Artykuły z kategorii Nowe publikacje

Koronomia – gospodarka wywołana przez Covid

Zespół ostrej niewydolności oddechowej Koronawirus 2, lub w skrócie SARS-CoV-2, to szczep koronawirusa, który powoduje chorobę Koronawirus 2019, czyli COVID-19 – pandemia, która zabiła ponad milion osób w ciągu zaledwie dziesięciu miesięcy i wciąż rozwija się w swej złośliwości i potędze. Wirus zmiażdżył również światową gospodarkę.

Nie widząc lepszej opcji, rządy drukują pieniądze, jakby nie było jutra. Ale, jeśli tak będą dalej postępować, jutra naprawdę nie będzie, przynajmniej takiego, w którym chcielibyśmy żyć.

Przy niezliczonych pustych domach i mieszkaniach i milionach ludzi mieszkających na ulicach, widać wyraźnie, że system ma fundamentalne błędy.

Taki czas, kiedy to, co jest ci znane zawodzi, jest odpowiednim momentem na myślenie nieszablonowe. Wiemy, że istnieją podstawowe potrzeby, które muszą być zaspokojone bez względu na wszystko. Należą do nich jedzenie, ubrania i mieszkanie. Jeśli ludzie ich nie mają po prostu , zniszczą kraj próbując przetrwać. Dlatego rząd, każdy rząd, musi zapewnić te podstawy lub dopilnować, aby były one dostępne dla każdego obywatela.

Aby wszystkim zagwarantować zaspokojenie podstawowych potrzeb, rząd musi dopilnować, aby dystrybucja dotarła do wszystkich ludzi. Obecnie około połowa produkowanej żywności nie dociera do konsumentów, ponieważ zanim dojdzie do zakupu, upływa jej termin przydatności do spożycia lub jest ona niszczona przez producentów lub sprzedawców detalicznych w celu utrzymania ceny, bądź koszty transportu powodują, że dystrybucja jest nieopłacalna.

To, co jest prawdą w przypadku jedzenia, jest tak samo prawdziwe w przypadku ubrań, których tony są wyrzucane pod koniec każdego sezonu, temat dotyczy również mieszkań. Sytuacja na rynku w której niezliczone ilości domów i mieszkań stoi pustych, podczas gdy miliony ludzi mieszkają na ulicach, wyraźnie pokazuje, że system ma fundamentalną wadę.

Możesz powiedzieć: „To jest kapitalizm”, ale trzymanie ludzi na ulicy, kiedy jest mnóstwo domów, które mogliby zajmować, nie ma sensu. A jeśli kapitalizm działa poza ludzkim sensem, to znaczy, że kapitalizm nie ma sensu, w każdym razie nie w dzisiejszym świecie. Innymi słowy, nadszedł czas, aby pożegnać się z kapitalizmem i przyjąć bardziej rozważne i humanitarne podejście (chociaż sugeruję, abyśmy nie nadawali mu nazwy, przynajmniej na razie).

W tej chwili ważne jest, aby pomóc ludziom zrozumieć, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem i za całą naturę. Nasz styl życia zmienił naszą planetę w gigantyczny śmietnik. Mieszkamy w śmietniku, ale narzekamy, gdy zachorujemy. Nadszedł czas, abyśmy zajęli się rezultatem tego, jak żyjemy – jaki ma to na nas wpływ.

Więc kiedy wszyscy będą mieli zaspokojone podstawowe potrzeby niezbędne do przetrwania, nadejdzie czas, aby zmienić nasz styl życia, a mianowicie nasz stosunek do siebie. Kapitalistyczna konkurencja jest destrukcyjna. Pomogła nam wyjść z jaskiń, ale spójrz, dokąd nas doprowadziła. Jeśli musimy konkurować, powinniśmy konkurować o to, kto łączy więcej ludzi, kto ich jednoczy, kto sprawia, że ​​są bardziej troskliwi i biorą pod uwagę potrzeby innych zamiast pozostawać obojętnymi i samolubnymi.

Oczywiście możemy zlekceważyć tę całą koncepcję ekonomii wywołaną przez Covid i wrócić do kapitalizmu, ale to nie zadziała. Covid zabije każdą próbę powrotu do 2019 roku. A im dłużej zwlekamy ze zmianą, tym trudniejsze i bardziej bolesne będą szturchnięcia ze strony koronawirusa. Jeśli jest coś, czego pragnę dla ludzkości, to jest to, żeby wszyscy szybko zrozumieli, dokąd zmierzamy i zastosowali lekarstwo, które właśnie opisałem, zanim otrzymamy cios.

Źródło: https://bit.ly/3kQcx7C


Ignorowanie COVID, to gra w rosyjską ruletkę ze zdrowiem naszych dzieci

Pomimo wszystkich naszych wysiłków, aby zaprzeczyć powadze sytuacji, COVID-19 nie jest żartem. To poważna choroba i im częściej ją ignorujemy, tym poważniejsza się staje.

Jeśli początkowo myśleliśmy, że dotyczy to tylko osób starszych i chorych, teraz wiemy, że dotyczy to wszystkich, w każdym wieku, i w każdym stanie zdrowia. Ale najbardziej przerażającym aspektem koronawirusa jest jego wpływ na dzieci. Podczas, gdy większość zarażonych dzieci nie ma objawów, u niektórych rozwija się bardzo ciężki stan zwany pediatrycznym wieloukładowym zespołem zapalnym (PIMS), który wpływa na ich mózg, a nawet może prowadzić do śmierci.

