Artykuły z kategorii Kryzys, globalizacja

Afgańska Puszka Pandory dla masowej migracji


Minęło sześć lat odkąd Europa stanęła w obliczu jednego z najgorszych kryzysów związanych z napływem uchodźców, jakie pamięta kontynent.

Odkąd Talibowie przejęli Afganistan, fale uderzeniowe rozbrzmiewają w całej Europie, kraje zmagają się z tym, jak poradzić sobie z nadejściem tysięcy ludzi uciekających przed wojną, prześladowaniami i chaosem, który panuje w oblężonym kraju. Blok europejski próbuje podzielić afgańskich imigrantów i wprowadzić limity. Turcja już ostrzegła Europę, że nie będzie jej „magazynem dla uchodźców” i podobnie jak Grecja zbudowała mur, który ma blokować dostęp dla osób ubiegających się o azyl.

Fala emigrantów w mniejszym stopniu wpływa na geograficznie odległe Stany Zjednoczone, ale nadal szacuje się, że USA za bałaganiarstwo w wycofywaniu się z Afganistanu zapłaci wysoką cenę i wchłonie tysiące afgańskich uchodźców. Stanowi to dodatkowe wyzwanie dla ich obecnego kryzysu migracyjnego na granicy z Meksykiem.

Sceny Afgańczyków desperacko próbujących uciec pogrążają w smutku i są niepokojące, ale historia nauczyła nas jednej rzeczy o polityce masowej migracji. Absorbowanie całych narodów nie jest rozwiązaniem realistycznym, a już na pewno nie rozważnym na dłuższą metę. Na przestrzeni dziejów nigdy nie widzieliśmy dobrego zakończenia tego rodzaju rozwiązań.

Dzieje się tak zwłaszcza w przypadku mieszania narodów o różnych religiach, kulturach i obyczajach, szczególnie gdy przeprowadza się to bez uprzedniego przygotowania żadnej ze stron. To jak tlące się węgle, które nie są całkowicie zagaszone i w odpowiednich warunkach z łatwością zapalą szalejący płomień.

Ktoś może zapytać, czy po wycofaniu wsparcia wojskowego w Afganistanie, Europejczycy lub Amerykanie mają moralny obowiązek przyjąć każdego uchodźcę, pozostawiając kraj w rękach ekstremistów?

Europejczycy czy Amerykanie nie powinni brać odpowiedzialności za ludzi, którzy nie mają zamiaru integrować się z ich kulturą i po przybyciu stać się jak miejscowi. Już dzisiaj ci, którzy odwiedzają Europę, widzą, jak zmienia się po napływających falach imigracji, uważają że jest zupełnie inna.

Bardziej humanitarnym i poprawnym rozwiązaniem byłaby rehabilitacja dotkniętych ludzi, niesienie im pomocy na miejscu, w ich domu. Ale odkąd ich kraj objął terroryzm, mandatem organizacji międzynarodowych, takich jak Organizacja Narodów Zjednoczonych i jej pochodnych, jest pełne wspieranie tych, którzy zmagają się z warunkami zagrażającymi życiu.

Każdy naród ma miejsce na ziemi, do którego należy, gdzie dzieli wspólną kulturę, religię i wartości. Miejsce, w którym powinien mieć niezbędne środki i warunki do osiedlenia się i bezpiecznego życia. Samo otwarcie drzwi i umożliwienie napływu imigrantów nie rozwiąże żadnego problemu. Tworzy tylko nowe, o ogromnych rozmiarach, w tym otwieranie drzwi zradykalizowanym elementom islamskim, aby mogły infiltrować wraz z tymi, którzy naprawdę szukają schronienia.

Celem każdego społeczeństwa jest, aby jednostki mieszały się ze sobą i łączyły, ale nie sztucznie. Błędne jest podejście liberalne, które uważa, że ​​można zasymilować każdego imigranta poprzez otwartość. Bez pomocy właściwego procesu wchłaniania i integracji jest to recepta na szerzenie niepokoju.

Skuteczna integracja wymagałaby pogłębionego procesu edukacyjnego, w którym każda osoba byłaby uczona, jak zjednoczyć się na wspólnym gruncie ponad dzielącymi ich różnicami.

