Narodziny – pierwszy ból porodowy

каббалист Михаэль ЛайтманNa kongresie próbowaliśmy przejść przez machsom, narodzić się w świecie duchowym, uzyskać nowy narząd zmysłu i odczuć to, co znajduje się poza pragnieniem przyjemności i rozkoszy. Takie postrzeganie nazywa się zewnętrznym, ponieważ jest skierowane na obdarzanie.

Przekonaliśmy się, że to jest bardzo trudne. Kontrnacisk natychmiast ostudził, „zamroził” nas. I już tego nie chcemy, myślimy, że nie potrafimy.

Nasze oczekiwania nie zostały spełnione. Egoizm, faraon odepchnął nas do tyłu.

Dzięki temu doznaliśmy odrobinę nienawiści do niego, ujawniliśmy swojego wroga, przeciwnika. Zaczęliśmy rozumieć, że jeżeli nie zapanujemy nad nim, to nie narodzimy się. Wróg został wykryty i rozróżniamy go coraz wyraźnej.

Mamy przed sobą jeszcze kilka analogicznych działań, ale za każdym razem będą one przyjmować inną formę, ponieważ w duchowości nic się nie powtarza. Działania będą jakby takie same, ale będą odczuwalne  po nowemu i w następnym stanie nie będzie można poznać poprzedniego.

Mowa jest o bólach porodowych, które w języku hebrajskim nazywają się „cirim”, tak samo jak zawiasy do drzwi. Łono matki, w którym znajdujemy się, przypomina formą zamkniętą literę „mem” (םם). Mem to bina, która zamyka nas między dwoma drzwiami. „Drzwi” w języku hebrajskim to „delet”. Innymi słowy, znajdujemy się między dwiema literami „dalet” (דד), które tworzą literę „mem” (םם).

Podczas skurczów porodowych naciskamy na drzwi, aby się otworzyły – obróciły wokół zawiasów. W taki sposób płód naciska od wewnątrz, żeby wydostać się na zewnątrz („cir” to oś, „cirim”– osie drzwi, „rechem”– macica od słowa „rahamim”, co znaczy „miłosierdzie”– właściwość biny).

Naszemu narodzeniu przeszkadza faraon – nasz egoizm, specjalnie w taki sposób stworzony przez Stwórcę, aby wywierał kontrnacisk, póki w nas nie pojawi się silne pragnienie i nie staniemy się godni, aby zobaczyć i poczuć Stwórcę, zewnętrzną rzeczywistość i żyć w niej. Bo w przeciwnym razie zostaniemy niedonoszeni, niedojrzali dla  nowego świata.

Z tego wynika, że faraon to dobra siła. Mimo że przedstawia się nam jako wróg, w rzeczywistości jego przeciwdziałanie kształtuje w nas wystarczająco silne pragnienie, aby otworzyć drzwi macicy i wydostać się na zewnątrz.

Rozpoczęliśmy pracę, która wyprowadzi nas spod władzy faraona. Jestem bardzo z tego zadowolony, że osiągnęliśmy ten etap. Od dawna na to czekałem.

Im większe rozczarowanie, im silniejszy opór, im głębsza rozpacz po niespełnionych oczekiwaniach, w wyniku których człowiek zostaje odrzucony do tyłu, tym lepiej, tym większa nienawiść do faraona. Doświadczyliśmy jednego skurczu porodowego. Jeszcze kilka skurczów – i  narodzimy się na świat!

Przyśpieszmy tempo, sukces zależy od naszej pracy. Niech siła, z jaką rwiemy się do przodu, i siła faraona, odpychająca nas do tyłu, zleją się w jedno decydujące szarpnięcie do narodzin!

Z lekcji do artykułu Rabasza, 12.11.2010


Kto mi pomoże?..

