Apokalipsa czy narodziny nowego

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Kryzys w tłumaczeniu z języka greckiego oznacza „punkt zwrotny”. W języku chińskim są to dwa symbole: pierwszy – „szansa”, drugi – „niebezpieczeństwo”.

Oznacza to, że kryzys – to narodziny. A co ma się urodzić?

Odpowiedź: Nowe społeczeństwo. Nowy człowiek.

Za każdym razem w czasach kryzysu następuje pewien zwrot w rozwoju, skok.

Pytanie: Dlaczego we wszystkich proroczych księgach, przyszłość opisywana jest, jako Apokalipsa? Dlaczego nie mogli opisać dobrych stanów?

Odpowiedź: Dlatego, że w naszym rozwoju następny dobry stopień rodzi się tylko przy pomocy wielkich nacisków, wojen, tak jak matka rodzi dziecko w wielkich boleściach. Człowiek, który to rozumie, cieszy się z kryzysu. Ale równocześnie przeżywa te cierpienia, które wszyscy odczuwają.

Wszyscy doskonale rozumiemy proces narodzin dziecka. Jest to bardzo skomplikowane przeżycie dla kobiecego organizmu, chociaż jest on do tego doskonale przystosowany. Podczas porodu zawsze występuje duże obciążenie dla płodu, który musi wyjść przez kanał rodny w bardzo poważnych, ciasnych warunkach.

Wyobraźcie sobie, że w ten sam sposób rodzi się nowe społeczeństwo. Natura musi wywierać na nas duży nacisk, abyśmy zechcieli narodzić się innymi.

Musi nas zmusić do trzymania się odpowiedniego kierunku i przykładania niezbędnej ilości wysiłku, aby stać się innymi. Musimy dojść do stanu, w którym za wszelką cenę będziemy musieli opuścić nasz komfortowy stan wewnątrz-maciczny i zastąpić go dość niekomfortowym zewnętrznym stanem.

Dlatego istnieje bardzo dużo problemów. Nawet do dziś, przy wszystkich zaawansowanych warunkach, ludzkość patrzy na narodziny dziecka, jako na coś szczególnego, coś niezwykłego.

Pytanie: Oczywiście, sam proces porodu jest sam w sobie trudny. Ale dlaczego kabaliści opisywali stan końcowy, jako coś w rodzaju Apokalipsy?

Odpowiedź: Tak, to wygląda jak Apokalipsa. Przecież te próby parcia, podczas których rodzi się dziecko, powinny wpłynąć na społeczeństwo ludzkie podczas jego narodzin na nowym poziomie. I oczywiście, będziemy przeżywać te stany, jako bardzo nieprzyjemne. Dlatego musimy wychować się w taki sposób, aby poczuć je, jako konieczne.

Dziecko w ciele matki znajduje się głową do góry, a podczas narodzin odwraca się główką w dół i wychodzi przez kanał rodny. W taki sam sposób podczas narodzin nowego społeczeństwa przewraca się świadomość ludzkości, cała idea jej świata zostaje odwrócona.

Narodziny są absolutnym przeciwieństwem stanu wewnątrz-macicznego. Kiedy człowiek rodzi się duchowo – odkrywa inny, Wyższy Świat.

Pytanie: Ale co widzę? Dzisiaj odczuwam ten świat przez pięć organów zmysłów, mam pewne zasady, na których opiera się mój światopogląd. A co się zmieni później? Co zacznę widzieć?

Odpowiedź: Zaczniesz widzieć otaczający Cię świat w zupełnie inny sposób. Zobaczysz siły, które nim zarządzają, i swoje możliwości wpływania na ten świat.

Z programu TV „Epoka po koronawirusie”, 07.05.2020


Koronawirus – konsekwencja wzajemnej nienawiści

каббалист Михаэль Лайтман Aby na świecie zapanował porządek, musimy połączyć się na tyle, aby między nami przejawiło się światło Stwórcy, wypełniając nasze połączenie Wyższym Światłem. Poprzez nasze połączenie ze wszystkimi mieszkańcami tego świata przeprowadzimy do nich światło Stwórcy, które oświeci cały świat.

Wtedy świat zamiast bać się koronawirusa i stronić od siebie nawzajem, będzie mógł łączyć się wspaniałymi, dobrymi powiązaniami: zarówno między ludźmi, jak i przyrodą nieożywioną, roślinną i zwierzęcą, czyli ze środowiskiem.

Cały świat podniósłby się na nowy stopień zjednoczenia i naprawy. A dzięki temu integralnemu połączeniu, poczuciu integralnej natury, świat odkryłby istnienie jednej siły, która zarządza wszystkim i organizuje całe nasze życie. W ten sposób cały świat zbliżyłby się do odczucia i poznania Stwórcy.

Ten proces jest już w toku. A jeśli nie zrozumiemy pierwszych ważnych wskazówek w postaci koronawirusa, to następnym razem okażą się one znacznie straszniejsze. Nie należy czekać na to. Koronawirus na razie działa bardzo delikatnie, strasząc nas epidemią, aby powstrzymać od niepotrzebnych zajęć, które tylko niszczą naturę.

Ale następnym razem epidemia może zabrać połowę ludzkości, dotykając każdego domu. Jeśli nie nauczymy się na dzisiejszym doświadczeniu z koronawirusem, myśląc tylko o tym, jak powrócić do salonów fryzjerskich i domów wypoczynkowych, to otrzymamy od natury jeszcze mocniejsze ostrzeżenie.