Dopiero, gdy każdy naród usiądzie na swoim miejscu i nauczy się praw natury, która jest kompletna i integralna, gdzie każda część jest naturalnie połączona z resztą systemu i działa w harmonii, wtedy wzniesiemy się ponad różnice. Połączenie powinno rozpocząć się w duchu, w dzieleniu wartości miłości do bliźniego. Tylko wtedy możemy żyć ze sobą i nie odczuwać różnic między nami.

Źródło: https://bit.ly/2Y4cled


Stosunki międzyludzkie w epoce lockdownu


W odpowiedzi na jeden z moich ostatnich postów napisano, że z jednej strony mówię, że COVID-19 przybył, aby zmusić nas do pozostania w domu i po to, aby nas rozłączyć. Z drugiej strony mówię, że przyszedł, aby nauczyć nas, jak być bliżej natury. A jako, że jesteśmy istotami społecznymi czyli ludzka natura polega na łączeniu się z innymi, to tu pozornie ma powstawać sprzeczność, ponieważ nie można się połączyć, jeśli jest się zamkniętym w domu.

W jednym z fragmentów żydowskiej poezji, zatytułowanym „Idź mój ukochany”, czytamy: „Cała praca jest zawarta w początkowej myśli”. Oznacza to, że kiedy coś robisz, musisz myśleć o ostatecznym wyniku, który chcesz osiągnąć, zanim zaczniesz pracować nad jego osiągnięciem. W przeciwnym razie na pewno pójdziesz złą drogą.

To samo dotyczy COVID i tego, jak ludzkość powinna sobie z nim radzić. Prawdą jest, że ludzie są istotami społecznymi. Co więcej, celem ludzkości jest łączenie się w sposób, który przynosi korzyści zarówno jednostkom, jak i całemu społeczeństwu ludzkiemu. Ale aby osiągnąć ten cel, musimy wiedzieć, jak łączyć się w sposób, który przynosi korzyści. Jeśli łączymy się nieprawidłowo, szkodzimy sobie, społeczeństwu ludzkiemu i całej naszej planecie.

Obecnie nie ma wątpliwości, że łączymy się w niewłaściwy sposób. Szybki przegląd stosunków międzyludzkich na świecie ukazuje przerażający obraz wrogości, nadużyć, szaleńczych zabójstw i morderstw pomiędzy krajami i wewnątrz krajów, wyzysku finansowego, militarnego wyścigu zbrojeń, ambicji posiadania broni jądrowej, napięć społecznych związanych z rasą, depresji, ucisku, agresji i każdej możliwej do wyobrażenia formy złej woli. Ludzkie społeczeństwo jest pełne nieludzkości.

Do tej pory natura pozwalała nam, że tak powiem, „radzić sobie samemu”. Ale w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat stało się jasne, że albo nie chcemy, albo nie potrafimy się zmienić, a w naszych wysiłkach, by zniszczyć siebie nawzajem, zniszczymy także naszą planetę.

Co więc robią rodzice, kiedy ich dzieci nie przestają się kłócić i nie potrafią same dojść do porozumienia? Wysyłają je do oddzielnych pokoi. Oczywiście rodzice niczego nie pragną bardziej aniżeli zobaczyć, jak ich ukochane dzieci dochodzą do porozumienia i stają się najlepszymi przyjaciółmi. Ale jeśli wszystkie ich wysiłki, by zaprowadzić pokój między dziećmi zawiodą, muszą zakończyć walkę poprzez całkowite rozdzielenie dzieci. Następnie, gdy kłótnia się skończy, rodzice i dzieci mogą spokojnie zbadać swoje relacje i zacząć łączyć się w bardziej pozytywny sposób. Jednak nawet, gdy dzieci dostają pozwolenie, by na nowo się ze sobą połączyć, muszą pamiętać, że jeśli jeszcze raz źle się zachowają, ponownie mogą zostać odesłane do swoich pokoi.

Natura postępuje z nami podobnie jak ci rodzice. Nie ogranicza się już do „karania” nas na poziomie lokalnym, poprzez klęski żywiołowe czy inne lokalne kryzysy. Wysłała nam globalny cios, który wyłączył wrogie działania ludzkości w stosunku do innych i do natury. Tak jak w przypadku kochających rodziców z przykładu powyżej, nie chodzi o to, aby całkowicie odciąć nas od siebie. Wręcz przeciwnie, chodzi o to, abyśmy nauczyli się, jak pozytywnie łączyć się ze sobą, krok po kroku.

