Artykuły z kategorii Nowe publikacje

Za każdym razem, gdy próbujemy szale przechylić na swoją stronę, Covid od razu reaguje przewagą

Od dłuższego już czasu trwa trzecie zamknięcie w Izraelu, ale liczby nie poprawiają się. Ponad jedna trzecia populacji otrzymała pierwszy zastrzyk szczepionki Pfizer, a ponad jedna ósma otrzymała drugi, a zaraza rozprzestrzenia się jak wcześniej. Prof. Ran Blitzer, szef gabinetu Corona w Magen Israel – narodowego programu walki z koronawirusem – jest zdumiony. Według Blitzera: „Zgodnie z wieloma oczekiwaniami i modelami, powinniśmy być teraz już w innym miejscu… Powinien być zauważalny większy niż obserwujemy spadek liczby potwierdzonych przypadków. Powinniśmy byli również zacząć zauważać spadek liczby trudnych przypadków, ale nie obserwujemy tego trendu w takim stopniu, jak się spodziewaliśmy”.

Zgodnie z konsternacją prof. Blitzera nastroje narodowe są ponure i szare. Wygląda na to, że za każdym razem, gdy robimy krok w jedną stronę, Covid natychmiast reaguje w przeciwnym kierunku. Za każdym razem, gdy myślimy, że znaleźliśmy wyjście z zarazy, znajduje ona nowe sposoby by powrócić. I za każdym razem, gdy powraca, robi to z większą siłą. W pierwszym zamknięciu tylko ułamek pacjentów stanowiły dzieci poniżej 18. roku życia. W trzecim zamknięciu ponad 35 procent aktywnych pacjentów to dzieci. Co gorsza, nadal nie jesteśmy pewni, czy szczepionki działają na wszystkie nowe szczepy, które pojawiły się ostatnio w Wielkiej Brytanii, RPA, Kalifornii, Brazylii i kto wie, jakie inne szczepy są w sprzedaży.

Koronawirus raz po raz obnaża nasze słabości. Kpi z naszych wysiłków, które wkładamy, aby go okiełznać i pokazuje, jak łatwo jest naturze oszukać naszą technologicznie zaawansowaną szczepionkę, która pochłania tak wiele naszych wysiłków. Za każdym razem, gdy odmawiamy poznania prawdy, wirus pokazuje nam ją nieco bardziej przekonująco – ludzie płacą za to życiem. Kiedy wybuchła plaga, lekarze zapewniali nas, że nie dotyczy ona dzieci. Powiedziałem wtedy, że wpłynie to na dzieci, że uszkodzi nie tylko nasze płuca, ale także mózg, a wszystko z powodu naszego uporu, by nie widzieć, że nie ma lekarstwa na wirusa na poziomie, na którym się objawia, ale tylko u źródła – w naszym wykorzystywaniu siebie nawzajem i natury. Teraz niektóre dzieci w Izraelu są już w stanie krytycznym, oddychają przy pomocy wentylatorów, podczas gdy inne dzieci, poza Izraelem, cierpią skutki uboczne przypominające zespół Kawasaki, które niszczą ich mózgi.

W tych okolicznościach muszę jeszcze raz powtórzyć, że jedynym sposobem radzenia sobie z Covid jest uzdrowienie naszych relacji społecznych, ponieważ nigdy nie zniszczymy wirusa. To nasze zniszczone stosunki społeczne skłaniają nas do konkurowania i wzajemnego dążenia do zniszczenia, i to właśnie ten pęd sprawia, że ​​każdy środek jest akceptowalny. W naszej walce o unicestwienie siebie nawzajem unicestwiamy niewinnych ludzi, niewinne zwierzęta, niewinne rośliny i ziemię, po której chodzimy. Nie ma nic złego w naszej planecie; mogłaby utrzymać wszystkie żyjące na niej istoty, a nawet więcej, gdybyśmy tylko nie starali się prześcignąć, poniżać i wyzyskiwać innych ludzi, klas, narodów, wyznań i ras. Krótko mówiąc, nasza wzajemna nienawiść niszczy naszą planetę, niszczy nasze zdrowie i ostatecznie zniszczy nas.

Jeśli chcemy pokonać Covid, musimy pokonać nienawiść, którą czujemy do siebie nawzajem. Tylko jeśli to zrobimy, zaczniemy żyć bardziej zrównoważonym życiem, pozwolimy naturze przywrócić jej własną równowagę, a niezliczone patogeny, które migrowały z dzikich zwierząt do ludzi, powrócą tam, gdzie ich miejsce. Nie przywrócimy równowagi Ziemi, dopóki nie przestaniemy jej rujnować, a nie przestaniemy jej rujnować, dopóki nie przestaniemy rujnować siebie nawzajem. To jest łańcuch poprawek, który musi nastąpić, jeśli chcemy mieć normalne życie i w żaden sposób nie możemy tego zmienić. Mam nadzieję, że nie minie dużo czasu, zanim wsłuchamy się w rzeczywistość, ponieważ nadchodzące ciosy wyraźnie się nasilają a już teraz mamy dość niepotrzebnej agonii.

Źródło: https://bit.ly/2Zl7Fhm


Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu nie spełnia swojego celu

каббалист Михаэль Лайтман Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu, który przypada 27 stycznia, jest zawsze dobrą okazją do przewidywań i podsumowań dotyczących trendów antysemityzmu na świecie i ten rok nie jest wyjątkiem. W tegorocznym raporcie, opublikowanym przez Izraelskie Ministerstwo ds. Diaspory, podkreślono pozytywny fakt, że poza Izraelem nie dokonano żadnych śmiertelnych ataków na Żydów, choć głównie dlatego, że ataki zostały udaremnione lub zostały przeprowadzone, ale zakończyły się urazami, czasami bardzo poważnymi, ale nie ofiarami śmiertelnymi.

Jednocześnie raport podkreśla, że ​​żydowskie życie w Europie utrudniają zakazy koszernego uboju i innych żydowskich zwyczajów. W istocie, kraje europejskie mówią Żydom, że są tam niechciani. W Stanach Zjednoczonych społeczność żydowska przyzwyczaja się do atmosfery podobnej do tej panującej w Europie, a dziewięciu na dziesięciu Żydów jest zaniepokojonych rosnącym tam antysemityzmem. Ale być może przede wszystkim antysemityzm internetowy stał się wszechobecny, a teorie spiskowe przeciwko Żydom rozprzestrzeniały się jak ogień, gdy pojawiają się negatywne wydarzenia, a rok 2020 miał ich mnóstwo.

Jest to bardzo szczegółowy raport, obejmujący ponad 140 stron. Ale wszystkie szczegóły w nim zawarte nie ukryją faktu, że jest to bez znaczenia. Niczego nie rozwiązuje, niczego nie zmienia i nie służy nikomu innemu niż ludziom, którzy go napisali. A ponieważ ten raport niczego nie zmienia, jego autorzy mogą być pewni, że w przyszłym roku będą mieli pracę przy opracowaniu kolejnego takiego „niepokojącego” raportu, który będzie równie (nie) skuteczny.

