Artykuły z kategorii Nowe publikacje

Legalne narkotyki – wygodny sposób unicestwienia ludzi

3 listopada mieszkańcy Oregonu oprócz wyboru prezydenta Stanów Zjednoczonych zadecydowali o jeszcze jednej zmianie – zdekryminalizowano osobiste używanie heroiny, metamfetaminy, LSD, oksykodonu i innych twardych narkotyków. „Dzisiejsze zwycięstwo jest przełomową deklaracją, że nadszedł czas, aby przestać kryminalizować ludzi za używanie narkotyków” – powiedziała Kassandra Frederique, dyrektor wykonawczy Drug Policy Alliance, która przewodziła tej inicjatywie. Według AP News: ​​„jeden na 11 mieszkańców Oregonu jest uzależniony od narkotyków” – dane potwierdzone przez „Oregon Academy of Family Physicians”. Nie mówimy o rekreacyjnym, okazjonalnym używaniu marihuany; mówimy o uzależnieniu od twardych narkotyków, takich, które powodują, że popełniasz przestępstwa tylko po to, by dostać kolejną dawkę i robisz to codziennie. Jedna na jedenaście osób w Oregonie jest w takim stadium.

Nie ma innego rozwiązania dla problemu nadużywania substancji odurzających, jak tylko pokazanie ludziom, że są tutaj, aby połączyć się ze sobą, w pełnej wdzięczności, zwłaszcza w stosunku do tych, którzy są od nas różni, ponieważ razem z nimi tworzymy strumień życia i pozwalamy mu płynąć. W pojedynkę jesteśmy niczym. Razem jesteśmy życiem.

Wygląda na to, że władzom nie zależy, żeby ci ludzie byli trzeźwi; chcą ich śmierci. Chcą powstrzymać ich przed krzywdzeniem innych ludzi, więc pozwolą im otrzymać dzienną dawkę, dopóki nie umrą – tzn. aż sami się unicestwią. W szybkim tempie stan dojdzie do wniosku, że najlepiej jest otworzyć centra dystrybucji – tak jak dzisiejsze punkty z ciepłą zupą – będą wydawać dzienną dawkę narkotyku każdemu z „potrzebujących” i odesłać ich szczęśliwych do domu, z dala od ulicy i z dala od (kurczącej się) populacji.

Decyzja stanu Oregon stwierdza również, że „Zamiast wytaczania procesu i groźby odbycia kary więziennej, osoba pozwana będzie miała wybór by albo zapłacić grzywnę w wysokości 100 USD lub udać się do nowych „ośrodków leczenia uzależnień”, finansowanych za milionów dolarów z przychodów podatkowych płynących z zalegalizowanego, regulowanego prawem przemysłu marihuany w Oregonie”. Jednak wydaje mi się, że nikt tej części decyzji nie traktuje poważnie, z dwóch powodów: 1. Gdyby narkomani mieli 100 dolarów, kupowaliby za nie narkotyki, a nie płacili mandaty. 2. Nikt tak naprawdę nie wychodzi z uzależnienia od narkotyków. Z tego powodu władze starają się ich uciszyć – przeczekać do ich obumarcia.

Potrafię wyobrazić sobie, dlaczego państwo chciałoby zgładzić narkomanów. Z punktu widzenia władz świat jest już rażąco przeludniony, więc cicha eksterminacja jest najbardziej rozsądnym rozwiązaniem. Jeśli nie widzimy powodu, dla którego mamy tak wielu ludzi na świecie, powinniśmy znaleźć (najlepiej) humanitarny sposób na zmniejszenie populacji.

Ale jest powód, dla którego tu jesteśmy. Ludzkość staje się coraz bardziej zatłoczona właśnie dlatego, że mamy się łączyć, a nie pozostawać osobno w naszych własnych małych szczelinach. Nasza niechęć do łączenia się jest powodem, dla którego cierpimy, ponieważ rzeczywistość zmusza nas do ciągłego kontaktu z ludźmi, podczas gdy nasz antagonizm do ludzi nieustannie rośnie. Kiedy przepaść między rosnącym narcyzmem a przymusowym kontaktem z ludźmi staje się nie do zniesienia, szukamy schronienia. Niektórzy znajdują to w przemocy, inni w różnych formach eskapizmu, w tym nadużywaniu narkotyków, a prawie każdy znajduje to w depresji.

Jest tylko jedno rozwiązanie dla tego bałaganu: edukacja w kierunku połączenia. Nie bez powodu na świecie istnieje tak wielu ludzi o tak odmiennych poglądach i podejściach do życia. Jeśli spojrzymy na świat z lotu ptaka, przekonamy się, że to, czego doświadczamy jako dysonans, w rzeczywistości jest różnorodnością. Patrząc z wyższej perspektywy, sprzeczności w rzeczywistości tworzą piękny, bogaty haft kolorów i strumieni, które splatają się ze sobą, tworząc tkankę życia. Wyobraź sobie oceany bez lądu, góry bez dolin, lasy bez pustyń, samce bez samic, życie bez śmierci, lato bez zimy lub jesień bez wiosny. Wszystko, co wiemy o życiu, pochodzi z odróżnienia jednej rzeczy od jej przeciwieństwa. Życie nie jest jednym stanem; jest to przepływ między nimi, od jednej skrajności do drugiej.

Gdybyśmy byli tego świadomi i gdybyśmy wiedzieli, że ta różnorodność jest tutaj, abyśmy mogli się nią cieszyć, bylibyśmy wdzięczni za rzeczy, które nas irytują, ponieważ są różne od nas. W rzeczywistości nie odczuwalibyśmy ich jako irytacji, ale jako puls życia, który mówi nam, kiedy nadszedł czas, aby przejść do następnej fazy. Nasza walka z życiem dobiegłaby końca i nie musielibyśmy przed nim uciekać. Uświadomilibyśmy sobie, jaki jest nasz cel, aby tu być – uchwycić życie z uwzględnieniem całej jego głębi i bogactwa – i nigdy nie chcielibyśmy uciec.

Nie ma innego rozwiązania dla problemu nadużywania substancji odurzających, jak tylko pokazanie ludziom, że są tutaj, aby połączyć się ze sobą, w pełnej wdzięczności, zwłaszcza w stosunku do tych, którzy są od nas różni, ponieważ razem z nimi tworzymy strumień życia i pozwalamy mu płynąć. W pojedynkę jesteśmy niczym. Razem jesteśmy życiem.

Źródło: https://bit.ly/3oq8T5V


Jakie powinny być nasze oczekiwania w Nowym Roku 2021

Niedługo kończymy nietypowy rok i ludzkość zastanawia się, co nas czeka w następnym. Rok 2021 będzie rokiem, w którym wszyscy poczujemy, zrozumiemy i zaakceptujemy fakt, że celem naszych dotychczasowych doświadczeń było przeorganizowanie ludzkości w bardziej pozytywny sposób. Wyzwania, przed którymi stanęliśmy, działały na naszą korzyść, pomagając nam zrozumieć, że zmierzamy w kierunku nowego etapu rozwoju, nowego stopnia ludzkiej egzystencji.

Choć może się to wydawać surowe, system natury przemówił do nas dość delikatnie, nie tak ostro, jak w przypadku innych plag w historii. Dał nam czas na zrozumienie, czego wymaga od nas natura. Ale jeśli nie zważymy na ostrzeżenie i nie zmienimy naszego kursu w kierunku równowagi, naturalnie możemy spodziewać się silniejszej reakcji w nadchodzącym roku.

Rok 2020 charakteryzował się polaryzacją, kryzysem gospodarczym, klęskami żywiołowymi i globalną pandemią, która spowodowała ogólnoświatowe zamknięcie. Wirus przyszedł, aby nas przeorganizować, wstrząsnąć i skorygować brak równowagi w społeczeństwie, w naszych relacjach międzyludzkich i na naszej planecie.

Tak postępuje z nami natura. Covid-19 nie jest przypadkowym wirusem. Stoi za nim naturalny system, który zaczął działać po tym, jak zniszczyliśmy dużą część planety. To tak, jakby natura powiedziała: „Koniec tego. Niszczysz świat – wypompowałeś ziemię do sucha i zaśmieciłeś oceany, zanieczyściłeś powietrze i stworzyłeś sterty śmieci na ziemi. Wyczerpałeś jej zasoby. Teraz zacznij odbudowywać świat”.