каббалист Михаэль ЛайтманPytanie: Wydaje mi się, że zasada pracy duchowej: „Jeśli nie ja sobie, to kto mi pomoże?” zaprzecza innej zasadzie: „Nie ma nikogo oprócz Niego” i połączeniu z grupą…

Odpowiedź: Człowiek powinien powiedzieć do siebie: „Jeśli ja nie pomogę sobie, to nikt mi nie pomoże ujawnić Stwórcę”, ponieważ mowa tu o pragnieniu ujawnić Stwórcę – właściwość obdarzania.

Nikt nie może mi w tym pomóc. Mogę przeczytać tysiące ksiąg i wysłuchać tysiące wykładów, ale ostatecznie rozwój pragnienia to moja wewnętrzna praca.

Tylko jeśli zapragnę życia duchowego (we właściwości obdarzania) zamiast tego życia (we właściwości otrzymywania), wówczas odkryję go dla siebie.

Nie należy oczekiwać pomocy od nikogo! Muszę osiągnąć tak silne pragnienie, że „lepsza śmierć niż takie życie!” Przecież to życie nie jest dla mnie życiem. Muszę osiągnąć duchowość!

Tu powinienem działać według zasady: „Jeśli nie ja sobie, to kto mi pomoże?” Przecież Stwórca nie zrezygnuje ze swego warunku, On nie da nam przymusowo pragnienia do Siebie. On daje napełnienie, a nie pragnienie. W duchowym rozwoju nie ma przymusu.

Jednak gdy tylko zasada „Jeśli nie ja sobie, to kto mi pomoże?” dobiega końca, to znaczy gdy rozumiem, że to zależy tylko ode mnie, wtedy natychmiast ujawniam, że nie jestem zdolny do tego.

Zaczynam nienawidzić swój egoizm, boję się go, jak Mosze faraona. I wtedy „zakrzyczeli oni od tej pracy” – wysiłku, by uwolnić się od władzy egoizmu, przecież ani ja, ani nikt wokół nie jest w stanie mi pomóc.

Osiągnięcie tych dwóch odczuć –  braku pomocy wewnątrz i na zewnątrz – nazywa się ostatnimi bólami porodowymi.

Wówczas z głębi serca przedziera się rozpacz – dopiero wtedy objawia się wyższa siła, światło (GA”R de Chochma), która rodzi człowieka na stopniu duchowym. Wtedy działa zasada „Nie ma nikogo oprócz Niego”.

Dlatego istnieje najpierw etap „Jeśli nie ja sobie, to kto mi pomoże?” i następnie „Nie ma nikogo oprócz Niego”, ponieważ nie mogę odkryć, że „Nie ma nikogo oprócz Niego”, zanim nie zakończę etapu „Jeśli nie ja sobie, to kto mi pomoże?”

Z czwartej lekcji kongresu, 10.11.2010 


Ja proszę – Stwórca wykonuje

каббалист Михаэль ЛайтманPytanie: Na kongresie w Sitrinie powiedział Pan, że do przebicia się przez machsom potrzebujemy, abyśmy byli na jedną chwilę w jednej myśli i w jednym wielkim pragnieniu.

Przez cały ten czas zrobiliśmy bardzo wiele prób, wykonaliśmy wiele działań, ale nie byliśmy gotowi. Mam wrażenie, że teraz, w tej chwili wszyscy są gotowi.

W ciągu tej lekcji ciągle próbuję wgnieść w sobie tę błonę, egoistyczną klipę, aby przebić w niej „otwór w sercu”.

Brakuje mi synchronizacji nas wszystkich. Nie chcę tego jutro, chcę teraz, w tej chwili! Niech Pan nam pomoże zsynchronizować teraz nas wszystkich, abyśmy we wspólnej modlitwie przebili tę błonę!

Odpowiedź: Pewnego razu zwróciłem się z podobną prośbą do Rabasza, a on odpowiedział, że nie stoi między mną a Stwórcą. Człowiek powinien sam znaleźć ten kontakt, sam tego zażądać. A co najważniejsze, musi zrozumieć, że to nie on przebija swoją błonę, lecz Stwórca.