Przez ostatnie dwa tysiąclecia, od zrujnowania Drugiej Świątyni, winiliśmy świat za nasze nieszczęścia, podczas gdy sami nie zrobiliśmy nic, aby je rozwiązać. Zamiast tego liczymy, ile razy byliśmy torturowani, wydalani i eksterminowani. Ale przez ostatnie dwa tysiąclecia dokumentowanie okrucieństwa narodów wobec nas nie przyniosło żadnego efektu, aby to okrucieństwo osłabić.

Nasi przodkowie tacy nie byli. Nie obwiniali Nabuchodonozora, króla Babilonu, za upadek Pierwszej Świątyni, chociaż to on był najeźdźcą, który ją zniszczył. Podobnie nasi przodkowie nie zrzucili winy na Tytusa, dowódcy legionu rzymskiego w Jerozolimie, za ruinę Drugiej Świątyni. Winę za obydwa zniszczenia – z których drugie pod wieloma względami było równie przerażająca jak Holokaust – wzięli na siebie i własne przewinienia względem siebie nawzajem.

Chociaż nasi przodkowie wiedzieli, że Tytus naruszył mury Jerozolimy i wygnał ludzi, napisali, że Świątynia została zrujnowana z powodu nieuzasadnionej nienawiści, ponieważ nienawidziliśmy się bez powodu. Nawet kilka lat później wielki Rabin Akiwa, którego uczniowie napisali Misznę i Księgę Zohar, nauczał, że „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” jest istotą Tory. Niemniej jednak od tego czasu kultywujemy opowieść o byciu ofiarą, że to nie nasza wina, że ​​jesteśmy dręczeni, wyrzucani i mordowani. Dlaczego narracja jest inna? Czy Nabuchodonozor i Tytus nie wypędzili nas i nie zamordowali? Z całą pewnością tak, więc dlaczego nasi przodkowie zrzucili winę na nas, a nie na nich?

Podstawowa różnica między dzisiejszymi Żydami a ówczesnymi Żydami polega na tym, że nasi przodkowie, zarówno przywódcy, jak i zwykli ludzie, wiedzieli, dlaczego należeli do narodu żydowskiego. Wiedzieli, że bycie Żydem nie oznacza powierzchownego przestrzegania zwyczajów, ale raczej przysięgę, zobowiązanie do bycia wzorem do naśladowania. Wiedzieli, że bycie Żydem oznacza dążenie do kochania bliźniego jak siebie samego, wpojenia wzajemnej odpowiedzialności wewnątrz narodu i dawanie światu przykładu jedności ponad podziałami. Wtedy także dzieliły nas niezliczone spory, tak jak dziś. Ale wtedy wiedzieliśmy, że musimy utrzymać jedność naszego narodu ponad rozpadlinami.

Nasi przodkowie wiedzieli, że musimy projektować jedność, a jeśli tego nie zrobimy, obcy władcy przyjdą i nas ukarzą. My natomiast nie zastanawiamy się nad jednością, a kiedy przychodzą obcy władcy i nas karzą, obwiniamy się nawzajem za to, nie zdając sobie sprawy, że czyniąc to, wzmacniamy i ośmielamy naszych ciemiężców.

Nic się nie zmieniło od czasu powstania naszego narodu. Wciąż dostajemy baty, gdy walczymy ze sobą i odnosimy sukces, gdy się jednoczymy. Dopóki nie nauczymy się tej lekcji, organizacje i urzędy będą nadal publikować bezsensowne raporty, o które nikt nie dba, oprócz ludzi, którzy zarabiają na życie, pisząc je. Te raporty nie zapobiegną następnemu kataklizmowi, ale nasza jedność tak. Wybór, jak zawsze, należy do nas.

Źródło: https://bit.ly/3oWXA4V


Nie ma nic mądrego w pomyśle Elona Muska z kolonizacją Marsa

Miliarder Elon Musk, właściciel firmy produkującej samochody elektryczne Tesla i Space Exploration Technologies Corp SpaceX, ma wielką wizję ludzkości. Nazywa to „Mars & Beyond: droga do uczynienia ludzkości multiplanetarną”. Mówiąc prościej, Musk chce założyć kolonię ludzi na Marsie. Niestety to nigdy nie zadziała. Nie ma nic złego w planecie Ziemia z wyjątkiem zamieszkujących ją ludzi. Więc jeśli wnosisz do swojego nowego świata szkodliwy element, który rujnuje obecnie zamieszkiwany świat, jakie masz szanse na zbudowanie trwałej kolonii na nowej planecie?

Cały pomysł przeniesienia się na Marsa wynikał z tego, że zrujnowaliśmy Ziemię, ale jeśli potrafisz naprawić w człowieku element powodujący zniszczenia, przestaniemy rujnować Ziemię, planeta się zagoi i nie będzie potrzeby przeprowadzki.

Jeśli chcesz odnieść sukces w swoim nowym domu, musisz upewnić się, że wszystko, co do niego wnosisz jest pomocne i korzystne. Oznacza to, że ludzie, którzy tam pójdą, będą musieli zostać uwolnieni od wad, które czynią ludzkość szkodliwą dla planety Ziemi. Ale jeśli potrafisz wyleczyć ludzi z ich szkodliwych cech, aby działali z korzyścią dla środowiska, a nie ze szkodą, jaki jest sens zabierania ich na nową planetę? Cały pomysł przeniesienia się na Marsa wynikał z tego, że zrujnowaliśmy Ziemię, ale jeśli potrafisz naprawić w człowieku element powodujący zniszczenia, przestaniemy rujnować Ziemię, planeta się zagoi i nie będzie potrzeby przeprowadzki.

Ponadto Ziemia jest naszym domem. Jesteśmy zbudowani z jej elementów; zrodziła nas; a nasze ciała zawierają i potrzebują każdego pierwiastka, który istnieje na ziemi, nawet najbardziej toksycznego. Te elementy nie istnieją na Marsie; przetrwanie będzie ogromnym wyzwaniem. Innymi słowy, nie tylko zabieramy ze sobą samą przyczynę problemów Ziemi – siebie samych – ale również stwarzamy niezliczone nowe problemy, umieszczając się w środowisku, które nie zostało stworzone do narodzenia i pielęgnowania ludzi.

Kiedy astronauci, po kilku miesiącach w kosmosie, wracają z misji na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, ich ciała potrzebują jeszcze kilku miesięcy pod nadzorem lekarza, aby przystosować się do warunków na Ziemi. Nie są nam znane konkretne skutki podróżowania na Marsa miesiącami, a potem życia na nim przez lata, jeśli nie do końca życia, ale będą niekorzystne dla ciała.

Jakby na to nie spojrzeć, poza wątpliwym prestiżem dla przedsiębiorcy, projekt kolonizacji Marsa wydaje się nie mieć żadnego sensu. Jeśli Musk chce stworzyć idylliczne społeczeństwo w odosobnionym miejscu, byłoby znacznie tańsze, łatwiejsze, szybsze w realizacji i znacznie mniej ryzykowne, gdyby po prostu kupił małą, zaciszną wyspę i zaludnił ją uczestnikami swojego eksperymentu. Jeśli im się uda, będzie miał cały prestiż zbawiciela ludzkości, który odkrył sekret odwrócenia natury ludzkiej od złej i obelżywej do życzliwej i otwartej. Jeśli mu się nie uda, ludzie po prostu wrócą do domu i wszystko będzie dobrze. Musk będzie przynajmniej szanowany za próby.

