Stany upadku czy wzniesienia nie określa się tym, czy jest mi teraz dobrze czy źle. Jeśli mam myśli o Stwórcy, nawet w najtrudniejszym stanie, duchowo określa się to jako „dobro”. Upadkiem natomiast określa się stan, w którym człowiek traci więź ze Stwórcą.
Połączenie ze Stwórcą, myśl o Nim nawet w stanie nie do zniesienia, jest lepsza, niż zerwanie tej więzi w najbardziej pomyślnym stanie. I tutaj musimy włożyć ogromne wysiłki, aby prawidłowo określić, co nazywamy upadkiem, a co duchowym wzniesieniem.
W każdej chwili, gdy Stwórca przypomina nam o Sobie, nieważne w jaki sposób, powinniśmy dziękować Stworzycielowi za to. Ale przypomnienie może być poprzez uderzenie, przez bardzo trudne sytuacje. I odwrotnie, gdy tylko tracimy więź z Boskością, przyjemności zwierzęce lub codzienne problemy odciągają nas od myśli o duchowości.
Jesteśmy zagubieni, zapominamy, że to właśnie Stwórca posyła nam wszystkie te sytuacje i problemy i to my nazywamy upadkiem. Oznacza to, że stan duchowego upadku czy wzniesienia nie określa się przez nasze zmysły zwierzęce jako odczucie gorzkiego czy słodkiego, lecz przez to, czy jest to prawda czy fałsz.
Dlatego bardzo trudno jest nam przyzwyczaić się do takiego rodzaju rozróżnień, ale gdy człowiek zaczyna patrzeć na swoje stany taką metodą, zaczyna analizować sytuację w innym świetle. Dokonując oceny według zasady „prawda – fałsz”, rozpatruje swój stan tylko w jednym parametrze: czy jest on korzystny dla jego duchowego postępu.
I taka ocena odbywa się w absolutnym oderwaniu od zmysłowego postrzegania. Wtedy, ponieważ człowiek jest już rzeczywiście na to gotowy, pojawiają się w nim nowe wątpliwości: czy zwrócić się do Stwórcy, czy próbować działać samemu.
Jeśli zwrócę się do Stwórcy, kiedy sam jestem zdolny coś zrobić, będzie to sztuczna prośba. Rabasz podaje taki przykład: chłopiec płacze na ulicy i prawie nikt nie zwraca na niego uwagi. Jest jeszcze mały, a to znaczy że jego łzy dotyczą drobnostek. Ale gdy płacze dorosły człowiek, to już coś poważnego.
Albo, powiedzmy, człowiek niosący ciężki ładunek, który zaraz może mu spaść, prosi o pomoc, wtedy natychmiast mu się pomaga. Ale jeśli krzyczy „ratunku” bez wyraźnej przyczyny i wszyscy widzą że to nie jest poważne, nikt nawet nie zwróci na niego uwagi.
Z lekcji według artykułu Rabasza, 23.06.2026
Kategorie: Fragmenty z porannych lekcji, Praca duchowa