Artykuły z kategorii Nowe publikacje

Nowe spojrzenie na ewolucję

Przez wiele dziesięcioleci uczono nas, że ewolucja jest przypadkowa, że mutacje po prostu się zdarzają i te, które najbardziej przyczyniają się do przetrwania gatunku, pozostają, podczas gdy inne znikają. Ale nauka stopniowo przyznaje, że ewolucja nie jest przypadkowa, lecz ukierunkowana.

Dla przykładu, naukowcy w jednym z badań, które koncentrowały się na małym, kwitnącym chwaście zwanym rzeżuchą talerzową, stwierdzili: „Okazuje się, że mutacja jest bardzo nieprzypadkowa i to nieprzypadkowa w sposób, który przynosi korzyści roślinie. To zupełnie nowy sposób myślenia o mutacji” – podsumowują.

Inne badanie, w którym badano mutację hemoglobiny chroniącą przed malarią, wykazało, że pojawia się ona częściej u ludzi z Afryki, gdzie malaria jest powszechna, niż u ludzi z Europy, gdzie występuje rzadko. „Mutacje przeciwstawiają się tradycyjnemu myśleniu” – powiedział główny badacz. „Wyniki sugerują, że złożone informacje, które są gromadzone w genomie … wpływają na mutacje, a zatem specyficzne dla mutacji wskaźniki powstawania mogą odpowiadać … na określone presje środowiskowe”.

Jeśli spojrzymy jeszcze głębiej niż na pozorne zjawiska, zauważymy, że środowisko również ewoluuje w określonym kierunku: w kierunku rosnącej integracji. Ewoluujemy w kierunku stanu, który już istnieje, choć go nie dostrzegamy. Jest to stan, w którym gatunki są oddzielone od siebie, ale w harmonii z całym stworzeniem.

Ziemia jest zrównoważonym systemem. Jego części są w doskonałej harmonii między sobą, co gwarantuje przetrwanie ziemskich roślin i zwierząt. Na pierwszy rzut oka, nie powinno być ewolucji. Jeśli wszystko jest doskonałe i harmonijne, to nie powinno być żadnych zmian w gatunkach.

Powodem, dla którego ewolucja wciąż zachodzi, pomimo równowagi pomiędzy wszystkimi stworzeniami, jest to, że w każdym stworzeniu kryje się pragnienie ciągłego ulepszania swojego stanu osobistego. Im bardziej rozwinięte jest stworzenie, tym bardziej intensywne jest jego pragnienie. W ludzkości to pragnienie przejawia się jako egoizm i narcyzm, jako pragnienie kontroli, bycia lepszym, nawet boskim. W królestwie zwierząt i roślin wyraża się ono w nieustannym wysiłku wzmacniania się przeciwko swoim naturalnym wrogom, ale nie w pragnieniu dominacji i kontroli. Dlatego na każdym poziomie, oprócz poziomu ludzkiego, równowaga pozostaje, choć jest dynamiczna i ewoluuje.

W ludzkości główna „ewolucja” dotyczy naszej percepcji, a nie naszych ciał, chociaż zmiany fizyczne również w nas zachodzą. W miarę jak nasze rozumienie świata ewoluuje, nasze postrzeganie rzeczywistości zmienia się i staje się bardziej zgodne z wzajemnie połączonym światem wokół nas.

Ponieważ natura jest całkowicie zintegrowana, a wszystkie jej części są ze sobą nierozerwalnie splecione, społeczeństwo ludzkie również staje się coraz bardziej połączone i współzależne. W związku z tym na przestrzeni wieków osady rozrastały się od koczowniczych klanów do osiedli miejskich, miasteczek, państw i imperiów.

Wraz ze wzrostem wielkości osiedli, staliśmy się coraz bardziej współzależni ekonomicznie, w dostarczaniu żywności, edukacji i w każdym innym aspekcie naszego życia. Obecnie cały świat stał się połączony do tego stopnia, że nawet całe kraje, w tym supermocarstwa takie jak Chiny czy Rosja, nie są w stanie utrzymać się same. Globalizacja sprawiła, że cały świat stał się jedną wioską, której mieszkańcy niechętnie akceptują swoich sąsiadów i nieustannie ścierają się ze sobą.

Rozwój społeczeństwa ludzkiego w kierunku coraz większej integracji nie jest przypadkowy. Ponieważ żyjemy w zintegrowanym wszechświecie, gdzie wszystko jest ze sobą połączone i współzależne, my również rozwijamy się w tym samym kierunku. Właśnie dlatego, pomimo wszystkich naszych wysiłków, aby przewyższyć innych, w końcu nadal jesteśmy zależni od wszystkich innych, a żaden kraj nie może utrzymać swojej przewagi w nieskończoność. Wbrew naszej woli, jesteśmy wciągani do współpracy.

Ale nasza ewolucja w kierunku współzależnego społeczeństwa ma cel wyższy niż samo społeczeństwo. Ma ona na celu ukazanie nam współzależności całego stworzenia, że wszystko jest harmonijne i wszystkie elementy stworzenia uzupełniają się wzajemnie. Ostatecznym wynikiem naszej ewolucji jest pełna świadomość wszechświata, w którym istniejemy, na wszystkich jego poziomach: fizycznym, mentalnym i duchowym.

