Otrzymać światło wiary własnymi siłami
Światło podtrzymuje człowieka w jego duchowym rozwoju, bez niego nie ma o czym mówić. Ale co jest przyczyną przyjścia światła? Albo jest to przebudzenie z góry, i wtedy człowiek znajduje się w dobrym, wzniosłym stanie, gotowy podejmować wysiłki, coś robić, i nic innego nie ma dla niego znaczenia.
Albo to światło przychodzi jako wynik jego własnych wysiłków, które podejmuje, aby osiągnąć odczucie ważności celu. Zgodnie z tymi wysiłkami, świeci mu światło ważności, czyli inaczej światło wiary.
Wówczas ciemność nie ma dla niego znaczenia. Nawet jeśli po kolejnej próbie zbliżenia się do pałaców króla człowiek oddala się od Stwórcy, niczego nie otrzymując, mimo to dziękuje Stwórcy. Nawet gdy ponownie upada w stan zwierzęcy, tak jak miało to miejsce podczas wielu jego wcześniejszych upadków, nawet za to człowiek jest wdzięczny Stwórcy, to znaczy za to, że po prostu otrzymuje od Niego różne stany.
Nie sprawdza tych stanów według zasady, ile ma i co znajduje się w każdym upadku i wzniesieniu, ponieważ rozumie, że w ten sposób wykorzystuje swoje kelim otrzymywania. Patrzy natomiast i ocenia swoje stany zgodnie z wielkością wysiłku, jaki może włożyć, aby otrzymać światło wiary własnymi siłami, swoją pracą „z dołu”. To jest właściwa ocena.
Kiedy człowiek osiąga stan, w którym zarówno podczas upadku, i podczas wzniesienia, liczy się dla niego tylko jedno – aby jego stosunek do Stwórcy nie zmienił się, wtedy mówimy, że napełnia swoje kli odbitym światłem, światłem wiary, z dołu do góry, zamiast tego aby światło przyszło z góry na dół.
Nazywa się to tym, że jest gotowy obdarzać Stwórcę przez to, że napełnia siebie tym światłem, zamiast aby Stwórca napełniał jego. I na tym polega obdarzanie człowieka. Wtedy, w tym samym stopniu, Stwórca obleka się w człowieka, jednoczą się ze sobą, a to zjednoczenie światła prostego i odbitego, gdzie jedno jest obleczone w drugie, nazywa się światłem wewnętrznym.
Rabasz nie bez powodu opisuje te stany. Możemy zobaczyć to na samych sobie, kiedy patrzymy na siebie nawzajem, w jakich mniej więcej stanach się znajdujemy: upadamy, czy wznosimy się jako grupa czy też każdy indywidualnie.
Musimy koniecznie dojść do sytuacji, w której wszystko to nie będzie miało dla nas znaczenia. Niezależnie od tego w jakim stanie jesteśmy – upadku czy wzniesienia, radości czy niepokoju, obecności lub braku świecenia z góry, nic nie powinno przeszkadzać, powinniśmy natychmiast napełniać ten chisaron światłem wiary.
Z lekcji według artykułu Rabasza, 29.06.2026