Francja, wojna toczyła się, kiedy spałeś

Podczas gdy wszyscy w zachodnim świecie wyrażają szok z powodu niedawnych morderstw popełnionych we Francji przez ekstremalnych islamistów, zastanawiam się, gdzie byli ci wszyscy eksperci przez te wszystkie lata, kiedy powstawał problem, który teraz eksplodował, a oni teraz szybko doradzają potępienie. Przez ostatnie cztery dekady Francja przyjmowała miliony muzułmanów, nie asymilując ich w społeczeństwie. Dali im wszelkie przywileje bez żadnych zobowiązań, a teraz są zaskoczeni, że uchodźcy stali się właścicielami kraju. Co oni sobie myśleli? Nadszedł czas, aby Francja się obudziła i zdała sobie sprawę, że nie ma już starcia cywilizacji. Było, ale Francuzi to przespali i pod ich nieobecność postanowiono przeciwko nim. Francja stanie się kalifatem, a reszta Europy Zachodniej pójdzie jej śladem.

W swojej ignorancji Europejczycy wpuszczali do swoich krajów coraz więcej muzułmanów, podobnie jak Ameryka, a teraz mają do czynienia z populacją, która z definicji nie stara się z nimi zintegrować ani upodobnić się do nich, ale zdominować i nawrócić ich.

Oczywiście nie wszyscy muzułmanie stosują przemoc, ale islam nakazuje jego ekspansję na całym świecie. W końcu cały świat musi być pomalowany na zielono – dominujący kolor w islamie. W swojej ignorancji Europejczycy wpuszczali do swoich krajów coraz więcej muzułmanów, podobnie jak Ameryka, a teraz mają do czynienia z populacją, która z definicji nie stara się z nimi zintegrować ani upodobnić się do nich, ale zdominować ich i nawrócić.

Zachodni przywódcy nie mogą twierdzić, że nie wiedzieli, że taki był plan, ponieważ nikt nigdy nie próbował go ukrywać. Jest to jasno napisane w każdej książce o islamie, proklamowane przez każdego przywódcę muzułmańskiego i wyrażone w ich polityce. Pluralizm jest wspaniały, a wolność wyznania godna podziwu, ale jawna ślepota, przysłoniła zapowiadane wrogie zamiary? Ta katastrofalna głupota doprowadzi do upadku zachodniej kultury.

Dzisiejsi muzułmanie czują się tak pewni siebie i tak zmotywowani, że opór Macrona tylko ich ośmiela. Jego walka doprowadzi tylko do większej przemocy, do nadania muzułmanom większych przywilejów i pokaże, kto jest prawdziwym szefem we Francji.

Wszystko to jest oczywiście złą wiadomością dla żydowskiej części francuskiego społeczeństwa, największej diaspory w Europie. Żydzi nie powinni pozostawać w Europie. Nie jestem pewien, dokąd mogą się udać, ale nie powinni tam zostać. Ameryka nie jest dla nich opcją; sytuacja tam już jest bardzo zła dla Żydów i szybko się pogarsza, niezależnie od wyniku wyborów. Niektórzy z nich mogą udać się do Kanady, inni do Izraela, ale niezależnie od tego, europejskie żydostwo należy do przeszłości; to, co z nich zostało, zostanie pochłonięte i rozproszy się.

Pomimo wielkiej konsternacji jest powód do wrzawy. W ten sposób rzeczy poddawane są szczegółowej analizie. To prawda, jest to bardzo bolesna droga i istnieją inne opcje, ale upór ludzkości nie pozostawia nic innego, jak przejść przez to drogą cierpienia.

Końcowym rezultatem narastającego zgiełku jest zjednoczenie ludzkości. Na przykład związek między islamem a chrześcijaństwem mógł nastąpić w znacznie spokojniejszy sposób, ale gdy wszystko, czego chcesz, to wyzysk i dominacja, w końcu przegrywasz. Przydarzyło się to każdemu krajowi, który kiedykolwiek rządził. Kiedy twoja siła słabnie z powodu zadowolenia z siebie i pychy, ten którym rządzono pokonuje rządzącego, tak jak ma to miejsce teraz we Francji.

Nie mam obaw co do pozytywnego zakończenia tego procesu. W końcu ludzkość połączy się i stanie się jednością, ​​której części działają w harmonii i na zasadach opartych o wzajemność. Jednak boli mnie, że musimy się tam dostać tak wolno i tak boleśnie.

Wkraczamy w nową erę, którą „rozpoczął” Covid. Pomimo ponurej perspektywy, wiele możemy zrobić, aby przejść (względnie) pokojowo przez okres przejściowy. Jeśli skupimy się na więzi i zrezygnujemy z części naszego uporu, być może moje ponure przewidywania się nie spełnią. Jeśli zdamy sobie sprawę z tego, gdzie jesteśmy i zaakceptujemy, że naszym jedynym ratunkiem jest jedność, (choć raz) dostosujemy się do trajektorii ewolucji a siła, którą zgromadzimy dzięki naszej jedności zmieni rzeczy na lepsze. Nie będziemy musieli walczyć z islamem ani z nikim innym, a tylko z własną niechęcią do łączenia się.

Niemniej jednak natura połączy nas poprzez wojnę i rozlew krwi lub z własnej woli. Wybór należy do nas.

Źródło: https://bit.ly/3nWkF7F


Moje myśli na Twitterze, 16.08.20, cz. 1

Odbyliśmy wspaniały kongres. Pokazuje to, na ile nasze wspólne podejście daje nam możliwość, aby zjednoczyć się w nowych warunkach. Będziemy się dalej tego uczyć! Jestem nieskończenie wdzięczny wszystkim i każdemu z uczestników osobno. Planujemy następny kongres – na wyższym poziomie, definiując sami jego stopień!

