Artykuły z kategorii Nowe publikacje

List do widza, który odkrył, że wszystko jest kłamstwem

Valentine, częsty widz moich programów z reżyserem Semionem Vinokurem, napisał do niego ostatnio, że czuje się jakby wszystko było kłamstwem: rząd kłamie, jego szefowie kłamią, media kłamią i nigdzie nie ma prawdy. Następnie zapytał, jak ma dalej żyć, gdy nie ma niczego i nikogo, komu mógłby zaufać. Dodał, że nigdy nie czuł tego bardziej dotkliwie i poprosił o informację zwrotną.

Poprawa zaczyna się od uświadomienia sobie, co się dzieje i dlaczego oraz od budowania dobrych relacji z ludźmi, wszystkimi ludźmi. Jeśli się zmienimy, świat również to zrobi. Jeżeli będziemy działać z serca, poprawi się nasza percepcja i uświadomimy sobie, dlaczego wszystko się dzieje i jak możemy pomóc osiągnąć światu równowagę.

Oto moja odpowiedź dla Valentine:

Kłamstwo i egoizm są naturą tego świata. Na początku naszego rozwoju duchowego i emocjonalnego tego nie czujemy. Tak jak nie mówimy małym dzieciom, że istnieją źli ludzie, którzy pragną krzywdzić innych i zachowujemy tę ponurą informację aż dorosną i mogą sobie z nią poradzić, natura nie odkrywa przed nami głębi ludzkiego egoizmu, którego istotą jest wykorzystywanie wszystkich i wszystkiego. Dlatego fakt, że dokonałeś opisywanych przez siebie odkryć oznacza, że osiągnąłeś punkt, w którym jesteś gotowy na poznanie prawdziwej natury tego świata i ludzi- egoizmu.

Kiedy człowiek uświadomi to sobie po raz pierwszy, czuje się zagubiony i nie wie, dokąd uciec. Niektórzy udają się do odległych zaułków, jak bezludne wyspy, gdzie mogą żyć w pojedynkę i izolować się od świata zewnętrznego. Inni znów skupiają się na gromadzeniu bogactwa, co ma zabezpieczyć ich przyszłość, jak i przyszłość ich dzieci. Żadne z tych rozwiązań nie pomniejsza jednak strachu.

Znając prawdziwą naturę tego świata zaczynamy zadawać pytania na temat jej znaczenia. Najpierw przychodzi świadomość, że świat zbudowany jest na egoizmie, następnie pytanie, dlaczego został tak stworzony, a w końcu świadomość, że tylko poznanie siebie może uwolnić nas od egoizmu i popchnąć w kierunku bardziej autentycznej łagodnej natury.

Świat skonstruowany jest w ten sposób dokładnie po to, abyśmy mogli go zmienić. Tylko kiedy uzmysłowimy sobie jak głęboko tkwimy w egocentryzmie, zapragniemy zmiany. Jedynym sposobem, żeby się o tym przekonać jest dordzenne zanurzenie się w egoizmie, a następnie doprowadzenie tej prawdy do świadomości.

Kiedy patrzymy na świat, który nas otacza i widzimy jego zło oraz okrucieństwo, musimy wiedzieć, że istnieje ku nim jakaś przyczyna. Nawet jeśli patrzymy na przywódców politycznych, których uważamy za bezlitosnych i wrednych, nie powinniśmy dążyć do ich usunięcia ze stanowiska, ponieważ ci, co ich zastąpią, będą jeszcze gorsi. Zamiast tego musimy pamiętać, że każda negatywność, jaką rejestruje nasza świadomość istnieje po to, abyśmy pragnęli się wznieść ponad nią w kierunku dbania o innych i utworzenia z nimi połączenia.

Początkiem polepszenia naszej sytuacji jest świadomość tego, co się dzieje i dlaczego oraz dążenie do zbudowania dobrych relacji z ludźmi, wszystkimi ludźmi. Jeżeli się zmienimy, świat zrobi to samo. Jeżeli nasze działania będą wypływać z serca, zmieni się nasze postrzeganie i zrozumiemy, dlaczego wszystko się dzieje i jak możemy przyczynić się do zharmonizowania tego świata.

Źródło: https://bit.ly/3qNjFqG


Co się dzieje, gdy wszystko jest powierzchowne?

Kiedy nie widzisz osoby poza skórą, nie widzisz człowieka. Zamiast martwić się o to, czym charakteryzują się inni ludzie, powinni myśleć o tym, co czują jedni do drugich.

Kiedy patrzysz na dzisiejsze społeczeństwo amerykańskie i idee, które próbuje ono zakorzenić w umysłach ludzi, zdajesz sobie sprawę, że coś jest bardzo nie w porządku. Kiedy pod przykrywką „liberalizmu” można określić swoją tożsamość płciową zgodnie z tym, co „czuje się w środku”, nawet bez poddawania się jakimkolwiek procedurom medycznym, a według ACLU „agencje rządowe, które służą społeczeństwu, nie mogą powstrzymać cię przed korzystaniem z toalety lub innego obiektu określonego płciowo, który odpowiada twojej tożsamości płciowej. Nie mogą również poprosić cię o okazanie dowodu tożsamości potwierdzającego twoją płeć w celu skorzystania z toalety lub innego obiektu dzielonego względem płci”, nie ma to szansy na powodzenie. To po prostu nie jest naturalne.