To dobrze, że starasz się i nie możesz jej przebić, ale musisz przestać próbować robić to samemu. Za pomocą jakiej siły chcesz to zrobisz?!.. Za pomocą tej samej siły egoizmu?!.. Jak ją przebijesz: za pomocą dużego egoizmu małe ego czy odwrotnie?

Tylko Stwórca może to wykonać i nikt poza Nim! A nauczyciel to przewodnik w drodze. On tylko prowadzi cię do tego stanu, lecz nie jest w stanie cokolwiek zrobić za ciebie. Stwórca tez nie może tego uczynić, jeśli nie zażądasz tego od Niego. Twoje pragnienie wewnętrznej przemiany powinno poprzedzać Jego działanie.

Dlatego należy:

1. Przestać samemu przebijać tę błonę – egoistyczną klipę serca.

2. Nie czekać na pomoc od nikogo oprócz Stwórcy, jako odpowiedź na twoją prośbę.

Już przez wiele lat studiujemy we wszystkich artykułach kabalistów, że wszystkiego dokonuje wyższe światło. Ono stworzyło pragnienie, ono go zmienia, ono przygotowuje go do zmiany intencji i ponieważ ono rozbiło pragnienie, to tylko ono jest zdolne do naprawy intencji nad nim, jeśli pragnienie tego zażąda.

Nie ma tu nikogo pośrodku i wszystko zależy tylko od samego pragnienia: prośba, wzniesienie MA’N – a działanie z góry wykonuje się tylko przez wyższe światło. Zacznij koncentrować się tylko na dwóch czynnościach: ja proszę – Stwórca wykonuje.

Z czwartej lekcji kongresu, 10.11.2010


Przez ucho igielne w nowy świat

img_3561_100_wp.jpgWszystko dzieje się na skutek wysiłków. Nie oczekuj, że coś tam zmieni się samo. Swoimi wysiłkami dla zjednoczenia przyciągamy do siebie otaczajace światło (Or Makif).

Im większe wysiłki – tym silniej oddziałuje na nas światło i na odwrót. Światło znajduje się w stanie zupełnego spokoju i jeśli będziemy razem dążyć do zjednoczenia, zmusimy Stwórcę, aby nas zjednoczył. Kiedy zbliżamy się do siebie – zbliżamy się do światła. Oddalamy się od siebie – oddalamy się od światła. Lecz żadne wysiłki nie przepadają, „grosz do grosza gromadzi się w kapitał”.

Raz za razem, kiedy pragniemy zjednoczyć się – oddziałuje na nas światło i nawet, jeśli oddalamy się od siebie, światło dokonało już swoją naprawę, nic nie przepadło, a my pracujemy dalej. Są to procesy „ścieśniania” i „rozciągania”, inaczej wejście – wyjście lub jak praca naszego serca. Jednoczymy się, światło oddziałuje na nas, naprawia nasze zjednoczenie – i natychmiast pojawia się kolejny stopień niedoskonałości.

Powinniśmy znowu dołożyć starań – dać światłu możliwość zjednoczenia nas i znów naprawiana jest kolejna niedoskonałość – dopóki nie zakończymy wszystkie 125 stopni naprawy. Za każdym razem wznoszę się ponad moje nieoczyszczone pragnienie, a potem poddaję je naprawie. Na pierwszym stopniu – mój punkt w sercu przechodzi machsom, a następnie wznosi ku sobie przez machsom część pragnienia. Tę część, nad którą ona może istnieć (wiara ponad wiedzę, Bina ponad Malchut).

I tak stopniowo, dopóki nie przejdę przez machsom, we fragmentach, wszystkich moich pragnień, wzniosę się ponad nimi, aż właściwości obdarzania nie będą panować  nad pragnieniem otrzymywania. Jest to stopień H”H, Bina, obdarzanie dla obdarzania. Wszystkie moje błędy transformują się w zasługi, a przestępstwa – w błędy.

