Istota i korzeń połączenia, cz. 6

каббалист Михаэль Лайтман Co daje różnorodność przeciwieństw? 

Pytanie: O ile rozumiem, celem natury jest rozwinięcie wszystkich jej części do stanu polarnych przeciwieństw, a następnie ich zjednoczenie. Co możemy wygrać od takiego przeciwieństwa?

Odpowiedź: Istniejąc pomiędzy dwiema siłami, negatywną i pozytywną, musimy doprowadzić je do równowagi. Nie ma złego i nie ma dobrego. Istnieje tylko prawidłowa równowaga między przeciwnymi częściami, która prowadzi do prawidłowego połączenia ich między sobą.

Komentarz: Jak w sałatce: im więcej składników, tym jest ona smaczniejsza…

Odpowiedź: Wszystko to pierwotnie zostało udowodnione przez naturę. W miarę rozwoju ludzkości, oczywiście, liczba składników rośnie.

Widzimy, jak ludzie się rozwijają: nikt nie jest podobny do drugiego. Ale im bardziej jesteśmy zróżnicowani i przy tym prawidłowo współdziałamy, tym bogatsze będzie społeczeństwo i nasz rozwój.

Ciąg dalszy nastąpi… 

Z programu TV „Analiza systemowa rozwoju narodu Izraela”, 24.03.2019


Kiedy odkryje się drugi oddech

каббалист Михаэль Лайтман Głównym powodem niepokojów na świecie, nie jest to, że ludzie są pozostawieni bez pracy i bez środków do życia, ale to, że stracili wiarę w przyszłość. Ta rozpacz rozprzestrzenia się, jak epidemia z rodziny na rodzinę, z miasta do miasta, z kraju do kraju.

Poczucie beznadziejności, apatii, utraty perspektywy na przyszłość ogarnęło już całą kulę ziemską, obejmując ją ze wszystkich stron. Biznesy są zamykane, jakby zatrzymał się silnik, bo nie ma po co kręcić się dalej.

Nikt oprócz nas nie rozumie, co tak naprawdę się dzieje, i jak sobie z tym radzić. Ludzie powinni zrozumieć, że niemożliwe jest dłużej pracować dla własnego napełnienia – to iluzja, dlatego że nie daje napełnienia. Napełnienie znika i zostaję rozczarowany tą pracą.

Ale tutaj znajdujemy nową metodę napełniania – poprzez napełnianie innych, otwiera się drugi oddech. Wszyscy razem przybieramy nową formę, przekształcamy się i otrzymujemy prawdziwą nieskończoną i bezgraniczną przyjemność z tego, że możemy zatroszczyć się o siebie nawzajem. Celem stworzenia jest dawanie nam przyjemności, ale prawdziwej, a nie tymczasowej i znikającej.

Obecnie znajdujemy się na tym przejściu. Trudno powiedzieć, jak długo to potrwa, prawdopodobnie długi czas, taki jaki jest potrzebny ludzkości na uświadomienie sobie tej zmiany i jej realizacji.

Dziś żyjemy po to, aby napełniać siebie, a jutro będziemy żyć dla napełnienia przyjaciół z dziesiątki. Ja będę oddany dziesiątce, ponieważ tylko przez nią mogę napełnić Stwórcę i ludzkość. Na taką wewnętrzną transformację potrzeba czasu.

Ale wszystko to zależy od nas. Być może uda nam się szybko to zmienić. Spójrzcie, jakie ogromne zmiany w ludzkiej naturze i jej myślach spowodowała w ciągu kilku miesięcy pandemia. Nawet nie przypuszczałem, że może to nastąpić tak szybko.

Dzień po dniu zachodzą zmiany w różnych częściach świata, tak jakby fale toczyły się po oceanie, wznosząc się to w jednym miejscu, to w drugim. Wyższe Światło wpływa na całą głębię pragnienia stworzenia i zmienia je od najwyższych warstw do najniższych, w tym klipot i pragnienia, które jeszcze nie dojrzały do wyjaśnienia i naprawy.

