Artykuły z kategorii Nowe publikacje

Wspólny winowajca stojący za nieszczęściami roku 2021

Pożary, powodzie, pandemie, trzęsienia ziemi, tajfuny, tornada, susze, inflacja, wojny, nadużycia i wyzysk, wszystko to mięliśmy w tym roku, za sprawą wspólnego winowajcy którym jest: człowiek. Zmieńcie człowieka, a zmienicie świat. Zadanie może nie być łatwe, ale wiedza o przyczynach i o tym, co musimy zrobić, pomoże nam utorować drogę do poprawy.

Kiedy myślisz o wszystkich złych rzeczach, które wydarzyły się w tym roku, niemal instynktownie mówisz „Niech to się już skończy”! Powinniśmy jednak mądrzej do tego podchodzić. Katastrofy, o których mowa w pierwszym akapicie, wydadzą się delikatnym powiewem wiatru w porównaniu z tymi, które nadejdą w przyszłym roku i w kolejnych latach, jeśli nie będziemy zdeterminowani, by dotrzeć do sedna kryzysów i rozwiązania ich raz na zawsze.

Największym wyzwaniem, przed którym stoi ludzkość w 2022 roku, nie jest ograniczenie emisji gazów, ograniczenie stosowania tworzyw sztucznych czy zmniejszenie zużycia paliw kopalnych. Naszym największym wyzwaniem, najbardziej uporczywą przeszkodą w wysiłkach wkładanych na rzecz oczyszczenia planety, jest nasza własna natura.

Kiedy ludzie myślą o ubiegłym roku, myślą o wszystkich rzeczach, które się wydarzyły. Myślę, że w naszej analizie musimy sięgnąć głębiej; musimy przyjrzeć się temu, co spowodowało te wydarzenia, jak również innym negatywnym zjawiskom.

Wiemy już, że każdy element jest wyjątkowy i niezastąpiony w ekosystemie Ziemi. Kiedy pozbywamy się choćby jednej jego cząstki, wytrącamy system z równowagi. Kiedy wytrącasz z równowagi lokalny ekosystem, wpływa to na sąsiednie systemy, aż w końcu cała planeta zostaje zakłócona. Tak jak Covid-19 nauczył nas, że każda nowa odmiana natychmiast rozprzestrzenia się po całym świecie, tak samo jest ze wszystkim, co robimy, mówimy, a nawet myślimy. Wszyscy jesteśmy częściami jednego systemu.

Przyznajemy już, że jesteśmy od siebie zależni i wpływamy na siebie nawzajem tym jak zachowujemy się jako konsumenci, co jemy, nasze zwyczaje związane z podróżowaniem i inne aspekty naszego życia. Widzimy, że nieodpowiedzialne i nieprzemyślane zachowanie wyczerpuje wspólne zasoby i wszyscy cierpią z tego powodu. ONZ i inne instytucje organizują międzynarodowe panele i konferencje, na których dzień i noc dyskutuje się na ten temat.

Nie wystarczy powiedzieć sobie, że to nasza własna natura jest naszym największym problemem. Możemy jednak stworzyć atmosferę, w której wszyscy uczestniczą w budowaniu nowej natury ludzkości – gdzie solidarność i życzliwość zdobywają uznanie, a próżność i narcyzm są jak przestroga.

Tymczasem niewiele się zmienia. Wręcz przeciwnie, jest coraz gorzej. Jak dotąd, jedyną rzeczą, która naprawdę zdołała powstrzymać nasze lekkomyślne zachowanie, jest koronawirus. Kiedy zmusił nas do lockdownu, powietrze było czyste, woda przejrzysta, zwierzęta wędrowały tam, gdzie nigdy wcześniej nie chodziły, a ludzie na nowo odkrywali swoje rodziny.

Ale zamknięcie nie jest sposobem na życie; jest to środek nadzwyczajny. Potrzebujemy zrównoważonego rozwiązania, które pozwoli nam dalej żyć na tej planecie, naszym jedynym domu, bez niszczenia jej i bez niszczenia nas przez nią w odwecie.

Aby tego dokonać, musimy zmienić podstawowy element, który powoduje nasze lekkomyślne zachowanie: naszą egoistyczną naturę ludzką. Kiedy spojrzymy na wszystkie problemy nękające naszą planetę – od klęsk żywiołowych po kryzysy spowodowane przez człowieka – wszystkie one mają wspólnego winowajcę: ludzki egoizm. Dlatego zmień człowieka, a zmienisz świat.

Tu leży nasz największy problem. Od razu możemy się zgodzić, że musimy zmienić nasze zachowanie. Ewidentnie, nasze zachowanie powoduje problemy. Ale naprawa przyczyny naszego nierozważnego zachowania ma znacznie mniej zwolenników, ponieważ nikt chętnie nie przyznaje się do ponoszenia winy za problemy świata. A jednak wszyscy jesteśmy za nie odpowiedzialni.

Dlatego najważniejsze dla naszego przetrwania jest zrozumienie, w jakim znaleźliśmy się punkcie, dlaczego nasz świat jest taki, jakim jest i jak możemy oszczędzić sobie przeciwności, które z pewnością nadejdą – jeśli nie zmienimy naszych działań. Jako bonus, wygramy również wspaniałe życie, w którego istnienie nie wierzyliśmy aż do momentu zmiany mentalności na solidarną i odrzucenia wspólnego winowajcy naszych nieszczęść – naszego własnego egoizmu.

Jeśli to zrobimy, wszyscy razem, nie będziemy mieli poczucia, że czegoś sobie odmawiamy, że wyrywamy coś z naszego wnętrza. Zamiast tego poczujemy, że dodajemy do naszego coś dobrego, co wzbogaca nasze życie, nadaje mu kierunek i znaczenie. Stopniowo, bardziej społeczny sposób myślenia stanie się dominujący, ponieważ nagradzany jest hojniej niż narcyzm. Jeśli zrobimy to razem, będzie to łatwe i płynne przejście.