Koronawirus pozwala nam zrozumieć, że jesteśmy zobowiązani do zmiany naszego zachowania w stosunku do siebie nawzajem, między ludźmi, a także do całej nieożywionej, roślinnej i zwierzęcej natury. W końcu jesteśmy zobowiązani doprowadzić do porządku nasze życie na kuli ziemskiej.

Oczywiście wszyscy wiemy, że nasze życie nie jest najlepsze i wymaga naprawy. Zmieńmy je i nie wracajmy do starego. Teraz, wracając po kwarantannie do normalnego życia, zorganizujmy nasze relacje nieco inaczej, poprawmy je, mniej krzywdźmy się nawzajem i mniej psujmy otaczające nas środowisko. Także przed epidemią mówiliśmy o tym, że warto byłoby zmienić się, więc zróbmy to.

Zastanówmy się, jakie przydatne wnioski można wyciągnąć z przeżytej epidemii, jakie lekcje można wyciągnąć. Gdzie powinniśmy się zmienić? Może uda nam się znaleźć przyczynę i zrobić tak, żeby to się już więcej nie powtórzyło. Jeśli zrobiliśmy kilka pozytywnych zmian, nie traćmy ich: zmieńmy trochę rodzinę, edukację, pracę, zlikwidujmy niepotrzebne biznesy, które produkują towary do wyrzucenia.

Jak dotąd nie widzę zmiany w świadomości ludzi. Liderzy nie rozumieją, co się dzieje, i starają się wszelkimi sposobami wrócić do poprzedniego stanu. Oczywiście stali się teraz bardziej ostrożni, ale nie wiedzą co robić.

To nie jest złośliwa intencja, ale niemożność uświadomienia sobie zmian zachodzących w naturze, które spowodowały powstanie koronawirusa. A w kolejce za nim stoi wiele innych wirusów, które czekają na nas, jeśli nie zaczniemy się zmieniać.

Widzimy, że egoiści nie są w stanie zjednoczyć się: ani w rozpadającej się Europie, ani w Chinach, także w Ameryce i Indiach. Nikt nie może utrzymać się w dobrych stosunkach, wszyscy przeciwko wszystkim. I ponad tą ogólną niezgodą nasza grupa może stać się siłą jednoczącą, z jednym celem wspólnej jedności, pod jednym mottem: „Zjednoczenie zamiast separacji”.

To nie jest straszne, że separacja pozostanie, nie zajmujemy się nią, a tylko budujemy jedność ponad podziałem. Nie ma potrzeby walczyć z brakiem jedności, ponieważ wszyscy jesteśmy różni i nienawidzimy się nawzajem. Niech tak pozostanie, a ponad tym chcemy przeciągnąć nici miłości, więzi między nami, aby wszystkie przestępstwa pokryła miłość. To jest nasze motto, z którym idziemy.

Tylko taki system może rządzić światem, dlatego że zawiera w sobie zarówno wielki ludzki egoizm, jak i Wyższą Siłę Stwórcy, ogólnoświatowe zjednoczenie. Dzięki tym dwóm siłom można zrobić wszystko, ponieważ wtedy łączymy w sobie wszystko i możemy zarządzać światem, dając przykład i rozpowszechniając metodę połączenia.

Koronawirus pozostaje taki jaki jest, nie dotykamy go. Konieczne jest przestrzeganie zasad dystansu społecznego, które ustalił dla nas koronawirus, to znaczy dwa metry od siebie nawzajem i kwarantanna domowa. Ale jednocześnie rozwijamy wewnętrzne połączenie między nami, dopóki nasza wewnętrzna jedność nie zniszczy wszystkich wirusów. Przecież wirus jest konsekwencją naszej wzajemnej nienawiści.

W naszym świecie nie ma nic oprócz pragnienia czerpania przyjemności, nierozerwalnie związanego z nienawiścią do innych, i pragnienia obdarzania, generującego miłość do bliźniego. Koronawirus jest wynikiem przejawiającej się w biologicznej formie nienawiści, w postaci wirusa.

Zmniejszmy trochę nienawiść między nami albo przynajmniej uświadommy sobie, że ona istnieje, i zechciejmy się jej pozbyć. Już samo to pragnienie zmniejszy nienawiść i tego samego dnia zobaczymy, jak uleczymy się od wirusa. To właśnie powinno robić dziś światowe przywództwo.

Z lekcji na temat „Wiara ponad wiedzą”, 25.04.2020


COVID-19 i daremny wyścig o szczepionkę

Powinniśmy nauczyć się kochać ludzkość, ponieważ wszystkie nasze części, a każda jest inna, tworzą piękną całość, której wszyscy jesteśmy równie ważnymi elementami.

Pod zdjęciem: Dyrektor Generalny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Tedros Adhanom Ghebreyesus przemawia podczas konferencji prasowej po posiedzeniu Komitetu Nadzwyczajnego w sprawie nowo wykrytego koronawirusa (2019-nCoV) w Genewie, Szwajcaria 30 stycznia 2020 r. REUTERS / Denis Balibouse / File Photo

Firmy na całym świecie prześcigają się, aby znaleźć szczepionkę na COVID-19. Mają nadzieję, że uda im się zlikwidować pandemię, przywrócić kapitalistyczny, nadmiernie konsumpcyjny sposób życia, jaki mieliśmy zanim wirus przejął władzę nad światem, i że jednocześnie zarobią miliardy dolarów w całym procesie. To beznadziejna pogoń. Prawdopodobnie nie będzie szczepionki ani lekarstwa na wirusa. Nawet, jeśli zostanie wynaleziona, wkrótce potem inna, silniejsza zaraza dopadnie ludzkość.