Jeśli nie potrafisz wyjść poza granice powierzchowności, rządzi tobą obsesja na punkcie koloru skóry człowieka. Taka postawa promieniuje na wszystkie aspekty życia ludzi. Zamiast myśleć o łączeniu się z innymi, skupiają się na władzy nad innymi, co sprawia, że mają obsesję na punkcie bogactwa i władzy. To właśnie dlatego bogiem Ameryki jest dolar.

Ale nie tylko problemy z tożsamością płciową nękają amerykańskie społeczeństwo. Obsesyjne zajmowanie się polityką tożsamości nie pozostawia w ludzkich sercach i umysłach miejsca na to, by dostrzec prawdziwe istoty ludzkie kryjące się za kategoriami, w których je umieszczamy.

Zaabsorbowanie kolorem skóry i tożsamością zaczęło się dawno temu, ale nabrało tempa w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Wraz z intensyfikacją ego, różne wypaczenia społeczne wyprzedziły zdrowy rozsądek. Weźmy na przykład udział transseksualistów w kobiecym sporcie. W imię praw transseksualistów, prawa kobiet są miażdżone i deptane. Nie widzę, jak to się może dobrze skończyć.

Nie mam magicznej recepty na uzdrowienie tej sytuacji, ale wydaje mi się, że jednym z problemów Ameryki jest to, że nigdy nie doświadczyła rewolucji, nie w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Nie mam tu na myśli rewolucji w rodzaju rewolucji bolszewickiej w Rosji w 1917 roku. W tamtych czasach Rosjanie byli zupełnie nieprzygotowani na rewolucję, a jej rezultaty były odpowiednio mizerne.

Mówiąc o rewolucji, mam raczej na myśli ideologiczną transformację, którą przechodzi cały naród. Weźmy na przykład rewolucję francuską lub podobne procesy, które w różnych formach miały miejsce w Anglii lub w Niemczech, a zobaczysz, co mam na myśli.

Aby rozwijać się, serca ludzi muszą być poruszone do głębi. Ich wartości muszą zostać zakwestionowane i muszą ponownie przemyśleć wszystko, co uważają za słuszne. Zmiany mogą być przerażające, ale są one nieodłączną częścią dojrzewania.

Kiedy człowiek nauczy się patrzeć na rzeczywistość nie tylko z jednego punktu widzenia, nabiera powagi i umiaru w podejściu do życia, a zwłaszcza do innych ludzi. W przeciwnym razie światopogląd pozostaje niezmienny, niczym nie zaburzony, a wtedy ludzie nie potrafią myśleć o niczym innym niż powierzchownych (i wprowadzających podziały) etykietach lub gromadzeniu bogactwa w celu zdobycia władzy, nie zdając sobie sprawy, że poza zapewnieniem środków do życia, więcej pieniędzy nie uczyni ich szczęśliwszymi.

Nadmierna władza w rezultacie sprawia, że ludzie stają się samotni, a samotność sprawia, że ludzie są smutni. Jest to sprzeczne z celem życia, którym jest bycie szczęśliwym.

Dlatego uważam, że nadszedł czas, aby Ameryka wróciła do podstaw. Ludzie mają być tacy, jacy są, ponieważ są w porządku będąc takimi, jakimi są. Zamiast martwić się o to, czym charakteryzują się inni ludzie, powinni myśleć tylko o tym, co czują jedni do drugich.

Źródło: https://bit.ly/3tKseV7


Wspólne oświadczenie o zapobieganiu wojnie nuklearnej i unikaniu wyścigów zbrojeń to puste słowa

3 stycznia USA, Chiny, Rosja, Wielka Brytania i Francja podpisały oświadczenie, że „uznają unikanie wojny między państwami posiadającymi broń jądrową i redukcję ryzyka strategicznego za nasze najważniejsze obowiązki”. Mocarstwa zgodziły się, że „wojny nuklearnej nie da się wygrać i nigdy nie wolno jej prowadzić”. Dodatkowo zgodziły się, że „użycie broni jądrowej miałoby daleko idące konsekwencje”, dlatego też „potwierdzają, że broń jądrowa – tak długo, jak będzie istnieć – powinna służyć celom obronnym, odstraszać agresję i zapobiegać wojnie”. To oświadczenie jest niczym innym jak pustymi słowami, stworzonymi dla zwykłych ludzi, ale nawet oni prawdopodobnie je zignorują.

Jeśli chcemy szczerych intencji od naszych przywódców, szczerej chęci zakończenia konfliktów, musimy zmienić siebie. Sprawy będą miały się lepiej, gdy zrozumiemy, że w czasach, gdy wszyscy są ze sobą powiązani i zależni od siebie nawzajem, nie możemy oczekiwać, że ludzie się zmienią, jeśli nie zmienimy się my wszyscy.

Za tymi słowami nie kryje się żadna treść. Jedynym powodem, dla którego przywódcy podpisali deklarację, jest chęć utrzymania się przy władzy, dalszego okradania i nazywania tego „przywództwem”.

Ale gdyby mnie słuchali, nie pędziliby na ten Olimp w żadnym kraju. Jak powiedziałem, gdy Biden obejmował urząd, nie chciałbym być dziś w jego butach i patrzeć na to, co dzieje się w Ameryce.

