Bez poręczenia nie można osiągnąć duchowego poznania
Pytanie: Kiedy człowiek osiąga połączenie ze Stwórcą, tam nie ma żadnych przyjaciół, tylko człowiek i Stwórca. Jak to połączyć z pracą nad poręczeniem?
Odpowiedź: Jak zwykły prosty egoista, ani zły, ani dobry, który otrzymał dążenie do czegoś nieznanego, odnajduje w sobie uczucie potrzeby zjednoczenia się z innymi, stania się jednym naczyniem, naprawienia swojego egoizmu?
Zostaje doprowadzony do grupy. To nie zależy od niego, tak jest ustalone z góry, choć z jego punktu widzenia wszystko dzieje się przypadkowo. Dzięki temu, że jest w grupie, powoli zaczyna słyszeć. Czasami trwa to kilka lat. Jest tu jeszcze wielu ludzi, którzy nie słyszą, chociaż są z nami od wielu lat.
Wszystko zależy od otaczających świateł: jak bardzo wpływają na człowieka, jak bardzo grupa dba o naprawę każdego. Jeśli w grupie są egoiści-indywidualiści, z których każdy myśli tylko o sobie, i jeśli w tej grupie nie płonie potrzeba choćby minimalnego poziomu wzajemnego poręczenia, dzięki której można przekroczyć machsom, wtedy każdy znajdujący się w niej pozostanie w swoim osobistym dążeniu do Stwórcy.
„Daję, pracuję, rozpowszechniam, tłumaczę, robię wszystko, co jest ode mnie wymagane – ale gdzie jest to, co mi się słusznie należy?” I ma rację w swoim pytaniu. „Powiedz mi, co mam zrobić, i zrobię to!” Jednak w grupie nie odkrywa się potrzeba zjednoczenia w jedno kli. A bez tego nie będzie żadnego duchowego poznania.
Tutaj może siedzieć sto osób, a w połączeniu będzie z nich – piętnaście osób. Ale jeśli kilku ludzi naprawdę chce, żeby to się zrealizowało, nawet jeśli ich jest niewielu, to otrzymają odpowiednie odkrycie. A z drugiej strony musimy zrozumieć, że kalkulacja nie dotyczy już nas samych, a całego świata, i tutaj są inne wymagania: jak rozwinąć nas zgodnie z całym światem. To już jest kwestia rozpowszechniania, ile w to inwestujemy.
Z lekcji według artykułu „Poręczenie”