Ignorowanie ryzyka związanego z COVID-19, pod wieloma względami przypomina grę w rosyjską ruletkę. Szanse na śmierć w tym przypadku są znacznie mniejsze, ale głowa na muszce jest głową naszych dzieci. Czy jesteśmy gotowi zaryzykować?

Im dłużej zwlekamy z radzeniem sobie z wirusem, tym bardziej zaraźliwy i ekspansywny się staje. Co się stanie, jeśli będziemy zwlekać przez kolejnych sześć miesięcy? O ile gorzej wpłynie to na nas i na nasze dzieci? Czy chcemy czekać na wzrost śmiertelności? Czy chcemy czekać, aż szpitale nie będą w stanie leczyć osób z żadną chorobą, ponieważ łóżka będą zajęte przez pacjentów z COVID? Naprawdę powinniśmy lepiej orientować się w sytuacji.

Koronawirus nie przybył z krótką wizytą. Powiedziałem to, kiedy pojawił się po raz pierwszy, a teraz nauka zaczyna to rozpoznawać. Kilka dni temu John Edmunds, członek brytyjskiej naukowej grupy doradczej ds. Nagłych wypadków powiedział prawodawcom: „Będziemy musieli żyć z tym wirusem na zawsze. Jest bardzo mała szansa, że uda się go zlikwidować”. Mówiąc prościej, życie, które mieliśmy do 2020 roku, nigdy nie wróci; musimy zbudować nowe i lepsze.

Pierwszym miejscem, od którego należy zacząć rekonstrukcję naszego życia, jest nasze społeczeństwo. Jeśli przeanalizujemy każdy kryzys, z którym boryka się ludzkość, łatwo jest wymienić listę przyczyn, która do niego doprowadziła. Ale za każdym kryzysem, niezależnie od tego czy jest to zmiana klimatu, pożary lasów, COVID-19, głód, wojna, zanieczyszczenie wody, zanieczyszczenie powietrza, nadużywanie narkotyków, ubóstwo, otyłość, przemoc domowa, rasizm czy jakikolwiek inny kryzys, stoi brak uwzględniania potrzeb innych ludzi i alienacja społeczna.

Jednych pouczamy, innych demonizujemy, obrażamy, manipulujemy i oszukujemy na drodze do bogactwa i władzy. Niektórzy są bardziej agresywni, inni mniej, ale taki sposób myślenia dominuje na całym świecie. Jest to również sposób myślenia, który spowodował niezliczone kryzysy nękające naszą planetę. Nigdy ich nie pokonamy, dopóki nie wykorzenimy naszego nieustannego złego traktowania siebie nawzajem.

Wiemy, że wzajemna odpowiedzialność jest dobrem nas wszystkich; czujemy to instynktownie. Ale ilekroć chcemy ją wdrożyć, „głos rozsądku” budzi się w naszych głowach i mówi, że nie ma sensu próbować, ponieważ zbyt mało ludzi jest skłonnych podjąć wysiłek, że jest to wbrew ludzkiej naturze, i że jeśli myślimy, że to kiedykolwiek zadziała to poruszamy się w strefie marzeń, itp.

Ale czy to wbrew ludzkiej naturze chcieć czuć się bezpiecznie? Czy chęć zaufania ludziom jest wbrew ludzkiej naturze? Czy budowanie sieci wzajemnej odpowiedzialności w celu ochrony zdrowia i dobrego samopoczucia wszystkich jest sprzeczne z ludzką naturą? Wręcz przeciwnie, nic nie jest bardziej naturalne niż te zachowania. Każda osada zapewnia swoim mieszkańcom dokładnie te korzyści; to dlatego ludzie żyją w osadach i społecznościach, a kiedy wybieramy naszych przywódców, szukamy tych, którzy najlepiej zapewnią nam te potrzeby.

Ale żyjąc w systemach, które zapewniają nam życie, źle traktujemy elementy składowe tych systemów – siebie nawzajem. To nie ma sensu. To tak, jakby komórki zaatakowały antygen, który przyszedł im pomóc w walce z wirusem, a następnie skarżyły się, że są chore.

Musimy przestać ulegać naszemu ego. Wypacza ono naszą percepcję i sprawia, że myślimy o sobie niewłaściwie. Sprawia, że się nienawidzimy, podczas gdy w rzeczywistości wszyscy jesteśmy od siebie zależni i nie bylibyśmy w stanie żyć, gdyby nie było nas wszystkich.

A jeśli nie jesteśmy wystarczająco silni, aby walczyć ze swoim ego dla własnego dobra, zróbmy to przynajmniej dla naszych dzieci. To nie ich wina, że ​​pozwalamy naszemu ego szaleć w amoku; to nie ich wina, że ​​jesteśmy bez serca, tchórzymy i nie widzimy nic poza czubkiem własnego nosa. Zrezygnujmy z naszego ego przynajmniej ze względu na dzieci, aby one też miały przyszłość i nie grajmy w rosyjską ruletkę z głowami naszych dzieci na muszce.

