Artykuły z kategorii Kryzys, globalizacja

Dlaczego szczepionki przeciwko Covid nie dają mi uczucia ulgi

Od początku roku ludzie próbują utrzymać dawny styl życia w oczekiwaniu na szczepionkę, która wyleczyłaby ludzkość z syndromów koronawirusa 2 (SARS-CoV-2), które wywołuje koronawirus 2019 (Covid19). Teraz wydaje się, że szczepionka powstała w wielu wersjach i w różnych firmach. Według eseju opublikowanego przez Światowe Forum Ekonomiczne, „Opracowanie szczepionki trwa zwykle ponad 10 lat”. W przypadku Covid-19 opracowanie to, kilku firmom, zajęło marnych dziesięć miesięcy. W jaki sposób kilka firm opracowało szczepionkę 12 razy szybciej niż przeciętny czas? Brzmi to jak prawdziwa zagadka.

Traktujemy naturę tak, jakby była bez życia, jak coś co możemy lekceważyć i odrzucać, jakbyśmy mogli z nią zrobić, co chcemy. Covid przybył, aby nauczyć nas czegoś innego. Dzięki niemu natura do nas przemawia. Uczy nas swojego języka, właściwego postępowania i stopniowo odsłania nam swoje sekrety.

Jednak nie jest to największy problem. Najbardziej niepokoi mnie nasze urojone myślenie, że pozbywając się wirusa Covid, pozbędziemy się problemów i wrócimy do naszego poprzedniego stylu życia, który w pierwszej kolejności tego wirusa na nas zesłał.

Nie mam wątpliwości, podobnie jak niezliczeni naukowcy, których cytowałem w poprzednich postach, że koronawirus jest tylko pierwszym z serii wielu innych nieszczęść, które będą coraz częściej dotykać ludzkości. Pozbycie się Covida tylko przyspieszy nadejście kolejnego, bardziej bolesnego ciosu. Musimy zrozumieć, że nasza eksploatacja przyrody i ludzi dobiegła końca. Jeśli to zrozumiemy i dostosujemy się do tej rzeczywistości, stosunkowo łatwo przejdziemy przez fazę naprawy. Jeśli jesteśmy uparci, natura ma w zanadrzu o wiele więcej sztuczek, aby pokazać nam, kto tak naprawdę jest szefem, a żadna z nich nie jest przyjemna.

Traktujemy naturę tak, jakby była bez życia, jak coś co możemy lekceważyć i odrzucać, jakbyśmy mogli z nią zrobić, co chcemy. Covid przybył, aby nauczyć nas czegoś innego. Dzięki niej natura do nas przemawia. Uczy nas swojego języka, właściwego postępowania i stopniowo odsłania nam swoje sekrety.

Natura nie ma ambicji, by nas zabić. Jeśli byłoby inaczej, są na to znacznie szybsze sposoby niż Covid-19. Nazywamy naturę Matką Naturą, ponieważ dokładnie tym jest. Jak kochająca matka, chce nas nauczyć przy najmniejszym bólu i wysiłku, tego czego musimy się nauczyć. Chce nam pokazać, jak działa, jak myśli, czego chce i dlaczego tego chce. Zachowuje się przed nami jak matka przed dzieckiem: śmieje się i śpiewa, rozmawia z dzieckiem, robi miny, wskazuje na inne przedmioty i ludzi. Dlaczego ona to wszystko robi? W końcu jej dziecko jej nie rozumie, więc po co? Chodzi o to, że dziecko chce się uczyć, a patrząc na „występującą” matkę uczy się wszystkiego, czego potrzebuje, aby rosnąć.

Natura traktuje nas tak, jak ta matka. Podobnie jak to dziecko, nie rozumiemy tego; i tak jak to dziecko, nie musimy. Wszystko, czego potrzebujemy, to chcieć, tak jak to dziecko, a zrozumienie przyjdzie do nas, tak jak przychodzi do każdego dziecka, jakie kiedykolwiek się urodziło.

Natura chce uczynić nas wszechwiedzącymi, mądrymi i kochającymi. Chce nam pokazać, jak wszystko jest połączone, dlaczego jest połączone oraz jakie jest nasze miejsce i rola w tym połączeniu. Nie musimy o tym wiedzieć, zanim przyjmiemy naszą rolę; po prostu musimy słuchać. Tak jak dziecko najpierw chce się uczyć, potem się uczy, a na koniec wykonuje, tak ludzkość musi chcieć się uczyć, potem się nauczyć i dopiero wtedy działać.

Jeśli przyjmiemy takie podejście, nie będziemy potrzebować żadnych wirusów, klęsk żywiołowych ani żadnych innych zmartwień. Takie są ostateczne metody stosowane przez naturę jako ostatnia deska ratunku – przykuwanie naszej uwagi. Jeśli jesteśmy uparci i nie chcemy się uczyć, zwracać uwagi na naturę i rozumieć jej języka, to natura nie ma innego wyjścia, jak tylko zwrócić naszą uwagę w jedyny sposób, który działa – raniąc nas. Gdyby zechciała, zraniłaby nas znacznie bardziej, ale tak nie robi. Powinniśmy być mądrzejsi niż mówić, że Covid to po prostu ciężka grypa, ponieważ natura może zastosować znacznie poważniejsze „lekarstwo”.

Nie chcemy zrozumieć, że ​​nie musimy opracowywać szczepionki; już ją mamy – to nasz pozytywny stosunek do siebie. Może się to nie udać, jeśli niewielu go przyjmie, ale jeśli całe społeczeństwo zmieni swoje podejście do siebie nawzajem, jeśli staniemy się społeczeństwem solidarności i troski, a nie alienacji i okrucieństwa, staniemy się zdrowym i dostatnim społeczeństwem, w którym każdy będzie wolny i bezpieczny.