Obecnie, prawdopodobnie do zimy w handlu detalicznym, sektorze usług i innych niepotrzebnych i pokrewnych branżach rozpocznie się zamykanie i bankructwo – wszystko powinno być stopniowo redukowane tylko do wymaganej objętości. A ludzie i rządy mają obowiązek przyjąć to jako konieczność i wspomagać zachodzące zmiany.

@Michael_Laitman


Ten, który we mnie siedzi

каббалист Михаэль Лайтман Komentarz: Na świecie odczuwany jest ból. Jak Pan mówi cały czas, pandemia na tym się nie skończy. ONZ zaakceptowało już, że przegraliśmy w tej walce: ponad milion ofiar, ponad 30 milionów zarażonych i musimy się zjednoczyć. I co? Jak się zjednoczyć? Nagle Karabach! Naród przeciw narodowi! Wylewa się taka nienawiść, jakiej wcześniej nie było.  Co się dzieje na Białorusi! Co się wyprawia w Ameryce!

Odpowiedź: Świat, oczywiście się zdegradował…

Pytanie: A Izrael? Rząd nie może podjąć elementarnych decyzji. Mam takie wrażenie, że nie odizolowali nas w mieszkaniach, pokojach, nie wystraszył nas ten wirus.

Odpowiedź: Wzajemne pretensje są najsilniejsze.

Pytanie: To jest zdumiewające! A co to za natura?! Jak z nią pracować?

Odpowiedź: To jest właśnie kolejny etap egoizmu. To, że ja coraz mniej i mniej zwracam uwagę na konsekwencje, które jakby zagrażają. Grożą mi, innym grożą, to nie ma znaczenia, nie czuję tego. Co mogę zrobić?

Pytanie: U człowieka nie ma żadnej odpowiedzialności. Czy powinien nastąpić jakiś zwrot mózgu, czy jednak zwrot serca?

Odpowiedź: „To, czego nie czyni rozum, czyni czas” – tak jest powiedziane w Biblii. Staramy się jakoś przyspieszyć ten proces uświadamiania sobie zła. Po co? Po to, aby ludzkość powiedziała swojemu egoizmowi: „Koniec! Ty już wieęcej nie panujesz nade mną! Oddzielam się od Ciebie! Oto ty, a to ja”.

Jak zrobić, żeby uświadomić sobie, że on przez cały czas mną rządzi? Ja wstaję rano i czuję, że on mną rzadzi: „Wstań, idź tam, zrób to, tak usiądź, tak…”. Cały czas on mi rozkazuje.

Pytanie: Czy należy przyznać, że jestem jego niewolnikiem?

Odpowiedź: Nie przyznaję się do tego. Zaczynam to rozumieć i zaczynam się buntować przeciwko temu. Dlatego widzę, że w zasadzie on nie przygotowuje mi nic dobrego. Musimy wznieść się ponad to, aby nasza ziemska natura nami nie zarządzała. Nie możemy dłużej w tym żyć.

Pytanie: Możemy razem rozmawiać o egoizmie i człowieku, o tym, że egoizm nami kieruje, zderza nas ze sobą i w zasadzie spycha w przepaść. A czy zwykły człowiek może rozumować w ten sposób, czy nie?

Odpowiedź: Jeśli będzie się mu to ciągle wyjaśniać, to w końcu będzie mógł. Z jednej strony wyjaśnienie, a z drugiej strony ciosy od losu. Wyjaśnienia powinny być cały czas przed jego oczami. I on nie widziałby ich, nie czytałby, nic. Ale nadejdzie czas, otrzyma cios i wtedy nagle zobaczy. Albo zacznie gorączkowo szukać; „Co mam zrobić?! Jak pozbyć się problemu?!” I wtedy zaczyna widzieć i słyszeć. 

Z programu telewizyjnego „Wiadomości z Michaelem Laitmanem”, 01.10.2020 


U progu światowej rewolucji

каббалист Михаэль ЛайтманCzłowiek – to w istocie tylko pragnienie otrzymywania przyjemności, które jest bardzo wrażliwe na przyjemność lub ból. I dlatego Stwórca mógłby w jednej chwili zobowiązać całą ludzkość, aby stała się absolutnie sprawiedliwa.

Ale On chciał, abyśmy doszli do tego poprzez zrozumienie, świadomość i sami poprosili Go, aby doprowadził nas do obdarzania i zjednoczenia, sami zechcieli wzajemnego poręczenia, sami dążyli do tego, aby stać się podobnymi do Stwórcy.

Dlatego zajęło to tak wiele czasu i różnych warunków. Stwórca musiał podzielić całą ludzkość na siedemdziesiąt części, siedemdziesiąt narodów świata, na różne czasy i różnego rodzaju stany. Wszystko po to, aby nad każdym pragnieniem zbudować odczucie, które jest wyższe od samego pragnienia, to znaczy ze względu na obdarzanie, a także rozum, który jest w stanie obliczyć, kiedy i na ile można wykorzystać pragnienie otrzymywania przyjemności i pragnienie obdarzania.

A zatem człowiek może regulować, ile może otrzymać od Stwórcy, aby wystarczyło tylko na naprawę pragnienia na obdarzanie i ani kropli więcej.

Okazuje się, że trzeba zaprogramować pragnienie otrzymywania przyjemności, aby ono wchłonęło całą mądrość, wiedzę, zdolności, które pozwalają działać wbrew swojej własnej naturze. Nauczyć je doceniać naturę Stwórcy, jako najwyższą jakość, przyodziać się nią, być pod wrażeniem i postępować tak jak On, podobnie do Niego.