Źródło: https://www.newsmax.com/michaellaitman/covod-19-children/2020/10/23/id/993450/


Moc ukryta w każdej myśli – potężniejsza niż myśleliśmy

Czy myślałeś kiedyś o tym, że twoje myśli budują lub niszczą świat wokół ciebie? One to robią; są „mózgiem” naszych pragnień, które projektują świat, w którym żyjemy.

Od dziesięcioleci wiemy, że ludzkość niszczy planetę, że nasz styl życia jest niezrównoważony, i że żyjemy w pożyczonym czasie, za który zapłacą nasze dzieci. Wiedzieliśmy o tym, próbowaliśmy się powstrzymać, ale nie mogliśmy. Dopiero Covid zatrzymał nasze lekkomyślne postępowanie. Jeśli odejdzie, zniszczymy wszystko, co zostało z naszej planety i nie zostawimy nic, co by mogło dalej się rozwijać. Nie możemy temu zaradzić, ponieważ nasze działania są pochodnymi naszych myśli i tak długo, jak nasze myśli są negatywne, takie będą nasze działania.

Szukamy lekarstwa na Covid-19, ale zapominamy, że pochodzi on z tego samego źródła, które tworzy wszystkie nasze „choroby”, od wirusów po huragany. Tak jak nie musimy pracować nad naprawieniem naszego zachowania wobec środowiska, ale nad naprawieniem naszych myśli, które powodują, że źle traktujemy środowisko, nie musimy skupiać się na wyleczeniu wirusa, ale na wyleczeniu jego przyczyny – naszych podłych myśli.

Kabaliści nie zajmują się tak bardzo ograniczaniem emisji CO2, recyklingiem odpadów czy ratowaniem zagrożonych gatunków, nie dlatego, że nie dbają o nasz świat. Wręcz przeciwnie, bardzo dbają o całe życie i całą naturę! Dlatego skupiają się na głównym problemie, który generuje wszystko, co negatywne w naszym świecie: nasze myśli. Jeśli zmienimy nasze myśli, zmienimy otaczający nas świat. Jeśli zmienimy nasze myśli z negatywnych na pozytywne, żaden problem nie będzie nie do rozwiązania.

Moglibyśmy argumentować, że nie możemy kontrolować naszych myśli, że pojawiają się one w naszym mózgu bez pytania o „pozwolenie”. To prawda, że ​​myśli nie „proszą o pozwolenie”, zanim się pojawią, ale możemy dostroić „fabrykę”, która je tworzy: środowisko społeczne, w którym żyjemy.

Jeśli urodziliśmy się w środowisku, które mówi, że jesteś tak dobry, jak twój ostatni podbój, to nie będziemy mieli innego wyjścia, jak tylko stanąć do bezwzględnej rywalizacji, dopóki nie wyczerpiemy się na śmierć. W ten sposób zniszczymy wszystko wokół nas: ludzi, zwierzęta, rośliny i minerały. Obecnie, mniej więcej tak zachowujemy się wszyscy, dlatego na świecie panuje taki bałagan.

Możemy zmienić nasz świat. Jeśli zaczniemy pielęgnować inną kulturę – przyjmować różnorodność, zachęcać do oryginalności, wspierać współpracę i nagradzać przejawy solidarności – nasz świat natychmiast się zmieni ze złego w dobry. Nie będziemy musieli martwić się o to, co powinniśmy, a czego nie powinniśmy robić; będziemy musieli martwić się tylko o to, co myśleć, a czego nie.

Możemy zmienić nasz świat. Jeśli zaczniemy pielęgnować inną kulturę – przyjmować różnorodność, zachęcać do oryginalności, wspierać współpracę i nagradzać przejawy solidarności – nasz świat natychmiast zmieni się ze złego w dobry. Nie będziemy musieli martwić się o to, co powinniśmy, a czego nie powinniśmy robić; będziemy musieli martwić się tylko o czym myśleć, a o czym nie.

Nie możemy sami zmienić naszych myśli. Ale nie ma niczego, czego nie możemy osiągnąć razem. Możemy nawet przekształcić naszą naturę, zmienić negatywne nastawienie, z jakim się rodzimy, na pozytywne, które wszyscy razem stworzymy.

Szukamy lekarstwa na Covid-19, ale zapominamy, że zaraza pochodzi z tego samego źródła, z którego pochodzą wszystkie nasze „choroby”, od wirusów po huragany. Tak jak nie musimy pracować nad naprawieniem naszego zachowania wobec środowiska, ale nad naprawieniem naszych myśli, które powodują, że źle traktujemy środowisko, nie musimy skupiać się na wyleczeniu wirusa, ale na wyleczeniu jego przyczyny – naszych podłych myśli. Byłoby wspaniale, gdybyśmy mogli znaleźć szczepionkę na Covid-19, ale jeśli nie rozwiążemy jego pierwotnej przyczyny, pojawi się więcej gorszych zagrożeń, więc tkwiąc po szyję w grzęzawisku, jakim stało się nasze życie, zamiast próbować utrzymać się na powierzchni, cały nasz wysiłek moglibyśmy włożyć w rozwiązanie na poziomie systemowym i naprawdę odmienić nasze życie.

Źródło: https://bit.ly/34Q3EFh


Portret prawdziwego mężczyzny

каббалист Михаэль Лайтман Pewien znany psycholog wymienił dziesięć oznak współczesnego lub prawdziwego mężczyzny. Doceniam psychologię a tym bardziej interesujące okazało się porównanie jej współczesnych koncepcji do koncepcji prawdziwego mężczyzny, jakim widzi go nauka Kabały.