Prawdę mówiąc, nie możemy winić przywódców za to, że tak się zachowują. Zostali wybrani przez ludzi i to jest to, co ludzie chcą usłyszeć, więc to jest to, co przywódcy im sprzedają. Ci przywódcy są bezwzględni, ponieważ gdyby tacy nie byli, nie byliby w stanie wspiąć się na szczyt tej góry i zostać przywódcami.

Jeśli chcemy od naszych przywódców szczerych intencji, szczerej chęci zakończenia konfliktów, musimy zmienić siebie. Sprawy będą miały się lepiej, kiedy zrozumiemy, że w czasach, kiedy wszyscy są ze sobą połączeni i zależni od siebie nawzajem, nie możemy oczekiwać, że ludzie się zmienią, jeśli nie zmienimy się my wszyscy.

Zmienimy się, kiedy zgodzimy się na reedukację, na „przeprogramowanie” siebie z trybu gwałtownego i beztroskiego, w którym się obecnie znajdujemy, na tryb, w którym będziemy się nawzajem szanować, ponieważ wiemy, że w przeciwnym razie nikt z nas nie przetrwa. To jasne, że nie dbamy o siebie nawzajem. Jeśli jednak zrozumiemy, że nasze życie zależy od bycia troskliwym, ponieważ w przeciwnym razie wojna wszystkich nas zmiecie, wtedy zgodzimy się zachowywać tak, jakby nam zależało, a to zachowanie nas zmieni.

Im szybciej dojdziemy do tego zrozumienia, tym mniej będziemy musieli cierpieć w naszym obecnym nędznym stanie. Do tego czasu, przywódcy będą nadal podpisywać nic nie znaczące papiery z pustymi obietnicami, w które nikt nie wierzy i nie zamierza ich dotrzymać.

Źródło: https://bit.ly/3A6Zh6K


Świat byłby w lepszym położeniu bez The Giving Pledge

(*opis do zdjęcia: Prezes Zarządu Berkshire Hathaway Warren Buffett (R) i współzałożyciel Microsoftu Bill Gates reagują po udziale w konkursie rzucania gazetami przed corocznym spotkaniem Berkshire w Omaha, Nebraska 2 maja 2015. REUTERS/Rick Wilking)

The Giving Pledge, zgodnie z oświadczeniem na stronie, „jest zobowiązaniem najbogatszych osób i rodzin na świecie, aby przeznaczyć większość swojego majątku na cele charytatywne.” W 2010 roku Warren Buffett, Melinda Gates i Bill Gates założyli inicjatywę The Giving Pledge [tłum: obietnica przekazania darowizny], po serii rozmów z filantropami na temat tego, jak mogliby ustanowić nowy standard hojności wśród najbogatszych. Inicjatywa The Giving Pledge ma na celu zmierzyć się z częścią najbardziej palących problemów społecznych. Wśród 231 miliarderów, którzy podpisali zobowiązanie, są takie nazwiska jak David Rockefeller, Jeff i Marieke Rothschild, Richard Branson, Charles Bronfman, Elon Musk, MacKenzie Scott, Mark Zuckerberg i oczywiście trzej inicjatorzy.

Kiedy wlewa się tyle pieniędzy w system, który jest tak zepsuty, nie ma najmniejszych wątpliwości, że fundusze pozostaną u tych, którzy są już na szczycie, i nic z tego nie trafi do tych, którzy ich potrzebują.

Wielu z tych ludzi przekazało już miliardy dolarów, a świat nadal niszczeje. Obawiam się, że nawet jeśli wszyscy ludzie z tej listy spełnią swoje obietnice, świat nie będzie ani trochę lepszy niż jest dzisiaj. Będą oni rozpraszać swoje bogactwa po całym świecie, tu zbudują skrzydło szpitala, tam nową szkołę, ale życie ludzi tak naprawdę nie ulegnie poprawie.

To prawda, że w wielu miejscach systemy opieki zdrowotnej i edukacji wymagają poprawy, ale wpompowywanie pieniędzy w chore systemy nie uleczy ich. Jeśli już, to tylko pogorszy chorobę. Biorąc pod uwagę to jaki jest dzisiejszy świat – byłby w lepszej sytuacji bez tych miliardów.

Dysfunkcyjne systemy opieki społecznej, opieki zdrowotnej i edukacji, które widzimy na całym świecie, są w tym stanie nie z braku pieniędzy, ale z braku dobrej woli. Nie ma chęci, aby te systemy dobrze funkcjonowały, ponieważ ludzie nie troszczą się o siebie nawzajem. Kiedy ludzie chcą się wzajemnie wykorzystywać, czerpią przyjemność z patrzenia na cierpienie innych i nie widzą korzyści płynącej z poprawy czyjegokolwiek życia.

Im dłużej pandemia sieje spustoszenie w społeczeństwie, tym pilniej musimy nauczyć się reguł nowego, wyłaniającego się świata i tego, jak w nim funkcjonować. Tylko wtedy, gdy zrozumiemy, jak zmieniły się reguły gry, będziemy wiedzieli, co zrobić z miliardami dolarów w datkach. Wtedy zrozumiemy też, że nie potrzebujemy, aby ludzie dawali społeczeństwu swoje pieniądze, potrzebujemy aby dawali mu swoje serca.

