Artykuły z kategorii Społeczeństwo

Najgorszy rok w życiu?

Stephanie Zacharek, krytyk filmowy magazynu Time, w swoim podsumowującym rok 2020 felietonie, zatytułowanym „Najgorszy rok w życiu” napisała: „Gdyby rok 2020 był filmem antyutopijnym, prawdopodobnie wyłączyłbyś go po 20 minutach. Ten rok nie był strasznie ekscytujący, jak fikcyjna apokalipsa. Był wykuty bólem, szaleńczo przyziemny, gdzie rutyna dnia codziennego obróciła się przeciwko nam”. Co więcej, „Naszym najbardziej wycieńczającym zagrożeniem w tym roku”, dodaje, „było poczucie bezradności” i „Od czasu rozprzestrzeniania się faszyzmu w latach trzydziestych… nie mieliśmy do czynienia z tak wieloma nienormalnymi wydarzeniami”.

2020 to najlepszy rok w historii! Po raz pierwszy natura w klarowny sposób pokazała nam, jak reaguje na wypaczenia, jakie powodujemy w jej systemie. Mówi nam, że przekroczyliśmy granice i jeśli będziemy dalej podążać tą drogą, to sami spowodujemy nasze wyginięcie. Matka Natura robi wszystko, co w jej mocy, by uratować swoje niewdzięczne dzieci, a my marudzimy jak zepsute bachory, że nie daje nam cukierków o które prosimy.

Z całym szacunkiem dla wybitnego krytyka filmowego całkowicie się z tym nie zgadzam. W tym roku nie było nic nienormalnego, ponieważ nie ma nic nienormalnego w tej pandemii. Wręcz przeciwnie, aż do tego roku prowadziliśmy szalony, nienormalny tryb życia, a „nakaz ograniczający”, jaki otrzymaliśmy od wirusa, przywrócił normalność na planecie Ziemi. Po raz pierwszy od ponad wieku życie toczyło się normalnie!

Wywieramy nacisk do granic wytrzymałości natury, a wirus jest właściwie najłagodniejszym sposobem, jakiego może użyć, aby zatrzymać nas, zanim wysadzimy się w powietrze wraz z resztą planety. Natura nie mogła obejść się z nami łagodniej niż to zrobiła poprzez Covid-19.

Poza tym, jak rozsądna osoba może powiedzieć o pożarach lasów, huraganach, pandemii i trzęsieniach ziemi, że są nienormalne? Jak zjawiska naturalne mogą być nienormalne? Tylko wypaczona perspektywa może postrzegać zjawiska naturalne jako niewłaściwe, a sztuczne jako normalne. Mało tego, dla tak wybitnego magazynu jak Time, ogłoszenie w swoim felietonie na rok 2020, że natura jest, no cóż, nienaturalna, jest świadectwem niezrozumienia świata w którym żyjemy i szaleństwem.

Ludzie w Time najwyraźniej nie mają pojęcia o swojej roli jako środka komunikacji, o roli mediów. Zamiast używać swojego magazynu do celów edukacyjnych, aby uczyć ludzi, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy, używają go do rozpowszechniania wyrafinowanej głupoty.

2020 to najlepszy rok w historii! Po raz pierwszy natura w klarowny sposób pokazała nam, jak reaguje na wypaczenia, jakie powodujemy w jej systemie. Mówi nam, że przekroczyliśmy granice i jeśli będziemy dalej podążać tą drogą, to sami spowodujemy nasze wyginięcie. Matka Natura robi wszystko, co w jej mocy, by uratować swoje niewdzięczne dzieci, a my marudzimy jak zepsute bachory, że nie daje nam cukierków o które prosimy.

Kiedy nie znasz się na tym co masz do zrobienia, włóż ręce głęboko do kieszeni i trzymaj je tam tak długo, aż zmądrzejesz. Do tej pory robiliśmy dokładnie na odwrót: poruszyliśmy wszystkie pokrętła i wciskaliśmy każdy możliwy przycisk, aby jakoś wycisnąć więcej przyjemności z natury. To tylko cud, że przeżyliśmy do teraz. Koronawirus uratował nam życie, zmusił nas do zwolnienia tempa i narzucił na nas ograniczenie wykorzystywania naszego jedynego domu. To oczywiście błogosławieństwo, jednak z głupoty przeklinamy ją na pierwszej stronie jednego z bardziej poczytnych magazynów.

Media są naszym najważniejszym narzędziem edukacyjnym. Powinniśmy go używać do poznawania siebie i naszego otoczenia, nie do narzekania na nauki natury, ale do wyjaśniania, jak powinniśmy pracować w ekosystemie, jakim jest nasz wszechświat. Jest to system zamknięty, a wszelkie wykroczenia pociągają za sobą konsekwencje. Możemy nie odczuć tego od razu, ale dzieje się tak tylko dlatego, że nie jesteśmy uwrażliwieni na komunikaty jakie wysyła nam nasze otoczenie i nieświadomi naszych połączeń. Gdybyśmy byli nieco bardziej świadomi naszej współzależności, od razu dostrzeglibyśmy negatywny wpływ naszych poczynań i nie myślelibyśmy, że kiedy odczuwamy ich następstwa, to że to nie jest nasza wina. To, że ​​przeżyliśmy tak „pełen wydarzeń” rok, jest naszą własną zasługą i niczyją inną.

Jeśli nie nauczymy się lekcji, której nauczył nas Covid-19 w 2020 roku, 2021 nauczy nas tej samej lekcji jeszcze boleśniej. Nie chodzi o podłość natury, ale o nasz opór. Żal mi Matki Natury; nie jest łatwo wychowywać tak uparte dzieci. Jednocześnie jestem wdzięczny za to, że aby nauczyć nas tego, czego musi, ​​zawsze wybiera najmniej bolesne środki i również za to, że w końcu zdecydowała się ujawnić nam swoje drogi, abyśmy mogli je studiować i stać się dorosłymi w naszym własnym świecie.

Źródło: https://bit.ly/3nebPkT


Dlaczego szczepionki przeciwko Covid nie dają mi uczucia ulgi

Od początku roku ludzie próbują utrzymać dawny styl życia w oczekiwaniu na szczepionkę, która wyleczyłaby ludzkość z syndromów koronawirusa 2 (SARS-CoV-2), które wywołuje koronawirus 2019 (Covid19). Teraz wydaje się, że szczepionka powstała w wielu wersjach i w różnych firmach. Według eseju opublikowanego przez Światowe Forum Ekonomiczne, „Opracowanie szczepionki trwa zwykle ponad 10 lat”. W przypadku Covid-19 opracowanie to, kilku firmom, zajęło marnych dziesięć miesięcy. W jaki sposób kilka firm opracowało szczepionkę 12 razy szybciej niż przeciętny czas? Brzmi to jak prawdziwa zagadka.

Traktujemy naturę tak, jakby była bez życia, jak coś co możemy lekceważyć i odrzucać, jakbyśmy mogli z nią zrobić, co chcemy. Covid przybył, aby nauczyć nas czegoś innego. Dzięki niemu natura do nas przemawia. Uczy nas swojego języka, właściwego postępowania i stopniowo odsłania nam swoje sekrety.

Jednak nie jest to największy problem. Najbardziej niepokoi mnie nasze urojone myślenie, że pozbywając się wirusa Covid, pozbędziemy się problemów i wrócimy do naszego poprzedniego stylu życia, który w pierwszej kolejności tego wirusa na nas zesłał.

