadejdzie czas, aby go zastąpić, nie będzie źle traktowany. Wręcz przeciwnie, oddział będzie go nadal szanował i pomagał mu na starość, co będzie hołdem dla jego dobroci okazanej w czasach, gdy panował na tronie. Jeśli tyran zostanie samcem alfa, jak to się czasem zdarza, będzie rządził tak długo, jak długo starczy mu sił fizycznych. Gdy zostanie wyzwany do walki, stado nie tylko nie poprze go, ale wręcz poprze jego przeciwnika. Koniec znęcającego się samca alfa jest zawsze gorzki i bolesny.

Opisuję to wszystko, aby pokazać, jak bardzo jesteśmy podobni do szympansów. To znaczy, gdyby nasze społeczeństwo było tak sprawiedliwe i etyczne jak społeczeństwo szympansów, prawdopodobnie wyglądałoby mniej więcej tak samo. W końcu pragnienia ludzi i pragnienia naczelnych ssaków to te same pragnienia, te same myśli i kalkulacje. Różnica polega na intensywności i wyrafinowaniu, ale pragnienia są w sumie takie same. Zazdrość, namiętność i głód władzy istnieją u ludzi tak samo jak u małp, choć u tych ostatnich są mniej rozwinięte i nie tak wyrafinowane.

Jeśli przyjrzymy się sobie uczciwie, zobaczymy, że na poziomie społecznym nie rozwinęliśmy się bardziej niż one. Podczas gdy my rozwinęliśmy technologię, one rozwinęły pozytywne cechy społeczne, których my nie rozwinęliśmy. W rezultacie mamy zaawansowane technologicznie społeczeństwo, które wykorzystuje technologię przeciwko własnym członkom. Jest powód, dla którego tak się dzieje, fundamentalna różnica, która uniemożliwia upodobnienie się naszego społeczeństwa do społeczeństwa naczelnych. Różnica polega na tym, że to, co one robią instynktownie, my musimy robić świadomie, bo inaczej, jak widać, nie będziemy w stanie robić tego w ogóle.

Gdyby naszym przeznaczeniem było pozostać na poziomie małp, nie byłoby sensu stawać się ludźmi. Nie posiadamy instynktu budowania pozytywnego i wspierającego społeczeństwa, po to, aby rozwinąć ten instynkt z własnej woli. Czyniąc to, możemy dostrzec zalety takiego społeczeństwa w porównaniu z jego przeciwieństwem, którym jest nasz obecny stan. To z kolei sprawi, że nasze rozumienie natury ludzkiej i natury jako całości będzie o wiele głębsze niż to, które może pojąć jakiekolwiek inne stworzenie.

Niektórzy mogą uważać, że troska o siebie nawzajem jest naiwna lub nierealistyczna, ale nie rozumieją, że troszcząc się o innych, budujemy w sobie strukturę, która działa wokół nas, na zewnątrz. Poznajemy wówczas naturę, symulując jej modus operandi, a ponieważ działa ona na zasadzie wzajemności i troski, jak pokazuje społeczeństwo szympansów, jedynym sposobem na zrozumienie natury jest zbudowanie podobnego społeczeństwa z własnej woli i własnym wysiłkiem.

Natura w pewnym sensie uczyniła nas niewidomymi, abyśmy sami mogli rozwinąć swój wzrok. My, z powodu naszej ślepoty i egoizmu, myślimy, że cały świat jest tak samo ślepy i egoistyczny jak my sami. Jeśli jednak będziemy starali się postępować w sposób naturalny, tak, jak dzieje się to u zwierząt, odkryjemy prawdziwe, opiekuńcze usposobienie natury.

Źródło: https://bit.ly/39eVRpK


Czy rzeki na niebie zalewają Ziemię?

