Artykuły z kategorii Rabasz

Sukkot – zbliżanie się do Stwórcy

каббалист Михаэль Лайтман Święto Sukkot pozwala lepiej zrozumieć pracę duchową, jest to sposób zbliżenia się człowieka do Stwórcy. Za pomocą naszego zjednoczenia i ograniczenia swojego egoizmu tworzymy dla Stwórcy miejsce, w którym On może obłóczyć się i odkryć między nami. Charakter tej pracy zmienia się w zależności od głębi pragnienia i jego stanu na różnych stopniach zbliżania się do Stwórcy. Dlatego istnieją różne czasy, które różnią się w swojej pracy: specjalne dni, święta, dni i noce, tygodnie itd.

Teraz wyjaśniamy szczególny rodzaj, specjalną formę zbliżenia się do Stwórcy, która nazywa się „Sukkot”. Zasadniczo praca ta zawsze obejmuje w sobie te same komponenty: pragnienie czerpania przyjemności, skrócenie, ekran, odbite światło, ale z różnymi rodzajami połączenia między naprawionym pragnieniem i Wyższą Siłą, źródłem światła.

Właśnie dlatego studiujemy tradycje świąteczne – nie jako ludowe zwyczaje, ale jako metodę szczególnego zbliżenia się do Stwórcy. Ponieważ istnieje związek między gałęzią a korzeniem i dlatego w naszym świecie odzwierciedla się stan duchowych korzeni. W czasie, gdy istnieje szczególne otaczające światło, które przynosi materialne święto Sukkot na ten świat, warto studiować wyższe duchowe korzenie tego święta.

Z wyższych korzeni w nasz świat schodzą różne stany, odzwierciedlając w naszym świecie święta i szczególne tradycje.

* * *

Znajdujemy się w rzeczywistości swojego pragnienia rozkoszować się, które rysuje dla nas cały ten świat. Ale żeby zobaczyć prawdziwy świat, trzeba podnieść się ponad ten egoistyczny obraz. I dlatego konieczne jest, aby zrobić pokrycie (schach), to znaczy podnieść ważność pojęć, w których nie ma żadnego pożytku z rozsądnego, egoistycznego punktu widzenia: wiary, obdarzania, połączenia, miłości.

Nikt nie docenia takich rzeczy w naszym świecie. Z reguły najbardziej egoistyczni ludzie, którzy dążą do władzy, pieniędzy, sławy, lubią porozmawiać o miłości do ludzi. Ale my rozumiemy, że to tylko dlatego, aby zdezorientować innych i przejąć nad nimi władzę.

Sukkot to rewolucja, która ma miejsce po tym, jak człowiek decyduje się rozpocząć „Nowy Rok”, nowy okres. Wszystko, co wcześniej było dla niego nieistotnym „śmieciem”, odrzucanym przez egoistyczne pragnienie, teraz zbiera i podnosi ponad swoją głową.

Te rzeczy nie mogą być na wysokości głowy, dlatego że nie ma w nich racjonalnego znaczenia. Ale trzeba je podnieść ponad wiedzę, wbrew swojej logice, ceniąc ponad wszystkim, co istnieje na tym świecie. Najważniejsze dla mnie staje się zjednoczenie, miłość, obdarzanie – wszystko, związane z naprawą pragnienia.

Jeśli człowiek tak myśli, oznacza to, że on buduje Sukkę i uświęca ją, siedząc w jej cieniu i rozkoszując się. Tylko w takiej formie może osiągnąć „uszpizin”, miejsce dla honorowych gości. Każdego dnia coraz bardziej zbliżając się do Stwórcy. Siedem dni Sukkot znajduje się naprzeciw siedmiu sefirot, które odkrywają się w naszym naprawionym duchowym naczyniu (kli).

* * *

Z listu Rabasza nr. 36: Sukka jest „cieniem wiary” i od strony sądu powinno być „cienia więcej niż słońca”. Jeśli człowiek sam nie dodaje właściwości cienia, to z góry okazuje się jemu miłosierdzie i zakrywa się przed nim słońce. I wtedy człowiek złości się, ponieważ chce jak najwięcej słońca, a dostaje cienie. Ale jeśli człowiek przezwycięża cień, to dają mu właściwość słońca i wtedy musi sam dodać cieni. A jeśli nie dodaje, to dodają mu właściwość cieni z góry i tak to się powtarza. Dopóki nie stanie się godny wiecznego połączenia.

To nazywa się „taniec“. Stwórca gra z człowiekiem, dając mu raz więcej, raz mniej, i sprawdzając jego reakcję. A człowiek powinien cały czas utrzymywać cień, żeby jego ekran pokrywał całą jego wiedzę, to znaczy zawsze powinien pozostawać w obdarzaniu.