Nie mam wątpliwości, podobnie jak niezliczeni naukowcy, których cytowałem w poprzednich postach, że koronawirus jest tylko pierwszym z serii wielu innych nieszczęść, które będą coraz częściej dotykać ludzkości. Pozbycie się Covida tylko przyspieszy nadejście kolejnego, bardziej bolesnego ciosu. Musimy zrozumieć, że nasza eksploatacja przyrody i ludzi dobiegła końca. Jeśli to zrozumiemy i dostosujemy się do tej rzeczywistości, stosunkowo łatwo przejdziemy przez fazę naprawy. Jeśli jesteśmy uparci, natura ma w zanadrzu o wiele więcej sztuczek, aby pokazać nam, kto tak naprawdę jest szefem, a żadna z nich nie jest przyjemna.

Traktujemy naturę tak, jakby była bez życia, jak coś co możemy lekceważyć i odrzucać, jakbyśmy mogli z nią zrobić, co chcemy. Covid przybył, aby nauczyć nas czegoś innego. Dzięki niej natura do nas przemawia. Uczy nas swojego języka, właściwego postępowania i stopniowo odsłania nam swoje sekrety.

Natura nie ma ambicji, by nas zabić. Jeśli byłoby inaczej, są na to znacznie szybsze sposoby niż Covid-19. Nazywamy naturę Matką Naturą, ponieważ dokładnie tym jest. Jak kochająca matka, chce nas nauczyć przy najmniejszym bólu i wysiłku, tego czego musimy się nauczyć. Chce nam pokazać, jak działa, jak myśli, czego chce i dlaczego tego chce. Zachowuje się przed nami jak matka przed dzieckiem: śmieje się i śpiewa, rozmawia z dzieckiem, robi miny, wskazuje na inne przedmioty i ludzi. Dlaczego ona to wszystko robi? W końcu jej dziecko jej nie rozumie, więc po co? Chodzi o to, że dziecko chce się uczyć, a patrząc na „występującą” matkę uczy się wszystkiego, czego potrzebuje, aby rosnąć.

Natura traktuje nas tak, jak ta matka. Podobnie jak to dziecko, nie rozumiemy tego; i tak jak to dziecko, nie musimy. Wszystko, czego potrzebujemy, to chcieć, tak jak to dziecko, a zrozumienie przyjdzie do nas, tak jak przychodzi do każdego dziecka, jakie kiedykolwiek się urodziło.

Natura chce uczynić nas wszechwiedzącymi, mądrymi i kochającymi. Chce nam pokazać, jak wszystko jest połączone, dlaczego jest połączone oraz jakie jest nasze miejsce i rola w tym połączeniu. Nie musimy o tym wiedzieć, zanim przyjmiemy naszą rolę; po prostu musimy słuchać. Tak jak dziecko najpierw chce się uczyć, potem się uczy, a na koniec wykonuje, tak ludzkość musi chcieć się uczyć, potem się nauczyć i dopiero wtedy działać.

Jeśli przyjmiemy takie podejście, nie będziemy potrzebować żadnych wirusów, klęsk żywiołowych ani żadnych innych zmartwień. Takie są ostateczne metody stosowane przez naturę jako ostatnia deska ratunku – przykuwanie naszej uwagi. Jeśli jesteśmy uparci i nie chcemy się uczyć, zwracać uwagi na naturę i rozumieć jej języka, to natura nie ma innego wyjścia, jak tylko zwrócić naszą uwagę w jedyny sposób, który działa – raniąc nas. Gdyby zechciała, zraniłaby nas znacznie bardziej, ale tak nie robi. Powinniśmy być mądrzejsi niż mówić, że Covid to po prostu ciężka grypa, ponieważ natura może zastosować znacznie poważniejsze „lekarstwo”.

Nie chcemy zrozumieć, że ​​nie musimy opracowywać szczepionki; już ją mamy – to nasz pozytywny stosunek do siebie. Może się to nie udać, jeśli niewielu go przyjmie, ale jeśli całe społeczeństwo zmieni swoje podejście do siebie nawzajem, jeśli staniemy się społeczeństwem solidarności i troski, a nie alienacji i okrucieństwa, staniemy się zdrowym i dostatnim społeczeństwem, w którym każdy będzie wolny i bezpieczny.

Źródło: https://bit.ly/3asjj0S


Czy uratuje nas szczepionka?


Rozpoczęto szczepienia przeciwko koronawirusowi. Pionierem w tej dziedzinie stała się Rosja, a następnie szczepienia rozpoczęły się w Wielkiej Brytanii. Czy to oznacza światło na końcu tunelu? Krótko mówiąc, nie.

Mieliśmy wystarczająco dużo czasu, aby usłyszeć to przesłanie, które przyniósł ze sobą koronawirus. Ujawnił naszą społeczną porażkę – zakaźne wyobcowanie na wszystkich poziomach. W przeciągu zaledwie kilku miesięcy udowodnił nam, że społeczeństwo, które żyje konsumpcjonizmem i wzajemną obojętnością – nie jest trwałe.

Nie chcieliśmy jednak słuchać i uparcie czekaliśmy na szczepionkę. Cóż, doczekaliśmy się, mamy ją. Ale szczepionka nie rozwiąże naszego odwiecznego problemu. I dlatego nieszczęścia nie ominą nas – po prostu się zmienią. Nie wchodzimy w okres rekonwalescencji. Wkraczamy w okres, w którym odczuwalne będą konsekwencje dawnego nieszczęścia, którego i teraz jest wystarczająco dużo, a być może pojawi się nowe nieszczęście.

Mówię to z perspektywy nauki Kabały, która na obecnym etapie obserwuje powszechny kryzys ludzki, który dopiero zaczyna się manifestować. Nie zmieniliśmy się, niczego nie ulepszyliśmy, nie próbowaliśmy dojść do prawdziwych przyczyn. Nawet nie myśleliśmy o jedności społeczeństwa, o zbliżeniu serc.

Zamiast tego zdecydowaliśmy się zalać ogień pieniędzmi i szczepionkami. Oznacza to prostą rzecz: świat jeszcze nie wyszedł z bagna korony, a w kolejce stoi kolejne nieszczęście, jeszcze bardziej zawiłe, bardziej totalne i jednocześnie głębsze i okrutniejsze w swoim wewnętrznym oddziaływaniu.

Czy to kara?

Celem tego, co się dzieje, wcale nie jest ukaranie nas. Natura nie karze – Natura pokazuje, rozwija. „Ostatecznie – mówi nam – ja doprowadzę was do integralnej jedności, dobrych relacji, do doskonałości. Ale doprowadzę etapami, tak abyście mieli możliwość samodzielnego wzrastania”. Czy rozumiemy Naturę? Czy rozumiemy, że „samodzielnie” nie oznacza „jak nam się podoba”? Samodzielnie – oznacza odpowiedzialnie, razem, bez wymówek i usprawiedliwień. Jak dobre dzieci, równie posłuszne i wykazujące inicjatywę, gotowe do nauki i myślenia.

A czy jesteśmy dobrymi dziećmi? Przecież nie zrobiliśmy nic we właściwym kierunku. Nadal wszystko jest na odwrót: egoizm dystansuje ludzi wewnętrznie, a epidemia – zewnętrznie i nie ma mowy o prawdziwym zbliżeniu. Dobre relacje w społeczeństwie nie są na porządku dziennym, nie są postrzegane jako coś pilnie potrzebnego. Oto dlaczego szczepionka, jeśli pomoże – nie uratuje nas. Ponieważ pomijamy najważniejsze.

