Artykuły z kategorii Kryzys, globalizacja

Życie – to nie jest przypadkowy zbiór wydarzeń

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: To, co dzieje się obecnie na świecie, można nazwać teatrem absurdu. Ale ludzkość nie rozumie zamysłu Głównego reżysera. Na czym to polega według Kabały?

Odpowiedź: Głównym reżyserem w rzeczywistości jest natura, która nami zarządza. Badając naturę, zwłaszcza cybernetykę, biocybernetykę, ogólne globalne systemy, geosferę ziemską, widzimy, że wszystko jest ze sobą wzajemnie powiązane, znajduje się w pewnym planie rozwoju. Przy czym ten generalny plan podzielony jest na swoje pod części, które z kolei są ze sobą nawzajem skoordynowane. Nic nie dzieje się na próżno, wszystko jest przewidziane.

Nawet jeśli nie znamy tego planu, to jednak istnieje. Tak samo, jak wcześniej nie byliśmy w stanie przewidzieć pogody z góry na tydzień czy miesiąc, ale dziś już możemy. Tak więc poprzez nasze badania, praktycznie nie wnosimy żadnej zmiany w niczym – po prostu odkrywamy, że ten program istnieje na świecie.

Życie nie jest przypadkowym zbiorem wydarzeń. Widzimy to przeprowadzając wszystkie nasze badania. Dlatego pojawia się pytanie: „Jeśli tak, to ja, jako korona natury, z pewnością mam jakiś cel. Nie na próżno natura mnie stworzyła. Jeśli w każdej cząsteczce, w każdym atomie i molekule założona jest ogromna mądrość, rozwój przyczynowo-skutkowy i tak dalej, więc na czym polega mój rozwój przyczynowo-skutkowy? Na czym polega ten skutek, do którego muszę dojść?

Takie pytania z jednej strony zaganiają nas w ślepy zaułek. Z drugiej strony musimy je wyjaśnić, inaczej nie ma sensu żyć. To jest nasze pokolenie, w którym ludzie zaczynają odczuwać, że należy koniecznie odkryć ten plan, dlatego że życie bez pogoni za czymś, bez perspektywy po prostu pustoszy i pozbawia człowieka chęci do życia.

Z programu telewizyjnego „Przybliżenie kamerą. Teatr absurdu”


Czy powszechna równość może być podstawą pokoju?

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Ideolodzy edukacji, tacy jak filozofowie Rousseau, Diderot, podnieśli kwestię organizacji społeczeństwa w celu osiągnięcia pokoju, którego kamieniem węgielnym byłaby wolność polityczna, równość oraz równość obywatelska.

Czy powszechna równość może być podstawą pokoju?

Odpowiedź: Nie może być uniwersalnej równości, ponieważ jeśli są dwie, to wiadomo, że to nie to samo, gdzieś w czymś nie są sobie równe. Pojęcie równości zakłada, że wewnątrz mimo wszystko istnieje sprzeczność, którą można zrównoważyć. Ale ta równowaga będzie istniała w dynamicznym stanie nierówności, do której należy stale zwracać się i naprawiać.

Oznacza to, że równość nie może być osiągnięta tak po prostu: wziął, osiągnął i to wszystko. Należy równość osiągnąć, a następnie stale podtrzymywać i rozwijać. Na świecie nie może być czegoś takiego: zrobił i odszedł.

Pytanie: Ale może jest jakiś punkt, w którym wszyscy mogą być równi?

Odpowiedź: Nie, wszyscy nie mogą być równi. Oznacza to, będzie tylko ktoś jeden.

Z programu telewizyjnego „Kabała Expres”, 04.03.2022


W przyrodzie jest dużo miłości, ale nie ma altruizmu

Naukowcy z Australii, którzy zamierzali przeprowadzić badania nad srokami australijskimi, przyczepili maleńkie, ważące zaledwie 2,7 g nadajniki do pięciu ptaków w stadzie, aby śledzić ich ruchy i zwyczaje. Co zaskakujące, w ciągu kilku godzin wszystkie nadajniki zostały z ptaków usunięte przez współtowarzyszy ze stada. Śledzone sroki próbowały samodzielnie usunąć urządzenia, ale nie mogły sobie poradzić. Gdy inne ptaki zobaczyły, że te próbują uwolnić się z pasków, ruszyły im z pomocą i w ciągu kilku minut były oswobodzone.