Jeśli dobrowolnie skierujemy się w stronę spójności i współpracy, szybciej i mniej boleśnie zbliżymy się do ostatecznego celu. To jest jak płynięcie z prądem, w przeciwieństwie do prób płynięcia pod prąd, jak to się teraz dzieje. Jest to beznadziejne i bolesne.

Brzeg, który czeka na nas w dole strumienia jest pogodny i spokojny. Jeśli popłyniemy w jego kierunku, dobrowolnie zwiększając naszą współpracę i wzajemną troskę, dotrzemy do tego przyjaznego brzegu łatwo, szybko i przyjemnie. Jeśli będziemy się opierać, to i tak tam dotrzemy, bo nie możemy płynąć w górę rzeki, ale dotrzemy tam dopiero wtedy, gdy będziemy wyczerpani, pokonani i udręczeni.

Źródło: https://bit.ly/3JuXvA4


Żyć, czy nie żyć – oto jest pytanie

„Być albo nie być – oto jest pytanie” – myślał książę Hamlet w tak zwanej „scenie klasztornej” w sztuce Williama Szekspira Hamlet. Każdego roku na całym świecie około 800 000 ludzi odpowiada na to pytanie negatywnie i odbiera sobie życie. Co gorsza, samobójstwo jest jedną z głównych przyczyn śmierci wśród młodych ludzi. Dlaczego ludzie, zwłaszcza młodzi, odbierają sobie życie? Czy można wzmocnić ich chęć do życia?

Autorzy Talmudu napisali: „Przez dwa i pół roku dom Szammai i dom Hillela spierały się. Jedna strona mówiła: ‘Dla człowieka lepszym jest się nie urodzić niż się urodzić’, a druga strona mówiła: ‘Dla człowieka lepszym jest się urodzić, niż się nie urodzić’. I doszli do wniosku, że dla człowieka lepiej jest się nie narodzić się niż się narodzić, ale teraz, kiedy się narodził, niech się przyjrzy swoim czynom” (Eruvin 13b). Rzeczywiście, gdyby jakiś obcy wylądował na Ziemi i spojrzał na nas, powiedziałby prawdopodobnie: „Żałośni ludzie wpadają na siebie, wyśmiewają się i poniżają nawzajem, i robią wszystko, aby zrujnować sobie życie. Nic dziwnego, że są tak przygnębieni. Dlaczego natura stworzyła takie nędzne istoty?”.

Samobójstwo jest skrajną konsekwencją serii problemów, które trapią ludzi do tego stopnia, że postanawiają skończyć z tym wszystkim. Ale nawet zanim te problemy staną się zbyt trudne do zniesienia, zmuszają nas do zadania sobie pytania o sens życia. W końcu, jeśli życie polega tylko na przetrwaniu drogi przez mękę, to rzeczywiście lepiej się nie urodzić niż urodzić.

Rzecz w tym, że kiedy zaczynamy zadawać pytania dotyczące życia, lub jak pisali mędrcy „przyglądać się naszym czynom”, zaczynamy wzrastać. Ból prowadzi do rozwoju duchowego, który przenosi nas w sfery, o których istnieniu nie śnilibyśmy, i nie szukalibyśmy ich, gdyby nie zmusił nas do tego ból.

Klucz do tych nowych obszarów leży w rozwijaniu pozytywnych więzi między ludźmi, w wychodzeniu z mentalności alienacji i narcyzmu, którą tak pobożnie pielęgnowaliśmy do tej pory, aby teraz odkryć, że kiedy współczujemy innym, raczej zyskujemy niż tracimy. Zdobywamy nowe perspektywy i nowe pomysły, nową mądrość i wiedzę, a także nowych przyjaciół. Zmieniając nasze nastawienie do innych, zmieniamy nasz świat.

Co więcej, wybierając, z kim się wiążemy, kształtujemy i przekształcamy nasz świat z każdą nową znajomością. W ten sposób żaden świat nie jest zbyt surowy, aby w nim żyć, ponieważ zawsze możemy zmienić ludzi, z którymi się łączymy, a tym samym zmienić nasz świat. Nie ma też końca głębi i wiedzy, którą możemy zdobyć, ponieważ zawsze jest więcej połączeń do nawiązania niż możemy stworzyć w ciągu całego naszego życia.

A co najlepsze, kiedy łączymy się z innymi ludźmi, dostrajamy się do otaczającej nas rzeczywistości, która już jest połączona i działałaby w doskonałej harmonii, gdybyśmy my, ludzie, jej nie zaburzyli. Im bardziej rozwijamy pozytywne więzi, których celem jest wspieranie i pielęgnowanie, a nie przygnębienie i uciskanie siebie nawzajem, tym bardziej poszerzamy nasze postrzeganie rzeczywistości. Odkrywamy, że rzeczywistość, którą znaliśmy do tej pory, była tylko „korytarzem” do głębszej i bardziej ekspansywnej percepcji.

Jeśli chcemy, aby ludzie nie odbierali sobie życia, musimy dać im powód do życia. Kiedy ludzie zrozumieją, po co jest życie, będą mieli cel, aby przejść przez życiowe próby i trudności. Jak napisał Nietzsche: „Ten, kto ma dla czego żyć, przetrwa w każdych warunkach”.