Powinniśmy wyciągnąć lekcję z dystansowania i przestać zarażać się nawzajem wewnętrznymi wirusami – niezgodą, obojętnością, złością, nienawiścią. Przerywając te łańcuchy infekcji, moglibyśmy nauczyć się szczerej troski, uwagi, współczucia. Nawet gdyby na początku było to udawane, jednak przy odpowiednim podejściu, to i tak stałoby się punktem zwrotnym i napełniłoby naszą wspólną relację zupełnie innymi impulsami. W pojedynkę człowiek nie może stać się lepszy. Natomiast społeczeństwo może, jeśli będzie działało świadomie i celowo.

Język ojczysty

Ludzkość otrzymała pierwszy cios, ale nie wyciągnęła wniosków, tylko zrobiła szczepionki. Nie tak postępuje się z przesłaniami Natury. Musimy wreszcie zrozumieć jej język. Ona nie operuje egoistycznymi pojęciami osobistych korzyści i strat, a terminami jedności i separacji, zbliżenia i oddalenia, integracji i dezintegracji, wspólnoty i niezgody. Jej język jest językiem interakcji, połączenia, wzajemnych powiązań. Natura uczy nas, jak wznieść się ponad sprzeczności i przeciwieństwa.

Obecnie znajdujemy się na poziomie brzdąca, który nie jest jeszcze w stanie odbierać mowy matki, ale może podążać za jej wyrazem twarzy, słyszeć jej słowa, jej śpiew, może zobaczyć, jak mama się z nim bawi. Nie wszystko mu się podoba, ale z natury chce ją zrozumieć, współuczestniczyć z nią, dołączyć się do jej miłości, przystawić się do jej piersi. I stopniowo przenika poza zewnętrzną osnowę coraz bardziej w głąb – do źródła tej troski, która go otacza. W taki sposób również i my powinniśmy odnosić się do Natury, do niewyraźnych jej na razie obrazów i przesłań. To nie jest zwykła ekologia – to coś więcej. I bez względu na to, jak nasze zepsute postrzeganie ją zniekształca, zobaczymy dorastając, że tylko miłość emanuje od Natury.

Dziś próbujemy się przed nią chronić za pomocą szczepionek i nie staramy się dostać na jej poziom relacji, aby rozwiązywać swoje problemy u podstaw, aby żyć szczęśliwie. Natura zachęca nas do wznoszenia się, a my opuszczamy wszystko do poziomu szczepień. To nie jest wyjście, to tylko zwlekanie, które również ma swoją cenę. Szczepionka jest zewnętrzną osłoną wewnętrznego, duchowego lenistwa. Pozostaniemy chorzy, nawet jeśli wyleczymy się z koronawirusa.

Fałszywy pragmatyzm

Zadaniem szczepionek, oprócz wzbogacenia, jest szybkie przywrócenie wszystkich do poprzedniego życia. Dokładniej do poprzedniej pracy. Konsekwencje, komplikacje, przeciwwskazania, brak elementarnych informacji – to wszystko nie budzi większych obaw u osób sprawujących władzę oraz krajowych systemów opieki zdrowotnej. Myślą pragmatycznie, statystycznie, ekonomicznie.

W rezultacie wszyscy znajdujemy się teraz w rękach kapitału farmaceutycznego – gigantycznego biznesu, dla którego nie jest opłacalne wyleczenie pacjentów. Nawiasem mówiąc, izraelscy lekarze nie są zadowoleni z tego, co się dzieje.

Nie polecam niczego w związku ze szczepieniami – decydujcie sami. Ja tylko jeszcze raz zwracam uwagę na problemy całego naszego społeczeństwa, które stało się „żerowiskiem” dla korporacji i wielkich pieniędzy, równo upadającą strukturą drobnych interesów. Umiejętnie kierują społeczeństwo do zderzenia się ze sobą, tak żebyśmy rzadziej podnosili głowy ponad niekończącą się powszednią codziennością.

Bez względu na to, czymkolwiek by nas nie faszerowali, w końcu i tak jesteśmy faszerowani pigułkami nienawiści, zaściankowości, czarnym nacjonalizmem, wygnaniem. Za wszelką cenę trzymają nas na wygnaniu z dala od jedności, ciepła, miłości. Dotyczy to nie tylko Izraela.

Ludzkość nie może dojść do siebie po szoku i znajduje się w samolubnym upadku. Zaczyna to sobie już uświadamiać, zaczyna budzić się ze śpiączki, ale zbyt wolno i zbyt niechętnie. Wszystko, czego nie zrobimy dzisiaj, jutro będzie wymagało od nas znacznie więcej wysiłku i cierpienia. Musimy otworzyć oczy. Nie ma lekarstwa innego, jak połączenia.


Promień światła w pandemii

Czarne chmury zawisły nad cała planetą i na chwilę obecną nic nie zapowiada, że szybko się rozejdą. W ten właśnie sposób ludzie czują się po kilku miesiącach oddziaływania COVID-19 na ich życie. Na horyzoncie nie widać drogi wyjścia i ludzie czuja się zmęczeni, zniechęceni i zamknięci w negatywnych myślach o tym, co może nadejść jutro. Nasza przyszłość stała się niejasna a towarzysząca jej niepewność stała się hodowlą pustki i depresji. Ta ciemność mogłaby dobiec końca, jeśli tylko poznalibyśmy źródło trwałego napełnienia, do którego odkrycia obecny kryzys właśnie nas prowadzi.

Tylko jeśli właściwie połączymy się z innymi, powstrzymamy zbliżające się czarne chmury zaciemniające atmosferę i przekształcimy obecny klimat w jasną i promienistą rzeczywistość.

Pandemia w zakresie zdrowia psychicznego niesamowicie zakłóciła funkcjonowanie służby zdrowia. Zdaniem WHO, w 93% krajów dramatycznie wzrosła potrzeba wsparcia psychologicznego dla obywateli. Tymczasem naukowcy ostrzegają o zbliżającej się kolejnej fali koronawirusa, która ma nadciągnąć tej zimy, wraz z sezonem grypowym. Zaczęliśmy rozumieć, że restrykcje zostaną z nami na dłużej, a przynajmniej do czasu wynalezienia skutecznej szczepionki a nawet dłużej, ponieważ nigdy nie będzie pewności, co do jej skuteczności – wirus stale mutuje. Nasza sytuacja zmienia sposób w jaki postrzegamy i podchodzimy do życia.

Część z nas próbuje utrzymać normalny tryb życia, chodzić do pracy – jeśli mają na tyle szczęścia, że ją zachowali – oraz uwzględniać w swoim planie dnia czas na ćwiczenia, aby dbać o zdrowie i o dobrą kondycję fizyczną. Jednak w głębi duszy, zadowolenie i radość z życia wygasły. Wewnętrzna rozpacz wywołana przez kryzys powoduje apatię i rozgoryczenie.

Pogoń za materialnymi ambicjami straciła znaczenie jakie miała w przeszłości, kiedy to pragnęliśmy władzy, pieniędzy i statusu. Teraz niekończąca się rywalizacja i ciągłe poszukiwanie przyjemności stały się sprawami drugorzędnymi, ponieważ życie nie oferuje już jasnego celu, ludzie czują się przytłoczeni i zmęczeni. Niektórzy walczą sami ze sobą, żeby wstać z łóżka, popadają w depresję i bezsilność, podczas gdy inni reagują wybuchami gniewu na ograniczenia, blokady i środki zapobiegawcze związane z pandemią.