Naukowcy wyjaśnili, że „choć wiemy, że sroki są inteligentnymi i społecznymi stworzeniami, to był to pierwszy znany nam przypadek, w którym zaobserwowano tego typu pozornie altruistyczne zachowanie: pomoc członkowi grupy bez otrzymania natychmiastowej, namacalnej nagrody”.

W latach 2005-2007 kilkakrotnie spotkałem się ze słynną prymatolog Jane Goodall. Odbyliśmy kilka fascynujących rozmów o naturze i o różnicach między zachowaniem człowieka a zachowaniem zwierząt. W jednej z naszych rozmów podzieliła się ze mną stwierdzeniem, że kiedy spędza się dłuższy czas w przyrodzie, ma się wrażenie, że jest ona pełna miłości, a jedynymi, którzy jej nie czują, jesteśmy my, ludzie.

Rzeczywiście, jeśli przyjrzeć się naturze z bliska, łatwo dostrzec, jak wiele jest w niej miłości. Miłość nie jest jednak altruizmem. Za tym, co zwierzęta robią dla siebie nawzajem, zawsze kryje się jakiś motyw, który wynika z własnego interesu. W przypadku sroki, ptaki z tropicielami nagle wyglądały inaczej niż reszta stada, więc inne ptaki pomogły im przywrócić „normalny” wygląd.

Każdy ptak w stadzie lub każde zwierzę w stadzie sympatyzuje z pozostałymi członkami grupy. Ponieważ przeżywalność jednego ptaka w dużej mierze zależy od liczebności stada, w interesie ptaków jest, aby było ono jak największe. Zapewnia im to większą ochronę przed rywalami i potencjalnymi drapieżnikami.

Ludzie, jak zauważyła Goodall, są inni. Mamy dodatkową cechę, jeśli można to tak nazwać: Lubimy patrzeć na cierpienie innych. Gdy inni cierpią, zwłaszcza gdy jest to wynikiem naszych własnych działań, czujemy się lepsi, a przyjemność płynąca z przewagi nad innymi jest cechą wyłącznie ludzką.

Dlatego właśnie aż do poziomu ludzkiego wszystko w przyrodzie jest doskonale zrównoważone. Istnieje instynktowna miłość i wszystko działa harmonijnie. Kiedy jednak w grę wchodzą ludzie, nienasycona żądza wyższości zakłóca cały system. To właśnie sprawia, że wykorzystujemy i znęcamy się nad innymi, nadmiernie konsumujemy, gromadzimy niepotrzebne bogactwa i uszczuplamy zasoby ziemi.

Ponieważ jesteśmy pozbawieni naturalnej miłości, z wyjątkiem więzów krwi, ale dziś nawet te się zacierają, jesteśmy jedynymi istotami na planecie, które muszą „pracować” nad miłością do innych. Nie będzie to altruizm, ponieważ nasze działania nie pozostaną bez nagrody. Naszą nagrodą będzie jednak widok radości innych. Tylko wtedy, gdy będziemy w stanie działać w ten sposób, przestaniemy znęcać się nad otoczeniem i nad sobą nawzajem.

Krótko mówiąc, antidotum na nasze rozkoszowanie się wyższością jest rozwijanie uczucia przeciwnego: przyjemności z oglądania sukcesów innych. Tylko wtedy, gdy będziemy kultywować to uczucie wśród nas, jako społeczeństwo, będziemy mieli szansę stać się opiekuńczy jak pozostałe zwierzęta w przyrodzie i stworzymy zrównoważone środowisko, w którym wszyscy będziemy mogli się rozwijać.

Źródło: https://bit.ly/3O97iPb


Głód następstwem wojny

Po miesiącu wojny w Ukrainie zapowiada się bezprecedensowy światowy kryzys żywnościowy. Eksport pszenicy z Rosji i Ukrainy łącznie stanowi prawie 30% światowej produkcji, a Rosja jest głównym eksporterem nawozów sztucznych na świecie. Dlatego konflikt grozi szybkim rozpętaniem „doskonałej burzy” w światowym rolnictwie, wpływając na dostępność żywności i jej ceny. Musimy zdać sobie sprawę, że nadchodzący głód nie jest wynikiem braku żywności, ale konsekwencją nadmiaru ludzkiego egoizmu.

