Artykuły z kategorii Kryzys, globalizacja

Dokąd prowadzi nas fundamentalizm


 Ludzi przyciągają silne jednostki, ponieważ w każdym z nas jest dziecko, które szuka schronienia i poczucia przynależności. Fundamentaliści rozumieją to bardzo dobrze i umiejętnie z tego faktu korzystają. Stając się coraz bardziej brutalnymi, wydają się bardziej potężni, co zwiększa ich atrakcyjność. W ten sposób udaje im się przyłączać do swoich szeregów nowych rekrutów.

W krajach zachodnich fundamentalistyczni islamiści znajdują podatny grunt do gromadzenia zwolenników, ponieważ ludzie nie mają kierunku, ducha ani celu w życiu. To sprawia, że łatwo jest im przekonać ich do swoich idei. Oferując członkostwo w potężnym klubie, a nawet w Bogu, dają im poczucie sensu i celu oraz sprawiają, że czują jak ich życie nabiera wartości. Tak dzieje się nie tylko w Europie i Stanach Zjednoczonych, ale także w Rosji, Indiach, a nawet w Chinach.

Dokąd nas to zaprowadzi? Po pierwsze, do krwawych konfliktów. W końcu obnaży pustkę, która kryje się za obietnicami radykalnych dogmatów religijnych.

Kiedy fundamentalizm obnaży swoją daremność, ludzie odkryją prawdziwe znaczenie terminu religia. W „Pismach ostatniego pokolenia” Baal HaSulam pisze: „Religijna forma wszystkich narodów powinna najpierw zobowiązywać ich członków do wzajemnego obdarowywania się (…) jak w 'Kochaj bliźniego swego jak siebie samego’. …To będzie zbiorowa religia wszystkich narodów.”

Rodzi się pytanie co stanie się z naszymi tradycyjnymi religiami? Baal HaSulam kontynuuje i pisze, że oprócz przestrzegania zasady kochania innych jak siebie samego, „każdy naród może wyznawać swoją własną religię i tradycję, a jedna nie może ingerować w drugą.” Innymi słowy, tak długo jak troszczymy się o siebie nawzajem, każdy z nas będzie żył zgodnie z własnym sposobem i tradycją, a nasze różne sposoby życia nie zakłócą harmonii i zjednoczenia, które osiągniemy rozwinąwszy miłość do siebie nawzajem.

Opisany proces ewolucyjny nie jest tylko dla kilku z nas; jest to przyszłość ludzkości. Wszyscy jesteśmy przeznaczeni do osiągnięcia jedności i wzajemnej troski poprzez przestrzeganie prawa miłowania innych jak siebie samych. Takie jest znaczenie starożytnego proroctwa: „I popłyną do niego wszystkie narody” (Izajasza 2:2).

Abraham Patriarcha, babiloński pionier, który przekazał ludzkości wiadomość o naszej wspólnej jedności, był pierwszym nauczycielem. Nauczał, jak zjednoczyć się w oparciu o miłosierdzie i dobroć. Jego potomstwo, Izaak, Jakub, Józef i tak dalej, szlifowało i dostosowywało metodę łączenia do swoich czasów. Mojżesz uczynił to samo ze swoją księgą praw, którą nazywamy Torą, podobnie uczynił rabin Szimon Bar Jochaj z Księgą Zohar.

Teraz i my musimy znaleźć sposób, aby zastosować prawo miłości bliźniego do naszych czasów. Szczególnie dzisiaj, kiedy nienawiść i zaabsorbowanie własną osobą niszczą ludzką cywilizację, nadszedł czas, aby wznieść się ponad nasze małe ja i znaleźć wspólną jedność, która łączy i jest na wyższym poziomie ponad nami. Tylko w tej wyższej sferze znajdziemy sposób, aby uczynić nasz świat możliwym do zamieszkania, a nasze wspólne życie przyjemnym, bezpiecznym i dającym prawdziwe poczucie przynależności.

Źródło: https://bit.ly/33djvQs


Opioidy – ucieczka od bezsensu

Według danych opublikowanych w CDS przez Narodowe Centrum Statystyki Zdrowia (National Center for Health Statistics), w ubiegłym roku nastąpił prawie 30-procentowy wzrost w zgonach spowodowanych przedawkowaniem narkotyków, z czego 75 procent przypisano opioidom. Według danych, tylko w ubiegłym roku, zgony z powodu przedawkowania opioidów wzrosły o prawie 40 procent.

Te alarmujące statystyki są zdecydowanie najgorsze spośród wszystkich krajów, ale Stany Zjednoczone nie są osamotnione w swoim kryzysie opioidowym. Mniej więcej w tym samym okresie w Izraelu gwałtownie wzrosło zażywanie opioidów przez nastolatków, czemu towarzyszył wzrost liczby telefonów do centrów pomocy emocjonalnej.

Zarówno w USA, jak i w Izraelu problemem nie jest samo zażywanie opioidów, ale poczucie bezcelowości, które popycha młodych dorosłych i nastolatków do prób ucieczki od rzeczywistości. Dziś, kiedy ludzie materialnie mają wszystko czego im trzeba, pytania o sens i znaczenie egzystencji stają się coraz bardziej przejmujące.