Tylko w wyniku bardzo złożonego procesu można doprowadzić stworzenie do upodobnienia się do Stwórcy. Ponieważ początkowo jest ono od tego nieskończenie daleko, zupełnie przeciwstawne. Stwórca stworzył pragnienie otrzymywania przyjemności odwrotnym do pragnienia obdarzania, a następnie rozbił je, programując w tym pragnieniu maleńkie iskry obdarzania.

I te iskry również znajdują się pod władzą egoizmu. Dlatego człowiek wykorzystuje całe swoje egoistyczne pragnienie i wszystkie iskry obdarzania, dzięki którym łączy się z innymi, buduje różne społeczeństwa, biznesy, chcąc na sobie nawzajem zarabiać. A wszystko dzięki tym iskrom, które upadły wewnątrz pragnienia otrzymywania przyjemności. W przeciwnym razie pragnienia pozostałyby odizolowane i nie byłyby w stanie połączyć się ze sobą.

A kiedy zaczynamy łączyć się i zarabiamy na sobie, to rozumiemy, jakie to jest korzystne i dodajemy coraz więcej połączeń. I nagle wszystko rozbija się z powodu niemożności dalszego postępowania w taki sposób i zaczyna się katastrofalny upadek. Ten kryzys narastał przez cały XX wiek, a obecnie doszedł już do takiego punktu, kiedy z gospodarczego upadku przekształcił się w ogólnospołeczny.

Dzisiaj zaczynamy rozumieć, że połączenie może być złe. Chociaż pochodzi z iskier światła. Obecnie dostaliśmy zadanie, polega ono na tym, aby zmienić to połączenie w dobre. Jest to proces szczególny, dlatego że wymaga od nas połączenia się tylko dla dobra bliźniego. Dlatego trzeba podnieść iskry Wyższego Światła ponad swoje pragnienie otrzymywania przyjemności.

Po rozbiciu wspólnej duszy i do dzisiejszego dnia, te iskry pomagały nam zbudować pragnienie otrzymywania przyjemności w jeszcze bardziej egoistycznej formie. Ale teraz musimy wziąć to pragnienie otrzymywania przyjemności i przydzielić do służby iskrom, aby przyciągnąć światło i rozwijać pragnienie obdarzania, a nie otrzymywania. Intencja obdarzania musi wznieść się ponad otrzymującą, co oznacza pracę w wierze ponad wiedzą. Siła obdarzania – siła Biny będzie przez nas ceniona wyżej od siły otrzymywania.

Dlatego musimy dokonać wielkiej rewolucji, aby intencja obdarzania była ważniejsza niż siła egoizmu i iskier, które upadły w pragnienie podczas rozbicia, zaczęły determinować nasz rozwój – po to, aby egoizm komenderował rozwojem używając iskier do połączenia się z innymi w celu, zarabiania na nich.

Z lekcji według artykułu „Poręczenie”, 25.09.2020


Moje myśli na Twitterze, 19.11.20

Każda osoba w dziesiątce powinna być najmniejsza i największa. Jeśli wszyscy w dziesiątce tak będą pracować, otrzymamy silnik z dziesięcioma cylindrami – wyobraź sobie tylko, jaka to moc! Wszystkie tłoki pompują naszą wspólną objętość, aż przepełnimy miarę i Stwórca zostanie odkryty w środku.

W pierwszym cyklu pracy tłoków topię się w dziesiątce i stamtąd czerpię pragnienia przyjaciół. W drugim cyklu zanoszę te pragnienia do Stwórcy. To wzniesienie nazywa się MAN, proszę dla wszystkich i otrzymuję siłę z góry. Z tą siłą schodzę w dół i przekazuję to przyjaciołom – otrzymuję od nich nowe pragnienie i wznoszę MAN.

Zawsze wznoszę się i opadam: MAN – MAD. W taki sposób każdy pracuje w grupie, wszystkie dziesięć naszych cylindrów. Absorbując pragnienie przyjaciół, chcę przybliżyć ich do Stwórcy. Od Niego otrzymuję siły, napełnienia, objawienia i przekazuję to przyjaciołom. Jestem przenośnikiem taśmowym w obu kierunkach.

Kabalista raduje się ze złego, tak samo jak z dobrego. Nie oznacza to jednak, że jest masochistą, ponieważ kabalista nie przypisuje cierpienia sobie, a jedynie egoizmowi, który został stworzony przez Stwórcę. Postrzega egoizm nie jako własną chęć czerpania radości, ale jako siłę pochodzącą od Stwórcy.

Kabalista patrzy na swoje ożywione ciało jak badacz. W ożywionym ujawnia się siła otrzymywania – egoizm, ale kabalista chce, aby ujawniła się w nim siła obdarzania. Czuje się całkowicie neutralnym badaczem, nie będącym częścią ani otrzymywania, ani obdarzania.

Im więcej sportowiec trenuje, tym staje się silniejszy, wzmacniając ego. Zawsze jest zadowolony ze swoich osiągnięć. Kabalista poprzez studia stara się osłabić ego, aby wznieść się ponad nie. Dla egoizmu ten stan wydaje się niefortunny, ale dla kabalisty jest to stan pożądany.

Jedność z pewnością jest lekarstwem na wirusa. Jest to zbawienny środek przeciwko wszystkim problemom, ponieważ stajemy się wtedy podobni do powszechnej, globalnej, integralnej natury. Jednocząc się w ten sposób, łączymy się bardziej z ogólną siłą natury, która odpowiednio uporządkuje wszystkie systemy naszego życia.