Źródło: https://bit.ly/3t0a5SA


Egoizm zniszczy demokrację

Być może jednym z najbardziej rzucających się w oczy zjawisk ostatnich lat jest spadek zaufania społeczeństwa do władz. Niezależnie od tego, czy chodzi o demonstracje przeciwko ograniczeniom Covid, protesty przeciwko reformom gospodarczym, czy zamieszki przeciwko polityce w dowolnej dziedzinie, od edukacji przez migrację po obronność, społeczeństwo traci zaufanie do wybranych przez siebie urzędników w demokratycznych krajach. Problem polega na tym, że najbardziej samolubni i wyzyskujący dochodzą do najwyższych stanowisk, a ludzie nie są na to ślepi. Dopóki nie naprawimy obelżywej natury naszych relacji, reżimy będą stawać się coraz bardziej skorumpowane, aż w końcu całkowicie się rozpadną, a wojna i przemoc przejmie kontrolę.

Ponieważ sami jesteśmy narcystyczni, wybieramy narcyzów i umieszczamy ich u steru naszych krajów. Zamiast wybierać ludzi, którzy będą zaspokajać nasze potrzeby, wybieramy najbardziej egoistycznych ludzi do kierowania naszymi najbardziej „otwartymi” społeczeństwami. Ostatnio, egocentryzm liderów sprawił, że są tak skorumpowanymi, że ludzie nie mogą już tego ignorować. W końcu ludzie budzą się i są źli.

Od XVII wieku współczesna demokracja zaczęła nabierać kształtów, gdy zaczęły powstawać parlamenty, a królowie i duchowieństwo zaczęli oddawać władzę wybranym organom. Demokracja osiągnęła swój najwyższy status po dwóch wojnach światowych, kiedy to demokratyczne państwa uratowały świat przed despotami z Niemiec, Włoch i Japonii.

Po I wojnie światowej powstała pierwsza w historii organizacja międzyrządowa, Liga Narodów, która później zmieniła nazwę na Narody Zjednoczone, a której główną misją było utrzymanie pokoju na świecie.

Jednak ani demokracja, ani Organizacja Narodów Zjednoczonych nie spełniły obietnic, które złożyły. Demokracja nie zapewniła prawdziwej wolności słowa, choć przez pewien czas sprawiała wrażenie, że czuliśmy się tak, jakby to robiła, a ONZ poniosła całkowitą porażkę, jeśli chodzi o utrzymanie, a nawet wspieranie pokoju na świecie.

Co gorsza, z biegiem czasu ludzkość stawała się coraz bardziej egoistyczna, a trend ten w ostatnich latach przyspieszył i nadal trwa. Dzisiejsi ludzie są tak pochłonięci sobą, że jeśli przetestujesz ich według standardów, które były używane zaledwie kilka dekad temu, „zakwalifikują się” jako narcyzi.

Z jednej strony, nasilająca się niechęć obywateli do rządów jest dobrym znakiem wskazujący na to, że ludzie zdają sobie sprawę, że nasi przywódcy nie prowadzą nas nigdzie w dobrym kierunku. Z drugiej strony, jest to sytuacja niepewna, ponieważ zmienność napięć społecznych może prowadzić do intensywnych wybuchów przemocy, których charakter i skutki można zgadywać.

Innym niebezpieczeństwem, które wynika z naszego rosnącego narcyzmu jest to, że dopóki rząd nie da nam dokładnie tego, czego chcemy, nie możemy zaakceptować jego praworządności. Demokracja opiera się na rządzeniu większością, przy jednoczesnym uwzględnieniu potrzeb mniejszości. Nie jest zbudowana po to, aby powstrzymać sytuację, w której mniejszości nieustannie dokonują przewrotu pod jej fundamentami. Rosnąca destabilizacja może prowadzić do jednego z dwóch rezultatów: anarchii lub wojny. Żadne z nich nie jest mile widziane.

Aby zapobiec temu, co wydaje się nieuchronnie katastrofalnym scenariuszem, musimy zająć się podstawową przyczyną rozpadu wolnych społeczeństw: ludzkim egoizmem. Możemy to zrobić tylko wtedy, gdy zaspokoimy nasz egoizm, pokazując że w naszym najlepszym interesie leży współpraca i troska o siebie nawzajem.

Obecna rzeczywistość aż nazbyt dobrze pokazuje, że nie możemy poruszać się bez wpływu na wielu innych ludzi. Każde opóźnienie w produkcji lub w łańcuchu dostaw prawie każdego produktu natychmiast tworzy ogólnoświatowe opóźnienia, które hamują gospodarkę i zakłócają życie miliardów ludzi na całym świecie.

Ludzkość wytwarza obfitość wszystkiego. Każdy człowiek na świecie mógłby być zadowolony, gdybyśmy tylko troszczyli się o siebie nawzajem i chcieli, aby tak było.

Gdybyśmy zdali sobie z tego sprawę i działali zgodnie z tą świadomością, stworzylibyśmy zupełnie inny świat. Nie musielibyśmy się martwić o reżimy totalitarne, ponieważ odmawianie innym wolności byłoby równoznaczne z odmawianiem wolności nam samym.

Współzależność tworzy podobieństwo. Kiedy ludzie są wobec siebie życzliwi, zaczynają troszczyć się o siebie nawzajem nie tylko na poziomie emocjonalnym, ale także fizycznym i materialnym.

Dlatego zamiast próbować tłumić ego innych ludzi lub (co gorsza) ukrywać złośliwość pod zasłoną fałszywych uśmiechów, z nożem za plecami, powinniśmy okiełznać nasze egoistyczne skłonności dla naszego wspólnego dobra. Jeśli uświadomimy sobie, że każdy z nas jest zależny od wszystkich, nasze ego podpowie nam, co zrobić, aby każdy z nas był zadowolony i szczęśliwy.

Źródło: https://bit.ly/3Hwhe0Z


Kiedy przemoc nie jest przestępstwem

Wśród przestępców seksualnych coraz częściej pojawia się zjawisko: Nagrywają siebie popełniających przestępstwo i zamieszczają je w mediach społecznościowych. W 2017 roku kryminolodzy Sveinung Sandberg i Thomas Ugelvik opublikowali pracę za pośrednictwem Wydawnictwa Uniwersytetu Oksfordzkiego, w której napisali: „Na pierwszy rzut oka, przestępca nagrywający swoje przestępstwa wydaje się być sprzeczną z intuicją i nieproduktywną rzeczą do zrobienia. W końcu, kiedy przestępcy sięgają po swoje kamery, mogą nieumyślnie przyczynić się do własnego schwytania i skazania. …A jednak, publicznie dostępne … decyzje sądów wyższych instancji sugerują, że pomimo pozornego braku logiki, staje się to coraz bardziej powszechne.”