Hebrajskie określenie „mężczyzna”, jest ściśle związane z przezwyciężaniem. Nieprzypadkowo te słowa, mają wspólny korzeń i nieprzypadkowo ich związek jest ogólnie zgodny z naszą logiką. Jednak niuanse są tak znaczące, że mogą zmienić portret psychologiczny nie do poznania.

Więc zobaczmy, kogo można uznać za prawdziwego mężczyznę.

Prawdziwy mężczyzna:

1. Liczy tylko na siebie.

Mężczyzna, który liczy tylko na siebie, jest w rzeczywistości nieszczęśliwym człowiekiem. Oczywiście, jeśli prowadzi swoje stado po prerii, to wtedy tak. Ale, jeśli żyje w społeczeństwie XXI wieku, w otoczeniu innych ludzi, to kimkolwiek by nie był, musi polegać na otaczających go ludzi, w czymś im zaufać, liczyć na ich wsparcie i pomoc. Poleganie tylko na sobie, to pewna droga do moralnej upadłości. Prawdziwy mężczyzna otoczony jest wieloma prawdziwymi przyjaciółmi.

2. Jest samowystarczalny.

Właściwie, tylko głupiec może być samowystarczalny. Co kryje się za tym pojęciem? Ja – to ja i nie wymagam niczego od siebie? Jestem mądry, odnoszę sukcesy, jestem pewny siebie? Jestem idealny? Albo nie idealny, ale nie wymagam doskonalenia?

Kiedy człowiek jest całkowicie pewny siebie, i swojego rozumienia świata, przestaje się rozwijać. Prawdziwy mężczyzna nie jest z siebie zadowolony, wymaga od siebie więcej.

3. Jest niezależny.

Nie ma osobistej niezależności. I w ogóle rzecz biorąc, jaka by ona nie była. Człowiek zależy od swoich wrodzonych właściwości, od edukacji, od środowiska, od całego społeczeństwa, od stanu kraju i świata, od natury i jej praw. Kto nie jest gotowy przyznać się do tego, nawet przed samym sobą, ten najbardziej podatny jest na czynniki wpływające i podporządkuje się okolicznościom z głupim uśmiechem na ustach. I odwrotnie, im bardziej człowiek rozwija się, tym bardziej jest zależny od wszystkich. Prawdziwy mężczyzna rozumie swoją zależność, i to właśnie dzięki niej odnajduje drogę do wolności.

4. Nie prosi o pomoc.

Co świadczy o jego ograniczoności i nieroztropności. Człowiek ignoruje swoją słabość lub we właściwy sposób nie może jej ocenić i w konsekwencji woli nie prosić o pomoc. Chociaż prośba o pomoc wcale nie jest zła ani nie przynosi ujmy. Czasem pomagasz ty, czasem pomagają tobie. Prawdziwy mężczyzna umie zarówno proponować, jak i przyjmować pomoc.

5. Nie idzie na kompromis.

To podejście zawsze prowadziło do fatalnych rezultatów: albo zabiją jego, albo zabija on. Kompromisy są konieczne, przecież właśnie dzięki nim dochodzimy do właściwych wniosków, do szerszej perspektywy, do pełniejszego obrazu. Właściwe decyzje zawsze są gdzieś pośrodku, między niemożliwymi do pogodzenia skrajnościami.

Kompromisy wcale nie oznaczają uległości ani kapitulacji. Pozwalają znaleźć wspólny język, osiągnąć to, co chcesz bezkrwawym kosztem, uczyć się wzajemnego zrozumienia, interakcji. Cała natura składa się z pozytywów i negatywów, i opiera się na kompromisie. Prawdziwy mężczyzna idzie na kompromis, aby bronić tego, co jest mu drogie.

6. Nie porównuje.

Tutaj musimy, to zrozumieć. 1. Jeśli nie porównuję się z innymi, to jak dorosnę? 2. Jaki bodziec pobudzi mnie do wzniesienia się ponad siebie w dzisiejszych czasach? Mogę spojrzeć na swoje własne wczoraj, ale zawsze istnieje ryzyko, że nie wszystko będzie mi tam w szczegółach i ogólnie odpowiadać. Potrzebuję być zazdrosny o innych – dobrej „białej” zazdrości, która pobudza mnie do rozwoju. Prawdziwy mężczyzna nie boi się porównania i poprawnie realizuje to porównanie.

7. Akceptuje siebie takim, jakim jest.

Tylko matka akceptuje swoje dziecko takim, jakie ono jest. Sam muszę zobaczyć jaki jestem, i nie zawsze to akceptować. Przecież jest też jeszcze ten ja, jakim koniecznie muszę się stać. Ten ja, który jest lepszy, od tego kim jestem dzisiaj. Jeśli po prostu akceptuję siebie, to zatrzymuję się, rezygnuję ze swojej motywacji rozwoju. Prawdziwy mężczyzna nie godzi się z tym, kim jest.

8. Nie biega za kobietami.

Ale to nie zależy od człowieka. Z tym się rodzi. Niektórzy żyją spokojnie w rodzinie, nie potrzebują niczego innego, podczas gdy inni szaleją bez kolejnej pasji. Tutaj nie można niczego zmienić. Co więcej, choć ta cecha przejawia się w relacjach seksualnych, w rzeczywistości odnosi się do podstawowych sił napędowych i jest założona na poziomie „oprogramowania”.