Widzimy, jak to jest w naturze, jeden zjada drugiego – to dlatego, że jesteśmy egoistyczni w stosunku do innych. Swoim ego wpływamy na wszystkie inne stopnie natury – nieożywioną, wegetatywną i ożywioną. Kiedy naprawimy ego – pragnienie – wilk będzie mieszkał w pokoju z barankiem, nikt nie będzie atakował drugiego.

@Michael_Laitman 


Oko w oko, nie potrzeba słów

каббалист Михаэль Лайтман Komentarz: Ludzkość podzielona jest na tych, którzy zakładają maski, i na tych którzy tego nie robią. Interesują nas ci, którzy noszą maski.

Psychologowie mówią: Jeśli nowo narodzone dziecko, noworodek będzie dorastał i widział mamę i tatę cały czas w maskach, to znaczy że mają cały czas zakrytą dolną część twarzy. Dziecko słyszy dźwięki, ale nie widzi ust, widzi tylko oczy. „Mogą rozwinąć się u niego – kontynuują psychologowie – nieznane jeszcze ludzkości zdolności”.

Odpowiedź: Tak. To dziecko będzie musiało zrekompensować to, czego nie widzi u mamy i taty. Ale mimo wszystko nie jest to normalne, ponieważ nie jest to dane od natury. Natura daje to, że – mama całuje, mama przytula, mama szepcze, dziecko chwyta mamę za usta, za twarz.

Pytanie: Proszę powiedzieć, czy coś się zmienia dla mamy i taty, kiedy zakrywają część twarzy i w taki sposób komunikują się z dzieckiem?

Odpowiedź: Oczywiście. Nie dotykają dziecka ustami! Przecież wargi są wszystkim. Usta są najważniejszą częścią mamy. Jest to organ komunikacji, z którego wydobywają się dźwięki, ciepło.

Pytanie: Czyli teraz pozbawiamy dziecko tego ciepła?

Odpowiedź: Dokładnie tak. Na to nic nie możemy poradzić, że jesteśmy egoistami i przekazujemy sobie nawzajem gen egoizmu.

Pytanie: Ale na razie mama nie powinna zdejmować maski?

Odpowiedź: Naturalnie. Przecież mama znajduje się w kontakcie z wieloma różnymi ludźmi i dlatego może przynieść swojemu dziecku wszystko, co możliwe, wirusy, bakterie.

Komentarz: Psychologowie ostrzegają, że napięcie i zmęczenie w społeczeństwie jest również spowodowane ograniczeniami w komunikacji. „Maski zakryły większość twarzy, nie widzimy, jak inni się uśmiechają” – tak mówią.

Odpowiedź: To również prawda. Ale zasłużyliście na to. Dlatego, że jesteście wrogo nastawieni wobec siebie. Prawdą jest, że widzimy połowę twarzy, która nic nie wyraża.

Uśmiech był fałszywy i dlatego zniknął. Korona go zabrała. A teraz, jeśli zechcesz zobaczyć twarz innej osoby, musisz zobaczyć właściwą twarz, która zgadza się z jego właściwą intencją. Jeśli zrobicie to, to otrzymacie twarze bez masek.

Pytanie: Czy uśmiech powróci, gdy wewnętrznie zaczniemy się uśmiechać do innych?

Odpowiedź: Tak, jestem tego pewien.

Komentarz: Psychologowie mówią też, że byliśmy gotowi na komunikację z ust do ust, a nie gotowi na komunikację oko w oko. Nie gotowi na taką rzeczywistość.

Odpowiedź: To prawda. Dlatego, że nasze usta mówią bzdury, różne kłamstwa! Spójrzcie tylko na wszystkich polityków, na kogokolwiek.

Niech lepiej milczą, zamkną usta. A oczy, być może są trudniejsze do ukrycia… Oczy są związane z głębszymi warstwami duszy.

Pytanie: „Oko w oko” – co to jest? Co tu można skryć?

Odpowiedź: To jest głębszy kontakt.

Pytanie: Jakie cechy rozwiną się w nas po dłuższym chodzeniu w maskach? Jak pan myśli?

Odpowiedź: Staniemy się bardziej wrażliwi na siebie. Zaczniemy uważniej się sobie przyglądać. Będziemy mniej rozmawiać. Zaczniemy z większą uwagą odnosić się do słów, do czynów, do tego, że nam pozwolono być we wzajemnym kontakcie.

Pytanie: To znaczy, że każde słowo będzie przemyślane?

Odpowiedź: Tak!

Z programu TV „Wiadomości z Michaelem Laitmanem”, 02.11.2020


Fragmenty z porannej lekcji 22.11.2018

каббалист Михаэль Лайтман Z lekcji na temat „Dwa przeciwieństwa w jednym nosicielu”

Świat duchowy jest bardzo trudny do osiągnięcia i w ogóle ukryty – dlatego bardzo dziwnie wygląda postrzeganie go przez nas, nienaturalnie w naszych oczach. To nie jest zapisane w nas genetycznie. 

Prawdę mówiąc, nawet nie jesteśmy tego świadomi, jak postrzegamy ten świat. Być może bylibyśmy gotowi na inny obraz, jednakże standardy wzajemnych stosunków wraz z perypetiami życia uczą nas postrzegania rzeczywistości w określony sposób.

Jako przykład można przytoczyć historie o Indianinie, który nie widzi dużych statków Kolumba, dlatego że do tej pory widział tylko małe łodzie i w jego mózgu nie istnieje odpowiedni model. W nas również są wbudowane różne szablony, zgodnie z którymi rysujemy sobie obraz rzeczywistości. Ale istnieją takie szablony, których nie możemy sobie wyobrazić, ponieważ one wykraczają poza ramy codzienności.