Dotyczy to nie tylko nastolatków i młodych dorosłych, ale także ich rodziców. W gruncie rzeczy częścią powodu, dla którego nastolatki nie potrafią odpowiedzieć sobie na pytanie o sens życia, jest to, że ich rodzice również nie znają odpowiedzi i są tak samo zagubieni. Ponieważ rodzice nie potrafią udzielić odpowiedzi, dzieci pozostają sfrustrowane.

Nadużywanie opioidów jest tylko jednym z aspektów problemu. Prawdę mówiąc, wszędzie, gdzie się spojrzy, ludzie są nieszczęśliwi, przygnębieni, źli i sfrustrowani. To dlatego tak wielu z nich w poszukiwaniu sensu życia popada w skrajności: fundamentalizm religijny, sporty ekstremalne, przemoc i nadużywanie substancji.

Rozwiązanie nie leży zatem w wybiórczym podejściu do przedawkowania opioidów. Potrzebny jest kompleksowy system, który informuje ludzi o zmieniającej się rzeczywistości i uczy ich, jak sobie z nią radzić.

System ten musi zacząć oddziaływać na człowieka we wczesnym dzieciństwie i trwać aż do dorosłości. Ludzie powinni być umieszczani w kręgach społecznych, które zapewnią im wsparcie społeczne, ciepło, współczucie i empatię. Związek z grupą powinien być rozbudowany i trwać przez całe życie, dając ludziom podstawę, na której mogą się oprzeć i z której mogą wzrastać.

Stopniowo ludzie zaczną rozwijać nowe wartości. Zamiast szukać znaczenia i satysfakcji w celach skoncentrowanych na sobie, ludzie odnajdą wartość we wzajemnych relacjach z innymi. Zaczną od grupy podstawowej, o której właśnie wspomniałem, i stamtąd będą się rozwijać w coraz szersze kręgi.

Po drugiej stronie kryzysu leży nowe społeczeństwo, połączone i wspierające się. Ale dotarcie tam wymaga przeciskania się przez wąską jaskinię, gdzie światło na drugim końcu jest niewyraźne i nieregularne.

Ból, który popycha ludzi do sięgnięcia po opioidy i inne formy eskapizmu, jest wynikiem presji związanej z procesem przechodzenia z jednego świata do drugiego. Z jednej strony, przyjemności ze starego świata nie dają im już takiej radości jak kiedyś; z drugiej strony, nie odkryli oni przyjemności w byciu we wzajemnej relacji z innymi. W rezultacie czują się „uwięzieni w jaskini” i rozpaczliwie szukają ucieczki.

Źródło: https://bit.ly/3Lrco8n


Propagować zmianę płci wśród dzieci w wieku szkolnym? Absolutnie nie!

Zapytano mnie o moje stanowisko w kwestii propagowania legalności procesu zmiany płci u dzieci. Powiedziano mi, że w Ameryce Północnej jest to jeden z najbardziej kontrowersyjnych tematów. Tak więc, krótko mówiąc, wiem, że niektórzy ludzie czują się niekomfortowo w swoich ciałach i mogą poczuć się lepiej, jeśli zmienią płeć. Ale żeby propagować ten pomysł wśród dzieci, które są podatne na wszelkie idee, jakie my dorośli im wpajamy? Absolutnie nie! Fakt, że dla niektórych może to być słuszne rozwiązanie, w żaden sposób nie uzasadnia propagowania tej idei w nurcie mainstream czy jako ‘cool’. Pożądaną drogą jest życie w sposób, w jaki stworzyła nas natura: mężczyzny i kobiety.

Wiemy, że bycie popularnym znaczy wszystko dla dzieci, a zwłaszcza dla nastolatków. W rezultacie mogą one robić rzeczy, których później będą żałować, ale których nigdy nie będą w stanie odwrócić lub naprawić. Jeśli rodzice nie zapobiegną popełnianiu takich błędów przez dzieci, może to całkowicie zrujnować ich życie. To jest straszne i złe.

Spotkałem ludzi, którzy czuli się tak, jakby należeli do innego ciała niż to, w którym się urodzili. Rozmawiałem z nimi i rozumiem ich. To się zdarza, tak jak zdarzają się różne inne osobliwości.

Jest to jednak bardzo rzadkie i nie powinno być traktowane jako rutynowe lub powszechne. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach trzeba być odważnym lub zostać uznanym za dziwaka, jeśli odważysz się powiedzieć prawdę, ale trendy, które przychodzą i odchodzą zgodnie z egoistycznymi zachciankami ludzi, nie zmieniają natury. Natura stworzyła nas mężczyznami i kobietami i takimi powinniśmy pozostać.

Nie ma wyraźnej granicy pomiędzy mężczyznami i kobietami. Mężczyźni mają cechy kobiece, tak samo jak kobiety mają cechy męskie. Jednak każdy człowiek ma swoją płeć biologiczną i ta płeć jest płcią dominującą, z wyjątkiem, jak już powiedziałem, bardzo rzadkich przypadków.