Jak długo jeszcze zajmie nam, aby zdać sobie sprawę, że natura nie uspokoi się, dopóki nie wykonamy naszej części pracy? Wydaje się, że zaczynamy rozpoznawać winę tu i tam, zaczynamy rozumieć, co się naprawdę dzieje. Gdyby nie media, które nieustannie wprowadzają nas w błąd, ludzkość już dawno mogłaby zrozumieć swoją odpowiedzialność.

Choć może się to wydawać surowe, system natury przemówił do nas dość delikatnie, nie tak ostro, jak w przypadku innych plag w historii. Dał nam czas na zrozumienie, czego wymaga od nas natura. Ale jeśli nie zważymy na ostrzeżenie i nie zmienimy naszego kursu w kierunku równowagi, naturalnie możemy spodziewać się silniejszej reakcji w nadchodzącym roku.

Czy pandemia się skończyła wraz z pojawieniem się nowych szczepionek? Przechodzimy do kolejnego etapu rozwoju człowieka, więc oczywiście nastąpi pewna zmiana. Czy zmiana będzie dla nas ulgą? Trudno to określić, ponieważ zwykle ciosy natury przechodzą od najlżejszych do najcięższych, aż do wprowadzenia niezbędnych zmian. Na przykład, jeśli poprosisz dziecko o wykonanie zadania, a ono tego nie zrobi, prawdopodobnie następnym razem przemówisz do niego mocniejszym tonem. Gdyby to nie pomogło, musiałbyś zaostrzyć swój komunikat i przedstawić mu jeszcze surowsze warunki.

W gwiazdach nie jest zapisane, jak będzie wyglądał nadchodzący rok, nawet jeśli chodzi o szczepionki. Tak naprawdę przyszłość zależy od nas. Zależy to od tego, jak bardzo postaramy się zrozumieć, co natura chce na powiedzieć. Przesłanie jest jasne. Ewidentnie przemysł nie nadaje się do nowego świata, ponieważ koncentruje się na produkcji niepotrzebnych rzeczy, które niszczą środowisko. Oczywiste jest, że obecny system edukacji nie jest zgodny z prawami natury, ponieważ uczymy się konkurować ze sobą i tworzyć podziały.

Dlatego głównym zadaniem na nowy rok powinno być ustanowienie integralnego świata, wejście w życie partnerskie, jedni dla drugich i razem z całą naturą.

Ludzkość będzie musiała dokonać zmian, przeliczyć, co jest naprawdę ważne, a co nie. Musimy pozbyć się wszystkiego, co nie jest niezbędne, zrozumieć, że będziemy musieli zamknąć około 80% naszych sklepów i firm. Oczywiście nie ma możliwości, aby ludzie zgodzili się na tak drastyczne zmiany bez zrozumienia, dokąd prowadzą i w jakim celu – prosto do bardziej zrównoważonego świata.

W międzyczasie ludzie kończą bieżący rok, martwiąc się, jak związać koniec z końcem, zaniepokojeni szalejącym bezrobociem, kwestionując, jak zbudować ludzkie społeczeństwo, gdy istnieje tyle niepewności i niepokojów społecznych. Powinniśmy zadać sobie pytanie, jak przyjąć nowy sposób myślenia, który bierze pod uwagę wszystkich, aby wszyscy mogli z nadzieją patrzeć w przyszłość.

Myślę, że 2021 będzie rokiem zmian. Chociaż pełna transformacja, której potrzebujemy, zajmie kilka lat, przynajmniej zaczniemy rozumieć przyszłe warunki, które musimy zbudować. Nie wolno nam tworzyć rzeczy, które nie są istotne. Musimy położyć duży nacisk na edukację społeczną, na wychowanie które pomaga zbliżyć się do innych we wzajemnej solidarności.

Jeśli się zjednoczymy, zrozumiemy, że przed nami wszystko, co dobre. W naszej mocy jest, osiągnięcie takiej świadomości. Wszystko zależy od tego, jak chętnie otworzymy oczy i umysły i zrozumiemy, co robi z nami natura (hebrajskie słowa „Bóg” i „natura” w Gematrii mają tę samą wartość liczbową). Poprzez ulepszone połączenia między nami możemy osiągnąć pełne spełnienie oraz poczucie, że wszystko tworzy jedną całość – ujawnimy najwyższą siłę, która rządzi wszystkim w rzeczywistości. Tak wygląda pozytywna przyszłość, która jest w zasięgu ręki, jeśli tylko będziemy myśleć i działać w kierunku zjednoczenia.

Źródło: https://bit.ly/3oitg4T


Najgorszy rok w życiu?

Stephanie Zacharek, krytyk filmowy magazynu Time, w swoim podsumowującym rok 2020 felietonie, zatytułowanym „Najgorszy rok w życiu” napisała: „Gdyby rok 2020 był filmem antyutopijnym, prawdopodobnie wyłączyłbyś go po 20 minutach. Ten rok nie był strasznie ekscytujący, jak fikcyjna apokalipsa. Był wykuty bólem, szaleńczo przyziemny, gdzie rutyna dnia codziennego obróciła się przeciwko nam”. Co więcej, „Naszym najbardziej wycieńczającym zagrożeniem w tym roku”, dodaje, „było poczucie bezradności” i „Od czasu rozprzestrzeniania się faszyzmu w latach trzydziestych… nie mieliśmy do czynienia z tak wieloma nienormalnymi wydarzeniami”.

2020 to najlepszy rok w historii! Po raz pierwszy natura w klarowny sposób pokazała nam, jak reaguje na wypaczenia, jakie powodujemy w jej systemie. Mówi nam, że przekroczyliśmy granice i jeśli będziemy dalej podążać tą drogą, to sami spowodujemy nasze wyginięcie. Matka Natura robi wszystko, co w jej mocy, by uratować swoje niewdzięczne dzieci, a my marudzimy jak zepsute bachory, że nie daje nam cukierków o które prosimy.

Z całym szacunkiem dla wybitnego krytyka filmowego całkowicie się z tym nie zgadzam. W tym roku nie było nic nienormalnego, ponieważ nie ma nic nienormalnego w tej pandemii. Wręcz przeciwnie, aż do tego roku prowadziliśmy szalony, nienormalny tryb życia, a „nakaz ograniczający”, jaki otrzymaliśmy od wirusa, przywrócił normalność na planecie Ziemi. Po raz pierwszy od ponad wieku życie toczyło się normalnie!

Wywieramy nacisk do granic wytrzymałości natury, a wirus jest właściwie najłagodniejszym sposobem, jakiego może użyć, aby zatrzymać nas, zanim wysadzimy się w powietrze wraz z resztą planety. Natura nie mogła obejść się z nami łagodniej niż to zrobiła poprzez Covid-19.

Poza tym, jak rozsądna osoba może powiedzieć o pożarach lasów, huraganach, pandemii i trzęsieniach ziemi, że są nienormalne? Jak zjawiska naturalne mogą być nienormalne? Tylko wypaczona perspektywa może postrzegać zjawiska naturalne jako niewłaściwe, a sztuczne jako normalne. Mało tego, dla tak wybitnego magazynu jak Time, ogłoszenie w swoim felietonie na rok 2020, że natura jest, no cóż, nienaturalna, jest świadectwem niezrozumienia świata w którym żyjemy i szaleństwem.

Ludzie w Time najwyraźniej nie mają pojęcia o swojej roli jako środka komunikacji, o roli mediów. Zamiast używać swojego magazynu do celów edukacyjnych, aby uczyć ludzi, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy, używają go do rozpowszechniania wyrafinowanej głupoty.

2020 to najlepszy rok w historii! Po raz pierwszy natura w klarowny sposób pokazała nam, jak reaguje na wypaczenia, jakie powodujemy w jej systemie. Mówi nam, że przekroczyliśmy granice i jeśli będziemy dalej podążać tą drogą, to sami spowodujemy nasze wyginięcie. Matka Natura robi wszystko, co w jej mocy, by uratować swoje niewdzięczne dzieci, a my marudzimy jak zepsute bachory, że nie daje nam cukierków o które prosimy.

Kiedy nie znasz się na tym co masz do zrobienia, włóż ręce głęboko do kieszeni i trzymaj je tam tak długo, aż zmądrzejesz. Do tej pory robiliśmy dokładnie na odwrót: poruszyliśmy wszystkie pokrętła i wciskaliśmy każdy możliwy przycisk, aby jakoś wycisnąć więcej przyjemności z natury. To tylko cud, że przeżyliśmy do teraz. Koronawirus uratował nam życie, zmusił nas do zwolnienia tempa i narzucił na nas ograniczenie wykorzystywania naszego jedynego domu. To oczywiście błogosławieństwo, jednak z głupoty przeklinamy ją na pierwszej stronie jednego z bardziej poczytnych magazynów.