Z lekcji na temat „Sukkot”


Nauka u Rabasza: Jak to naprawdę było

каббалист Михаэль Лайтман Kongres w Mołdawii. Lekcja nr 8

Pytanie: Cały czas poszukiwał Pan sensu życia. Ten świat nie zadawalał Pana. Kiedy przyjechał Pan do Izraela, spotkał Rabasza. Co Pan zobaczył?

Odpowiedź: Do Rabasza nie trafiłem od razu. Na początku zapoznano mnie z ludźmi, którzy, jak mi mówiono, mogli dać odpowiedzi na moje pytania. Pytałem o sens życia, szukałem tego. Kierowano mnie do różnych działaczy religijnych, którzy mówili jedynie: wykonuj to czy tamto, módl się, a wszystko będzie dobrze. Ale to absolutnie mnie nie zadawalało! Miałem wykształcenie uniwersyteckie i ogólnie to było nie dla mnie.

Do Rabasza trafiłem przypadkiem, kiedy już z bezsilności zgodziłem się pojechać ze swoim przyjacielem szukać nauczyciela. Już wcześniej szukaliśmy w różnych miejscach. Ale tu uderzyło mnie to, że ten człowiek zaczął wyjaśniać to, co mnie interesowało prostymi słowami, nie opierając się na żadnych dogmatach, schematach.

Możesz być mężczyzną czy kobietą, wierzącym lub niewierzącym, możesz być choćby z innej planety, to bez znaczenia, Rabasz tłumaczył wszystkim jednakowo. Dlatego że prawda jest prosta i dla wszystkich jednakowa! To mnie natychmiast urzekło.

Na każde pytanie padała bardzo dokładna, prosta odpowiedź, która wzbudzała nowe pytania, nowe odpowiedzi, ale wszystko to było zbudowane, można by rzec, naukowo, chociaż przede mną siedział człowiek, który nie skończył nawet średniej szkoły. Ale ponieważ studiował Kabałę, doskonale orientował się we wszystkich moich pytaniach i zawsze miał gotowe odpowiedzi.

Pytanie: Co się działo w tej małej grupie sześciu osób? Jak była zorganizowana?

Odpowiedź: Wtedy u Rabasza rzeczywiście uczyło się sześć osób, które wcześniej uczyły się również u Baal HaSulama. Z nimi była krótka rozmowa: „Siadamy i uczmy się. Żadnych odpowiedzi na twoje pytania. Bo nie będzie końca.

Powinieneś uczyć się tak, aby później samemu odpowiadać na swoje pytania”. Inaczej się nie da. Tak samo jest teraz z ludźmi, którzy do nas przychodzą, możemy wyjaśniać ile chcemy, odpowiadać na różne sposoby, ale dopóki sami nie nauczą się odpowiadać sobie, nic nie osiągną.

Cała ta szóstka starszych ludzi miała bardzo interesujące podejście do życia. Nie interesowało ich nic poza Kabałą. Reszta była bardzo prosta: proste jedzenie w czasie posiłków, zwyczajne pieśni i tak dalej. Ale najważniejsze było to, że mieli odpowiedzi na pytania, których ja z całym moim wykształceniem nie mógłbym usłyszeć ani od siebie, ani kogokolwiek innego.

Pytanie: Wspólnie uczyliście się, odbywaliście posiłki i zebrania przyjaciół. Jak to wyglądało?

Odpowiedź: Zajęcia odbywały się codziennie od trzeciej w nocy do szóstej godziny rano. A wieczorem odbywały się półtoragodzinne lekcje, przeznaczone dla wszystkich chętnych. Na te lekcje przychodzili różni ludzie, nie tylko ci którzy uczestniczyli w porannych zajęciach. Posiłki odbywały się w czasie nowiu księżyca. Nów księżyca jest szczególnym świętem u kabalistów.

Pytanie: Czy byli odpowiedzialni za organizację posiłków?

Odpowiedź: Tak, za wszystko byli wyznaczeni odpowiedzialni. Co miesiąc wyznaczano nowego odpowiedzialnego za posiłki. Po dwóch miesiącach nauki powiedziałem, że jestem gotowy zorganizować posiłek, czyli zamówić, zapłacić i przygotować go. Na te posiłki zbierało się nie sześć, a do 60 osób.

Pytanie: W którym momencie poczuł Pan, że będzie Pan nauczać?

Odpowiedź: Właściwie nauczałem już wcześniej, ponieważ zapraszano mnie, by prowadzić spotkania w Agencji Żydowskiej (Sochnut). Nie mogę powiedzieć, że szczególnie mnie tam ciągnęło, ale nie byłem przeciwny, to mnie zainspirowało. Ponieważ jeśli mam nauczać, to znaczy, że muszę się przygotowywać, uczyć i rozwijać. To pomogło mi studiować takie rzeczy w Kabale, do których sam bym się nie zbliżył, ponieważ osobiście mnie nie interesowały.

