Pierwsze ćwiczenie

каббалист Михаэль ЛайтманJeśli człowiek chce przejść machsom, musi wyjść ze swojego „ja”: „mnie nie ma, jestem na zewnątrz, wychodzę poza siebie”.

Kabaliści niewiele mówią i piszą o tej metodzie zbliżania się do wyższego stopnia, upodobnienia się do niego, ponieważ istnieje tutaj niebezpieczeństwo, że ludzie pogrążą się w różnego rodzaju fantazjach, iluzjach, zaczną wyobrażać sobie, że już gdzieś tam unoszą się, niewiadomo gdzie i jak.

Takie wyobrażenia można wykonywać tylko jednocześnie z działaniami wewnątrz grupy, we wspólnych działaniach wobec przyjaciół. Samo siedzenie i fantazjowanie na te tematy nie jest zalecane, ponieważ będzie to działanie oderwane od rzeczywistości, które może was zaprowadzić nie wiadomo dokąd, a gdzie się potem znajdziecie, nie wiadomo.

Ale wyobrażenie sobie siebie, jako wychodzącego ze swojego „ja”: mnie nie ma, znajduję się w myślach i pragnieniach innych i działam wyłącznie zgodnie z ich myślami i pragnieniami – jest naszym pierwszym ćwiczeniem. Gdy tylko człowiek stanie się zdolny do wykonania takiego działania na sobie, zacznie odczuwać innych, a nie siebie. Zaczyna wyraźnie dostrzegać jedną jedyną siłę w całym świecie, która zarządza wszystkim.

Dlaczego zaczyna ją odczuwać? Ponieważ wyszedł poza siebie, włączył się w tę siłę, dostosował się do niej i połączył z nią, ponieważ jej podstawową właściwością jest też brak „ja“. Wtedy człowiek widzi, że absolutnie wszyscy ludzie na świecie, zarówno złoczyńcy, jak i sprawiedliwi, zarówno zdolni, jak i głupi, dzicy i cywilizowani – wszyscy realizują jedną myśl.

W nikim nie powstaje żadne osobiste pragnienie, ani własny ruch, wszystko jest określane przez jeden zamysł, który istnieje w świecie, niczym pole. I wszyscy, absolutnie wszyscy poruszają się wyłącznie zgodnie z nim.

Każdy jest mechanizmem, który działa w stanie maksymalnego nasycenia przy minimalnych nakładach. I za każdym razem ten mechanizm automatycznie zajmuje swoje miejsce, działając zgodnie z tym polem. To pole nazywa się Stwórcą. A dokładniej, to jeszcze nie Stwórca, a przejaw Jego zarządzania odnośnie wszystkich, którzy znajdują się w tym świecie.

Człowiek zaczyna dostrzegać, że wszystko działa wyłącznie według jednego prawa, jednej zasady, jednej woli. W takim stopniu w jakim człowiek utraci swoje „ja”, zlewa się z tą myślą, z tą wolą i pragnie wejść jeszcze głębiej w to pole Stwórcy, on zaczyna dostrzegać, że wszystko w odniesieniu do niego, staje się dobrem.

Oczywiście w stosunku do niego nic się nie zmienia, po prostu zaczyna widzieć, w jakim stopniu jest to rzeczywiście dobre. Widzi, że wszyscy pozostali ludzie realizują tę myśl, ponieważ jego myśl i Stwórcy łączą się w jedno. Widzi, że wszystko na świecie dzieje się dla dla niego i z jego powodu.

I nawet jeśli, jego zdaniem, dzieje się zło, nadal rozumie, że nie jest to złe, po prostu w tych stanach, w których znajdują się ludzie, nie można postąpić inaczej. Dlatego tak bardzo ich akceptuje i rozumie, że nawet gdyby ktoś zbliżył się do niego i zagroził jego życiu, nie byłby w stanie niczemu się przeciwstawić. W takim stopniu traci swoje „ja” i odczuwa, że wszystko, co dzieje się wokół, jest absolutnie właściwe.

Przytaczam tak skrajne przykłady, które jeszcze nie są dla nas do końca zrozumiałe, tylko po to, aby dać nam pewne wyobrażenie o tym, czym w ogóle jest wzniesienie się choć trochę ponad machsom. Aby dać nam możliwość odczuć w pewnym stopniu to przejście graniczne – stamtąd tutaj i z powrotem.

Z lekcji na święto Sukkot, 29.09.2026