Proces jest bardzo skomplikowany. Ale ogólna rozpacz i apatia, nieznośne uczucie pustki, prowadzące do eksplozji pokazuje, że Stwórca doprowadza nas do bardzo poważnych kroków. Uczucie pustki – jest najstraszniejsze. Człowiek gotowy jest wtedy na wszystko, nawet na śmierć, aby tylko nie czuć się pustym. Tak jest zbudowane pragnienie, kli.

Stwórca nie może nic zrobić, dopóki nie poprosimy. Wyższe Światło nieustannie zbliża się do nas, jak gdyby meteor zbliżał się do Ziemi z głębin Wszechświata. Mogą minąć lata, zanim doleci i wejdzie w warstwę atmosfery. Ale już dziś naukowcy mogą powiedzieć, że za dwadzieścia lat może spadnie na Ziemię. Będzie się do nas zbliżał przez dwadzieścia lat. Ale co można z tym zrobić?

Właśnie w taki sposób należy zrozumieć, że Stwórca, Wyższe Światło, zbliża się i chce się odkryć. Odkryje się albo w odwrotnej formie, ponieważ jest przeciwieństwem pragnienia przyjemności, i dlatego towarzyszyć będą temu problemy i nieszczęścia. A może się odkryć w wyniku zgodności naszych właściwości z Nim i wtedy spotkamy się z Nim „twarzą w twarz” i połączymy się zgodnie z dobrą wolą otrzymującego i Dającego.

Wszystko zależy od nas, czy za każdym razem uda nam się ustalić właściwy związek między ogromnym pragnieniem ludzkości i Stwórcą. Jesteśmy odpowiedzialni za ten kontakt i mam nadzieję, że będziemy gotowi prawidłowo wykonać naszą pracę. W przeciwnym razie sprzeczność między Stwórcą a pragnieniem przyjemności stanie się tak ogromna, że doprowadzi do bardzo ciężkich konsekwencji.

Z porannej lekcji, według książki „Nauka dziesięciu sfirot”, 25.10.2020


Moje myśli na Twitterze, 04.11.20

Stwórca postanowił stworzyć człowieka z wielkim pragnieniem do otrzymywania, do tego aby był Mu przeciwny, nie zgadzał się z Nim, stawiał Mu opór, a nawet czuł do Niego złość i nienawiść. Wszystko to musi istnieć w naszej podstawie, abyśmy mogli poczuć i zrozumieć Stwórcę oraz zjednoczyć się z Nim.

Człowiek musi łączyć w sobie dwa przeciwieństwa: ciemność i światło, zło i dobro. Zło musi pojawić się wcześniej, aby człowiek zapragnął odłączyć się od niego, wznieść się ponad swoją naturę. Pragnienie czerpania radości rozwija się dzięki światłu, poprzez wielokrotne łączenie się z nim i odłączanie się od niego.

Stwórca przygotowuje stworzenia: buduje nas i łamie, i tak wciąż na nowo. Zbudował i zniszczył wszystkie stopnie, wszystkie światy, aż do świata Nieskończoności. Przygotował wszystkie stany naprzeciw siebie, aby człowiek mógł żyć wśród nich i wznosić się ponad nie, ponad dobro i zło.

Wiara oznacza wzniesienie się ponad własną opinię na rzecz opinii Stwórcy. Nasza opinia to wiedza. Każdy stopień zaczyna się od ciemności, od tego, czego domaga się moja natura, ale dążę do opinii Stwórcy i za każdym razem muszę się wznosić. Nie myślę i nie robię tego, co chcę, ale robię to, czego chce Stwórca.

Stwórca jest właściwością miłości i obdarzania. Spełniając Jego pragnienie, organizuję system komunikacji między mną a Stwórcą za pośrednictwem grupy, dziesiątki, całej ludzkości. Nie myślę ani nie pytam o siebie, ale tylko o innych: aby nie zapomnieli o celu ani nie odłączyli się od niego. Przekierowuję na nich swój umysł i serce.