Źródło: https://bit.ly/3asjj0S


Promień światła w pandemii

Czarne chmury zawisły nad cała planetą i na chwilę obecną nic nie zapowiada, że szybko się rozejdą. W ten właśnie sposób ludzie czują się po kilku miesiącach oddziaływania COVID-19 na ich życie. Na horyzoncie nie widać drogi wyjścia i ludzie czuja się zmęczeni, zniechęceni i zamknięci w negatywnych myślach o tym, co może nadejść jutro. Nasza przyszłość stała się niejasna a towarzysząca jej niepewność stała się hodowlą pustki i depresji. Ta ciemność mogłaby dobiec końca, jeśli tylko poznalibyśmy źródło trwałego napełnienia, do którego odkrycia obecny kryzys właśnie nas prowadzi.

Tylko jeśli właściwie połączymy się z innymi, powstrzymamy zbliżające się czarne chmury zaciemniające atmosferę i przekształcimy obecny klimat w jasną i promienistą rzeczywistość.

Pandemia w zakresie zdrowia psychicznego niesamowicie zakłóciła funkcjonowanie służby zdrowia. Zdaniem WHO, w 93% krajów dramatycznie wzrosła potrzeba wsparcia psychologicznego dla obywateli. Tymczasem naukowcy ostrzegają o zbliżającej się kolejnej fali koronawirusa, która ma nadciągnąć tej zimy, wraz z sezonem grypowym. Zaczęliśmy rozumieć, że restrykcje zostaną z nami na dłużej, a przynajmniej do czasu wynalezienia skutecznej szczepionki a nawet dłużej, ponieważ nigdy nie będzie pewności, co do jej skuteczności – wirus stale mutuje. Nasza sytuacja zmienia sposób w jaki postrzegamy i podchodzimy do życia.

Część z nas próbuje utrzymać normalny tryb życia, chodzić do pracy – jeśli mają na tyle szczęścia, że ją zachowali – oraz uwzględniać w swoim planie dnia czas na ćwiczenia, aby dbać o zdrowie i o dobrą kondycję fizyczną. Jednak w głębi duszy, zadowolenie i radość z życia wygasły. Wewnętrzna rozpacz wywołana przez kryzys powoduje apatię i rozgoryczenie.

Pogoń za materialnymi ambicjami straciła znaczenie jakie miała w przeszłości, kiedy to pragnęliśmy władzy, pieniędzy i statusu. Teraz niekończąca się rywalizacja i ciągłe poszukiwanie przyjemności stały się sprawami drugorzędnymi, ponieważ życie nie oferuje już jasnego celu, ludzie czują się przytłoczeni i zmęczeni. Niektórzy walczą sami ze sobą, żeby wstać z łóżka, popadają w depresję i bezsilność, podczas gdy inni reagują wybuchami gniewu na ograniczenia, blokady i środki zapobiegawcze związane z pandemią.

W ten sposób manifestuje się brak perspektyw w nadchodzącej przyszłości, w której nie dostajemy nic w zamian za cierpienie, którego doświadczamy. Podświadomie ludzkość zadaje sobie pytanie „Dlaczego musimy to znosić? W jakim celu?” Natura precyzyjnie wskazuje na to, co ludzkość musi zmienić. Ujawnia nam, że sposób w jaki żyliśmy do tej pory, napędzami egoistycznymi motywami prowadzącymi do ciągłego sprawiania sobie przyjemności, nie jest już dalej możliwy. Świat coraz bardziej objawia się jako złożony system – jego płynne działanie możemy umożliwić jedynie dbając o każdy z jego elementów.

Tak czy inaczej, musimy przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. Nie możemy mieć kontroli nad wirusem, ale możemy mieć kontrolę nad konsekwencjami wynikającymi z naszych działań. Musimy pomóc sobie nawzajem utrzymać się na powierzchni podczas sztormu. Jest to konieczne podczas walki z globalną rozpaczą i to pomoże zbudować system wsparcia dla jednostek, zapobiegając ich upadkowi z bezradności. Im więcej włożymy wysiłku w interes ogółu, tym bardziej będziemy w stanie zabezpieczyć społeczeństwo. Każdy kraj powinien podjąć maksimum wysiłków, aby scalić społeczeństwo – aby nikt nie był pozostawiony sam sobie, gdzie każdy ma wsparcie i zatrudnienie, gdzie każdy ma możliwość zaangażowania się w aktywności fizyczne i społeczne takie, jak muzyka, sport i gry zespołowe.

Możemy osiągnąć pożądaną spójność w społeczeństwie poprzez fundamentalną zmianę naszych wartości: od indywidualistycznych i egoistycznych do opartych na współpracy, połączeniu i obdarzaniu. Kiedy nasze pragnienie zostanie przekierowane, kiedy przestaniemy dążyć do spełnienia się indywidualnie i zaczniemy dbać o innych, znajdziemy klucz do bezgranicznego szczęścia, ponieważ uwolnimy się od zniewalającej troski o samych siebie. Tylko jeśli właściwie połączymy się z innymi, powstrzymamy zbliżające się czarne chmury zaciemniające atmosferę i przekształcimy obecny klimat w jasną i promienistą rzeczywistość.

Źródło: https://bit.ly/2KzpAwA


Co się stanie, jeśli wszystkie kobiety wrócą do domu

каббалист Михаэль Лайтман Komentarz: W magazynie Forbes opublikowano artykuł pt. „Koniec pracy”. Zawarte są tam takie idee, które Pan próbuje wprowadzić do świata. Rozmawialiśmy o tym, że nastąpi utrata miejsc pracy, że upadną biznesy, i w końcu cała gospodarka światowa upadnie.

Najciekawsze jest to: że główną bolączką całego świata będzie to – co zrobić z niepracującą ludnością. I najważniejsze – ludzie będą musieli otrzymać nie tylko środki do życia, ale jeszcze jakiś sens życia, sposób samorealizacji. To właśnie uważają za najważniejsze. I o tym napisali w magazynie, który zwykle pisze o pieniądzach, o pracy. Obecnie to wysuwa się na pierwszy plan.