Musimy na nowo przemyśleć sposób, w jaki patrzymy na edukację. Musimy umieścić relacje międzyludzkie – zdolność do funkcjonowania jako konstruktywne, pozytywne elementy w społeczeństwie – na szczycie drabiny. Nie widzieliśmy jeszcze najgorszego. Jeśli pozostawimy sprawy bez nadzoru, pogorszą się one do tego stopnia, że nie odważymy się postawić stopy za drzwiami.

Od tego czasu zjawisko to nasiliło się. Próbując zrozumieć jego przyczyny, Sandberg i Ugelvik piszą: „Kiedy przestępcy sięgają po aparat, jest to wybór społecznie i kulturowo zakorzeniony. Krótko mówiąc … te przestępstwa muszą być rozumiane w kontekście (1) seksualizacji i pornografizacji społeczeństwa, (2) nowej kultury upokarzania w sieci i (3) kultury natychmiastowego robienia zdjęć napędzanej [sic] przez nowe technologie.”

Te powody mogą zachęcać przestępców do dokumentowania przestępstw seksualnych, ale istnieje głębszy, bardziej zgubny powód, dla którego to robią: Przestępcy w ogóle nie uważają tych czynów za przestępstwa. Nie widzą nic złego w tym, co robią.

Co gorsza, uważam, że nawet starsze pokolenie nie myśli o przestępstwach seksualnych w tak przerażający sposób, w jaki udaje, że myśli. W przeważającej części postawa jest taka: „To się zdarza; to dzieci, co można zrobić?”. Oczywiście, nikt tego nie mówi, ale takie jest podłoże.

Z tego powodu uważam, że problem nie leży po stronie sprawców, ale po naszej stronie. Kiedy system edukacji koncentruje się wyłącznie na zapamiętywaniu informacji, a nie poświęca czasu na budowanie zdrowych relacji społecznych, obecna sytuacja jest jedynym możliwym rezultatem.

Ludzka natura niszczy każdą odrobinę dobra, która jeszcze pozostała na tej planecie, a my martwimy się o cokolwiek i wszystko poza naszą własną naturą. Nawet gdybyśmy mieli jakieś korzyści z zajmowania się sprawami środowiska, nasze ego nie pozwoliłoby nam wdrożyć żadnego rozwiązania, gdyby wymagało ono najmniejszej zmiany w naszym narcystycznym zachowaniu. W rzeczywistości, to jest dokładnie to, co dzieje się dzisiaj.

To nie zanieczyszczenie powietrza nas zatruwa, to nie opioidy nas zabijają, to nie SARS-COV-2 nas obrzydza i to nie głód nas zabija. To jest to, co stoi za nimi wszystkimi, co wywołuje te wszystkie nieszczęścia. Naszym jedynym wrogiem jest nasza własna zła natura, a jedynym sposobem na naprawienie naszej natury jest nauczenie się wzajemnej odpowiedzialności i wzajemnej troski o każdego mieszkańca planety.

Zajmowaliśmy się każdym problemem po kolei i żaden z nich nie został rozwiązany, ani jeden. Może niektóre problemy trochę się zmniejszyły, ale powróciły lub wkrótce powrócą z zemstą.

Nadszedł czas, abyśmy zajęli się pierwotną przyczyną wszystkich tych problemów, naszym własnym ego, i rozwiązali ten problem raz na zawsze. Dopóki nie przyznamy przed sobą, że jesteśmy swoimi najgorszymi wrogami, że sami powodujemy wszystkie problemy, z którymi potem próbujemy walczyć, nie zostaniemy uleczeni. Jeśli zrozumiemy, gdzie leży problem i zgodzimy się pracować razem, będziemy mieli szansę w tej walce.

Źródło: https://bit.ly/3zwuO1U


Od Nadiru do Zenitu w 2022 roku

Rok 2021 był burzliwy. Z nawracającymi falami wciąż szaleje Covid-19, lato w wielu miejscach na świecie przyniosło bezprecedensowe pożary z nieprawdopodobnymi powodziami, a trzęsienia ziemi i erupcje wulkanów wydają się być częstsze w tym roku niż w większości lat. Tymczasem między USA i Chinami, USA i Rosją, Europą i Rosją doszło do eskalacji międzynarodowych napięć, a na Tajwanie, Morzu Południowochińskim i w Syrii napięcia wzrosły niemal do starć zbrojnych. Co gorsza, światowa gospodarka została zahamowana przez poważny niedobór chipów komputerowych, a łańcuchy dostaw na całym świecie zostały zakłócone przez powtarzające się blokady.

Możemy uzdrowić społeczeństwo, zbliżając ludzi do siebie, zamiast utrzymywać ich jako przypadkowy zbiór wyobcowanych i nieufnych jednostek.

Pod wieloma względami wydaje się, że osiągnęliśmy już dno. Ludzie z radością żegnają się z 2021 rokiem, ale równie mocno obawiają się tego, co może przynieść 2022 rok.

Co jest zaskakujące, istnieje (względnie) łatwy sposób na odwrócenie negatywnej trajektorii. Możemy znacznie szybciej wznieść się z dna na szczyt, niż jesteśmy w stanie to sobie wyobrazić, jeśli zaangażujemy się tylko w jedną rzecz, choć jest to trudniejsze, niż się wydaje na pierwszy rzut oka: Musimy odnosić się do wszystkiego, co się dzieje jako do bodźca, który ma nas zbliżyć do siebie. Jeśli zmienimy nasze podejście do wszystkiego, co nas spotyka i co nas otacza, zobaczymy, jak życie prowadzi nas przyjemnym strumieniem ku błogości.

Dlaczego powiedziałem, że jest to stosunkowo łatwe? Na przeszkodzie stoi nasze ego, które nie pozwala nam zbliżyć się do siebie. Ego jest powodem, dla którego ludzie są odseparowani od siebie, i nie odda bez walki kontroli nad naszymi sercami.