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że około 45 milionów ludzi na świecie już teraz znajduje się na skraju głodu, a prawie 283 miliony ludzi w 81 krajach jest w wysokim stopniu zagrożonych brakiem bezpieczeństwa żywnościowego (według szacunków Światowego Programu Żywnościowego), prognozy na przyszłość nie są obiecujące. Kryzys energetyczny i gwałtowny wzrost cen gazu ziemnego zadały poważny cios produkcji żywności i kosztom transportu.

Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa przewiduje, że w najbliższych miesiącach ceny żywności wzrosną o co najmniej 20%, a do tego dojdą zakłócenia i wzrost kosztów związane z pandemią COVID-19. Oczekuje się, że sytuacja ta znacznie pogorszy bezpieczeństwo żywnościowe na świecie oraz spowoduje niepokoje społeczne i niestabilność.

Gdyby świat prawidłowo podszedł do problemu bezpieczeństwa żywnościowego, być może nie doszłoby do takiego kryzysu, który zagroziłby zaopatrzeniu i naraził miliony ludzi na ryzyko śmierci głodowej. Moglibyśmy podejść do tej sytuacji w zdrowy sposób i ocenić, co mamy, ile potrzebujemy, komu brakuje i jak najlepiej rozdzielić nasze zasoby, tak jak w rodzinie.

Problem polega na tym, że choć świat staje się coraz bardziej współzależny, to jednocześnie jest coraz bardziej oderwany od siebie. Nikt tak naprawdę nie myśli o dobru innych. W niektórych miejscach podstawowe zboża konsumpcyjne są nawet palone, aby utrzymać wysokie ceny, co powoduje, że ludzie w innych miejscach dosłownie umierają z głodu. Tak więc kryzys żywnościowy, z którym mamy do czynienia, nie jest kwestią ograniczonych zasobów, ale braku wzajemnej troski i odpowiedzialności między nami.

To nie jest pierwszy kryzys żywnościowy, z którym boryka się świat, i nie będzie ostatni. Miliardy dolarów, które organizacje międzynarodowe przeznaczają na walkę z głodem, mogłyby wielokrotnie wyżywić cały świat, ale problem nie został rozwiązany, ponieważ nie ma prawdziwego zainteresowania znalezieniem rozwiązania. Głód to dochodowy biznes i sposób na dominację. Ci, którzy zarabiają na nim krocie, z radością utrwalają głód. Inni, analizując na chłodno sytuację, patrzą na 8 miliardów ludzi na świecie i uważają, że łatwiej i korzystniej byłoby mieć do czynienia z połową tej liczby, tak jak to było sto lat temu, gdy zapotrzebowanie na zasoby naturalne było mniejsze.

Moim zdaniem, dopóki nie zajmiemy się sednem problemu, czyli egoizmem ludzkiej natury i wojną między korzyścią własną a interesem wspólnym, nie znajdziemy żadnego remedium na nasze nieszczęścia. Wszystkie opcje zostały wyczerpane. Tylko wzniesienie się ponad egoistyczne interesy dla wspólnego dobra może oszczędzić ludzkości jeszcze wielu lat niepotrzebnych udręk.

Kryzys żywnościowy, z którym mamy do czynienia, powinien zmusić nas do ponownej oceny naszych priorytetów w rozwiązywaniu problemów globalnych. Dopiero gdy ludzie zrozumieją, że każdy członek społeczeństwa jest zależny od innych i że świat jest jak jeden organizm, w którym poważna choroba któregokolwiek z organów wpływa na cały system aż do jego załamania, wtedy zaczniemy się zmieniać. Wówczas zaczniemy dostrzegać akty wzajemnej troski i systemy wsparcia tworzone przez społeczność, władze i wszystkich odpowiedzialnych za powstanie nowego społeczeństwa opartego na wzajemnej odpowiedzialności. Ludzkość po prostu nie ma innego wyboru, nie ma innego sposobu na przetrwanie.