Media są naszym najważniejszym narzędziem edukacyjnym. Powinniśmy go używać do poznawania siebie i naszego otoczenia, nie do narzekania na nauki natury, ale do wyjaśniania, jak powinniśmy pracować w ekosystemie, jakim jest nasz wszechświat. Jest to system zamknięty, a wszelkie wykroczenia pociągają za sobą konsekwencje. Możemy nie odczuć tego od razu, ale dzieje się tak tylko dlatego, że nie jesteśmy uwrażliwieni na komunikaty jakie wysyła nam nasze otoczenie i nieświadomi naszych połączeń. Gdybyśmy byli nieco bardziej świadomi naszej współzależności, od razu dostrzeglibyśmy negatywny wpływ naszych poczynań i nie myślelibyśmy, że kiedy odczuwamy ich następstwa, to że to nie jest nasza wina. To, że ​​przeżyliśmy tak „pełen wydarzeń” rok, jest naszą własną zasługą i niczyją inną.

Jeśli nie nauczymy się lekcji, której nauczył nas Covid-19 w 2020 roku, 2021 nauczy nas tej samej lekcji jeszcze boleśniej. Nie chodzi o podłość natury, ale o nasz opór. Żal mi Matki Natury; nie jest łatwo wychowywać tak uparte dzieci. Jednocześnie jestem wdzięczny za to, że aby nauczyć nas tego, czego musi, ​​zawsze wybiera najmniej bolesne środki i również za to, że w końcu zdecydowała się ujawnić nam swoje drogi, abyśmy mogli je studiować i stać się dorosłymi w naszym własnym świecie.

Źródło: https://bit.ly/3nebPkT


Nowe wartości Ameryki

каббалист Михаэль Лайтман W Stanach Zjednoczonych odnotowano przesunięcia tektoniczne i aby ocenić ich konsekwencje, bardzo ważne jest zrozumienie ich istoty.

Od kilku lat prowadzę kolumnę na amerykańskiej stronie internetowej Newsmax. Tej jesieni jej popularność znacznie wzrosła, miesięczna liczba odsłon przekroczyła 63 miliony, a moje artykuły, z reguły trafiają na główną stronę portalu. Cieszę się, że coraz więcej czytelników zapoznaje się z zasadami nauki Kabały w odniesieniu do bieżących wydarzeń. Czasami moje przesłania są trudne dla Amerykanów, to tym cenniejsza jest gotowość słuchania ich.

Ostatnio naród amerykański zaskakuje mnie bezprecedensowym odejściem od tradycji. Przez wieki niepodzielnie panował tu fundamentalny trend wzbogacania się. Dolar dominował w hierarchii priorytetów i większość ludzi była zahipnotyzowana wymagającym spojrzeniem złotego cielca.

Teraz jednak powiały nowe wiatry: coraz więcej Amerykanów stawia zasady ideologiczne na równi z dolarem, jeśli nie wyżej. Jakie zasady ? – to osobne pytanie, ale sam fakt jest oczywisty. Wierzę, że już zimą obydwa obozy podzielonego społeczeństwa amerykańskiego, odczują sercem i uświadomią sobie te zmiany.

Oznacza to, że Ameryce odkrywa się okno nowych możliwości. Nadchodzi chwila, kiedy rozpalający się wewnętrzny konflikt można będzie wykorzystać do potężnego skoku w górę. Co prawda, aby to zrealizować, obie strony będą musiały przezwyciężyć siebie i znaleźć wyjście dostępne tylko dzięki wspólnym wysiłkom.

To wyjście nie jest ani republikańskie, ani demokratyczne, ale leży o poziom wyżej. Jest dla każdego lub dla nikogo. Mówiąc prościej, skoro już Ameryka zaczęła mówić o wartościach materialnych, pozostaje tylko wspólnie wywyższać te z nich, które jednoczą ludzi ponad sprzecznościami, a wszystko inne uznawać za drugorzędne. W taki sposób, podział doprowadzi do jedności.

A dokładniej, może doprowadzić. Tak naprawdę cuda się nie zdarzają i nawet taka krótka droga wymaga czasu, przyzwyczajenia się, wewnętrznego załamania i kreacji – tak by w końcu ludzie byli gotowi do zjednoczenia w imię jutrzejszej Ameryki. Dla świata, na który wciąż jeszcze ma ona ogromny wpływ.

Mam wielką nadzieję, że tak się stanie. Niech radykalna konfrontacja i niekończące się problemy doprowadzą kraj do prostej prawdy: nie ma wyjścia, trzeba wznieść się ponad siebie – ponieważ inaczej przegrają wszyscy. Po co konfrontować ze sobą? Nie będzie lepiej od tego i nawet moralnej satysfakcji ze zwycięstwa nie wystarczy, aby zrekompensować konsekwencje niezgody. Więc po co takie zwycięstwo?

To zrozumienie nie pojawi się z dnia na dzień – będzie skutkiem nieszczęść i rozczarowań. Ale nieszczęścia to luźna koncepcja. Być może obecny przewrót przyniesie korzyści Ameryce: wraz z objęciem władzy przez Bidena. Ameryka zobaczy na własne oczy, że nowoczesny neoliberalizm nie jest konstruktywny, nie jest twórczy, że jest podobny do radzieckiego „socjalizmu”, który także próbował narzucać wymyślone idee, sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i ludzką naturą.

Takie wysiłki zawsze kosztowały ludzkość dużo krwi i prowadziły do ślepej uliczki. Nie w taki sposób zacierają się granice między ludźmi. Prawdziwa jedność wymaga oświecenia, jakiego ludzkość nigdy wcześniej nie zaznała.

W tym celu powołana jest nauka Kabały, która odkrywa się światu w obecnym czasie. Przecież, aby naprawdę się zjednoczyć, należy przestrzegać praw Natury. Innymi słowy, należy wznieść się na ten poziom, gdzie nie ma już ani republikanów, ani demokratów, a są ludzkie serca, które budują bezpośrednie połączenie ponad egoizmem. Konieczność tej metody, świat na razie odczuwa nieświadomie, ale procesy przyśpieszają i etapy zmieniają się na naszych oczach.

A jednak scenariusze mogą być różne. Na razie niezgoda w Ameryce nasila się i już prowadzone są rozmowy o odłączeniu się niektórych stanów, od państwa. Nie widzę w tym nic dobrego. Nie wyobrażam sobie, jak można przeprowadzić taką „amputację” w cywilizowany, bezbolesny sposób. Nie wróży to nic dobrego oprócz wojny, o wiele trudniejszej niż wojna o jedność. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie, a rozmowy pozostaną rozmowami.

Dużo ważniejsze jest dziś pozbycie się wewnętrznego kultu w stosunku do Białego Domu, w którym siedzi „mój” lub „inny” prezydent. Nie, nie propaguję braku szacunku dla władzy. Należy przestrzegać praw. Wskazuję na postawę, na dążenie do „posadzenia” swojego faworyta, aby on podporządkował cały kraj moim poglądom.

Po co?? Demokracja nie jest potrzebna po to, aby się wzajemnie podeptać i pożreć! Ale wydaje się, że zapomnieliśmy o tym na jednym z zakrętów. Co więcej, mój „protegowany” tak naprawdę wcale nie pracuje dla mnie.

O wiele ważniejsze jest to, że my wszyscy – stanowimy jeden naród, jeden kraj, który potrzebuje zgody, pokoju i spokoju. Nigdy nie będziemy jednego zdania w aktualnych kwestiach, ale jesteśmy w stanie stworzyć połączenie wyższego poziomu i na jego podstawie rozwiązywać nasze problemy. Pomimo różnic jesteśmy w stanie zbliżyć się do siebie nawzajem.

Takie podejście poprowadzi Amerykę do przodu. I w zasadzie nie ma innego wyjścia. Ameryka potrzebuje społeczeństwa, które jednoczy, a nie dzieli, konsoliduje, a nie rozsadza po kątach i okopach. Slogany o tym, aby przywrócić krajowi jego dawną świetność, to nic innego jak kłamstwo. Ameryka potrzebuje nowej wielkości – jedności, wewnętrznego wzrostu, pojednania społecznego. Tego rzeczywiście brakuje Ameryce i całemu światu.