Pytanie: Ale czy Pan czysto egoistycznie rozumiał, że musi wziąć wszystko od Rabasza, żeby przekazać dalej? Czy miał Pan takie odczucie?

Odpowiedź: Tak, niewątpliwie. Jeśli siedzisz wśród sześciu 70-letnich starców, którzy mówią, że ta nauka dotyczy naprawy świata i że bez niej świat nie może istnieć, pojawia się pytanie: kto dalej będzie prowadzić tę naukę? Okazało się, że w tamtym czasie w zasadzie nie było komu kontynuować.

Dlatego od razu zacząłem zapisywać wszystko, wszystko co usłyszałem, zarówno w zeszycie, jak i na magnetofonie. Nie opuszczała mnie myśl, że wszystko to będę musiał zachować i przekazać dalej. Nigdzie wcześniej nie słyszałem takiej mądrości, którą poznałem od nich: podstawy świata, podstawy natury i wzajemnego oddziaływania jej części. Tego przeciez nigdzie nie ma. Dlatego natychmiast zacząłem wszystko zapisywać i systematyzować.

Pytanie: Jak Rabasz odnosił się do uczniów i ludzi z zewnątrz?

Odpowiedź: Rabasz lubił czuć się swobodnie, nie ujawniając nikomu, że jest wielkim kabalistą, znawcą natury i zarządzania całym światem. Nic takiego w nim nie było. Na zewnątrz nie chciał się w żaden sposób ujawniać.

Otaczali go ludzie, którzy całe życie pracowali na bardzo prostych stanowiskach. Rabasz sam pracował przy układaniu dróg, przy żelbetonowych pracach, na budowie; nosił kamienie i cegły, stawiał ściany. Jego uczniowie również ciężko pracowali, dopiero na starość przeszli do lżejszych prac. Generalnie nie chcieli się wyróżniać w świecie; nie było im to potrzebne.

Pytanie: Jak Rabasz fizycznie przygotowywał się do lekcji?

Odpowiedź: Widziałem, że w wolnym czasie sam przechodził ten sam materiał, którego uczyliśmy się na lekcji. Zajęcia kończyły się o szóstej rano, i nawet nie kładł się spać. Gdy o dziewiątej rano przychodziłem do niego, żeby zabrać go do parku lub gdzieś indziej, to często zastawałem go drzemiącego przy biurku, a przed nim leżała otwarta „Nauka Dziesięciu Sefirot”, w tym miejscu, gdzie się uczyliśmy. Czyli także sam kontynuował naukę.

Komentarz: Grupa Rabasza zaczęła się praktycznie od tego rewolucyjnego kroku, kiedy przyprowadził Pan do niego 40 uczniów. Pomimo sprzeciwu religijnego miasta i religijnych krewnych, dokonał tego przełomu i przyjął ich. A potem zrobił coś, czego się Pan po nim nie spodziewał: zaczął pisać artykuły o grupie.

Odpowiedź: Raczej zaczął to robić na moją prośbę. Kiedy przyprowadziłem do niego uczniów, poprosił mnie, żebym z nimi porozmawiał. A ja nie wiedziałem, o czym mam z nimi rozmawiać. Co mogłem im powiedzieć? Wtedy zaczął pisać. Dosłownie fragmenty: na pół kartki, na kartkę. I tak dalej.

Pytanie: Rabasz napisał 20 artykułów, które studiujemy i będziemy studiować praktycznie przez cały czas, ponieważ znajdujemy w nich coraz większą głębię. Czy miał nadzieję, że z tych ludzi, których Pan przyprowadził, zostanie stworzona grupa?

Odpowiedź: Tak.

Pytanie: Ale ta nadzieja szczególnie się nie spełniła?

Odpowiedź: Rabasz miał mało czasu. Przyprowadziłem do niego ludzi w 1983 roku, a on zmarł w 1991 roku. Sześć lat to bardzo krótki czas, aby ludzie zaczęli właściwie współdziałać ze sobą. Oczywiście, zaczęła formować się żywa, prawdziwa kabalistyczna grupa, ale do końca sformować się nie zdążyła. To wymaga lat.

Pytanie: Co było po odejściu Rabasza?

Odpowiedź: Cały czas byłem związany z Rabaszem, a nie z grupą, dlatego dla mnie jego odejście było wielkim ciosem. Został odcięty korzeń, z którego wyrastałem i piłem, jak ze źródła.

Ludzie, których do niego przyprowadziłem, byli mniej lub bardziej związani ze sobą w różne podgrupy, jak to zwykle bywa w gronie ludzi połączonych różnymi okolicznościami czy wewnętrznym podobieństwem. Ale mnie praktycznie z nimi nic nie łączyło.