Źródło: https://bit.ly/3JHJYVx


Globalizacja 2.0

BlackRock zarządza największym na świecie portfelem finansowym, nadzorującym 10 bilionów dolarów. W ostatni czwartek założyciel i prezes firmy, Larry Fink, wysłał do akcjonariuszy list, w którym stwierdził, że „rosyjska inwazja na Ukrainę położyła kres globalizacji, jaką znaliśmy przez ostatnie trzy dekady.” Nie tylko Fink jest tego zdania. Inwestor z Wall Street Howard Marks z Oaktree Capital wyraził podobne obawy w swoim liście do akcjonariuszy w środę. Napisał, że negatywne aspekty globalizacji zostały spotęgowane przez wojnę na Ukrainie i „spowodowały powrót wahadła w kierunku lokalnych źródeł zaopatrzenia”. Nie przewiduję, że kraje zaczną się od siebie odłączać, ale na pewno jesteśmy świadkami dużej zmiany. Zmierzamy w kierunku świata, w którym gospodarki dzielą się między sobą, a ludzie czują się bardziej częścią globalnego społeczeństwa niż zlepkiem narodów. Zmierzamy w kierunku kolejnej fazy globalizacji: globalizacji 2.0.

Dawniej produkcja wymagała rąk do pracy. Kiedy koszty pracy na Zachodzie stały się zbyt wysokie, firmy szukały tańszej siły roboczej w innych miejscach i zaczęły przenosić linie produkcyjne za granicę. Jednocześnie poprawiła się komunikacja, transport stał się bardziej przystępny cenowo, a produkty, które kiedyś były dystrybuowane lokalnie, zaczęły trafiać na rynki światowe.

Dziś jednak ręce do pracy są mniej potrzebne, ponieważ wiele czynności wykonują roboty i zautomatyzowane maszyny. Produkty stają się coraz bardziej kompaktowe, a obecnie nawet usługi, takie jak call center, są zlecane do wykonania w tańszych lokalizacjach. Wydaje się, że lokalność straciła wiele na swojej wartości; mniej istotne stało się to, gdzie coś jest produkowane, i mniej istotny stał się czynnik wpływający na cenę. Oczywiście, wiele produktów nadal zależy od lokalizacji, np. rudy czy paliwa, ale trend jest jednoznaczny.

Podczas gdy wartość lokalna utraciła swą wartość, powiązania między krajami stały się bardzo istotne w kwestii ich przetrwania. Zdławienie gospodarcze Rosji poprzez nałożenie sankcji w związku z jej inwazją na Ukrainę będzie dla Rosji bardzo bolesne. Tak jak globalizacja podtrzymuje niektóre kraje, zwłaszcza te silnie uzależnione od eksportu lub importu, tak jej odmowa może zniszczyć kraj, odcinając go od przepływów i odłączając od globalnego systemu finansowego.

Jedyny przypadek, kiedy odłączenie kraju jest pomocne, to taki, w którym służy ono stworzeniu lepszego, bardziej poprawnego połączenia. Tak jak rodzice, czasami, kiedy dzieci nie mogą przestać się kłócić, wysyłają je do osobnych pokoi, aż ochłoną, tak samo państwa czasami muszą zrobić to samo.

Sytuacja między Rosją a Ukrainą jest tego przykładem. Te dwa narody mają wspólną kulturę, podobne języki, występuje swoboda małżeństw mieszanych, a nawet granice między nimi się zmieniają (i dlatego są sporne). Kiedy jednak nie mogą dojść do porozumienia i zaczynają walczyć, muszą zostać rozdzielone do czasu, aż napięcie opadnie i będą mogły się konstruktywnie porozumieć.

Obecnie nie wydaje się to możliwe, ale dzięki ich konfliktom ludzkość nauczy się, jak to robić. To jednak wielka szkoda, że ludzie, a nawet całe narody, muszą tak słono płacić za naukę komunikacji, która powinna być oczywista dla każdego z nas. W prawidłowych relacjach uczestnicy przedkładają wspólne potrzeby nad swoje własne. To tak, jakby na środku świata stała wielka miska, a wokół niej wszystkie kraje. Każdy kraj wrzuca do miski swoją potrawę i wszyscy cieszą się powstałym gulaszem.