Odpowiedź: Dlatego, że jest to problem – co zrobić z niepracującą ludnością. Po pierwsze, 60 nawet 70% światowej populacji, to kobiety. Wyobraź sobie, że wszystkie pracujące kobiety wracają do domu.

Po drugie: jeszcze co najmniej 10%, powiedzmy połowa mężczyzn, również straci pracę. Zatrudnionych będzie około 20% światowej populacji na ziemi. A reszta nie jest potrzebna. To znaczy nie ma potrzeby, żeby pracowali, ponieważ wykonują nikomu niepotrzebną pracę. Co z nimi zrobić?

Komentarz: Oto jest ich pierwsze pytanie: co zrobić z ludźmi, którzy tworzą niepracującą populację?

Odpowiedź: W pełni należy zainteresować tych ludzi nauką, edukacją.

Tylko edukacja może zmienić świat. I w tym celu przygotowywane są te miliardy ludzi.

Pytanie: To Pan widzi w tym również wyższy program? Miliardy ludzi przestają pracować, aby zacząć się uczyć?

Odpowiedź: Tak. Aby zostali reedukowani na ludzi.

Otwierasz drzwi i uwalniasz kilka miliardów ludzi po to, by siedzieli przy biurkach, przed komputerami w salach, gdziekolwiek i zaczynali uczyć się, jak być ludźmi. Człowiekiem w najwyższym tego słowa znaczeniu.

Pytanie: To znaczy uczyć się, jak odnosić się do siebie nawzajem?

Odpowiedź: Nie tylko. Celem jest poznanie programu natury, celu natury, celu własnego rozwoju. W którą stronę iść, dokąd, aby mogli zrozumieć, w jaki sposób są kierowani przez siły natury. Żeby wiedzieli, iż nie istnieją przypadkowo, bez jakiegoś celu, pozostawieni samym sobie, ale że działają na nich siły. Ludzie muszą zrozumieć oddziaływanie tych sił na nich i znajdować się z nimi w ścisłym wzajemnym związku. I w taki sposób dążyć do przodu w zrozumieniu całego tego programu.

Pytanie: Mówi Pan, że cały czas zajmowaliśmy się konsekwencjami, a teraz musimy zbadać przyczynę – dlaczego pojawiliśmy się na tym świecie. Czy tak?

Odpowiedź: Oczywiście, że tak!

Pytanie: Czy nie jest to przeznaczeniem wyjątkowych, utalentowanych ludzi?

Odpowiedź: Nie, absolutnie wszyscy powinni się tego nauczyć.

Pytanie: I to przeniknie w człowieka?

Odpowiedź: Przeniknie, i to jeszcze jak!

Pytanie: To znaczy, że człowiek zrozumie, dlaczego przyszedł na ten świat, i jaki jest cel tego przyjścia?

Odpowiedź: Nie będzie z tym problemu, tak się stanie.

Komentarz: Druga najważniejsza kwestia, którą rozważa „Forbes“, dotyczy tego, że ludzie będą musieli otrzymać nie tylko środki do życia, ale także nowy „sens życia”.

Odpowiedź: To jest najważniejsza rzecz.

Komentarz: To znaczy te dwie kwestie są ze sobą powiązane. Ludzkość 2-3 miliardy , wyzwoliła się, aby zrozumieć, dlaczego istnieje.

Odpowiedź: Tak i reszta ludzkości dzięki nim również to zrozumie. Nie mamy innego wyboru. Wszystko zależy tylko od tego, w jaki sposób będziemy to robić – czy sprawnie, szybko, z małą ilością przelanej krwi, czy z dużymi stratami i cierpieniem.

Z programu telewizyjnego „Wiadomości z Michaelem Laitmanem”, 05.10.2020


Pycha zabija

Pycha jest jedną z naszych najbardziej podstawowych, ale jednocześnie destrukcyjnych cech. Nawet jest na to akademicka nazwa: iluzoryczna wyższość. Zasadniczo oznacza to, że większość ludzi uważa, że ​​jest lepsza w większości aspektów życia, niż w rzeczywistości. Mamy tendencję do przeceniania naszych cech i zdolności w prawie wszystkim, co robimy, mówimy lub myślimy. Mamy tendencję do przeceniania naszych zdolności poznawczych, nawyków zdrowotnych, umiejętności prowadzenia pojazdu i inteligencji.

Szczególnie dzisiaj brak więzi, nienawiść i wyobcowanie psują wszystko. Jesteśmy wyjątkowymi indywidualnościami, pozostaniemy wyjątkowi i powinniśmy pozostać wyjątkowi. Jednakże, jeśli nie nauczy się nas, jak używać naszej wyjątkowości dla wspólnego dobra, nasza wyjątkowość przyniesie nam tylko rozlew krwi i śmierć, zamiast dobrobytu i radości.

Myślimy nawet, że jesteśmy bardziej odporni na uprzedzenia niż jest to w rzeczywistości. Badacze nazywają to „martwym punktem uprzedzeń”, co w zasadzie oznacza, że ​​opisujemy siebie, jako mniej podatnych na uprzedzenia niż inni ludzie. Ale jeśli, na przykład, 68 procent ankietowanych wykładowców z Uniwersytetu Nebraska ocenia siebie w górnych 25 procentach pod względem umiejętności dydaktycznych, a 94 procent ocenia siebie powyżej średniej w swoim miejscu pracy, niektórzy z nich muszą być nierealistyczni w stosunku do siebie, ponieważ liczby mówią same za siebie. To samo dotyczy studentów Master of Business Administration na Uniwersytecie Stanforda, z których 87 procent oceniło swoje wyniki w nauce powyżej przeciętnej wartości.

Jednym z kluczowych wyjaśnień zjawiska iluzorycznej wyższości, jakie odkryli badacze, jest – nic dziwnego – egocentryzm. Innymi słowy, większość z nas jest zbyt samolubna, by widzieć siebie takim, jakim naprawdę jest.