A zatem widzimy rzeczywistość zgodnie z tym, do czego są gotowe nasze narzędzia percepcji, na co są one nastrojone, skalibrowane.

Czy możemy zobaczyć coś innego? Przede wszystkim, co to znaczy zobaczyć? Wszakże w rzeczywistości niczego nie widzimy na zewnątrz – wszystkie obrazy są nakreślane w naszym pragnieniu podzielonym na pięć organów zmysłów. Jeśli skalibrujemy je inaczej, to poczujemy, zobaczymy coś innego.

Jak więc ustanowić poprawną kalibrację? Aby to zrobić, nie można pozostawać wewnątrz otrzymującego pragnienia próbując coś w nim zmienić. Nie, w zasadzie należy wydostać się z niego, wznieść się ponad nim. Wówczas uwolnimy się od specjalnego parametru, który determinuje jakość naszych obrazów i wzniesiemy się na nowy poziom percepcji.

Różnica polega na tym, że na tym nowym poziomie przeciwieństwa mogą współistnieć w takiej formie, w jakiej one są, nie niszcząc się nawzajem. Tutaj nie jest to możliwe, a w duchowym one są w stanie nawet tworzyć między sobą różne formy związku, chociaż nie mieści się to w naszym zwykłym umyśle.

Jeślibym miał dwie głowy, to jedną myślałbym tak, a drugą na odwrót. Ale wtedy potrzebowałbym trzeciej głowy. Przecież przeciwieństwa z definicji nie pozostawiają sobie nawzajem miejsca dla istnienia obok siebie, ale tylko zamiast siebie. Jeśli ty dominujesz – ja znikam, a jeśli ja dominuję – znikasz ty. Jedno z dwóch. Nie ma rozwiązania dla obu razem.

Tak więc musimy stopniowo zbliżać się do tego, żeby dwa przeciwieństwa mogły współistnieć w jednym miejscu.

* * *

Aby znaleźć Stwórcę, zwrócić się do Niego, muszę przygotować specjalny organ zmysłów, w którym połączą się dwa polarne doznania: z jednej strony jestem blisko Stwórcy, jak dziecko do matki, a z drugiej daleko od Niego, przeciwstawny do Jego właściwości. Nie będę w stanie znaleźć „złotego środka” – muszę właśnie połączyć te dwa bieguny, złączyć je w jedno, zjednoczyć sprzeczne pojęcia. To jest właśnie wejście do świata duchowego.

* * *

Musimy starać się połączyć przeciwieństwa. Wtedy zobaczymy, że nie jesteśmy w stanie tego zrobić, i wzniesiemy modlitwę, poprzez grupę do Stwórcy. Przecież On jest jedynym, który łączy wszystko. A rezultacie otrzymamy z góry światło, które powraca do Źródła i już w duchowym wymiarze poprzez duchową siłę połączymy przeciwieństwa.

Cała nasza praca polega na tym, aby sformułować dokładniejszą modlitwę, której towarzyszy niewiedza, niepowodzenia, bezradność, ale jednocześnie wielkie pragnienie, dążenie. W odpowiedzi pojawi się trzecia siła i połączy przeciwieństwa.

W tej pracy konieczne jest podejmowanie wysiłków, a nie rozpaczanie. Przecież od początku jest jasne, że sami nie jesteśmy w stanie tego zrobić. W naszych odczuciach dwa bieguny nigdy się nie połączą w jeden. Dziś nie jesteśmy świadomi tego, jak bardzo są one przeciwstawne.

Co więcej, ze wspinaniem się po drabinie duchowej, diametralność ich zwiększa się tak, jak rozchodzący się stożek. I musimy tylko wznosić je  – doskonałość i jej brak – do Stwórcy w oczekiwaniu na zbawienie w każdym stanie.

* * *

Pogrążając się na duchowej drodze w dezorientację, w mgłę, powinienem się cieszyć. Ale radować się nie z samej dezorientacji, a z tego, że przez nią posuwamy się ku prawdzie. Tak, coraz mniej rozumiemy, coraz bardziej jesteśmy zdezorientowani – ale stajemy się coraz bardziej świadomi tego, że duchowość znajduje się za tą „mgiełką”, za tą „chmurką”, za teraz nierozwiązanymi jeszcze pytaniami. Właśnie tak idziemy do niej. I dlatego cieszę się.

Podobnie cieszy się naukowiec, który prowadzi badanie, ale jeszcze nie osiągnął rezultatów. Może na razie nie osiągnął sukcesu, jeszcze niczego nie odkrył, ale to go nie powstrzymuje.  Człowiek musi pokonywać przeszkody. Chociaż jesteśmy zdezorientowani – ale idziemy naprzód. 

W miarę postępu nasz rozum, nasze wewnętrzne odczucia coraz więcej dostrzegają i „przyswajają”, coraz bardziej stają się odpowiednie do tego procesu.

Rzecz nie w tym, że „kiedyś” otrzymamy pożądane. Po prostu tutaj panują przeciwieństwa: im bliżej jesteśmy do duchowego, tym bardziej odczuwamy siebie dalekimi od niego. To tak będzie trwać, dopóki nasze wysiłki nie przyciągną światła, które powraca do Źródła. To ono wykona pracę – stworzy nowe połącznia w naszym umyśle, tak abyśmy mogli połączyć dwa przeciwieństwa w jedno.