„Kiedy w marcu temperatury na Antarktydzie wzrosły do 38 stopni Celsjusza powyżej normy – czyli około 70 stopni Fahrenheita – załamał się szelf lodowy wielkości Los Angeles” – pisze CNN. „Ciepło wdarło się do atmosfery przez tak zwaną rzekę atmosferyczną” – czytamy dalej – „długi pióropusz wilgoci, który transportuje ciepłe powietrze i parę wodną z tropików do innych części Ziemi. … te 'rzeki na niebie’ – które zrzucają deszcz i śnieg, gdy spadają na ląd – powodują również ekstremalne temperatury, topnienie powierzchni, rozpad lodu morskiego i duże fale oceaniczne, które destabilizują szelfy lodowe na Półwyspie Antarktycznym.” Za każdym razem, gdy dochodzi do katastrofy, szukamy jej bezpośredniej przyczyny. W ten sposób unikamy uznania prawdziwej przyczyny naszych przeciwności: ludzkiej natury.

Nie tylko klimat staje się niegościnny. Także znikające lasy i szalejące plagi, które mówią nam: „Jesteście zagrożeniem! Jesteście plagą! Nadużyliście gościnności!”. Naukowcy ostrzegają, że jeśli nie powstrzymamy globalnego ocieplenia, stracimy nasze nadmorskie miasta. Myślę, że jest o wiele gorzej: Cała nasza planeta stanie się nieprzyjazna do zamieszkania przez ludzi z naszego własnego powodu. Ziemia jakby czuła do nas obrzydzenie.

Mówi się nam, że dzieje się tak, ponieważ zanieczyszczamy powietrze, wodę i glebę, niszczymy lasy, polujemy na inne gatunki aż do wyginięcia i wydobywamy z Ziemi o wiele więcej, niż może ona dać bez załamania całego ekosystemu. Są to z pewnością wady naszego zachowania, ale jest powód, dla którego tak się zachowujemy. Naszą główną zbrodnią jest nasz stosunek do siebie nawzajem.

Jakąkolwiek krzywdę wyrządzamy Ziemi, czynimy ją dziesięć razy gorszą sobie nawzajem. Szkody, które wyrządzamy Ziemi, są częścią naszych wysiłków, aby wyrządzić krzywdę innym ludziom i narodom; to kolejny aspekt naszej walki przeciwko sobie. Jeśli przestaniemy walczyć ze sobą, przestaniemy też niszczyć nasz wspólny dom, a przyroda zregeneruje się i znów stanie się dla nas przyjazna.

To prawda, że nie jest łatwo przestać walczyć ze sobą, gdy panuje nieufność i wrogość. Od narodów po jednostki, agresja i zastraszanie dominują i w istocie definiują nasze relacje. Skoro jednak Ziemia już nas wypiera, nie mamy innego wyboru, jak tylko się zmienić, jeśli chcemy przetrwać.

Do przejścia jest proces edukacyjny, ale musi się zacząć od uznania, że naszym problemem nie jest to, że spalamy za dużo paliw kopalnych, jemy za dużo mięsa czy zanieczyszczamy ziemię i wodę plastikiem. Nasz problem polega na tym, że wyrządzamy te wszystkie krzywdy, aby krzywdzić i niszczyć innych, aby ich obezwładniać i podporządkowywać sobie, aby być dumnym i zaspokajać swoje ego.

Kiedy przyznamy, że nasz egoistyczny stosunek do innych jest naszym podstawowym problemem, będziemy mogli się z nim uporać. Nauczymy wznosić się ponad nasze ego i współpracować ze sobą. Najpierw jednak musimy przestać łudzić się, że zatapiają nas rzeki na niebie. Toniemy w egoizmie i to jest nasz prawdziwy problem.