Z jednej strony kraje mówią o zrównoważonym rozwoju i ograniczeniu produkcji w celu zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych. Z drugiej strony, te same kraje produkują dwa razy więcej niż zużywają lub eksportują. Nadwyżka zaśmieca ziemską glebę, powietrze i wodę, a ludzie, których nie stać na te produkty, głodują w potrzebie niesprzedanych dóbr. Jest to niesprawiedliwe, niemądre i niezrównoważone.

Globalizacja oznacza, że staliśmy się jednym społeczeństwem. Nadszedł czas, abyśmy zaczęli zachowywać się tak, jak należy. Nadszedł czas, aby wprowadzić globalne planowanie, globalną produkcję, globalny system opieki społecznej, który naprawdę działa, globalny system opieki zdrowotnej i globalną edukację.

Gdybyśmy czuli się bardziej jak jedna rodzina lub przynajmniej jeden kraj, a mniej jak członkowie gangów, którzy zostali wrzuceni do jednej celi więziennej, aby walczyć na śmierć i życie, nie potrzebowalibyśmy armii. Zaoszczędzone w ten sposób fundusze pozwoliłyby sfinansować znacznie więcej potrzeb niż te opisane powyżej. Na planecie Ziemia wszystkiego jest pod dostatkiem. Jedyne, czego brakuje, to dobrych połączeń.

Źródło: https://bit.ly/3jBpF18


Jak prawdziwie przygotować dzieci do życia

Nowy program edukacyjny w Izraelu proponuje przygotowanie 12-klasistów do życia. Będzie on realizowany w ciągu ostatnich sześciu miesięcy nauki w szkole podstawowej, a program ma ich nauczyć, jak zarządzać finansami i jak skutecznie odnaleźć się na zmieniającym się rynku pracy. Przygotowanie dzieci do życia to świetny pomysł, ale jeśli zaczniemy je realizować w ostatnim półroczu nauki, to: a) tak naprawdę nie przygotujemy ich do niczego i b) co robiliśmy przez jedenaście i pół roku przed tym ostatnim półroczem? Aby przygotować dziecko do życia, musimy najpierw przygotować rodziców do rodzicielstwa, a następnie przygotowywać dzieci od momentu ich narodzin.

Mówiąc o przygotowaniu do życia, musimy uwzględnić wszystkie jego aspekty. Edukacja finansowa to tylko jeden z aspektów, i to wcale nie najważniejszy. Dzieci potrzebują wiedzy w każdym aspekcie życia, ale najważniejszym z nich, a zarazem najrzadziej nauczanym, są relacje międzyludzkie. Możemy być wybitni w swojej dziedzinie, możemy zarabiać dużo pieniędzy i być zamożni, ale jeśli nie potrafimy pozytywnie komunikować się z innymi ludźmi i sprawiać, by czuli się dobrze w naszym otoczeniu, nie będziemy szczęśliwi.

W dzisiejszych czasach najczęściej występującym schorzeniem jest depresja. Większość innych schorzeń, takich jak różne uzależnienia, przemoc, zaburzenia odżywiania, pracoholizm itp. ma swoje źródło w depresji, która objawia się różnymi symptomami. Obecnie w leczeniu depresji powszechnie stosuje się leki. Leki jednak nie leczą depresji, a jedynie tłumią ból. Gdyby natomiast osoby cierpiące na depresję potrafiły nawiązywać wspierające i pozytywne relacje, ich depresja zniknęłaby tak, jakby nigdy nie istniała, i to bez żadnych leków.

Dziś większość dorosłych nie wie, jak pozytywnie komunikować się z innymi. Dlatego, aby nauczyć dzieci budowania pozytywnych relacji z innymi, dorośli także muszą nauczyć się tego rzemiosła.

Może się to wydawać naiwne lub nierealistyczne, że ludzie mogą odnosić się do siebie nawzajem bez złych intencji w sercu, ale dalsze życie w dotychczasowy sposób jest nie tylko nierealistyczne, ale także niszczy nasze społeczeństwo i naszą planetę oraz stwarza realne ryzyko wybuchu kolejnej wojny światowej.