Stawiamy siebie przeciwko całemu istnieniu, pełni roszczeń do rzeczy, do których nie mamy mieć prawa roszczeń, i czujemy, że czegoś się nas pozbawia, gdy nie otrzymujemy tego, czego od początku nie mięliśmy dostać.

Michael Laitman

Jeśli chcemy wyleczyć się z koronawirusa, musimy zabrać się za to u źródła. Pojawienie się wirusa samo w sobie jest objawem, nie chorobą. Choroba to nasze złe relacje między sobą. Nasze relacje między sobą są chore, a choroba ta objawia się na różne sposoby, na przykład we wskaźnikach rozwodów, wskaźnikach depresji, nadużywaniu narkotyków, otyłości, przemocy, a ostatnio w postaci pandemii.

Nie możemy traktować wirusa, jako samodzielnego kryzysu, ponieważ wszystko w rzeczywistości jest powiązane i połączone ze wszystkim. Wiemy już o tym w odniesieniu do reszty natury, a nawet do tego jak działa nasze ciało, ale wyłączamy wygodnie naszą psychikę z tego kręgu. Nie powinniśmy; takie działanie niszczy nasze życie, nasze źródła utrzymania, a teraz całą naszą cywilizację.

W rzeczywistości nie ma sensu myśleć, że nasz zły stan duchowy, a mianowicie nasza wzajemna niechęć, nie ma wpływu na nasze ciała. Jeśli możemy leczyć depresję lekami przeciwdepresyjnymi lub przyjmować tabletki, które sprawiają, że czujemy się przyjaźnie nastawieni, dlaczego uważamy, że złe usposobienie nie wpłynie negatywnie na nasze zdrowie?

Co więcej, ponieważ nasze ciała, umysły i duchy stanowią jeden system, a ponieważ jesteśmy częścią całej natury, nasz zły duch negatywnie wpływa na całą naturę, która również jest jednym systemem połączeń. A kiedy cała ludzkość cierpi z powodu złego stanu ducha, wpływ na resztę świata staje się ogromny.

Gdziekolwiek spojrzysz na naturę, jest to zrównoważony i harmonijny system. Na poziomie mineralnym, roślinnym i zwierzęcym, elementy żywią się nawzajem, chroniąc w ten sposób zdrowie i równowagę ekosystemu. Również w naszym ciele jest zachowana homeostaza, ponieważ organizm nieustannie wytwarza nowe i mocne komórki oraz zabija stare i słabe. Dzięki temu jesteśmy zdrowi i silni.

Jedyną częścią, w której natura nie działa na autopilocie, jest nasza psychika. Nasze duchy mają swobodę wyboru, czy chcą być zjednoczone w jednym systemie, czy działać solo. Jak dotąd zdecydowaliśmy się na grę solo, ale widzimy, jakie są tego koszty. Stawiamy siebie przeciwko całemu istnieniu, pełni roszczeń do rzeczy, do których nie mamy mieć prawa roszczeń, i czujemy, że czegoś się nas pozbawia, gdy nie otrzymujemy tego, czego od początku nie mięliśmy dostać.

Jeśli chcemy być zdrowi, silni i szczęśliwi, musimy najpierw nauczyć się, jak działa cała natura. Musimy uznać, że cały system jest integralny i połączony, że wszystkie części wspierają się nawzajem we współzależnej sieci elementów, które wzajemnie, w pozytywny sposób wpływają na swoje dobre samopoczucie. Konkurencja w naturze jest tylko pozorna, to błędna interpretacja dokonana przez nasz egocentryczny sposób myślenia. Gatunki wspierają się nawzajem i wzmacniają, ponieważ wszystkie są od siebie zależne.

Kiedy już to wiemy, zrozumiemy, jak możemy stać się podobni do natury, a tym samym naprawdę szczęśliwi. Zrozumiemy, że ludzie o różnych poglądach nie są naszymi wrogami, ponieważ bez nich nie bylibyśmy w stanie określić siebie, naszych poglądów, naszych myśli. To właśnie konflikty i sprzeczności w naszym życiu, rzeczy, z którymi się nie zgadzamy, sprawiają, że myślimy, rozwijamy się, wyrażamy i stajemy się pełniejszymi istotami ludzkimi.

Ostatecznie ludzki ekosystem powinien przypominać resztę natury, tworzyć sieć różnych i przeciwstawnych poglądów, kolorów, ras, religii, narodów, osobowości i kultur, które razem tworzą piękną całość, tak różnorodną jak sama natura. Wszyscy kochamy i doceniamy różnorodność natury, więc dlaczego nie kochać i nie doceniać naszej? Tak jak kochamy naturę, ponieważ wszystkie jej części tworzą piękną całość, powinniśmy nauczyć się kochać ludzkość, ponieważ wszystkie części nas, a każda jest inna, tworzą piękną całość, której wszyscy jesteśmy równie ważnymi elementami.

Źródło: https://bit.ly/31dqIMB


Moje myśli na Twitterze, 14.08.20

Stworzono tylko jedno kli, dziesiątkę. A szersze kręgi – światowa grupa kabalistyczna i cała ludzkość – to ta sama dziesiątka, tylko z coraz większą rozdzielczością, pozwalającą poznać szczegóły i specyfikę połączenia ze Stwórcą. 