***

[Podpis pod zdjęciem: Obrazy satelitarne pokazują dramatyczny marcowy upadek szelfu lodowego Conger Gdzie: Antarktyda Kiedy: 29 marca 2022 Źródło: Obserwatorium Ziemi NASA. Stosunkowo często zdarza się, że szelfy lodowe na Antarktydzie rodzą góry lodowe. Rzadziej zdarza się, by szelf lodowy całkowicie się rozpadł. W marcu 2022 r. na Antarktydzie Wschodniej dokonały się obie te rzeczy. Załamanie to zmieniło kształt części krajobrazu Antarktydy, gdzie kiedyś uważano, że przybrzeżny lód lodowcowy jest stabilny. Zmiana nastąpiła szybko. Na początku marca 2022 roku pływający szelf, zasilany przez lodowce Glenzer i Conger, był wciąż nienaruszony. W połowie tego miesiąca już się rozpadł. Tych pare zdjęć, z 9 stycznia i 23 marca, wykonanych przez instrument OLI (Operational Land Imager) na satelicie Landsat 8, przedstawia szelf przed i po jego rozpadzie. „Cały szelf zapadł się w ciągu zaledwie dwóch tygodni” – powiedział Christopher Shuman, glacjolog z Uniwersytetu Maryland w Baltimore County, pracujący w Goddard Space Flight Center NASA. Lodowe resztki zarówno lodu szelfowego, jak i przyległego lodu morskiego w ciągu kilku tygodni wypłynęły z wód wokół wyspy Bowman. „Wszystko to zajęło mniej niż miesiąc” – mówi Shuman. „To była niezła eksplozja”. Utrata szelfu lodowego jest problematyczna, ponieważ może pośrednio przyczynić się do podniesienia poziomu morza. Szelfy lodowe są w zasadzie „pasem bezpieczeństwa” podtrzymującym resztę pokrywy lodowej Antarktydy – mówi Walker. Kiedy się zapadają, znajdujący się za nimi lód może szybciej spływać do oceanu. „I to właśnie podnosi poziom mórz”. Jak na standardy Antarktydy, szelf lodowy i lodowce, które powstrzymywał, są stosunkowo niewielkie, więc oczekuje się, że wpływy z załamania będą minimalne. Naukowcy są bardziej zaniepokojeni lokalizacją zapadnięcia. „Wszystkie poprzednie załamania miały miejsce na Antarktydzie Zachodniej, a nie na Antarktydzie Wschodniej, która do niedawna była uważana za stosunkowo stabilną” – powiedział Walker. „Jest to coś w rodzaju próby generalnej przed tym, czego możemy się spodziewać po innych, bardziej masywnych szelfach lodowych, jeśli będą się one nadal topić i destabilizować. Wtedy naprawdę miniemy punkt zwrotny, jeśli chodzi o spowolnienie wzrostu poziomu morza.” REUTERS]

Źródło: https://bit.ly/3sDW1NK


Czy wulkan ma duchowy korzeń?


Podsumowanie Światowego Dnia Zdrowia: Planeta jest schorowana

W Światowym Dniu Zdrowia, ustanowionym przez ONZ na 7go kwietnia, nie ma zbyt wielu powodów do świętowania. Stare choroby, które kiedyś uważano za wyeliminowane, takie jak polio, powracają na różnych kontynentach, a po dwóch latach od wybuchu epidemii Covid-19 nadal mamy do czynienia z pandemią.

W tym roku tematem przewodnim ONZ jest „Nasza planeta, nasze zdrowie”. Koncentruje się on na współzależności między wszystkimi poziomami przyrody a naszym zdrowiem. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że rocznie, ponad 13 milionów zgonów na świecie jest spowodowanych problemami środowiskowymi. W rzeczywistości zmiany klimatu są powiązane z takimi chorobami, jak rak, astma, choroby serca, plagi i inne.

Możemy dalej liczyć zgony i narzekać na stan świata, ale nic się nie zmieni, dopóki nie przyznamy, że systemy opieki zdrowotnej na całym świecie zawiodły. Naszym głównym zmartwieniem powinno być pytanie, jak to się stało, że ludzkość znalazła się na tak niskim poziomie pomimo wszystkich osiągnięć naukowych, które miały zapewnić wszystkim dobre życie.

Ludzkość stworzyła systemy opieki zdrowotnej w oparciu o własne egoistyczne i pozbawione dobrych intencji cechy. Nie możemy więc oczekiwać, że ze zła wyniknie dobro. Zło, o którym tu mowa, to samolubne, egoistyczne cechy zakorzenione w ludzkości. Systemy opieki zdrowotnej, podobnie jak wszystkie systemy społeczne, zależą od sposobu gospodarowania pieniędzmi i od chęci ludzi do działań ukierunkowanych na ich prawidłowe funkcjonowanie.