Jak tylko zaczniemy chcieć się pozytywnie łączyć, natura odpowie nam pozytywnie. Nie działa ona jak człowiek, ale bardziej jak maszyna, która reaguje na pewne bodźce. Wszystko, co działa podobnie do niej, wzbudza pozytywną reakcję natury, a wszystko, co działa przeciwnie do niej, wzbudza reakcję negatywną.

Ponieważ natura funkcjonuje jako harmonijny i zrównoważony system, jak pisałem w poprzednim poście, jeśli zbudujemy zrównoważone i harmonijne społeczeństwo ludzkie, natura nie będzie nakładać na nas żadnych ograniczeń i restrykcji. Ale jeśli będziemy upierać się przy znęcaniu się nad sobą nawzajem, to cóż, natura jest większym tyranem niż ktokolwiek z nas. Mam nadzieję, że dla dobra nas wszystkich, nauczymy się lekcji jaką dostajemy od natury i będzie to wcześniej, a nie po tym, jak zademonstruje ona swoją siłę.

Źródło: https://bit.ly/2Wue6RK


Planeta w ogniu


Kiedy chory ma gorączkę, konieczne jest nie tylko złagodzenie gorączki, ale także poszukanie przyczyny choroby. Kiedy planeta gorączkuje, nie wystarczy ograniczyć emisje – należy zrozumieć, na co choruje.

Chmura dymu i ognia unosząca się z pożaru w pobliżu Aten widoczna była przez setki kilometrów. W mieście musiano zamykać okna pomimo 40-stopniowego upału. W całym kraju już tysiące ludzi zostało bez dachu nad głową, а ogniska pożarów wciąż rosną.

Tego lata płoną lasy ze szczególnym rozmachem. Grecja, Turcja, Włochy, Ameryka, Rosja itd…  Co jeszcze mamy w wiadomościach?

Wyzwania środowiskowe wydają się nam zbyt ambitne. Nie widząc możliwości wpływania na to, co się dzieje, odsuwamy od siebie ciężkie ujęcia z ekranów. Ale na próżno. Globalne problemy sugerują ludzkości globalne rozwiązanie i pewnego dnia, pod presją Natury, będziemy musieli je zrealizować. Dlaczego więc nie teraz?

Oto wizualna ilustracja ze strony internetowej NASA – światowa mapa pożarów lasów w ciągu ostatniego miesiąca. Podobny obraz powtarza się każdego roku.

Dosłownie na dniach opublikowano szczegółowy, szósty z kolei raport Międzyrządowej Grupy Ekspertów ONZ na temat długoterminowych konsekwencji globalnego ocieplenia. Po raz pierwszy ocieplenie zostało uznane za „ustalony fakt”. Wpływ przemysłu na klimat również nie jest już kwestionowany.

Według naukowców, dziś już prawie wszystkie kraje borykają się z problemami środowiskowymi. Nasilają się ekstremalne zjawiska pogodowe. Przed nami dalsze topnienie lodowców, podnoszenie się poziomu oceanów, wzrost średnich temperatur, wzmożone huragany, susze, powodzie, nienormalne fale upałów i inne „przyjemności”.

Główny autor raportu Michael Wehner: „Niebezpieczne zmiany klimatyczne zachodzą tu i teraz. Jeśli myślicie, że to lato było złe, to lato, kiedy świat ociepli się o 3 lub 4 stopnie sprawi, że będziemy wspominać ten rok z nostalgią. Teraz nawet trudno sobie wyobrazić, jak może być źle. Niektóre części świata staną się niezdatne do mieszkania”.

Generalnie nie chodzi tu o to, aby zatrzymać proces a jedynie o to, aby go złagodzić. Jak? Poprzez redukcję emisji gazów cieplarnianych. A z tym zdecydowanie się nie zgadzam.

Człowiek i natura

Przede wszystkim ostrzeżenia o nadchodzących katastrofach wcale nie są „horrorami”. To nie globalne ocieplenie jest dziś negowane, ale jego antropogeniczne przyczyny powstania i proponowane sposoby zwalczania. Nie będę wchodził w te spory, ponieważ one pozostawiają korzeń sprawy poza nawiasami. Powiem tak: z jednej strony zainteresowani pragną osiodłać wznoszącą się falę klimatyczną, z drugiej nie można jej też lekceważyć. Trzeba działać. Ale jak?