W materialnym, człowiek może być inteligentny i znaczący. Ale w duchowym, o wiele więcej znaczy połączenie z dziesiątką, dające ogromny duchowy dodatek. Liczba różnych właściwości uzyskanych od połączenia z innymi ludźmi, określa wielkość mojego duchowego naczynia (kli). 

W materialnym, rozmiar naczynia mierzy się ilością: jeden litr, dwa, tysiąc… Im większa objętość naczynia, tym jest większe. Ale w duchowym wielkość naczynia określana jest nie jego objętością, a liczbą różnych właściwości, które decydują o jego rozdzielczości: ilością pikseli. 

Jeśli w naszym świecie zdolność określa się ilością wiedzy, to w świecie duchowym – liczbą połączonych części, jak łączone są różne opinie, aby osiągnąć jeden cel. To różnica i wysiłek osiągnięcia jednego celu określa wielkość duchowego naczynia. 

@Michael_Laitman 


Sens życia. Krótko o Kabale – 3


CO JEST POTRZEBNE, ABY ZBUDOWAĆ DOBRY STARTUP W TYCH NIEPEWNYCH CZASACH?

Na początku musimy zrozumieć, w jakim stopniu świat rozpoczął nowy program w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Obecnie żyjemy w zupełnie innym świecie. To tak, jakby kosmici przybyli do nas i wszczepili nowy chip do naszej rzeczywistości zmieniając nasze warunki otoczenia, zachowania i sposób myślenia.

Znajdujemy się w fazie przejściowej, a mimo to wiele osób nadal próbuje działać zgodnie z przestarzałym programem świata sprzed koronawirusa, programem, który na pierwszym miejscu stawia wartość korzyści własnej, nad korzyściami dla innych.

Gdybyśmy zrozumieli ewolucyjną tendencję natury do kierowania wszystkimi jej częściami w kierunku doskonałego połączenia i współzależności, zobaczylibyśmy, że w ostatecznym rozrachunku korzystne są dla nas dzisiejsze zmiany: zbliżają nas do siebie, niekoniecznie fizycznie, ale do większej bliskości serc.

A kiedy czujemy się bliżej siebie, czujemy się szczęśliwsi, pewniejsi, bezpieczniejsi i zdrowsi.

Dlatego dziś bardziej niż czegokolwiek innego potrzebujemy środowiska, które może wspierać, zachęcać i kierować naszymi połączeniami, abyśmy mogli zrównoważyć relacje zgodnie z nowym programem rozwoju. Koniecznym jest budowanie współpracy i troski o siebie nawzajem.

Jeśli nie uda nam się ulepszyć naszego nastawienia do siebie nawzajem, aby dopasować nasze relacje do wzajemnej zależności i odpowiedzialności wymaganej przez obowiązujący nowy program, z dnia na dzień brnąć będziemy w odczuwanie coraz większego ciężaru na naszych barkach.

Natura za pośrednictwem koronawirusa umieściła nas w nowych warunkach właśnie po to, aby nas przemienić.

Dlatego też dzisiejsze startupy muszą wziąć to pod uwagę.

Do tej pory było tak, że startupy trafiały na rynek, który stawiał je przeciwko sobie, teraz to wszystko musi się zmienić. Nadal będziemy musieli konkurować, ale nasza konkurencja musi zmienić się z egoistycznej, w której staramy się czerpać jak najwięcej z rynku dla naszej działalności, do konkurencji, w której każdy z nas dąży do wniesienia jak największej wartości dla całej ludzkości.

A co dziś oznacza „wartość”? Oznacza to dbanie o to, aby potrzeby wszystkich zostały zaspokojone, a także pomaganie każdemu w osiągnięciu prawdziwego szczęścia, bezpieczeństwa i zdrowia poprzez poprawę jakości relacji międzyludzkich.

Dlatego każdy, kto jest wystarczająco odważny, by zainicjować startup w tym okresie, powinien najpierw wyposażyć się w wystarczającą wiedzę i otoczyć odpowiednim środowiskiem, aby zrozumieć transformację, jaką przechodzi świat, a następnie stworzyć narzędzia, które pomogą ludziom poczuć się bliższymi sobie.

Na przykład, istnieje dużo miejsca na rozwój technologii, dzięki którym możemy poczuć się razem w jednym pomieszczeniu, a tym bardziej, jako części jednej całości, w której każdy nasz oddech i kontakt są wyczuwalne przez wszystkich.

Innymi słowy, kiedy zmierzamy w kierunku odkrycia naszej ścisłej współzależności, możemy opracować technologie, które pomogą nam przybliżyć, co to znaczy czuć się jednością z innymi, i które w ten sposób pomogą pokierować naszą nieuchronną przemianą, aby przebiegła w sposób o wiele bardziej pozytywny i harmonijny.

Potrzebujemy startupów, które autentycznie zaspokajają ludzką potrzebę połączenia, co ułatwi nam przejście od naszego obecnego stopnia do większego wzajemnego wsparcia i brania innych pod uwagę.

Źródło: https://bit.ly/2CEE62C


Fragmenty z 3 lekcji kongresu 15.08.2020

каббалист Михаэль Лайтман Wirtualny kongres „Nowy świat”. Lekcja numer 3 

Najtrudniejsze – to wyobrazić sobie miłość, która cały czas opiera się na nienawiści i obie wspierają się nawzajem, wzmacniają i tylko dzięki temu istnieją. 