Kiedy dorośli ludzie czują, że żyją w niewłaściwym ciele, mogą zdecydować się na wykonanie na sobie dowolnego zabiegu. Ale dopóki nie jesteśmy dorośli, powinniśmy rozwijać się tak, jak stworzyła nas natura.

Środowisko społeczne ma decydujący wpływ na dzieci. Kiedy są młode, można je zmusić do myślenia i robienia wszystkiego, co się chce. Na przykład naziści wychowali niemieckie dzieci w przekonaniu, że są lepsze od wszystkich innych, nie tylko od Żydów, i że reszta świata musi im służyć lub zostać zniszczona. Poprzez książki, lekcje i filmy robili dzieciom pranie mózgu, by wierzyły, że są rasą wyższą.

Tak samo możliwe jest zainstalowanie w umysłach dzieci dowolnego pojęcia, jeśli wykorzystamy do tego system edukacji i media społecznościowe.

Jednakże rezultaty mogą być katastrofalne. Jeśli rozpowszechniasz ideę, że zmiana płci jest normalna, a nawet „modna”, może to doprowadzić dzieci, które początkowo nie miały problemu ze swoją płcią, do myślenia, że coś jest z nimi nie tak. Może to popchnąć je do chęci zrobienia czegoś, czego nie będą w stanie cofnąć, tylko dlatego, że chcą być takie jak wszyscy inni i czują, że wszyscy zmierzają w tym kierunku.

Myślę, że zamiast czynić modnym to, co nienormalne, powinniśmy zachęcać ludzi, aby byli tym, kim są i realizowali swój potencjał zgodnie z tym kim się urodzili. Jeśli ludzie będą doceniani za to, kim są, a społeczeństwo będzie ich nagradzać i szanować za to, że wnoszą swoje umiejętności i wysiłki na rzecz wspólnego dobra, nie będą czuli się niezadowoleni z siebie. Jednocześnie dorośli, którzy czują, że żyją w niewłaściwym ciele, powinni mieć dostęp do korzystania z możliwości, jakie oferuje współczesna medycyna, aby poczuć się bardziej komfortowo ze swoją płcią.

Źródło: https://bit.ly/3J0SwXB


We władzy Stwórcy

каббалист Михаэль Лайтман Międzynarodowy Kongres „Wznoszenie się ponad siebie”. Lekcja nr 2

Pytanie: Jeśli muszę całkowicie anulować się przed dziesiątką, jak mogę mieć pewność, że dziesiątka nie odbiega od kursu nawet na stopień?

Odpowiedź: To nie twoja sprawa. Dziesiątka znajduje się we władzy Stwórcy. Nie możesz jej testować, aby zobaczyć, czy jest prawidłowa, nieprawidłowa, nieomylna. Powinieneś się przed nią anulować.

Mam na myśli to, że jeśli jest organizacja i wszystko jest tam odpowiednio zorganizowane, na przykład według systemu Baal HaSulama i Rabasza, a ty chcesz w niej rozwijać się, masz tylko jedną możliwość: anulować siebie. Kto nie anuluje się ten upada. Wraca do swojego zwierzęcego życia.

Pytanie: Dlaczego należy anulować się?

Odpowiedź: Dlatego, aby stać się podobnym do Stwórcy. Musimy anulować swój egoizm i zdobyć właściwość Stwórcy – właściwość oddawania i miłości. Wtedy zaczniemy odczuwać wieczność, nieskończoność, doskonałość, czuć absolutną naturę. Stwórca chce nas do tego doprowadzić.

Pytanie: Co powinienem zrobić, gdy to, co widzę w przyjaciołach, powoduje nienawiść, której nie mogę kontrolować?

Odpowiedź: Bardzo dobrze! To znaczy, że musisz z tym pracować, do tego stopnia, aż będzie podobało ci się wszystko, co robią przyjaciele, tak jak podobałoby ci się to, w twoim małym dziecku.

Z lekcji nr 2 Międzynarodowego Kongresu „Wznoszenie się ponad siebie”, 07.01.2022


Systemowy problem depresji wymaga systemowego rozwiązania

Depresja jest rosnącym problemem w całym uprzemysłowionym świecie od kilkudziesięciu lat, ale jej występowanie gwałtownie wzrosło od czasu wybuchu pandemii. Wzrosła liczba zgonów spowodowanych nadużywaniem substancji psychoaktywnych, samobójstwami i przemocą z użyciem broni, lęki stały się poważnym problemem, a profesjonalna pomoc jest albo zbyt droga, albo niedostępna z powodu lokalnie brakującego wykwalifikowanego personelu, albo z obu tych powodów. W takiej sytuacji konieczny jest wspólny, systemowy wysiłek. Używając środków masowego przekazu do nadawania zarówno uspokajających wiadomości, jak i porad dla ludzi w potrzebie, możemy uratować wiele istnień i poprawić jakość życia wielu innym.