Możemy pokonać nasze ego, ale sami nie możemy tego zrobić. Aby to osiągnąć musimy użyć dwóch instrumentów: naszego środowiska społecznego i naszego intelektu. Łatwiejszy do wykorzystania jest Intelekt. Obecnie nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji naszych działań. Niektórzy z nas są świadomi środowiskowej ceny, jaką płacimy za nasze złe postępowanie, ale bardzo niewielu zdaje sobie sprawę, że jesteśmy połączeni nie tylko na poziomie biologicznym, ale także emocjonalnym i mentalnym, tak samo jak na poziomie fizycznym.

Tak jak złe traktowanie naszego fizycznego środowiska jest szkodliwe dla nas wszystkich, tak samo złe traktowanie naszego środowiska społecznego ma (co najmniej) równie szkodliwe konsekwencje. Teraz, kiedy ludzie są świadomi potrzeby ochrony środowiska fizycznego, nadszedł czas, aby uświadomić sobie potrzebę kultywowania pozytywnego środowiska społecznego. Tak jak zależni jesteśmy od siebie nawzajem w kwestii wody, którą pijemy i jedzenia, które spożywamy, tak samo jesteśmy zależni od siebie w kwestii słów, które wypowiadamy i myśli, które myślimy, a które z kolei wpływają na nasz stan psychiczny i emocjonalny.

Aby uświadomić sobie naszą współzależność społeczną, musimy zmienić całe nasze środowisko. Nie możemy oczekiwać, że ludzie będą myśleć, że troska jest dobra, gdy idole, których promują media są egocentryczni i promują tylko swój własny wizerunek. W szkole, na portalach społecznościowych i we wszystkich środkach masowego przekazu musimy promować wartości prospołeczne.

Jeśli nauczymy się cenić tych, którzy promują solidarność i wzajemne poszanowanie, nasze społeczności będą wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj. Chcemy ograniczyć przemoc z użyciem broni, narkomanię i choroby społeczne, ale zamiast leczyć społeczeństwo, tylko zwalczamy objawy. Możemy uzdrowić społeczeństwo poprzez zbliżenie ludzi do siebie, zamiast utrzymywać ich jako przypadkowy zbiór wyobcowanych i nieufnych jednostek. Jeśli będziemy nad tym pracować, nie będziemy musieli zajmować się każdym symptomem z osobna, ponieważ one znikną bez przyczyny, która je wywołuje.

Możemy zrobić to w tym roku, ale musimy zrozumieć, że nie mamy innego wyboru i musimy wspierać się wzajemnie w tym procesie. W przeciwnym razie może zabraknąć nam niezbędnej determinacji.

Źródło: https://bit.ly/3qHjVGt


Co naprawdę nadaje życiu sens

Wstajemy, zaczynamy dzień, przygotowujemy dzieci do szkoły, albo do pracy, jeśli jesteśmy samotni. Dzień mija w pośpiechu. Po wszystkim wracamy do domu wyczerpani i śpimy do następnego ranka, aby móc zacząć od nowa kolejny dzień. Czy to może być to, co nadaje życiu sens? Właśnie to zostało zbadane w niedawnym globalnym badaniu. 39% respondentów stwierdziło, że rodzina jest głównym źródłem sensu ich życia, w porównaniu do 2%, którzy znaleźli sens w wierze i duchowości.

Będziemy postrzegać nasze życie jako celowe wyłącznie dzięki naszym bliskim więziom międzyludzkim. Gdybyśmy ukształtowali oblicze społeczeństwa na wzór idealnej rodziny, uczynilibyśmy nasze życie lepszym, tworząc dla siebie dobrą, ciepłą i przyjazną atmosferę. Zbudowalibyśmy dobre środowisko, które ogarnia nas jak kochająca matka.

Według ostatnich badań przeprowadzonych przez Pew Research Center wśród 19 000 dorosłych w 17 rozwiniętych krajach świata, najważniejszymi czynnikami w życiu człowieka są rodzina, kariera i dobrobyt finansowy.

Nic dziwnego, że rodzina jest głównym źródłem zadowolenia. Rodzina odgrywa najważniejszą i bezpośrednią rolę w rozwoju człowieka, ponieważ jest najbliższym i najbardziej wpływowym kręgiem. Pozostałe kręgi również wpływają i wypełniają czas jakością, ale są bardziej odległe, mniej stabilne i mogą się zmieniać z dnia na dzień. Człowiek może zmienić pracę, przyjaciół czy miejsce rozrywki, ale nie rodzinę. Pomimo trudności, których czasem doświadcza, osoba ta jest zależna od rodziny i z nią związana. Dlatego właśnie jest ona tak ważna.

Im bardziej będziemy się ze sobą emocjonalnie łączyć, tym bardziej będziemy odczuwać siłę połączenia, najwyższą siłę natury, atrybut dawania i kochania, siłę dobrą i dobroczynną. Jeśli tylko przylgniemy do cech i intencji natury, odkryjemy sens życia, zarówno w cielesności, jak i duchowości dla pełnego spełnienia.

Po dwóch latach istnienia COVID-19 można było oczekiwać, że ludzie będą więcej pytać o sens życia, a co za tym idzie, będą bardziej zainteresowani duchowością. Ale w końcu ludzkość nie jest szczególnie zamyślona czy kontemplacyjna w stosunku do globalnej epidemii. Ludzie czują się raczej uciskani, ponieważ nie mogą swobodnie podróżować za granicę, muszą nosić maski, potrzebują dodatkowych szczepionek, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa, a także wielu innych uciążliwych ograniczeń.

Ogólnie jednak nauczyliśmy się żyć z tą plagą. Wkrótce ludzkość zapomni również o nowym wariancie, który wtargnął do naszego życia. Nasza ludzka natura jest skłonna dobrowolnie przyjmować przyjemności i rozkosze dla siebie i tylko dla siebie. Z dnia na dzień ta egoistyczna natura rośnie, staje się szorstka i gruba, tak wyrafinowana i przebiegła, że człowiek nie jest już pod wrażeniem niczego. Jesteśmy nieustannie bombardowani informacjami o wojnach, masowym głodzie, nowych odmianach wirusów, ale dopóki nie doświadczymy takiej rzeczywistości wszystkimi zmysłami, nie wierzymy, że to się dzieje i nie podejmujemy działań w kierunku zmiany.