Wiele organizacji międzynarodowych, które mają gwarantować poprawę stanu środowiska i zdrowia na świecie, zamiast promować te cele, zajmuje się jedynie gromadzeniem środków finansowych i przemieszczaniem się odrzutowcem z konferencji na konferencję, bez rzeczywistych rezultatów i działań na rzecz poprawy sytuacji.

Nic więc dziwnego, że nie tylko nie potrafimy skutecznie zwalczać pandemii, ale nawet stare choroby, o których sądzono, że zostały praktycznie wyeliminowane, pojawiają się ponownie. Może istnieć okres inkubacji trwający setki lat, po którym choroba powraca, a my po prostu nie jesteśmy świadomi tego procesu, ale nigdy nie będziemy w stanie wytępić jej na dobre, jeśli nadal będziemy stwarzać warunki do jej rozprzestrzeniania się.

Wszystkie choroby, a zwłaszcza te odkryte w ostatnich dziesięcioleciach, są wynikiem braku równowagi psychicznej, fizjologicznej i biologicznej między człowiekiem a środowiskiem oraz między ludźmi. Dopóki tego nie naprawimy, nie będziemy w stanie wyeliminować przyczyn chorób.

Jako ludzie musimy zrozumieć, że stan przyrody zależy od relacji między nami. Widzimy widoczne dowody naszego negatywnego wpływu na przyrodę, ale wzajemne powiązania sięgają głębiej. Musimy się z tym zmierzyć, zmienić nasze nastawienie i być gotowi dostosować się do integralności przyrody. Oznacza to, że musimy brać tylko to, co jest niezbędne do przetrwania i dbać o dobre funkcjonowanie całego systemu, zamiast kierować się wyłącznie egoistycznymi kalkulacjami i zagarniać wszystko, co się da, nie zważając na konsekwencje.

Można zapytać, jak relacje międzyludzkie i to, co dzieje się w przyrodzie, są ze sobą powiązane. W przyrodzie istnieją cztery poziomy: nieożywiony, wegetatywny, ożywiony i ludzki. Wszystkie z wyjątkiem człowieka funkcjonują zgodnie z prawami natury dotyczącymi wzajemności i równowagi. Pozostałe poziomy nie mają w niczym wolnego wyboru; działają instynktownie, biorąc tylko to, co jest im potrzebne do przetrwania. Natomiast poziom ludzki jest jedynym, który dopuszcza się okrucieństw na Ziemi i wobec innych ludzi, celowo i świadomie po to, by wyrządzić krzywdę. Wszystkie negatywne reakcje, jakie otrzymujemy od przyrody, są tylko konsekwencją naszych działań. Mówiąc prościej, sami sprowadzamy na siebie te ciosy.

Jeśli postaramy się zbudować harmonijny system relacji międzyludzkich, cała przyroda będzie zrównoważona, łącznie z ludzkością. Kiedy poczujemy, jak bardzo jesteśmy zależni od wszystkich i każdy będzie działał z troską o innych indywidualnie i zbiorowo, jak wspólny umysł i jedno ciało, wtedy starożytne przysłowie „W zdrowym ciele zdrowy duch” stanie się rzeczywistością.

Źródło: https://bit.ly/3K3uZFe


W przyrodzie jest dużo miłości, ale nie ma altruizmu

Naukowcy z Australii, którzy zamierzali przeprowadzić badania nad srokami australijskimi, przyczepili maleńkie, ważące zaledwie 2,7 g nadajniki do pięciu ptaków w stadzie, aby śledzić ich ruchy i zwyczaje. Co zaskakujące, w ciągu kilku godzin wszystkie nadajniki zostały z ptaków usunięte przez współtowarzyszy ze stada. Śledzone sroki próbowały samodzielnie usunąć urządzenia, ale nie mogły sobie poradzić. Gdy inne ptaki zobaczyły, że te próbują uwolnić się z pasków, ruszyły im z pomocą i w ciągu kilku minut były oswobodzone.