Owszem, niektórych zmusza do „biegania”, niektórych prowadzi przez duże ciernie, ale ostatecznie prowadzi do pozytywności.

9. Uniknął kryzysu wieku średniego lub przeżył go z najmniejszą stratą.

Powiem tak: „wiek średni” – to luźna koncepcja. Patrzę na swoje życie i próbuję znaleźć w nim jakiś sens, jakieś ziarno. Po raz pierwszy może się to zdarzyć w wieku sześciu lat, ale w tym wieku jeszcze daleko do odpowiedzi. A potem, jeśli pojawia się to pytanie, to „usuwamy” je namiastkami sensu życia lub umieszczamy w odległym pudełku świadomości. „Przeżyć kryzys wieku średniego, przy jak najmniejszych stratach”, oznacza zgodzić się wewnętrznie, pogodzić się z nim i płynąć dalej z prądem, który prowadzi nas do ostatniego portu.

Prawdziwy mężczyzna nie uspokaja się i nieustannie przeżywa „kryzys wieku średniego” – kryzys sensu życia, wymagający świadomości tego, co zostało zrobione, a czego jeszcze nie zrobiono. Rozumie, że ma przed sobą wiele, wiele spraw, bez których nie osiągnie tego „średniego wieku”.

10. Jest przekonany, że kobieta jest takim samym człowiekiem, tylko lepszym.

Zgadzam się. Kobieta nie ulega z taką łatwością. Mężczyzna często jest oślepiony „spódnicami”, ale „spodnie” na kobietę nie działają. Mężczyzna daje się ponieść emocjom, traci głowę, ulega uniesieniom – i to jest jego słabość. Kobieta jest w tym naturalna i silna. A skoro mówimy już o psychologii, wszystko co robi mężczyzna, ostatecznie robi dla kobiety.

Oczywiście, z punktu widzenia natury nikt nie jest lepszy: ani kobiety, ani mężczyźni. Jesteśmy różni i naszym przeznaczeniem jest połączenie naszych pierwotnych właściwości. W jaki sposób? To osobna kwestia. Dlatego powiem prosto: prawdziwy mężczyzna traktuje kobietę z troską, widząc w niej równego partnera w rozwoju i samodoskonaleniu.

11. To dodam od siebie osobiście: mężczyzna musi przezwyciężać siebie. Mężczyzna jest wewnętrznie gotowy, aby zobaczyć swoją niedoskonałość – ale nie ze względu na masochizm, ale aby stać się lepszy. Droga mężczyzny – to nieustanna odnowa, nieustanne wznoszenie się ponad siebie właśnie przez uświadomienie sobie własnych niedociągnięć. Jak w rzeczywistości można wznieść się ponad siebie – wyjaśnia nauka Kabały.

A jeśli chodzi o psychologów – to nie spieram się z nimi. Tylko rzucam trochę więcej światła na te cechy, o których oni mówią.


Jak połączenie może rozwiązać nasze problemy?

Niepokoje społeczne, klęski żywiołowe, pandemia, kryzys gospodarczy, polaryzacja – spadają na nas wszystkich w Ameryce i na całym świecie. Jest to pierwszy raz w historii, kiedy ciosy wymierzone są w ludzi na całym świecie, niezależnie od pochodzenia, narodowości, płci czy statusu. A problemy będą narastać, dopóki nie wykorzystamy tej wyjątkowej okazji, aby uświadomić sobie, że cały świat żegluje razem po tych niespokojnych wodach, dlatego – gdyż podczas tej burzy tylko dzięki naszemu połączeniu będziemy w stanie utrzymać się na powierzchni.

Wszystkie kłopoty, cały ten brak równowagi, jakiego doświadcza świat, są w rzeczywistości wynikiem walki dwóch sił natury: siły separacji i siły połączenia. Ale, o jakim rodzaju połączenia tutaj mówimy? Mamy na myśli nierozerwalny związek, który powinien zachodzić między jednostkami na poziomie ludzkim, najwyższym w przyrodzie, ponad florą i fauną. Jest to kluczowe, ponieważ ludzie, a szczególnie relacje między nami, mają najgłębszy wpływ na niższe poziomy przyrody.

Przewiduje się głód, wojny i klęski żywiołowe, nic nie wskazuje na to, że najgorsze już za nami. Wręcz przeciwnie, wszystkie wskaźniki pokazują, że świat jest daleki od uzdrowienia. W środku obecnego kryzysu i ponurych prognoz ludzie odczuwają zmęczenie. Kiedy zaczynamy spodziewać się powrotu do zdrowia po szeroko zakrojonych reperkusjach Covid-19, wybucha druga fala z nowymi blokadami na horyzoncie, gospodarka dalej się kurczy, a zapełnienie lodówki staje się trudniejsze niż kiedykolwiek.

Jakby tego wszystkiego było mało, ekstremalne warunki pogodowe stały się nową normą. Po raz drugi w historii sezon huraganów w Ameryce był tak aktywny, że 21 nazw burz wybranych na cały sezon już zostało zużytych, a Narodowe Centrum Huraganów musiało utworzyć nową listę opcjonalnych nazw, używając greckiego alfabet.