Niemożliwe jest obniżenie temperatury planety nie stawiając prawidłowej diagnozy. A do tego należy zobaczyć obraz w całości. Przecież mówimy o jednym globalnym systemie, który obejmuje cztery poziomy: nieożywiony, roślinny, zwierzęcy i ludzki. Na pierwszych trzech poziomach system jest w stanie doskonale utrzymać dynamiczną równowagę zgodnie z wymaganiami aktualnej sytuacji. I tylko człowiek wyrywa się ze wspólnego szeregu.

Ale nie chodzi tu wcale o przemysł jako taki. W końcu ludźmi jesteśmy po to, aby się rozwijać, badać przyrodę i wykorzystywać jej prawa dla normalnego życia na planecie. Jest to przewidziane przez system – Naturę, która nas stworzyła.

Dlaczego więc wpada ona w tak przerażającą nierównowagę? Co tak naprawdę wytrąca ją z równowagi?

Aby to zrozumieć, musimy wyjrzeć na zewnątrz z tej skorupy dogmatów, w której jesteśmy uwięzieni od wczesnego dzieciństwa.

Tak, człowiek jest najwyższym ogniwem, ale nie jest zdobywcą Natury. Człowiek – to nie ten kto podporządkowuje jej niższe poziomy swoim zachciankom i kaprysom. Nie ten, który depcze Ziemię w dumnej ekstazie samozadowolenia. Człowiek jest czymś więcej. I urodził się dla czegoś zupełnie innego.

Zbyt długo pozostawaliśmy na etapie dorastania mając już opanowaną wiedzę o świecie, ale pozostając w niewoli infantylnych, bezcelowych żądań. Zaspokajając je, ignorujemy nasz prawdziwy potencjał – potencjał ducha, a nie ciała. Nie znamy granic w nasyceniu materialnych potrzeb, a prawdziwie ludzkie potrzeby, wręcz przeciwnie nie doceniamy i ignorujemy. W rezultacie nie jesteśmy panami Natury, a niewolnikami naszej własnej natury.

Kiedyś było to na porządku dziennym– ponieważ dorastaliśmy, a rozwój wymaga czasu. „Urodzony, aby pełzać, nie może latać” – a urodzony, by latać, ma przed sobą nieprostą drogę, zanim będzie mógł  wzlecieć nad siebie.

Tą drogą Natura doprowadziła człowieka do punktu, w którym musi stać się Człowiekiem. Musi się zmienić, wziąć odpowiedzialność za siebie i wejść w dorosłe życie. Nie ma już powrotu do dzieciństwa. Bez względu na to, jak bardzo będziemy się wzbraniać, będzie tylko gorzej. Bo Natura to prawa i one są niezmienne.

Ludzki potencjał

Człowiek to ten, który umie stawiać dobro innych ponad własną korzyść, który ceni wzajemne dawanie ponad miłość własną, ten kto doświadcza przyjemności, a nie fikcji, nie by „ratować duszę”, ale prawdziwej przyjemności – służąc innym w społeczeństwie, które czuje się jak zgrana rodzina. Przecież właśnie takie powinno być ludzkie społeczeństwo, prawda? Oto do czego doprowadziła nas Natura.

I dlatego nie ma sensu przenosić gospodarkę „na nowy tor”. Oszczędzanie energii, „zielone” technologie, walka z dwutlenkiem węgla, z wymieraniem flory i fauny, z topnieniem wiecznej zmarzliny, z zakwaszeniem oceanów – wszystko to jest tylko próbą pogodzenia się z gorączką, zamiast jej leczenia. Innymi słowy, próba ograniczenia się do niższych poziomów Natury w rozwiązaniu ludzkiego problemu.

Nie ma sensu. Przede wszystkim musimy robić to, co naprawdę od nas zależy – zmieniać relacje między ludźmi, naprawiać siebie. Tylko ludzki poziom jest do tego zdolny – i dzięki temu naprawi wszystko. Nie ma innych sposobów na rozwiązanie naszego konfliktu z Naturą. Niszczymy ją nie przez emisje i spaliny, ale przez nasz stosunek do siebie nawzajem i do niej.

Na naszych oczach elity zmieniają kurs, przygotowując się do nowych „wartości” klimatycznych. Ale brak równowagi jest spowodowany naszym egoizmem! I to jest właśnie to, czego wolimy nie dotykać.