Dlatego naszym zadaniem dzisiaj jest przekształcenie naszych połączeń, aby przekształcić nasz świat. Świat odzwierciedla nasz stosunek do innych. Jeśli wspólnie zmienimy nasze nastawienie do innych z obraźliwego i agresywnego na troskliwe i opiekuńcze, życie nas wszystkich również się zmieni, z przegranej bitwy na gładką i przyjemną jazdę. To naprawdę zależy od nas.

Źródło: https://bit.ly/34xIbE0


O różnicy między jednością a pokazem jedności


26 stycznia przywódcy żydowscy spotkali się pod patronatem Konferencji Przewodniczących Głównych Amerykańskich Organizacji Żydowskich, aby dyskutować o jedności w obliczu antysemityzmu. Spotkanie odbyło się na dzień przed Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Mówcy podkreślili, że „społeczność powinna się zjednoczyć i przejść do ofensywy przeciwko antysemitom w całym spektrum politycznym”. Były członek administracji Obamy, specjalny wysłannik do monitorowania i zwalczania antysemityzmu,Ira Forman, powiedział: „Jeśli krytykujemy antysemityzm tylko ze strony naszych przeciwników politycznych, a nie ludzi z naszej własnej partii, naszej własnej ideologii, to tak naprawdę nie zajmujemy się antysemityzmem. …Po prostu używamy platformy antysemityzmu do prowadzenia wojny z naszymi przeciwnikami politycznymi, jednymi z lewicy, wliczając mnie, drugimi z prawicy – wystarczająco już zadziałali i musimy z tym skończyć”.

Jedność ma wielką moc. W związku z tym, to spotkanie mogło być potężnym pokazem siły. Mogło pokazać, że w obliczu nienawiści – Żydzi – mogą się zjednoczyć, co w znacznym stopniu przyczyniłoby się do złagodzenia antysemityzmu.

Niestety, istnieje duża różnica między pragnieniem jedności a chęcią pokazania jedności. To drugie nie zawiera w sobie żadnej siły, wygląda śmiesznie i wzbudza pogardę. To pierwsze jest tym, czego nie mamy a naprawdę potrzebujemy, a żydowscy przywódcy na całym świecie nie dążą do osiągnięcia tego stanu. Ich celem, jak się wydaje, są wpływy i możliwości. Właśnie dlatego nic nie wyniknie z tego spotkania.

Jedność jest kluczem do złagodzenia antysemityzmu. Jest to również klucz do sukcesu lub porażki naszego narodu. Jak już wielokrotnie wykazywałem w esejach, artykułach i kilku książkach, jedność jest fundamentem naszego narodu. Kiedy jesteśmy zjednoczeni, świat nas wita; kiedy jesteśmy rozłączeni, świat nami gardzi i zagraża nam niebezpieczeństwo.

Zjednoczenie w celu walki z antysemityzmem zadziałałoby, gdybyśmy użyli go jako pierwszego kroku w kierunku prawdziwej jedności, jedności serca. Gdybyśmy przeszli od jedności wywołanej strachem do jedności, w której zależy nam na sobie nawzajem, w której czujemy się za siebie odpowiedzialni – kibicowałbym temu. Ale „jedność” żydowskich przywódców jest tylko przykrywką. Kryje się za nią ten sam podział, ta sama nienawiść między stronami i brak prawdziwego wysiłku, by stworzyć ponad nią most porozumienia. Jestem przekonany, że jedynym celem tej konferencji jest zebranie pieniędzy dla organizacji, które są gospodarzami i zwiększenie ich wpływów w społeczności i w polityce.

Jeśli taki jest cel, to rezultat będzie odwrotny do jedności; doprowadzi to do większego podziału między nami i do większego szyderstwa ze strony świata. Czas pokaże, ale nie mam większych wątpliwości co do moich wniosków i niewiele nadziei, że mogę się mylić.

Źródło: https://bit.ly/3uO7qMO


Niezgodne fałszywe bębny wojny

Podczas, gdy świat czeka z zapartym tchem na to, czy Rosja dokona inwazji na Ukrainę, gdy tysiące amerykańskich żołnierzy jest w stanie podwyższonej gotowości do inwazji na Europę Wschodnią, a NATO ogłasza, że wyśle więcej statków i myśliwców na Ukrainę, by wzmocnić kraje bałtyckie, jestem przekonany, że nie stoimy na krawędzi wojny światowej.

Pomimo gwałtownych wiatrów, nie sądzę, aby Europa znalazła się na krawędzi wojny. Nawet jeśli tu i ówdzie spadnie kilka pocisków, obecny kryzys zostanie ostatecznie rozwiązany na drodze dyplomatycznej, a nie militarnej. Zostanie podpisane dobre porozumienie dla wszystkich zaangażowanych krajów: Rosji, Ukrainy i oczywiście USA, które zawsze wychodzą silniejsze i odnoszą większe sukcesy.

Rosji nie opłaca się najazd na Ukrainę, ponieważ taki ruch może doprowadzić do wojny, którą Rosjanie bez wątpienia przegrają. Zapewne odniosą sukces military tu i tam, nawet jeśli ich armia nie będzie tak silna jak w przeszłości, ale finansowo stracą. Gospodarka Rosji i tak jest słaba, a życie tam jest trudne. Wojna tylko by ich zmiażdżyła.