Z biegiem czasu Amerykanie zrozumieją: że cała ich wrogość, cała niezgoda była sztucznie narzucana przez zainteresowane strony i od samego początku nie było w niej żadnych zasad – poza zasadą „dziel i rządź”. Jeśli „wartości” oddzielają – to nie są to wcale wartości, a narzędzia władzy. Jeśli „wolność” dzieli kraj, nie jest to już wolność, a wszystko dozwolone, to zasady z których w pewnym momencie rodzi się dyktatura.

Stare egoistyczne fundamenty szybko degradują się i degenerują. Wkraczamy w erę powszechnych wzajemnych powiązań. I dlatego wartość wspólnoty, wzajemności, jedności, zgody, powinna przeważać nad wszystkim innym. Tylko wtedy społeczeństwo będzie w stanie naprawdę rozwiązywać problemy.

I oczywiście szowinizm nie ma z tym nic wspólnego. Przecież szowinizm – to nadęty narodowy egoizm, a my mówimy akurat o jego przeciwieństwie.

Tego wszystkiego i wiele innych rzeczy należy uczyć ludzi, edukować bez względu na to, jak dydaktycznie to brzmi. Dlatego że dzisiaj mylą wolność z indywidualizmem, demokrację, z prawem w ostatecznej instancji, jedność z dyktatem. Ludzie są celowo dekoncentrowani wewnętrznie i zewnętrznie, a następnie dzieleni na obozy i nastawieni przeciwko sobie.

Dlatego też całkiem możliwe jest, że spełni się najgorszy scenariusz, według którego Obama, będący następcą Bidena, za kilka lat sprowadzi Amerykę do Trzeciego Świata i sprzeda ją Chinom. Chiny już dzisiaj w dużej mierze kontrolują czołowe amerykańskie media.

Generalnie obecni „socjaliści” działają według dobrze znanej zasady – niszczą stare „do fundamentu”, przy czym w skali globalnej. I paradoks tutaj polega na tym, że to właśnie kapitaliści – ludzie, którzy wiedzą, jak prowadzić sprawy – przeciwnie, są w stanie zapewnić ludzkości bezkrwawe przejście na tory prawdziwego socjalizmu – spójnego, integralnego społeczeństwa, działającego we wspólnych interesach. Bez względu na dalszy rozwój wydarzeń, należy to zrozumieć.

I ostatnia rzecz, która dotyczy Izraela. Powrót Obamy nie wróży nam nic dobrego. Wręcz przeciwnie, wszystko będzie znacznie gorzej niż podczas „oficjalnych” kadencji. Wtedy Binjamin Netanjahu stawił czoła i stało się to jednym z jego głównych osiągnięć. Ale gdy odejdzie (albo zmuszą go do tego”), nie będzie nikogo kto go zastąpi.

Zostaniemy podzieleni, bez silnego przywódcy, przeciw Obamie i jego klice. Nie widzę ani jednego polityka na taką samą skalę, z takim samym zrozumieniem ogólnej sytuacji i ze zdolnością do prawidłowego działania pod presją. Wszyscy inni, tak czy owak zawalą najważniejsze w tej chwili zadanie – utrzymanie kursu kraju i powstrzymanie go przed wpadnięciem pod władzę wrogów, którzy planują nakarmić nas swoim bliskowschodnim „protegowanym”.

Dla mnie to nie jest polityka, ale naturalne realia, odzwierciedlające wewnętrzne stany narodów, krajów, ludzkości. Nigdy nie byłem „za Netanjahu” ani „za Trumpem” – opowiadam się za trendem, który oni odzwierciedlają, pociąg do środka skali, a nie do jednej z jej krawędzi. I analogicznie nie jestem „przeciw Obamie” – jestem przeciwny radykalizmowi bez względu na to, czym by go nie przykrywali.

W każdym razie to nie politycy nas uratują. Uratuje nas tylko dążenie do jedności i praca nad nią.


Dlaczego szczepionki przeciwko Covid nie dają mi uczucia ulgi

Od początku roku ludzie próbują utrzymać dawny styl życia w oczekiwaniu na szczepionkę, która wyleczyłaby ludzkość z syndromów koronawirusa 2 (SARS-CoV-2), które wywołuje koronawirus 2019 (Covid19). Teraz wydaje się, że szczepionka powstała w wielu wersjach i w różnych firmach. Według eseju opublikowanego przez Światowe Forum Ekonomiczne, „Opracowanie szczepionki trwa zwykle ponad 10 lat”. W przypadku Covid-19 opracowanie to, kilku firmom, zajęło marnych dziesięć miesięcy. W jaki sposób kilka firm opracowało szczepionkę 12 razy szybciej niż przeciętny czas? Brzmi to jak prawdziwa zagadka.

Traktujemy naturę tak, jakby była bez życia, jak coś co możemy lekceważyć i odrzucać, jakbyśmy mogli z nią zrobić, co chcemy. Covid przybył, aby nauczyć nas czegoś innego. Dzięki niemu natura do nas przemawia. Uczy nas swojego języka, właściwego postępowania i stopniowo odsłania nam swoje sekrety.

Jednak nie jest to największy problem. Najbardziej niepokoi mnie nasze urojone myślenie, że pozbywając się wirusa Covid, pozbędziemy się problemów i wrócimy do naszego poprzedniego stylu życia, który w pierwszej kolejności tego wirusa na nas zesłał.

Nie mam wątpliwości, podobnie jak niezliczeni naukowcy, których cytowałem w poprzednich postach, że koronawirus jest tylko pierwszym z serii wielu innych nieszczęść, które będą coraz częściej dotykać ludzkości. Pozbycie się Covida tylko przyspieszy nadejście kolejnego, bardziej bolesnego ciosu. Musimy zrozumieć, że nasza eksploatacja przyrody i ludzi dobiegła końca. Jeśli to zrozumiemy i dostosujemy się do tej rzeczywistości, stosunkowo łatwo przejdziemy przez fazę naprawy. Jeśli jesteśmy uparci, natura ma w zanadrzu o wiele więcej sztuczek, aby pokazać nam, kto tak naprawdę jest szefem, a żadna z nich nie jest przyjemna.

Traktujemy naturę tak, jakby była bez życia, jak coś co możemy lekceważyć i odrzucać, jakbyśmy mogli z nią zrobić, co chcemy. Covid przybył, aby nauczyć nas czegoś innego. Dzięki niej natura do nas przemawia. Uczy nas swojego języka, właściwego postępowania i stopniowo odsłania nam swoje sekrety.

Natura nie ma ambicji, by nas zabić. Jeśli byłoby inaczej, są na to znacznie szybsze sposoby niż Covid-19. Nazywamy naturę Matką Naturą, ponieważ dokładnie tym jest. Jak kochająca matka, chce nas nauczyć przy najmniejszym bólu i wysiłku, tego czego musimy się nauczyć. Chce nam pokazać, jak działa, jak myśli, czego chce i dlaczego tego chce. Zachowuje się przed nami jak matka przed dzieckiem: śmieje się i śpiewa, rozmawia z dzieckiem, robi miny, wskazuje na inne przedmioty i ludzi. Dlaczego ona to wszystko robi? W końcu jej dziecko jej nie rozumie, więc po co? Chodzi o to, że dziecko chce się uczyć, a patrząc na „występującą” matkę uczy się wszystkiego, czego potrzebuje, aby rosnąć.

Natura traktuje nas tak, jak ta matka. Podobnie jak to dziecko, nie rozumiemy tego; i tak jak to dziecko, nie musimy. Wszystko, czego potrzebujemy, to chcieć, tak jak to dziecko, a zrozumienie przyjdzie do nas, tak jak przychodzi do każdego dziecka, jakie kiedykolwiek się urodziło.

Natura chce uczynić nas wszechwiedzącymi, mądrymi i kochającymi. Chce nam pokazać, jak wszystko jest połączone, dlaczego jest połączone oraz jakie jest nasze miejsce i rola w tym połączeniu. Nie musimy o tym wiedzieć, zanim przyjmiemy naszą rolę; po prostu musimy słuchać. Tak jak dziecko najpierw chce się uczyć, potem się uczy, a na koniec wykonuje, tak ludzkość musi chcieć się uczyć, potem się nauczyć i dopiero wtedy działać.