Dla ludzi jedzenie, picie, spanie i rozmnażanie się nie są równoznaczne z życiem. Życie oznacza odczuwanie przez pryzmat powodu, dla którego zostaliśmy umieszczeni na tej planecie. Jeśli nie wiemy, dlaczego nas tu umieszczono, nie czujemy, że żyjemy, ani że nasze życie ma wartość, a to może prowadzić do straszliwych konsekwencji.

Na całym świecie ludzie zadają krytyczne pytania o cel swojego życia. Niezdolność do odpowiedzi na te pytania pozostawia ich z poczuciem bezcelowości, a ten, kto nie ma celu w życiu, czuje, że samo życie jest bezcelowe. To jest przyczyna rosnącego eskapizmu wyrażającego się na wiele sposobów, od sportów ekstremalnych przez fundamentalizm religijny do narkomanii i samobójstw.

Jeśli tylko kilka osób czuje się w ten sposób, można skierować je do specjalistów, którzy pomogą złagodzić ich ból, dopóki nie odnajdą swojego celu w życiu. Ale kiedy tak wiele osób cierpi z powodu tych dolegliwości, system jest przeciążony i potrzebne jest nowe podejście. Zamiast faszerować nasze mózgi wiadomościami, które wysyłają nas na zakupy i opróżniają nasze kieszenie, a co ważniejsze, nasze serca, media, we wszystkich swoich formach, muszą rozpowszechniać wiadomości, które pomagają rozwiązać naszą sytuację.

Nie jest to niemożliwe; jest to kwestia determinacji rządu i zrozumienia przez media, że sytuacja wkrótce wymknie się spod kontroli. W stanie wyjątkowym musimy działać odpowiednio, a z pewnością do takiego stanu się zbliżamy.

Istnieje wiele sposobów, w jakie media mogą złagodzić rosnącą niedolę ludzi, ale najskuteczniejszym z nich jest odwrócenie tendencji do nastawiania ludzi przeciwko sobie i zachęcanie ich do wyciągania ręki do siebie nawzajem. Niezliczone badania wykazały, że solidarność i spójność społeczna pomagają złagodzić, a nawet rozwiązać większość problemów społecznych, ekonomicznych i medycznych. Dlatego też, jeśli media zaoferują wszystkim „zbiorowe leczenie” poprzez nadawanie treści zachęcających ludzi do zbliżenia się do siebie, rozwiążą większość istniejących problemów.

Mówi się, że „wspólny smutek to smutek zmniejszony o połowę”. Jest to bardzo prawdziwe. Dzielenie się i łączenie z innymi jest pewnym sposobem na zjednoczenie naszych serc i uleczenie naszych bolączek. Dlatego im więcej będziemy pracować nad naszą solidarnością, tym szybciej rozwiążemy nasze społeczne i emocjonalne wyzwania.

Źródło: https://bit.ly/3u4X5f9


Żyjące roboty – złe wieści dla ludzkości

Naukowcy tworzą samoreplikujące się „żywe roboty” Gdzie: Burlington, Vermont, Stany Zjednoczone Kiedy: 30 listopada 2021 Autor: Douglas Blackiston i Sam Kriegman

Kilka dni temu Instytut Wyss na Uniwersytecie Harvarda, we współpracy z naukowcami z University of Vermont i Tufts University, opublikował pracę pokazującą, że udało im się opracować biologiczne roboty, które mogą samodzielnie poruszać się, „jeść”, a nawet samo replikować i rozmnażać się. Roboty te spełniły trzy podstawowe wymagania, dzięki czemu nauka może zaklasyfikować je jako istoty żywe. Są to jednak żywe roboty, a nie organizmy, które wyewoluowały w sposób naturalny. Jako roboty, robią to, co każe im operator. Jako żywe organizmy mogą być umieszczone w dowolnym miejscu i rozmnażać się niezależnie i w nieskończoność.

Wiem, że w końcu zmądrzejemy i nauczymy się wykorzystywać wiedzę dla wspólnego dobra. W końcu zrozumiemy, że wszyscy jesteśmy połączeni i nie możemy krzywdzić innych, nie krzywdząc siebie. Pozostaje tylko pytanie, ile agonii będziemy musieli znieść, zanim się tego nauczymy.

To zła wiadomość dla ludzkości. Nie mogę sobie wyobrazić, aby wynikło z tego coś dobrego. Te nasze gry, kiedy „bawimy się” nowymi wynalazkami, nigdy nie prowadzą do niczego dobrego. Teraz, oprócz broni jądrowej i niezliczonych innych przekleństw, które nauka nam zesłała, będziemy mieli jeszcze jeden problem przyprawiający o ból głowy.

Już od czasów biblijnych wiadomo, że „skłonność serca człowieka jest zła od młodości” (Rdz 8,21). Niestety, wiedza o tym, jak źli jesteśmy, nigdy nie powstrzymała nas przed zachowaniem zgodnym z naszą naturą. Pomimo okropności XX wieku, dwóch wojen światowych, Holokaustu i kilku ludobójstw na masową skalę, ludzkość nie wydaje się ani trochę lepsza, ani nawet nie próbuje.