Przechodzę teraz na następny etap – przez maleńki otwór w następnej przegródce, przedzieram się do obszaru miłości bliźniego. Po pojawieniu się we  mnie punktu w sercu, a potem przyciąganiu na ten stopień swoich pragnień, na miarę tego, jak mogę wykorzystać je dla miłości, napełnienia bliźniego, przekształcam je w pragnienia otrzymywania dla Stwórcy.

Za każdym razem pracujemy ze swoim egoizmem dla jeszcze większej jedności, przyciągamy światło poprzez swoje dążenie do podobieństwa właściwości. Ja pragnę – a Stwórca w odpowiedzi na moje pragnienie, wykonuje wszystkie działania.

Z lekcji z rozdziału „6 tysięcy dusz”, 20.09.2010


W polu duchowego pragnienia

Pytanie: Czy rozpacz może zgasić iskrę mojego duchowego pragnienia?

Odpowiedź: Oczywiście. Ponieważ w stosunku do tego świata znajduję się już w stanie rozpaczy i dlatego nie postrzegam związanych z nim pragnień.

Tymczasem świeci we mnie kilka „iskier” – ponowne przebudzenie, które prowadzi mnie do nauczyciela i grupy. Między moją rozpaczą i iskrą powstaje napięcie, wektor, siła pragnienia, spowodowane przez ich odmienność. Gdzie jest ono skierowane, nie wiem, lecz jest to już podświadome ukierunkowanie ku obdarzaniu. To naczynie/kli podąża już do góry, podobne do dipola (połączenie dwóch przeciwstawnych ładunków).

Aby prawidłowo wykorzystywać swoje pragnienie, umieszczam je w „magnetycznym” polu grupy. Wtedy jej siły naprawiają mój dipol, przybliżając go do celu, właściwości obdarzania i miłości.
W otoczeniu, w grupie występują potężne podpory: wielkie rozczarowanie w tym świecie i ważność obdarzania. Na miarę mojej więzi z ich polem, wspólnym pragnieniem, oddziałuje to na mnie i ciągnie do celu.

Poszczególne cząstki (dipole, ładunki, indiwidualne pragnienia) same w siobie są bezsilne. Aby je wzmocnić, rozproszyć, tworzymy akceleratory. Tak moją iskrę pragnienia – grupa (wspólne pragnienie) rozpali w wielki ogień. Zasada jest prosta: wstępuję do wspólnoty i przyspieszam oraz ułatwiam, za sprawą wspólnego pragnienia, swoją drogę do celu.

Kiedy wstępuję do grupy, uczą mnie, jak wtopić się w jej pole, wspólne pragnienie obdarzania i miłości. Lecz nie otrzymuję pragnienia od otoczenia wprost. Nie znajduję się w zwyczajnym egoistycznym społeczeństwie, lecz w otoczeniu kabalistów, którzy pragną odkryć w swoim wspólnym pragnieniu, polu Stwórcę.

Zbliżam się nie tylko z grupą, lecz i z ukrytą w naszym wspólnym pragnieniu Wyższą siłą. Dlatego w odpowiedzi na moje wysiłki dla zjednoczenia, otrzymuję od otoczenia siłę Stwórcy – światło, zwracające ku Niemu, ku Źródłu.

Otoczenie, stworzone przez człowieka, odpowiada na jego wysiłki otaczającym światłem (Or Makif).

Z lekcji z rozdziału Rabasza, 21.09.2010


Przyspieszmy czas wyzwolenia

каббалист Михаэль ЛайтманZ artykułu Baal Ha-Sulama „Ostatnie pokolenie”: Jeśli wszystkie narody świata zgodzą się, wówczas znikną na świecie wojny, ponieważ każdy będzie się troszczył nie o własną korzyść, a o korzyść bliźniego.

Jest to nauka o podobieństwie właściwości – nauka Masziacha… O tym powiedziano: „I przekują swoje miecze na lemiesze”.

„Masziach” (Mesjasz) to największe światło „Jechida”, które przychodzi i zdolne jest do naprawy wszystkiego. Gdy pojawi się u nas bardzo silne pragnienie osiągnięcia ostatecznej naprawy (Gmar Tikun), wówczas to światło objawi się z całą mocą i naprawi wszystkie pragnienia.