I dlatego cała nasza walka jest fikcją. Jak powiedział wielki satyryk: „To, czego strzeżesz, jest tym, co masz”. Wszyscy „obrońcy” zainteresowani są nie zwycięstwem, ale kontynuacją walki. Mechanik samochodowy czeka na deszcz lub śnieg, ponieważ śliskie drogi, to wzrost klientów. Lekarz czeka na chorych. Politycy – na konflikty i kryzysy.

Wszystko opiera się na złym początku, wszystko jest zepsute. Mamy nadzieję pozbyć się paliw kopalnych, podczas gdy wszystkie nasze źródła energii, wszystkie nasze bodźce są z natury kopalne, archaiczne, nasycone egoistycznym spojrzeniem na świat. Nawet, jeśli będą co najmniej trzykrotnie „zielone“ – w sensie systemowym niczego to nie zmienia. W końcu wciąż jesteśmy tacy sami.

Co możemy

Klęski żywiołowe zdarzały się zawsze. Klimat na Ziemi nieustannie się zmienia. W rzeczywistości jest to kolosalny system, a na trzech pierwszych poziomach Natury jesteśmy w stosunku do niej słabi.

Ale jest jeszcze ludzki poziom. To poziom, na którym szybko stajemy się globalną, planetarną całością, ale my ciągle żyjemy według starych praw siły, wrogości, nienawiści i desperackiej chęci prześcignięcia się nawzajem.

Reagując na to, Natura gwałtownie wychodzi z równowagi i naraża nas na globalne zagrożenia. Nie są to już pojedyncze kataklizmy, ale seria katastrofalnych nieszczęść, które ustawiły się na progu naszej przyszłości. 

Pojedynczo byśmy je przeżyli, przetrwali, ale one przychodzą wszystkie naraz, jak w czasach plag egipskich. W pojedynkę nie niosłyby jasnego przekazu, ale dziś ich globalność, ich systemowość, ich wyraźna zgodność ze stanem ludzkości nie powinny umknąć naszym oczom.

Więc przyznajmy: mamy wspólne nieszczęście, ale nie klimatyczne, a ludzkie i bez odpowiedniego rozwiązania nie wyjdziemy z niego. W końcu Natura i tak przyciśnie nas do muru własnego egoizmu. Przyciśnie mocno, bezlitośnie. Ale mamy jeszcze czas, aby tego uniknąć. Mamy czas na zmiany w sobie, w społeczeństwie, w ludzkim poziomie systemu, od którego całkowicie zależą wszystkie inne poziomy.

Planeta płonie w ogniu egoizmu. Planeta jest w gorączce ludzkich sprzeczek, konkurencji, konsumpcjonizmu i głodu, hedonizmu i ubóstwa ducha, obojętności, nieprzejednania, wzajemnego odrzucenia, merkantylizmu. Gdzieś to wszystko jest ukryte, gdzieś wręcz przeciwnie, jest wystawione na pokaz. Ale istota w tym, że z takim bagażem nie da się przebić w przyszłość. Utknęliśmy na decydującym etapie powszechnego rozwoju ludzkości i przez naszą odmowę zmiany pogrążamy niższe poziomy Natury w chaosie.

A możemy jednocześnie przywrócić równowagę systemowi, jeśli zrównoważymy siebie – jeśli na ludzkim poziomie zaczniemy budować relacje międzyludzkie. Nikt tego za nas nie zrobi. I to jedyna rzecz, której potrzebujemy. Klimat w społeczeństwie determinuje klimat na planecie.


Co oddziela nas od szczęścia

каббалист Михаэль Лайтман Komentarz: W 20 krajach świata przeprowadzono badanie, zadano pytanie: „Jakie problemy na świecie najbardziej cię niepokoją?”

36% badanych uważa, że głównym problemem jest pandemia; 34% – ubóstwo, nierówność społeczna; 32% – korupcja finansowa i polityczna; 30% – przestępczość i przemoc; 22% – opieka zdrowotna; 17% – edukacja; 15% – podatki; 11% – kontrola i tak dalej; 9% – zagrożenie środowiska.

Nie ma takiego pytania, że wychowanie jest głównym problemem. A Pan ciągle mówi, że to jest problem.

Odpowiedź: Jest to najważniejszy i jedyny problem. Ludzie nie rozumieją, że nasze wychowanie zmieni świat. Zmiana świata polega na zmianie człowieka.