O tym jest powiedziane: „Ten, który sprowadza pokój na wysokościach Swoich” – pokój między prawą i lewą linią –  „sprowadzi pokój między nami”. „Pokój” (shalom) to doskonałość (szlemut), wzajemne uzupełnianie (aszlama).

Ale bez wysiłku tutaj nie się obejdzie.

Z lekcji według gazety Baal HaSulama „Uma” (Naród)

„Rozwój narodu jest całkowicie analogiczny do rozwoju pojedynczego człowieka, a rola każdego indywiduum w narodzie jest analogiczna do roli organów ciała… One muszą działać w oparciu o całkowitą harmonię między sobą i jest to obowiązkowy warunek normalnego życia narodu i bezpiecznej egzystencji”.

Baal HaSulam, gazeta „Naród”

Stąd możemy sobie wyobrazić dwie możliwości:

1. Wyższa Siła łączy wszystkie organy poprzez swoją władzę zobowiązując je do prawidłowego funkcjonowania i współdziałania. Dla każdego z nich ustanawia swoje polecenia i surowo nim zarządza.

2. Każda część ciała rozumie, co musi zrobić, aby wspólny organizm mógł funkcjonować harmonijnie i w idealny sposób dążył do doskonałego stanu. 

Odpowiednie analogie obserwujemy także w innym systemie – w społeczeństwie ludzkim:

– Ono może być zarządzane metodami dyktatorskimi, przez centralną władzę. W tym przypadku jego części nie są ze sobą bezpośrednio powiązane – władza powinna zatroszczyć się o wszystko.

– Albo ono może być zarządzane demokratycznie. Wtedy każda część zdobywa większą samodzielność, większe pełnomocnictwo, aby sama połączyła się z innymi. Pojawiają się swobody w różnych sferach, zarządzanie  państwem jest mniej scentralizowane.

Obie opcje są wykonalne.

Jeśli jednak mówimy o prawidłowym duchowym zarządzaniu, ono polega na tym, aby każdy miał możliwość zrozumie

swoje zadanie w wielkim wspólnym systemie, żeby mógł maksymalnie realizować się w nim.

A przy ostatecznej korekcie każdy rozumie i czuje cały system i uczestniczy w jego pracy w doskonały sposób. Tym samym on w istocie nabywa go i rządzi w nim, nie przeszkadzając w tym innym. Detale i całość są równe, jeśli każdy ze swojej strony w pełni realizuje siebie w systemie. 

* * *

Jak właściwie rozwiązać sprzeczności pomiędzy władzą państwa a wolnością jednostki? Na początek należy zrozumieć, że dyktatura jest to naturalna na pewnych etapach forma zarządzania.

Weźmy na przykład Europę Wschodnią, która kiedyś, w czasach sowieckich żyła pod scentralizowaną władzą. Usługi socjalne wówczas były udostępniane wszystkim bezpłatnie. Edukacja też. Państwo zapewniało obywatelowi środki do życia – choć nieidealnie, ale w pewnym stopniu system ten był efektywny.

Jednak z biegiem czasu nadmiernie scentralizowane relacje zaczynają hamować, dusić rozwój zarówno społeczny, jak i wewnętrzny, osobisty. W pewnym momencie niezadowolenie rośnie tak bardzo, że ludzie chcą je zerwać.

Tak to się stało w obozie socjalistycznym, po czym nastąpił kapitalizm i wprowadził swoje prawa.

A potem w przyszłości, powiedzmy dwa lata później, kiedy zacznie się rozpad w kapitalistycznym systemie, będą ciepło wspominać czasy, kiedy państwo troszczyło się o nich we wszystkim, podobnie jak Żydzi, którzy po wyjściu z Egiptu wspominali, jak obficie ich tam karmili…

Ale już nie da się wrócić. Dyktat nadaje się tylko na krótki okres rozwoju społecznego – po to, aby społeczeństwo mogło poprawić warunki życia, uporządkować sobie życie. Dalszy rozwój w takim stanie jest niemożliwy, dlatego że centralna władza zatrzymuje procesy. Inaczej ich nie utrzyma.

Właśnie w taki sposób Stwórca w pewnym momencie chce przekazać Swoją władzę stworzeniom, aby człowiek sam Go poznał, wziął od Niego lejce zarządzania i zaczął zarządzać całą rzeczywistością.

Dzieje się tak wtedy, kiedy wyczerpujemy wszystkie opcje, w tym liberalizm i widzimy, że nie ma realnego rozwiązania. Właśnie wtedy ludzkość potrzebuje nauki Kabały. Przecież tylko ona pozwoli wyjaśnić ludziom rozwiązanie – prawdziwą jedność – i przygotować ich do realizacji.

Dzisiaj, pod koniec epoki kapitalizmu musimy zrozumieć, że nowy etap wymaga od każdego oddania się społeczeństwu. Wszyscy razem działamy na rzecz jedności i spójności. Ale tylko uniwersalnej spójności, nie kosztem innych. 

Z porannej lekcji 22.11.2018 


Moje myśli na Twitterze, 17.11.20

Przychodzimy na lekcję nie po to, by nabyć nową wiedzę, ale po to, by osiągnąć nową, dodatkową jedność. Lekcja „Schiur” oznacza „zasięg” – stopień, w jakim możemy połączyć się ze sobą jeszcze silniej.

Osoba, która ma szczęście znaleźć się w dziesiątce, która osiągnęła objawienie Stwórcy, sprawia Mu przyjemność. Dziesiątka to kanał, który przekazuje wszystkim objawienie Stwórcy. Przyjaciele w dziesiątce chcą połączyć się ze Stwórcą i przekazać Jego objawienie wszystkim stworzeniom.