Nawet te małe światła, które obecnie otrzymujemy i które tworzą związek między nami, łączą nas i umożliwiają nam organizację zjazdów – są pomocą z góry, a nie naszymi własnymi osiągnięciami.

Wszystko, co widzę przed sobą: przyjaciół, cały ten świat – jest to obraz stojącego przede mną Stwórcy, który w taki sposób mi się przedstawia.

Dlatego już teraz przychodzi do nas siła zwana Masziach i wyciąga całą ludzkość z jej ostatniego stopnia, z ostatniego stanu do stanu końcowej naprawy.

Ale na razie nazywa się to „bólami porodowymi Masziacha”, ujawnieniem siły Masziacha światu. Są to pierwsze, początkowe stany całego tego procesu „narodzin”.

W sposób dobry czy zły, drogą wielkich cierpień i wojen lub dzięki naszemu własnemu uświadomieniu i  pragnieniu, aby się naprawić – w każdym razie naprawa powinna zakończyć się przed końcem 6000 lat według czasu tego świata.

Ten termin jest określany przez sześć sfirot Zeir Anpina (WA”K) i jest podzielony na trzy okresy po 2 tysiące lat każdy, co wyraża wpływ Zeir Anpina na trzy światy BE”A (Bria, Jecira, Asija). Dlatego w ciągu tego czasu powinniśmy osiągnąć naprawę.

Rozpoczynając już od naszych czasów wkraczamy w epokę Masziacha i dlatego ujawnia się nauka kabały. Ale już dziś, nie czekając na koniec tego terminu, możemy naprawić wszystko.

Podobnie jak to było podczas wyjścia z Egiptu, które wydarzyło się po 210 latach wygnania zamiast ustalonych 400 lat, tak samo i dziś nie musimy czekać, aż na kalendarzu minie 6000 lat. W duchowym możemy przyspieszyć czas, przyciągnąć stan końcowy i realizować go już teraz.

Oznacza to, że „Isra-el”, czyli człowiek, który dąży „prosto do Stwórcy”, „przyspiesza” czas i przesuwa go naprzód. Dlatego już teraz możemy osiągnąć czas wyzwolenia i przyjścia Masziacha. Wszystko zależy od nas!

Z chwili, gdy zostały zakończone niezbędne przygotowania, zaczęły występować informacyjne geny („reszimot”) ostatniego okresu i ujawnił się środek do ich stosowania – nauka kabały i księga Zohar. Od tego momentu wszystko znajduje się w naszych rękach.

Z lekcji do artykułu „Ostanie pokolenie”, 07.11.2010


Elektryczna wibracja emanacji

Musimy spróbować stworzyć taki trwały, permanentny stan, jak gdybyśmy znajdowali się stale na wiecznym kongresie, pod wpływem kilku tysięcy ludzi, którzy zebrali się w jednym miejscu.

Tą samą elektryczną wibrację powinienem odczuwać w każdej chwili wszędzie. Na to duchowe pole siły nie będzie miała wpływu żadna odległość! Zależy to tylko od nas, ponieważ ten stan możemy uczynić permanentnym stanem. Dokładnie to pole duchowego połączenia i ukierunkowania określane jest jako kabalistyczna grupa, i wtedy każdy znajduje sie pod wpływem nie tylko 7000 tys., ale pod wpływem milionów naszych przyjaciół na całym świecie.

Najpierw budujemy grupę z kilku tysięcy studentów, w której wszyscy połączeni są razem w naszej wspólnej sieci. I jeżeli część tej grupy osiągnęła już stan wzajemnego poręczenia, zaczyna ona projektować na zewnątrz promieniowanie i nie można już go więcej zatrzymać. To jest określane jako prawdziwe rozpowszechnianie kabały. Każdy będzie miał możliwość aby przyjść, zobaczyć, poznać, sprawdzić czy jest to dla niego odpowiednie, a jeśli nie może dzisiaj jeszcze, to jutro już tak.