Pycha lub złudna wyższość byłaby zabawna, gdyby tak dużo nas nie kosztowała. To sprawia, że ​​myślimy, iż możemy pokonać innych inwestorów na giełdzie i ostatecznie tracimy pieniądze. To sprawia, że ​​myślimy, iż mamy duże szanse na wygraną w loterii, więc warto wydawać na nią coraz więcej pieniędzy lub na inne formy hazardu, podczas gdy w rzeczywistości nasze szanse są bliskie zeru. To sprawia, że ​​angażujemy się w niezdrowe nawyki żywieniowe, myśląc, że możemy pokonać przeciwności i nie zostać dotknięci przez nasze złe odżywianie. To sprawia również, że na drodze podejmujemy niepotrzebne i nierozsądne ryzyko, wierząc, że nic nam się nie stanie. Ale ludzie umierają lub do końca życia zostają okaleczeni z powodu tych błędnych ocen. Błędy te dotyczą nie tylko ludzi, którzy je popełniają, ale często także ludzi postronnych, których jedyną „zbrodnią” było to, że byli obecni, gdy doszło do błędnej oceny.

Choć egoizm jest rzeczywiście główną przyczyną pychy, jest ku temu dobry powód i dobre nań rozwiązanie. Poczucie wyjątkowości jest wspólne dla nas wszystkich. Każdy z nas jest naprawdę wyjątkowy i dobrze, że tak jest pod warunkiem, że użyjemy tego prawidłowo.

Tak jak nie ma dwóch takich samych komórek w naszym ciele, tak nie ma dwóch takich samych ludzi w organizmie jakim jest ludzkość. Każda komórka naszego ciała jest wyjątkowa, tak jak my, ponieważ każda komórka ma unikalne zadanie. Spełniając swoje zadanie, wpływa na cały organizm. Innymi słowy, tylko wtedy, gdy komórka wykorzystuje swoją wyjątkową cechę dla dobra całego ciała, jej wyjątkowość przyczynia się do dobrego samopoczucia zbiorowości, organizmu, a my stajemy się zdrowi. Jeśli wykorzystuje swoją wyjątkowość w jakimkolwiek innym celu niż poprawa wspólnego dobra, staje się szkodliwa dla organizmu i musi zostać z niego wyrzucona.

My też: kiedy wykorzystujemy naszą wyjątkowość dla dobra społeczeństwa, pomagamy społeczeństwu, które z kolei wspiera nas i naszą wyjątkową ekspresję. Kiedy wykorzystujemy naszą wyjątkowość w jakimkolwiek innym celu, takim jak gromadzenie bogactwa lub władzy, stajemy się szkodliwi dla społeczeństwa. W takim przypadku mamy jedną z dwóch opcji: albo zmienimy nasze postępowanie i wykorzystamy naszą wyjątkowość dla wspólnego dobra, albo pozostaniemy takimi, jakimi jesteśmy, a społeczeństwo w pewnym momencie nas odrzuci. Dlatego jedynym sposobem zdefiniowania pozytywności i negatywności jest określenie, czy czyjeś działania przynoszą korzyści społeczeństwu, czy też szkodzą.

Obecnie wyraźnie negatywnie wykorzystujemy nasze cechy. To nie jest niczyja wina; tacy właśnie wszyscy się rodzimy i tak jesteśmy wychowywani. Niemniej jednak, jeśli będziemy tak postępować, będziemy się wzajemnie niszczyć. W rzeczywistości już jesteśmy na krawędzi.

Dla istot egocentrycznych branie innych pod uwagę nie przychodzi naturalnie. Edukacja jest zatem niezbędnym narzędziem do zmiany naszego sposobu myślenia z „ja pierwszy” na „my pierwsi”. Gdybym mógł doradzić zarządzającym w sprawie najistotniejszych zasobów ich krajów, powiedziałbym im, że edukacja w zakresie połączenia jest ich najważniejszym warunkiem skutecznego rządzenia.

Szczególnie dzisiaj, brak więzi, nienawiść i wyobcowanie wszystko psują. Jesteśmy wyjątkowymi indywidualnościami, pozostaniemy wyjątkowi i powinniśmy pozostać wyjątkowi. Jeśli jednak nie nauczymy się, jak używać naszej wyjątkowości dla wspólnego dobra, nasza wyjątkowość przyniesie nam tylko rozlew krwi i śmierć zamiast dobrobytu i radości.

Źródło: https://bit.ly/33R3L2F


Maruderzy w szkole życia


Staramy się, by nasze dzieci powróciły do szkoły, ale sami nadal się nie uczymy, nie nadążamy za tym, co się dzieje. Dlatego drugi rok pozostaniemy w tej samej klasie.

W przeddzień zakończenia kwarantanny okazało się, że dzieci pomimo zwykle bezobjawowego przebiegu choroby, przenoszą koronawirusa na równi z dorosłymi. Zaskoczyło to izraelski system edukacji, który po prostu nie ma pieniędzy, by bezpiecznie zorganizować swoje tradycyjne struktury.

Szkolne nauczanie wymaga wentylowanych pomieszczeń lub otwartych terenów, ale skąd je wziąć i jak dostosować do izraelskich warunków klimatycznych? Małe grupy wymagają wielu nauczycieli, a ich należy rekrutować i odpowiednio przygotować.

Ponadto nie wiemy, jak postępować będzie epidemia, i jakie ma jeszcze w zanadrzu niespodzianki. Dziś wymaga się szczególnych warunków nauczania, a jutro na przykład będziemy potrzebować jednego nauczyciela na każdego ucznia i po jednej przedszkolance na każde dziecko.

W takiej sytuacji nie ma dobrych rozwiązań. Wszyscy – dzieci i dorośli – znaleźliśmy się w imadle, i nie możemy wrócić do znanego nam świata. Nie chodzi tylko o szkoły: całe strefy są zamknięte, a żeby ponownie je otworzyć, trzeba najpierw odkryć coś w sobie.