Kiedy wlewa się tyle pieniędzy w system, który jest tak zepsuty, nie ma najmniejszych wątpliwości, że fundusze pozostaną u tych, którzy są już na szczycie, i nic z tego nie trafi do tych, którzy ich potrzebują.

Pieniądze można dobrze spożytkować, jeśli w ludziach jest taka wola. Aby zapobiec sytuacji, w której miliardy, jeśli nie biliony dolarów dodatkowo zasilają korupcję i pozostają w rękach skorumpowanych biurokratów, całe społeczeństwo musi przejść przez kompleksowy proces edukacji. Kiedy ludzie nauczą się dbać o siebie nawzajem, naturalnym będzie wykorzystywanie wszystkich zasobów, dla dobra ogółu. Kiedy tak się stanie, przekonamy się, że możemy mieć doskonałe zdrowie i świetną edukację za ułamek ceny, którą ludzie teraz uważają za konieczną do zapłacenia.

Aby to osiągnąć, potrzebujemy przejść przez proces edukacji. W rzeczywistości jedyną edukacją, jakiej potrzebujemy, jest nauczenie się, jak dbać o siebie nawzajem. Aby osiągnąć taki sposób myślenia, musimy umieć podejść do sprawy z każdej strony. Nauka dowodzi, że systemy, których części współpracują i utrzymują ogólne zdrowie wszystkich swoich elementów, nie tylko przetrwają, ale także rozwijają się. Historia dowodzi również, że społeczeństwa, w których królowała solidarność i spójność były silne, rozwijały się, a rozpadały, gdy górę brały wewnętrzne podziały. Musimy na wszelkie sposoby pokazywać, że jesteśmy silni, zdrowi i szczęśliwi tylko wtedy, gdy jesteśmy zjednoczeni, gdy troszczymy się o siebie nawzajem.

W najbliższych latach setki milionów ludzi pozostaną bez pracy. Pandemia przyspiesza ten proces i już teraz dziesiątki milionów ludzi nie ma pracy albo z własnej woli, albo dlatego, że ich miejsca pracy sprzed pandemii zniknęły. Jak mają oni utrzymać siebie i swoje rodziny, jeśli nie ma między nami wzajemnej odpowiedzialności? Jak pozostaną przy zdrowych zmysłach, jeśli nie będą czuli, że społeczeństwo troszczy się o nich i że są wobec niego zobowiązani? Staną się zbuntowanymi jednostkami, gotowymi w każdej chwili wybuchnąć i wyrządzić krzywdę.

Jeśli jednak ich umysły będą nastawione na solidarność, jeśli zrozumieją i poczują, że wszyscy jesteśmy od siebie zależni i że społeczeństwo będzie się o nich troszczyć, znajdą konstruktywne sposoby, by wnieść swój wkład, a społeczeństwo na tym skorzysta.

Źródło: https://bit.ly/3qBYVSv


Paradoks inteligencji: Dlaczego najinteligentniejsze gatunki wyrządzają najwięcej krzywdy

Zdjęcie lotnicze z dnia 11 grudnia 2021 roku pokazuje Kuchinoerabu-jima, która jest jedną z wysp Satsunan w mieście Yakushima w prefekturze Kagoshima w zachodniej Japonii i regionie Kyusyu. W 2015 roku wybuchł wulkan na Wyspie Kuchinoerabu i do dzisiaj obowiązują rozporządzenia w sprawie zakresu przedsięwzięć wymaganych w drugim stopniu alarmowym. (Gazeta the Yomiuri Shimbun)

Ludzie są najbardziej inteligentnym gatunkiem na naszej planecie. Dlaczego więc sami sobie najwięcej szkodzimy i nie tylko sobie, ale także innym gatunkom oraz planecie, na której żyjemy? Jak to możliwe, że plany, które snujemy na polepszenie naszej sytuacji, przynoszą nam więcej złego? Odpowiedź jest prosta: nasze umysły są wielkie, ale nasze serca skażone tak wielkim złem, że zatruwają nasze myślenie, a nasze nieczyste myśli tworzą zanieczyszczony i skorumpowany świat.

Nie wystarczy, aby każdy z nas starał się być lepszym człowiekiem. Nasze środowisko społeczne jest od nas silniejsze i skłoni nas do tego, abyśmy zachowywali się jak reszta kolektywu. Bez wspólnego i zgodnego wysiłku sukces nie jest możliwy.

Problem w tym, że wszystkie nasze plany wynikają z porażki tych wcześniejszych. A w związku z tym, że nie naprawiamy podstawowej przyczyny spotykającej nas niepomyślności, czyli braku serca, snujemy nowe plany z tym samym złym nastawieniem, co wcześniej, jednak z intencją „przyspieszenia” naprawy. W ten sposób przyczyniamy się tylko do postępowania zepsucia naszego świata.

Jedyną korzyścią płynącą więc z naszych planów jest nieuchronne obnażenie naszej niekompetencji. Człowiek bez serca próbuje wszystko i wszystkich wykorzystać, a w ten sposób niszczymy innych oraz hamujemy swój własny rozwój. Niestety taką mamy naturę, w różnym stopniu, a przez to nasze plany kolidują ze sobą wzajemnie i wszystko psują – ziemię, na której stoimy, rośliny i zwierzęta, które nas odżywiają i ostatecznie nas samych. Cywilizacja oparta na ego nie pomaga, a powoduje destrukcję.