Ten kongres powinien nam służyć jako przykład dla takiego trwałego, permanentnego stanu, by wspinać się coraz wyżej. Dokładnie będzie to oddziaływaniem środowiska na ludzi, środowiska, które musimy stworzyć. Jeżeli środowisko determinuje całą moją przyszłość i szybkość mojego duchowego rozwoju, to muszę tylko zastanowić się, w jaki sposób mogę jeszcze bardziej wzmocnić to środowisko, aby ono ciągle mnie inspirowało i ciągnęło mnie za uszy naprzód.

I wtedy oczywiście przyjdę na kongres, bo jak inaczej będę mógł się rozwijać dalej, nie mam żadnych innych środków niż te. Przyjdę, ale musimy zorganizować taki sam wpływ na środowisko przez cały czas!

Ponieważ nie ma żadnego innego motoru napędowego dla rozwoju duchowego!

Z lekcji do artykułu „Wygnanie i odkupienie”, 04.11.2010


Drzwi są zawsze otwarte

Pytanie: Przed czym musimy być ostrożni w ostatnich dniach przed kongresem?

Odpowiedź: Musimy wystrzegać się zbędnych, wtórnych myśli i myśleć tylko o systemie połączenia, który chcemy odkryć między nami – tak, że każdy w głębi swojego serca czuje się połączony z innymi.

I ten z nas, u którego ujawni się wewnętrzne połączenie, rozpozna tam od razu Światło, Stwórcę!

Między Światłem i pragnieniem następuje natychmiast zgodność. W tym samym momencie, w którym postrzeżesz nawet tylko najmniejsze pragnienie duchowe, natychmiast otrzyma ono formę. Naczynie nie może istnieć bez formy.

W duchowości niemożliwym jest ujawnić bezczynny mechanizm, który trzeba będzie najpierw nakręcić, potem uruchomić do pracy.

Baal HaSulam pisze, że wejście i drzwi w świat duchowy ujawniają się zawsze jednocześnie, a drzwi są widoczne tylko wtedy, kiedy są otwarte, to znaczy, że w tej samej chwili zostanie ujawnione nam zarówno naczynie/pragnienie jak również Światło/Stwórca.

Z lekcji do artykułu „Wygnanie i odkupienie”, 11.03.2010


Jestem pierwszy i Jestem ostatni

Zawsze powinniśmy dokonywać realistycznej weryfikacji, bez żadnych złudzeń, tego co podsyca nasze pragnienia i jakie zasoby są nam dostępne, będąc jednocześnie świadomym ich wadliwej natury i możliwości ich naprawienia. Kiedy mamy takie nastawienie do rzeczywistości odkrywamy, że znajdujemy się pomiędzy dwoma schematami: „Jestem Pierwszy i Jestem Ostatni”, a w środku mamy możliwość dokonania wolnego wyboru – przyciągnąć moc naprawy.

Przyciągamy ją zgodnie z zasadą „zrobimy i usłyszymy”, innymi słowy: jednoczymy się w grupie i podczas nauki, aby przyciągnąć Światło, które naprawia. W ten sposób odkrywamy, że wszystkie nasze stany są zaprogramowane z góry od samego początku, od planu stworzenia, od połączenia, które zostało zaplanowane w przyszłości. Światło wywołuje te stany, aby sięgnąć naszego pragnienia przyjemności i aby działać wewnątrz niego w określonym porządku, od najprostszych do najmocniejszych pragnień. Niemniej jednak, my zawsze mamy możliwość wyboru.

Czasem pozostaje ukryte przed nami, że „Nie ma nikogo oprócz Niego”. Czasem nawet pozostajemy w całkowitym ukryciu, natomiast innymi razy my wybieramy to ukrycie dla siebie. W ten sposób wznosimy się: Od Tego który jest Pierwszy, poprzez nas samych, Do Tego, który jest Ostatni.