Niemniej jednak nie mogę powiedzieć, że koronawirus nie wywarł na nas wpływu. Ujawnił nam, jak bardzo jesteśmy od siebie zależni, ponieważ jesteśmy małą globalną wioską. Ale w sieci komunikacji między nami, w naszych wewnętrznych uczuciach, pozostajemy obojętni i oderwani od siebie nawzajem. Tak więc w naturalny sposób egoizm będzie się umacniał, pojawi się więcej globalnych ciosów, aż zdamy sobie sprawę, że tylko wtedy, gdy będziemy czuć się jak jedna rodzina, we wzajemnej gwarancji, będziemy mogli się rozwijać.

Źródło: https://bit.ly/3qRu03M


Omikron? Najgorsze dopiero nadejdzie

Minął miesiąc od pojawienia się wirusa Omikron, nowego wariantu Covid. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) szczep rozprzestrzenia się „w tempie, którego nie widzieliśmy w żadnym poprzednim wariancie”. WHO ostrzega również, że chociaż „siedemdziesiąt siedem krajów zgłosiło przypadki Omikronu… w rzeczywistości Omikron występuje prawdopodobnie w większości krajów, nawet jeśli nie został jeszcze wykryty”.

Jednak fala Omikronu nie przedstawia nam niczego, czego nie pokazały nam poprzednie fale. Jedynym powodem tego, że jest tutaj, jest to, że nie byliśmy uważni w poprzednich falach, więc pojawiła się szybsza, bardziej niesforna forma. Im bardziej ignorujemy wiadomość, którą przekazuje nam wirus, tym bardziej szkodliwe będą następne szczepy i dołączą do nich inne klęski żywiołowe, aby dostarczyć nam wiadomość.

Myślimy o stworzeniu jako składającym się z odrębnych części, ale tak naprawdę te części tworzą jedną całość, organizm, którego organy działają w nierozdzielnej współzależności. Jedyną częścią stworzenia, nieświadomą tego „modus operandi”, jest ludzkość. W rezultacie zachowujemy się niezgodnie ze sposobem działania całego stworzenia, co stawia nas w sprzeczności z całą rzeczywistością. Dlatego czujemy, że natura jest wobec nas wroga i wojownicza. Gdybyśmy zachowywali się w zgodzie z resztą natury, czulibyśmy harmonię i spokój we wszystkim, co się dzieje.

Pandemie i inne klęski żywiołowe są konsekwencją naszej niezgodności z naturą. Jeśli poświęcimy trochę czasu i wysiłku naukowego na budowanie społeczeństwa opartego na wzajemności, które będzie odizolowane od reszty społeczeństwa, a którego członkowie będą się starać zbudować ciepłe relacje, będziemy mogli zobaczyć wpływ na zdrowie członków grupy.

Niestety, nie widzę, by ludzkość próbowała tego dokonać; jesteśmy po prostu zbyt samolubni, aby móc to zrobić. Niemal w każdym kraju dochodzi do protestów i nieufności między obywatelami a władzami. Nawet głowy państw, które nakłaniają ludzi do wykonywania poleceń, są przyłapywane na imprezowaniu bez masek i wymaganej odległości.

Niemniej jednak buntowniczy duch ludzi niekoniecznie jest negatywny, gdyż wskazuje na głębokie zmiany. Współcześni ludzie nie chcą już wykonywać żadnych rozkazów. Narkotyki, które były nielegalne zaledwie kilka lat temu, obecnie dozwolone są nawet w celach „rekreacyjnych”, a ludzie na ogół są bardziej zadziorni w stosunku do nakazów władz.

Z tych wszystkich powodów najgorsze dopiero nadejdzie. Moim zdaniem zbliżamy się do czasu, kiedy pojawi się tak brutalny wirus, który zmusi nas do pozostania w domu, uszczelnienia okien, przefiltrowania wpuszczanego powietrza, umycia mydłem jedzenia, które spożywamy, zanim go dotkniemy i (jakiegoś) oczyszczenia naszej wody pitnej.

W tej chwili duchowe połączenie, w którym wszyscy czujemy, że jesteśmy częścią jednego mechanizmu, wydaje się naciągane. Jednak to właśnie leży u podstaw natury. Dlatego też w miarę jak ciosy natury będą coraz częstsze i intensywniejsze, zwrócimy się do połączenia między nami jako jedynego ratunku. W takim momencie zgodzimy się nauczyć, jak tworzyć solidarność i jedność oraz jak zrobić miejsce dla innych w naszych sercach.

Zobaczymy, że gdy odwrócimy naszą naturę z otrzymywania na obdarzanie, odkryjemy piękno i radość z dawania. W takim stanie żadna pandemia nie będzie nas nękać. Co więcej, nauczymy się doceniać ego, które na swój krzywy sposób doprowadziło nas do ujawnienia dobra i przyjemności w stworzeniu. Jest tak, jak powiedzieli nasi mędrcy: „Jako że przewaga światła jest z ciemności”.

Źródło: https://bit.ly/3mePiGH


Sprawiedliwy protest rezydentów medycznych nie uzdrowi opieki medycznej

Problem daleko wykracza poza medycynę działającą niczym linia montażowa – tu pieniądze stanowią jedyną motywację i czas stworzyć społeczeństwo oparte na opiece.

Walka stażystów i lekarzy rezydentów o skrócenie absurdalnie długich zmian trwa już od ponad dekady. Podczas, gdy w pracy od nikogo nie oczekuje się zachowania jasności umysłu przez więcej niż osiem godzin, pensjonariusze i stażyści, którym powierzono ratowanie naszego życia i życia naszych bliskich, mają być w jakiś sposób skoncentrowani i czujni przez 26 godzin z rzędu. I to nie tylko raz, ale przez całe szkolenie, które zwykle trwa cztery lata lub więcej. Takie warunki pracy zapewniane wszystkim studentom medycyny, aż do uzyskania dyplomu lekarza są hańbą dla państwa i świadczą o poziomie naszej obojętności wobec siebie.