W dzisiejszym, nowoczesnym świecie nie warto już walczyć. O co chodzi? Więcej pieniędzy i zasobów naturalnych? Przecież inwestycja w konflikt jest większa niż zysk, nie mówiąc już o późniejszym udziale, który będzie kosztował fortunę. W dzisiejszych czasach korzystniej jest nawiązać współpracę gospodarczą, tak jak zapoczątkowała ją Unia Europejska – ułożyć stosunki przemysłowe i kulturalne, zaangażować się w działalność gospodarczą i handel, a dzięki temu wszystkie kraje przystępujące do sojuszu będą czerpać korzyści ze wspólnych interesów.

Co zatem umożliwi Rosji zdobycie większego terytorium i panowanie nad nim? Przecież ma ogromne zbędne terytoria rozciągające się od Wołgi po Daleki Wschód, gdzie prawie nie ma mieszkańców. Wynika z tego, że posunięcie Rosjan wynika nie z praktycznego myślenia, ale z prywatnego przymusu, z potrzeby podboju i poczucia: „To jest nasze!”. Rosja lubi pokazywać światu, że jest silnym krajem. Ta rosyjska duma jest dobrze znana, jest cechą charakterystyczną, która może zachęcić ją do chodzenia boso, jedzenia żwiru, o ile zdobędzie szacunek i sympatię.

Co więcej, Ukraińcy są silni, pełni pretensji do Rosjan, co daje im siłę, by się im przeciwstawić. Skoro tak jest, to skąd biorą się wiatry wojny? Przede wszystkim z mediów, które czerpią zyski z podgrzewania. Po drugie, od ludzi, których zadaniem jest podsycanie wojny. Opiniotwórcy i analitycy polityczni wiedzą, że konflikt jest ich sztuką i wiedzą, jak zwerbować w swoje szeregi niezadowoloną z istniejącego stanu mniejszość, by o każdej porze wzniecić wrzawę. Po trzecie, to politycy, w przypadku eskalacji lub prawdziwej wojny, liczą na podniesienie swojego prestiżu w oczach społeczeństwa. Możliwość wybuchu wojny jest na ustach wszystkich, podczas gdy według ostatnich sondaży poparcie dla prezydenta USA Joe Bidena wciąż spada. Aż 72% Amerykanów uważa, że ich kraj zmierza w „złym kierunku”, ujawnił sondaż NBC sprzed kilku dni.

Pomimo gwałtownych wiatrów, nie sądzę, by Europa stała na krawędzi wojny. Nawet jeśli tu i ówdzie spadnie kilka pocisków, obecny kryzys zostanie ostatecznie rozwiązany dyplomatycznie, a nie militarnie. Zostanie podpisane dobre porozumienie dla wszystkich zaangażowanych krajów: Rosji, Ukrainy i oczywiście Stanów Zjednoczonych, które zawsze wychodzą silniejsze i odnoszą większe sukcesy.

To dobrze, że Izrael jest poza bałaganem rosyjsko-ukraińskim. Kraje, które nie wchodzą w konflikty, tworzą solidne i prawidłowe podstawy dla lepszego istnienia, zwłaszcza Izrael, którego rolą jest bycie pionierem nowego, bardziej zrównoważonego i stabilnego świata.

My, Żydzi, którzy z daleka obserwujemy to, co się tam dzieje, musimy zaangażować się w rozwiązywanie wojen między nami, naprawianie relacji w naszym narodzie, abyśmy mogli dać przykład prawdziwego i jakościowego serdecznego związku z wielkiego pragnienia grania na bębnach pokoju. To jest istota i mandat dla narodu izraelskiego do realizacji, aby stać się „światłem dla narodów” dla dobra wszystkich narodów na świecie.

Źródło: https://bit.ly/3gywKOv


Dokąd prowadzi nas fundamentalizm


 Ludzi przyciągają silne jednostki, ponieważ w każdym z nas jest dziecko, które szuka schronienia i poczucia przynależności. Fundamentaliści rozumieją to bardzo dobrze i umiejętnie z tego faktu korzystają. Stając się coraz bardziej brutalnymi, wydają się bardziej potężni, co zwiększa ich atrakcyjność. W ten sposób udaje im się przyłączać do swoich szeregów nowych rekrutów.

W krajach zachodnich fundamentalistyczni islamiści znajdują podatny grunt do gromadzenia zwolenników, ponieważ ludzie nie mają kierunku, ducha ani celu w życiu. To sprawia, że łatwo jest im przekonać ich do swoich idei. Oferując członkostwo w potężnym klubie, a nawet w Bogu, dają im poczucie sensu i celu oraz sprawiają, że czują jak ich życie nabiera wartości. Tak dzieje się nie tylko w Europie i Stanach Zjednoczonych, ale także w Rosji, Indiach, a nawet w Chinach.

Dokąd nas to zaprowadzi? Po pierwsze, do krwawych konfliktów. W końcu obnaży pustkę, która kryje się za obietnicami radykalnych dogmatów religijnych.

Kiedy fundamentalizm obnaży swoją daremność, ludzie odkryją prawdziwe znaczenie terminu religia. W „Pismach ostatniego pokolenia” Baal HaSulam pisze: „Religijna forma wszystkich narodów powinna najpierw zobowiązywać ich członków do wzajemnego obdarowywania się (…) jak w 'Kochaj bliźniego swego jak siebie samego’. …To będzie zbiorowa religia wszystkich narodów.”