Dlatego nawet jeśli nie uda nam się nawiązać pozytywnego kontaktu, to nikomu nie zaszkodzi, jeśli się postaramy. Jeśli jednak nie podejmiemy żadnych starań i nadal będziemy postępować tak jak dotychczas, z pewnością zniszczymy siebie i planetę, na której żyjemy, a przyszłość, jaką pozostawimy naszym dzieciom, będzie bardzo ponura. Po katastrofie nadal będą musiały nauczyć się żyć w zgodzie ze sobą, więc czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy nauczyli się tego rzemiosła i przekazali je naszym dzieciom, póki jeszcze tu jesteśmy?

Źródło: https://bit.ly/3xiSaci


Czy możemy zmienić siebie?

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Kabaliści mówią o pewnej koncepcji zbudowania społeczeństwa, w którym wszyscy są zjednoczeni. Jak sobie to wyobrażają?

Odpowiedź: Przede wszystkim konieczne jest całkowite uświadomienie sobie zła egoizmu. Ale gdy już go sobie uświadomimy, co dalej?

Załóżmy, że rozumiem, że na świecie nie ma nic oprócz zła. Ale czy mogę zamienić je na przeciwstawną do niego właściwość?! Przecież istnieje albo siła przyciągania, albo siła odpychania. Albo otrzymywania, albo oddawania. Czy mogę pracować w trybie oddawania zamiast otrzymywania? – Nie. Bo taka jest nasza natura.

Okazuje się jednak, że w naturze jest siła, która może nas zmienić na przeciwstawną – po prostu wziąć i zmienić. Dzisiaj pracuję tylko w trybie otrzymywania: gdzie, co i jak otrzymać. W dodatku więcej, wygodniej, za mniejsze wynagrodzenie, mniejszym wysiłkiem, żeby mniej dawać i więcej otrzymywać – jest to formułą całego mojego życia, mojej aktywności na poziomie: fizjologicznym, intelektualnym, duchowym, na każdym.

Czy ja mogę siebie zmienić? W naturze jest taka siła, która stworzyła egoizm. Również może wpłynąć na nas w taki sposób, że zmieni nas w przeciwnym kierunku. Nagle, zamiast tego, żeby cały czas działać według formuły „mniej dać a więcej zabrać”, zaczniemy żyć według innej formuły: „Więź między nami – jest najważniejsza. To ona określi wszystkie moje działania”.

Oznacza to, że moje działania będą skierowane na to, aby być maksymalnie połączonym z resztą – nie otrzymywać ze względu na siebie, ale zjednoczyć się ze wszystkimi. Poza tym, odkryję siebie i całą naturę jako jedną całość. Jeśli ta jedna całość nie będzie ze sobą związana razem, to będzie się coraz bardziej rozpadać, aż w końcu zniszczy mnie, tak jak rak nowotworowy niszczy organizm.

Jeśli przedstawię to wprost, nie pozostanie mi żadna możliwość, z wyjątkiem tego aby obowiązkowo znaleźć sposób, by zamienić siebie na połączenie z innymi. Teraz, kiedy zbliżamy się do globalnej katastrofy, ponieważ cały świat jest globalny i wszyscy zależą od siebie nawzajem, jesteśmy do tego zobowiązani.

Dlatego odkrywa się Kabała, która naucza: „Jest taka siła w naturze. To jest ta sama siła, która stworzyła twój egoizm i wpływa na niego. Ona może go zmienić, zrobić taką inwersję: raz – i po wszystkim. Jeśli rozumiesz, że powinieneś być wzajemnie połączony z innymi dobrymi połączeniami, to ta siła wykona za ciebie całą pracę. W jaki sposób? – Oto metoda dla Ciebie“.

Wtedy naprawdę możemy zmienić naturę człowieka. Nie my sami i nie jakieś dyktatury, ale ta siła, którą wywołamy. Widzimy to na przykładzie kabalistów, którzy na przestrzeni wielu pokoleń urzeczywistniali to w praktyce. Obecnie zbliżamy się do stanu, kiedy to można zrobić z całą ludzkością. To jest właśnie nasza świetlana przyszłość.