Ostrzegałem od samego początku epidemii, że ona zmieni społeczeństwo i świat. Dziś mówią o tym wszyscy. Ale tak naprawdę nie pogodziliśmy się z tą myślą i uparcie oczekujemy powrotu do przeszłości. Epidemia to dla nas sytuacja nadzwyczajna, choć globalna, która kiedyś się skończy.

Ale mylimy się. To nie jest nagły wypadek, to nowy świat nadchodzi, który puka do drzwi i zmienia nas, czy to nam się podoba, czy nie. Nowy świat ma inne prawa i inne cele, przełamuje „nierozerwalne” wyznacza nowe trendy, a co najważniejsze wymaga w tym procesie naszego udziału. Dopóki naprawdę nie zaczniemy w tym uczestniczyć, wirus nas nie opuści.

Teatr absurdu

Jeszcze w czerwcu mówiłem o tym, że strategia walki z koronawirusem nie powinna sprowadzać się do wznowienia schematu sprzed kryzysu. W końcu świat przeżywa nie zwykłą pandemię, ale jakościową transformację relacji. Od teraz, jakością naszych wzajemnych relacji, sami określamy jakość naszego życia.

Mówiąc prościej, w jaki sposób traktujemy siebie wzajemnie, w taki sam sposób żyjemy. A sami wiecie, jak odnosimy się do siebie. Stosunki osobiste, społeczne, międzynarodowe – wszystko jest zatrute.

To już prawie rok, jak Natura prowadzi nas po parku rozrywki, zwanym COVID-19, pokazuje nam, z czego należy zrezygnować, co zmienić, co stworzyć. Niechętnie wchodzimy do pawilonów, z mieszanym uczuciem nieufności i obrzydzenia: „Mówisz poważnie? Z powodu jakiegoś wirusa mamy zrezygnować z egoistycznej rutyny, mamy dbać o siebie nawzajem? Zdystansować się na zewnątrz i zbliżać wewnętrznie? Ale to jest jakiś absurd!”

A w rzeczywistości to absurd, że człowiek odmawia zaakceptowania tego, co jest oczywiste, dlatego że mu się to nie podoba. Rozpoczął się nowy etap rozwoju, świat wszedł w serię zmian tektonicznych, a my nadal wolimy postrzegać to, jako „nieporozumienie koronaawirusowe”.

I dlatego nie mamy dobrych rozwiązań. Otworzymy szkoły i przedsiębiorstwa – źle, nie otworzymy – też będzie źle. Wszędzie jest źle. Nie ma ani taktyki, ani strategii – i nie będzie. Cofamy się o krok i ze strachem czekamy na odpowiedź wirusa. To nie rozwiąże problemów ludzkości.

Zmiana kursu

Wcześniej czy później będziemy musieli wykonać krok do przodu. W tym celu musimy zrozumieć, że wcale nie chodzi o to czy otwierać, czy nie otwierać szkoły, przedsiębiorstwa, sale sportowe itd. Ale chodzi o to, jak możemy przestać być dla siebie obcy, jak otworzyć nasze serca. To jest nasze dzisiejsze zadanie – przystosować się, otworzyć na następny stan rozwoju, w którym będziemy się wznosić ponad antagonizm jedności.

„Zmieńcie się” – mówi nam Natura, „zbliżajcie się sercami, starajcie się zrozumieć siebie nawzajem, bądźcie gotowi ustąpić sobie w imię silnej więzi wewnętrznej, tak jak w rodzinie ustępują sobie bliscy ludzie. Kiedy ustalicie takie relacje, wtedy zobaczycie, co, jak i kiedy otwierać, a co już nigdy się nie otworzy, dlatego że już nie jest to wam potrzebne”.

I nawet, jeśli jeszcze nie wierzymy, jeszcze mamy nadzieję, że to przeczekamy – co przeszkadza nam spróbować? Co mamy do stracenia? Dobre relacje nie wymagają pieniędzy. Nie wymagają nawet szczególnego pragnienia, wystarczy elementarna gotowość. W końcu, jaki jest najłatwiejszy i najszybszy sposób na przerwanie łańcucha infekcji, jeżeli nie szczera troska o siebie nawzajem? To zrozumiałe. Jedynie zatrzymuje nas bariera psychologiczna.

I dlatego wirus nie znika. Przecież jest posłańcem Natury, „karmi się” naszymi wzajemnymi negatywami: obojętnością, pogardą, nienawiścią. Kłócimy i gryziemy się ze sobą – a wirus rozmnaża się. Sami kultywujemy i podkarmiamy go w naszym toksycznym środowisku. Cała ludzkość – to jego szala Petriego.

Ale jest również jeden plus: wirus wskazuje na źródło problemu, na to, co musimy naprawić w nas samych. Jednak nadal staramy się naprawić koronawirusa, a nie siebie, nie dostrzegamy systemowego i wzajemnego powiązania we wszystkim, co nam się przydarza.

Pewnego dnia, zdając sobie z tego sprawę, zaczniemy kultywować zupełnie inne, przeciwstawne relacje i wypełnimy pozytywem wewnętrzną przestrzeń między nami.

Po co z tym zwlekać? Nasze nieodrobione lekcje wiszą nad nami, jak balast i ciągną na dno.


PRAWDZIWE ZNACZENIE TOLERANCJI

Czy świat, który teraz widzimy bardziej przypomina spokojny ogród czy dżunglę z pożerającymi się dzikimi drapieżnikami? Najprawdopodobniej to drugie. W Stanach Zjednoczonych i na pozostałej części planety dochodzi do starć a podziały stają się coraz bardziej wyraźne, jednocześnie jest obchodzony Międzynarodowy Dzień Tolerancji ONZ. Ale, jeśli nie zadbamy o to, co naprawdę oznacza tolerancja, jej realizacja nie będzie możliwa. Zrozumienie i opanowanie sztuki słuchania i uwzględniania innych, daje nam narzędzia do zmiany polaryzacji na równowagę.