I wreszcie, Musk niedawno ogłosił, że zapłaci 100 milionów dolarów za najlepszą technologię pochłaniania dwutlenku węgla. Eksperyment na izolowanej wyspie kosztowałby go znacznie mniej i dałby znacznie więcej niż powietrze wolne od węgla. Jeśli się powiedzie, da mu społeczeństwo wolne od ego, dziewiczą planetę Ziemię oraz szczęśliwą i spokojną ludzkość. Jeśli ktoś mnie pyta – to okazja!

Źródło: https://bit.ly/39CwuLC


Zakazy wielkiej czwórki Big Tech to początek ich końca

Banicja nałożona na prezydenta Donalda Trumpa na konta w mediach społecznościowych big tech i na konserwatywnych platformach, to zła wiadomość dla wszystkich. Nawet niemiecka kanclerz Angela Merkel, której socjalistyczne poglądy często stawiają ją w opozycji do prezydenta Trumpa, wydała oświadczenie, którego treść jest następująca:​​„Kanclerz uważa za problematyczne, że konta prezydenta zostały na stałe zawieszone”. Jej troska nie dotyczyła Trumpa, ale raczej tego, że „prawo do wolności opinii ma fundamentalne znaczenie”.

Rozrachunek ten w końcu uświadomi ludziom, że prawdziwym winowajcą kryzysu, który się przed nami rozwija, nie jest osoba czy grupa osób, ale cecha zakorzeniona w ludzkiej naturze: egoizm. Czysty, nieskażony egocentryzm jest sednem wszystkich naszych problemów i zabija nas od wewnątrz i od zewnątrz.

Podobnie jak Merkel, prezydent Meksyku Andres Manuel Lopez Obrador ostro potępił zakaz wydany przez media społecznościowe, mówiąc: „Nie lubię, gdy ktoś jest cenzurowany lub odbiera mu się prawo do publikowania wiadomości na Twitterze lub Facebooku. Nie zgadzam się z tym, nie akceptuję tego”. Jeszcze bardziej aktywna jest Polska: według Zero Hedge „Polski Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ogłosił w czwartek inicjatywę prawną, która umożliwia osobom fizycznym składanie skarg na media społecznościowe, w przypadku usuwania lub cenzorowania postów, które nie łamią polskiego prawa”.

W pełni zgadzam się z krytyką big tech mediów społecznościowych. Nikt nie dał im prawa do cenzurowania wolności słowa. Ta prerogatywa jest przyznawana wyłącznie ludziom, którzy stoją na czele państw, a nie małej klice, która decyduje wziąć prawo w swoje ręce. Tak jak elektryk nie może wyłączyć czyjegoś zasilania tylko dlatego, że ma na to ochotę, tak big tech mediów społecznościowych nie może blokować kont dla kaprysu. Jeszcze bardziej ironiczne jest to, że twierdzą, że robią to w celu ochrony bezpieczeństwa ludzi. Oczywiście, jeśli będzie to kontynuowane, doprowadzi to do bardzo negatywnych rezultatów.

Uważam jednak, że robiąc to, co zrobili, wbili ostatni gwóźdź do swojej trumny. Mogą myśleć, że rządzą światem, ale znikną. Tak czy inaczej, i raczej wcześniej niż później ludzie zdadzą sobie sprawę, że nie mogą ufać temu, co widzą w mediach, a bez zaufania przestaną ich używać. Jeśli system, na którym polegamy w sprawie przekazywania prawdziwych wiadomości, staje się tak jawnie stronniczy, nikt nie uwierzy w żadne jego słowo i nie będzie sensu wchodzić na ich strony.

Rozrachunek ten w końcu uświadomi ludziom, że prawdziwym winowajcą kryzysu, który się przed nami rozwija, nie jest osoba czy grupa osób, ale cecha zakorzeniona w ludzkiej naturze: egoizm. Czysty, nieskażony egocentryzm jest sednem wszystkich naszych problemów i zabija nas od wewnątrz i od zewnątrz.

Kiedy zdamy sobie z tego sprawę, zrozumiemy również, że cała rzeczywistość, oprócz nas, działa na zupełnie innym paliwie niż nasze. Podczas gdy naszym paliwem jest ego, paliwem pozostałych elementów systemu w którym żyjemy jest równowaga i harmonia. Tak jak nie czujemy, że jesteśmy egoistyczni, ponieważ taka jest nasza natura, tak reszta natury nie czuje, jak jest zrównoważona i harmonijna. Ale my, którzy możemy obserwować to z zewnątrz, potrafimy zauważyć równowagę i harmonię które dominują nad całym istnieniem, ponieważ w swojej naturze jesteśmy jej przeciwni.

Kiedy zdamy sobie z tego sprawę, my także będziemy chcieli osiągnąć równowagę i harmonię. A kiedy to zrobimy, zaczniemy razem uczyć się, jak naprawdę zbudować dobrze prosperujące społeczeństwo ludzkie, dobrze prosperującą gospodarkę, która nie odmawia

innym własnego. Dowiemy się, jak wzmacniać siebie nawzajem, zamiast wykorzystywać ludzi i innych mieszkańców naszej planety, jedynej jaką mamy. W tym czasie do połączenia nie będziemy potrzebować despotycznych sieci społecznościowych, ponieważ połączenia będą między naszymi sercami.

Źródło https://bit.ly/3coLC17


Ludzkość w bólach porodowych

Najwyraźniej przed nami nietypowy rok. Czeka nas nietypowy rok w Ameryce, nietypowy rok w Izraelu, nietypowy rok w Rosji – niezwykły rok na całym świecie. Przed nami rok bóli porodowych. Pojawia się nowy świat i widzimy jego wysiłki, aby się narodził. Z naszej strony musimy pomóc mu zmaterializować się, i aby nastąpiło to wcześniej nie później, szybciej nie wolniej i łatwiej nie trudniej.

Istnieje presja ze wszystkich stron, aby się urodzić, więc narodzimy się razem; przejdźmy ze stanu podziału i wyobcowania do pierwszego stopnia połączenia w najszybszy i najłatwiejszy sposób.

Po pierwsze, musimy zrozumieć, że siły naciskające na nas ze wszystkich stron są konieczne. W przeciwnym razie nie narodzilibyśmy się w nowym świecie. Po drugie, musimy ułatwić dziecku przejście przez kanał rodny. Narodziny, przez które teraz przechodzimy, są wyjątkowe. Nie tylko przechodzimy z jednej rzeczywistości w drugą, z niewoli ku wolności. Również nasze ego odradza się w nowy sposób; jest odwracane.

Po drugiej stronie kanału rodnego znajduje się nowa ludzkość, nowe zrozumienie, nowe uczucie, zjednoczenie siły połączenia, które narodzi się między nami. W ego narodzi się jakość dawania; to jest embrion! Natura jest położną i musimy pomóc jej w urodzinach noworodka na świat, wyjaśniając integralną, wzajemnie połączoną rzeczywistość, która kształtuje się w nas i między nami.