Jeśli przyjmiemy takie podejście, nie będziemy potrzebować żadnych wirusów, klęsk żywiołowych ani żadnych innych zmartwień. Takie są ostateczne metody stosowane przez naturę jako ostatnia deska ratunku – przykuwanie naszej uwagi. Jeśli jesteśmy uparci i nie chcemy się uczyć, zwracać uwagi na naturę i rozumieć jej języka, to natura nie ma innego wyjścia, jak tylko zwrócić naszą uwagę w jedyny sposób, który działa – raniąc nas. Gdyby zechciała, zraniłaby nas znacznie bardziej, ale tak nie robi. Powinniśmy być mądrzejsi niż mówić, że Covid to po prostu ciężka grypa, ponieważ natura może zastosować znacznie poważniejsze „lekarstwo”.

Nie chcemy zrozumieć, że ​​nie musimy opracowywać szczepionki; już ją mamy – to nasz pozytywny stosunek do siebie. Może się to nie udać, jeśli niewielu go przyjmie, ale jeśli całe społeczeństwo zmieni swoje podejście do siebie nawzajem, jeśli staniemy się społeczeństwem solidarności i troski, a nie alienacji i okrucieństwa, staniemy się zdrowym i dostatnim społeczeństwem, w którym każdy będzie wolny i bezpieczny.

Źródło: https://bit.ly/3asjj0S


Czy uratuje nas szczepionka?


Rozpoczęto szczepienia przeciwko koronawirusowi. Pionierem w tej dziedzinie stała się Rosja, a następnie szczepienia rozpoczęły się w Wielkiej Brytanii. Czy to oznacza światło na końcu tunelu? Krótko mówiąc, nie.

Mieliśmy wystarczająco dużo czasu, aby usłyszeć to przesłanie, które przyniósł ze sobą koronawirus. Ujawnił naszą społeczną porażkę – zakaźne wyobcowanie na wszystkich poziomach. W przeciągu zaledwie kilku miesięcy udowodnił nam, że społeczeństwo, które żyje konsumpcjonizmem i wzajemną obojętnością – nie jest trwałe.

Nie chcieliśmy jednak słuchać i uparcie czekaliśmy na szczepionkę. Cóż, doczekaliśmy się, mamy ją. Ale szczepionka nie rozwiąże naszego odwiecznego problemu. I dlatego nieszczęścia nie ominą nas – po prostu się zmienią. Nie wchodzimy w okres rekonwalescencji. Wkraczamy w okres, w którym odczuwalne będą konsekwencje dawnego nieszczęścia, którego i teraz jest wystarczająco dużo, a być może pojawi się nowe nieszczęście.

Mówię to z perspektywy nauki Kabały, która na obecnym etapie obserwuje powszechny kryzys ludzki, który dopiero zaczyna się manifestować. Nie zmieniliśmy się, niczego nie ulepszyliśmy, nie próbowaliśmy dojść do prawdziwych przyczyn. Nawet nie myśleliśmy o jedności społeczeństwa, o zbliżeniu serc.

Zamiast tego zdecydowaliśmy się zalać ogień pieniędzmi i szczepionkami. Oznacza to prostą rzecz: świat jeszcze nie wyszedł z bagna korony, a w kolejce stoi kolejne nieszczęście, jeszcze bardziej zawiłe, bardziej totalne i jednocześnie głębsze i okrutniejsze w swoim wewnętrznym oddziaływaniu.

Czy to kara?

Celem tego, co się dzieje, wcale nie jest ukaranie nas. Natura nie karze – Natura pokazuje, rozwija. „Ostatecznie – mówi nam – ja doprowadzę was do integralnej jedności, dobrych relacji, do doskonałości. Ale doprowadzę etapami, tak abyście mieli możliwość samodzielnego wzrastania”. Czy rozumiemy Naturę? Czy rozumiemy, że „samodzielnie” nie oznacza „jak nam się podoba”? Samodzielnie – oznacza odpowiedzialnie, razem, bez wymówek i usprawiedliwień. Jak dobre dzieci, równie posłuszne i wykazujące inicjatywę, gotowe do nauki i myślenia.

A czy jesteśmy dobrymi dziećmi? Przecież nie zrobiliśmy nic we właściwym kierunku. Nadal wszystko jest na odwrót: egoizm dystansuje ludzi wewnętrznie, a epidemia – zewnętrznie i nie ma mowy o prawdziwym zbliżeniu. Dobre relacje w społeczeństwie nie są na porządku dziennym, nie są postrzegane jako coś pilnie potrzebnego. Oto dlaczego szczepionka, jeśli pomoże – nie uratuje nas. Ponieważ pomijamy najważniejsze.

Powinniśmy wyciągnąć lekcję z dystansowania i przestać zarażać się nawzajem wewnętrznymi wirusami – niezgodą, obojętnością, złością, nienawiścią. Przerywając te łańcuchy infekcji, moglibyśmy nauczyć się szczerej troski, uwagi, współczucia. Nawet gdyby na początku było to udawane, jednak przy odpowiednim podejściu, to i tak stałoby się punktem zwrotnym i napełniłoby naszą wspólną relację zupełnie innymi impulsami. W pojedynkę człowiek nie może stać się lepszy. Natomiast społeczeństwo może, jeśli będzie działało świadomie i celowo.

Język ojczysty

Ludzkość otrzymała pierwszy cios, ale nie wyciągnęła wniosków, tylko zrobiła szczepionki. Nie tak postępuje się z przesłaniami Natury. Musimy wreszcie zrozumieć jej język. Ona nie operuje egoistycznymi pojęciami osobistych korzyści i strat, a terminami jedności i separacji, zbliżenia i oddalenia, integracji i dezintegracji, wspólnoty i niezgody. Jej język jest językiem interakcji, połączenia, wzajemnych powiązań. Natura uczy nas, jak wznieść się ponad sprzeczności i przeciwieństwa.

Obecnie znajdujemy się na poziomie brzdąca, który nie jest jeszcze w stanie odbierać mowy matki, ale może podążać za jej wyrazem twarzy, słyszeć jej słowa, jej śpiew, może zobaczyć, jak mama się z nim bawi. Nie wszystko mu się podoba, ale z natury chce ją zrozumieć, współuczestniczyć z nią, dołączyć się do jej miłości, przystawić się do jej piersi. I stopniowo przenika poza zewnętrzną osnowę coraz bardziej w głąb – do źródła tej troski, która go otacza. W taki sposób również i my powinniśmy odnosić się do Natury, do niewyraźnych jej na razie obrazów i przesłań. To nie jest zwykła ekologia – to coś więcej. I bez względu na to, jak nasze zepsute postrzeganie ją zniekształca, zobaczymy dorastając, że tylko miłość emanuje od Natury.

Dziś próbujemy się przed nią chronić za pomocą szczepionek i nie staramy się dostać na jej poziom relacji, aby rozwiązywać swoje problemy u podstaw, aby żyć szczęśliwie. Natura zachęca nas do wznoszenia się, a my opuszczamy wszystko do poziomu szczepień. To nie jest wyjście, to tylko zwlekanie, które również ma swoją cenę. Szczepionka jest zewnętrzną osłoną wewnętrznego, duchowego lenistwa. Pozostaniemy chorzy, nawet jeśli wyleczymy się z koronawirusa.

Fałszywy pragmatyzm

Zadaniem szczepionek, oprócz wzbogacenia, jest szybkie przywrócenie wszystkich do poprzedniego życia. Dokładniej do poprzedniej pracy. Konsekwencje, komplikacje, przeciwwskazania, brak elementarnych informacji – to wszystko nie budzi większych obaw u osób sprawujących władzę oraz krajowych systemów opieki zdrowotnej. Myślą pragmatycznie, statystycznie, ekonomicznie.

W rezultacie wszyscy znajdujemy się teraz w rękach kapitału farmaceutycznego – gigantycznego biznesu, dla którego nie jest opłacalne wyleczenie pacjentów. Nawiasem mówiąc, izraelscy lekarze nie są zadowoleni z tego, co się dzieje.

Nie polecam niczego w związku ze szczepieniami – decydujcie sami. Ja tylko jeszcze raz zwracam uwagę na problemy całego naszego społeczeństwa, które stało się „żerowiskiem” dla korporacji i wielkich pieniędzy, równo upadającą strukturą drobnych interesów. Umiejętnie kierują społeczeństwo do zderzenia się ze sobą, tak żebyśmy rzadziej podnosili głowy ponad niekończącą się powszednią codziennością.