Pytanie: Wynika z tego że Pana grupą był Rabasz. Skąd u Pana, praktycznie indywidualisty, po pewnym czasie pojawiło się potężne pragnienie stworzenia grupy? Skąd miał Pan poczucie, że tylko to jest sposobem na rozwój?

Odpowiedź: Dlatego że tak właśnie jest. Rabasz napisał o tym. Ja i on też byliśmy grupą: dwóch przyjaciół, którzy nieustannie sobie nawzajem pomagali. To była grupa. Nie mogę tego inaczej powiedzieć. Przynajmniej on tak do tego podchodził. Co do pozostałych uczniów, myślę, że Rabasz nie pozwalał mi ściśle się z nimi związywać. Najwyraźniej wystarczało mu, że byłem związany z nim.

Z 8 lekcji Kongresu w Mołdawii, 08.09.2019


Zamykając wielki łańcuch dusz

каббалист Михаэль ЛайтманJak wielu ludzi na świecie jest dzisiaj w prawdziwym strachu i poczuciu bezradności. Nie znajdują żadnego usprawiedliwienia na swoje cierpienia, nie wiedzą co robić, jak się wyżywić jutro czy za kilka miesięcy. Niektórzy martwią się o to, co stanie się z ich miliardami, podczas gdy inni nie wiedzą, jak przeżyć, gdy skończą się ostatnie grosze.

Każdy cierpi na swój sposób, ale nikt nie rozumie, jak funkcjonować dalej. Nagle otrzymaliśmy z góry taki prezent, że możemy patrzeć na ten świat ludzkim spojrzeniem, a nie jak małe i nieszczęsne, pobite zwierzęta. A wszystko to dzięki odkryciom Baal HaSulama, które dotarły do ​​nas za pośrednictwem jego duszy. Rabasz był przejściowym łącznikiem między nami i Baal HaSulamem.

Baal HaSulam kierował do nas światło ze świata Nieskończoności poprzez swoją doskonałą duszę, która osiągnęła swoją ostateczną naprawę. Ale prosił o opuszczenie, dlatego że inaczej nie mógłby nawiązać kontaktu z ludźmi. Dopiero po tym, jak został opuszczony o wiele stopni, był w stanie napisać „Naukę Dziesięciu Sefirot“ i „Komentarz do Księgi Zohar“. Nie rozumiemy tego stopnia, który miał przedtem – tej największej wysokości, z której nie mógł nawet nic opowiedzieć słowami.

Czyli, było to na poziomie GA“R świata Acilut i powyżej, gdzie znajduje się światło, nieobleczone w pragnienia. Stamtąd Baal HaSulam nie mógł zwrócić się do człowieka i być usłyszanym, dlatego poprosił, aby opuścić go niżej. Faktycznie wypełnił swoją misję, której Stwórca od niego oczekiwał, wiedząc, że będzie o nią prosił i ją wypełni.

A my jesteśmy na pośrednim stopniu między Rabaszem, Baal HaSulamem – i ludzkością. Z jednej strony musimy wznieść się, aby zrozumieć to, co powiedział Baal HaSulam. Z drugiej strony musimy zejść do ludzi i zrozumieć, czego od nas potrzebują i w jakiej formie mogą przyjąć nasze przesłanie. Musimy dotrzeć do obu tych biegunów – zarówno na górze, jak i na dole.

Baal HaSulam i Rabasz przemawiali z góry. A my jesteśmy na dole, poniżej parsy, aby móc dotknąć i przebudzić świat, a następnie wraz z całą ludzkością wznieść się w górę przez machsom i włączyć się w wyższą Malchut. Na tym polega nasza misja.

Z rozmowy na posiłku, poświęconym dniu pamięci Baal HaSulama


Posłaniec Stwórcy

каббалист Михаэль Лайтман Dzisiaj obchodzimy dzień pamięci mojego nauczyciela Rava Barucha Aszlaga (Rabasza). Było tysiące kabalistów, którzy żyli przed nim i miliony ludzi, którzy marzyli o odkryciu duchowości. Ale teraz cała ta praca skupiła się na nas i musimy postarać się osiągnąć formę tzw. „ostatniego pokolenia”, aby przez wiarę ponad wiedzą wejść na poziom duchowy, do pierwszej znajomości ze światem duchowym, z jego siłami i możliwościami.

Cała ludzkość zaczyna odczuwać zależność od siebie nawzajem, zarówno w sposób zły, jak i dobry: zależność od grup terrorystycznych pragnących wojny i od ludzi dążących do zjednoczenia.

Wszyscy jesteśmy częściami tej jednej ludzkości i jesteśmy coraz bardziej świadomi naszego wzajemnej zależności. Na razie zależność ta wyraża się w nieprzyjemnej formie: jak epidemia. Ale z drugiej strony robimy coraz większe postępy, ponieważ widzimy, że nasze powiązanie pochodzi z góry jako niezbędny warunek do posuwania się naprzód.