Musimy zrozumieć i pomóc innym zrozumieć ideę połączenia. To nie jest ten sam rodzaj połączenia, który widzisz w drużynach sportowych lub firmach w świecie korporacji, gdzie zespoły łączą się z innymi drużynami i walczą ze sobą (metaforycznie) na śmierć i życie. Mówimy o zrozumieniu, że połączenie jest wartością samą w sobie, a nie środkiem do innego celu, ale samym celem.

To nie tylko cel, to najwyższa możliwa wartość, zenit osiągnięć człowieka, kiedy można zjednoczyć się z innymi w taki sposób, że jednostka odczuwa zbiorowość tak, jakby była częścią jednostki, tak jakby moje ciało się rozprzestrzeniło na całym świecie i cała ludzkość i cała przyroda są komórkami i organami w moim ciele. Rav Kook miał kilka pięknych zdań na temat tej łączności. W swojej książce Orot [Lights] napisał: „Nasza dusza rozprzestrzeni się w każdym, obejmie wszystkich, będzie wspierać i zachęcać wszystkich oraz sprowadzi wszystkich z powrotem do miejsca, które jest domem naszego życia”.

Rok 2020 był pierwszym rokiem, w którym wszystko jednocześnie rozpadło się na całym świecie. Jednak zaskakujące jest to, że nie zniszczyło to ludzkości; po prostu zatrzymało nas na naszych torach; rzeczy przestały działać. Covid-19 zatrzymał globalną gospodarkę i niszczenie przyrody, a wybory prezydenckie zniweczyły i tak już niewielką wiarę we władze i w siebie nawzajem.

Najważniejsze jest to, że nie mamy ani rządu, któremu możemy zaufać, ani gospodarki, na której możemy polegać, i czujemy się niepewni co do naszego zdrowia, bogactwa (jeśli takowe mieliśmy), a przede wszystkim naszej przyszłości. To jest kryzys. Jednak kryzys to także miejsce narodzin noworodków. Nawiasem mówiąc, po hebrajsku słowo mashber oznacza zarówno „kryzys”, jak i pomocne krzesło, na którym w starożytności siadały kobiety w porodzie. Dzisiaj cała ludzkość siedzi na takim mashber.

My, ludzie, którzy są świadomi zmiany, przez jaką przechodzi ludzkość, którzy rozumieją, że tylko połączenie ponad wszystkimi naszymi różnicami podniesie nas do nowej rzeczywistości pokoju i przyjaźni, musimy pomóc reszcie świata poczuć to przesłanie. Musimy pomóc ludzkości przejść przez poród przy jak najmniejszej ilości rozlanej krwi.

Każdy poród jest bolesny. Jednak jako że już trwa, równie dobrze możemy przejść przez to w możliwie najmniejszym bólu. Matka Natura już nas wypycha, żądając, abyśmy zrozumieli, gdzie jesteśmy, dorastamy, a my także nie chcemy pozostać ignorantami co do naszej pozycji i roli we wszechświecie. Istnieje presja ze wszystkich stron, aby się urodzić, więc narodzimy się razem; przejdźmy ze stanu podziału i wyobcowania do pierwszego stopnia połączenia w najszybszy i najłatwiejszy sposób.

Źródło: https://bit.ly/3j1Pvuf


Wyznaczanie celów w szybko zmieniającej się rzeczywistości

Świat zmienia się w coraz szybszym tempie. To jest fakt. Ale kierunek, w którym ewoluuje ludzkość, jest stały. Wiele dylematów dotyka dziś ludzi. Nowa mutacja koronawirusa nagle pojawia się przynosząc nową niepewność – czy jeszcze bardziej wydłuży się okres trwania plagi? W międzyczasie nadal żyjemy od jednej blokady do drugiej. Jak możemy wyznaczyć kierunki i cele w życiu w rzeczywistości, która zmienia się w każdej chwili?

Problem polega na tym, że wzajemnie psujemy swoje plany, chcąc narzucić innym własne podejście. Ego, które rośnie w każdym człowieku, powoduje, że każdy koncentruje się tylko na sobie i coraz bardziej wykorzystuje innych, aby osiągnąć korzyść dla siebie. Tworzy to sztuczny świat, w którym nikt nie oddziałuje na drugiego w kierunku osiągnięcia równowagi – jest wręcz przeciwnie.

Stres, nawał pracy, problemy zdrowotne i niekończące się zmartwienia to tylko niektóre z wielu obciążających czynników, które wytrącają nas z równowagi. To jest współczesne życie. Dlatego szukamy drogi, która przywróci spokój, stan, w którym czujemy się komfortowo i cieszymy się płynącym życiem. Jednak z natury każdy jest zbudowany inaczej i widać to od najmłodszych lat. Niektóre dzieci lubią siedzieć i bawić się przez długie godziny, podczas gdy inne czują, że muszą biegać za piłką od rogu do rogu.

Nawet w wieku dorosłym są tacy, którzy lubią stawiać czoła problemom i improwizować w poszukiwaniu rozwiązań. Bez działania popadają w nudę, a nawet depresję. Inni muszą czuć w każdym momencie odnowę w odniesieniu do osiągnięcia celów, które sobie wyznaczyli. Bez zmian czują się martwi. Wreszcie, oczywiście, jest też wielu, którzy nie są w stanie tolerować zmian. Niezależnie od posiadanych cech, każdy z nas stara cieszyć się życiem.

Problem polega na tym, że wzajemnie psujemy swoje plany, chcąc narzucić innym własne podejście. Ego, które rośnie w każdym człowieku, powoduje, że każdy koncentruje się tylko na sobie i coraz bardziej wykorzystuje innych, aby osiągnąć korzyść dla siebie. Tworzy to sztuczny świat, w którym nikt nie oddziałuje na drugiego w kierunku osiągnięcia równowagi – jest wręcz przeciwnie.

Klucz do właściwego radzenia sobie ze zmianą

Poczucie samotności jest głównym źródłem całego stresu i niepokoju, którego doświadczamy, zwłaszcza gdy mają miejsce zmiany. Rozwiązaniem jest uzyskanie wsparcia płynącego z naszego środowiska.

Kiedy życie wzywa nas do zagmatwanych i trudnych sytuacji, rozmowa z osobami, które przeszły przez podobne sytuacje, może przywrócić spokój i równowagę. Daje nam to nowe myśli i dodatkowe perspektywy, które pomagają nam zbudować w nas jak najlepsze podejście do zmian, przez które przechodzimy. Grupa wsparcia może dosłownie osłabić żal i ból każdej osoby.

Stopniowo siły ewolucyjne zmienią nas również w elementy większego systemu społecznego, w którym każdy będzie wykonywał integralne działania wobec innych wynikające z posiadanej świadomości i zrozumienia. Sprowadza się to po prostu do budowania komplementarnych powiązań między nami w każdej sprawie i na każdym poziomie – od relacji w rodzinie, poprzez pracę i społeczność, aż do poziomu państwa. W związku z tym, główną umiejętnością, która będzie potrzebna w przyszłości, będą umiejętności aranżowania integralnego stylu życia i świata. W tym kierunku ogólnie zmierza dzisiejsza rzeczywistość.