Podstawową różnicą pomiędzy ludzkością, a wszystkimi innymi gatunkami jest to, że one walczą o przetrwanie, a my próbujemy je niszczyć. Do czego wykorzystujemy więc intelekt? Do pokazywania swojej wyższości, alienowania innych, odmawiania im chwały oraz spełnienia potrzeb, ujarzmianiu otoczenia albo jego niszczeniu.

Jedynym sposobem na ocalenie naszej planety i nas samych jest kierowanie się sercem, któremu podporządkowujemy nasz intelekt, a nie działanie z zawężoną wizją spełnienia samolubnych interesów.

Innymi słowy, mamy myśleć o innych i cenić tych, którzy są rozważni, a nie tych, którzy promują tylko samych siebie.

Może i to wydaje się nienaturalne, jednak wyraźnie nasza rozregulowana natura prowadzi nas donikąd. A więc czas, żebyśmy wykorzystali swoje umysły do pracy nad czymś, co przyniesie coś dobrego.

Nie wystarczy dążyć do stania się lepszym człowiekiem. Nasze środowisko społeczne jest od nas silniejsze i skłoni nas do tego, byśmy zachowywali się jak reszta kolektywu. Sukces nie nastąpi, o ile nie zjednoczymy naszych wysiłków.

Dzięki wspólnym działaniom będziemy mogli osiągnąć naprawdę wszystko. Nawet nasza uparta ludzka natura nie może równać się z siłą kolektywu. Nie tylko społeczeństwo potrzebuje naszej uwagi i empatii, ale też my sami. Dzięki tej wiedzy będziemy wreszcie mogli przenosić góry.

Źródło: https://bit.ly/33hDsWb


Dobry wstrząs na przebudzenie

Ostatnio pojawił się nowy szczep wirusa i wszystko, co wiedzieliśmy na temat pandemii zostało wywrócone do góry nogami. Charakteryzuje go duża zarażalność i łagodność. Co więcej, żadna szczepionka nie wydaje się przed nim chronić. To tak jakby drwił on sobie z naszych bezprecedensowych wysiłków i niezrównanych inwestycji ostatnich dwóch lat. To jak policzek, jakiego potrzebowaliśmy, żeby się obudzić z naszych obłąkanych starań, by utrzymać wcześniejszy sposób życia. Zamiast walczyć w skazanej na porażkę wojnie, powinniśmy połączyć nasze wysiłki w celu opracowania bezpieczniejszego i spokojniejszego sposobu życia.

Nie uznaję wirusa za chorobę, ale za lekarstwo. Proces uleczenia musi zacząć się od przemyślenia naszego życia: tego, co chcemy osiągnąć, co nas uszczęśliwi, co się dla nas tak naprawdę liczy i jak zbudować społeczeństwo, w którym ludzie nie podkopują swoich wzajemnych marzeń, ale je wspierają, tak żeby nie tylko garstka ludzi mogła zrealizować swe marzenia, ale każdy.

Fakt, że ten wirus zaburza nasz wcześniejszy sposób życia jest darem natury dla ludzkości. Unosiliśmy się pychą, a teraz pokazano nam nasze granice. Nie ma nic zdrowszego od prawdy. Znając prawdę, możesz budować z niej coś lepszego. Jeżeli nie wiesz jednak, kim jesteś, każde twoje działanie będzie niedopasowane i nie przyniesie żadnych trwałych rezultatów.

Można właściwie powiedzieć, że jesteśmy świadkami upadku naszego starego sposobu życia, a to że dokonuje się to przez naturę dowodzi tylko, że był on niezrównoważony. Jeżeli pójdziemy po rozum do głowy, skorzystamy z rady natury i nie będziemy brnąć w rzeczy, które z nią nie współgrają.

Rządy wydały już biliony dolarów na pakiety ratunkowe oraz inne programy pomocy. Mogą nadal to robić i wykorzystać fakt, że każdego miesiąca miliony ludzi postanawia rzucić pracę, żeby założyć państwowe, a nawet światowe programy, zbudowane w oparciu o nowe wyobrażenie ludzkiej hierarchii. Na każdym poziomie- osobistym, społecznym, narodowym i międzynarodowym- powinniśmy przemyśleć strukturę naszego społeczeństwa i naszych relacji z innymi.

Nie pokonamy wirusa nauką. Ten mutuje szybciej niż naukowcy są w stanie opracować szczepionki czy lekarstwa. A nawet gdyby byli w stanie to zrobić, co to za życie, jeśli musielibyśmy się „szprycować” trzy razy do roku na każdą nową odmianę wirusa?

Co gorsza, wirusy te są naszym własnym tworem. Można właściwie przyrównać nas do chodzących i gadających worków mikroorganizmów, z których wielu jeszcze nie poznaliśmy, aż zaczynają być one chorobotwórcze. Jeżeli weźmiemy przykład niezliczonych przypadków statków wycieczkowych, których załoga i goście byli całkowicie zaszczepieni, a jednak nieustannie zapadali na choroby oraz całkowicie osobliwy przypadek polarnej stacji badawczej, której załoga przeszła pełne szczepienia, była regularnie badana, poddawana kwarantannie i usytuowana na Biegunie Północnym, setki mil od innych istot ludzkich, a jednak jej 2/3 nagle zachorowało na Covida, uświadomimy sobie, że ten wirus jest w nas, a nie na zewnątrz i to tam musimy szukać rozwiązania.