Pytanie: Ale ludzie mają dzieci, widzą, co się dzieje wokół. Dlaczego nie wchodzi im to do ich świadomości?

Odpowiedź: Ponieważ jest to sprzeczne z naszym egoizmem.

Pytanie: Czyli przez nasz egoizm – dotyka nas problem pandemii, ubóstwo, nierówność społeczna? To, co dotyczy tylko mnie…

Odpowiedź: Tylko mnie i nie obchodzi mnie wszystko inne, tylko i wyłącznie własna skóra.

Pytanie: W jaki sposób chce Pan doprowadzić ludzkość do jakiejkolwiek zmiany?

Odpowiedź: Z jednej strony to bardzo proste. Należy tylko pokazać, że to jedyny problem, który oddziela nas od szczęścia. To wszystko. Jeśli my zmienimy się, zmieni się też świat, wszystko się zmieni: wirus zniknie, i wszystkie inne problemy. Wszystko zniknie.

W przeciwnym razie czeka nas długa droga cierpienia, która mimo wszystko nauczy nas, że musimy się zmienić. W zmianie człowieka ukryty jest klucz do zmiany świata. Nie ma innej opcji.

Jest to długa droga cierpienia, dopóki nie uświadomimy sobie tego.

Pytanie: A co stanie się z człowiekiem w wyniku cierpienia tej długiej drogi?

Odpowiedź: Człowiek zacznie uświadamiać sobie, co dokładnie jest przyczyną jego złych stanów. Uświadomi sobie, że przyczyną wszystkich problemów na świecie jest jego egoizm, jego zły stosunek do innych.

Pytanie: Czy jest Pan pewien, że w wyniku cierpień człowiek to zrozumie? W wyniku wielkiego cierpienia.

Odpowiedź: Tak, ale to długa droga.

Pytanie: Czy uważa Pan, że inaczej człowiek nie usłyszy?

Odpowiedź: Część usłyszy. Wydaje mi się, że obecnie można już tworzyć takie społeczeństwa, kręgi, które żyłyby w taki sposób, wiedząc że zmiana człowieka jest podstawą do zmiany świata.

Z programu telewizyjnego „Wiadomości z Michaelem Laitmanem”, 01.07.2021


Praca z domu – od nakazu do zapału

Mimo, że wiele biur ponownie zostało otwartych, a większość firm zajmujących się zaawansowanymi technologiami wezwała swoich pracowników, to wiele osób woli, a nawet prosi, aby nadal mogły pracować z domu. Wiele z nich jest skłonnych obniżyć swoje zarobki lub inne świadczenia w zamian za komfort przebywania w domu, ograniczenie ilości czasu spędzonego na dojazdy i generalne zmniejszenie ilości stresu związanego z pracą na pełen etat. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda na to, że ludzie utracili niegdyś posiadany zapał do osiągania wytyczonych celów. Zamiast tego wydaje się, że są zadowoleni z faktu, że udaje im się przetrwać i prowadzić wygodny, spokojny tryb życia.

To rozwój wewnętrzny sprawia, że ludzie są szczęśliwi – kiedy uświadamiają sobie swój osobisty potencjał i czują, że ich życie ma sens i cel. Dzisiaj w szczególności realizacja tego potencjału zależy od jakości naszych więzi społecznych.

Interesujące jest to, jak kultura pracoholizmu, którą Zachód z takim trudem starał się utrzymać przez prawie sto lat, a która rozpoczęła się pod koniec Wielkiego Kryzysu, może nagle wyparować. Młodzi ludzie, uważani kiedyś za ambitnych i zmotywowanych do pracy, dziś zmienili sposób myślenia i okazuje się, że ich dawne nastawienie zniknęło, niczym „wyczyszczone” przez wirusa.

Dziś ludzie wydają się być zadowoleni z samego faktu, że żyją. I rzeczywiście, dlaczego nie? Do początków konsumpcjonizmu ludzie nie przejmowali się tak bardzo osiągnięciami, chcieli utrzymać siebie i swoje rodziny, a jeśli im się to udawało, to byli szczęśliwi. Co w tym złego? Czy ludzie z sukcesami zawodowymi są szczęśliwsi od innych? Nie jestem wcale pewien, że tak jest.