Dwóch wielkich kabalistów Baal HaSulam i jego najstarszy syn Rabasz stworzyli metodę przeznaczoną dla „ostatniego pokolenia”. Dlatego jesteśmy niezmiernie wdzięczni tym dwóm kabalistom i Stwórcy, który ich do nas przysłał. Rabasz pisze, że jeśli zbierze się razem grupa ludzi zjednoczonych wspólnym celem, gotowych anulować osobiste interesy na rzecz zjednoczenia, to taka grupa jest w stanie osiągnąć wzniosły cel, będąc jeszcze na tym świecie.

Im bardziej człowiek docenia grupę, nauczyciela i Stwórcę, tym bardziej przybliża się do siły obdarzania i osiąga wiarę ponad wiedzę. Tutaj działa jedna główna zasada, która nazywa się „Izrael, Tora i Stwórca są jednością”. Człowiek stara się włączyć w dziesiątke, którą organizuje tak, aby stała się ona miejscem dla odkrycia w niej Stwórcy.

Musimy działać na tym świecie, jak posłańcy Stwórcy spełniając pragnienie z góry i pomagając mu realizować się w ludzkości. Przecież nie ma takiego związku między Stwórcą i ludzkością, który pozwoliłby ludziom odczuć intencję Stwórcy. Dlatego musimy zrealizować ten związek – wznieść się na duchowy poziom wiary ponad wiedzę i jednocześnie znajdować się w wiedzy, to znaczy służyć jako przejście między Stwórcą, siłą Biny i Malchut, całą ludzkością.

W ten sposób możemy przekazać wszystkie siły i intencje ludzkości, która przyłączy się do nas i podniesie się razem z nami jako siła wspierająca nas, ACHAP poziomu duchowego.

Oczywiście nie ma nic nowego pod słońcem i pojęcie wiary ponad wiedzą było znane kabalistom jeszcze przed Rabaszem. Ale ono nie było tak szczegółowo wyjaśnione i wytłumaczone, jak zrobili to Baal HaSulam i Rabasz, w celu doprowadzenia tej metody do praktycznej realizacji wśród szerokich mas.

Rabasz szczegółowo wyjaśnił metodę Baal HaSulama i rozszerzył ją poprzez swoje artykuły. On w istocie dokładnie wyjaśnił całą duchową drogę, którą człowiek musi przejść. Wszystkie jego artykuły są jak jedna fascynująca powieść opowiadająca o duchowym rozwoju człowieka, o jego wzniesieniu ze zwierzęcego poziomu na ludzki poziom.

Nawet nie rozumiemy, jaka nieskończona głębia kryje się w artykułach Rabasza. Ale dopiero po wzniesieniu się po duchowej drabinie do ostatecznej naprawy, będziemy mogli ocenić, jak ten człowiek przygotował dla nas całą drogę i jakie najwyższe stopnie opisuje w swoich artykułach.

Z lekcji na temat „Dzień pamięci Rabasza”


Znaczenie wielkich kabalistów

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Znaczenie Baal HaSulama i Rabasza przechodzi przez Pana. To zrozumiałe, że napisali bardzo głębokie, poważne teksty. Są jeszcze inni pisarze lub wypowiedzi w judaizmie i innych naukach.

Ale to właśnie tym kabalistom nadaje Pan znaczenie, przecież Baal HaSulam nie jest tak sławny na świecie. Dopiero teraz staje się popularny. Skąd mamy wiedzieć o ich wielkości, jeśli nie od Pana?

Odpowiedź: Nie rozpoznasz ich w żaden sposób. To dzieje się stopniowo. Powiedzmy, że przychodzisz na rodzinne przyjęcie, na którym są małe dzieci i dorośli ludzie.

Widzisz: jak dorośli stoją dostojnie z aperitifem w rękach, komunikują się ze sobą, kłaniają się sobie i tak dalej. A małe dzieci, nie zwracają na nikogo uwagi, biegają, plączą się między nogami, popychają wszystkich i nie obchodzi ich, że jakiś wujek z kimś rozmawia. Tacy właśnie jesteśmy.

Jak małe dzieci, nie rozumiemy tych dorosłych, którzy się ze sobą komunikują. Odpychamy ich na bok… Ale stosownie do sytuacji, wybacza się nam. A potem, kiedy wyrośniemy z głupiego wieku niemowlęcego, będziemy mieli inne wyobrażenie o nich – nie takie jak teraz.

Z rozmowy „Zadzwonił mój telefon. Ogniwa w łańcuchu kabalistów od ARI do Rabasza”


Trudne życie kabalistów

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Czy trudno było Panu komunikować się z Pana nauczycielem Rabaszem pod względem mentalności?