W dłuższej perspektywie obszary zawodowe, role i miejsca pracy upadną lub będą prosperować zgodnie z kryteriami integralnego rozwoju. Oznacza to, że cokolwiek prowadzi do wzajemnie korzystnego połączenia między ludźmi, odniesie sukces, a cokolwiek działa w przeciwnym kierunku, nie przetrwa. Dlatego już dziś każdy z nas powinien wziąć to pod uwagę, wyznaczając sobie kierunek i cele.

Właściciele firm również będą musieli dostosować się do nowych wymagań dzisiejszych czasów. Te biznesy, które będą działały w oparciu o budowanie więzi między ludźmi, będą się rozwijać, a te, które koncentrują się wyłącznie na własnym technicznym zajęciu, znikną. Powoli zobaczymy, jak takie biznesy nie będą miały klientów.

Przy wyborze zawodu ważne będzie zwrócenie uwagi nie tylko na nasze indywidualne preferencje, ale także na relacje, jakie tryumfują między ludźmi w danym zawodzie. Satysfakcja i poczucie, że ​​człowiek spełnia się możliwie najlepiej, będzie zależeć od wzajemnego wsparcia. Aby nie czuć się zagubionym i samotnym przed zadaniami zawodowymi, każdy musi czuć się częścią wspierającego zespołu.

Ze strony organizacji to duch panujący wśród pracowników będzie decydował o poziomie sukcesu. Dlatego warto zwrócić się do ekspertów o pomoc w tworzeniu integralnych relacji, którzy wiedzą, jak właściwie zorganizować siłę roboczą, dając każdemu zrozumienie i poczucie, że to dzięki optymalnemu połączeniu z innymi stworzymy wyjątkową atmosferę, która może napędzać organizację na drodze do wspólnego sukcesu.

Integracja powinna osiągnąć poziom, na którym każdy razem z resztą poczuje się jak jedno ciało, w którym prawidłowe współdziałanie narządów determinuje poziom zdrowego funkcjonowania. W każdym zadaniu, które ma odnieść sukces, będzie jasne dla wszystkich, że warto budować i utrzymać integralne środowisko, w którym każda opinia ma znaczenie. To jedyny sposób na znalezienie najlepszych możliwych rozwiązań i na podjęcie najmądrzejszych decyzji na rzecz budowania idealnej przyszłości w naszym integralnym świecie.

Źródło: https://bit.ly/36gBTpR


2021 – decydujący rok dla Europy

Rok 2021 będzie decydujący dla Europy. Stary Kontynent stał się szambem podziałów między krajami, frakcjami, ruchami i ludźmi. Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Bałkany, Włochy, Hiszpania, wszystko jest tak podzielone i rozproszone, że jeśli Europejczycy nie zaczną w niedługim czasie myśleć o sobie jak o jednym bycie – będą strasznie cierpieć. Z pewnością nie będzie to łatwe – jedyną drogą wyjścia z udręki jest tożsamość ogólnoeuropejska.

Europa jest pod wieloma względami kolebką ludzkiego rozwoju. W związku z tym świat będzie się jej przyglądał i uczył się od niej, zatem powinna ona pokazać, jak może wyglądać przyszłość dla świata. Musi pokazać, że pomimo wszystkich kolorów, ras, narodowości i ich wojennej historii mogą wznieść się ponad to i zbudować siebie jako jedną rodzinę, naprawdę jedną rodzinę. W przeciwnym razie wszyscy po prostu będą się wzajemnie konsumować. Jeśli się nie połączą, nie widzę dla nich przyszłości.

Oprócz wewnętrznych tarć, Chiny, Rosja i Stany Zjednoczone będą rywalizować o kontrolę w Europie i nic nie pozostanie ze „Starej Damy”. Nawet Afryka dołączy do tego ruchu, jak to już się dzieje w przypadku migracji uchodźców jak również w inny sposób.

Kiedy patrzysz na mapę świata, ciekawie jest dostrzec wyjątkową rolę, jaką każde miejsce odgrywa w doprowadzaniu świata do lepszego stanu. Stany Zjednoczone są przykładem narodu podzielonego na niezliczone frakcje, które wciąż stanowią jeden naród. Europa jest przykładem wielu krajów, które muszą funkcjonować jak jeden naród. Każdy z nich musi dawać przykład jedności ponad różnicami, za którymi może podążać świat. Jeśli którekolwiek z nich nie spełni swojej roli, będą cierpieć. Nie mogę powiedzieć, kto będzie cierpieć bardziej, jeśli nie wywiąże się z narzuconej unii, ale obydwa kontynenty z pewnością będą cierpieć.

Izrael również ma swoją wyjątkową rolę. W rzeczywistości rola Izraela jest być może najważniejsza w procesie jednoczenia świata. Izrael musi zapewnić filozofię, teorię oraz ideologiczną infrastrukturę dla jedności: skąd ona pochodzi, dlaczego jedność jest niezbędna i według jakich zasad i przepisów mamy ją zorganizować.

Obecna Unia Europejska nie osiągnie tych celów. W rzeczywistości jestem za jej rozpadem i cieszę się, że Wielka Brytania wystąpiła z grupy krajów członkowskich. Obecna UE nie została zbudowana w celu zjednoczenia Europy. Została utworzona w celu wzmocnienia banków, przemysłowców i miliarderów, ale nie w celu zjednoczenia Europy. Można było jeździć z jednego końca Europy na drugi zanim utworzono UE, więc nie ma żadnych korzyści w postaci otwartych granic. Zwykły człowiek nic nie zyskuje na życiu w tak zwanej zjednoczonej Europie.

Jak powiedziałem na początku, Unia Europejska powinna być unią serc, w której czują, że są ze sobą głęboko związani. A im bardziej się różnią, tym ściślej będą się łączyć, zgodnie ze swoimi wysiłkami. Ci, którzy są teraz najdalej, będą najbliżej, gdy się zjednoczą.

Unia ta musi być całkowicie niezwiązana z istniejącymi instytucjami UE. Musi to być odrębny podmiot, który funkcjonuje niezależnie od tego, czy obecna UE przetrwa nadchodzące wstrząsy, czy nie. Ten związek serc jest związkiem, którego poszukiwano przez ostatnie trzydzieści lat, od założenia UE.

A jeśli chodzi o Izrael i ideologię, którą Izrael ma zapewnić, to poziom nienawiści Europejczyków do Izraela zależy od poziomu ich nienawiści do połączenia. Jeśli Izrael zaoferuje sposób na połączenie – co nie jest obecną sytuacją, ale załóżmy – i Europejczycy to odrzucą, ponieważ nie chcą się łączyć, to nie będą mieli innego wyboru, jak tylko przyjąć więcej ciosów ze strony innych krajów lub ze strony natury, dopóki nie ustąpią i nie staną się otwarci na budowanie połączenia.

A mówiąc o antysemityzmie, uważamy, że jest on odporny na rozumne uzasadnienie i być może tak jest, podobnie jak wszystkie nienawiści. Jednak antysemityzm nie jest odporny na model jedności wychodzący z Izraela. Nawet Henry Ford, którego antysemicką ideologię podziwiał Hitler, napisał w swojej zapamiętałej kompozycji pt. Międzynarodowy Żyd – Podstawowy Problem Globalny: „Pojawienie się kwestii żydowskiej jest częścią kulminacji przeznaczenia, które nas spotkało, nie po to, by szkodzić, ale ku dobremu. … Uzasadnienie dyskusji na temat kwestii żydowskiej jest dla dobra Żydów, a największą przeszkodą dla tego dobra są sami Żydzi. Nadszedł czas, kiedy sami to zobaczą”.