„Tolerancja to szacunek, akceptacja i docenianie bogatej różnorodności kultur naszego świata, naszych form ekspresji i wyborów, jako ludzi” – głosi Deklaracja Zasad dotyczących Tolerancji ONZ. Ideały zawarte w tych słowach są ważne, ale jeśli ludzkość najpierw nie uświadomi sobie istoty tego, co oznacza to założenie i jak wprowadzić je w życie do naszej codzienności, to zaznaczenie w kalendarzu specjalnego dnia tolerancji nie ma sensu. Wtedy „tolerancja” pozostaje pustym słowem.

Podobna sytuacja jest w przypadku innych obchodów, takich jak Międzynarodowy Dzień Kobiet. Czy słyszeliśmy kiedyś, aby w okresie wczesnego wychowania – w przedszkolu lub szkole – ludzie otrzymywali lekcje, jak szanować kobiety lub nawet najbardziej podstawowe zasady, jak szanować i kochać matkę? Niczego takiego sobie nie przypominam. Dlatego można powiedzieć, że brakuje nam edukacji, nie udało nam się wyryć podstawowych wartości w tkance społecznej.

Słowo „tolerancja” w języku hebrajskim to sovlanut, od czasownika „lisbol” (cierpieć), tak jakbyśmy musieli znosić lub cierpieć opinie innych. Jednak w tym sensie nie ma potrzeby tolerowania, ale zamiast tego – należy się przytulić. Cierpienie, którego doświadczamy wynika z faktu, że nasza wizja jest egocentryczna i nie jesteśmy w stanie odczuwać innych, szczególnie tych, którzy są od nas różni. Powinniśmy raczej akceptować i czuć innych, jak siebie samych, ich opinie i uczucia nawet, jeśli są one sprzeczne z naszymi.

Nasze relacje międzyludzkie powinniśmy oprzeć na zasadzie, że każdy ma swoje miejsce w społeczeństwie i powinniśmy uznać, że różnica i różnorodność tworzą kolorową i wspaniałą mozaikę. Natura stworzyła nas w ten sposób, abyśmy zdali sobie sprawę, jak bogactwo opinii i różnych umysłów daje siłę wszystkim. Gdybyśmy tylko wiedzieli, jak prawidłowo zintegrować niezliczone części ludzkich kół zębatych, zobaczylibyśmy, jak każde z nich jest niezbędne do zsynchronizowanego i dobrego naoliwienia mechanizmu zwanego kreacją.

Ale dlaczego z biegiem lat stajemy się coraz bardziej powściągliwi, że nawet trudno jest spojrzeć sobie w oczy, nie mówiąc już o prawidłowej komunikacji i łączności? Powód jest związany z naszym stale rosnącym ego, natura rozwija się w nas – nasza nienasycona chęć spełnienia naszych własnych pragnień ze szkodą dla innych. Im bardziej rośnie ego, tym mniej jesteśmy spokojni. Podenerwowanie, nietolerancja i wzajemne odrzucenie to stany przez, które natura zmusza nas do odczuwania, abyśmy mogli rozpoznać nasze ludzkie egoistyczne podejście, jako przyczynę zawirowań w naszym życiu i dojść do ślepej uliczki w naszej zdolności do radzenia sobie z innymi, aby rozwinąć nowe, szczere pragnienie wzniesienia się ponad ego.

Proces ewolucyjny przenosi ludzkość z głębszych poziomów konfliktu do wyższych stanów równowagi i współpracy. Społeczeństwo ludzkie zbliża się do punktu, w którym skrajna polaryzacja społeczna nieuchronnie doprowadzi do wyższego poziomu organizacji społecznej. Nie ma ucieczki przed nauczeniem się, jak jednoczyć się ponad przeciwieństwami, nie przez eliminowanie przeciwieństw, ale raczej przez równoważenie ich w celu stworzenia wyższego zrozumienia.

Dlatego, aby uniknąć katastrofy społecznej, będziemy musieli wypracować nowy sposób myślenia i ustanowić całkowicie nowy model porządku społeczno-politycznego, który – aby osiągnąć stabilność społeczną, a nie utrwalać i pogłębiać podział społeczny – pozwala uwzględniać przeciwne poglądy.

W naturze fundamentalnym pragnieniem działającym we wszystkich żywych organizmach jest znalezienie współistnienia i wzajemnego oddziaływania między dwiema przeciwnymi siłami, tworząc wyższy poziom ładu i dobrobytu. Ewolucja łączy przeciwieństwa tworząc dynamiczną równowagę. Wiedza o tym, jak działa ta zasada wewnętrznego systemu natury – siła, która działa i kontroluje wszystko w rzeczywistości – jest naszą jedyną kotwicą w zmieniającym się świecie.

Zbliżanie się do siebie ludzi o różnych poglądach w celu osiągnięcia nowych poziomów wzajemnego zrozumienia powinno być ostatecznym celem dzisiejszych społeczeństw. Kiedy to nastąpi, nasze różnice pozostaną, ale w celu uzupełniania się, dla wspólnych korzyści. Wtedy nastąpi prawdziwa tolerancja obejmująca zrozumienie, akceptację i braterstwo. Jak napisał kabalista Rav Yehuda Ashlag (Baal HaSulam) w swoim eseju „Wolność”:

Każda jednostka powinna zachować integralność swojego dziedzictwa, a sprzeczność i przeciwieństwo między nimi pozostanie na zawsze, aby zapewnić krytykę i postęp mądrości, co jest główną zaletą ludzkości.

Źródło: https://bit.ly/39qAwY2


Istota i korzeń połączenia, cz. 5

каббалист Михаэль Лайтман Dlaczego ludzie łącząc się mogą jedynie grać w piłkę nożną?

Komentarz: Wielu naukowców twierdzi, że partnerstwo, tendencja łączenia się, nawiązywania kontaktów, życia ze sobą i współpracy, to jedna z najwspanialszych cech charakteryzujących życie.

Odpowiedź: Życie opiera się właśnie na łączeniu.