Człowiekowi nie wolno dać więcej niż kamień i kij. W rzeczywistości można ufać, że nawet tego nadużyje, nie mówiąc już o czymś bardziej wyrafinowanym i potencjalnie szkodliwym.

Już w czasach starożytnych było jasne, że ludzie niegodni nie powinni mieć dostępu do wiedzy. W swojej książce Phaedrus, Platon napisał: „Kiedy [mowy (nauki)] zostały raz spisane, są one rozrzucane wszędzie wśród tych, którzy mogą je zrozumieć lub nie, i nie wiedzą, komu powinni odpowiedzieć, a komu nie. A jeśli są one źle traktowane lub się ich nadużywa, nie mają rodziców, aby je chronić, i nie mogą chronić lub bronić się”.

Ale kto słucha mądrych? Nikt. Słuchamy tylko naszych własnych egoistycznych zachcianek, dlatego nasz świat jest w tak złym stanie.

Nie jestem pesymistą. Wiem, że w końcu zmądrzejemy i nauczymy się wykorzystywać wiedzę dla wspólnego dobra. W końcu zrozumiemy, że wszyscy jesteśmy połączeni i nie możemy ranić innych, nie raniąc siebie. Pozostaje tylko pytanie, ile agonii będziemy musieli znieść, zanim się tego nauczymy.

Źródło: https://bit.ly/3AuyBNt


List do widza, który odkrył, że wszystko jest kłamstwem

Valentine, częsty widz moich programów z reżyserem Semionem Vinokurem, napisał do niego ostatnio, że czuje się jakby wszystko było kłamstwem: rząd kłamie, jego szefowie kłamią, media kłamią i nigdzie nie ma prawdy. Następnie zapytał, jak ma dalej żyć, gdy nie ma niczego i nikogo, komu mógłby zaufać. Dodał, że nigdy nie czuł tego bardziej dotkliwie i poprosił o informację zwrotną.

Poprawa zaczyna się od uświadomienia sobie, co się dzieje i dlaczego oraz od budowania dobrych relacji z ludźmi, wszystkimi ludźmi. Jeśli się zmienimy, świat również to zrobi. Jeżeli będziemy działać z serca, poprawi się nasza percepcja i uświadomimy sobie, dlaczego wszystko się dzieje i jak możemy pomóc osiągnąć światu równowagę.

Oto moja odpowiedź dla Valentine:

Kłamstwo i egoizm są naturą tego świata. Na początku naszego rozwoju duchowego i emocjonalnego tego nie czujemy. Tak jak nie mówimy małym dzieciom, że istnieją źli ludzie, którzy pragną krzywdzić innych i zachowujemy tę ponurą informację aż dorosną i mogą sobie z nią poradzić, natura nie odkrywa przed nami głębi ludzkiego egoizmu, którego istotą jest wykorzystywanie wszystkich i wszystkiego. Dlatego fakt, że dokonałeś opisywanych przez siebie odkryć oznacza, że osiągnąłeś punkt, w którym jesteś gotowy na poznanie prawdziwej natury tego świata i ludzi- egoizmu.

Kiedy człowiek uświadomi to sobie po raz pierwszy, czuje się zagubiony i nie wie, dokąd uciec. Niektórzy udają się do odległych zaułków, jak bezludne wyspy, gdzie mogą żyć w pojedynkę i izolować się od świata zewnętrznego. Inni znów skupiają się na gromadzeniu bogactwa, co ma zabezpieczyć ich przyszłość, jak i przyszłość ich dzieci. Żadne z tych rozwiązań nie pomniejsza jednak strachu.

Znając prawdziwą naturę tego świata zaczynamy zadawać pytania na temat jej znaczenia. Najpierw przychodzi świadomość, że świat zbudowany jest na egoizmie, następnie pytanie, dlaczego został tak stworzony, a w końcu świadomość, że tylko poznanie siebie może uwolnić nas od egoizmu i popchnąć w kierunku bardziej autentycznej łagodnej natury.

Świat skonstruowany jest w ten sposób dokładnie po to, abyśmy mogli go zmienić. Tylko kiedy uzmysłowimy sobie jak głęboko tkwimy w egocentryzmie, zapragniemy zmiany. Jedynym sposobem, żeby się o tym przekonać jest dordzenne zanurzenie się w egoizmie, a następnie doprowadzenie tej prawdy do świadomości.

Kiedy patrzymy na świat, który nas otacza i widzimy jego zło oraz okrucieństwo, musimy wiedzieć, że istnieje ku nim jakaś przyczyna. Nawet jeśli patrzymy na przywódców politycznych, których uważamy za bezlitosnych i wrednych, nie powinniśmy dążyć do ich usunięcia ze stanowiska, ponieważ ci, co ich zastąpią, będą jeszcze gorsi. Zamiast tego musimy pamiętać, że każda negatywność, jaką rejestruje nasza świadomość istnieje po to, abyśmy pragnęli się wznieść ponad nią w kierunku dbania o innych i utworzenia z nimi połączenia.