Im trudniejszy jest stan, który ego odczuwa jako nieprzyjemny, tym jest on lepszy. Oznacza to, że nie mam w tym działaniu żadnej motywacji pochodzącej z ego i działam przeciwko niemu. Wtedy naprawdę wypełniam polecenie Stwórcy, aby zbliżyć się do Niego pomimo oporu ze strony mojego egoizmu.

Radość z wypełnienia przykazania jest większa, kiedy mogę wykonać czyn, wbrew woli radowania się. Może to być małe osiągnięcie, ale najważniejsze jest to, że zostanie zrobione dla osiągnięcia jedności. Wszystko, czego potrzebuję, to jedność z przyjaciółmi i lekcja: to są dwa narzędzia zbliżenia się do Stwórcy.

Objawienie Stwórcy pochodzi z najniższego stanu, z „prochu”, jak napisano: „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”. Zawsze popadamy w proch, tracąc zainteresowanie duchowością, tracimy wszelkie pragnienia i smak. I z tego pyłu musimy powstać „Każdy pomoże swojemu przyjacielowi”

Człowiek nie może samodzielnie podnieść się z upadku – ale tylko wtedy, gdy inni dają mu przykład i budzą go. To będzie właściwy krok, nie z powodu egoizmu. Przyjaciel pomaga mi podnieść się, a ja pomagam przyjacielowi, co oznacza, że pracuję w grupie, w której działają siły jedności. To będzie duchowe działanie.

Jestem poniżej, a przyjaciele są nade mną. W ten sposób podnosimy się nawzajem, jak alpiniści związani liną. Przed dziesiątką anuluję siebie, próbując poczuć, że jestem mniejszy od wszystkich i dzięki temu otrzymuję siły. Tymi siłami, otrzymanymi od przyjaciół, pomagam im.

Anulując się w grupie, otrzymuję od niej Wyższą Siłę, która wpływa na mnie i budzi mnie. Byłem poniżej wszystkich, ale teraz dzięki sile otrzymanej od grupy wpływam na wszystkich innych, stając się dla nich jak Stwórca. Najpierw otrzymałem od przyjaciół jako Malchut, a teraz obdarowuję ich jako Keter.

@Michael_Laitman 


Moje myśli na Twitterze, 14.11.20

Bardzo trudno jest zarządzać światem według prawdy, ponieważ rządzi nami egoizm, który uniemożliwia nam organizowanie społeczeństwa w prawdziwej formie. Nie wiemy, jak oszacować siły, pragnienia, aspiracje każdego człowieka – nie możemy się nimi kierować, chociaż to byłoby najlepsze rozwiązanie.

Nikt nie czuje, gdzie tkwi rzeczywista prawda. Każdy myśli, że ma rację, ale nie ma dowodów na to, że taka jest prawda, która jest taka sama dla wszystkich. Gdy tylko zbliżamy się do prawdy, angażujemy się w skrajny konflikt między sobą. Nikt nie chce rezygnować ze swojej prawdy, swojego ego, swojej opinii.

Zamiast prawdy ludzie używają: miłosierdzia, sprawiedliwości i pokoju. Prawda jest ukryta, my ją ukrywamy. Nikt nie chce zobaczyć prawdy, ile zawdzięczam wszystkim za zapewnienie integralnego systemu wspólnej duszy, Adama HaRiszona. Zobowiązuje mnie to do pracy tylko dla dobra innych. Nikt się na to nie zgadza.

Prawdę można ustalić przy pełnej korekcie. W międzyczasie nadal nie osiągnęliśmy wiary ponad rozum. Na świecie nie będzie zgody, ponieważ tylko zasada prawdy pozwala nam osiągnąć prawdziwą równowagę…

Bez ujawnienia Stwórcy w naszym świecie nie osiągniemy pokoju. Podział na dwie przeciwstawne połowy, które się nienawidzą, będzie się pogłębiał, aż przekształci się w wojnę światową… Wtedy świat rozpocznie historię od nowa, aby osiągnąć naprawę…

Kiedy widzimy, że nie mamy prawdy, jednocześnie wiedząc że jest nam niezbędna – wtedy dotrzemy do prawdy. Kiedy zrozumiemy, że żadne kompromisy nie są możliwe, nie pozostanie nam nic, jak tylko wznieść się ponad schizmę w społeczeństwie, ponad dwie siły natury, do trzeciej siły – wiary ponad rozum. To łączy obie siły i to jest Stwórca.

W naszym ciele każda część troszczy się o wszystkie inne – to się nazywa miłość.

Dla nas miłość to przyjemność w spełnianiu się.

W miarę rozwoju stajemy się coraz bardziej zróżnicowani, każdy składający się ze swojego „ja” i Stwórcy – jest w sprzeczności z samym sobą. Tak więc przyszłość dzieli wszystkich i każdego człowieka – a środkiem pojednawczym nie jest tłamszenie jednej osoby przez drugą, ale dla każdego – wyjście ponad własną naturę, uwolnienie się od niej…

@Michael_Laitman 


Potrzeba dwóch, żeby się nie zgodzić

16 listopada to Międzynarodowy Dzień Tolerancji. Wydaje się, że dzień tolerancji nigdy nie był bardziej na czasie. Jednocześnie, gdy politycy i dziennikarze otwarcie wzywają do usunięcia ze społeczeństwa ludzi o przeciwnych poglądach, a nawet do „spalenia ich”, ponieważ „jeśli jacyś ocaleją… zrobią to ponownie”, wydaje się, że tolerancja nie była nigdy bardziej pobożnym życzeniem.