Wszystkie kłopoty, cały ten brak równowagi, jakiego doświadcza świat, są w rzeczywistości wynikiem walki dwóch sił natury: siły separacji i siły połączenia. Ale, o jakim rodzaju połączenia tutaj mówimy? Mamy na myśli nierozerwalny związek, który powinien zachodzić między jednostkami na poziomie ludzkim, najwyższym poziomie w przyrodzie, ponad florą i fauną. Jest to kluczowe, ponieważ ludzie, a szczególnie relacje między nami, mają najgłębszy wpływ na niższe poziomy przyrody.

Czym jest pozytywna siła

Kiedy ludzie prawidłowo się łączą, tworzy się pewien rodzaj pola magnetycznego, które przenika resztę natury. Do tej pory ludzkość kierowana była negatywnymi myślami i lekkomyślnymi, despotycznymi zachowaniami wobec siebie, które negatywnie wpływają na ekosystem. Wirusy, które sobie nawzajem przekazujemy, są biologicznym wyrazem naszych szkodliwych i negatywnych relacji. Tak więc, jeśli nie naprawimy naszego wzajemnego połączenia, przyszłe pandemie będą czekały w kolejce na ujawnienie.

Nie chodzi o to, co wybuchnie później ani gdzie to się stanie; cały świat jest w stanie ciągłego niepokoju, a skala nieszczęść rośnie z dnia na dzień. Jesteśmy świadkami narastającej zarówno prędkości, jak i zakresu działania tych wstrząsów.

Istniejemy w globalnym, holistycznym i kompletnym systemie, w którym wszystkie elementy są doskonale zintegrowane, z wyjątkiem ludzi. Ale nie mamy wyjścia, nie ma możliwości ucieczki. Chociaż nie jesteśmy w pełni świadomi naszej absolutnej współzależności, w prawdzie rządzi nami prawo globalnego integralnego systemu, w którym każdy ma wpływ na wszystkich i na każdą inną część natury. Tak więc, jeśli nadal będziemy przyzwalali na przywództwo po stronie ego – które sprawia, że wypatrujemy własnej korzyści, potajemnie zadowoleni z nieszczęść i trudności innych – doprowadzimy do punktu zniszczenia planety Ziemi i unicestwienia „korony stworzenia”, czyli rasy ludzkiej.

Czy mamy alternatywę? Tak. Musimy pielęgnować wzajemne branie pod uwagę innych i odpowiedzialność – pozytywną siłę – dziś bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, aby zrównoważyć nasz egoistyczny styl życia – negatywną siłę – i oszczędzić sobie niezliczonych ilości niepotrzebnego cierpienia. Musimy zacząć od aktywnego otaczania się środowiskiem, które inspiruje nas do wzajemnej troski, współpracy i pozytywnych więzi.

Krótko mówiąc, natura nieustannie ewoluuje poprzez serię kryzysów, których ostatecznym rezultatem jest pobudzenie nas do osiągnięcia wyższego poziomu współpracy i jedności. Właśnie w tym czasie powszechnego kryzysu jesteśmy przygotowywani do globalnej przemiany w kierunku pełnej integracji z naturą.

Jeśli pójdziemy w kierunku pozytywnego połączenia ponad naszymi skłonnościami do podziałów – stawiając jedność na pierwszym miejscu w całym społeczeństwie ludzkim – zapewnimy dobre zdrowie całej planecie i otworzy się dla nas zupełnie nowy harmonijny poziom egzystencji.

Źródło: https://bit.ly/3ko31s6


Nienawiść jest powodem powstawania wirusów

Naprawdę nie rozumiemy, dlaczego uderzył COVID. Ludzie obwiniają za to Chiny, Żydów, nietoperze, norki, wycinki lasów, skorumpowane firmy farmaceutyczne i tak dalej. Ale nikt nie obwinia siebie. Nikt nie łączy erupcji COVID-19 z wszechobecnym złym traktowaniem wszystkiego i wszystkich.

To jest zrozumiałe; nie widzimy całego systemu. Chociaż naukowcy, od co najmniej stulecia wiedzą, że świat jest ze sobą połączony, i że wszystkie rzeczy są zbudowane z tych samych kilku cząstek, ale my nie doświadczamy tego w naszym codziennym życiu, więc zachowujemy się tak, jakby to nie było prawdą. Ale zachowanie, jakbyśmy nie mieli ze sobą nic wspólnego, jest tak samo odpowiedzialne, jak picie wody, pomimo tego, że jest opisana, jako skażona listerią, ale nie wierzymy w to, bo nie widzimy bakterii. W momencie pojawienia się objawów powrót do zdrowia jest znacznie trudniejszy i bardziej bolesny.

Wszystkie części rzeczywistości w prawidłowy sposób są ze sobą połączone. Minerały, flora i fauna w naszym świecie funkcjonują zgodnie z zakodowanymi w nich prawami natury i nie mają swobody wyboru. Wilki nie są złe, ponieważ jedzą inne zwierzęta, a jelenie nie są dobre, ponieważ żywią się roślinami, a nie innymi zwierzętami. W rzeczywistości, gdyby nie mięsożercy, stada roślinożerców podupadłyby na zdrowiu, populacja stałaby się nazbyt liczna, zubożałby świat roślinny, który ją karmi i ostatecznie, populacja wymarłaby w cierpieniu, ponieważ natura znalazłaby inny sposób na doprowadzenie do równowagi. Kiedy patrzysz na naturę, zdajesz sobie sprawę, że zachowuje idealną równowagę, w której każdy element gwarantuje integralność całego systemu.