Odpowiedź: Absolutnie nie. Byliśmy sobie bardzo bliscy pod względem mentalności. On – polski Żyd z początku przeszłego wieku. Ja – białoruski Żyd, dorastający na obrzeżach Witebska, w miasteczku, gdzie kiedyś żyło wielu Żydów. Tam wciąż zachował się ten duch, zwyczaje, nawyki, i jakoś je wchłonąłem.

W zasadzie, kiedy człowiek zajmuje się Kabałą, to wszystko nie ma znaczenia. Ale Rabasz był dla mnie zrozumiały jako człowiek, ze wszystkimi jego nawykami. Dorastałem w miasteczku, gdzie było kilka domów: tutaj mieszkali babcia z dziadkiem, tam mieszkała rodzina krewnych, trochę dalej, kolejna rodzina itd. Dla mnie było to naturalne.

Z dzieciństwa zostały mi takie wspomnienia, które dokładnie pokrywały się z opowieściami Rabasza. Dlatego przy moim zwykłym sposobie życia i przyzwyczajeniach, nie miałem z nim żadnych konfliktów i problemów.

Oczywiście, Rabasz miał swoje przyzwyczajenia, które nabył w Izraelu, dokąd przybył z Polski. Bardzo lubił kawę, być może dlatego, że przez wiele lat mieszkał w Jerozolimie, razem ze swoim ojcem Baal HaSulamem, wielkim miłośnikiem kawy. Parzyli ją tak, że łyżkę czarnej mielonej kawy zalewali wrzątkiem i taką pili. Baal HaSulam potrafił wypijać dwadzieścia takich szklanek kawy dziennie, jeśli nie więcej. Do tego papierosy. Mój nauczyciel również palił, ale nie zwykły, lecz bardzo mocny tytoń, najpierw bez filtra, potem z filtrem.

Wiele nieszczęść w życiu spadło na nich. Po tym, jak Baal HaSulam dostał zakaz drukowania gazety, dostał zawału serca, a trochę później zdiagnozowano u niego raka. A mój nauczyciel przeżył śmierć swojej córki i jej męża, którzy zmarli dosłownie w odstępie sześciu miesięcy. Ponadto, jej mąż był prawą ręką Rabasza, jego asystentem we wszystkim. Zmarli rok wcześniej, gdy przyszedłem do niego. Tak, miał dużo problemów. Wszyscy kabaliści mają ich dość.

Dlatego myślę, że jesteśmy pierwsi i najszczęśliwsi, prawdopodobnie dlatego, że jesteśmy słabi i niegodni poważnych prób. Dostajemy ich bardzo niewiele. Wręcz przeciwnie, na wszystko, co robimy, otrzymujemy dobry zwrotny odzew. Dlatego udaje nam się rozpowszechniać Kabałę, rozwijać, organizować kongresy, przyciągać setki, tysiące, a nawet więcej ludzi.

Baal HaSulam i Rabasz nie otrzymali tego wszystkiego. Żyli w okropnych warunkach, pracowali tysiąc razy więcej niż my, cierpieli, a w rezultacie otrzymywali marny wynik w porównaniu z nami, jeśli spojrzeć na to z zewnątrz. Umierali w rozpaczy: i co dalej?

A jak umarł ARI? Jest udokumentowane, że zapytany przez swoich uczniów: „Dokąd odchodzisz od nas?” – odpowiedział: „Gdybyście byli godni, zostałbym. Gdybyście chcieli mnie słuchać i słuchali tego, co mówię, nie zostałbym zabrany”. Tak powiedział wielki kabalista, który zmarł w wieku trzydziestu siedmiu lat. Wiedział, że jego uczniowie nie będą kontynuować jego dziela i przed śmiercią zakazał im studiowania Kabały.

Czy można sobie wyobrazić, że nie ma większej kary dla jego uczniów niż usłyszeć: „Zabraniam wam studiowania! Powracajcie do swojego zwierzęcego stanu i żyjcie”. I nie ważcie się nie być nieposłuszni nauczycielowi.

Co stało się z większością uczniów ARI, praktycznie nie wiemy. ARI pozwolił tylko jednemu na kontynuowanie studiowania Kabały – Chaimowi Vitalowi (MARCHU), który zebrał wszystkie jego dzieła. ARI nakazał pochować te zapiski razem ze sobą. Po pewnym czasie grób został otworzony, zapiski zostały wyjęte i opracowano z nich jego dzieła, na podstawie których Baal HaSulam napisał swoją „Naukę Dziesięciu Sefirot” i inne prace. Czyli, kabaliści przeszłości przechodzili straszne stany!

A RASZBI, który napisał Księgę Zohar? Mieszkał w ciasnej jaskini obok małego źródła wody i drzewa chlebowego ze słodkimi strąkami. Tym żywili się wspólnie z synem. W takich trudnych warunkach, ukryci w piaskach, studiowali Kabałę. A potem dołączyło do nich jeszcze ośmiu uczniów, i razem napisali Księgę Zohar, siedząc w jaskini, w zimnie, na północy kraju!.. Koszmar!