Bez względu na to, czymkolwiek by nas nie faszerowali, w końcu i tak jesteśmy faszerowani pigułkami nienawiści, zaściankowości, czarnym nacjonalizmem, wygnaniem. Za wszelką cenę trzymają nas na wygnaniu z dala od jedności, ciepła, miłości. Dotyczy to nie tylko Izraela.

Ludzkość nie może dojść do siebie po szoku i znajduje się w samolubnym upadku. Zaczyna to sobie już uświadamiać, zaczyna budzić się ze śpiączki, ale zbyt wolno i zbyt niechętnie. Wszystko, czego nie zrobimy dzisiaj, jutro będzie wymagało od nas znacznie więcej wysiłku i cierpienia. Musimy otworzyć oczy. Nie ma lekarstwa innego, jak połączenia.


Promień światła w pandemii

Czarne chmury zawisły nad cała planetą i na chwilę obecną nic nie zapowiada, że szybko się rozejdą. W ten właśnie sposób ludzie czują się po kilku miesiącach oddziaływania COVID-19 na ich życie. Na horyzoncie nie widać drogi wyjścia i ludzie czuja się zmęczeni, zniechęceni i zamknięci w negatywnych myślach o tym, co może nadejść jutro. Nasza przyszłość stała się niejasna a towarzysząca jej niepewność stała się hodowlą pustki i depresji. Ta ciemność mogłaby dobiec końca, jeśli tylko poznalibyśmy źródło trwałego napełnienia, do którego odkrycia obecny kryzys właśnie nas prowadzi.

Tylko jeśli właściwie połączymy się z innymi, powstrzymamy zbliżające się czarne chmury zaciemniające atmosferę i przekształcimy obecny klimat w jasną i promienistą rzeczywistość.

Pandemia w zakresie zdrowia psychicznego niesamowicie zakłóciła funkcjonowanie służby zdrowia. Zdaniem WHO, w 93% krajów dramatycznie wzrosła potrzeba wsparcia psychologicznego dla obywateli. Tymczasem naukowcy ostrzegają o zbliżającej się kolejnej fali koronawirusa, która ma nadciągnąć tej zimy, wraz z sezonem grypowym. Zaczęliśmy rozumieć, że restrykcje zostaną z nami na dłużej, a przynajmniej do czasu wynalezienia skutecznej szczepionki a nawet dłużej, ponieważ nigdy nie będzie pewności, co do jej skuteczności – wirus stale mutuje. Nasza sytuacja zmienia sposób w jaki postrzegamy i podchodzimy do życia.

Część z nas próbuje utrzymać normalny tryb życia, chodzić do pracy – jeśli mają na tyle szczęścia, że ją zachowali – oraz uwzględniać w swoim planie dnia czas na ćwiczenia, aby dbać o zdrowie i o dobrą kondycję fizyczną. Jednak w głębi duszy, zadowolenie i radość z życia wygasły. Wewnętrzna rozpacz wywołana przez kryzys powoduje apatię i rozgoryczenie.

Pogoń za materialnymi ambicjami straciła znaczenie jakie miała w przeszłości, kiedy to pragnęliśmy władzy, pieniędzy i statusu. Teraz niekończąca się rywalizacja i ciągłe poszukiwanie przyjemności stały się sprawami drugorzędnymi, ponieważ życie nie oferuje już jasnego celu, ludzie czują się przytłoczeni i zmęczeni. Niektórzy walczą sami ze sobą, żeby wstać z łóżka, popadają w depresję i bezsilność, podczas gdy inni reagują wybuchami gniewu na ograniczenia, blokady i środki zapobiegawcze związane z pandemią.

W ten sposób manifestuje się brak perspektyw w nadchodzącej przyszłości, w której nie dostajemy nic w zamian za cierpienie, którego doświadczamy. Podświadomie ludzkość zadaje sobie pytanie „Dlaczego musimy to znosić? W jakim celu?” Natura precyzyjnie wskazuje na to, co ludzkość musi zmienić. Ujawnia nam, że sposób w jaki żyliśmy do tej pory, napędzami egoistycznymi motywami prowadzącymi do ciągłego sprawiania sobie przyjemności, nie jest już dalej możliwy. Świat coraz bardziej objawia się jako złożony system – jego płynne działanie możemy umożliwić jedynie dbając o każdy z jego elementów.

Tak czy inaczej, musimy przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. Nie możemy mieć kontroli nad wirusem, ale możemy mieć kontrolę nad konsekwencjami wynikającymi z naszych działań. Musimy pomóc sobie nawzajem utrzymać się na powierzchni podczas sztormu. Jest to konieczne podczas walki z globalną rozpaczą i to pomoże zbudować system wsparcia dla jednostek, zapobiegając ich upadkowi z bezradności. Im więcej włożymy wysiłku w interes ogółu, tym bardziej będziemy w stanie zabezpieczyć społeczeństwo. Każdy kraj powinien podjąć maksimum wysiłków, aby scalić społeczeństwo – aby nikt nie był pozostawiony sam sobie, gdzie każdy ma wsparcie i zatrudnienie, gdzie każdy ma możliwość zaangażowania się w aktywności fizyczne i społeczne takie, jak muzyka, sport i gry zespołowe.

Możemy osiągnąć pożądaną spójność w społeczeństwie poprzez fundamentalną zmianę naszych wartości: od indywidualistycznych i egoistycznych do opartych na współpracy, połączeniu i obdarzaniu. Kiedy nasze pragnienie zostanie przekierowane, kiedy przestaniemy dążyć do spełnienia się indywidualnie i zaczniemy dbać o innych, znajdziemy klucz do bezgranicznego szczęścia, ponieważ uwolnimy się od zniewalającej troski o samych siebie. Tylko jeśli właściwie połączymy się z innymi, powstrzymamy zbliżające się czarne chmury zaciemniające atmosferę i przekształcimy obecny klimat w jasną i promienistą rzeczywistość.

Źródło: https://bit.ly/2KzpAwA


Źródło wiecznej młodości

Na przestrzeni dziejów stworzono niezliczone metody i terapie, o których mówi się, że zatrzymują lub spowalniają proces starzenia, ponieważ ludzie doświadczają głębokich fizjologicznych, psychologicznych i społecznych zmian związanych ze starzeniem się. Izraelscy naukowcy twierdzą, że odkryli sekret zachowania młodości – w wyglądzie i samopoczuciu – na zawsze. Nawet jeśli okaże się to możliwe, to niewiele wnosi bez zbadania tematu na głębszym poziomie tam, gdzie pojawia się najważniejsze pytanie: „Po co żyję?”

Krótko mówiąc, starzenie się nie powinno być przerażającą perspektywą. Zamiast myśleć, że nie mamy nic innego do zaoferowania, złote lata powinny otworzyć mnóstwo okazji do nowych osiągnięć, jeśli zdamy sobie sprawę, że najważniejszy aspekt bogatego i sensownego życia znajduje się w połączeniu między ludźmi. Właśnie pytania: „Jaki jest sens życia” i „Dlaczego żyję” są bramami do bezgranicznie lepszego świata.

Badania naukowe przeprowadzone na Uniwersytecie w Tel Awiwie i Centrum Medycznym Shamir w Izraelu umieściły grupę zdrowych 64-latków w komorach hiperbarycznych i zapewniły im sesje z wysokim poziomem tlenu przez trzy miesiące. Naukowcy odpowiedzialni za eksperyment twierdzą, że terapia opóźniła proces starzenia, „odwróciła” go i w rezultacie osoby poddane terapii, po jej zakończeniu w badaniach uzyskały wyniki podobne do osób młodszych o 25 lat.

Starzenie się przeraża i niepokoi większość ludzkości. Ponieważ naturalny proces starzenia nieubłaganie zbliża człowieka do końca życia i do nieznanego, może również wiązać się z udręką. Starość i śmierć niekoniecznie są przyjemne, ale wszystko, co dzieje się w naturze, ma określony cel i korzyści, z których możemy nie zdawać sobie sprawy. Byłoby więc nierozsądne działać w celu zmanipulowania lub zmiany dowolnego stanu naturalnego.