To rozwój wewnętrzny sprawia, że ludzie są szczęśliwi – kiedy uświadamiają sobie swój osobisty potencjał i czują, że ich życie ma sens i cel. Jeśli możemy zapewnić sobie byt fizyczny, to nasze szczęście zależy od realizacji naszego wewnętrznego potencjału. Dzisiaj w szczególności realizacja tego potencjału zależy od jakości naszych więzi społecznych. Kiedy ludzie rozwijają pozytywne więzi społeczne, kiedy wspierają się nawzajem i pomagają sobie w rozwoju, czują się szczęśliwi, zadowoleni i bezpieczni. Chętnie wnoszą do społeczeństwa swoje umiejętności i zdolności, a pozostali członkowie społeczeństwa z radością robią to samo. Razem maksymalizują swój osobisty potencjał, wznoszą społeczeństwo na nowe wyżyny, umożliwiają innym korzystanie ze swoich osiągnięć i ułatwiają innym realizację ich własnego potencjału.

A co najważniejsze, osiągają to bez obciążeń związanych z wymagającą, konkurencyjną pracą, która wyczerpuje ich do tego stopnia, że nie mają energii na spotkania towarzyskie. Kończą się czasy, w których praca i kariera zmuszały ludzi do samotności i smutku. Teraz, gdy zostaliśmy zmuszeni do tego, by mniej pracować, mniej podróżować i więcej myśleć, jesteśmy gotowi uświadomić sobie, jakim darem jest troska o innych, zamiast zajmować się tylko sobą.

Źródło: https://bit.ly/3jvOlb5


Moje myśli na Twitterze, 31.07.2021

Wiele organizacji (WHO itp.) czerpie korzyści ze wzrostu zachorowalności na Covid, na wszystkie możliwe sposoby popierają to. W każdym razie problemy będą tylko rosły, dopóki właśnie my, poprzez nasze zbliżenie świadomie ich nie wyeliminujemy.

@Michael_Laitman


Moje myśli na Twitterze, 29.07.2021

Epidemia będzie rozprzestrzeniać się na całym świecie, dopóki ludzkość nie uświadomi sobie, że musi zatroszczyć się o wszystkich. W taki sposób Natura uczy nas właściwych relacji. W dalszym ciągu będzie uczyć nas poprzez kataklizmy, dopóki nie nauczymy się zachowywać poprawnie – wszyscy na całej planecie.

@Michael_Laitman


Niebo i piekło – gdzie one są?

„Wyobraź sobie, że nie ma raju” – śpiewał John Lennon. „Pod nami nie ma piekła, nad nami tylko niebo” – kontynuował. W pewnym sensie miał rację. Mądrość Kabały uczy, że raj który nazywamy potocznie niebem i piekło to nie miejsca, ale stany w naszych wzajemnych relacjach. Piekło jest wtedy, gdy nie możemy znieść siebie nawzajem, trochę jak dzisiaj, tyle że jesteśmy bardziej świadomi naszej nienawiści, a niebo jest wtedy, gdy kochamy siebie nawzajem tak, jak kochamy samego siebie, po prostu.

Mądrość Kabały uczy, że niebo i piekło to nie miejsca, ale stany w naszych wzajemnych relacjach. Piekło jest wtedy, gdy nie możemy znieść siebie nawzajem, trochę jak dzisiaj, tyle że jesteśmy bardziej świadomi naszej nienawiści, a niebo jest wtedy, gdy kochamy siebie nawzajem tak, jak kochamy samego siebie, po prostu.

W mądrości Kabały nie ma ludzi, zwierząt, roślin czy minerałów, nie ma miejsc, czasu czy ruchów. Kiedy kabalistyczne książki omawiają związki pomiędzy ludźmi lub opisują podróże z jednego miejsca w drugie, w rzeczywistości używają ich jako symboli do opisania związków ludzi między sobą i tego, jak wiele miłości jest pomiędzy nimi.

Tak na marginesie, jakość zwana miłością jest tym, co nazywamy „Stwórcą”. On również nie jest jakimś bytem czy bóstwem interpretowanym przez różne religie. On (lub raczej Ono) jest jakością miłości, naturą miłowania.

Kiedy człowiek nabywa naturę miłowania, jest to uważane za osiągnięcie Stwórcy, a wtedy uważa się, że ta osoba znajduje się w niebie. Kiedy odkryjemy, jak bardzo jesteśmy nienawistni wobec siebie nawzajem, że nasze związki opierają się na wyzysku, manipulacji i nadużyciach, wtedy zdecydowanie znajdujemy się w piekle. Ale jeśli już wiemy, że jesteśmy w piekle, to prawdopodobnie jesteśmy na drodze do wyjścia z niego, ponieważ teraz możemy zacząć zmieniać siebie, korygować naszą naturę z absolutnego absorbowania do bycia życzliwym, wiodącym życie oparte na trosce o innych.