Z rozmowy „Zadzwonił mój telefon. Ogniwa w łańcuchu kabalistów od ARI do Rabasza”


W nim korzeń mojej duszy

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Proszę powiedzieć, nie jest Pan człowiekiem sentymentalnym, a dlaczego, kiedy rozmawiamy o Pana nauczycielu Rabaszu, bardzo często widzę, jak Pana oczy robią się nagle wilgotne, jak bardzo Pan się zmienia. Jest Pan inny!

Odpowiedź: Nic nie poradzisz, ponieważ w nim jest korzeń mojej duszy. Dlatego jestem inny.

Pytanie: W taki sposób znalazł Pan swoją duszę, tak?

Odpowiedź: Tak. To znaczy, gdzieś miliony lat przed tym, jak go spotkałem, korzeń mojej duszy tam był i stopniowo-stopniowo jakby tam kopałem, aż go znalazłem. Nie wiem jak to powiedzieć.

Pytanie: Czyli Pana przejście przez to życie, wszystkie poszukiwania w jakiś sposób doprowadziły do tego korzenia Pana duszy?

Odpowiedź: Tak.

Komentarz: Jest Pan więc szczęśliwym człowiekiem – znalazł Pan korzeń duszy. Każdy tego potrzebuje.

Odpowiedź: Każdy to ma i każdy powinien szukać.

Z programu telewizyjnego „Wiadomości z Michaelem Laitmanem”


Wielki Rabasz

каббалист Михаэль Лайтман Komentarz: Rozumiem Pana, postrzegam dzieła Baal HaSulama, ale mam takie uczucie, że Rabasz jest jakby w próżni, i nie da się go uchwycić.

Odpowiedź: Z jednej strony rozumiem cię. Ale z drugiej strony, to zupełnie nie jest tak. Rabasz dał nam wszystkie podstawy pracy duchowej. Wcześniej nie były systematycznie przedstawione. Albo kabaliści pisali komentarze do Tory, albo jakieś listy, artykuły, ale systematyczne przedstawienie wewnętrznej pracy człowieka w dążeniu do Stwórcy dał nam tylko mój nauczyciel Rabasz.

Napisał na ten temat prawie 500 artykułów. Wyraził w nich absolutnie wszystkie stany człowieka, który rozpoczyna duchową drogę od zera i podąża naprzód. To, co zrobił Rabasz, jest najcenniejszym wkładem w Kabałę! To jest tak bezcenna, niezastąpiona pomoc dla początkującego, jakiej nie można zaczerpnąć z Księgi Zohar, z „Nauki Dziesięciu Sefirot”, ani z innych dzieł!

Z jednej strony Rabasz był wielkim kabalistą, a z drugiej strony był bardzo skryty i przebiegły w swoim ukryciu. Jak to wszystko skrywał, znajdując się w cieniu swego ojca! Masz rację, mówiąc: „Jakoś go nie dostrzegam, umyka mi”. Naprawdę się uniżał: „Kim ja jestem mówił? To mój ojciec – jest wielkim kabalistą!”

Rabasz również był wielkim kabalistą, z wieloma odkryciami, takimi rezultatami, takimi dziełami, chociaż stale to ukrywał, mówił : „Niewiele się tym zajmuję” i tak dalej. Nikt go nie znał i nie rozumiał. Był wielkim praktykiem, wielkim systematyzatorem, wielkim nauczycielem, wspaniałym wychowawcą!

W swoich artykułach przedstawił system pracy duchowej w różnych formach, które są odpowiednie dla każdego człowieka, dla każdej duszy, dla każdego stylu, czasu, stanów, których doświadczamy.

Mogę bez końca opowiadać o tym, co Rabasz zrobił! I nie dlatego, że był moim nauczycielem, najbliższym, najdroższym mi człowiekiem, ale dlatego, że rzeczywiście zrobił dla nas to, bez czego nie moglibyśmy zrobić kroku naprzód. Nie moglibyśmy!

Mam nadzieję, że teraz, gdy w końcu zaczynamy poważnie studiować jego artykuły, uświadamiamy to sobie. To bardzo poważna praca, z którą nic nie może się równać.

Z rozmowy „Zadzwonił mój telefon. Wielki Rabasz”


Obok Rabasza

каббалист Михаэль Лайтман Komentarz: Opowiadał Pan, że kiedy z Rabaszem pojechaliście do Tyberiady, miał Pan momenty, kiedy po prostu nic nie rozumiał i nienawidził siebie.