Początkiem polepszenia naszej sytuacji jest świadomość tego, co się dzieje i dlaczego oraz dążenie do zbudowania dobrych relacji z ludźmi, wszystkimi ludźmi. Jeżeli się zmienimy, świat zrobi to samo. Jeżeli nasze działania będą wypływać z serca, zmieni się nasze postrzeganie i zrozumiemy, dlaczego wszystko się dzieje i jak możemy przyczynić się do zharmonizowania tego świata.

Źródło: https://bit.ly/3qNjFqG


Co się dzieje, gdy wszystko jest powierzchowne?

Kiedy nie widzisz osoby poza skórą, nie widzisz człowieka. Zamiast martwić się o to, czym charakteryzują się inni ludzie, powinni myśleć o tym, co czują jedni do drugich.

Kiedy patrzysz na dzisiejsze społeczeństwo amerykańskie i idee, które próbuje ono zakorzenić w umysłach ludzi, zdajesz sobie sprawę, że coś jest bardzo nie w porządku. Kiedy pod przykrywką „liberalizmu” można określić swoją tożsamość płciową zgodnie z tym, co „czuje się w środku”, nawet bez poddawania się jakimkolwiek procedurom medycznym, a według ACLU „agencje rządowe, które służą społeczeństwu, nie mogą powstrzymać cię przed korzystaniem z toalety lub innego obiektu określonego płciowo, który odpowiada twojej tożsamości płciowej. Nie mogą również poprosić cię o okazanie dowodu tożsamości potwierdzającego twoją płeć w celu skorzystania z toalety lub innego obiektu dzielonego względem płci”, nie ma to szansy na powodzenie. To po prostu nie jest naturalne.

Jeśli nie potrafisz wyjść poza granice powierzchowności, rządzi tobą obsesja na punkcie koloru skóry człowieka. Taka postawa promieniuje na wszystkie aspekty życia ludzi. Zamiast myśleć o łączeniu się z innymi, skupiają się na władzy nad innymi, co sprawia, że mają obsesję na punkcie bogactwa i władzy. To właśnie dlatego bogiem Ameryki jest dolar.

Ale nie tylko problemy z tożsamością płciową nękają amerykańskie społeczeństwo. Obsesyjne zajmowanie się polityką tożsamości nie pozostawia w ludzkich sercach i umysłach miejsca na to, by dostrzec prawdziwe istoty ludzkie kryjące się za kategoriami, w których je umieszczamy.

Zaabsorbowanie kolorem skóry i tożsamością zaczęło się dawno temu, ale nabrało tempa w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Wraz z intensyfikacją ego, różne wypaczenia społeczne wyprzedziły zdrowy rozsądek. Weźmy na przykład udział transseksualistów w kobiecym sporcie. W imię praw transseksualistów, prawa kobiet są miażdżone i deptane. Nie widzę, jak to się może dobrze skończyć.

Nie mam magicznej recepty na uzdrowienie tej sytuacji, ale wydaje mi się, że jednym z problemów Ameryki jest to, że nigdy nie doświadczyła rewolucji, nie w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Nie mam tu na myśli rewolucji w rodzaju rewolucji bolszewickiej w Rosji w 1917 roku. W tamtych czasach Rosjanie byli zupełnie nieprzygotowani na rewolucję, a jej rezultaty były odpowiednio mizerne.

Mówiąc o rewolucji, mam raczej na myśli ideologiczną transformację, którą przechodzi cały naród. Weźmy na przykład rewolucję francuską lub podobne procesy, które w różnych formach miały miejsce w Anglii lub w Niemczech, a zobaczysz, co mam na myśli.

Aby rozwijać się, serca ludzi muszą być poruszone do głębi. Ich wartości muszą zostać zakwestionowane i muszą ponownie przemyśleć wszystko, co uważają za słuszne. Zmiany mogą być przerażające, ale są one nieodłączną częścią dojrzewania.

Kiedy człowiek nauczy się patrzeć na rzeczywistość nie tylko z jednego punktu widzenia, nabiera powagi i umiaru w podejściu do życia, a zwłaszcza do innych ludzi. W przeciwnym razie światopogląd pozostaje niezmienny, niczym nie zaburzony, a wtedy ludzie nie potrafią myśleć o niczym innym niż powierzchownych (i wprowadzających podziały) etykietach lub gromadzeniu bogactwa w celu zdobycia władzy, nie zdając sobie sprawy, że poza zapewnieniem środków do życia, więcej pieniędzy nie uczyni ich szczęśliwszymi.

Nadmierna władza w rezultacie sprawia, że ludzie stają się samotni, a samotność sprawia, że ludzie są smutni. Jest to sprzeczne z celem życia, którym jest bycie szczęśliwym.

Dlatego uważam, że nadszedł czas, aby Ameryka wróciła do podstaw. Ludzie mają być tacy, jacy są, ponieważ są w porządku będąc takimi, jakimi są. Zamiast martwić się o to, czym charakteryzują się inni ludzie, powinni myśleć tylko o tym, co czują jedni do drugich.