Innymi słowy, antysemityzm niekoniecznie jest wyrokiem, ale czymś, co Izrael może przezwyciężyć, wypełniając swoją rolę a narody przyjmując wysiłek włożony przez Izrael w ideologię jedności. Przyszłość Europy wisi na włosku; jeśli Europejczycy szybko pokonają istniejące podziały, odniosą zwycięstwo. Jeśli nie, to gorzko przegrają. Izrael ze swej strony musi wypełnić swój obowiązek uzdrowienia, rozpowszechniając ideologię jedności ponad różnicami i dając przykład.

Źródło: https://bit.ly/35ZysDO


Czy Ameryka jest na granicy wybuchu wojny domowej?

Ameryka stoi w obliczu burzliwych czasów. Szturm na Kapitol Stanów Zjednoczonych wywołał alarmy o możliwej wojnie domowej, podczas gdy Demokraci zwiększyli presję na usunięcie prezydenta Trumpa ze stanowiska, niecałe dwa tygodnie przed końcem jego kadencji w Białym Domu. Jeśli ciśnienie wewnętrzne będzie dalej rosło, sytuacja może zacząć wyglądać jak siedzenie na beczce z prochem, która może eksplodować we wszystkich kierunkach. Jedynym sposobem uniknięcia katastrofy jest znalezienie wspólnej płaszczyzny z korzyścią dla wszystkich.

Czy można więc zapobiec wojnie w Ameryce? Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy dojdzie do rozpoznania zła i destrukcyjnej siły w egoistycznych relacjach, w których jedno odnosi sukces kosztem drugiego.

Jeśli kolejna administracja rozpocznie prześladowanie poprzedników i podejmie próbę zniszczenia pozytywnych elementów z poprzednich rządów, to takie działania są dyktaturą a nie demokracją. Rozwiązaniem nie może być przemoc i zemsta z jakiejkolwiek strony. Zwiększyłoby to tylko polaryzację i wrogość na poziomie społecznym, a także miałoby głębokie reperkusje gospodarcze dla całego kraju.

Obecnie prawą i lewą stronę dzieli przepaść, więc nie ma magicznego rozwiązania, które mogłoby ją zniwelować jak za sprawą połknięcia pigułki przywracającej spokój. Nie ma takiego rozwiązania, więc dialog między obiema stronami wydaje się teraz niewystarczający. Media zagrzewają do konfliktu a ani wśród Demokratów, ani wśród Republikanów nie ma nikogo kto działałby na rzecz złagodzenia sytuacji.

Amerykanie dają nam teraz przykład tego, jak ludzkość będzie wyglądać, jeśli będzie kontynuować swoje działania wytyczone spotęgowanym i nieokiełznanym egoizmem, w którym jedna strona chce kontrolować, obezwładniać, a ostatecznie nawet zniszczyć drugą. Niekontrolowalna wzajemna nienawiść może tylko doprowadzić do ślepego zaułka, do wojny. Dziś widzimy niebezpieczne oznaki polaryzacji, podobne do sytuacji, jaka miała miejsce podczas wojny secesyjnej między północnymi a południowymi stanami 160 lat temu; z tą różnicą, że teraz dzieje się to między dwiema frakcjami politycznymi bez cienia pojednania na horyzoncie.

Na świecie jest wielu zainteresowanych, którzy ucieszyliby się, gdyby w Stanach Zjednoczonych wybuchła wojna. Ci o których mowa, dla własnej ekonomicznej i nacjonalistycznej dominacji, chcą aby Ameryka zaczęła płonąć od wewnątrz. Meksyk zyskałby bardziej otwarte granice, podczas gdy Chiny, Rosja, a nawet Europejczycy skorzystaliby na słabym narodzie amerykańskim.

Czy można więc zapobiec wojnie w Ameryce? Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy dojdzie do rozpoznania zła i destrukcyjnej siły w egoistycznych relacjach, w których jedno odnosi sukces kosztem drugiego. Ważne jest, aby zdać sobie sprawę, że prawica i lewica istniały w społeczeństwie ludzkim od czasów starożytnych i od tamtego czasu coraz bardziej się od siebie oddalają. Przecież obie te linie są egoistyczne, a egoizm wraz z rozwojem staje się coraz bardziej wymagający. Ta walka się nie skończy. Dlatego musimy nauczyć się równoważyć te siły i dojść do środkowego punktu zbieżności, w którym ujawni się równoważąca siła natury.

Jeśli ludzie zrozumieją, że osiągnięcie tej środkowej linii między sprzecznymi stanowiskami jest warunkiem pomyślnej i pokojowej Ameryki, inaczej będą postrzegać swoich przeciwników. Zobaczą, że wszystko, co negatywne i pozytywne, dzieje się tylko po to, aby popchnąć nas do tak korzystnego celu, do ogólnego postępu społeczeństwa.

Życie jest zaaranżowane według tej zasady. Tak zostało stworzone w przyrodzie, także w atomie. Elementarna cząstka w każdej materii składa się z cząstek ujemnych i dodatnich, plus i minus oraz wiele neutralnych cząstek zwanych neutronami. Równoważą protony i elektrony, dodają im wagi, masy i stabilności, dzięki czemu atom może istnieć. Nie możemy więc zmienić natury, ale dla pokojowego współistnienia możemy się od niej uczyć i naśladować jej harmonijne funkcjonowanie. Nie ma nic do stracenia, a wszystko do zyskania.

Źródło: https://bit.ly/3qdqXRm


Czy demokracja jest wytworem naszej wyobraźni?

Wiemy, że słowo demokracja pochodzi z języka greckiego i oznacza „władzę ludu”. Obecna walka o władzę w Ameryce pokazuje bardzo wyraźnie jedną rzecz: nie ma władzy ludu w Ameryce. Być może istniała przelotnie takowa w Ameryce, lecz kiedy pozwala się ludziom rządzić – powstaje tyrania. Nie ma znaczenia czy tyrania jest przedstawiana jako demokratyczna, czy udaje że ​​odzwierciedla wolę ludzi, czy też jest naprawdę: represyjnym despotyzmem.

Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się w Ameryce, aby zobaczyć obraz przedstawiający poziom wykształcenia w dziedzinie szlachetności jaki dziś mają Amerykanie. Akceptacja może być bolesna, ale jeśli nie zaakceptujemy faktów, jak będziemy mogli je zmienić?

Problem z demokracją nie polega na tym, że sama w sobie jest złym pomysłem. Wolność, równość i sprawiedliwość dla wszystkich to szlachetne pojęcia. Niestety nierealne. Nigdy nie miały miejsca i nie będą miały, dopóki nie wpoimy sobie wartości potrzebnych do rozmowy o wolności i równości. Ponieważ nigdy nas tego nie uczono to i nigdy nie mieliśmy demokracji. Mieliśmy wiele fałszywych, manipulujących rządów, które udawały, że dbają o dobro ludzi, a w rzeczywistości dbały o kontynuację posiadania kontroli. A ponieważ nigdy nie uczono nas, jak, a nawet dlaczego wszyscy powinniśmy być równi i wolni, zawsze w końcu ulegaliśmy naszej podstawowej, egoistycznej naturze i zrywaliśmy sobie z twarzy demokratyczną maskę obnażając oblicze dyktatury.