Pytanie: Ewolucja to ścieżka integracji, łączenia, wspólnego rozwoju złożonych struktur. Z jednej strony ludzie nierozerwalnie związani i zależni od siebie dążyli do bogactwa, władzy i wiedzy, integrowali się w plemiona, imperia, państwa.

Ale jeśli spojrzeć na nieożywioną, roślinną lub zwierzęcą naturę, zobaczymy, że kiedy zostaną połączone uzyskają jakiś super-umysł. Na przykład żywe komórki łącząc się tworzą super organizm. A ludzie łącząc się, mogą jedynie grać ze sobą w piłkę nożną lub co najwyżej zabijać. Dlaczego?

Odpowiedź: Dlatego, że na nieożywionym, roślinnym i zwierzęcym poziomie wszystkie części natury łączą się instynktownie pod zewnętrznym wpływem Wyższej siły, która zmusza ich do tego. A człowiek powinien sam znaleźć w sobie siły, wbrew swojemu egoizmowi i stworzyć tą metodę i kolejność połączenia.

Dlatego praca przeciw egoizmowi, którego nie ma w nieożywionych, roślinnych i zwierzęcych stanach natury z wyjątkiem człowieka, i odróżnia ludzi od wszystkich innych. Pozwala ludziom powiększać inteligencję, umiejętności, zasady, odsłaniać prawdziwą naturę – wszystko, co znajduje się pod nimi na nieożywionym, roślinnym i zwierzęcym poziomie.

Ale na swoim poziomie – na poziomie człowieka, społeczeństwa – ludzie nie mogą niczego odkryć. Niczego! Odkrywają tylko jakieś prymitywne związki i nic więcej. Przecież w nich istnieje tylko jedna siła – egoistyczna, siła separacji. A drugiej siły – altruistycznej nie posiadają.

I dlatego, kiedy pracują z jedną siłą, nic im nie wychodzi. Starają się być w różnych relacjach ze sobą, po to tylko, aby rozwinąć egoistyczną siłę. Przy czym dzieje się to w bardzo przykry sposób – poprzez ciągłe uderzenia, kryzysy.

Gdyby ludzie mieli do swojej dyspozycji także pozytywną siłę, która jest przeciwieństwem negatywnej, wtedy oczywiście odnieśliby sukces we wszystkim.

Ciąg dalszy nastąpi…

Z programu TV „Analiza systemowa rozwoju narodu Izraela”, 24.03.2019


Francja, wojna toczyła się, kiedy spałeś

Podczas gdy wszyscy w zachodnim świecie wyrażają szok z powodu niedawnych morderstw popełnionych we Francji przez ekstremalnych islamistów, zastanawiam się, gdzie byli ci wszyscy eksperci przez te wszystkie lata, kiedy powstawał problem, który teraz eksplodował, a oni teraz szybko doradzają potępienie. Przez ostatnie cztery dekady Francja przyjmowała miliony muzułmanów, nie asymilując ich w społeczeństwie. Dali im wszelkie przywileje bez żadnych zobowiązań, a teraz są zaskoczeni, że uchodźcy stali się właścicielami kraju. Co oni sobie myśleli? Nadszedł czas, aby Francja się obudziła i zdała sobie sprawę, że nie ma już starcia cywilizacji. Było, ale Francuzi to przespali i pod ich nieobecność postanowiono przeciwko nim. Francja stanie się kalifatem, a reszta Europy Zachodniej pójdzie jej śladem.

W swojej ignorancji Europejczycy wpuszczali do swoich krajów coraz więcej muzułmanów, podobnie jak Ameryka, a teraz mają do czynienia z populacją, która z definicji nie stara się z nimi zintegrować ani upodobnić się do nich, ale zdominować i nawrócić ich.

Oczywiście nie wszyscy muzułmanie stosują przemoc, ale islam nakazuje jego ekspansję na całym świecie. W końcu cały świat musi być pomalowany na zielono – dominujący kolor w islamie. W swojej ignorancji Europejczycy wpuszczali do swoich krajów coraz więcej muzułmanów, podobnie jak Ameryka, a teraz mają do czynienia z populacją, która z definicji nie stara się z nimi zintegrować ani upodobnić się do nich, ale zdominować ich i nawrócić.

Zachodni przywódcy nie mogą twierdzić, że nie wiedzieli, że taki był plan, ponieważ nikt nigdy nie próbował go ukrywać. Jest to jasno napisane w każdej książce o islamie, proklamowane przez każdego przywódcę muzułmańskiego i wyrażone w ich polityce. Pluralizm jest wspaniały, a wolność wyznania godna podziwu, ale jawna ślepota, przysłoniła zapowiadane wrogie zamiary? Ta katastrofalna głupota doprowadzi do upadku zachodniej kultury.

Dzisiejsi muzułmanie czują się tak pewni siebie i tak zmotywowani, że opór Macrona tylko ich ośmiela. Jego walka doprowadzi tylko do większej przemocy, do nadania muzułmanom większych przywilejów i pokaże, kto jest prawdziwym szefem we Francji.

Wszystko to jest oczywiście złą wiadomością dla żydowskiej części francuskiego społeczeństwa, największej diaspory w Europie. Żydzi nie powinni pozostawać w Europie. Nie jestem pewien, dokąd mogą się udać, ale nie powinni tam zostać. Ameryka nie jest dla nich opcją; sytuacja tam już jest bardzo zła dla Żydów i szybko się pogarsza, niezależnie od wyniku wyborów. Niektórzy z nich mogą udać się do Kanady, inni do Izraela, ale niezależnie od tego, europejskie żydostwo należy do przeszłości; to, co z nich zostało, zostanie pochłonięte i rozproszy się.

Pomimo wielkiej konsternacji jest powód do wrzawy. W ten sposób rzeczy poddawane są szczegółowej analizie. To prawda, jest to bardzo bolesna droga i istnieją inne opcje, ale upór ludzkości nie pozostawia nic innego, jak przejść przez to drogą cierpienia.