Wyżej opisane warunki pracy nie są niczym nowym ani nie dotyczą wyłącznie Izraela. Będąc synem dwójki lekarzy pamiętam, gdy miałem 5 lat oboje rodzice było nieobecnych przez wiele godzin. Pamiętam, jak moja mama gotowała jedzenie na dwa dni, wkładała je do pieca na bardzo niską temperaturę, żeby było letnie i wychodziła z domu na 36-godzinną zmianę w szpitalu. W wieku 5 lat, będąc jedyną osobą w domu, sam podawałem sobie obiad.

Niewątpliwie potrzebna jest tu poważna reforma, nie tylko dla rezydentów medycznych i stażystów, ale dla całego systemu. Chociaż nie możemy hamować usług medycznych, po prostu niesprawiedliwe jest żądanie pracy od lekarzy na tak długich zmianach, dodatkowo oczekując, że po tylu godzinach dobrze wykonają swoją pracę. Przecież dla nas jest bardzo ważne, aby dobrze wykonywali swoją pracę.

Kiedy mówię, że rozwiązanie musi być ogólnosystemowe, nie mam na myśli tylko systemu opieki zdrowotnej. Reforma musi objąć każdy aspekt naszego życia. Obecnie wszystko motywowane jest pieniędzmi. Jak mówi piosenka: „Pieniądze sprawiają, że świat się kręci”; dlatego nasz świat wygląda żałośnie.

Kraje wydają ogromne sumy pieniędzy na lekarstwa, ale spójrzcie dokąd to nas prowadzi. Na całym świecie, jedynym obszarem gdzie wydawane jest więcej pieniędzy podatników niż na medycynę, jest broń. Jednak pomimo gigantycznych budżetów, publiczna służba zdrowia tonie.

Znowu dotyczy to nie tylko opieki zdrowotnej. To samo zjawisko jest widoczne w edukacji, opiece społecznej i wszędzie indziej. Problem leży w naszej podstawowej motywacji. Zamiast pieniędzy musimy stworzyć społeczeństwo oparte na opiece.

Jeśli nie zainicjujemy procesu edukacyjnego, który uczy ludzi, jak bardzo jesteśmy współzależni, staniemy się dla siebie tak nieprzyjemni, że społeczeństwo ludzkie rozpadnie się, za co wszyscy zapłacimy kolosalną cenę. Jeśli poczujemy, że jesteśmy od siebie zależni, rozwiniemy troskę o siebie nawzajem. Nawet bez naturalnego pokrewieństwa, tj. między rodzeństwem, świadomość, że nasze dobro zależy od dobrostanu pozostałych, sprawi, że będziemy pracować dla ich dobra. A jeśli pracujemy dla dobra innych, jest to już dobra rozgrzewka, a stamtąd niedaleko do prawdziwej troski.

Mój student, który pracuje dla dużej organizacji opieki zdrowotnej w Izraelu, powiedział mi, że może poświęcić do 10 minut na jednego pacjenta. W ciągu tych 10 minut, nawet przy nowych pacjentach, musi poznać osobę, zdiagnozować problem i przepisać leki lub skierować na dalsze leczenie. To nie jest opieka zdrowotna; to linia montażowa. Dzieje się tak, gdy motywacją nie jest dobro innych, ale pieniądze i to charakteryzuje całe nasze społeczeństwo.

Źródło: https://bit.ly/30GBxZq


Dokumenty Pandory nie uczynią świata lepszym miejscem

Pandora Papers ujawnia między innymi, że Abdullah II, król Jordanii ukrył imperium nieruchomości warte ponad 100 milionów dolarów.

Kilka dni temu Międzynarodowe Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych (International Consortium of Investigative Journalists, ICIJ) opublikowało coś, co określiło jako „tsunami danych”. Prawie 3 terabajty „skarbnicy danych”, jak to ujęli autorzy, „ujawnia sekrety bogatych elit z ponad 200 różnych krajów i terytoriów. Są to osoby, które korzystają z możliwości zatajania faktów, jak również z potencjału tzw. rajów podatkowych i w ukryciu nabywają nieruchomości; wielu tym samym unika podatków i nie tylko. Wśród nich jest ponad 330 polityków i 130 miliarderów Forbesa, a także celebryci, fałszerze, handlarze narkotyków, członkowie rodzin królewskich i przywódcy grup religijnych z całego świata”.

Kiedy zrezygnujemy z zaspokajania siebie, zdamy sobie sprawę, że szczęścia nie można znaleźć w gromadzeniu bogactwa i posiadłości. Nic z tych rzeczy nie można ze sobą zabrać po śmierci, ponadto nigdy nie jesteś zadowolony z tego, co masz, ponieważ gdy już to masz, chcesz dwa razy więcej.

Cel ICIJ jest godny podziwu, podobnie jak jego wysiłki. Niestety, nawet takie sukcesy jak to ujawnienie nie uczynią świata lepszym miejscem.

Przy całej swojej wielkości, ta „skarbnica” jest kroplą w morzu pośród wszystkich nielegalnych przepływów pieniężnych jakie odbywają się na całym świecie. Dzisiaj, kiedy ego jest w amoku, nie wiadomo, co czai się pod powierzchnią.

Pragnienie posiadania jest najgorszym i najdzikszym wyrazem ego, ale taka jest ludzka natura i nie powinniśmy osądzać tych ludzi dopóki nie znajdziemy się na ich miejscu. Gdybyśmy mogli zgromadzić miliony dolarów bez wysiłku i bez możliwości ujawnienia tego, czy bylibyśmy w stanie oprzeć się takiej pokusie? A jeśli tak, to jak długo byśmy się opierali?

Pomimo swej materialnej manifestacji chciwość w rzeczywistości jest duchowym pragnieniem. Sprawia, że ​​chcesz coraz więcej i więcej, dopóki całkowicie z tego zrezygnujesz. Ale do tego czasu jest nienasycone. Nasi mędrcy pisali o tym w Midraszu (Kohelet Rabba): „Nie opuszcza się świata z połową swoich życzeń w ręku, bo ten, kto ma sto, chce dwieście; ten, kto ma dwieście, chce czterysta”. Tak więc chciwość, właśnie dlatego, że jest nienasycona, sprowadza na siebie swój własny koniec.