Wewnętrznym elementem, który jest szkodliwy i który generuje naszą niechcianą rzeczywistość, jest nasza postawa. Nasze agresywne i eksploatacyjne podejście do otoczenia wszystkich tylko zatruwa. Jesteśmy jedynymi w naturze, którzy wyrażają świadomą aspirację do tego, by brać więcej niż potrzebujemy, nie po to, by się utrzymać, ale dla samej radości sprawienia innym cierpienia oraz poczucia wyższości.

Jako że chcemy pokazać każdemu, że to my tutaj rządzimy, natura pokazuje nam, że jest odwrotnie. Jeżeli nie ukorzymy się przed nią i nie dopasujemy do innych elementów stworzenia, natura będzie nadal „wyjaśniała” prawdę przy pomocy siły i bólu.

Zaprzestając swojej agresji, sami przestaniemy być wykorzystywani. Nie życząc innym krzywdy, krzywda nie spotka nas ze strony natury. Jeżeli pragniemy żyć z każdym w zgodzie i pokoju, takie życie dostaniemy.

Oto lekcja natury dla ludzkości.

Źródło: https://bit.ly/3GmHBXi


(Bardzo) krótkie podsumowanie roku 2021


Zbliża się koniec roku 2021, wszyscy wyciągają wnioski na temat minionego roku i snują domysły, co przyniesie rok 2022. Z mojej perspektywy, rok 2021 był dobrym rokiem, rokiem nauki, a nauka jest zdecydowanie dobra. Może nie był on przyjemny, ale to nie znaczy, że nie doceniam tego, co my, jako ludzkość, otrzymaliśmy. Główną lekcją, jakiej nauczyliśmy się w tym roku, było to, że natura jest suwerenem, a my jesteśmy jej poddanymi. Jest to bezcenna lekcja, ponieważ jeśli będziemy o tym pamiętać, nie popełnimy w przyszłości błędów, które mogą prowadzić do strasznych katastrof i w efekcie do utraty życia przez wielu ludzi.

Kolejną dobrą lekcją z roku 2021 jest to, że światowe mocarstwa przekonały się, że jeśli chcą uniknąć konfliktów, muszą uporządkować swoje wzajemne relacje, w przeciwnym wypadku ich nieporozumienia mogą eskalować do globalnej wojny. Ewidentnie to czego chcą rządy, a to, co dyktuje rzeczywistość, to dwa przeciwieństwa, ale myślę, że wszyscy dostali lekcję, włącznie z rządami Rosji i Chin.

Zderzenia między Rosją i Ameryką, Rosją i Europą, a zwłaszcza NATO i Rosją, prowadzą do wyjaśnienia wielu spraw. W ostatecznym rozrachunku przybliżą je do pokoju, a przynajmniej do rozejmu.

Również Chiny zrozumieją, że nie mają szans na dalszy rozwój, jeśli staną po stronie Rosji. Pod względem gospodarczym nie ulega wątpliwości, że ich przyszłość zależy od USA. Jeśli USA nawet nieznacznie ograniczyłoby swoje zakupy w Chinach, dogłębnie wstrząsnęłoby to chińskim rynkiem. Chiny, oprócz Ameryki, nie mają innych rynków zbytu.

Nie obchodzi mnie, co mówią ludzie ani co piszą gazety; liczą się dla mnie tylko liczby. W ciągu ostatniego roku, a nawet wcześniej, Stany Zjednoczone przekazywały swoim obywatelom ogromne sumy pieniędzy w formie pakietów ratunkowych, aby pomóc im przejść przez Covid. Chiny potrzebują Amerykanów, którzy wydadzą te pieniądze na chińskie towary, aby utrzymać swoją gospodarkę na powierzchni. Jeśli Amerykanie przestaną kupować w Chinach, gigant ze wschodu upadnie.

. . .

Jeśli chodzi o Izrael, to z przykrością muszę stwierdzić, że nie sądzę, abyśmy wiele nauczyli się z tegorocznych doświadczeń. Aby przejść korektę, będziemy potrzebowali więcej lekcji, a nie będą one łatwe. Nie mamy pojęcia, kto jest naszym przyjacielem, a kto wrogiem. Co gorsza, nie nauczyliśmy się jeszcze, jak naprawić samych siebie. Czeka nas dużo więcej pracy.

Myślę, że jednym z największych problemów Izraela jest to, że w kraju istnieją jednostki, które marzą o jego likwidacji i ciężko pracują, aby to osiągnąć. Nie jesteśmy tak asertywni, jak każdy powinien być wobec swoich wrogów, i myślę, że te kwestie będą nam szkodzić.

Podczas gdy świat uczy się porządkować relacje, jak napisałem powyżej, Izrael nie uczy się niczego. Tworzymy wewnętrzny chaos.

Jest jednak jasne, dlaczego Izrael nie uczy się, podczas gdy reszta świata uczy się dobrze. Izrael musi rozwijać się w swoim własnym kierunku. Reszta świata uczy się, jak funkcjonować zgodnie z naturalnym egoizmem ludzi.