W ten sposób duchowość różni się od świata materialnego, w którym jedno anuluje drugie. W naszym świecie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że możemy kochać tylko wtedy, gdy zapominamy o nienawiści. A potem znów wybucha nienawiść i zapominamy o miłości, i jesteśmy gotowi pozabijać się nawzajem.

W duchowości tak się nie dzieje, tam jednocześnie istnieje i nienawiść, i miłość. Obie pochodzą od Stwórcy i właśnie dzięki nienawiści, która leży u podstaw tego świata, możemy wznieść się do miłości, do natury wyższego świata. Istniejemy właśnie w takim „sandwiczu”: zarówno w nienawiści, jak i w miłości, i te dwie linie, prawa i lewa istnieją na równych prawach. Jedna nie może być większa od drugiej.

A potem poczujemy, jak odkrywa się środkowa linia. Na razie nie powinna być ujawniona, w przeciwnym razie anulujemy jedną z dwóch linii. Tylko, jeśli istnieją dwie linie i rozumiemy, że jedna nie może istnieć bez drugiej, poprzez swoje pragnienie zachowania ich obu tworzymy środkową linię.

***

Wykonajcie takie ćwiczenie: tam, gdzie widzę swój egoizm w stosunku do przyjaciół, tam staram się go usunąć, wykorzenić. Wycinam go jakby nożem, a uwolnione miejsce zachowuję i chcę wypełnić Stwórcą. Chcę, aby Stwórca odkrył się w nim, w przeciwnym razie On się nie odkryje. Jeśli pragnę odkryć Stwórcę, jest to możliwe tylko w tych miejscach i właściwościach, w których uwolniłem dla Niego miejsce. 

Z lekcji nr 3 wirtualnego kongresu „Nowy Świat”, 15.08.2020 


Noszenie maski – wolność kontra miłość do bliźniego?

Jedni uważają, że ratuje życie, a dla innych jest to symbol tyranii – wymóg noszenia maski w miejscach publicznych, by zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się Covid-19, podzielił społeczeństwa na całym świecie. W Ameryce buntownicze i impulsywne reakcje znacznej liczby klientów w sklepach i biurach, gdzie noszenie maski jest obowiązkowe, zaskoczyły nawet ekspertów od zdrowia psychicznego. Ludzie wyrażają oburzenie na ulicach Stanów Zjednoczonych, a także w dużych miastach, takich jak Berlin i Londyn, gdzie tysiące ludzi protestowało przeciwko temu rozwiązaniu. Ale czy wiemy, co oznacza prawdziwa wolność? Klarowność sytuacji można uchwycić tylko wtedy, gdy we wszystkich swoich rozważaniach bierzemy innych pod uwagę.

Natura jest jak kochający rodzic, który podaje gorzkie lekarstwo swojemu delikatnemu dziecku. W obecnej sytuacji jesteśmy tym dzieckiem i reagujemy kopaniem, płaczem, nie chcemy go przyjąć. Natura ma jasny cel: zjednoczyć całą ludzkość. W związku z czym, nie będziemy w stanie uciec przed plagą, będzie ona trwała, dopóki nie zdamy sobie sprawy, że jesteśmy na jednej łodzi, cała ludzkość.

Pomimo ogromnego poparcia naukowego dla skuteczności noszenia masek w zapobieganiu dalszemu rozprzestrzenianiu się pandemii koronawirusa, debata na temat ich skuteczności wśród tych, którzy sprzeciwiają się zakrywaniu twarzy i dystansowi społecznemu jako środkom zapobiegawczym, nie chce ucichnąć. Ale jest głębszy powód ich odmowy: ludzka natura. Ludzie są gotowi ryzykować życie innych i własne, aby zachować to, co uważają za swoją swobodę osobistą. Zadają sobie pytanie: „Dlaczego rząd miałby narzucić mi ograniczenie? Co to ma znaczyć, mam założyć uzdę na usta jak koń? Jestem wolną osobą!”

Dlaczego nastrój antymaskowy?

Jako ktoś, kto studiuje ludzką naturę od ponad czterdziestu lat, mogę ich zrozumieć. Czują, że maski i ograniczenia, które symbolizują, są przytłaczające i poniżające. Pojawia się jakiś wirus i nagle są zobowiązani do noszenia masek, podczas gdy rządy wydają się bezradne, by uporać się z sytuacją. Oczywiście, że będą krzyczeć na ulicach. Kraje, które myślały, że poradziły sobie z kryzysem Covid-19, znów upadają. Zakończenia problemu wirusa nie widać; po prostu nie znika i nic nie pomaga.

Nieposłuszeństwo ludzi wobec wymogu maski jest dowodem naszej niezdolności, porażki, a nawet obojętności w prawidłowym kształceniu naszych społeczeństw. Ludzi nie uczono, jak o siebie dbać i jak się wzajemnie traktować. Nie ma rządu na świecie, który mógłby dać przykład komukolwiek w tej dziedzinie, także nie ma wśród osób odpowiedzialnych za system opieki zdrowotnej – wszyscy kierują się własnymi, poszczególnymi poglądami. Jesteśmy świadkami całkowitego upadku systemu ludzkiego. W zasadzie nie ma niczego spośród istniejących struktur społecznych, co moglibyśmy przedstawić ludziom, jako przykład do szanowania i wysłuchania – wszystko jest skorumpowane.