Jeśli każdy człowiek zamiast o siebie będzie dbał o innych, przejdziemy ze ścieżki cierpienia na ścieżkę Tory, ścieżkę światła, pozbywając się koronawirusa i wszystkich innych problemów. Jeśli zaczniemy myśleć o jedności, wszystko na świecie automatycznie ułoży się. Musimy tylko naprawić nasze myśli.

Wszystko zostanie rozwiązane w myśli”. W ten sposób zrównoważymy wszystkie siły natury, które obecnie celowo mieszają w naszym życiu, jak podczas tasowania talii kart. Wszystko zależy wyłącznie od naszego pragnienia na poziomie ludzkim, który jest najwyższym poziomem tego świata.

Poczujemy nasze prawdziwe ludzkie moce, wszystko, co jest przed nami ukryte we Wszechświecie: czarne dziury i ciemną materię, wszystkie siły, które działały przed stworzeniem świata i które go stworzyły. Zaczniemy zagłębiać się w tworzenie i wyczujemy, gdzie jesteśmy. To nie jest fantazja, ale prawdziwa nauka: Kabała.

Wszystko zaczyna się od tego, że każdy człowiek myśli nie o sobie, ale o swoim bliźnim, o każdym, a tym samym wznosi się na wyższy stopień. Wyjście z siebie oznacza wejście na poziom Stwórcy, ponieważ istnieje On ponad naszymi egoistycznymi myślami i pragnieniami. Wiara ponad rozumem jest drogą do osiągnięcia kolejnego duchowego stopnia, coraz to wyższego.

@Michael_Laitman 


Wybranych nie ma

laitman_2008-08-21_0594_wp.jpg Naukę Kabały w starożytnym Babilonie odkrył Abraham – odkrył ją, jako metodę zjednoczenia dusz. Zaproponował ją Babilończykom, kiedy po raz pierwszy wybuchnął globalny kryzys, a teraz świat znów znalazł się w podobnej sytuacji. 

Kabała jest przeznaczona do naprawy całego świata, wszystkich bez wyjątku i dlatego nie można dziś jej zamknąć w sztucznych ramach, w wąskim środowisku. Wszystkie dusze muszą zjednoczyć się w jedno kli i powrócić do stanu Nieskończoności.

Naprawa duszy nie ma nic wspólnego z życiem w naszym świecie. Każdy może zacząć naprawiać swoją duszę niezależnie od tego, gdzie mieszka i czym się zajmuje.

W tym celu nie wymaga się specjalnego przygotowania. Człowiek, który odczuwa wewnętrzną pustkę, przychodzi do Kabały, no a ten, kto jest „napełniony”, pozostaje na razie w „kolejce”.

Pod koniec swego rozwoju cała ludzkość musi nieuchronnie dojść do odkrycia Stwórcy”. Baal HaSulam, „Istota nauki Kabały”

Z lekcji do przedmowy do książki „Usta mędrca”, 30.10.2009


Moje myśli na Twitterze, 08.09.20

Konieczne jest uświadomienie sobie przyczyny koronawirusa. Jeśli zrozumiemy, jak zmienić nasze wzajemne relacje – natychmiast znikną wszystkie problemy! 

Celem natury nie jest przeprowadzenie nas przez chorobę a następnie wyleczenie, ale by cierpienia spowodowane wirusem zmusiły nas do ujawnienia naszych niedobrych relacji. 

@Michael_Laitman 


Kto mną rządzi? Część 1


Korzeń wszystkich chorób

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Dlaczego natura zorganizowała to tak, że zarażamy chorobami jeden drugiego? 

Odpowiedź: Zarażamy się nie tylko chorobami, ale wieloma rzeczami. Takie jest materialne wyrażenie nieuporządkowanego połączenia między nami. Przekazujemy sobie nawzajem „duchowe wirusy” – złe myśli, nieprawidłowe wpływy – i w rezultacie mamy do czynienia z materialnymi wirusami. Nie propaguję moralności – rzeczywiście, wszystko pochodzi z wyższych systemów. A w niższych systemach nie ma wolnej woli i możliwości samodzielnego wykonania czegoś – są one po prostu aktywowane z góry. 

