On zrobi to, czego ja nie mogłem

Kongres w Arava. Lekcja 2

Kiedy zaczynamy dążyć do połączenia między sobą, to wówczas zdajemy sobie sprawę, że potrzebujemy pomocy z góry, aby się zjednoczyć. Zaczynamy rozumieć, że wykonanie tego działania nie leży w naszej mocy. Nie możemy się ani połączyć, ani zsynchronizować naszych działań, lecz to odkrycie daje nam wiedzę, kto może to dla nas zrobić! Jedynie wyższa siła.

Wtedy odkrywamy w nas zarówno potrzebę wyższego, jak również miejsce, w którym Stwórca powinien w nas działać. W duchowości jest zawsze tak: pracuję i wkładam wysiłek i w końcu odkrywam we mnie „minus”. I dopiero z tego minusa ujawnia się „plus” – gdzie może być to, czego mi brakuje.

Ujawniam brak, naczynie, pragnienie i do tego zostaje mi ujawniona siła, światło, które może zlikwidować ten brak. Ta siła robi tą ​​pracę, którą ja ​​nie mogę wykonać. Wszystkie moje wysiłki pozostają bezskuteczne. Następnie dochodzę do zrozumienia, że rozwiązanie nie leży w mojej mocy, i równocześnie widzę,  kto może rozwiązać ten problem!

Dlatego wszystkie nasze ruchy zawsze zaczynają się w ujemnym kierunku i wywołują w nas tylko rozczarowanie, zmęczenie i złość. Ponieważ to wszystko jest sprzeczne z doświadczeniem z naszego całego dotychczasowego życia. Nie rozumiemy, jak coś takiego może mieć miejsce. W egoizmie działaliśmy zawsze inaczej: kto się stara, ten  wygrywa, osiąga sukces, otrzymuje nagrodę.

O świecie duchowym jest powiedziane: „On włożył wysiłek – i znalazł”. On ani nie wygrał, ani nie zarobił lub ukradł! To znaczy, że nie osiągnął on tego, czego pragnął z własnej siły. W naszym świecie jest tak, że zaczynamy pracę i doprowadzamy ją do końca. W duchowości, jest inaczej. We wszystkich moich działaniach osiągam granicę, po której jestem całkowicie wyczerpany i zrezygnowany i niczego więcej nie chcę. I wtedy, jeśli będę kontynuować moje wysiłki choć tylko o „jeden milimetr”, zostanie mi ujawniona siła, która może zrobić to dla mnie!

Ta siła ukrywa się celowo, aż odczuję całkowitą rozpacz. Jak Baal HaSulam pisze w swoim liście: „Nie ma szczęśliwszego momentu w życiu człowieka, jak chwila, w której osiąga on granicę swoich sił i widzi, że nie osiągnął on sukcesu” – ale wtedy może zacząć krzyczeć z modlitwą do góry. Wie już on dokładnie, do kogo ma się zwrócić i dopiero teraz zostanie mu to objawione.

I człowiek wie już, że nie ma wyboru i musi krzyczeć! I w rzeczywistości poza tym krzykiem (modlitwą) nie jest nic więcej konieczne.

Z 2 lekcji kongresu w Arava, 18.11.2011