Mówiąc najprościej, demokracje powstają i upadają, ponieważ nie pokrywają się z ludzką naturą. Kiedy społeczeństwu narzuca się nienaturalną strukturę społeczną, ostatecznie odrzuca ją, bez względu na to, jak szlachetna ona może być i następuje powrót do wrodzonej dzikiej natury. Jeśli chcesz prawdziwie szlachetnego społeczeństwa, które żyje według szlachetnych zasad, najpierw uczyń jego ludzi szlachetnymi, a następnie z własnej woli zbudują szlachetne społeczeństwo, ponieważ taka będzie ich natura.

Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się w Ameryce, aby zobaczyć obraz przedstawiający poziom wykształcenia w dziedzinie szlachetności jaki dziś mają Amerykanie. Akceptacja może być bolesna, ale jeśli nie zaakceptujemy faktów, jak będziemy mogli je zmienić?

Przyjrzyjmy się na przykład temu, co dzieje się dzisiaj z pierwszą poprawką. Czy w Ameryce jest wolność słowa? Czy wszyscy są zachęcani, a nawet wolno im wyrażać to, co naprawdę myślą? Arena publiczna jest zarządzana przez gangi uliczne i gangi internetowe, a każdy, kto wyjdzie z szeregu, jest natychmiast prostowany lub uciszany. A kiedy nie ma wolności słowa, nie ma także równości, a zatem nie ma demokracji.

Jeśli chcesz zbudować prawdziwą demokrację, musisz wyjść z założenia, że ​​jest więcej niż jedna opinia. Jeśli istnieje tylko jedna opinia, to nawet jeśli jest ona twoja, powinieneś wiedzieć, że twoje społeczeństwo nie jest demokratyczne. Jednolitość opinii powinna być pierwszym sygnałem ostrzegawczym. Żadne dwie osoby nie mają dokładnie tego samego zdania, a już na pewno nie cały kraj. Tak więc, gdy słychać tylko jeden głos, jest to domyślnie społeczeństwo niedemokratyczne.

Gdy masz już dwie lub więcej opinii, musisz wiedzieć, jak się do nich odnosić. Powinieneś wiedzieć, że poglądy ludzi różnią się, ponieważ widzą rzeczywistość z różnych perspektyw. Jednak wszyscy patrzą na tę samą rzeczywistość, co oznacza, że ​​wszyscy widzą tylko część obrazu, a nie całość. Tak więc każda część, którą wykluczasz z puli perspektyw, sprawia, że ​​perspektywa ogólna jest bardziej ułomna, wadliwa, częściowa, a zatem niezdolna do podejmowania właściwych decyzji. Tylko wtedy, gdy wszystkie poglądy zostaną docenione i uwzględnione w procesie decyzyjnym, można osiągnąć wynik, który przyniesie korzyści całemu zespołowi i będzie trwały. W przeciwnym razie z pewnością stworzysz kolejną „demokrację”, taką, jaką widzieliśmy w całej historii, która dziś jest a jutro jej nie ma.

Z tego powodu zasadą budowania zrównoważonego społeczeństwa, opartego na prawdziwej wolności i równości dla wszystkich, jest pielęgnowanie różnorodności poglądów, bez uciszania jakiegokolwiek głosu i budowanie społeczeństwa, które obejmuje wszystkie różnice i którego członkowie bardziej cenią więź między sobą niż własną opinię.

Źródło: https://bit.ly/2LKOWIt


Rok wyzerowania

каббалист Михаэль Лайтман Aby naprawić błąd systemowy należy zresetować ustawienia. Aby rozpocząć nowy rozdział musisz przewrócić stronę. Zrobił to rok dwudziesty. I to dopiero początek.

Chłopiec bawi się z przyjaciółmi na podwórku zapominając o całym świecie. Ale nagle wychodzi jego matka i zabiera go do domu, by odrobił lekcje. W tym momencie przeżywa nieopisane uczucie irytacji i zmieszania – jego życie zostało zatrzymane w samym środku.

Taki był stan ludzkości w 2020 roku.

Świat się zatrzymał

Zeszłej zimy po raz pierwszy usłyszeliśmy o nowym wirusie atakującym drogi oddechowe. Od tego czasu oddech ludzkości stał się konwulsyjny i przerywany: kraje wprowadziły kwarantanny i lockdowny, gospodarki zostały sparaliżowane w całych sektorach, inne pracowały w formacie kryzysowym. Gwałtownie wzrosło bezrobocie, życie kulturalne ledwo się tli.

Ciężko jest przypomnieć sobie trudniejszy rok, od czasów drugiej wojny światowej. Ludzkość poczuła się jak nieszczęśliwe dziecko, które zostało oderwane od zabawy. Ale spójrzmy na to wszystko oczami matki.

Jeśli zmienimy perspektywę, nie było w naszej historii tak pożytecznego, uzdrawiającego, optymistycznego roku. On zatrzymał świat na drodze do upadku i otworzył nowe perspektywy, które jeszcze musimy sobie uświadomić. Pokazał nam powszechną wzajemną zależność, wskazał na społeczną istotę wszystkich naszych problemów, wezwał do prawdziwego rozliczenia z samym sobą i do rewizji wartości.

Bez koronawirusa dalej rozwijalibyśmy się w swoim egoizmie, jak dzieci ignorując wszelkie ostrzeżenia. Ale teraz czy chcemy tego czy nie, życie nabrało nowego, znaczącego wymiaru. Domaga się, abyśmy zaczęli wzajemnie odpowiadać za siebie, nie ograniczali się do tego, co jest chwilowe, wydostali się ze swojej „skorupy”, abyśmy zobaczyli ogólny plan. Ono stawia wyzwania, z którymi nie można poradzić sobie w pojedynkę. Podkreśla znaczenie wspólnoty, w której wszyscy żyjemy. Okazuje się, że bez jakościowych, ludzkich, integralnych relacji ta społeczność nie może niczego poprawnie rozwiązać.

Ale skąd wziąć je – te relacje? Przecież przez dziesięciolecia byliśmy przyzwyczajeni do indywidualizmu konsumenckiego, który odrzucał samą istotę wszystkiego, co ludzkie.

W rezultacie dzieje się cudowna rzecz: mimowolnie zaczynamy myśleć. Era merkantylnych kalkulacji i ślepej wiary zostaje zastąpiona erą zrozumienia. I jest to wspaniałe. Wirus zmusza nas do tego, abyśmy zastanowili się nad tym, co jest naprawdę ważne w życiu. Ujawnia słabość i ubogość systemów, które zbudowaliśmy, pokazuje ślepy zaułek, w którym znaleźliśmy się wyczerpując wszystko, co dobre i złe.

Podświadomie zgodziliśmy się już na wygasanie, na kołowrotek do starości dla nas i naszych dzieci. Jednak „korona“ zatrzymała kołowrotek, zatrzymała świat w stanie pauzy. A pauza – to przebudzenie, wynurzenie, wyjście na światło, na wolność. Ograniczając, pandemia jednocześnie wyzwala. 