W ten sposób manifestuje się brak perspektyw w nadchodzącej przyszłości, w której nie dostajemy nic w zamian za cierpienie, którego doświadczamy. Podświadomie ludzkość zadaje sobie pytanie „Dlaczego musimy to znosić? W jakim celu?” Natura precyzyjnie wskazuje na to, co ludzkość musi zmienić. Ujawnia nam, że sposób w jaki żyliśmy do tej pory, napędzami egoistycznymi motywami prowadzącymi do ciągłego sprawiania sobie przyjemności, nie jest już dalej możliwy. Świat coraz bardziej objawia się jako złożony system – jego płynne działanie możemy umożliwić jedynie dbając o każdy z jego elementów.

Tak czy inaczej, musimy przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. Nie możemy mieć kontroli nad wirusem, ale możemy mieć kontrolę nad konsekwencjami wynikającymi z naszych działań. Musimy pomóc sobie nawzajem utrzymać się na powierzchni podczas sztormu. Jest to konieczne podczas walki z globalną rozpaczą i to pomoże zbudować system wsparcia dla jednostek, zapobiegając ich upadkowi z bezradności. Im więcej włożymy wysiłku w interes ogółu, tym bardziej będziemy w stanie zabezpieczyć społeczeństwo. Każdy kraj powinien podjąć maksimum wysiłków, aby scalić społeczeństwo – aby nikt nie był pozostawiony sam sobie, gdzie każdy ma wsparcie i zatrudnienie, gdzie każdy ma możliwość zaangażowania się w aktywności fizyczne i społeczne takie, jak muzyka, sport i gry zespołowe.

Możemy osiągnąć pożądaną spójność w społeczeństwie poprzez fundamentalną zmianę naszych wartości: od indywidualistycznych i egoistycznych do opartych na współpracy, połączeniu i obdarzaniu. Kiedy nasze pragnienie zostanie przekierowane, kiedy przestaniemy dążyć do spełnienia się indywidualnie i zaczniemy dbać o innych, znajdziemy klucz do bezgranicznego szczęścia, ponieważ uwolnimy się od zniewalającej troski o samych siebie. Tylko jeśli właściwie połączymy się z innymi, powstrzymamy zbliżające się czarne chmury zaciemniające atmosferę i przekształcimy obecny klimat w jasną i promienistą rzeczywistość.

Źródło: https://bit.ly/2KzpAwA


Źródło wiecznej młodości

Na przestrzeni dziejów stworzono niezliczone metody i terapie, o których mówi się, że zatrzymują lub spowalniają proces starzenia, ponieważ ludzie doświadczają głębokich fizjologicznych, psychologicznych i społecznych zmian związanych ze starzeniem się. Izraelscy naukowcy twierdzą, że odkryli sekret zachowania młodości – w wyglądzie i samopoczuciu – na zawsze. Nawet jeśli okaże się to możliwe, to niewiele wnosi bez zbadania tematu na głębszym poziomie tam, gdzie pojawia się najważniejsze pytanie: „Po co żyję?”

Krótko mówiąc, starzenie się nie powinno być przerażającą perspektywą. Zamiast myśleć, że nie mamy nic innego do zaoferowania, złote lata powinny otworzyć mnóstwo okazji do nowych osiągnięć, jeśli zdamy sobie sprawę, że najważniejszy aspekt bogatego i sensownego życia znajduje się w połączeniu między ludźmi. Właśnie pytania: „Jaki jest sens życia” i „Dlaczego żyję” są bramami do bezgranicznie lepszego świata.

Badania naukowe przeprowadzone na Uniwersytecie w Tel Awiwie i Centrum Medycznym Shamir w Izraelu umieściły grupę zdrowych 64-latków w komorach hiperbarycznych i zapewniły im sesje z wysokim poziomem tlenu przez trzy miesiące. Naukowcy odpowiedzialni za eksperyment twierdzą, że terapia opóźniła proces starzenia, „odwróciła” go i w rezultacie osoby poddane terapii, po jej zakończeniu w badaniach uzyskały wyniki podobne do osób młodszych o 25 lat.

Starzenie się przeraża i niepokoi większość ludzkości. Ponieważ naturalny proces starzenia nieubłaganie zbliża człowieka do końca życia i do nieznanego, może również wiązać się z udręką. Starość i śmierć niekoniecznie są przyjemne, ale wszystko, co dzieje się w naturze, ma określony cel i korzyści, z których możemy nie zdawać sobie sprawy. Byłoby więc nierozsądne działać w celu zmanipulowania lub zmiany dowolnego stanu naturalnego.

Znacznie mądrzej jest, zamiast sztucznie walczyć z naturalnymi zjawiskami, iść ramię w ramię z tym procesem i nauczyć się dostosowywać do naszej sytuacji. Ludzie się starzeją; dzieje się to naturalnie. Pytanie brzmi, czy my jako społeczeństwo generalnie traktujemy ludzi właściwie w całościowym ujęciu. Musimy zbadać: „Czy osoby starsze są zajęte i czują, że społeczeństwo ich potrzebuje?” W rzeczy samej, zdrowe społeczeństwo powinno cenić osoby starsze i uważać ich wkład za ważny!

Gdybym nie miał swojego codziennego harmonogramu nauczania, z radością wyszedłbym i posprzątał ulicę. Zbierałem przyjaciół, którzy mieszkają w moim sąsiedztwie i oferowałem im sprzątanie ze mną wokół budynków. Dlaczego nie? Zdrowe jest wychodzenie na zewnątrz, oddychanie świeżym powietrzem, podejmowanie wysiłku fizycznego i przebywanie w towarzystwie innych osób. Po skończeniu tego wspólnego zajęcia siadałem z przyjaciółmi z sąsiedztwa na ławce i piłem kawę. Każdy szanujący się przywódca społeczności może zaoferować swoim starszym mieszkańcom takie przedsięwzięcie społeczne i wiele innych. Nasi seniorzy mają całe życie doświadczenia i mądrości, którymi mogą się dzielić jako mentorzy i pomagać tym, którzy dopiero zaczynają swoją ścieżkę.

A jeśli przykład sprzątania wydaje się komuś niegodny lub poniżający, problem tkwi w samej osobie. Ważne jest, aby szkolić wszystkich członków społeczeństwa, aby dbali o środowisko i służyli społeczności. Z tej zasady jasno wynika, że ​​społeczeństwo musi być odpowiednio wykształcone, aby szanować i doceniać starość i poświęcać jej myśli. Właściwą postawą społeczeństwa powinno być odkrycie, jak bardzo potrzebuje ono swoich starszych obywateli. Zapytaj dzieci, dobrze to rozumieją, ponieważ ta przesłanka jest w nich naturalnie zakorzeniona.

Dziadkowie, rodzice i dzieci powinni utrzymywać więzi, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie, rodząc ducha młodości wśród starszych członków rodziny. Osoby starsze już rozumieją, że należy akceptować życie takim, jakim jest, nauczyły się, jak starać się być ponad wszelkimi zmartwieniami i przenoszą takie postawy na wnuki. Najmłodsi otrzymują tyle bezcennych prezentów od dziadków, przykład bezwarunkowej miłości, prostego ciepła bez kalkulacji.