Z programu telewizyjnego „Przybliżenie kamerą. Gen altruizmu”


Walczyć o przejawienie się dobroci!

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Jaką radę dałby Pan liderowi, szefowi, który odczuwa dążenie do władzy? Co powinien zrobić?

Odpowiedź: Postanowić by przeprowadzono wybory tylko i wyłącznie według kryterium dobroci i miłości pretendenta do władzy: co chce zrobić, jakie dobre uczynki spełnić, jak chce napełnić swoją miłością podległą mu przestrzeń.

Komentarz: Zwykle ma już całą listę tego, co chce zrobić.

Odpowiedź: Nie! Lista tutaj nie pomoże. Należy codziennie, co tydzień, co miesiąc, co rok, ciągle sprawdzać jego zarządzanie. Jeśli nie spełnia warunków, natychmiast usunąć.

Za nim stoi kolejka tych, którzy będą walczyć o przejawienie się dobroci! Kolejka ludzi chcących przejawiać władzę miłości w stosunku do społeczeństwa.

Z programu telewizyjnego „Stany duchowe”, 22.03.2022


Wychowanie w miłości

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Czy istnieją skuteczne mechanizmy zwalczania negatywnego wpływu władzy na indywiduum, na zachowanie człowieka?

Odpowiedź: Stopniowa edukacja miłości każdego, do wszystkich innych przez wiele lat, być może nawet pokoleń. Nic więcej! Tylko w taki sposób możemy wznieść się ponad swoją egoistyczną naturę i dać się rządzić miłością.

Komentarz: Ale to długi edukacyjny proces.

Odpowiedź: Nie mamy innego.

Z programu telewizyjnego „Stany duchowe”, 22.03.2022


Jesteśmy gorsi od naczelnych

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Człowiek, jako gatunek, jest źle przystosowany do wykonywania obowiązków rodzicielskich w izolacji od społeczeństwa. Tak mówią biolodzy ewolucyjni. „W tym sensie nie jesteśmy naczelnymi, nie jesteśmy szympansami, jesteśmy surykatkami”, biolodzy mówią, „mrówkami i pszczołami”. Dlatego pandemia stała się dla nas okrutnym i trudnym testem.

Zamknięto żłobki, przedszkola, szkoły, zlikwidowano kółka, sekcje, odwołano babcie, trzeba było samemu wychowywać dzieci. I wtedy zaczęły się rodzicielskie stresy, rodzicielskie depresje, krzyki, łzy. Każda matka szympansa opiekuje się swoim dzieckiem w pojedynkę. My ludzie nie możemy żyć bez wsparcia innych, jesteśmy mrówkami, zbiorowymi stworzeniami. Tak twierdzą biolodzy.

Jak Pan myśli, czy to jest nasza słabość?

Odpowiedź: Ogólnie rzecz biorąc, nasz indywidualistyczny egoizm nie pozwoli nam właściwie wychować nawet naszych własnych dzieci. Jesteśmy indywidualistami. Nie możemy uczyć, nie możemy pokazać, co znaczy być od siebie zależni. Dobrowolnie, prawidłowo wychowywać swoje dzieci w miłości do bliźniego, a nie w miłości do siebie samego. przecież to, co pokazujemy swoim dzieciom, jest sprzeczne z zasadami natury, prawdziwej natury, wyższej natury.

Oznacza to, że jeśli wychowujemy człowieka, aby troszczył się tylko o siebie, wychowujemy go jak małpę. Jeśli wychowujemy człowieka, aby dbał o innych, wtedy wychowujemy go na człowieka.

Pytanie: Takim wychowaniem nie zajmujemy się ani w żłobkach, ani w przedszkolach ani w szkołach, nigdzie?

Odpowiedź: Absolutnie tak. To jest sprzeczne z naszym egoizmem, naszymi fundamentami. Mówimy wręcz odwrotnie: „On cię bije – oddaj mu! Nie poddawaj się, trzymaj się! W taki sposób będziesz silny i będziesz wygrywał w życiu”.

Pytanie: To znaczy stłumić innego?