Źródło: https://bit.ly/3tKseV7


Wspólne oświadczenie o zapobieganiu wojnie nuklearnej i unikaniu wyścigów zbrojeń to puste słowa

3 stycznia USA, Chiny, Rosja, Wielka Brytania i Francja podpisały oświadczenie, że „uznają unikanie wojny między państwami posiadającymi broń jądrową i redukcję ryzyka strategicznego za nasze najważniejsze obowiązki”. Mocarstwa zgodziły się, że „wojny nuklearnej nie da się wygrać i nigdy nie wolno jej prowadzić”. Dodatkowo zgodziły się, że „użycie broni jądrowej miałoby daleko idące konsekwencje”, dlatego też „potwierdzają, że broń jądrowa – tak długo, jak będzie istnieć – powinna służyć celom obronnym, odstraszać agresję i zapobiegać wojnie”. To oświadczenie jest niczym innym jak pustymi słowami, stworzonymi dla zwykłych ludzi, ale nawet oni prawdopodobnie je zignorują.

Jeśli chcemy szczerych intencji od naszych przywódców, szczerej chęci zakończenia konfliktów, musimy zmienić siebie. Sprawy będą miały się lepiej, gdy zrozumiemy, że w czasach, gdy wszyscy są ze sobą powiązani i zależni od siebie nawzajem, nie możemy oczekiwać, że ludzie się zmienią, jeśli nie zmienimy się my wszyscy.

Za tymi słowami nie kryje się żadna treść. Jedynym powodem, dla którego przywódcy podpisali deklarację, jest chęć utrzymania się przy władzy, dalszego okradania i nazywania tego „przywództwem”.

Ale gdyby mnie słuchali, nie pędziliby na ten Olimp w żadnym kraju. Jak powiedziałem, gdy Biden obejmował urząd, nie chciałbym być dziś w jego butach i patrzeć na to, co dzieje się w Ameryce.

Prawdę mówiąc, nie możemy winić przywódców za to, że tak się zachowują. Zostali wybrani przez ludzi i to jest to, co ludzie chcą usłyszeć, więc to jest to, co przywódcy im sprzedają. Ci przywódcy są bezwzględni, ponieważ gdyby tacy nie byli, nie byliby w stanie wspiąć się na szczyt tej góry i zostać przywódcami.

Jeśli chcemy od naszych przywódców szczerych intencji, szczerej chęci zakończenia konfliktów, musimy zmienić siebie. Sprawy będą miały się lepiej, kiedy zrozumiemy, że w czasach, kiedy wszyscy są ze sobą połączeni i zależni od siebie nawzajem, nie możemy oczekiwać, że ludzie się zmienią, jeśli nie zmienimy się my wszyscy.

Zmienimy się, kiedy zgodzimy się na reedukację, na „przeprogramowanie” siebie z trybu gwałtownego i beztroskiego, w którym się obecnie znajdujemy, na tryb, w którym będziemy się nawzajem szanować, ponieważ wiemy, że w przeciwnym razie nikt z nas nie przetrwa. To jasne, że nie dbamy o siebie nawzajem. Jeśli jednak zrozumiemy, że nasze życie zależy od bycia troskliwym, ponieważ w przeciwnym razie wojna wszystkich nas zmiecie, wtedy zgodzimy się zachowywać tak, jakby nam zależało, a to zachowanie nas zmieni.

Im szybciej dojdziemy do tego zrozumienia, tym mniej będziemy musieli cierpieć w naszym obecnym nędznym stanie. Do tego czasu, przywódcy będą nadal podpisywać nic nie znaczące papiery z pustymi obietnicami, w które nikt nie wierzy i nie zamierza ich dotrzymać.

Źródło: https://bit.ly/3A6Zh6K


Świat byłby w lepszym położeniu bez The Giving Pledge

(*opis do zdjęcia: Prezes Zarządu Berkshire Hathaway Warren Buffett (R) i współzałożyciel Microsoftu Bill Gates reagują po udziale w konkursie rzucania gazetami przed corocznym spotkaniem Berkshire w Omaha, Nebraska 2 maja 2015. REUTERS/Rick Wilking)

The Giving Pledge, zgodnie z oświadczeniem na stronie, „jest zobowiązaniem najbogatszych osób i rodzin na świecie, aby przeznaczyć większość swojego majątku na cele charytatywne.” W 2010 roku Warren Buffett, Melinda Gates i Bill Gates założyli inicjatywę The Giving Pledge [tłum: obietnica przekazania darowizny], po serii rozmów z filantropami na temat tego, jak mogliby ustanowić nowy standard hojności wśród najbogatszych. Inicjatywa The Giving Pledge ma na celu zmierzyć się z częścią najbardziej palących problemów społecznych. Wśród 231 miliarderów, którzy podpisali zobowiązanie, są takie nazwiska jak David Rockefeller, Jeff i Marieke Rothschild, Richard Branson, Charles Bronfman, Elon Musk, MacKenzie Scott, Mark Zuckerberg i oczywiście trzej inicjatorzy.