W całej naturze jest tylko jeden wyjątek: człowiek. Ludzie są jedynym elementem w przyrodzie, który może zachowywać się tak, jakby z niczym nie miał nic wspólnego i przez jakiś czas uchodzi mu to na sucho. Do tej pory walczyliśmy z naturą, rośliśmy w siłę i przez ostatnie dwa stulecia myśleliśmy, że prawie ją pokonaliśmy. Co gorsza, walczyliśmy ze sobą, a nasza nienawiść do siebie sprawiła, że ​​jeszcze bardziej zrujnowaliśmy naturę w naszym wyścigu do wydobywania, pompowania i odbierania jej skarbów, wszystko po to, aby wygrać wyścig z innymi.

COVID-19 stanął nam na drodze, zahamował gospodarkę. Nasza nienawiść i chęć wykorzystywania, rządzenia i upokarzania spowodowały taką szkodę w przyrodzie, że wygenerowała naturalne lekarstwo na ludzką naturę: nowy koronawirus. Wszystkie jego gałęzie, powstrzymały wyścig zbrojeń i wiele działań wojennych, planowanych w różnych krajach, a nawet odgrodziły nas od innych ludzi, abyśmy nie musieli tolerować napięć we wrogich miejscach pracy lub w szkole pełnej rywalizacji.

Ale ponieważ nie widzimy systemu, uważamy, że to nie nasza nienawiść spowodowała pojawienie się wirusa; myślimy, że to coś lub ktoś inny – kogo nienawidzimy – spowodował jego pojawienie się. Jesteśmy w błędzie. To nasz własny stosunek do siebie wytworzył to i inne zarazki, które nadejdą, jeśli nie zmienimy kursu.

E pur si muove („A jednak się porusza”) powiedział Galileo Galilei, kiedy został zmuszony do wycofania się z twierdzenia, że ​​Ziemia krąży wokół Słońca. Dziś wiemy, że miał rację. Ale jeśli chodzi o prawdy, które dotyczą naszej wzajemnej nienawiści, jesteśmy tak samo ignoranccy i uparci, jak oprawcy Galileusza. Szkoda, bo orbita Ziemi wokół Słońca jest ważna, ale nie tak ważna, jak to, że nienawiść powoduje choroby. Nieznajomość pierwszego faktu jest wstydem; nieznajomość tego ostatniego faktu może kosztować nas życie.


Koniec ery ego

Ego było wspaniałe, dopóki nam służyło. Pragnienie władzy, wiedzy i bogactwa doprowadziło cywilizację do innowacji, tworzenia i kwestionowania własnych ograniczeń. Dzięki ego żyjemy dłużej, prowadzimy łatwiejsze życie i dużo bardziej angażujemy się w realizację naszych marzeń niż w przetrwanie.

Teraz, gdy natura pokazała, jaka może być ludzkość, możemy wznieść się ponad nasze cechy wrodzone i zakończyć erę ego. W pamięci możemy zachować, jako przypomnienie, to jacy możemy być, kiedy nie jesteśmy świadomi. Natomiast jest w nas gotowość na rozpoczęcie nowej epoki, zamiast dyktatury ego nadszedł czas, abyśmy rozpoczęli erę troski o siebie nawzajem.

Ale w ciągu kilku ostatnich dekad ludzkie ego urosło przekraczając właściwe proporcje. Już nie działa na naszą korzyść; stało się toksyczne i szkodliwe. Dzisiaj ego czyni nas nietolerancyjnymi wobec innych poglądów, wyzyskuje innych ludzi i całą naturę oraz lekceważy fakt, że zostawimy naszym dzieciom świat w ruinie. W rzeczywistości, w niektórych krajach nawet rodzicielstwo traci na popularności i dzieci stają się rzadkością, ponieważ ludzie postrzegają wychowywanie następnego pokolenia, jako niewdzięczne zadanie.

Poprzez takie nienaturalne skłonności i nadmierne skupienie na sobie, ego niszczy planetę, na której żyjemy, społeczeństwo, w którym żyjemy, a nawet nasze własne ciała. Jednym słowem ego nas zabija.

Dzisiaj ego mówi wielu ludziom, aby nie nosili masek na twarzy i walczyli o wolność wyboru. Ale w czasie globalnej pandemii, co może być bardziej zgubnego dla nas i dla innych, niż nieprzestrzeganie minimalnego wymogu uniknięcia zarażenia? Jednak egoizm nie pozwala nam dostrzec, że ryzykuje naszym życiem i życiem naszych bliskich w imię fałszywej wolności, podczas gdy w rzeczywistości ego jest panem, a my jesteśmy jego niewolnikami.

Albo, na przykład weźmy nacjonalizm, klasyczny typ egoizmu. Demonizuje inny kraj lub naród i przekonuje nas, że jeśli tylko zrujnujemy, zubożymy lub pokonamy tego potwora, nasze życie będzie różowe. Zachęca nas do rozpoczęcia kampanii przeciwko naszej domniemanej nemezis, a kiedy skończymy zdewastowani i załamani, mówi nam, że politycy-oportuniści i bezduszni potentaci wykorzystali nas ponownie. I tak kończymy zrujnowani, uciskani i w beznadziei. Ale za kulisami to ludzkie ego kieruje serialem, śmiejąc się z nas wszystkich za naszymi plecami.