A zatem musimy wznieść się do miejsca, w którym pojawia sie swoboda wyboru, i uczynić ten poziom punktem wyjścia, aby z niego dążyć w górę, a nie w dół. Ponieważ w dół procesy „spływają” same zgodnie z naszym wyborem – na dobre lub na złe w zależności od sukcesu lub niepowodzenia.

Jeśli działamy niepoprawnie na poziomie systemu, który daje nam możliwość swobodnego wyboru do połączenia się ze sobą i z Naturą, wtedy wada z pewnością przenika we wszystkie systemy leżące poniżej. 

I nie ma tu znaczenia, jak ona się objawi: czy w epidemiach, chorobach sercowo-naczyniowych, w tsunami, czy w czymś innym. Można oczywiście studiować te mechanizmy, próbując przewidzieć następne wydarzenia. Ale teraz interesuje mnie coś zupełnie innego – jak zapobiegać problemom? A można im zapobiec tylko z poziomu podejmowania decyzji, gdzie zyskuję zdolność wpływania na wydarzenia, a także z wyższych poziomów. Przynajmniej muszę wznieść się na wysokość „progu”, aby zyskać wolną wolę.

Okazuje się zatem, że w naszych integralnych, globalnych czasach, kiedy wszyscy jesteśmy od siebie zależni i pogrążamy się w światowy kryzys, nie ma sensu zajmować się własnymi problemami w obliczu powszechnego nieszczęścia.

Oczywiście ludzie są zajęci swoim zdrowiem,  ponieważ nie rozumieją, gdzie leży klucz do uzdrowienia. Każdy pyta: „Jak mogę się wyleczyć? Jak uchronić się przed infekcjami?” I odpowiedź brzmi: „Nie możesz zapewnić sobie bezpieczeństwa, chronić się przed chorobami, pozbyć się ich lub zapobiec im, jeśli nie znajdujesz się na tym poziomie, z którego one pochodzą”.

Owszem, mamy medycynę, ale ona tylko próbuje „załatać dziury”. To nie jest rozwiązanie, ponieważ ciągle potrzebujemy nowych łat, ale i stare trzymają się coraz gorzej. Tymczasem problemom można i należy zapobiegać w ich źródle.

Człowiek nie chce o tym słyszeć, wydaje coraz więcej pieniędzy na leczenie, siedzi na zwolnieniu lekarskim, boryka się w szpitalach, dostarcza cierpienia sobie i bliskim… 

Po co mamy dalej rozwijać to potworne medyczne „koło zamachowe“, jeśli widzimy, że pomimo wszystkich wysiłków pojawia się coraz więcej chorób. Przy tym one, jakby „modernizowały się” – tak, aby cierpienia w końcu skłoniły nas do zadbania o główny system, w którym popełniamy błędy, powodując zło i szkody.

Nasze choroby są nieuniknionymi, „automatycznymi” konsekwencjami tego problemu. I dlatego nie powinniśmy zajmować się nimi w oderwaniu od prawdziwej przyczyny. Pora wznieść się na ten poziom, gdzie „wyrwiemy je z korzeniami”. 

Z rozmowy o nowym życiu, 10.10.2012


Czy dla całej ludzkości sens życia jest taki sam?

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: W przeciągu całej historii ludzie zadawali sobie pytania o sens życia. W religiach abrahamowych za cel życia uważano poznanie Boga, posłuszeństwo i służenie Mu. W buddyzmie – koniec cierpienia. W hinduizmie – osiągnięcie wyższej błogości. Według Konfucjusza – zbudowanie doskonałego społeczeństwa na podobieństwo niebios.

Interesującym jest, że nauka w ogóle nie zajmuje się kwestią sensu życia. Ona bada tylko warunki powstania życia na Ziemi.

Czy sens życia powinien być taki sam dla całej ludzkości, czy też każdy ma swój własny?