Rodzi się pytanie co stanie się z naszymi tradycyjnymi religiami? Baal HaSulam kontynuuje i pisze, że oprócz przestrzegania zasady kochania innych jak siebie samego, „każdy naród może wyznawać swoją własną religię i tradycję, a jedna nie może ingerować w drugą.” Innymi słowy, tak długo jak troszczymy się o siebie nawzajem, każdy z nas będzie żył zgodnie z własnym sposobem i tradycją, a nasze różne sposoby życia nie zakłócą harmonii i zjednoczenia, które osiągniemy rozwinąwszy miłość do siebie nawzajem.

Opisany proces ewolucyjny nie jest tylko dla kilku z nas; jest to przyszłość ludzkości. Wszyscy jesteśmy przeznaczeni do osiągnięcia jedności i wzajemnej troski poprzez przestrzeganie prawa miłowania innych jak siebie samych. Takie jest znaczenie starożytnego proroctwa: „I popłyną do niego wszystkie narody” (Izajasza 2:2).

Abraham Patriarcha, babiloński pionier, który przekazał ludzkości wiadomość o naszej wspólnej jedności, był pierwszym nauczycielem. Nauczał, jak zjednoczyć się w oparciu o miłosierdzie i dobroć. Jego potomstwo, Izaak, Jakub, Józef i tak dalej, szlifowało i dostosowywało metodę łączenia do swoich czasów. Mojżesz uczynił to samo ze swoją księgą praw, którą nazywamy Torą, podobnie uczynił rabin Szimon Bar Jochaj z Księgą Zohar.

Teraz i my musimy znaleźć sposób, aby zastosować prawo miłości bliźniego do naszych czasów. Szczególnie dzisiaj, kiedy nienawiść i zaabsorbowanie własną osobą niszczą ludzką cywilizację, nadszedł czas, aby wznieść się ponad nasze małe ja i znaleźć wspólną jedność, która łączy i jest na wyższym poziomie ponad nami. Tylko w tej wyższej sferze znajdziemy sposób, aby uczynić nasz świat możliwym do zamieszkania, a nasze wspólne życie przyjemnym, bezpiecznym i dającym prawdziwe poczucie przynależności.

Źródło: https://bit.ly/33djvQs


Uczony, który znał wielkość Baal HaSulama

Spośród wszystkich ludzi, którzy nie byli jego uczniami, i z bardzo nielicznymi wyjątkami, nikt nie pisał z większym podziwem i uznaniem o dziele Baal HaSulama niż zmarły w zeszłym tygodniu Prof. Eliezer Schweid. Raw Jehuda Ashlag stał się znany jako Baal HaSulam dzięki swojemu komentarzowi Sulam do Księgi Zohar. Schweid, laureat Nagrody Izraela w dziedzinie myśli żydowskiej, dostrzegł wielkość ducha kryjącą się za niepozorną, pochyloną postacią, która poświęciła całe swoje życie próbie uratowania narodu żydowskiego i reszty świata przed nadchodzącymi katastrofami, które, jak przewidywał, ludzie sprowadzą na siebie przez nienawiść i pychę.

Raw Jehuda Ashlag, Baal HaSulam, był jednym z największych żydowskich myślicieli swoich czasów. Poszukiwanie prawdy – niepodważalnej – było misją jego życia, jego celem, i drogą do osiągnięcia celu jego życia. Wydaje się, że z tego właśnie powodu znali go nieliczni.

„To nie trudności w zrozumieniu jego słów sprawiły, że pozostał nieznany. Wręcz przeciwnie, Baal HaSulam miał rzadki dar rozszyfrowywania tajemnic i wyjaśniania głębokich spraw. Jego słowa są krystalicznie czyste, do tego stopnia, że każdy czytelnik osiąga dzięki nim prawdę, którą on ukazuje, dostrzegając, jak odnosi się ona do jego życiowych doświadczeń.

„Jako myśliciel z misją, Raw Aszlag dążył do tego, by stać się znanym, po to by przynieść światu zbawienie, ale przemawiał sam – Żyd wśród swojego uciskanego, prześladowanego i cierpiącego ludu – razem z nim w udręczeniu i razem w oczekiwaniu zbawienia. Zwrócił się do swoich ludzi bezpośrednio, do jednostki, niezależnie od ich położenia społecznego, poza partiami i bez ich pośrednictwa, bez poparcia przez żaden ruch, ani szkołę. To dlatego nie stała za nim żadna grupa społeczna czy instytucja. To była cena, jaką Baal HaSulam zapłacił za swoją prawość, otwartość, wolność myśli i odwagę ducha.

Jednakże, właśnie z powodu tych wszystkich cnót, jego słowa nie zostały zniewolone krótkowzrocznością przemijających ideologii i są tak samo trafne i przekonujące dzisiaj, jak były wtedy, a może nawet bardziej, ponieważ wiele z tego, co przewidywał, spełniło się. Jego wyjaśnienia są nadal aktualne jako narzędzie do radzenia sobie z wyzwaniami przyszłości ludzkości, narodu żydowskiego i państwa Izrael.”

I pozwolę sobie dodać: Obyśmy dosięgli przywileju poznania w pełni nauk Baal HaSulama.