Odpowiedź: Tak. Stworzyliśmy takie środowisko, że tylko tłumienie drugiego daje możliwość, aby przetrwać i jakoś prosperować.

Pytanie: Jednak po co wysyłamy dzieci do przedszkoli, do żłobków na wychowanie?

Odpowiedź: Jakie tam wychowanie? Wychowanie małpie. Nie wyszliśmy z poziomu naczelnych i nawet jeszcze gorzej. Dlatego że powinniśmy być od nich wyżej pod względem społecznego statusu, a w ostatecznym wyniku – nie jesteśmy.

Pytanie: Czy uważa Pan, dlatego że mamy indywidualne właściwości, to rodzice tak się denerwowali, gdy wszystko pozamykano w pandemii i musieli sami wychowywać swoje dzieci w domu?

Odpowiedź: Nie wiedzieli, co zrobić z tym dzieckiem, dlatego że przyzwyczaili się do życia wyłącznie dla siebie.

Pytanie: Czyli okazuje się, że wysyłamy dzieci do przedszkoli, żłobków, żeby je tam podrzucić? Tylko po to?

Odpowiedź: To i tak zrozumiałe. Możesz przeprowadzić ankietę i zobaczysz, ilu ludzi powie, że wysyłam dziecko do przedszkola, żeby iść do pracy. Dzięki Bogu, że mam pracę. Nie dlatego, że potrzebuję pieniędzy, ale dlatego, że potrzebuję tej pracy. To dla mnie lepsze niż siedzenie w domu z dzieckiem. Ile kobiet powie: nie „ Jestem gotowa siedzieć z dzieckiem w domu, dla mnie to jest najważniejsze”. Jeśli to rzeczywiście prawda, a nie jakieś inne ukryte cele.

Pytanie: Czyli uważa Pan, że procent tych, którzy poślą swoje dziecko do przedszkola będzie 2-3 razy wyższy niż tych, którzy powiedzą: „Ja chcę wychowywać, swoje dziecko w domu”?

Odpowiedź: Tak. Siedzieć w domu z dzieckiem – nie sądzę, że takich kobiet będzie wiele. Z miłości do dziecka, z tego, że je sama wychowuję, dlatego że inaczej dziecko nie będzie wychowywane tak jak ja uważam, że powinno być wychowane. Obróć to wszystko, co powinno być w rzeczywistości, to zobaczysz, że po pierwsze ludzie nie są do tego przystosowani. Nie mają takich skłonności, zamiarów.

Komentarz: Dla tego człowiek musi być i nauczycielem, i rodzicem, i wszystkim innym. I musi gotować, i robić wszystko co potrzeba.

Odpowiedź: Jesteśmy gorsi od naczelnych. Małpy troszczą się o swoje pokolenie na zwierzęcym, naturalnym, instynktownym poziomie i robią to prawidłowo. Dlatego każde ich pokolenie nie jest coraz gorsze. A my z każdym pokoleniem wydaje się, że niby jesteśmy mądrzejsi, rozwijamy coś na zewnątrz: technologię, wiedzę, ale stosujemy to tylko ze szkodą dla siebie i innych.

Komentarz: Czyli nie jesteśmy mrówkami, jak mówią biolodzy?

Odpowiedź: Nie! My w ogóle jesteśmy nikim. Jesteśmy szczególnym, niefortunnym, ślepym gatunkiem ewolucji.

Pytanie: Czy istnieje wyjście z tego impasu?

Odpowiedź: Tylko poprzez cierpienie. Jeśli zobaczymy, gdzie się znaleźliśmy, co narobiliśmy, jakie konsekwencje wywołujemy w naszych relacjach społecznych, wtedy, być może przyjdzie to olśnienie. Dzisiaj po prostu nie mamy na to ani mózgów, ani pragnienia, ani uczuć, niczego. A jeśli kiedykolwiek, mam nadzieję, że nastąpi to szybko, uświadomimy sobie: „Co my robimy? Przecież powinno być zupełnie odwrotnie!”. – to wtedy pojawi w nas mnóstwo pytań do Stwórcy i do kabalistów.

Z programu telewizyjnego „Wiadomości z Michaelem Laitmanem”, 06.12.2021