Krótko mówiąc, starzenie się nie powinno być przerażającą perspektywą. Zamiast myśleć, że nie mamy nic innego do zaoferowania, złote lata powinny otworzyć mnóstwo okazji do nowych osiągnięć, kiedy zdamy sobie sprawę, że najważniejszy aspekt bogatego i sensownego życia znajduje się w połączeniu między ludźmi. Właśnie pytania: „Jaki jest sens życia” i „Dlaczego żyję” są bramami do bezgranicznie lepszego świata.

Wiedząc, że odpowiedzi na te pytania można znaleźć w naszych relacjach międzyludzkich, w naszym związku oraz w działaniach, które przynoszą trwałe korzyści innym, wykraczamy poza nasze życie cielesne. Rozumiemy, że istnieje kolosalny mechanizm otaczający nasze życie i nasz świat, który przewyższa istnienie w naszym tymczasowym ciele fizycznym. Rozliczenie to przygotowuje nas bardzo głęboko do wejścia w szeroki, wieczny świat, na wyższy poziom egzystencji poza ograniczeniami czasu i przestrzeni.

Źródło: https://bit.ly/3ozGbiC


Pycha zabija

Pycha jest jedną z naszych najbardziej podstawowych, ale jednocześnie destrukcyjnych cech. Nawet jest na to akademicka nazwa: iluzoryczna wyższość. Zasadniczo oznacza to, że większość ludzi uważa, że ​​jest lepsza w większości aspektów życia, niż w rzeczywistości. Mamy tendencję do przeceniania naszych cech i zdolności w prawie wszystkim, co robimy, mówimy lub myślimy. Mamy tendencję do przeceniania naszych zdolności poznawczych, nawyków zdrowotnych, umiejętności prowadzenia pojazdu i inteligencji.

Szczególnie dzisiaj brak więzi, nienawiść i wyobcowanie psują wszystko. Jesteśmy wyjątkowymi indywidualnościami, pozostaniemy wyjątkowi i powinniśmy pozostać wyjątkowi. Jednakże, jeśli nie nauczy się nas, jak używać naszej wyjątkowości dla wspólnego dobra, nasza wyjątkowość przyniesie nam tylko rozlew krwi i śmierć, zamiast dobrobytu i radości.

Myślimy nawet, że jesteśmy bardziej odporni na uprzedzenia niż jest to w rzeczywistości. Badacze nazywają to „martwym punktem uprzedzeń”, co w zasadzie oznacza, że ​​opisujemy siebie, jako mniej podatnych na uprzedzenia niż inni ludzie. Ale jeśli, na przykład, 68 procent ankietowanych wykładowców z Uniwersytetu Nebraska ocenia siebie w górnych 25 procentach pod względem umiejętności dydaktycznych, a 94 procent ocenia siebie powyżej średniej w swoim miejscu pracy, niektórzy z nich muszą być nierealistyczni w stosunku do siebie, ponieważ liczby mówią same za siebie. To samo dotyczy studentów Master of Business Administration na Uniwersytecie Stanforda, z których 87 procent oceniło swoje wyniki w nauce powyżej przeciętnej wartości.

Jednym z kluczowych wyjaśnień zjawiska iluzorycznej wyższości, jakie odkryli badacze, jest – nic dziwnego – egocentryzm. Innymi słowy, większość z nas jest zbyt samolubna, by widzieć siebie takim, jakim naprawdę jest.

Pycha lub złudna wyższość byłaby zabawna, gdyby tak dużo nas nie kosztowała. To sprawia, że ​​myślimy, iż możemy pokonać innych inwestorów na giełdzie i ostatecznie tracimy pieniądze. To sprawia, że ​​myślimy, iż mamy duże szanse na wygraną w loterii, więc warto wydawać na nią coraz więcej pieniędzy lub na inne formy hazardu, podczas gdy w rzeczywistości nasze szanse są bliskie zeru. To sprawia, że ​​angażujemy się w niezdrowe nawyki żywieniowe, myśląc, że możemy pokonać przeciwności i nie zostać dotknięci przez nasze złe odżywianie. To sprawia również, że na drodze podejmujemy niepotrzebne i nierozsądne ryzyko, wierząc, że nic nam się nie stanie. Ale ludzie umierają lub do końca życia zostają okaleczeni z powodu tych błędnych ocen. Błędy te dotyczą nie tylko ludzi, którzy je popełniają, ale często także ludzi postronnych, których jedyną „zbrodnią” było to, że byli obecni, gdy doszło do błędnej oceny.

Choć egoizm jest rzeczywiście główną przyczyną pychy, jest ku temu dobry powód i dobre nań rozwiązanie. Poczucie wyjątkowości jest wspólne dla nas wszystkich. Każdy z nas jest naprawdę wyjątkowy i dobrze, że tak jest pod warunkiem, że użyjemy tego prawidłowo.

Tak jak nie ma dwóch takich samych komórek w naszym ciele, tak nie ma dwóch takich samych ludzi w organizmie jakim jest ludzkość. Każda komórka naszego ciała jest wyjątkowa, tak jak my, ponieważ każda komórka ma unikalne zadanie. Spełniając swoje zadanie, wpływa na cały organizm. Innymi słowy, tylko wtedy, gdy komórka wykorzystuje swoją wyjątkową cechę dla dobra całego ciała, jej wyjątkowość przyczynia się do dobrego samopoczucia zbiorowości, organizmu, a my stajemy się zdrowi. Jeśli wykorzystuje swoją wyjątkowość w jakimkolwiek innym celu niż poprawa wspólnego dobra, staje się szkodliwa dla organizmu i musi zostać z niego wyrzucona.

My też: kiedy wykorzystujemy naszą wyjątkowość dla dobra społeczeństwa, pomagamy społeczeństwu, które z kolei wspiera nas i naszą wyjątkową ekspresję. Kiedy wykorzystujemy naszą wyjątkowość w jakimkolwiek innym celu, takim jak gromadzenie bogactwa lub władzy, stajemy się szkodliwi dla społeczeństwa. W takim przypadku mamy jedną z dwóch opcji: albo zmienimy nasze postępowanie i wykorzystamy naszą wyjątkowość dla wspólnego dobra, albo pozostaniemy takimi, jakimi jesteśmy, a społeczeństwo w pewnym momencie nas odrzuci. Dlatego jedynym sposobem zdefiniowania pozytywności i negatywności jest określenie, czy czyjeś działania przynoszą korzyści społeczeństwu, czy też szkodzą.

Obecnie wyraźnie negatywnie wykorzystujemy nasze cechy. To nie jest niczyja wina; tacy właśnie wszyscy się rodzimy i tak jesteśmy wychowywani. Niemniej jednak, jeśli będziemy tak postępować, będziemy się wzajemnie niszczyć. W rzeczywistości już jesteśmy na krawędzi.

Dla istot egocentrycznych branie innych pod uwagę nie przychodzi naturalnie. Edukacja jest zatem niezbędnym narzędziem do zmiany naszego sposobu myślenia z „ja pierwszy” na „my pierwsi”. Gdybym mógł doradzić zarządzającym w sprawie najistotniejszych zasobów ich krajów, powiedziałbym im, że edukacja w zakresie połączenia jest ich najważniejszym warunkiem skutecznego rządzenia.