Kiedy zrezygnujemy z zaspokajania siebie, zdamy sobie sprawę, że szczęścia nie można znaleźć w gromadzeniu bogactw czy posiadłości. Nic z tych rzeczy nie można ze sobą zabrać po śmierci, ponadto nigdy nie jesteś zadowolony z tego, co masz, ponieważ gdy już to masz, chcesz dwa razy więcej.

Mimo to ludzkość musi przejść przez ten etap nadmiernej chciwości i żądzy władzy, a żadna „skarbnica danych” tego nie powstrzyma. Jedyną rzeczą, która zmieni świat na lepsze, jest uświadomienie sobie, że pogoń za bogactwem i władzą nie przynosi szczęścia, ale raczej większy głód: duchowy głód bogatych i fizyczny głód biednych, którzy są wykorzystywani.

Wygląda na to, że my ludzie mamy dużo do nauczenia się, zanim będziemy gotowi wejść na wyższy poziom rozwoju ludzkości.

Źródło: https://bit.ly/3jEG9Gd


Wpływ mediów na nas – przygnębiająca historia

Obszerna ankieta na temat depresji, opublikowana przez ośrodek badawczy Uniwersytetu Oksfordzkiego o nazwie Our World in Data pokazuje, że depresja jest bardzo skomplikowanym stanem. Według redaktorów ankiety „osoby z depresją doświadczają różnych objawów, o różnym stopniu nasilenia, w różnych momentach życia z epizodami trwającymi przez różny okres czasu”. Co gorsza, nawet osoby, u których nie zdiagnozowano depresji, cierpią na jej objawy. Co więcej, badanie wykazało, że depresja jest stanem parasolowym, który zawiera podtypy i że ogólnie więcej osób cierpi na depresję lub jej objawy niż tych, które nie cierpią.

Aby naprawdę zmienić media, musimy zmienić siebie. Musimy stworzyć alternatywne kanały edukacyjne, które poprzez zachęcanie do opieki i wzajemnej odpowiedzialności dadzą nadzieję oraz wzmocnią nasze społeczności.

Chociaż ankieta jest ważna, ponieważ ilustruje powszechność depresji, nie odpowiada, ani nawet nie próbuje odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: Dlaczego istnieje depresja?

Im bardziej rozwijamy się z pokolenia na pokolenie, tym lepiej poznajemy świat, w którym żyjemy i bardziej odczuwamy presję, jaką na nas wywiera. W rezultacie popadamy w depresję. Media, które ze swojej strony mogłyby przedstawić zrównoważony obraz świata, zamiast tego wolą pogłębiać naszą depresję podkreślając negatywność i przygnębienie panujące na świecie. Wykorzystując naszą słabość i wrażliwość, pogłębiają naszą depresję.

Złe wiadomości, stale podawane przez media, nie są jedynymi, które warto znać. Co więcej, jeśli wszystko, co prezentują, to złośliwość, przemoc i oszustwo, nie oferując żadnych rozwiązań tych społecznych dolegliwości, jaką nadzieję pozostawiają widzom? Uczą nas nienawiści, nieufności i izolowania się od innych. Czy to dziwne, że w takim stanie jesteśmy przygnębieni?

Media, poprzez wszystkie swoje kanały, są głównym wychowawcą ludzkości. Kształtują nas według własnego uznania, odpowiednio ukrywając przed nami lub pokazując nam to, co jest zgodne z ich interesem. Dlatego to, co dzieje się dzisiaj z ludzkością, jest przede wszystkim bezpośrednim wynikiem działań mediów.

Nie powinniśmy się łudzić. Wiadomości, które widzimy, historie, które czytamy i oglądamy, oraz informacje, które przenikają do naszych telefonów i komputerów są monitorowane i manipulowane, abyśmy czuli się nieszczęśliwi i bezradni. W ten sposób media mają nad nami coraz większą kontrolę i naprawdę tego chcą.

Kiedy jesteśmy przygnębieni, kupujemy więcej rzeczy, aby zrekompensować sobie obniżony nastrój. Kiedy mamy depresję, bierzemy leki, narkotyki i robimy rzeczy, które łagodzą przygnębienie. Te działania, które podejmujemy, przynoszą im dużo pieniędzy, dużo władzy i uzależniają nas od nich, a tego właśnie chcą.

Ludzie mogą być szczęśliwi tylko wtedy, gdy mają nadzieję. Jeśli wiedzą, że jutro będzie lepsze niż dziś, że ich dzieci będą miały lepsze, łatwiejsze, bogatsze, zdrowsze życie, wtedy mają powody do optymizmu i radości.

Niestety media odzwierciedlają naszą naturę, nasze egoistyczne usposobienie, jak napisano: „Skłonność serca człowieka jest zła od jego młodości” (Rdz 8:21). Dopóki jesteśmy niegodziwi od wewnątrz, nie będziemy tworzyć kanałów medialnych, które dają nam nadzieję.

Ponieważ jesteśmy zepsuci od wewnątrz, ponieważ chcemy władzy, pieniędzy i wszystkich rzeczy, o które obwiniamy media, to nawet gdybyśmy je zrujnowali i zamiast tego zbudowali nowe kanały medialne, w efekcie końcowym byłyby takie same jak te, które mamy dzisiaj. W końcu to nie ich wina, że ​​są tacy; odzwierciedlają tylko nasze wnętrze.

Aby naprawdę zmienić media, musimy zmienić siebie. Musimy stworzyć alternatywne kanały edukacyjne, które poprzez zachęcanie do opieki i wzajemnej odpowiedzialności dadzą nadzieję oraz wzmocnią nasze społeczności.

Jeśli będziemy wspierać symbiozę i solidarność w naszych społecznościach i miastach, będziemy w stanie zrównoważyć negatywny wpływ mediów i zmienić się od wewnątrz. Jeśli się zmienimy, media nie będą miały innego wyjścia, jak tylko pójść naszymi śladami. W końcu są zależni od naszych poglądów nie mniej niż my jesteśmy pod wpływem ich przekazów. Jeśli będziemy chcieli przyswajać pozytywne wiadomości, to takie nam pokażą, tylko takie będą wyświetlały się na naszych urządzeniach, a w efekcie cała rzeczywistość zmieni się na lepsze.