Włamanie do serca

Przed pandemią uporczywie napełnialiśmy nasze życie „przepisanymi” środkami, żyliśmy według  „standardowego” harmonogramu, myśleliśmy i odczuwaliśmy według szablonów. Pytania „dlaczego?”, „po co?” nie były na porządku dziennym. Wszystko płynęło żywiołowo, biernie – jak dziecięca zabawa na podwórku.

Dziś, patrząc przez okno wczorajszego dnia, marzymy o jak najszybszym powrocie tam. Ale tego podwórka już nie ma. I te gry już nie dostarczą nam dawnej przyjemności. Nie chodzi tutaj o „koronę”, ale o nas samych. Dorastaliśmy-dorastaliśmy – i niezauważalnie dla siebie dorośliśmy. Może tylko trochę, ale to wystarczy do jakościowego skoku. Koronawirus po prostu ukształtował to, co wyrosło w nas od wewnątrz.

Pandemia przyniosła ze sobą rewizję wszystkich dziedzin życia:- czego naprawdę potrzebujemy, z czego należy zrezygnować, co należy zmienić, a co najważniejsze, czym warto napełnić swoje życie tak, aby było szczęśliwe i miało sens.

Oto jakie pytania stoją przed człowiekiem i ludzkością. I chociaż z przyzwyczajenia odrzucamy te „błahostki”, one jednak nie znikają, a wręcz przeciwnie łamią zamki i wchodzą w serca. 

Młodsze pokolenia – Z, Alfa, jakkolwiek je nazywają – nie wiedzą już, czym się zajmować, co zrobić dla swojej duszy. Jest im ciasno i duszno w naszym świecie, ale nie znajdują niczego innego i są zmuszone grać według starych zasad. Naturalnie pociąga je wirtualność, ale to też nie jest panaceum, a tylko jedna z iluzji.

Błąkamy się wszyscy w okresie przejściowym, jeszcze nie gotowi przyznać się przed sobą, co się dzieje, wciąż zaniedbując wymagania matki-Natury. Pokrzywdzeni, pozbawieni ulubionych rozrywek bronimy się przed jej wezwaniami, chcemy wrócić na podwórko.

Ale lekcje są na stole i jeszcze nie są odrobione. I dlatego nadzieje na uspokojenie są daremne. Jeszcze nie nauczyliśmy się żyć w życzliwy sposób, tak aby razem wejść do nowego świata.

Pragnienie zrozumienia

Aby świat za oknami nie rozczarował nas w 2021 roku, musimy wejść w niego nie tak, jak weszliśmy w 2020 roku. Nie możemy tak po prostu rozstać się z nim i zapomnieć jak o złym śnie. W rzeczywistości wiele zrozumieliśmy: ile warte są nasze rządy, jak sztuczna jest nasza nadwyżka gospodarcza, jak bezczelnie oszukują nas media i korporacje.

Jest to naturalne, przecież żyjemy w na wskroś egoistycznym społeczeństwie, które żywi się negatywnością i neguje samą możliwość prawdziwie ludzkich relacji między ludźmi.

Już pierwszy poważny kryzys pokazał, że takie społeczeństwo nie jest zdolne do przetrwania. Oto dlatego mama rozsadziła nas po domach – przyszła pora wyciągnąć wnioski na przyszłość. Spójrzmy więc przez inne okno po drugiej stronie – w świat, który już dojrzał.

Przede wszystkim ten świat podnosi człowieka i prawidłowo integruje go we wspólnotę tak, aby mógł on ujawnić swój potencjał z korzyścią dla wszystkich. W tym świecie nasze dobre relacje są cenniejsze niż cokolwiek innego, dlatego że one gwarantują szczęście każdego i wszystkich razem.

Dzisiaj rozdzieleni po swoich kątach tęsknimy za dawnym komunikowaniem się, za wszystkimi naszymi „zabawami na podwórku”. Ale w tej nostalgii stopniowo pojawia się coś nowego: tęsknię nie po prostu za pracą czy rozrywką – potrzebuję samego połączenia. I nie ma znaczenia czy jestem z natury towarzyski, czy nietowarzyski. Patrząc w głąb siebie, odkryję nieznane dotąd pragnienie wzajemnego zrozumienia, wzajemnego uczestnictwa, dojrzałych, pozytywnych relacji, wzajemnego zrozumienia z innymi.

Przecież w rzeczywistości nie mogę żyć bez innych. Nikt nie może. I teraz patrząc na nich z wysokości zeszłego roku, czuję potrzebę czegoś wyższego między nami. To pragnienie nieuchronnie rośnie we mnie i nie potrzebuje już zwierzęcego, ale ludzkiego pokarmu – bliskości serc, bez „kwarantanny” ograniczeń egoizmu.

Tak rośnie człowiek – na podpowiedziach i kontrastach. W roku wyzerowania Natura ujawniła w nas dwa przeciwieństwa i teraz my sami musimy podnieść znaczenie jedności ponad rozdzieleniem. Ona tego za nas nie zrobi.

To nie przypadek, że pandemia przetacza się po nas falami, stanami, wzlotami i upadkami. Dziś wydaje nam się, że koniec jest już bliski, ale to też jest tylko spadek przed nowym wzrostem. Przecież przyczyna naszych kłopotów pozostaje – wciąż jesteśmy sobie obcy, narastają kłótnie, narasta nienawiść.

Dlatego walcząc w nowym roku z koronawirusem będziemy nieustannie zderzać się z własną naturą, z potrzebą dbania o wszystkich i z chęcią posłania wszystkich do diabła.

Czy możemy wybrać pierwsze i nie poddawać się drugiemu? Czy naprawdę możemy zrzucić maski – otworzyć nasze serca na spotkanie innych? Przynajmniej trochę, aby uruchomić zmiany, które z czasem zmienią system naszych relacji w rodzinie, społeczeństwie, państwie, na świecie. Właśnie to, a nie szczepionka będzie prawdziwym uzdrowieniem. Natura wymaga jedności.

A na razie ona pokazuje nam, że stary trend wiecznej niezgody skończył się. Taka postawa doprowadziła nas do ślepej uliczki i pozostawi tam, dopóki z niej nie zrezygnujemy. To, co jeszcze wczoraj było zwycięską strategią, dziś prowadzi do porażki.

Nastąpił czas, by zmienić kurs. W nowym świecie silne wewnętrzne połączenie będzie głównym warunkiem i miarą sukcesu na wszystkich poziomach. Bez takiego połączenia wszystko się rozpadnie, pozostaną tylko ruiny. Zdając sobie z tego sprawę nauczymy się używać obu sił, obu przeciwieństw w nas samych tylko dla potrzeb jedności. I wtedy odniesiemy sukces. W tym celu zostaliśmy właśnie „wyzerowani” – aby było nam lżej uświadomić sobie swój problem i przystąpić do jego rozwiązania.

Myślę, że rok 2021 nie będzie jeszcze rokiem zwrotnym. Niech jednak stanie się rokiem świadomości i wciągnie nas w nurt integralnego, ludzkiego rozwoju. Najważniejsze, żeby nie zapomnieć: są rzeczy, których nikt za nas nie zrobi.