To sam wirus wziął w swoje ręce naszą edukację. Natura, zgodnie z rządzącymi w niej prawami, jest zobowiązana do działania, które w każdy możliwy sposób, doprowadzi człowieka do zgodności z jej systemem, do poznania swoich „złych skłonności”. Dopóki człowiek nie osiągnie wyższej świadomości, natura musi mu pokazać, że jego zguba w życiu wynika ze zrujnowanych relacji z innymi.

Natura jest jak kochający rodzic, który podaje swojemu delikatnemu dziecku gorzkie lekarstwo. W obecnej sytuacji jesteśmy tym dzieckiem i reagujemy kopaniem, płaczem, nie chcemy go przyjąć. Natura ma jasny cel: zjednoczyć całą ludzkość. W związku z czym, nie będziemy w stanie uciec przed plagą, będzie ona trwała, dopóki nie zdamy sobie sprawy, że jesteśmy na jednej łodzi, cała ludzkość.

Wpływamy na siebie nawzajem i zależymy od innych a oni od nas. Dlatego każdy musi działać odpowiednio, rozwijając przekonanie i zamiar uniknięcia przenoszenia wirusa i szkodzenia innym. Kiedy patrzymy z tej perspektywy na naszą sytuację, nie będziemy postrzegać obowiązkowych środków, takich jak noszenie maski, jako przymusu, ale jako gestu miłości i troski o innych, realizując go z uczuciem wielkiego szczęścia.

Świat jest okrągły i jako całość funkcjonuje w sposób integralny. W obecnej sytuacji, w tę krągłość, ze wszystkich stron uderzają kryzysy. Więc co robić? Najpierw musimy zdać sobie sprawę, że jesteśmy elementami systemu, w którym wszystko jest ze sobą połączone. Oznacza to, że każde działanie jednego elementu wpływa na całość. Dlatego jedynym sposobem przezwyciężenia stanu kryzysu jest myślenie i zachowywanie się jak jedność, we wzajemnej odpowiedzialności. To jest nasza prawdziwa wolność wyboru.

Źródło: https://bit.ly/3kSSdTg


Kłótnie i spory

каббалист Михаэль ЛайтманSzczerej prawdy nie trzeba udowadniać. Do niej wspólnie należy dojrzeć. 

Po sześciu miesiącach walki z koronawirusem zaczynamy zdawać sobie sprawę z jego niesamowitej lekcji: problem nie leży w nim – problem tkwi w nas. W ogóle wszystko złe, co się z nami dzieje, jest zakorzenione w nas samych. 

Gdybyśmy naprawdę troszczyli się o siebie nawzajem, już dalibyśmy sobie radę z epidemią. Gdybyśmy myśleli o kraju i ludziach, a nie o biznesie i portfelach już odbudowalibyśmy gospodarkę,. Zapewnilibyśmy każdemu prawdziwy biznes i prawdziwy wypoczynek, jeśli bylibyśmy razem.

Ale jesteśmy rozdzieleni. Nie mamy wspólnego poglądu, wspólnie zorientowanych wytycznych, wspólnych wartości, wspólnego pociągu do jedności ponad sprzecznościami. I dlatego wirus powoli zjada nas od środka – obojętnością, niezgodą, wrogością.

To samo dotyczy bitew politycznych. Ale tutaj uczucia całkowicie podporządkowują umysł i dzielą nas na nieprzejednane obozy. Kiedy to do nas dojdzie: polityka nie rozwiąże tego kryzysu? Polityka tylko odwraca uwagę od istoty, od tego, co jest w środku, w nas, między nami.

Na naszych oczach społeczeństwo pogrąża się we własnej niższości moralnej, w kryzysie zaufania, wzajemnego zrozumienia i wzajemnej pomocy. I chociaż w zasadzie to rozumiemy, ale nie jesteśmy jeszcze gotowi, aby przyznać się przed sobą: „Tak, jesteśmy winni. Jesteśmy winni, że nie sprzeciwiamy się egoizmowi. Dzięki niemu stajemy się przestępcami – przekraczamy podstawowe granice współczucia, harmonii społecznej, zdrowego rozsądku. Już sama myśl o tym, aby dogadać się polubownie, przyprawia nas o wymioty”.

Wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni. Wszyscy bez wyjątku. Chociaż dla siebie osobiście czasami wydaję się być bezgrzeszny, ale czy naprawdę jest miejsce dla aniołów w tak egoistycznym społeczeństwie? Czy można nie ubrudzić się, wchłaniając codziennie negatywy?! 

Więc co mamy z tym zrobić?

Wszystkie grzechy pokrywa miłość

Wszystkie grzechy, przestępstwa pokrywa miłość” – powiedział król Salomon. Powiedział nie dla pięknego słowa. On również gotował się w tym kotle i doskonale rozumiał, z czym ma do czynienia. Jego rada nie jest pouczającą abstrakcją. Należy tylko zrozumieć sens terminów.

Na początek, czym są „grzechy”? Nerwowość? Kłótnie? Obelgi? Nienawiść? Pogarda? Obojętność? Duma? Narzucanie swojej prawdy w każdy sposób?

Nie całkiem. To wszystko są objawy, a prawdziwy problem pojawia się, gdy je widzimy i nic nie robimy. To właśnie jest prawdziwe przestępstwo – przeciwko samym sobie, przeciwko naszej przyszłości i przyszłości naszych dzieci. Widzieć to wszystko w sobie, pogrążać się w destrukcyjnej niezgodzie i nic nie robić oznacza być przestępcą.