Końcowym rezultatem narastającego zgiełku jest zjednoczenie ludzkości. Na przykład związek między islamem a chrześcijaństwem mógł nastąpić w znacznie spokojniejszy sposób, ale gdy wszystko, czego chcesz, to wyzysk i dominacja, w końcu przegrywasz. Przydarzyło się to każdemu krajowi, który kiedykolwiek rządził. Kiedy twoja siła słabnie z powodu zadowolenia z siebie i pychy, ten którym rządzono pokonuje rządzącego, tak jak ma to miejsce teraz we Francji.

Nie mam obaw co do pozytywnego zakończenia tego procesu. W końcu ludzkość połączy się i stanie się jednością, ​​której części działają w harmonii i na zasadach opartych o wzajemność. Jednak boli mnie, że musimy się tam dostać tak wolno i tak boleśnie.

Wkraczamy w nową erę, którą „rozpoczął” Covid. Pomimo ponurej perspektywy, wiele możemy zrobić, aby przejść (względnie) pokojowo przez okres przejściowy. Jeśli skupimy się na więzi i zrezygnujemy z części naszego uporu, być może moje ponure przewidywania się nie spełnią. Jeśli zdamy sobie sprawę z tego, gdzie jesteśmy i zaakceptujemy, że naszym jedynym ratunkiem jest jedność, (choć raz) dostosujemy się do trajektorii ewolucji a siła, którą zgromadzimy dzięki naszej jedności zmieni rzeczy na lepsze. Nie będziemy musieli walczyć z islamem ani z nikim innym, a tylko z własną niechęcią do łączenia się.

Niemniej jednak natura połączy nas poprzez wojnę i rozlew krwi lub z własnej woli. Wybór należy do nas.

Źródło: https://bit.ly/3nWkF7F


Moje myśli na Twitterze, 16.08.20, cz. 1

Odbyliśmy wspaniały kongres. Pokazuje to, na ile nasze wspólne podejście daje nam możliwość, aby zjednoczyć się w nowych warunkach. Będziemy się dalej tego uczyć! Jestem nieskończenie wdzięczny wszystkim i każdemu z uczestników osobno. Planujemy następny kongres – na wyższym poziomie, definiując sami jego stopień!

Obecnie, prawdopodobnie do zimy w handlu detalicznym, sektorze usług i innych niepotrzebnych i pokrewnych branżach rozpocznie się zamykanie i bankructwo – wszystko powinno być stopniowo redukowane tylko do wymaganej objętości. A ludzie i rządy mają obowiązek przyjąć to jako konieczność i wspomagać zachodzące zmiany.

@Michael_Laitman


Ten, który we mnie siedzi

каббалист Михаэль Лайтман Komentarz: Na świecie odczuwany jest ból. Jak Pan mówi cały czas, pandemia na tym się nie skończy. ONZ zaakceptowało już, że przegraliśmy w tej walce: ponad milion ofiar, ponad 30 milionów zarażonych i musimy się zjednoczyć. I co? Jak się zjednoczyć? Nagle Karabach! Naród przeciw narodowi! Wylewa się taka nienawiść, jakiej wcześniej nie było.  Co się dzieje na Białorusi! Co się wyprawia w Ameryce!

Odpowiedź: Świat, oczywiście się zdegradował…

Pytanie: A Izrael? Rząd nie może podjąć elementarnych decyzji. Mam takie wrażenie, że nie odizolowali nas w mieszkaniach, pokojach, nie wystraszył nas ten wirus.

Odpowiedź: Wzajemne pretensje są najsilniejsze.

Pytanie: To jest zdumiewające! A co to za natura?! Jak z nią pracować?

Odpowiedź: To jest właśnie kolejny etap egoizmu. To, że ja coraz mniej i mniej zwracam uwagę na konsekwencje, które jakby zagrażają. Grożą mi, innym grożą, to nie ma znaczenia, nie czuję tego. Co mogę zrobić?

Pytanie: U człowieka nie ma żadnej odpowiedzialności. Czy powinien nastąpić jakiś zwrot mózgu, czy jednak zwrot serca?

Odpowiedź: „To, czego nie czyni rozum, czyni czas” – tak jest powiedziane w Biblii. Staramy się jakoś przyspieszyć ten proces uświadamiania sobie zła. Po co? Po to, aby ludzkość powiedziała swojemu egoizmowi: „Koniec! Ty już wieęcej nie panujesz nade mną! Oddzielam się od Ciebie! Oto ty, a to ja”.

Jak zrobić, żeby uświadomić sobie, że on przez cały czas mną rządzi? Ja wstaję rano i czuję, że on mną rzadzi: „Wstań, idź tam, zrób to, tak usiądź, tak…”. Cały czas on mi rozkazuje.

Pytanie: Czy należy przyznać, że jestem jego niewolnikiem?

Odpowiedź: Nie przyznaję się do tego. Zaczynam to rozumieć i zaczynam się buntować przeciwko temu. Dlatego widzę, że w zasadzie on nie przygotowuje mi nic dobrego. Musimy wznieść się ponad to, aby nasza ziemska natura nami nie zarządzała. Nie możemy dłużej w tym żyć.

Pytanie: Możemy razem rozmawiać o egoizmie i człowieku, o tym, że egoizm nami kieruje, zderza nas ze sobą i w zasadzie spycha w przepaść. A czy zwykły człowiek może rozumować w ten sposób, czy nie?

Odpowiedź: Jeśli będzie się mu to ciągle wyjaśniać, to w końcu będzie mógł. Z jednej strony wyjaśnienie, a z drugiej strony ciosy od losu. Wyjaśnienia powinny być cały czas przed jego oczami. I on nie widziałby ich, nie czytałby, nic. Ale nadejdzie czas, otrzyma cios i wtedy nagle zobaczy. Albo zacznie gorączkowo szukać; „Co mam zrobić?! Jak pozbyć się problemu?!” I wtedy zaczyna widzieć i słyszeć. 

Z programu telewizyjnego „Wiadomości z Michaelem Laitmanem”, 01.10.2020