Szczególnie dzisiaj, brak więzi, nienawiść i wyobcowanie wszystko psują. Jesteśmy wyjątkowymi indywidualnościami, pozostaniemy wyjątkowi i powinniśmy pozostać wyjątkowi. Jeśli jednak nie nauczymy się, jak używać naszej wyjątkowości dla wspólnego dobra, nasza wyjątkowość przyniesie nam tylko rozlew krwi i śmierć zamiast dobrobytu i radości.

Źródło: https://bit.ly/33R3L2F


PRAWDZIWE ZNACZENIE TOLERANCJI

Czy świat, który teraz widzimy bardziej przypomina spokojny ogród czy dżunglę z pożerającymi się dzikimi drapieżnikami? Najprawdopodobniej to drugie. W Stanach Zjednoczonych i na pozostałej części planety dochodzi do starć a podziały stają się coraz bardziej wyraźne, jednocześnie jest obchodzony Międzynarodowy Dzień Tolerancji ONZ. Ale, jeśli nie zadbamy o to, co naprawdę oznacza tolerancja, jej realizacja nie będzie możliwa. Zrozumienie i opanowanie sztuki słuchania i uwzględniania innych, daje nam narzędzia do zmiany polaryzacji na równowagę.

Tolerancja to szacunek, akceptacja i docenianie bogatej różnorodności kultur naszego świata, naszych form ekspresji i wyborów, jako ludzi” – głosi Deklaracja Zasad dotyczących Tolerancji ONZ. Ideały zawarte w tych słowach są ważne, ale jeśli ludzkość najpierw nie uświadomi sobie istoty tego, co oznacza to założenie i jak wprowadzić je w życie do naszej codzienności, to zaznaczenie w kalendarzu specjalnego dnia tolerancji nie ma sensu. Wtedy „tolerancja” pozostaje pustym słowem.

Podobna sytuacja jest w przypadku innych obchodów, takich jak Międzynarodowy Dzień Kobiet. Czy słyszeliśmy kiedyś, aby w okresie wczesnego wychowania – w przedszkolu lub szkole – ludzie otrzymywali lekcje, jak szanować kobiety lub nawet najbardziej podstawowe zasady, jak szanować i kochać matkę? Niczego takiego sobie nie przypominam. Dlatego można powiedzieć, że brakuje nam edukacji, nie udało nam się wyryć podstawowych wartości w tkance społecznej.

Słowo „tolerancja” w języku hebrajskim to sovlanut, od czasownika „lisbol” (cierpieć), tak jakbyśmy musieli znosić lub cierpieć opinie innych. Jednak w tym sensie nie ma potrzeby tolerowania, ale zamiast tego – należy się przytulić. Cierpienie, którego doświadczamy wynika z faktu, że nasza wizja jest egocentryczna i nie jesteśmy w stanie odczuwać innych, szczególnie tych, którzy są od nas różni. Powinniśmy raczej akceptować i czuć innych, jak siebie samych, ich opinie i uczucia nawet, jeśli są one sprzeczne z naszymi.

Nasze relacje międzyludzkie powinniśmy oprzeć na zasadzie, że każdy ma swoje miejsce w społeczeństwie i powinniśmy uznać, że różnica i różnorodność tworzą kolorową i wspaniałą mozaikę. Natura stworzyła nas w ten sposób, abyśmy zdali sobie sprawę, jak bogactwo opinii i różnych umysłów daje siłę wszystkim. Gdybyśmy tylko wiedzieli, jak prawidłowo zintegrować niezliczone części ludzkich kół zębatych, zobaczylibyśmy, jak każde z nich jest niezbędne do zsynchronizowanego i dobrego naoliwienia mechanizmu zwanego kreacją.

Ale dlaczego z biegiem lat stajemy się coraz bardziej powściągliwi, że nawet trudno jest spojrzeć sobie w oczy, nie mówiąc już o prawidłowej komunikacji i łączności? Powód jest związany z naszym stale rosnącym ego, natura rozwija się w nas – nasza nienasycona chęć spełnienia naszych własnych pragnień ze szkodą dla innych. Im bardziej rośnie ego, tym mniej jesteśmy spokojni. Podenerwowanie, nietolerancja i wzajemne odrzucenie to stany przez, które natura zmusza nas do odczuwania, abyśmy mogli rozpoznać nasze ludzkie egoistyczne podejście, jako przyczynę zawirowań w naszym życiu i dojść do ślepej uliczki w naszej zdolności do radzenia sobie z innymi, aby rozwinąć nowe, szczere pragnienie wzniesienia się ponad ego.

Proces ewolucyjny przenosi ludzkość z głębszych poziomów konfliktu do wyższych stanów równowagi i współpracy. Społeczeństwo ludzkie zbliża się do punktu, w którym skrajna polaryzacja społeczna nieuchronnie doprowadzi do wyższego poziomu organizacji społecznej. Nie ma ucieczki przed nauczeniem się, jak jednoczyć się ponad przeciwieństwami, nie przez eliminowanie przeciwieństw, ale raczej przez równoważenie ich w celu stworzenia wyższego zrozumienia.

Dlatego, aby uniknąć katastrofy społecznej, będziemy musieli wypracować nowy sposób myślenia i ustanowić całkowicie nowy model porządku społeczno-politycznego, który – aby osiągnąć stabilność społeczną, a nie utrwalać i pogłębiać podział społeczny – pozwala uwzględniać przeciwne poglądy.

W naturze fundamentalnym pragnieniem działającym we wszystkich żywych organizmach jest znalezienie współistnienia i wzajemnego oddziaływania między dwiema przeciwnymi siłami, tworząc wyższy poziom ładu i dobrobytu. Ewolucja łączy przeciwieństwa tworząc dynamiczną równowagę. Wiedza o tym, jak działa ta zasada wewnętrznego systemu natury – siła, która działa i kontroluje wszystko w rzeczywistości – jest naszą jedyną kotwicą w zmieniającym się świecie.

Zbliżanie się do siebie ludzi o różnych poglądach w celu osiągnięcia nowych poziomów wzajemnego zrozumienia powinno być ostatecznym celem dzisiejszych społeczeństw. Kiedy to nastąpi, nasze różnice pozostaną, ale w celu uzupełniania się, dla wspólnych korzyści. Wtedy nastąpi prawdziwa tolerancja obejmująca zrozumienie, akceptację i braterstwo. Jak napisał kabalista Rav Yehuda Ashlag (Baal HaSulam) w swoim eseju „Wolność”:

Każda jednostka powinna zachować integralność swojego dziedzictwa, a sprzeczność i przeciwieństwo między nimi pozostanie na zawsze, aby zapewnić krytykę i postęp mądrości, co jest główną zaletą ludzkości.

Źródło: https://bit.ly/39qAwY2


Francja, wojna toczyła się, kiedy spałeś

Podczas gdy wszyscy w zachodnim świecie wyrażają szok z powodu niedawnych morderstw popełnionych we Francji przez ekstremalnych islamistów, zastanawiam się, gdzie byli ci wszyscy eksperci przez te wszystkie lata, kiedy powstawał problem, który teraz eksplodował, a oni teraz szybko doradzają potępienie. Przez ostatnie cztery dekady Francja przyjmowała miliony muzułmanów, nie asymilując ich w społeczeństwie. Dali im wszelkie przywileje bez żadnych zobowiązań, a teraz są zaskoczeni, że uchodźcy stali się właścicielami kraju. Co oni sobie myśleli? Nadszedł czas, aby Francja się obudziła i zdała sobie sprawę, że nie ma już starcia cywilizacji. Było, ale Francuzi to przespali i pod ich nieobecność postanowiono przeciwko nim. Francja stanie się kalifatem, a reszta Europy Zachodniej pójdzie jej śladem.