Ale dlaczego naszą upartą naturę nie należy złamać, a „pokryć miłością”? I co to znaczy pokryć? Pierwsze jest mniej więcej zrozumiałe: nie możemy zniszczyć w sobie egoizmu. Różowe marzenia o powszechnym cudownym, poprawnym politycznie raju – to tylko infantylne fantazje, wyssane z palca przekonania, których celem jest podporządkowanie sobie świata, siłą.

Urodziliśmy się z egoistyczną naturą nie dlatego, aby zabić ją w sobie, a dlatego, aby wznieść się ponad nią, wzrastać dzięki niej. Staniemy się lepsi, jeśli zrozumiemy, kim jesteśmy, jeśli spojrzymy w twarz własnemu egoizmowi i znienawidzimy go, a nie siebie nawzajem. 

Egoizm ostatecznie wypycha nas w górę, ponad siebie. I wtedy, rozumiejąc w końcu zadanie, „pokryjemy” go miłością. Rzeźbę naszych grzechów pokryjemy cienkim pozłoceniem wzajemnego obdarzania – i wszystko się zmieni. Intencja decyduje o wszystkim.

Ale zaczekaj, przecież prawdziwej miłości jeszcze nie ma! To prawda, ale teraz wyraźnie widzimy, że ona jest nam konieczna. Tylko ona. Nie poradzimy sobie bez niej. Wszystko inne stanie się jej pochodną.

Jak miło i przyjemnie jest siedzieć razem z braćmi. Są to przyjaciele, kiedy siedzą razem i są nierozłączni. Na początku wydaje się, że walczą między sobą i są gotowi wzajemnie się pozabijać. Ale potem powracają do braterskiej miłości”. (Księga Zohar)

Król Salomon wiedział, o czym mówi. Prawdziwe braterstwo rodzi się z nienawiści, z przeciwieństwa. Przecież my wszystko postrzegamy na podstawie kontrastu. Kiedy są dwa bieguny, wtedy powstaje wspólne pole miłości.

Oto dlaczego w naszych sporach nigdy nie będzie zwycięzcy. Prawdy nigdy nie można znaleźć na jednym z biegunów. Nasi mędrcy wiedzieli o tym i dlatego ich spory były zawsze konstruktywne, a nasze zawsze destrukcyjne.

Przestańmy więc nasiąkać trucizną wiadomości. One nas zabijają. I to wcale nie są wiadomości, już wiele razy przez to przechodziliśmy. W oszołomieniu polityki, sektoralizmu, pieniędzy i władzy nie ma prawdy. Tam są tylko ambicje, kłótnie i w przyszłości całkowity krach. 

Egoiści przywłaszczają sobie prawo do prawdy i kłócą się z prawdami innych ludzi. Mędrcy spierają się, aby razem dojść do prawdy. Egoiści biją się za swoją słuszność. Mędrcy zajmują różne pozycje, aby z różnych stron rzucać światło na ciemność i rozpoznawać prawdę.

Wszyscy znają spór między szkołami Shamaia i Hillela, w którym prawda nie jest tak naprawdę za Hillelem, ale za jednością, którą osiągnęli dzięki poprawnej pracy nad sprzecznościami. Wtedy żydowski naród jeszcze umiał to robić. Dziś będziemy musieli nauczyć się tego na nowo, po opanowaniu metody kabalistycznej.

Przecież wszystko złe, co się z nami dzieje, to jest to zło w nas. I możemy to naprawić razem, utrzymując równowagę między dwoma biegunami. Wówczas nasze grzechy zamieniają się w węgle w piecu wspólnej miłości i ona przynosi pokój między przeciwieństwami. 

Negatyw ukrywa w sobie odcisk pozytywu. I jeśli dzisiaj zderzamy się z naszą naturą w jej różnych przejawach, musimy zrozumieć: przejawiając egoizm, ujawniamy brak miłości. Nienawiść – to jeszcze niedojrzały owoc miłości, do której dojdziemy jutro. Oczywiście, jeśli naprawdę jej zechcemy. 


Naprawa świata po pandemii

Planeta nie wraca do „starej normalności”, ostrzega Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), ponieważ na całym świecie ponad 14 milionów ludzi zostało zarażonych koronawirusem, a około jedna trzecia tych przypadków miała miejsce w Stanach Zjednoczonych. Biorąc pod uwagę poważne skutki gospodarcze tej sytuacji, WHO również uważa pandemię za „najpoważniejsze” w historii, globalne zagrożenia zdrowia. COVID-19 przybył, aby wymazać stary świat i naszkicować nowy, a my możemy z optymizmem i nadzieją patrzeć przed siebie – na nowy świat.

Nowa rzeczywistość wymaga, abyśmy przeszli proces odwrócenia naszej percepcji, wtedy każdy z nas przestanie obliczać wszystko z wąskiej perspektywy własnego interesu, a zamiast tego patrząc szerokokątnie, weźmie pod uwagę dobro wszystkich.