Odpowiedź: Rzecz w tym, że jesteśmy jak dzieci, które stale się rozwijają i stopniowo, w miarę dorastania, zmieniają się ich poglądy na świat i na życie. To naturalne. Dlatego tak traktujemy dziecko: to, co ono rozumie w wieku pięciu lat, różni się od tego, co rozumie w wieku 10, 15, 20 lat. Są to, jakby zupełnie różni ludzie. Widzimy, że w miarę dorastania wzrasta w nim świadomość swojego istnienia. To samo dotyczy ludzkości.

A zatem nie możemy mówić o czymś wspólnym dla całej ludzkości. Musimy powiązać to z poziomem, na którym się znajduje. Jeśli na przykład weźmiemy dwie osoby i zaczniemy je porównywać, to najpierw trzeba zrozumieć, dlaczego każda z nich myśli i postrzega tak, a nie inaczej, i dopiero wtedy można wyrobić sobie do nich prawidłową postawę.

Pytanie: Czy to znaczy, że najwyższy cel ludzkiego życia, poznania siebie i przyrody również nie jest ostateczny? Być może mamy przed sobą jeszcze jakieś inne cele?

Odpowiedź: W zasadzie jeśli zrozumiemy, po co istniejemy, to już to będzie graniczny próg, za którym zaczniemy poznawać tą Siłę, która nas stworzyła. Początkowo jest to wyższe od nas: podniesiemy się na następny poziom świadomości i wejdziemy na nowy poziom.

A co będzie z kimś, kto wzrośnie do tego poziomu, tego nie mogę powiedzieć. To tak samo, jak np. pięciolatek nie rozumie rozumowania dziesięciolatka, a dziesięciolatek nie rozumie rozumowania dwudziestolatka. 

Z programu TV „Umiejętności zarządzania”, 02.07.2020 


Koronomia – gospodarka wywołana przez Covid

Zespół ostrej niewydolności oddechowej Koronawirus 2, lub w skrócie SARS-CoV-2, to szczep koronawirusa, który powoduje chorobę Koronawirus 2019, czyli COVID-19 – pandemia, która zabiła ponad milion osób w ciągu zaledwie dziesięciu miesięcy i wciąż rozwija się w swej złośliwości i potędze. Wirus zmiażdżył również światową gospodarkę.

Nie widząc lepszej opcji, rządy drukują pieniądze, jakby nie było jutra. Ale, jeśli tak będą dalej postępować, jutra naprawdę nie będzie, przynajmniej takiego, w którym chcielibyśmy żyć.

Przy niezliczonych pustych domach i mieszkaniach i milionach ludzi mieszkających na ulicach, widać wyraźnie, że system ma fundamentalne błędy.

Taki czas, kiedy to, co jest ci znane zawodzi, jest odpowiednim momentem na myślenie nieszablonowe. Wiemy, że istnieją podstawowe potrzeby, które muszą być zaspokojone bez względu na wszystko. Należą do nich jedzenie, ubrania i mieszkanie. Jeśli ludzie ich nie mają po prostu , zniszczą kraj próbując przetrwać. Dlatego rząd, każdy rząd, musi zapewnić te podstawy lub dopilnować, aby były one dostępne dla każdego obywatela.

Aby wszystkim zagwarantować zaspokojenie podstawowych potrzeb, rząd musi dopilnować, aby dystrybucja dotarła do wszystkich ludzi. Obecnie około połowa produkowanej żywności nie dociera do konsumentów, ponieważ zanim dojdzie do zakupu, upływa jej termin przydatności do spożycia lub jest ona niszczona przez producentów lub sprzedawców detalicznych w celu utrzymania ceny, bądź koszty transportu powodują, że dystrybucja jest nieopłacalna.

To, co jest prawdą w przypadku jedzenia, jest tak samo prawdziwe w przypadku ubrań, których tony są wyrzucane pod koniec każdego sezonu, temat dotyczy również mieszkań. Sytuacja na rynku w której niezliczone ilości domów i mieszkań stoi pustych, podczas gdy miliony ludzi mieszkają na ulicach, wyraźnie pokazuje, że system ma fundamentalną wadę.