Wszystkie poglądy, nawet te najbardziej ekstremalne, potrzebują uwagi i poznania. W końcu pogłębiają i poszerzają nasze rozumienie siebie, jako istot ludzkich. Ale teraz uważam, że widzieliśmy już wystarczająco dużo negatywnej strony natury ludzkiej i nadszedł czas, aby wykorzystać różnice między nami z korzyścią dla całej ludzkości.

Wydaje się, że nietolerancja pojawia się falami. Ilekroć nietolerancja przekracza pewien poziom, dochodzi do przemocy w takiej czy innej formie. Teraz wydaje się, że szybko zbliżamy się do kolejnego szczytu nietolerancji, i jeśli nie poradzimy sobie z tym lepiej niż wcześniej, wybuchnie tak samo, jak poprzednie fale. A jeśli historia może nas czegoś nauczyć, to tego, że za każdym razem szczyty rosną wyżej, a wynikająca z tego przemoc jest coraz bardziej przerażająca.

Musimy zrozumieć, że natura ludzka nie staje się bardziej tolerancyjna, ale bardziej ekstremistyczna i fanatyczna. W rezultacie, gdy jedna strona mówi o unicestwieniu drugiej strony, jak ma to miejsce obecnie, to w następnym kroku podejmie próbę zrobić to fizycznie. Nie ma kwestii czy – pytanie tylko kiedy. Gdy obie strony będą mówić w ten sposób, doprowadzi to do wojny.

Dziś mówienie o wszystkim, co przypomina przyjaźń, ugodowość, bycie razem, a nawet tylko tolerancję, budzi w najlepszym razie pobłażliwe uśmiechy. Bardziej prawdopodobne jest to, że takie słowa spotkają się z należytym sarkazmem, ponieważ nie ma dziś nic mniej realistycznego niż proszenie ludzi o wzajemną tolerancję.

Co więcej, z biegiem czasu stanie się to jeszcze mniej prawdopodobne. Natura ludzka jest dynamiczna, ewoluuje w kierunku rosnącego indywidualizmu, a zatem nietolerancji wobec innych. Obecnie indywidualizm osiągnął taki poziom, że większość rodzin żyje z jednym rodzicem, a prawie 30 procent gospodarstw domowych, to gospodarstwa jednoosobowe. Czy w takim stanie trudno sobie wyobrazić, że wielu ludzi nie chce nikogo wokół siebie?

Jeśli ten trend się utrzyma, amerykańska demokracja wkrótce odejdzie do przeszłości. Aby uniknąć tego, co wydaje się nieuniknionym losem, musimy przyjąć radykalne myślenie: każdy z nas musi zdać sobie sprawę, że osoba, którą chcę zobaczyć martwą, osoba, która się ze mną nie zgadza, w rzeczywistości utrzymuje mnie przy życiu. Bez tej osoby nie będę tym, kim jestem, czym jestem i w ogóle mnie nie będzie. Nie oznacza to, że muszę zgodzić się z osobą, której nie mogę znieść, ale po prostu chodzi o to, że sam fakt, że się nie zgadzamy daje nam napęd i potrzeba dwojga, aby się nie zgodzić.

Natura, która rozwija wszystkie twory, tworzy rośliny i zwierzęta jedzące rośliny lub zwierzęta, które jedzą rośliny i zwierzęta, które jedzą inne zwierzęta. Wszyscy są od siebie zależni, chociaż najwyraźniej żadne z nich nie lubi się szczególnie. Podobnie ludzka natura napędza nas wszystkich do rozwoju. Kształtuje nas tak, że jesteśmy różni, wyraźnie się nie lubimy, ale jesteśmy od siebie zależni, tak jak zwierzęta są od siebie zależne, jeśli chodzi o przetrwanie. Nie mielibyśmy faszystów, gdybyśmy nie mieli komunistów; nie mielibyśmy świeckich, gdybyśmy nie mieli religijnych i nie mielibyśmy umiarkowanych, gdybyśmy nie mieli ekstremistów. Jesteśmy zdefiniowani przez to, kim nie jesteśmy, nie mniej, jeśli nie bardziej, niż definiuje nas to, kim jesteśmy.

Różnica między zwierzętami a ludźmi polega na tym, że możemy zobaczyć, przeanalizować i docenić tkankę stworzoną przez naturę. Gdybyśmy mogli spojrzeć z szerszej perspektywy i zobaczyć, że my, ludzkość tworzymy różnorodną tkankę, która jest tak samo piękna, jak przyroda, to nie skakalibyśmy sobie do gardeł. Wręcz przeciwnie, docenilibyśmy i uznalibyśmy, że różnice są ważne, nazwalibyśmy to różnorodnością.

Wszystkie poglądy, nawet te najbardziej ekstremalne, potrzebują uwagi i uznania. W końcu pogłębiają i poszerzają nasze rozumienie siebie, jako istot ludzkich. Ale teraz uważam, że widzieliśmy już wystarczająco dużo negatywnej strony ludzkiej natury i nadszedł czas, aby wykorzystać różnice między nami z korzyścią dla całej ludzkości. Ludzkość była orędownikiem niezliczonych ideologii. Teraz nadszedł czas, aby bronić ideologii jedności, która głosi, że w cokolwiek wierzysz i popierasz, zachowaj to, to jest twoje i dodaj to do tkanki ludzkości. Tylko społeczeństwo, które stawia jedność, jako najwyższą wartość może tolerować w sobie różnorodne poglądy, przyznać im należne im miejsce i wykorzystać je do wzmocnienia i ulepszenia całego społeczeństwa.

Źródło: https://bit.ly/3lQOhSY