To więcej niż przemijający kryzys, zdrowotne i ekonomiczne zniszczenia spowodowane koronawirusem reprezentują upadek świata, jaki znaliśmy. Ta stara rzeczywistość rozpada się na naszych oczach. Światowi przywódcy czują, że brakuje im umiejętności, aby właściwie zarządzać pandemią. Są przyparci do ściany, nie ma nadziei na asy sypiące się z rękawów, co do rozwiązania ogromnego wyzwania związanego z koronawirusem, ponieważ ich podejście nie jest dostosowane do nowej rzeczywistości.

Musimy zatem zdać sobie sprawę, że jutro będzie inne niż wczoraj. Chociaż nostalgia za przeszłością jest naturalna, nie mamy innego wyjścia, aniżeli jak najszybciej zacząć patrzeć tylko w przyszłość.

Nowy jest dobry

Stary świat upadł, ponieważ jego fundament wymagał modernizacji. Nawet jeśli odnieśliśmy sukces w starym świecie, to w żaden sposób nie gwarantuje nam to zwycięstwa w nowej rzeczywistości. Aby przetrwać i prosperować w nowym świecie, musimy przekształcić podstawę naszych interakcji: z egoistycznych na wzajemne branie siebie pod uwagę. Nowa rzeczywistość wymaga, abyśmy przeszli proces odwrócenia naszej percepcji, wtedy każdy z nas przestanie obliczać wszystko z wąskiej perspektywy własnego interesu, a zamiast tego patrząc szerokokątnie, weźmie pod uwagę dobro wszystkich.

Tempo rozwoju człowieka ogromnie przyspieszyło w ciągu ostatnich kilku stuleci. Przejawiało się we wszelkiego rodzaju rewolucjach i przemianach społecznych. Obecnie wezwanie do solidarności i równości rozbrzmiewa na ulicach wielu krajów. Jednak w nowym świecie nawet rewolucje będą inne. Przede wszystkim będą miały miejsce we wnętrzu człowieka, w ludzkich umysłach i emocjach, a nie na ulicach. Będziemy musieli poczuć, że wszyscy ludzie są równi, bliscy, zjednoczeni we wzajemnym rozważaniu i odpowiednio nauczą się traktować innych, tak, jak sami chcieliby być traktowani.

Poprzednie rewolucje zmieniały porządek świata: ci, którzy byli nieważni, stawali się ważni, a ci na szczycie tracili swój status. Następna rewolucja będzie inna. Jego innowacją będzie połączenie wszystkich razem.

Kiedy poczujemy się jednością, pojawią się systemy społeczne odzwierciedlające nasze nowe połączenie. Niektóre z nowych systemów zostaną dobrowolnie zbudowane przy świadomym uczestnictwie z naszej strony. Jednak o ile pozostajemy w tyle w naszym rozumieniu trendu rozwojowego w kierunku jedności, natura skrupulatnie wymusi budowę bardziej jednoczących systemów, nawet wbrew naszej woli. W ten sposób będziemy stopniowo dawać świadectwo rozpadu egoistycznego społeczeństwa i zastąpienia go społeczeństwem altruistycznym, w którym wszystkie części są równe i połączone oraz wzajemnie uzupełaniające się.

Odwrócona percepcja drogą do postępu

Jak długo potrwa ta zmiana? To zależy od nas.

Na dzień dzisiejszy jesteśmy bardzo daleko od celu, zarówno społecznie, jak i osobiście. Nie ma nic bardziej sprzecznego z naturą ludzką niż myślenie o dobru innych, tak jakby chodziło o nas samych. A jednak nasza ewolucja wymaga takiej zmiany. Ludzkość, jeśli ma przetrwać XXI, wiek stoi teraz przed wyzwaniem dopasowania się do integralności i jedności natury.

Jak to możliwe, aby odwrócić nasz samolubny pogląd? Metodę odwrócenia naszej natury można wyjaśnić na następującym przykładzie:

W obecnych okolicznościach martwimy się potencjalnym zagrożeniem zarażenia się koronawirusem od innych i decydujemy się na podjęcie działań w celu ochrony siebie, takich jak noszenie maseczek i trzymanie się z daleka od innych. Odwróconą percepcję, od wewnętrznej opieki do zewnętrznej troski, można wytłumaczyć, jako stosowanie dokładnie tych samych środków co poprzednio, ale z zamiarem uniknięcia naszego mimowolnego przeniesienia wirusa na innych.

To nie przypadek, że obecnie nie możemy pozbyć się koronawirusa, ponieważ wymagałoby to pewnego poziomu wzajemnej odpowiedzialności i gwarancji, których nie mamy. Ta globalna pandemia może się po prostu okazać pierwszą z serii ciosów, które będą pokazywać nam, z coraz większą siłą, że z punktu widzenia natury, wszyscy jesteśmy jednością, a nasza dobra przyszłość zależy od dbania o siebie nawzajem, jakbyśmy byli członkami tej samej rodziny.

Dlatego powinniśmy spróbować pomyśleć o tym, co to znaczy działać pozytywnie w stosunku do innych – nie tylko do tych, którzy są nam z natury bliscy i drodzy, ale także do tych, którzy wydają się obcy i dalecy. To, co robimy dla innych, wraca do nas, ponieważ każdy szczegół systemu istnieje we współzależności ze wszystkimi, i ze wszystkim w jednej kompletnej całości.

Kiedy zaczniemy funkcjonować jak jedno ciało, będziemy czuć, że mamy dobre życie: spójna siła natury przepłynie w naszych połączeniach, a świat wypełni się dostatkiem, zdrowiem i spokojem, dając nam wszystkim nowe życie.

Źródło: https://bit.ly/3kEXNsa