Artykuły z kategorii

Symbole święta Purim

каббалист Михаэль Лайтман W święto Purim według tradycji przyjęte jest pieczenie trójkątnych ciastek „uszy Hamana” („oznej Haman”). Nazywane są one też „kieszeniami Hamana” („kisei Haman”), które powinny były być napełnione egoistycznie, ale złym siłom się to nie udało i w końcu je jemy.

Ponadto jest powiedziane, że w Purim należy wpaść w taki stan upojenia, aby nie odróżnić Hamana od Mordechaja, ponieważ w naprawionym stanie dochodzimy do tego, że zarówno Haman, jak i Mordechaj działają na obdarzanie, co nazywa się otrzymywanie ze względu na obdarzanie.

W taki sposób naprawiana jest cała natura. Ten stan jest całkowitą naprawą egoizmu stworzonego przez Stwórcę. Musimy go osiągnąć. Święto Purim symbolizuje absolutną naprawę całej natury. Miejmy nadzieję, że zostanie osiągnięta w naszych czasach.

To jest to, co na razie jest przed nami ukryte. Ale teraz przechodzimy proces naprawy naszego egoizmu i znajdujemy się całkiem blisko jego zakończenia.

Z programu TV „Stany duchowe”


Dwie siły: Mordechaj i Haman

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie:Zwój Estery“ opisuje dwie siły: Mordechaja i Hamana. Co one przedstawiają?

Odpowiedź: Mordechaj jest siłą Biny, właściwością obdarzania, miłości, połączenia. Haman – to egoistyczna siła, właściwość podziału, zniszczenia. Jednak obydwie siły, nie mogą działać jedna bez drugiej.

Ich właściwe połączenie jest konieczne po to, aby doprowadzić całą ludzkość do jej zakończonego, idealnego stanu, kiedy, z jednej strony wszystkie egoistyczne siły istnieją w swojej straszliwej formie, a z drugiej strony, nad nimi panuje siła połączenia, siła miłości.

Wówczas obydwie siły, negatywna i pozytywna, pracują razem na rzecz całej ludzkości, tak jak siły elektryczne, plus i minus, pracują w silniku lub jakiejś maszynie. W taki sposób należy rozumieć, jak powinniśmy postępować.

Pytanie: Oznacza to że każda siła ma swoją funkcję. Ale dlaczego w zwoju napisano, że siła „Hamana” zostaje zniszczona?

Odpowiedź: Rzecz w tym, że jest tu jeszcze wiele niuansów. Nie siła zostaje zniszczona, a egoistyczne intencje – jak właściwie wykorzystać siłę.

Pytanie: Czyli Haman – to intencja otrzymywania dla siebie, a nie samo pragnienie otrzymywania?

Odpowiedź: Intencja dla siebie. Pragnienie otrzymywania jest neutralne, jest to sama natura.

Z programu TV „Stany duchowe. Purim – wewnętrzne znaczenie święta”


Pragnienia „Haman” i „Mordechaj”

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Staramy się połączyć nasze pragnienia w pracy dziesiątki. Które z nich nazywają się Hamanem, a które Mordechajem?

Odpowiedź: Egoistyczne, nienaprawione pragnienia, które na razie nie mogą się połączyć, nazywają się „Haman”.

A te małe pragnienia, które dążą do niedostrzegalnego, dosłownie niewielkiego zjednoczenia, nazywają się „Mordechaj”. To jest bardzo malutkie światło, światło de-chasadim, które niewiele świeci na kelim Hamana. Właśnie to wszystko musimy uporządkować.

Chodzi o to, że pragnienie „Haman” składa się z dziesięciu pragnień, zwanych jego dziesięcioma synami. Nie da się ich praktycznie naprawić. Dlatego ostatecznie zwracamy się z nimi do Stwórcy, i znikają one pod wpływem Wyższego Światła.