Źródło: https://bit.ly/3BRojqA


Jest wyjście z ponurego świata

Gdyby słowo mogło odzwierciedlać obecne uczucia ludzkości, byłaby to „niepewność”. Cały świat traci kierunek, ludzie żyją nie widząc przed sobą jasnej przyszłości. Nie wiedzą, co będzie dalej – jutro, w najbliższych miesiącach, za rok. Od nowych wariantów koronawirusa po ekstremalne warunki pogodowe, wszystko staje się coraz bardziej nieprzewidywalne.

Na drodze przemiany od miłości do siebie, do miłości do innych, nasz obraz rzeczywistości zostaje zmieniony. Nasze zmysły zostają odnowione, umysł i serce zmieniają kierunek od wewnątrz – odsłania się nam przeciwny świat. Nagle postrzegamy wyższy, szerszy świat w doskonałym połączeniu z siłą, która kontroluje i równoważy wszystko w naturze, i dzięki temu osiągamy życie pełne sensu i wieczne spełnienie.

Choć wydaje się to ponure, za tym zamieszaniem kryje się dobra intencja natury, aby otworzyć nam oczy i żebyśmy zobaczyli, że nasze niekończące się poszukiwanie materialnych osiągnięć jest bezsensowne, daremne, i że nadszedł czas, aby dążyć do wyższego i trwałego spełnienia w życiu.

Niepewność widoczna jest w każdej dziedzinie: w przywódcach krajów, w naszych miejscach pracy, w gospodarce, społeczeństwie, w naszych rodzinach. Dotarliśmy do ślepego zaułka. Istnieje poczucie bezradności i rozpaczy, i nikt tak naprawdę nie zna właściwej drogi naprzód.

Nie wiemy, co zaoferować naszym dzieciom. Młodym ludziom brakuje dobrego przykładu do naśladowania, a zawody, które wcześniej wybierali, mogą wkrótce stać się nieistotne w dzisiejszej, szybko zmieniającej się rzeczywistości. W każdym razie nie mają ochoty spędzać wielu lat na studiach, kiedy nic tak naprawdę nie jawi się na horyzoncie.

Jeśli ich rodzice byli zmuszani do wielogodzinnej pracy, aby prosperować, to dzieci nie chcą już żyć w ten sposób. Wydaje się, że nauczyli się tej lekcji i zdają sobie sprawę, że całe to nieustanne dążenie do marnowania energii tylko po to, by poczuć się pustym, nie ma sensu.

Wielu młodych ludzi przestało gonić za wielkimi osiągnięciami, a zamiast tego chcą się jakoś prześlizgnąć przez życie podłączeni do gadżetów i odcięci od otoczenia.

Generalnie zanikają impulsy do rozwoju, które mieliśmy w przeszłości. Zaczęliśmy rozumieć, że nie ma dokąd pójść, nie ma pragnienia, by iść naprzód, brakuje motywującej siły. To jest źródło naszej rozpaczy, depresji i bezradności. Dopóki ludzie nie zaczną szukać sensu życia, wyrażenia takie jak „wolę być martwy niż żywy” będą coraz częściej wypowiadane.

Bez jasnej przyszłości i celu człowiek nie ma siły do ​​życia. Ten trend, w większym lub mniejszym stopniu obserwujemy na całym świecie, w zależności od natury ludzi lub warunków życia w poszczególnych krajach. Ale z pewnością jest to zjawisko globalne.

To pierwszy raz w historii, kiedy wszyscy po prostu nie wiedzą, co się dzieje. Istnieje ogólne uczucie szoku. Nie mamy pojęcia, jak kontrolować to, co się dzieje, jak prowadzić lub być prowadzonym. Maleje znaczenie ludzkiego, naukowego, technologicznego i ekonomicznego rozwoju osiąganego przez pokolenia, ponieważ teraz kwestionujemy, czy wszystko, co do tej pory zbudowaliśmy, ma prawdziwą wartość, taką która może dać nam szczęście.

Celowo osiągnęliśmy ten punkt krytyczny. Taki stan rozpaczy ujawnia się, abyśmy zdali sobie sprawę, że nie możemy wyjść z tego labiryntu o własnych siłach. Ta sytuacja pokazuje nam, w jakim wyobcowaniu żyjemy. Gdybyśmy nie byli tak spolaryzowani i podzieleni, nie czulibyśmy się tak samotni, niepewni i niespokojni. Bylibyśmy znacznie bardziej odporni, pewni siebie i pełni nadziei na przyszłość.

Dlatego to, co postrzegamy jako ogólny kryzys i zło, w rzeczywistości jest działaniem natury – siły wyższej, która jest samym dobrem – popycha nas do przodu, aby naprawić naszą egoistyczną naturę i szkodliwe relacje z innymi, będące podstawową przyczyną wszystkich naszych kłopotów.

Dzisiaj nie będziemy już w stanie skutecznie kierować naszym życiem ani przetrwać bez odpowiedniej metody pomagającej tworzyć połączenia. Ta metoda uczy nas, że prawdziwego sensu naszego życia nie można znaleźć na tym świecie, w krótkotrwałej materii ziemskiej, a jedynie ponad nią. Tylko jednocząc się i budując społeczeństwo oparte na miłości do innych i na wzajemnej trosce będziemy mogli osiągnąć tak wzniosły stan. Dzięki temu będziemy mogli stworzyć najbardziej żyzny grunt dla satysfakcjonującej egzystencji.

Podczas przemiany z miłości do siebie w miłość do innych, nasz obraz rzeczywistości zostaje zmieniony. Nasze zmysły zostają odnowione, umysł i serce zmieniają kierunek z od wewnątrz i odsłania się nam przeciwny świat. Nagle postrzegamy wyższy, szerszy świat w doskonałym połączeniu z siłą, która kontroluje i równoważy wszystko w naturze i dzięki temu osiągamy życie pełne sensu i wieczne spełnienie.

Źródło: https://bit.ly/3hbnAIJ