Okazuje się, że według Kabały to czy jesteśmy w niebie, czy w piekle, określamy na podstawie naszego stosunku do innych. Czyli, mówiąc najprościej, piekło to totalna nienawiść, niebo to czysta miłość. Czyż nie ma to sensu?

Źródło: https://bit.ly/3BSj3mS


Moje myśli na Twitterze, 22.07.2021

Podczas gdy europejska część Rosji cierpi z powodu upałów, na Niemcy, Belgię i Holandię spadły potężne ulewy. W Indiach zwykłe monsuny okazały się zbyt obfite. Zalało również Chiny. Natura przechodzi do stałej i zdecydowanej ofensywy – aby nauczyć nas jak być ludźmi, odpowiedzialnymi za Naturę!

@Michael_Laitman


Epidemia wirusa pomnożona przez epidemię egoizmu

каббалист Михаэль Лайтман Z góry zstępują do nas tylko dobre siły, jeśli nie jesteśmy gotowi ich przyjąć, to odczuwamy je jako ciosy. Tak jest w przypadku koronawirusa: gdybyśmy byli gotowi przyjąć siłę, która ostatecznie przyszła do nas w postaci epidemii, gdybyśmy zjednoczyli się, aby w obliczu zagrożenia zbliżyć się wewnętrznie do siebie nawzajem, to nie przejawiłaby się w takim stopniu.

Spójrzcie, jak zwierzęta jednoczą się w obliczu wspólnego nieszczęścia. Kiedy biegną razem, ratując się przed powodzią lub pożarem lasu, wtedy nie atakują jeden drugiego. Czują, że muszą ratować swoje życie, dlatego instynkt drapieżnika jest tłumiony przez instynkt samozachowawczy.

A my przecież jesteśmy teraz w takiej samej sytuacji. Ciosy, które odczuwamy ze strony natury lub Stwórcy, Wyższej Siły, powinny skierować nas do wyciągania właściwych wniosków, jak możemy z tego wyjść.

Należy zobaczyć, jak zachowują się zwierzęta: uciekają przed niebezpieczeństwem, nie atakują się nawzajem. Instynkt drapieżnika zanika, pozostaje tylko instynkt walki o życie. Gdybyśmy wzięli przykład ze zwierzęcego poziomu, to pokonalibyśmy epidemię, prawidłowo i pomyślnie wyszlibyśmy z tego stanu.

Ale problem polega na tym, że nie znajdujemy się na zwierzęcym poziomie, jesteśmy zepsutymi zwierzętami, ponieważ posiadamy ludzki egoizm, który wszystko zatruwa. Dlatego nie możemy nawet myśleć o kierunku połączenia, jedności, zbliżenia, aby uchronić się przed epidemią. Nawet w warunkach globalnej epidemii rządy i jednostki starają się czerpać zyski i zarabiać na sobie, wierząc, że przyniesie im to bogactwo i sukces.

W taki sposób podwajają kłopoty, wywołują na siebie podwójne problemy. Zamiast tego, trzeba być razem z innymi i w taki sposób złagodzić siły Gwury, a nie wzmacniać siły zła. Dlatego dalej będą musieli uczyć się poprzez cierpienie.

Epidemia nie przychodzi po to, żeby uczynić ludzi chorymi albo zabijać, ale po to by nauczyć nas, jak zachowywać się w stosunku do siebie nawzajem. Na razie widzimy, że nie uczymy się, zmierzamy w przeciwnym kierunku, a to jest droga cierpienia. Każdy kraj myśli, że może odnieść sukces i wygrać kosztem innych krajów i narodów. I na tym polega błąd.

Stopniowo jednak pod wpływem ciosów natury, opuścimy się do poziomu prostego przetrwania jak na zwierzęcym poziomie, wtedy zaczniemy dostrzegać, że warto sobie nawzajem pomagać i nie szkodzić innym, kiedy razem ratujemy się przed wspólnym nieszczęściem.

Z lekcji na temat „Rozbicie jako możliwość naprawy“, 16.07.2021