W tym samym czasie musimy rozumieć, że wszystko ma miejsce tylko wewnątrz połączenia czy jedności dusz, czyli tam, gdzie miało miejsce rozbicie i także tam, gdzie Stwórca budzi odpowiednie reszimot (geny informacyjne). Musimy skierować naszą naprawę tylko na to miejsce rozbicia, by odkryć jedność dokładnie w tym miejscu.

Dlatego zawsze wykonuję praktyczne zajęcia, próbując zjednoczyć się z przyjaciółmi, by przywołać braterską jedność. Poprzez to przybliżam siebie i cały świat bliżej dobra. Pierwszy impuls do tego działania był mi ofiarowany przez Stwórcę, ale później przychodzi Światło i oddziałuje na mnie w takim stopniu w jakim ja czynię wysiłki, odkrywając Pierwszego i Ostatniego w tym samym punkcie jedności, który osiągamy.

Okazuje się, że celem naszych wysiłków jest kochać bliźniego swego jak siebie samego, a ostatni krok na tej drodze wznosi nas do poziomu miłości, do Stwórcy. Miłość do bliźniego jest przygotowaniem kli, podczas gdy miłość do Stwórcy oznacza, że przychodzi On ostatni i dopełnia czynu.

Z pierwszej części lekcji kabały, „Jestem Pierwszy i Jestem Ostatni”, 21.10.2010


Skompresowany czas przed kongresem

каббалист Михаэль ЛайтманStan przed kongresem przypomina stan przed wyjściem z Egiptu. Im bliżej jesteśmy wyjścia, tym bardziej kompresuje się czas wypełniony działaniami, wydarzeniami. Dlatego człowiek przebywa w wątpliwościach, wszystko mu się pomieszało. Ja, faraon, Mosze (Mojżesz), Egipcjanie, naród Izraela, bycie w Egipcie i poza nim – są to wyłącznie jego stany wewnętrzne.

– Bycie wewnątrz własnego ego nazywa się Egiptem.

– Jeśli chcę wznieść się ponad ego, oznacza to, że chcę uciec z niewoli egipskiej.

– Jeżeli panuje nade mną moje pragnienie egoistyczne, moje wątpliwości, oznacza to, że panuje nade mną faraon.

– Jeśli chcę uciec od niego i spojrzeć na niego z boku, to wtedy jestem Mosze.

Człowiek przechodzi przez te wszystkie stany i jeżeli uświadamia sobie, że znajduje się pod ich wpływem, to wspaniale! Dokona bardzo szybkich i znaczących wyjaśnień.

Podczas kongresu znajdujemy się  pod wpływem wielkiego wspólnego entuzjazmu, zawierającego ogromną siłę. Dlatego należy się postarać, aby pozostać w tym stanie. Najważniejsze to być w radości, nawet jeśli wydaje się nam, że dzieje się coś nieprzyjemne. Nawet jeśli złych myśli i wątpliwości jest znacznie więcej niż dobrych. Na tym polega wewnętrzna praca. Trzeba iść do przodu i nie zapominać, że najgłębsza ciemność jest odczuwalna tuż przed przełomem – wyjściem z Egiptu.

Nie należy czekać na tą ciemność, lecz ciągle myśleć o świetle i ucieczce. Jednocześnie z naszym dążeniem do światła, do zrozumienia, do większej percepcji możliwa jest całkowicie odwrotna tendencja i pogrążenie w ciemności, we mgle, w zamęcie. Tak powinno być i my wspólnie przejdziemy przez te stany!

Pomóżmy sobie nawzajem, pokazując, z jaką radością przyjmujemy wszystkie nasze stany. Radość – to najpotężniejsza siła, przecież mimo wszystko cieszysz się z tego, że wykonujesz pracę Stwórcy i rozwijasz się duchowo.

Trzeba przejść przez trudne stany, aby wyrwać się ze swego ego i wznieść się ponad nie.

Z lekcji do artykułu „O Jehudzie”, 01.11.2010