Naukowcy wyjaśnili, że „choć wiemy, że sroki są inteligentnymi i społecznymi stworzeniami, to był to pierwszy znany nam przypadek, w którym zaobserwowano tego typu pozornie altruistyczne zachowanie: pomoc członkowi grupy bez otrzymania natychmiastowej, namacalnej nagrody”.

W latach 2005-2007 kilkakrotnie spotkałem się ze słynną prymatolog Jane Goodall. Odbyliśmy kilka fascynujących rozmów o naturze i o różnicach między zachowaniem człowieka a zachowaniem zwierząt. W jednej z naszych rozmów podzieliła się ze mną stwierdzeniem, że kiedy spędza się dłuższy czas w przyrodzie, ma się wrażenie, że jest ona pełna miłości, a jedynymi, którzy jej nie czują, jesteśmy my, ludzie.

Rzeczywiście, jeśli przyjrzeć się naturze z bliska, łatwo dostrzec, jak wiele jest w niej miłości. Miłość nie jest jednak altruizmem. Za tym, co zwierzęta robią dla siebie nawzajem, zawsze kryje się jakiś motyw, który wynika z własnego interesu. W przypadku sroki, ptaki z tropicielami nagle wyglądały inaczej niż reszta stada, więc inne ptaki pomogły im przywrócić „normalny” wygląd.

Każdy ptak w stadzie lub każde zwierzę w stadzie sympatyzuje z pozostałymi członkami grupy. Ponieważ przeżywalność jednego ptaka w dużej mierze zależy od liczebności stada, w interesie ptaków jest, aby było ono jak największe. Zapewnia im to większą ochronę przed rywalami i potencjalnymi drapieżnikami.

Ludzie, jak zauważyła Goodall, są inni. Mamy dodatkową cechę, jeśli można to tak nazwać: Lubimy patrzeć na cierpienie innych. Gdy inni cierpią, zwłaszcza gdy jest to wynikiem naszych własnych działań, czujemy się lepsi, a przyjemność płynąca z przewagi nad innymi jest cechą wyłącznie ludzką.

Dlatego właśnie aż do poziomu ludzkiego wszystko w przyrodzie jest doskonale zrównoważone. Istnieje instynktowna miłość i wszystko działa harmonijnie. Kiedy jednak w grę wchodzą ludzie, nienasycona żądza wyższości zakłóca cały system. To właśnie sprawia, że wykorzystujemy i znęcamy się nad innymi, nadmiernie konsumujemy, gromadzimy niepotrzebne bogactwa i uszczuplamy zasoby ziemi.

Ponieważ jesteśmy pozbawieni naturalnej miłości, z wyjątkiem więzów krwi, ale dziś nawet te się zacierają, jesteśmy jedynymi istotami na planecie, które muszą „pracować” nad miłością do innych. Nie będzie to altruizm, ponieważ nasze działania nie pozostaną bez nagrody. Naszą nagrodą będzie jednak widok radości innych. Tylko wtedy, gdy będziemy w stanie działać w ten sposób, przestaniemy znęcać się nad otoczeniem i nad sobą nawzajem.

Krótko mówiąc, antidotum na nasze rozkoszowanie się wyższością jest rozwijanie uczucia przeciwnego: przyjemności z oglądania sukcesów innych. Tylko wtedy, gdy będziemy kultywować to uczucie wśród nas, jako społeczeństwo, będziemy mieli szansę stać się opiekuńczy jak pozostałe zwierzęta w przyrodzie i stworzymy zrównoważone środowisko, w którym wszyscy będziemy mogli się rozwijać.

Źródło: https://bit.ly/3O97iPb


Dlaczego nie możemy działać synchronicznie

Wojna na Ukrainie, niezdolność świata do skutecznego ukarania Rosji, nierówny podział leków, nierówny podział dóbr, artykułów pierwszej potrzeby, edukacji – gdziekolwiek nie spojrzeć, w społeczeństwie ludzkim pojawiają się coraz większe luki i narastający brak stabilności. Spójrzmy teraz na naturę. W przyrodzie wszystko jest zrównoważone i harmonijne, zsynchronizowane w najdrobniejszych szczegółach.