W swojej ignorancji Europejczycy wpuszczali do swoich krajów coraz więcej muzułmanów, podobnie jak Ameryka, a teraz mają do czynienia z populacją, która z definicji nie stara się z nimi zintegrować ani upodobnić się do nich, ale zdominować i nawrócić ich.

Oczywiście nie wszyscy muzułmanie stosują przemoc, ale islam nakazuje jego ekspansję na całym świecie. W końcu cały świat musi być pomalowany na zielono – dominujący kolor w islamie. W swojej ignorancji Europejczycy wpuszczali do swoich krajów coraz więcej muzułmanów, podobnie jak Ameryka, a teraz mają do czynienia z populacją, która z definicji nie stara się z nimi zintegrować ani upodobnić się do nich, ale zdominować ich i nawrócić.

Zachodni przywódcy nie mogą twierdzić, że nie wiedzieli, że taki był plan, ponieważ nikt nigdy nie próbował go ukrywać. Jest to jasno napisane w każdej książce o islamie, proklamowane przez każdego przywódcę muzułmańskiego i wyrażone w ich polityce. Pluralizm jest wspaniały, a wolność wyznania godna podziwu, ale jawna ślepota, przysłoniła zapowiadane wrogie zamiary? Ta katastrofalna głupota doprowadzi do upadku zachodniej kultury.

Dzisiejsi muzułmanie czują się tak pewni siebie i tak zmotywowani, że opór Macrona tylko ich ośmiela. Jego walka doprowadzi tylko do większej przemocy, do nadania muzułmanom większych przywilejów i pokaże, kto jest prawdziwym szefem we Francji.

Wszystko to jest oczywiście złą wiadomością dla żydowskiej części francuskiego społeczeństwa, największej diaspory w Europie. Żydzi nie powinni pozostawać w Europie. Nie jestem pewien, dokąd mogą się udać, ale nie powinni tam zostać. Ameryka nie jest dla nich opcją; sytuacja tam już jest bardzo zła dla Żydów i szybko się pogarsza, niezależnie od wyniku wyborów. Niektórzy z nich mogą udać się do Kanady, inni do Izraela, ale niezależnie od tego, europejskie żydostwo należy do przeszłości; to, co z nich zostało, zostanie pochłonięte i rozproszy się.

Pomimo wielkiej konsternacji jest powód do wrzawy. W ten sposób rzeczy poddawane są szczegółowej analizie. To prawda, jest to bardzo bolesna droga i istnieją inne opcje, ale upór ludzkości nie pozostawia nic innego, jak przejść przez to drogą cierpienia.

Końcowym rezultatem narastającego zgiełku jest zjednoczenie ludzkości. Na przykład związek między islamem a chrześcijaństwem mógł nastąpić w znacznie spokojniejszy sposób, ale gdy wszystko, czego chcesz, to wyzysk i dominacja, w końcu przegrywasz. Przydarzyło się to każdemu krajowi, który kiedykolwiek rządził. Kiedy twoja siła słabnie z powodu zadowolenia z siebie i pychy, ten którym rządzono pokonuje rządzącego, tak jak ma to miejsce teraz we Francji.

Nie mam obaw co do pozytywnego zakończenia tego procesu. W końcu ludzkość połączy się i stanie się jednością, ​​której części działają w harmonii i na zasadach opartych o wzajemność. Jednak boli mnie, że musimy się tam dostać tak wolno i tak boleśnie.

Wkraczamy w nową erę, którą „rozpoczął” Covid. Pomimo ponurej perspektywy, wiele możemy zrobić, aby przejść (względnie) pokojowo przez okres przejściowy. Jeśli skupimy się na więzi i zrezygnujemy z części naszego uporu, być może moje ponure przewidywania się nie spełnią. Jeśli zdamy sobie sprawę z tego, gdzie jesteśmy i zaakceptujemy, że naszym jedynym ratunkiem jest jedność, (choć raz) dostosujemy się do trajektorii ewolucji a siła, którą zgromadzimy dzięki naszej jedności zmieni rzeczy na lepsze. Nie będziemy musieli walczyć z islamem ani z nikim innym, a tylko z własną niechęcią do łączenia się.

Niemniej jednak natura połączy nas poprzez wojnę i rozlew krwi lub z własnej woli. Wybór należy do nas.

Źródło: https://bit.ly/3nWkF7F


Oko w oko, nie potrzeba słów

каббалист Михаэль Лайтман Komentarz: Ludzkość podzielona jest na tych, którzy zakładają maski, i na tych którzy tego nie robią. Interesują nas ci, którzy noszą maski.

Psychologowie mówią: Jeśli nowo narodzone dziecko, noworodek będzie dorastał i widział mamę i tatę cały czas w maskach, to znaczy że mają cały czas zakrytą dolną część twarzy. Dziecko słyszy dźwięki, ale nie widzi ust, widzi tylko oczy. „Mogą rozwinąć się u niego – kontynuują psychologowie – nieznane jeszcze ludzkości zdolności”.

Odpowiedź: Tak. To dziecko będzie musiało zrekompensować to, czego nie widzi u mamy i taty. Ale mimo wszystko nie jest to normalne, ponieważ nie jest to dane od natury. Natura daje to, że – mama całuje, mama przytula, mama szepcze, dziecko chwyta mamę za usta, za twarz.

Pytanie: Proszę powiedzieć, czy coś się zmienia dla mamy i taty, kiedy zakrywają część twarzy i w taki sposób komunikują się z dzieckiem?

Odpowiedź: Oczywiście. Nie dotykają dziecka ustami! Przecież wargi są wszystkim. Usta są najważniejszą częścią mamy. Jest to organ komunikacji, z którego wydobywają się dźwięki, ciepło.

Pytanie: Czyli teraz pozbawiamy dziecko tego ciepła?

Odpowiedź: Dokładnie tak. Na to nic nie możemy poradzić, że jesteśmy egoistami i przekazujemy sobie nawzajem gen egoizmu.

Pytanie: Ale na razie mama nie powinna zdejmować maski?

Odpowiedź: Naturalnie. Przecież mama znajduje się w kontakcie z wieloma różnymi ludźmi i dlatego może przynieść swojemu dziecku wszystko, co możliwe, wirusy, bakterie.

Komentarz: Psychologowie ostrzegają, że napięcie i zmęczenie w społeczeństwie jest również spowodowane ograniczeniami w komunikacji. „Maski zakryły większość twarzy, nie widzimy, jak inni się uśmiechają” – tak mówią.

Odpowiedź: To również prawda. Ale zasłużyliście na to. Dlatego, że jesteście wrogo nastawieni wobec siebie. Prawdą jest, że widzimy połowę twarzy, która nic nie wyraża.

Uśmiech był fałszywy i dlatego zniknął. Korona go zabrała. A teraz, jeśli zechcesz zobaczyć twarz innej osoby, musisz zobaczyć właściwą twarz, która zgadza się z jego właściwą intencją. Jeśli zrobicie to, to otrzymacie twarze bez masek.

Pytanie: Czy uśmiech powróci, gdy wewnętrznie zaczniemy się uśmiechać do innych?

Odpowiedź: Tak, jestem tego pewien.