Izrael, z drugiej strony, powinien rozwijać się w przeciwnym kierunku. Powinien ewoluować w kierunku więzi i troski między wszystkimi, a także dawać przykład tego, jak ludzie mogą wznieść się ponad swój egoizm i stworzyć zjednoczone, spójne społeczeństwo oparte na solidarności, a nie na alienacji i konkurencji.

Niestety, Izraelczycy nie chcą słyszeć ani słowa o więzi czy jedności, a tym bardziej żyć nimi. Będziemy odrzucać więzi ze współobywatelami Izraela tak długo, jak będziemy mogli, aż być może będzie za późno, by uratować kraj przed rozpadem. Jesteśmy już blisko krawędzi.

. . .

Co się tyczy wirusa, jak mówiłem od samego początku jest on tutaj i pozostanie. Wydaje się jednak, że uczymy się, jak sobie z nim radzić, jak żyć obok wirusa.

Stopniowo wirus będzie nas uczył, co powinniśmy, a czego nie powinniśmy robić w życiu. Dlatego mam nadzieję, że nie zniknie, aż do momentu, kiedy nauczy nas brać tylko to, co jest nam potrzebne i poświęcać swój czas i wysiłek na budowanie wspierających relacji międzyludzkich, a nie marnować go na destrukcyjną konsumpcję.

Źródło: https://bit.ly/31Ri61f


Dlaczego o miłości ludzie pamiętają dopiero na łożu śmierci

Ktoś mi powiedział, że Steve Jobs, współzałożyciel i dyrektor generalny firmy Apple, przed śmiercią napisał list, w którym zawarł swoje refleksje nad życiem. W liście tym napisał: „Pielęgnuj miłość do swojej rodziny, miłość do współmałżonka, miłość do przyjaciół. … Bóg dał nam zmysły, abyśmy mogli odczuwać miłość w sercu każdego człowieka, a nie złudzenia wywołane bogactwem. Bogactwa, które zdobyłem w moim życiu, nie mogę zabrać ze sobą. To, co mogę zabrać, to wspomnienia wywołane przez miłość. To jest prawdziwe bogactwo, które pójdzie za tobą, będzie ci towarzyszyć, dając ci siłę i światło, abyś mógł iść dalej.”

Rzeczywiście, zanim człowiek umrze, zaczyna odczuwać coś z tej prawdy. Zbliżająca się śmierć sprawia, że porzuca on swoje ego i pozwala mu zobaczyć prawdę.

Istnieje granica między troską o siebie a wyjściem do zupełnie innej sfery, przepełnionej miłością. Ego nie pozwala nam jej odnaleźć, ponieważ zawsze patrzy do wewnątrz – na to, co mam i co mogę zyskać, a nie na to, co naprawdę jest na zewnątrz. Dlatego, gdy usuwa się na bok, uświadamiamy sobie, czego nam brakowało przez całe życie: świata pełnego miłości, który istnieje wokół nas.

Ego „umiera” tuż przed śmiercią człowieka. Uwolnieni z jego kajdan, możemy teraz zdać sobie sprawę, że tak naprawdę nie kochaliśmy wcześniej i nie wiemy, czym jest prawdziwa miłość. Jest to smutny moment rozliczenia, kiedy uświadamiamy sobie, że przez całe życie myśleliśmy tylko o sobie.

Są tacy, którzy radzą ludziom na łożu śmierci – sam byłem tego świadkiem – że w tym stanie powinniśmy pić, palić, cieszyć się sobą i brać z życia tyle, ile się da, póki jeszcze możemy. Takie podejście, o ile być może jest pełne szczerości, ale nie sądzę, aby przynosiło szczęście.

Musimy pamiętać, że dusza nigdy nie przestaje ewoluować; rozwija się nawet po fizycznym upadku człowieka. Dlatego uświadomienie sobie prawdziwego znaczenia miłości, tego, że miłość nie polega na odczuwaniu własnego istnienia, ale na tym, że istnieję ze względu na innych i że zadowalanie ich czyni mnie szczęśliwym, jest bezcenne i wieczne.

Źródło: https://bit.ly/3fex58j


Chińscy Kabaliści, dlaczego nie?

Pewien student z Chin zapytał mnie o rozpowszechnianie mądrości Kabały w Chinach. Rzeczywiście, myślę, że Chiny są bardzo szczególnym krajem, a Chińczycy są bardzo szczególnym narodem. Kiedy spojrzysz na historię, geografię, kulturę i mentalność tego kraju, mógłbyś pomyśleć, że pochodzą oni z innej planety. Ale kiedy byłem w Chinach, czułem, że są oni bardzo gotowi na mądrość Kabały, że ich serca są na nią otwarte.

Naród chiński nie jest inny. Oni również mają wielką tęsknotę, aby poczuć ciepło prawdziwej solidarności i prawdziwej wzajemnej odpowiedzialności. Oni również tęsknią za mądrością, która łączy ponad wszelkimi różnicami. Nie ma powodu, dla którego nie powinniśmy mieć chińskich kabalistów. Odpowiednio przedstawiona mądrość Kabały pozytywnie zadziała na Chińczyków, zaakceptują ją, zaufają jej i ją przyjmą.