Źródło: https://bit.ly/3JcwuRD


Opioidy – ucieczka od bezsensu

Według danych opublikowanych w CDS przez Narodowe Centrum Statystyki Zdrowia (National Center for Health Statistics), w ubiegłym roku nastąpił prawie 30-procentowy wzrost w zgonach spowodowanych przedawkowaniem narkotyków, z czego 75 procent przypisano opioidom. Według danych, tylko w ubiegłym roku, zgony z powodu przedawkowania opioidów wzrosły o prawie 40 procent.

Te alarmujące statystyki są zdecydowanie najgorsze spośród wszystkich krajów, ale Stany Zjednoczone nie są osamotnione w swoim kryzysie opioidowym. Mniej więcej w tym samym okresie w Izraelu gwałtownie wzrosło zażywanie opioidów przez nastolatków, czemu towarzyszył wzrost liczby telefonów do centrów pomocy emocjonalnej.

Zarówno w USA, jak i w Izraelu problemem nie jest samo zażywanie opioidów, ale poczucie bezcelowości, które popycha młodych dorosłych i nastolatków do prób ucieczki od rzeczywistości. Dziś, kiedy ludzie materialnie mają wszystko czego im trzeba, pytania o sens i znaczenie egzystencji stają się coraz bardziej przejmujące.

Dotyczy to nie tylko nastolatków i młodych dorosłych, ale także ich rodziców. W gruncie rzeczy częścią powodu, dla którego nastolatki nie potrafią odpowiedzieć sobie na pytanie o sens życia, jest to, że ich rodzice również nie znają odpowiedzi i są tak samo zagubieni. Ponieważ rodzice nie potrafią udzielić odpowiedzi, dzieci pozostają sfrustrowane.

Nadużywanie opioidów jest tylko jednym z aspektów problemu. Prawdę mówiąc, wszędzie, gdzie się spojrzy, ludzie są nieszczęśliwi, przygnębieni, źli i sfrustrowani. To dlatego tak wielu z nich w poszukiwaniu sensu życia popada w skrajności: fundamentalizm religijny, sporty ekstremalne, przemoc i nadużywanie substancji.

Rozwiązanie nie leży zatem w wybiórczym podejściu do przedawkowania opioidów. Potrzebny jest kompleksowy system, który informuje ludzi o zmieniającej się rzeczywistości i uczy ich, jak sobie z nią radzić.

System ten musi zacząć oddziaływać na człowieka we wczesnym dzieciństwie i trwać aż do dorosłości. Ludzie powinni być umieszczani w kręgach społecznych, które zapewnią im wsparcie społeczne, ciepło, współczucie i empatię. Związek z grupą powinien być rozbudowany i trwać przez całe życie, dając ludziom podstawę, na której mogą się oprzeć i z której mogą wzrastać.

Stopniowo ludzie zaczną rozwijać nowe wartości. Zamiast szukać znaczenia i satysfakcji w celach skoncentrowanych na sobie, ludzie odnajdą wartość we wzajemnych relacjach z innymi. Zaczną od grupy podstawowej, o której właśnie wspomniałem, i stamtąd będą się rozwijać w coraz szersze kręgi.

Po drugiej stronie kryzysu leży nowe społeczeństwo, połączone i wspierające się. Ale dotarcie tam wymaga przeciskania się przez wąską jaskinię, gdzie światło na drugim końcu jest niewyraźne i nieregularne.

Ból, który popycha ludzi do sięgnięcia po opioidy i inne formy eskapizmu, jest wynikiem presji związanej z procesem przechodzenia z jednego świata do drugiego. Z jednej strony, przyjemności ze starego świata nie dają im już takiej radości jak kiedyś; z drugiej strony, nie odkryli oni przyjemności w byciu we wzajemnej relacji z innymi. W rezultacie czują się „uwięzieni w jaskini” i rozpaczliwie szukają ucieczki.

Źródło: https://bit.ly/3Lrco8n


Propagować zmianę płci wśród dzieci w wieku szkolnym? Absolutnie nie!

Zapytano mnie o moje stanowisko w kwestii propagowania legalności procesu zmiany płci u dzieci. Powiedziano mi, że w Ameryce Północnej jest to jeden z najbardziej kontrowersyjnych tematów. Tak więc, krótko mówiąc, wiem, że niektórzy ludzie czują się niekomfortowo w swoich ciałach i mogą poczuć się lepiej, jeśli zmienią płeć. Ale żeby propagować ten pomysł wśród dzieci, które są podatne na wszelkie idee, jakie my dorośli im wpajamy? Absolutnie nie! Fakt, że dla niektórych może to być słuszne rozwiązanie, w żaden sposób nie uzasadnia propagowania tej idei w nurcie mainstream czy jako ‘cool’. Pożądaną drogą jest życie w sposób, w jaki stworzyła nas natura: mężczyzny i kobiety.

Wiemy, że bycie popularnym znaczy wszystko dla dzieci, a zwłaszcza dla nastolatków. W rezultacie mogą one robić rzeczy, których później będą żałować, ale których nigdy nie będą w stanie odwrócić lub naprawić. Jeśli rodzice nie zapobiegną popełnianiu takich błędów przez dzieci, może to całkowicie zrujnować ich życie. To jest straszne i złe.