Istnieje słynne zjawisko naturalne zwane „synchronizacją spontaniczną”, które powoduje, że ciała znajdujące się w bliskiej odległości synchronizują swoje ruchy. Na przykład metronomy spontanicznie synchronizują swoje uderzenia, nawet jeśli celowo uruchamiamy je w różnych momentach.

Synchronizacja spontaniczna dotyczy jednak nie tylko części świata nadającej tempo, ale wszystkich poziomów rzeczywistości. Oto, jak wyjaśnia to zjawisko Steven Strogatz, profesor matematyki stosowanej na Uniwersytecie Cornella (min. 10:09-10:37): „Jedną z rzeczy, która najbardziej mnie w tym fascynuje, jest uniwersalność tego zjawiska – występuje w każdej skali natury, od subatomowej po kosmiczną. Wykorzystuje każdy kanał komunikacyjny, jaki kiedykolwiek wymyśliła natura, od oddziaływań grawitacyjnych, po elektryczne, chemiczne, mechaniczne, można wyliczać bez końca. W każdym przypadku, gdy dwie rzeczy mogą na siebie wpływać, natura wykorzystuje to, w celu zsynchronizowania ich ze sobą”.

Wydaje się, że jedynym elementem rzeczywistości, który „wymyka się” spontanicznej synchronizacji, jest ludzkość. Tak jakby zasady, które obowiązują w całej przyrodzie, nie dotyczyły nas.

W pewnym stopniu jest to prawda. Oprócz tego, że należymy do ożywionego poziomu życia, jesteśmy również istotami czującymi, a nasze działania są determinowane przez świadome decyzje. Aby zsynchronizować nasze działania, musimy chcieć, aby tak się stało. W przeciwnym razie, jeśli pozostawimy decyzję naszej ludzkiej naturze, która w swej istocie jest egocentryczna, przeważy ona nad zarządzaniem systemowym będącym naturą reszty rzeczywistości i pozostaniemy w głębokim dysonansie, a w rezultacie – w głębokim antagonizmie wobec siebie.

W ciągu ostatnich kilku lat poziom naszego wzajemnego wyobcowania wzrósł do poziomu, który sprawia, że możliwość wybuchu kolejnej wojny światowej staje się realistycznym scenariuszem. Jedynym sposobem, aby jej uniknąć, jest świadome i dobrowolne przyjęcie synchronii między nami. To, co natura robi spontanicznie, my musimy robić świadomie i dobrowolnie.

Jest ku temu dobry powód. Kiedy decydujemy się podążać jakąś drogą, robimy to po zbadaniu i dokonaniu oceny wszystkich opcji za i przeciw. Gdybyśmy zachowywali się w określony sposób, używając do tego wyłącznie instynktu, bylibyśmy zwierzętami, a nie ludźmi. Różnica między nami a zwierzętami polega na tym, że zastanawiamy się, dyskutujemy, zadajemy pytania, aż w końcu podejmujemy decyzję. W rezultacie obraz, jaki widzimy, jest pełniejszy i głębszy niż u jakiejkolwiek innej istoty w przyrodzie.

Jednak cena, jaką płacimy za to, że jesteśmy odczuwający, jest często bardzo wysoka. Jeśli chcemy żyć w pokojowym świecie, w którym ludzie są mądrzy i życzliwi, musimy sprawić, by tak się stało. Musimy wybrać synchronię i harmonię zamiast napięcia i niezgody. Aby to osiągnąć, musimy świadomie podnieść znaczenie synchronizacji w całej ludzkości.

Harmonia i synchronizacja nie sprawią, że będziemy tacy sami czy nawet podobni. Raczej będziemy harmonijnie połączeni i komplementarnymi. Sprawią, że będziemy czerpać radość z wykorzystywania naszych umiejętności i zdolności używając ich na rzecz większego dobra i razem zbudujemy silne i solidne społeczeństwo, którego członkowie będą bezpieczni, zdrowi, a przede wszystkim szczęśliwi.

Źródło: https://bit.ly/3MId5e6