Znacznie mądrzej jest, zamiast sztucznie walczyć z naturalnymi zjawiskami, iść ramię w ramię z tym procesem i nauczyć się dostosowywać do naszej sytuacji. Ludzie się starzeją; dzieje się to naturalnie. Pytanie brzmi, czy my jako społeczeństwo generalnie traktujemy ludzi właściwie w całościowym ujęciu. Musimy zbadać: „Czy osoby starsze są zajęte i czują, że społeczeństwo ich potrzebuje?” W rzeczy samej, zdrowe społeczeństwo powinno cenić osoby starsze i uważać ich wkład za ważny!

Gdybym nie miał swojego codziennego harmonogramu nauczania, z radością wyszedłbym i posprzątał ulicę. Zbierałem przyjaciół, którzy mieszkają w moim sąsiedztwie i oferowałem im sprzątanie ze mną wokół budynków. Dlaczego nie? Zdrowe jest wychodzenie na zewnątrz, oddychanie świeżym powietrzem, podejmowanie wysiłku fizycznego i przebywanie w towarzystwie innych osób. Po skończeniu tego wspólnego zajęcia siadałem z przyjaciółmi z sąsiedztwa na ławce i piłem kawę. Każdy szanujący się przywódca społeczności może zaoferować swoim starszym mieszkańcom takie przedsięwzięcie społeczne i wiele innych. Nasi seniorzy mają całe życie doświadczenia i mądrości, którymi mogą się dzielić jako mentorzy i pomagać tym, którzy dopiero zaczynają swoją ścieżkę.

A jeśli przykład sprzątania wydaje się komuś niegodny lub poniżający, problem tkwi w samej osobie. Ważne jest, aby szkolić wszystkich członków społeczeństwa, aby dbali o środowisko i służyli społeczności. Z tej zasady jasno wynika, że ​​społeczeństwo musi być odpowiednio wykształcone, aby szanować i doceniać starość i poświęcać jej myśli. Właściwą postawą społeczeństwa powinno być odkrycie, jak bardzo potrzebuje ono swoich starszych obywateli. Zapytaj dzieci, dobrze to rozumieją, ponieważ ta przesłanka jest w nich naturalnie zakorzeniona.

Dziadkowie, rodzice i dzieci powinni utrzymywać więzi, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie, rodząc ducha młodości wśród starszych członków rodziny. Osoby starsze już rozumieją, że należy akceptować życie takim, jakim jest, nauczyły się, jak starać się być ponad wszelkimi zmartwieniami i przenoszą takie postawy na wnuki. Najmłodsi otrzymują tyle bezcennych prezentów od dziadków, przykład bezwarunkowej miłości, prostego ciepła bez kalkulacji.

Krótko mówiąc, starzenie się nie powinno być przerażającą perspektywą. Zamiast myśleć, że nie mamy nic innego do zaoferowania, złote lata powinny otworzyć mnóstwo okazji do nowych osiągnięć, kiedy zdamy sobie sprawę, że najważniejszy aspekt bogatego i sensownego życia znajduje się w połączeniu między ludźmi. Właśnie pytania: „Jaki jest sens życia” i „Dlaczego żyję” są bramami do bezgranicznie lepszego świata.

Wiedząc, że odpowiedzi na te pytania można znaleźć w naszych relacjach międzyludzkich, w naszym związku oraz w działaniach, które przynoszą trwałe korzyści innym, wykraczamy poza nasze życie cielesne. Rozumiemy, że istnieje kolosalny mechanizm otaczający nasze życie i nasz świat, który przewyższa istnienie w naszym tymczasowym ciele fizycznym. Rozliczenie to przygotowuje nas bardzo głęboko do wejścia w szeroki, wieczny świat, na wyższy poziom egzystencji poza ograniczeniami czasu i przestrzeni.

Źródło: https://bit.ly/3ozGbiC


Pycha zabija

Pycha jest jedną z naszych najbardziej podstawowych, ale jednocześnie destrukcyjnych cech. Nawet jest na to akademicka nazwa: iluzoryczna wyższość. Zasadniczo oznacza to, że większość ludzi uważa, że ​​jest lepsza w większości aspektów życia, niż w rzeczywistości. Mamy tendencję do przeceniania naszych cech i zdolności w prawie wszystkim, co robimy, mówimy lub myślimy. Mamy tendencję do przeceniania naszych zdolności poznawczych, nawyków zdrowotnych, umiejętności prowadzenia pojazdu i inteligencji.

Szczególnie dzisiaj brak więzi, nienawiść i wyobcowanie psują wszystko. Jesteśmy wyjątkowymi indywidualnościami, pozostaniemy wyjątkowi i powinniśmy pozostać wyjątkowi. Jednakże, jeśli nie nauczy się nas, jak używać naszej wyjątkowości dla wspólnego dobra, nasza wyjątkowość przyniesie nam tylko rozlew krwi i śmierć, zamiast dobrobytu i radości.

Myślimy nawet, że jesteśmy bardziej odporni na uprzedzenia niż jest to w rzeczywistości. Badacze nazywają to „martwym punktem uprzedzeń”, co w zasadzie oznacza, że ​​opisujemy siebie, jako mniej podatnych na uprzedzenia niż inni ludzie. Ale jeśli, na przykład, 68 procent ankietowanych wykładowców z Uniwersytetu Nebraska ocenia siebie w górnych 25 procentach pod względem umiejętności dydaktycznych, a 94 procent ocenia siebie powyżej średniej w swoim miejscu pracy, niektórzy z nich muszą być nierealistyczni w stosunku do siebie, ponieważ liczby mówią same za siebie. To samo dotyczy studentów Master of Business Administration na Uniwersytecie Stanforda, z których 87 procent oceniło swoje wyniki w nauce powyżej przeciętnej wartości.

Jednym z kluczowych wyjaśnień zjawiska iluzorycznej wyższości, jakie odkryli badacze, jest – nic dziwnego – egocentryzm. Innymi słowy, większość z nas jest zbyt samolubna, by widzieć siebie takim, jakim naprawdę jest.

Pycha lub złudna wyższość byłaby zabawna, gdyby tak dużo nas nie kosztowała. To sprawia, że ​​myślimy, iż możemy pokonać innych inwestorów na giełdzie i ostatecznie tracimy pieniądze. To sprawia, że ​​myślimy, iż mamy duże szanse na wygraną w loterii, więc warto wydawać na nią coraz więcej pieniędzy lub na inne formy hazardu, podczas gdy w rzeczywistości nasze szanse są bliskie zeru. To sprawia, że ​​angażujemy się w niezdrowe nawyki żywieniowe, myśląc, że możemy pokonać przeciwności i nie zostać dotknięci przez nasze złe odżywianie. To sprawia również, że na drodze podejmujemy niepotrzebne i nierozsądne ryzyko, wierząc, że nic nam się nie stanie. Ale ludzie umierają lub do końca życia zostają okaleczeni z powodu tych błędnych ocen. Błędy te dotyczą nie tylko ludzi, którzy je popełniają, ale często także ludzi postronnych, których jedyną „zbrodnią” było to, że byli obecni, gdy doszło do błędnej oceny.

Choć egoizm jest rzeczywiście główną przyczyną pychy, jest ku temu dobry powód i dobre nań rozwiązanie. Poczucie wyjątkowości jest wspólne dla nas wszystkich. Każdy z nas jest naprawdę wyjątkowy i dobrze, że tak jest pod warunkiem, że użyjemy tego prawidłowo.

Tak jak nie ma dwóch takich samych komórek w naszym ciele, tak nie ma dwóch takich samych ludzi w organizmie jakim jest ludzkość. Każda komórka naszego ciała jest wyjątkowa, tak jak my, ponieważ każda komórka ma unikalne zadanie. Spełniając swoje zadanie, wpływa na cały organizm. Innymi słowy, tylko wtedy, gdy komórka wykorzystuje swoją wyjątkową cechę dla dobra całego ciała, jej wyjątkowość przyczynia się do dobrego samopoczucia zbiorowości, organizmu, a my stajemy się zdrowi. Jeśli wykorzystuje swoją wyjątkowość w jakimkolwiek innym celu niż poprawa wspólnego dobra, staje się szkodliwa dla organizmu i musi zostać z niego wyrzucona.

My też: kiedy wykorzystujemy naszą wyjątkowość dla dobra społeczeństwa, pomagamy społeczeństwu, które z kolei wspiera nas i naszą wyjątkową ekspresję. Kiedy wykorzystujemy naszą wyjątkowość w jakimkolwiek innym celu, takim jak gromadzenie bogactwa lub władzy, stajemy się szkodliwi dla społeczeństwa. W takim przypadku mamy jedną z dwóch opcji: albo zmienimy nasze postępowanie i wykorzystamy naszą wyjątkowość dla wspólnego dobra, albo pozostaniemy takimi, jakimi jesteśmy, a społeczeństwo w pewnym momencie nas odrzuci. Dlatego jedynym sposobem zdefiniowania pozytywności i negatywności jest określenie, czy czyjeś działania przynoszą korzyści społeczeństwu, czy też szkodzą.

