Od kongresu do kongresu
Pytanie: Na kongresie zawsze czujemy wzniesienie: jestem pewien, że teraz będę stale chodzić na lekcje, rozpowszechniać, pisać artykuły, opracowywać teksty – robić wszystko co potrzeba. To zrozumiałe, że teraz jest taki stan. Jak go wykorzystać i nie skupiać się na myślach o sobie?
Przede wszystkim, trzeba wziąć tę odpowiedzialność na siebie albo myśleć o przyjaciołach, żeby mieli siłę, aby to robić? Jak mimo wszystko utrzymać się do następnego kongresu?
Odpowiedź: Jeśli znikniesz do następnego kongresu, to po prostu będziesz wolnym słuchaczem, przyjedziesz po to, żeby posiedzieć, uczestniczyć, posłuchać i nic więcej. Najważniejsza jest codzienna praca pomiędzy kongresami, abyś żałował, że istnieją takie stany.
Jeśli po kongresie powracasz do swojego pasywnego stanu, jest to o wiele gorsze, niż gdybyś nie był na kongresie. Oznacza to, że przyjechałeś, podłączyłeś się, napełniłeś, a potem odjechałeś i wszystko to wyrzuciłeś. Nie dałeś nic innym, ani sobie, wszystko jest na minus. Bój się tego stanu. Życie może zakończyć się bardziej negatywnie, zanim w to wszedłeś.
Jeśli nie ma rozpowszechniania, to wszystko na próżno! Zobacz, co napisali o tym Baal Sulam, Rabasz, wszyscy wielcy kabaliści. Zostałeś wybrany nie po to, żeby siedzieć i słuchać pięknych przemówień nauczyciela, ale po to aby doprowadzić świat do naprawy. Jeśli tego nie robisz, to lepiej nic nie rób. Idź i odpoczywaj. Mówię całkowicie poważnie.
Nie wyobrażacie sobie, co stanie się z człowiekiem, który otrzymał przyciąganie z góry, aby następnie za jego pośrednictwem wprowadzić w świat pragnienie Stwórcy a tego nie robi. Powiedziano o tym: „Byłoby lepiej, gdyby w ogóle się nie urodził”.
Z lekcji na temat „Pytania światowego kli”