Komentarz: Psychologowie mówią też, że byliśmy gotowi na komunikację z ust do ust, a nie gotowi na komunikację oko w oko. Nie gotowi na taką rzeczywistość.

Odpowiedź: To prawda. Dlatego, że nasze usta mówią bzdury, różne kłamstwa! Spójrzcie tylko na wszystkich polityków, na kogokolwiek.

Niech lepiej milczą, zamkną usta. A oczy, być może są trudniejsze do ukrycia… Oczy są związane z głębszymi warstwami duszy.

Pytanie: „Oko w oko” – co to jest? Co tu można skryć?

Odpowiedź: To jest głębszy kontakt.

Pytanie: Jakie cechy rozwiną się w nas po dłuższym chodzeniu w maskach? Jak pan myśli?

Odpowiedź: Staniemy się bardziej wrażliwi na siebie. Zaczniemy uważniej się sobie przyglądać. Będziemy mniej rozmawiać. Zaczniemy z większą uwagą odnosić się do słów, do czynów, do tego, że nam pozwolono być we wzajemnym kontakcie.

Pytanie: To znaczy, że każde słowo będzie przemyślane?

Odpowiedź: Tak!

Z programu TV „Wiadomości z Michaelem Laitmanem”, 02.11.2020


Potrzeba dwóch, żeby się nie zgodzić

16 listopada to Międzynarodowy Dzień Tolerancji. Wydaje się, że dzień tolerancji nigdy nie był bardziej na czasie. Jednocześnie, gdy politycy i dziennikarze otwarcie wzywają do usunięcia ze społeczeństwa ludzi o przeciwnych poglądach, a nawet do „spalenia ich”, ponieważ „jeśli jacyś ocaleją… zrobią to ponownie”, wydaje się, że tolerancja nie była nigdy bardziej pobożnym życzeniem.

Wszystkie poglądy, nawet te najbardziej ekstremalne, potrzebują uwagi i poznania. W końcu pogłębiają i poszerzają nasze rozumienie siebie, jako istot ludzkich. Ale teraz uważam, że widzieliśmy już wystarczająco dużo negatywnej strony natury ludzkiej i nadszedł czas, aby wykorzystać różnice między nami z korzyścią dla całej ludzkości.

Wydaje się, że nietolerancja pojawia się falami. Ilekroć nietolerancja przekracza pewien poziom, dochodzi do przemocy w takiej czy innej formie. Teraz wydaje się, że szybko zbliżamy się do kolejnego szczytu nietolerancji, i jeśli nie poradzimy sobie z tym lepiej niż wcześniej, wybuchnie tak samo, jak poprzednie fale. A jeśli historia może nas czegoś nauczyć, to tego, że za każdym razem szczyty rosną wyżej, a wynikająca z tego przemoc jest coraz bardziej przerażająca.

Musimy zrozumieć, że natura ludzka nie staje się bardziej tolerancyjna, ale bardziej ekstremistyczna i fanatyczna. W rezultacie, gdy jedna strona mówi o unicestwieniu drugiej strony, jak ma to miejsce obecnie, to w następnym kroku podejmie próbę zrobić to fizycznie. Nie ma kwestii czy – pytanie tylko kiedy. Gdy obie strony będą mówić w ten sposób, doprowadzi to do wojny.

Dziś mówienie o wszystkim, co przypomina przyjaźń, ugodowość, bycie razem, a nawet tylko tolerancję, budzi w najlepszym razie pobłażliwe uśmiechy. Bardziej prawdopodobne jest to, że takie słowa spotkają się z należytym sarkazmem, ponieważ nie ma dziś nic mniej realistycznego niż proszenie ludzi o wzajemną tolerancję.

Co więcej, z biegiem czasu stanie się to jeszcze mniej prawdopodobne. Natura ludzka jest dynamiczna, ewoluuje w kierunku rosnącego indywidualizmu, a zatem nietolerancji wobec innych. Obecnie indywidualizm osiągnął taki poziom, że większość rodzin żyje z jednym rodzicem, a prawie 30 procent gospodarstw domowych, to gospodarstwa jednoosobowe. Czy w takim stanie trudno sobie wyobrazić, że wielu ludzi nie chce nikogo wokół siebie?

Jeśli ten trend się utrzyma, amerykańska demokracja wkrótce odejdzie do przeszłości. Aby uniknąć tego, co wydaje się nieuniknionym losem, musimy przyjąć radykalne myślenie: każdy z nas musi zdać sobie sprawę, że osoba, którą chcę zobaczyć martwą, osoba, która się ze mną nie zgadza, w rzeczywistości utrzymuje mnie przy życiu. Bez tej osoby nie będę tym, kim jestem, czym jestem i w ogóle mnie nie będzie. Nie oznacza to, że muszę zgodzić się z osobą, której nie mogę znieść, ale po prostu chodzi o to, że sam fakt, że się nie zgadzamy daje nam napęd i potrzeba dwojga, aby się nie zgodzić.

Natura, która rozwija wszystkie twory, tworzy rośliny i zwierzęta jedzące rośliny lub zwierzęta, które jedzą rośliny i zwierzęta, które jedzą inne zwierzęta. Wszyscy są od siebie zależni, chociaż najwyraźniej żadne z nich nie lubi się szczególnie. Podobnie ludzka natura napędza nas wszystkich do rozwoju. Kształtuje nas tak, że jesteśmy różni, wyraźnie się nie lubimy, ale jesteśmy od siebie zależni, tak jak zwierzęta są od siebie zależne, jeśli chodzi o przetrwanie. Nie mielibyśmy faszystów, gdybyśmy nie mieli komunistów; nie mielibyśmy świeckich, gdybyśmy nie mieli religijnych i nie mielibyśmy umiarkowanych, gdybyśmy nie mieli ekstremistów. Jesteśmy zdefiniowani przez to, kim nie jesteśmy, nie mniej, jeśli nie bardziej, niż definiuje nas to, kim jesteśmy.

Różnica między zwierzętami a ludźmi polega na tym, że możemy zobaczyć, przeanalizować i docenić tkankę stworzoną przez naturę. Gdybyśmy mogli spojrzeć z szerszej perspektywy i zobaczyć, że my, ludzkość tworzymy różnorodną tkankę, która jest tak samo piękna, jak przyroda, to nie skakalibyśmy sobie do gardeł. Wręcz przeciwnie, docenilibyśmy i uznalibyśmy, że różnice są ważne, nazwalibyśmy to różnorodnością.

Wszystkie poglądy, nawet te najbardziej ekstremalne, potrzebują uwagi i uznania. W końcu pogłębiają i poszerzają nasze rozumienie siebie, jako istot ludzkich. Ale teraz uważam, że widzieliśmy już wystarczająco dużo negatywnej strony ludzkiej natury i nadszedł czas, aby wykorzystać różnice między nami z korzyścią dla całej ludzkości. Ludzkość była orędownikiem niezliczonych ideologii. Teraz nadszedł czas, aby bronić ideologii jedności, która głosi, że w cokolwiek wierzysz i popierasz, zachowaj to, to jest twoje i dodaj to do tkanki ludzkości. Tylko społeczeństwo, które stawia jedność, jako najwyższą wartość może tolerować w sobie różnorodne poglądy, przyznać im należne im miejsce i wykorzystać je do wzmocnienia i ulepszenia całego społeczeństwa.

Źródło: https://bit.ly/3lQOhSY