Każdy naród potrzebuje swojego własnego sposobu prezentowania mądrości. Każdy naród ma swoją własną mentalność i kulturę, swój unikalny wewnętrzny porządek oraz swoje unikalne wartości i rozumienie życia. Dlatego wprowadzenie Kabały w Chinach musi być dokonane przez Chińczyków, którzy rozumieją i czują zawiłości i subtelności swojego narodu, a jednocześnie są biegli w znajomości Kabały i mogą przedstawić ją poprawnie, w jej autentycznej formie, z intencją jedynie przyczynienia się dla dobra narodu chińskiego, bez czerpania osobistych lub innych form korzyści w jakikolwiek sposób.

Mądrość Kabały, jaką znamy, rozpoczęła się wraz z Abrahamem w Babilonie około 3800 lat temu. W tym czasie nie istniał jeszcze naród izraelski. Abraham przemówił do swoich rodaków, a ci, którzy byli zainteresowani zebrali się wokół niego. Abraham mówił im o solidarności, o wzniesieniu się ponad ego, które w tamtym czasie w Babilonie się nasilało, i o tym, jak skorzystają na miłości do bliźniego.

Babilończycy, którzy zgadzali się z ideami Abrahama, poszli za nim i utworzyli grupę, która przekształciła się w naród izraelski. Dzisiaj jesteśmy świadkami bardzo podobnego zjawiska: tysiące ludzi na całym świecie gromadzą się codziennie, aby słuchać o solidarności i wznoszeniu się ponad ego, ponieważ dziś, tak jak wtedy, ego się nasila. W sensie duchowym ci ludzie są współczesnym narodem izraelskim. Tak jak uczniowie Abrahama pochodzili z całego Babilonu, tak dzisiejsi studenci Kabały pochodzą z całego świata, z każdej narodowości i jednoczą się wokół tej samej idei jedności i solidarności ponad wszelkimi różnicami.

Źródło: https://bit.ly/3G5QC6S


Przezwyciężanie konfliktów w związkach – Rozwiązanie, które naprawdę działa (i nikt tego nie chce)

Każdy związek przechodzi przez konflikty. Są one nieprzyjemne, ale nieuniknione. Przezwyciężać konflikt jest koniecznym aby pogłębić i wzmocnić związek. Możesz ufać, że związek przetrwa tylko wtedy, gdy przezwycięży kilka konfliktów. Problem polega na tym, że ponieważ konflikty są nieprzyjemne i często przerażające, staramy się ich unikać. Jeśli wiemy, jak je zaakceptować i podnieść nasz związek na wyższy poziom poprzez ich przezwyciężenie, nie będziemy się ich obawiać i będziemy w stanie rozwiązać prawie każdy konflikt.

Dobry związek wymaga pracy. Negatywna relacja jest relacją naturalną. Aby zbudować pozytywną, muszę zaakceptować, że druga perspektywa też ma swoje zalety, nawet jeśli nie jest to moja perspektywa. Jeśli ją zaakceptuję, co wymaga pewnego doświadczenia w „walce”, przekonam się, że ta druga perspektywa dostarcza mi pomysłów i spojrzeń, których sam nie mógłbym rozwinąć.

Konflikty wynikają ze sprzecznych interesów. To jest oczywiste. Kiedy ja chcę jednego, a mój partner chce czegoś innego, wpadam w złość. Tak jest w każdym związku – z ludźmi, ze zwierzętami domowymi, a nawet z maszynami (pomyśl o przekleństwach, którymi obrzucasz swój samochód, gdy nie odpala w zimny poranek).

Jeśli chodzi o partnerów, rozwiązanie jest proste, ale bardzo trudne do wykonania: Pocałujcie się w usta. Dokładnie w momencie złości, zróbcie coś odwrotnego.

Na głębszym poziomie, musimy zrozumieć, że każdy człowiek ma inne pragnienia, inne myśli i inne podejście do życia. Związek jest połączeniem dwóch lub więcej różnych osób w jedną całość. W dobrym związku różnice między nimi pomagają każdemu z partnerów rozwinąć cechy i perspektywy, których nie rozwinęliby, gdyby nie związek. W negatywnym związku walka o władzę tłumi rozwój partnerów, uciskani i uciskający stają się stagnacją i zakorzenionymi w swoich poglądach, a miłość między nimi rozpuszcza się.

Wynika z tego, że całowanie partnera właśnie wtedy, gdy jest zły, nie oznacza, że już się nie gniewasz, ale że doceniasz i troszczysz się o swojego partnera, nawet jeśli jesteś zły, i że twój gniew nie odsuwa twojej miłości. Jest to afirmacja siły waszego związku.

Król Salomon, o którym mówiono, że jest najmądrzejszym z ludzi, powiedział o tym podejściu: „Nienawiść wznieca spory, a miłość przykryje wszystkie zbrodnie” (Prov. 10:12). Innymi słowy, zachowaj nienawiść, ale przykryj ją miłością; spraw, by miłość była ważniejsza niż twój chwilowy gniew.

Korzyści, jakie z tego odniesiesz, będą ogromne. Kiedy w ten sposób radzimy sobie z konfliktami, zmieniamy nie tylko siebie, ale także naszego partnera. Bez słów, bez kazań i napominania, ale po prostu własnym przykładem, torujemy drogę do zdrowego związku.

Źródło: https://bit.ly/3F1duDk