Spotkałem ludzi, którzy czuli się tak, jakby należeli do innego ciała niż to, w którym się urodzili. Rozmawiałem z nimi i rozumiem ich. To się zdarza, tak jak zdarzają się różne inne osobliwości.

Jest to jednak bardzo rzadkie i nie powinno być traktowane jako rutynowe lub powszechne. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach trzeba być odważnym lub zostać uznanym za dziwaka, jeśli odważysz się powiedzieć prawdę, ale trendy, które przychodzą i odchodzą zgodnie z egoistycznymi zachciankami ludzi, nie zmieniają natury. Natura stworzyła nas mężczyznami i kobietami i takimi powinniśmy pozostać.

Nie ma wyraźnej granicy pomiędzy mężczyznami i kobietami. Mężczyźni mają cechy kobiece, tak samo jak kobiety mają cechy męskie. Jednak każdy człowiek ma swoją płeć biologiczną i ta płeć jest płcią dominującą, z wyjątkiem, jak już powiedziałem, bardzo rzadkich przypadków.

Kiedy dorośli ludzie czują, że żyją w niewłaściwym ciele, mogą zdecydować się na wykonanie na sobie dowolnego zabiegu. Ale dopóki nie jesteśmy dorośli, powinniśmy rozwijać się tak, jak stworzyła nas natura.

Środowisko społeczne ma decydujący wpływ na dzieci. Kiedy są młode, można je zmusić do myślenia i robienia wszystkiego, co się chce. Na przykład naziści wychowali niemieckie dzieci w przekonaniu, że są lepsze od wszystkich innych, nie tylko od Żydów, i że reszta świata musi im służyć lub zostać zniszczona. Poprzez książki, lekcje i filmy robili dzieciom pranie mózgu, by wierzyły, że są rasą wyższą.

Tak samo możliwe jest zainstalowanie w umysłach dzieci dowolnego pojęcia, jeśli wykorzystamy do tego system edukacji i media społecznościowe.

Jednakże rezultaty mogą być katastrofalne. Jeśli rozpowszechniasz ideę, że zmiana płci jest normalna, a nawet „modna”, może to doprowadzić dzieci, które początkowo nie miały problemu ze swoją płcią, do myślenia, że coś jest z nimi nie tak. Może to popchnąć je do chęci zrobienia czegoś, czego nie będą w stanie cofnąć, tylko dlatego, że chcą być takie jak wszyscy inni i czują, że wszyscy zmierzają w tym kierunku.

Myślę, że zamiast czynić modnym to, co nienormalne, powinniśmy zachęcać ludzi, aby byli tym, kim są i realizowali swój potencjał zgodnie z tym kim się urodzili. Jeśli ludzie będą doceniani za to, kim są, a społeczeństwo będzie ich nagradzać i szanować za to, że wnoszą swoje umiejętności i wysiłki na rzecz wspólnego dobra, nie będą czuli się niezadowoleni z siebie. Jednocześnie dorośli, którzy czują, że żyją w niewłaściwym ciele, powinni mieć dostęp do korzystania z możliwości, jakie oferuje współczesna medycyna, aby poczuć się bardziej komfortowo ze swoją płcią.

Źródło: https://bit.ly/3J0SwXB


Systemowy problem depresji wymaga systemowego rozwiązania

Depresja jest rosnącym problemem w całym uprzemysłowionym świecie od kilkudziesięciu lat, ale jej występowanie gwałtownie wzrosło od czasu wybuchu pandemii. Wzrosła liczba zgonów spowodowanych nadużywaniem substancji psychoaktywnych, samobójstwami i przemocą z użyciem broni, lęki stały się poważnym problemem, a profesjonalna pomoc jest albo zbyt droga, albo niedostępna z powodu lokalnie brakującego wykwalifikowanego personelu, albo z obu tych powodów. W takiej sytuacji konieczny jest wspólny, systemowy wysiłek. Używając środków masowego przekazu do nadawania zarówno uspokajających wiadomości, jak i porad dla ludzi w potrzebie, możemy uratować wiele istnień i poprawić jakość życia wielu innym.

Dla ludzi jedzenie, picie, spanie i rozmnażanie się nie są równoznaczne z życiem. Życie oznacza odczuwanie przez pryzmat powodu, dla którego zostaliśmy umieszczeni na tej planecie. Jeśli nie wiemy, dlaczego nas tu umieszczono, nie czujemy, że żyjemy, ani że nasze życie ma wartość, a to może prowadzić do straszliwych konsekwencji.

Na całym świecie ludzie zadają krytyczne pytania o cel swojego życia. Niezdolność do odpowiedzi na te pytania pozostawia ich z poczuciem bezcelowości, a ten, kto nie ma celu w życiu, czuje, że samo życie jest bezcelowe. To jest przyczyna rosnącego eskapizmu wyrażającego się na wiele sposobów, od sportów ekstremalnych przez fundamentalizm religijny do narkomanii i samobójstw.

Jeśli tylko kilka osób czuje się w ten sposób, można skierować je do specjalistów, którzy pomogą złagodzić ich ból, dopóki nie odnajdą swojego celu w życiu. Ale kiedy tak wiele osób cierpi z powodu tych dolegliwości, system jest przeciążony i potrzebne jest nowe podejście. Zamiast faszerować nasze mózgi wiadomościami, które wysyłają nas na zakupy i opróżniają nasze kieszenie, a co ważniejsze, nasze serca, media, we wszystkich swoich formach, muszą rozpowszechniać wiadomości, które pomagają rozwiązać naszą sytuację.