A pozostałe pragnienia możemy naprawić, napełnić i w taki sposób zbliżać się coraz bardziej do Stwórcy.

Z lekcji według artykułu z księgi „Szamati”


Jak zostać Mordechajem?

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Jak każdy z nas może stać się Mordechajem i wezwać grupę do zjednoczenia? Grupa to przecież nasz świat.

Odpowiedź: Człowiek, który czuje, że najważniejsze jest zjednoczenie wszystkich ludzi, nazywany jest Mordechaj od słowa „mor dror” (światło wolności). Przyciąga z góry światło Stwórcy, które jednoczy wszystkich ludzi. Dlatego w takim działaniu istnieje możliwość pokonania najbardziej złej siły – siły Hamana.

Pytanie: Czy to oznacza, że powinniśmy zajmować się tym w Purim, aby doprowadzić grupę do naprawy?

Odpowiedź: Nie tylko w Purim, ale nieustannie, w ciągu całego roku.

Z lekcji według artykułu z księgi „Szamati”


Droga prowadzi przez grupę

каббалист Михаэль Лайтман Trzeba włożyć niemało wysiłku, aby przekonać samego siebie, że droga do Stwórcy wiedzie przez grupę. Ponieważ dla nas taka droga jest nienaturalna.

Do Stwórcy każdy chciałby przyjść dla egoistycznej korzyści, licząc na to, że jego stan stanie się pewny, bezpieczny. W przeciwnym razie istniejemy w ciemności i niepewności, a cała nadzieja leży tylko we wsparciu Stwórcy.

Ale na drodze ode mnie do Stwórcy stoi grupa, dziesiątka, dzięki której mogę uformować siebie tak, aby przylgnąć do Stwórcy. Od Stwórcy przychodzi wyższe światło, jednak nie mogę go otrzymać, jeśli nie wejdzie w dziesięć pragnień. Dlatego muszę zebrać te dziesięć pragnień, jednocząc pragnienia przyjaciół, aby Stwórca przyodział się w te dziesięć Sefirot.

Światło przechodzi przez Sefirę Keter i rozdziela się między wszystkie dziesięć Sefirot, po czym zaczynam odczuwać je na dole w swojej Malchut. Ale muszę jednak sam zbudować tę strukturę, zgadzając się, że wszystkie te pragnienia są moje i przyjąć wszystkie warunki grupy.

Zbudowane przez nas połączenie będzie ułożone, zgodnie z opisem w „Nauce Dziesięciu Sefirot” i pozwoli nam przez nie łączyć się ze Stwórcą, a Stwórcy z nami.

Z lekcji na temat „Wznosimy znaczenie celu”


Świat, wypełniony Stwórcą

каббалист Михаэль Лайтман Powinniśmy wyobrazić sobie świat wypełniony właściwością Stwórcy – obdarzaniem, miłością, połączeniem i w takim stanie powinniśmy współdziałać między sobą w grupie. Im bardziej będziemy w taki sposób przejawiać się w stosunku do przyjaciół, tym szybciej będziemy zbliżać się do odrycia Stwórcy.

I zawsze będziemy musieli wyobrażać sobie Stwórcę w wierze ponad wiedzą, i nigdy w samej wiedzy. On zawsze będzie odkrywać się nam tylko ze stanu ukrycia.

Dlatego mówimy, że istnieje skrócenie (cimcum), ekran (masach), odbite światło (or chozer). Stwarzamy w sobie takie warunki, że nawet gdyby Stwórca został nam objawiony, nie chcielibyśmy jawnie ujawić Go między nami i w nas samych. Tylko w takich warunkach możemy Go rzeczywiście poznać. Ale jesteśmy już gotowi na to, żeby ujawnić Go tylko w kierunku obdarzania.

Dlatego będziemy nieustannie starać się nawiązywać połączenie w wierze ponad wiedzą i realizować je tak, jakby Stwórca znajdował się między nami i chcemy w tym zjednoczeniu upodobnić się do Niego.

