Czym jest Rosz ha-Szana w okresie przygotowania?
Z góry został nam dany punkt w sercu, czyli pewne dążenie do duchowości. Jeszcze nie wiem, czym jest duchowość, ale czegoś pragnę. Dlatego zaczynam stopniowo wyjaśniać, uczyć się, uczestniczyć w pracy grupy, słuchać nauczyciela. Wtedy coraz wyraźniej rozumiem, że duchowość to siła wyższa.
Zaczynam rozumieć, że właśnie stamtąd pochodzą wszystkie moje siły i pragnienia, odczuwać swoją zależność od niej. Jednocześnie jednak czuję, że kiedy myślę o Stwórcy, a nie o sobie, tracę siły, ponieważ moje pragnienie otrzymywania tego nie wspiera.
Albo odwrotnie, czuję, że cały ja, całe moje pragnienie otrzymywania, staje się niewolnikiem w rękach wyższej siły. W ten sposób przechodzę przez różne etapy odczuć i zaczynam dostrzegać, jak w różnorodnych formach, jestem związany z wyższą siłą: raz jej pragnę, a raz nie.
Wydaje mi się, że lepiej byłoby, gdyby jej nie było. Czuję że jestem od niej zależny, że z jej powodu nie mogę panować nad sobą. Chcę panować nad nią, boję się jej, czuję, że oddziela mnie od mojego pragnienia otrzymywania, od mojego ego.
Już zaczynam nienawidzić swojego pragnienia otrzymywania i myślę o tym, jak zadowolić Stwórcę – przecież mówią, że tak właśnie powinno być: jeśli Jemu będzie dobrze, to i mnie będzie dobrze, a jeśli nie myślę o Nim, to będzie źle. Zaczynam przechodzić wszelkiego rodzaju relacje między nami.
Powiedziano mi, że potrzebuję grupy, bez której nie będę w stanie precyzyjnie określić stosunku do Stwórcy. Mówią, że stosunek do Niego powinien być taki sam jak do obcego człowieka: jeśli kocham go, nawet jeśli jest moim największym wrogiem, bez żadnej materialnej przyczyny, nie dlatego, że dostrzegłem w nim cechy, odpowiadające mojemu ego, lecz dlatego, że uważam taki stosunek do bliźniego za wzniosły i wielki, to nazywa się to właściwością Stwórcy.
Nie mam w tym ani smaku, ani żadnej korzyści. Może to być każdy obcy człowiek, do którego nie czuję żadnej skłonności, ani szczególnego odniesienia. Mówią mi jednak, że tylko tak mogę sprawdzić, czy mam oczywiście relację ze Stwórcą, ponieważ to jest Jego właściwość, tak odnosi się do nas.
Czy to oznacza, że On nas kocha? Odnosząc się w ten sposób do obcego człowieka, nie czuję, że wypływa z serca, nie nazywa się to miłością. Dlatego jestem zdezorientowany i nie wiem, co robić. Nie mam w sobie żadnego przygotowania do tego kryterium miłości, o którym mi mówią. Innymi słowy, człowiek stopniowo ujawnia całą swoją więź, relacje, zależność lub przeciwnie, niezależność w tym co dotyczy Stwórcy.
Na tym polega nasza praca. W większości stanów i stopni, przez które przechodzi człowiek, nie odczuwa, że są one budowane w odniesieniu do Stwórcy. Wydaje mu się, że wszystko dzieje się w odniesieniu do przyjaciół, grupy, do różnych pojęć wyjaśniających, czym jest duchowość. W istocie jednak wszystko to buduje się w odniesieniu do Stwórcy, który ukrywa się za tym wszystkim.
I człowiek to wszystko wyjaśnia. Mówimy, że w Rosz ha-Szana znajduję się w szczególnym stanie, w ważnym punkcie, który określa całą jego dalszą drogę. Wtedy ustanawiam Stwórcę Królem nad wszystkim, co się dzieje i jednoznacznie określam, że wszystko zależy od Niego.
Pragnienie otrzymywania, które już do tego doszło, w wyniku wcześniej przebytych stanów, zdecydowało, że Stwórca – jest Królem całej ziemi, czyli panuje nad wszystkimi pragnieniami. Wychodząc z tego, człowiek stawia Stwórcę na czele drogi, którą zamierza podążać, co oznacza, że znajduje się już w stanie Rosz ha-Szana („Głowa Roku”).
Z lekcji według artykułu Rabasza, 11.09.2026


Zrozum, jak bardzo powinniśmy być wdzięczni naszym nauczycielom, którzy przekazują nam swoje duchowe światła i dusze dla rozkoszy naszych dusz, które znajdują się na rozdrożu między drogą ciężkich cierpień i drogą Tory, ratując nas od piekła, które jest gorsze niż śmierć. (Baal HaSulam, Wstęp do książki „Panim Meirot u Masbirot”)
Pytanie:
Pytanie:
Okres od początku roku (Rosz ha-Szana) do Dnia Sądu (Jom Kipur) nazywany jest groźnymi dniami. W rzeczywistości jednak wszystko zależy od naszego odczucia. Nawet najbardziej żałobne dni, takie jak 9-go Awa, symbolizujące tragiczne wydarzenia, które miały miejsce w przeszłości w historii narodu żydowskiego, w przyszłości staną się najlepszymi dniami.