Możesz powiedzieć: „To jest kapitalizm”, ale trzymanie ludzi na ulicy, kiedy jest mnóstwo domów, które mogliby zajmować, nie ma sensu. A jeśli kapitalizm działa poza ludzkim sensem, to znaczy, że kapitalizm nie ma sensu, w każdym razie nie w dzisiejszym świecie. Innymi słowy, nadszedł czas, aby pożegnać się z kapitalizmem i przyjąć bardziej rozważne i humanitarne podejście (chociaż sugeruję, abyśmy nie nadawali mu nazwy, przynajmniej na razie).

W tej chwili ważne jest, aby pomóc ludziom zrozumieć, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem i za całą naturę. Nasz styl życia zmienił naszą planetę w gigantyczny śmietnik. Mieszkamy w śmietniku, ale narzekamy, gdy zachorujemy. Nadszedł czas, abyśmy zajęli się rezultatem tego, jak żyjemy – jaki ma to na nas wpływ.

Więc kiedy wszyscy będą mieli zaspokojone podstawowe potrzeby niezbędne do przetrwania, nadejdzie czas, aby zmienić nasz styl życia, a mianowicie nasz stosunek do siebie. Kapitalistyczna konkurencja jest destrukcyjna. Pomogła nam wyjść z jaskiń, ale spójrz, dokąd nas doprowadziła. Jeśli musimy konkurować, powinniśmy konkurować o to, kto łączy więcej ludzi, kto ich jednoczy, kto sprawia, że ​​są bardziej troskliwi i biorą pod uwagę potrzeby innych zamiast pozostawać obojętnymi i samolubnymi.

Oczywiście możemy zlekceważyć tę całą koncepcję ekonomii wywołaną przez Covid i wrócić do kapitalizmu, ale to nie zadziała. Covid zabije każdą próbę powrotu do 2019 roku. A im dłużej zwlekamy ze zmianą, tym trudniejsze i bardziej bolesne będą szturchnięcia ze strony koronawirusa. Jeśli jest coś, czego pragnę dla ludzkości, to jest to, żeby wszyscy szybko zrozumieli, dokąd zmierzamy i zastosowali lekarstwo, które właśnie opisałem, zanim otrzymamy cios.

Źródło: https://bit.ly/3kQcx7C


Ignorowanie COVID, to gra w rosyjską ruletkę ze zdrowiem naszych dzieci

Pomimo wszystkich naszych wysiłków, aby zaprzeczyć powadze sytuacji, COVID-19 nie jest żartem. To poważna choroba i im częściej ją ignorujemy, tym poważniejsza się staje.

Jeśli początkowo myśleliśmy, że dotyczy to tylko osób starszych i chorych, teraz wiemy, że dotyczy to wszystkich, w każdym wieku, i w każdym stanie zdrowia. Ale najbardziej przerażającym aspektem koronawirusa jest jego wpływ na dzieci. Podczas, gdy większość zarażonych dzieci nie ma objawów, u niektórych rozwija się bardzo ciężki stan zwany pediatrycznym wieloukładowym zespołem zapalnym (PIMS), który wpływa na ich mózg, a nawet może prowadzić do śmierci.

Ignorowanie ryzyka związanego z COVID-19, pod wieloma względami przypomina grę w rosyjską ruletkę. Szanse na śmierć w tym przypadku są znacznie mniejsze, ale głowa na muszce jest głową naszych dzieci. Czy jesteśmy gotowi zaryzykować?

Im dłużej zwlekamy z radzeniem sobie z wirusem, tym bardziej zaraźliwy i ekspansywny się staje. Co się stanie, jeśli będziemy zwlekać przez kolejnych sześć miesięcy? O ile gorzej wpłynie to na nas i na nasze dzieci? Czy chcemy czekać na wzrost śmiertelności? Czy chcemy czekać, aż szpitale nie będą w stanie leczyć osób z żadną chorobą, ponieważ łóżka będą zajęte przez pacjentów z COVID? Naprawdę powinniśmy lepiej orientować się w sytuacji.