Kiedy wlewa się tyle pieniędzy w system, który jest tak zepsuty, nie ma najmniejszych wątpliwości, że fundusze pozostaną u tych, którzy są już na szczycie, i nic z tego nie trafi do tych, którzy ich potrzebują.

Wielu z tych ludzi przekazało już miliardy dolarów, a świat nadal niszczeje. Obawiam się, że nawet jeśli wszyscy ludzie z tej listy spełnią swoje obietnice, świat nie będzie ani trochę lepszy niż jest dzisiaj. Będą oni rozpraszać swoje bogactwa po całym świecie, tu zbudują skrzydło szpitala, tam nową szkołę, ale życie ludzi tak naprawdę nie ulegnie poprawie.

To prawda, że w wielu miejscach systemy opieki zdrowotnej i edukacji wymagają poprawy, ale wpompowywanie pieniędzy w chore systemy nie uleczy ich. Jeśli już, to tylko pogorszy chorobę. Biorąc pod uwagę to jaki jest dzisiejszy świat – byłby w lepszej sytuacji bez tych miliardów.

Dysfunkcyjne systemy opieki społecznej, opieki zdrowotnej i edukacji, które widzimy na całym świecie, są w tym stanie nie z braku pieniędzy, ale z braku dobrej woli. Nie ma chęci, aby te systemy dobrze funkcjonowały, ponieważ ludzie nie troszczą się o siebie nawzajem. Kiedy ludzie chcą się wzajemnie wykorzystywać, czerpią przyjemność z patrzenia na cierpienie innych i nie widzą korzyści płynącej z poprawy czyjegokolwiek życia.

Im dłużej pandemia sieje spustoszenie w społeczeństwie, tym pilniej musimy nauczyć się reguł nowego, wyłaniającego się świata i tego, jak w nim funkcjonować. Tylko wtedy, gdy zrozumiemy, jak zmieniły się reguły gry, będziemy wiedzieli, co zrobić z miliardami dolarów w datkach. Wtedy zrozumiemy też, że nie potrzebujemy, aby ludzie dawali społeczeństwu swoje pieniądze, potrzebujemy aby dawali mu swoje serca.

Kiedy wlewa się tyle pieniędzy w system, który jest tak zepsuty, nie ma najmniejszych wątpliwości, że fundusze pozostaną u tych, którzy są już na szczycie, i nic z tego nie trafi do tych, którzy ich potrzebują.

Pieniądze można dobrze spożytkować, jeśli w ludziach jest taka wola. Aby zapobiec sytuacji, w której miliardy, jeśli nie biliony dolarów dodatkowo zasilają korupcję i pozostają w rękach skorumpowanych biurokratów, całe społeczeństwo musi przejść przez kompleksowy proces edukacji. Kiedy ludzie nauczą się dbać o siebie nawzajem, naturalnym będzie wykorzystywanie wszystkich zasobów, dla dobra ogółu. Kiedy tak się stanie, przekonamy się, że możemy mieć doskonałe zdrowie i świetną edukację za ułamek ceny, którą ludzie teraz uważają za konieczną do zapłacenia.

Aby to osiągnąć, potrzebujemy przejść przez proces edukacji. W rzeczywistości jedyną edukacją, jakiej potrzebujemy, jest nauczenie się, jak dbać o siebie nawzajem. Aby osiągnąć taki sposób myślenia, musimy umieć podejść do sprawy z każdej strony. Nauka dowodzi, że systemy, których części współpracują i utrzymują ogólne zdrowie wszystkich swoich elementów, nie tylko przetrwają, ale także rozwijają się. Historia dowodzi również, że społeczeństwa, w których królowała solidarność i spójność były silne, rozwijały się, a rozpadały, gdy górę brały wewnętrzne podziały. Musimy na wszelkie sposoby pokazywać, że jesteśmy silni, zdrowi i szczęśliwi tylko wtedy, gdy jesteśmy zjednoczeni, gdy troszczymy się o siebie nawzajem.

W najbliższych latach setki milionów ludzi pozostaną bez pracy. Pandemia przyspiesza ten proces i już teraz dziesiątki milionów ludzi nie ma pracy albo z własnej woli, albo dlatego, że ich miejsca pracy sprzed pandemii zniknęły. Jak mają oni utrzymać siebie i swoje rodziny, jeśli nie ma między nami wzajemnej odpowiedzialności? Jak pozostaną przy zdrowych zmysłach, jeśli nie będą czuli, że społeczeństwo troszczy się o nich i że są wobec niego zobowiązani? Staną się zbuntowanymi jednostkami, gotowymi w każdej chwili wybuchnąć i wyrządzić krzywdę.

Jeśli jednak ich umysły będą nastawione na solidarność, jeśli zrozumieją i poczują, że wszyscy jesteśmy od siebie zależni i że społeczeństwo będzie się o nich troszczyć, znajdą konstruktywne sposoby, by wnieść swój wkład, a społeczeństwo na tym skorzysta.

Źródło: https://bit.ly/3qBYVSv