Obecnie wyraźnie negatywnie wykorzystujemy nasze cechy. To nie jest niczyja wina; tacy właśnie wszyscy się rodzimy i tak jesteśmy wychowywani. Niemniej jednak, jeśli będziemy tak postępować, będziemy się wzajemnie niszczyć. W rzeczywistości już jesteśmy na krawędzi.

Dla istot egocentrycznych branie innych pod uwagę nie przychodzi naturalnie. Edukacja jest zatem niezbędnym narzędziem do zmiany naszego sposobu myślenia z „ja pierwszy” na „my pierwsi”. Gdybym mógł doradzić zarządzającym w sprawie najistotniejszych zasobów ich krajów, powiedziałbym im, że edukacja w zakresie połączenia jest ich najważniejszym warunkiem skutecznego rządzenia.

Szczególnie dzisiaj, brak więzi, nienawiść i wyobcowanie wszystko psują. Jesteśmy wyjątkowymi indywidualnościami, pozostaniemy wyjątkowi i powinniśmy pozostać wyjątkowi. Jeśli jednak nie nauczymy się, jak używać naszej wyjątkowości dla wspólnego dobra, nasza wyjątkowość przyniesie nam tylko rozlew krwi i śmierć zamiast dobrobytu i radości.

Źródło: https://bit.ly/33R3L2F


Maruderzy w szkole życia


Staramy się, by nasze dzieci powróciły do szkoły, ale sami nadal się nie uczymy, nie nadążamy za tym, co się dzieje. Dlatego drugi rok pozostaniemy w tej samej klasie.

W przeddzień zakończenia kwarantanny okazało się, że dzieci pomimo zwykle bezobjawowego przebiegu choroby, przenoszą koronawirusa na równi z dorosłymi. Zaskoczyło to izraelski system edukacji, który po prostu nie ma pieniędzy, by bezpiecznie zorganizować swoje tradycyjne struktury.

Szkolne nauczanie wymaga wentylowanych pomieszczeń lub otwartych terenów, ale skąd je wziąć i jak dostosować do izraelskich warunków klimatycznych? Małe grupy wymagają wielu nauczycieli, a ich należy rekrutować i odpowiednio przygotować.

Ponadto nie wiemy, jak postępować będzie epidemia, i jakie ma jeszcze w zanadrzu niespodzianki. Dziś wymaga się szczególnych warunków nauczania, a jutro na przykład będziemy potrzebować jednego nauczyciela na każdego ucznia i po jednej przedszkolance na każde dziecko.

W takiej sytuacji nie ma dobrych rozwiązań. Wszyscy – dzieci i dorośli – znaleźliśmy się w imadle, i nie możemy wrócić do znanego nam świata. Nie chodzi tylko o szkoły: całe strefy są zamknięte, a żeby ponownie je otworzyć, trzeba najpierw odkryć coś w sobie.

Ostrzegałem od samego początku epidemii, że ona zmieni społeczeństwo i świat. Dziś mówią o tym wszyscy. Ale tak naprawdę nie pogodziliśmy się z tą myślą i uparcie oczekujemy powrotu do przeszłości. Epidemia to dla nas sytuacja nadzwyczajna, choć globalna, która kiedyś się skończy.

Ale mylimy się. To nie jest nagły wypadek, to nowy świat nadchodzi, który puka do drzwi i zmienia nas, czy to nam się podoba, czy nie. Nowy świat ma inne prawa i inne cele, przełamuje „nierozerwalne” wyznacza nowe trendy, a co najważniejsze wymaga w tym procesie naszego udziału. Dopóki naprawdę nie zaczniemy w tym uczestniczyć, wirus nas nie opuści.

Teatr absurdu

Jeszcze w czerwcu mówiłem o tym, że strategia walki z koronawirusem nie powinna sprowadzać się do wznowienia schematu sprzed kryzysu. W końcu świat przeżywa nie zwykłą pandemię, ale jakościową transformację relacji. Od teraz, jakością naszych wzajemnych relacji, sami określamy jakość naszego życia.

Mówiąc prościej, w jaki sposób traktujemy siebie wzajemnie, w taki sam sposób żyjemy. A sami wiecie, jak odnosimy się do siebie. Stosunki osobiste, społeczne, międzynarodowe – wszystko jest zatrute.

To już prawie rok, jak Natura prowadzi nas po parku rozrywki, zwanym COVID-19, pokazuje nam, z czego należy zrezygnować, co zmienić, co stworzyć. Niechętnie wchodzimy do pawilonów, z mieszanym uczuciem nieufności i obrzydzenia: „Mówisz poważnie? Z powodu jakiegoś wirusa mamy zrezygnować z egoistycznej rutyny, mamy dbać o siebie nawzajem? Zdystansować się na zewnątrz i zbliżać wewnętrznie? Ale to jest jakiś absurd!”

A w rzeczywistości to absurd, że człowiek odmawia zaakceptowania tego, co jest oczywiste, dlatego że mu się to nie podoba. Rozpoczął się nowy etap rozwoju, świat wszedł w serię zmian tektonicznych, a my nadal wolimy postrzegać to, jako „nieporozumienie koronaawirusowe”.

I dlatego nie mamy dobrych rozwiązań. Otworzymy szkoły i przedsiębiorstwa – źle, nie otworzymy – też będzie źle. Wszędzie jest źle. Nie ma ani taktyki, ani strategii – i nie będzie. Cofamy się o krok i ze strachem czekamy na odpowiedź wirusa. To nie rozwiąże problemów ludzkości.

Zmiana kursu

Wcześniej czy później będziemy musieli wykonać krok do przodu. W tym celu musimy zrozumieć, że wcale nie chodzi o to czy otwierać, czy nie otwierać szkoły, przedsiębiorstwa, sale sportowe itd. Ale chodzi o to, jak możemy przestać być dla siebie obcy, jak otworzyć nasze serca. To jest nasze dzisiejsze zadanie – przystosować się, otworzyć na następny stan rozwoju, w którym będziemy się wznosić ponad antagonizm jedności.

Zmieńcie się” – mówi nam Natura, „zbliżajcie się sercami, starajcie się zrozumieć siebie nawzajem, bądźcie gotowi ustąpić sobie w imię silnej więzi wewnętrznej, tak jak w rodzinie ustępują sobie bliscy ludzie. Kiedy ustalicie takie relacje, wtedy zobaczycie, co, jak i kiedy otwierać, a co już nigdy się nie otworzy, dlatego że już nie jest to wam potrzebne”.

I nawet, jeśli jeszcze nie wierzymy, jeszcze mamy nadzieję, że to przeczekamy – co przeszkadza nam spróbować? Co mamy do stracenia? Dobre relacje nie wymagają pieniędzy. Nie wymagają nawet szczególnego pragnienia, wystarczy elementarna gotowość. W końcu, jaki jest najłatwiejszy i najszybszy sposób na przerwanie łańcucha infekcji, jeżeli nie szczera troska o siebie nawzajem? To zrozumiałe. Jedynie zatrzymuje nas bariera psychologiczna.

I dlatego wirus nie znika. Przecież jest posłańcem Natury, „karmi się” naszymi wzajemnymi negatywami: obojętnością, pogardą, nienawiścią. Kłócimy i gryziemy się ze sobą – a wirus rozmnaża się. Sami kultywujemy i podkarmiamy go w naszym toksycznym środowisku. Cała ludzkość – to jego szala Petriego.

Ale jest również jeden plus: wirus wskazuje na źródło problemu, na to, co musimy naprawić w nas samych. Jednak nadal staramy się naprawić koronawirusa, a nie siebie, nie dostrzegamy systemowego i wzajemnego powiązania we wszystkim, co nam się przydarza.

Pewnego dnia, zdając sobie z tego sprawę, zaczniemy kultywować zupełnie inne, przeciwstawne relacje i wypełnimy pozytywem wewnętrzną przestrzeń między nami.

Po co z tym zwlekać? Nasze nieodrobione lekcje wiszą nad nami, jak balast i ciągną na dno.