Koronawirus nie przybył z krótką wizytą. Powiedziałem to, kiedy pojawił się po raz pierwszy, a teraz nauka zaczyna to rozpoznawać. Kilka dni temu John Edmunds, członek brytyjskiej naukowej grupy doradczej ds. Nagłych wypadków powiedział prawodawcom: „Będziemy musieli żyć z tym wirusem na zawsze. Jest bardzo mała szansa, że uda się go zlikwidować”. Mówiąc prościej, życie, które mieliśmy do 2020 roku, nigdy nie wróci; musimy zbudować nowe i lepsze.

Pierwszym miejscem, od którego należy zacząć rekonstrukcję naszego życia, jest nasze społeczeństwo. Jeśli przeanalizujemy każdy kryzys, z którym boryka się ludzkość, łatwo jest wymienić listę przyczyn, która do niego doprowadziła. Ale za każdym kryzysem, niezależnie od tego czy jest to zmiana klimatu, pożary lasów, COVID-19, głód, wojna, zanieczyszczenie wody, zanieczyszczenie powietrza, nadużywanie narkotyków, ubóstwo, otyłość, przemoc domowa, rasizm czy jakikolwiek inny kryzys, stoi brak uwzględniania potrzeb innych ludzi i alienacja społeczna.

Jednych pouczamy, innych demonizujemy, obrażamy, manipulujemy i oszukujemy na drodze do bogactwa i władzy. Niektórzy są bardziej agresywni, inni mniej, ale taki sposób myślenia dominuje na całym świecie. Jest to również sposób myślenia, który spowodował niezliczone kryzysy nękające naszą planetę. Nigdy ich nie pokonamy, dopóki nie wykorzenimy naszego nieustannego złego traktowania siebie nawzajem.

Wiemy, że wzajemna odpowiedzialność jest dobrem nas wszystkich; czujemy to instynktownie. Ale ilekroć chcemy ją wdrożyć, „głos rozsądku” budzi się w naszych głowach i mówi, że nie ma sensu próbować, ponieważ zbyt mało ludzi jest skłonnych podjąć wysiłek, że jest to wbrew ludzkiej naturze, i że jeśli myślimy, że to kiedykolwiek zadziała to poruszamy się w strefie marzeń, itp.

Ale czy to wbrew ludzkiej naturze chcieć czuć się bezpiecznie? Czy chęć zaufania ludziom jest wbrew ludzkiej naturze? Czy budowanie sieci wzajemnej odpowiedzialności w celu ochrony zdrowia i dobrego samopoczucia wszystkich jest sprzeczne z ludzką naturą? Wręcz przeciwnie, nic nie jest bardziej naturalne niż te zachowania. Każda osada zapewnia swoim mieszkańcom dokładnie te korzyści; to dlatego ludzie żyją w osadach i społecznościach, a kiedy wybieramy naszych przywódców, szukamy tych, którzy najlepiej zapewnią nam te potrzeby.

Ale żyjąc w systemach, które zapewniają nam życie, źle traktujemy elementy składowe tych systemów – siebie nawzajem. To nie ma sensu. To tak, jakby komórki zaatakowały antygen, który przyszedł im pomóc w walce z wirusem, a następnie skarżyły się, że są chore.

Musimy przestać ulegać naszemu ego. Wypacza ono naszą percepcję i sprawia, że myślimy o sobie niewłaściwie. Sprawia, że się nienawidzimy, podczas gdy w rzeczywistości wszyscy jesteśmy od siebie zależni i nie bylibyśmy w stanie żyć, gdyby nie było nas wszystkich.

A jeśli nie jesteśmy wystarczająco silni, aby walczyć ze swoim ego dla własnego dobra, zróbmy to przynajmniej dla naszych dzieci. To nie ich wina, że ​​pozwalamy naszemu ego szaleć w amoku; to nie ich wina, że ​​jesteśmy bez serca, tchórzymy i nie widzimy nic poza czubkiem własnego nosa. Zrezygnujmy z naszego ego przynajmniej ze względu na dzieci, aby one też miały przyszłość i nie grajmy w rosyjską ruletkę z głowami naszych dzieci na muszce.

Źródło: https://www.newsmax.com/michaellaitman/covod-19-children/2020/10/23/id/993450/