Odpowiedź: Tak. Oczywiście, są takie stany. Podczas długich wieczorów w Tyberiadzie siedziałem na otwartym tarasie, wypalałem paczkę papierosów, rozmyślałem i nie wiedziałem, co robić. Nie wyobrażałem sobie żadnej możliwości zrobienia choćby małego kroku: „Dokąd?! Spójrz, z kim jestem! Jedyny wielki kabalista na świecie! A ja razem z nim, teraz, sam na sam! O co mogę zapytać, o czym rozmawiać, co mogę od niego przyjąć?!”

Ale po tylu godzinach pytań, poszukiwań, odnajdywania siebie, zaczyna budzić się w człowieku prawdziwe pytanie, prawdziwe pragnienie. Wszystko to jest niezbędnym przygotowaniem każdego z nas i całej grupy.

Pytanie: Jaki był główny temat waszych rozmów z Rabaszem, o czym rozmawialiście? Przecież nie mogliście przez cały czas mówić tylko o parcufm i Sefirot?

Odpowiedź: I o tym też rozmawialiśmy. Zadawałem mnóstwo pytań na temat ogólnego rozwoju schematu stworzenia, bardzo mnie to interesowało. Chciałem stworzyć w sobie wyraźny schemat, nawet jeśli nie będzie rozwinięty w małych szczegółach, ponieważ jest ich bardzo dużo, i na to wszystko nie wystarcza wewnętrznej energii. Szczerze mówiąc, nie byłem specjalnie zainteresowany szczegółowym badaniem, ponieważ jest dobre, tylko kiedy jestem w tym zmysłowo.

Ale w zasadzie sam schemat wszechświata wydał mi się bardzo kuszący: początek stworzenia, koniec stworzenia, cały sekwencyjny, przyczynowo-skutkowy, celowy, wymuszony, stopniowy proces, siły, działające na każdym etapie, konieczność każdego działania i tak dalej. To jest właśnie Natura, to jest jej naturalne, jedyne prawo, które przechodzi przez nią z Wyższych Światów przez nasz świat i ponownie do Wyższych Światów – jak mogłoby to nie być interesujące?!

Ja wtedy odkryłem dla siebie ten system, jakbym wyrzeźbił go w sobie. Pomogło mi to zrozumieć, po pierwsze, bardzo wiele kabalistycznych tekstów, po drugie, wszystko inne, co dalej odkrywałam dla siebie. Zrozumienie rzeczywistości, sił, które działają na naszym poziomie pomiędzy nim i Wyższym Światem, wzajemna interakcja człowieka z naturą, rozwój języków, rozwój historii – wszystko to stopniowo połączyło się we mnie w jeden obraz.

Właśnie z tym obrazem, opartym na duchowym modelu rozwoju światów, przechodziłem przez całe moje życie. Uformowałem go w sobie w wieku trzydziestu pięciu lat a potem cały czas uzupełniałem go o nowe dane, które czytałem, słyszałem, badałem.

Zawsze chciałem zobaczyć syntezę wszystkich idei, właściwości, przejawów. Obraz natury jedną, ogólną, wieczną, doskonałą harmonię: z jednej strony stała, niezmienna, a z drugiej strony, rozwijająca się przed naszymi oczami, w zależności od poziomu percepcji, od światów, od stopni. To tak niesamowity, wieloaspektowy, wielowymiarowy, wielostopniowy panel w wielu wymiarach, który daje człowiekowi poczucie wieczności, doskonałości, poznania, napełnia go! Osobiście jestem tak zbudowany.

Z rozmowy „Zadzwonił mój telefon. Obok Rabasza”


Rabasz zawsze ze mną

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Kiedy studiował Pan u Rabasza, nie wiedział, czym jest grupa jako taka?

Odpowiedź: Miałem inne przygotowanie. Rabasz myślał, że będzie grupa, uważał, że musi to zrobić. Przyprowadziłem do niego uczniów. Widzieliśmy, jakie pisał artykuły.

Jednakże w rezultacie tych artykułów grupa nie powstała. Skończyło się na mnie. Nie, inni też otrzymali, w żaden sposób ich nie umniejszam. Wszyscy są moimi byłymi przyjaciółmi, kocham ich i cenię każdego z nich, ponieważ są również uczniami mojego nauczyciela. Ale nie stworzyliśmy grupy.

Teraz każdy z nich pracuje sam dla siebie. Ja nikogo nie osądzam. Każdy po prostu robi tyle, ile może i jak może. Jestem jednym z nich. Ale to ja byłem jednak najbliższym uczniem Rabasza, jego asystentem. Spędził ze mną ogromną ilość czasu – razem na nauce, we wszystkim.

Dlatego rozwinęło się we mnie wewnętrzne odczucie więzi z nim, które wiedzie mnie do przodu. Czuję, że Rabasz jest ze mną. Mam zupełnie przejrzyste i klarowne poczucie, że we wszystkich moich dążeniach stoi za mną, a ja wypełniam wszystko, realizując w sobie mojego nauczyciela.

Z rozmowy „Zadzwonił mój telefon. Ty czy grupa”