Z lekcji nr 5 Międzynarodowego Kongresu „Wznoszenie się ponad siebie”


Nie należy grać w ruletkę ze śmiercią

каббалист Михаэль Лайтман Nuklearna epopeja osiągnęła punkt kulminacyjny. Na tle bezowocnych negocjacji z Iranem, przyspieszenia odbudowy jego potencjału rakietowego i wznowienia programu nuklearnego, USA wraz z Izraelem przeprowadziły uderzenie prewencyjne na cele wojskowe i administracyjne reżimu ajatollahów.

Prezydent USA Donald Trump wystąpił z oświadczeniem, w którym powiedział: „Zamierzamy zniszczyć irańskie rakiety, irańską flotę i zadbamy o to, aby nie otrzymali broni jądrowej”. Premier Izraela Benjamin Netanjahu w wideo przesłaniu do obywateli kraju oświadczył:

Nie można dopuścić, aby śmiercionośny reżim terrorystyczny zdobył broń jądrową, która pozwoli mu zagrażać całej ludzkości. Nasze wspólne działania stworzą warunki do tego, by odważny naród irański wziął swój los we własne ręce. W toku operacji» Ryk Lwa «od nas wszystkich wymagać się będzie wytrwałości i hartu ducha. Razem wytrwamy, razem będziemy walczyć, razem zapewnimy wieczność Izraela”.

Otwarcie deklarując prace nad ofensywną bronią jądrową, grożąc zniszczeniem Izraela i uderzeniami w cele amerykańskie, Iran uczynił atak prewencyjny palącą koniecznością. Przecież gdy w grę wchodzi przetrwanie, działa prosta zasada mędrców: „Jeśli ktoś zamierza cię zabić – zabij go pierwszy”.

Co by było, gdyby…

Niektórzy zadają sobie pytanie: gdyby Iran wszedł w posiadanie broni jądrowej, jakie jest prawdopodobieństwo, że starałby się skończyć z Izraelem? Tutaj trzeba zrozumieć: samo postawienie takiego pytania, sama jego obecność już wymaga uderzenia wyprzedzającego. Nie wolno grać w ruletkę ze śmiercią.

Jeśli zaś chodzi o odpowiedź, jest ona całkiem oczywista: prawdopodobieństwo jest wielkie. Zbyt kusząca jest możliwość rozprawienia się z „tworem syjonistycznym”, nie ryzykując ani sobą, ani swoją władzą. Przecież jakąkolwiek cenę zapłaciłby Iran, dla jego lidera będzie ona niewspółmiernie niższa niż wypalone zgliszcza na miejscu Tel Awiwu.

Tak więc irańskie zagrożenie dla Izraela jest absolutnie realne. Ajatollah Chamenei to człowiek ideowy, religijny i ambitny. On nie tylko rwie się do klubu nuklearnego, on pożąda islamskiego panowania, pożąda imperium, które przerazi cały świat i rzuci go na kolana.

Perskie zapędy do hegemonii nie wygasły przez wieki, a kryzys ekonomiczny i sankcje jedynie je potęgują, zamiast powstrzymywać. I dlatego broń jądrowa w rękach Iranu to zupełnie co innego niż broń jądrowa w rękach Pakistanu czy, powiedzmy, Arabii Saudyjskiej. I dlatego dla nas stawką nie są gry geopolityczne, a ratunek przed śmiercią. I tutaj konieczne jest, by widzieć nie rozproszone fragmenty, a obraz w całości.

Droga do ocalenia

Dla nas do tej pory ataki terrorystów-samotników, rakiety, „oświecony” europejski antysemityzm, komory gazowe, irańska bomba, ekstremizm skrajnej lewicy i prawicy, antyizraelskie rezolucje ONZ – to różne rzeczy, różne niebezpieczeństwa, oddzielne kreski, które, jeśli układają się w jakiś wzór, to jedynie spontanicznie.