Nie jest to niemożliwe; jest to kwestia determinacji rządu i zrozumienia przez media, że sytuacja wkrótce wymknie się spod kontroli. W stanie wyjątkowym musimy działać odpowiednio, a z pewnością do takiego stanu się zbliżamy.

Istnieje wiele sposobów, w jakie media mogą złagodzić rosnącą niedolę ludzi, ale najskuteczniejszym z nich jest odwrócenie tendencji do nastawiania ludzi przeciwko sobie i zachęcanie ich do wyciągania ręki do siebie nawzajem. Niezliczone badania wykazały, że solidarność i spójność społeczna pomagają złagodzić, a nawet rozwiązać większość problemów społecznych, ekonomicznych i medycznych. Dlatego też, jeśli media zaoferują wszystkim „zbiorowe leczenie” poprzez nadawanie treści zachęcających ludzi do zbliżenia się do siebie, rozwiążą większość istniejących problemów.

Mówi się, że „wspólny smutek to smutek zmniejszony o połowę”. Jest to bardzo prawdziwe. Dzielenie się i łączenie z innymi jest pewnym sposobem na zjednoczenie naszych serc i uleczenie naszych bolączek. Dlatego im więcej będziemy pracować nad naszą solidarnością, tym szybciej rozwiążemy nasze społeczne i emocjonalne wyzwania.

Źródło: https://bit.ly/3u4X5f9


Żyjące roboty – złe wieści dla ludzkości

Naukowcy tworzą samoreplikujące się „żywe roboty” Gdzie: Burlington, Vermont, Stany Zjednoczone Kiedy: 30 listopada 2021 Autor: Douglas Blackiston i Sam Kriegman

Kilka dni temu Instytut Wyss na Uniwersytecie Harvarda, we współpracy z naukowcami z University of Vermont i Tufts University, opublikował pracę pokazującą, że udało im się opracować biologiczne roboty, które mogą samodzielnie poruszać się, „jeść”, a nawet samo replikować i rozmnażać się. Roboty te spełniły trzy podstawowe wymagania, dzięki czemu nauka może zaklasyfikować je jako istoty żywe. Są to jednak żywe roboty, a nie organizmy, które wyewoluowały w sposób naturalny. Jako roboty, robią to, co każe im operator. Jako żywe organizmy mogą być umieszczone w dowolnym miejscu i rozmnażać się niezależnie i w nieskończoność.

Wiem, że w końcu zmądrzejemy i nauczymy się wykorzystywać wiedzę dla wspólnego dobra. W końcu zrozumiemy, że wszyscy jesteśmy połączeni i nie możemy krzywdzić innych, nie krzywdząc siebie. Pozostaje tylko pytanie, ile agonii będziemy musieli znieść, zanim się tego nauczymy.

To zła wiadomość dla ludzkości. Nie mogę sobie wyobrazić, aby wynikło z tego coś dobrego. Te nasze gry, kiedy „bawimy się” nowymi wynalazkami, nigdy nie prowadzą do niczego dobrego. Teraz, oprócz broni jądrowej i niezliczonych innych przekleństw, które nauka nam zesłała, będziemy mieli jeszcze jeden problem przyprawiający o ból głowy.

Już od czasów biblijnych wiadomo, że „skłonność serca człowieka jest zła od młodości” (Rdz 8,21). Niestety, wiedza o tym, jak źli jesteśmy, nigdy nie powstrzymała nas przed zachowaniem zgodnym z naszą naturą. Pomimo okropności XX wieku, dwóch wojen światowych, Holokaustu i kilku ludobójstw na masową skalę, ludzkość nie wydaje się ani trochę lepsza, ani nawet nie próbuje.

Człowiekowi nie wolno dać więcej niż kamień i kij. W rzeczywistości można ufać, że nawet tego nadużyje, nie mówiąc już o czymś bardziej wyrafinowanym i potencjalnie szkodliwym.

Już w czasach starożytnych było jasne, że ludzie niegodni nie powinni mieć dostępu do wiedzy. W swojej książce Phaedrus, Platon napisał: „Kiedy [mowy (nauki)] zostały raz spisane, są one rozrzucane wszędzie wśród tych, którzy mogą je zrozumieć lub nie, i nie wiedzą, komu powinni odpowiedzieć, a komu nie. A jeśli są one źle traktowane lub się ich nadużywa, nie mają rodziców, aby je chronić, i nie mogą chronić lub bronić się”.

Ale kto słucha mądrych? Nikt. Słuchamy tylko naszych własnych egoistycznych zachcianek, dlatego nasz świat jest w tak złym stanie.

Nie jestem pesymistą. Wiem, że w końcu zmądrzejemy i nauczymy się wykorzystywać wiedzę dla wspólnego dobra. W końcu zrozumiemy, że wszyscy jesteśmy połączeni i nie możemy ranić innych, nie raniąc siebie. Pozostaje tylko pytanie, ile agonii będziemy musieli znieść, zanim się tego nauczymy.

Źródło: https://bit.ly/3AuyBNt