Nie widzimy systemowości, nie widzimy fundamentalnych prawidłowości, które każą światu nienawidzić narodu Izraela od czasu, gdy o sobie oznajmił. Nienawidzić z wszelkich możliwych powodów, pod wszelkimi pretekstami, a w rzeczywistości za jedną jedyną winę, za dawny dług, którego nie da się umorzyć.

Kiedyś obiecaliśmy światu dobrą przyszłość dla wszystkich, życie według zasady miłości bliźniego jak siebie samego. Tak, brzmi to nierealnie, poprzeczka wydaje się zbyt wysoka, ale uzbroiliśmy się w metodykę i pokazaliśmy, że to możliwe. Inaczej czy garstka ludzi mogłaby wpłynąć na losy ludzkości i zostawić tak wyraźny ślad w historii świata?

Lecz potem ludzka natura jednak wzięła górę i ugrzęźliśmy w wygnaniu, odrywając się od swojego dziedzictwa, zapominając o tym, od czego zaczęliśmy i do czego dążyliśmy. Jednak świat nie zapomniał. Dla niego na zawsze pozostaliśmy innymi – tymi, którzy obiecali wyjście z niekończących się sporów i cierpień, a oszukali wszystkich. Żydzi stali się wyrzutkami z powodu odrzucenia własnych wartości i próby stania się takimi jak wszyscy!

Narody nie rozumieją tego podłoża, nie znają głębokich korzeni swojej nienawiści, ale dla nas nadszedł czas, aby w końcu dokopać się do prawdy i wyjaśnić ją innym. Pora zakończyć to, co zaczęliśmy. W przeciwnym razie jesteśmy zbędni w tym świecie i on nadal będzie nas odpychał wszystkimi siłami, chcąc na zawsze rozwiązać „kwestię żydowską”. Ratuje nas tylko nasza krytyczna rola w ogólnym systemie, dla którego wciąż jesteśmy niezbędni do przełomu. Ale ratuje nas to nie przed katastrofami, a jedynie przed całkowitym zniszczeniem…

Pora zakończyć to, co zaczęliśmy

Oto, dlaczego wzywam naród żydowski do wewnętrznej jedności, która nada mu siły i pozwoli odrodzić się naprawdę. Tylko tak zwyciężymy swoich wrogów – nie bronią, lecz czynem, którego oni nieświadomie od nas wymagają.

Tylko tak przetrwamy na tej ziemi i damy światu przykład zbliżenia serc, przykład nowych relacji, bazujących na naszym rdzennym fundamencie, założonym niegdyś przez Abrahama wśród uczniów, którzy za nim poszli. Pozostałe środki to jedynie dyplomacja, zapewniająca do czasu „okno możliwości”.

Dopóki nie poradzimy sobie sami ze sobą, nie poradzimy sobie z wrogami. Odeprzemy Iran – pojawi się ktoś inny. Jak powiedział prorok: „Nie ma pokoju dla niegodziwców” – w znaczeniu: dla tych, którzy są rozbici i myślą tylko o sobie.

W takim stanie nie jesteśmy zdolni bronić tej ziemi, ponieważ zajmują nas wewnętrzne kłótnie i dla nich jesteśmy gotowi na wszystko, nawet na przyjęcie do rządu swoich wrogów. A oni doskonale wiedzą, jak wykorzystać tę sytuację, aby osłabiać nas dalej.

Dlatego naprawdę bać powinniśmy się nie Iranu, lecz rozbitego Izraela, degradującego wewnętrznie, zniewolonego przez środki masowego otumaniania i z własnej woli rezygnującego z dobrego jutra dla siebie i dla świata. Bać się trzeba tego, że pozostaniemy ślepi, przegapimy swoją szansę i zgubimy bilet do przyszłości wśród sterty fałszywek.

A kiedy otworzą się zapisy na następny rejs – tego nie wie nikt.