Nadszedł czas, aby zakończyć erę ego. Nadszedł czas, aby przekonać się, że jeśli podniesiemy głowy i zamiast zaspokajać nasze dziwactwa, spojrzymy na siebie, to przekonamy się, że nie mamy wrogów. Każda osoba, która jest inna niż ja, pokazuje mi coś, czego nigdy nie mogłem zobaczyć sam. Pokazujemy sobie nawzajem nowe piękno, uczymy się nowych pomysłów i wprowadzamy nowe sposoby myślenia, będąc po prostu innymi. To różnorodność sprawia, że ​​świat, w którym żyjemy jest piękny, i to różnorodność utrzymuje go przy życiu.

Nie wolno niszczyć nawet najbardziej ekstremistycznych poglądów. Są ekstremalne, ponieważ istnieje również ich przeciwna skrajność i razem pozwalają nam odróżnić dobro od zła, wybrać jedność zamiast separacji, troskę o nieostrożność i połączenie zamiast wyobcowania. Gdyby nie ekstremiści, nie bylibyśmy w stanie się rozwijać.

W rzeczywistości, jeśli spróbujemy je unicestwić, tylko wyrosną pod powierzchnią i zaatakują całe nasze społeczeństwo. To wtedy stają się niebezpieczne, kiedy nie używamy ich do kultywowania jedności i próbujemy ich siłą wykorzenić.

Ta sama natura, która rządzi światem, w którym żyjemy, tworzy najdziwniejsze zjawiska w ludzkości. I tak jak nie popełnia błędów, kiedy tworzy drzewa, tak samo nie popełnia błędów, kiedy tworzy różnych ludzi. To my mamy niewłaściwą perspektywę. Jesteśmy tymi, którzy uważają, że pogląd jest dobry, o ile jest mój i nie widzą, że w naturze nic nie jest jednolite, różnorodność rządzi, a dzięki temu się rozwijamy. Gdyby natura ujednoliciła ludzkość, nie wiedzielibyśmy, że musimy się zmienić i nadal prowadzilibyśmy nasz niezrównoważony styl życia, aż do żałosnego końca.

Teraz, gdy natura pokazała, jaka może być ludzkość, możemy wznieść się ponad nasze cechy wrodzone i zakończyć erę ego. W pamięci możemy zachować, jako przypomnienie, to jacy możemy być, kiedy nie jesteśmy świadomi. Natomiast jest w nas gotowość na rozpoczęcie nowej epoki, w miejsce ego-dyktatury – nadszedł czas, abyśmy rozpoczęli erę troski o siebie nawzajem.

Źródło: https://bit.ly/32XiVmW


Przeprowadzka: zmień swoje miejsce, zmień swój los

Amerykańskie społeczeństwo przeprowadza się. Według ostatnich badań, więcej niż jeden na pięciu dorosłych Amerykanów, czyli 22% populacji, przeniosło się lub zna kogoś, kto prawdopodobnie to zrobi w wyniku wpływu społeczno-ekonomicznego, jaki wywarł Covid-19. Firmy z Doliny Krzemowej, takie jak Google, Facebook, Twitter i inne, wysłały swoich pracowników do pracy z domu, przez co fizyczna bliskość do miejsca ich pracy jest nieistotna. Wysokie czynsze i obawy o bezpieczeństwo, to w wielu społecznościach główne powody dla rozważania relokacji – jest to widoczne w trendach wskazujących na tendencję do opuszczania miasta i zasiedlania terenów wiejskich. Czy to oznacza krok wstecz? Nie, proste życie zyskuje na popularności.

Cudownym, nieoczekiwanym efektem pandemii, widocznym w stylu naszego życia będzie otwarcie drzwi na prostsze, szczęśliwsze i bardziej satysfakcjonujące życie.

Mobilność, to cecha charakterystyczna Stanów Zjednoczonych. Według danych US Census Bureau, Amerykanie średnio zmieniają miejsce zamieszkania nie mniej niż 11 razy w ciągu swojego życia, głównie poszukując lepszych możliwości zatrudnienia. Ale relokacja z powodu pandemii ma w sobie coś szczególnego – to prawdziwy powrót do podstaw. Mieszkańcy obszarów miejskich coraz częściej rezygnują z dużych, stresujących i drogich miast, aby osiedlić się w cichych i sielskich wioskach, co jest zauważalnym trendem w Ameryce i Europie.

Dziesiątki lat temu ludzie przybyli z gospodarstw i wiosek do dużych miast, spodziewając się spełnienia swoich marzeń o postępie i zwiększonej mobilności. Obecnie, firmy zamykają się, a osoby, którym udało się utrzymać zatrudnienie zmieniają swój styl pracy z fizycznej obecności na zdalne zaangażowanie. Jakie zatem są korzyści z mieszkania na obszarach miejskich? Nie ma żadnych. Pandemia na dobre zmienia nasz styl życia. Będziemy coraz bardziej zdawać sobie sprawę, że przystosowanie do bardziej wirtualnego środowiska jest rzeczą pozytywną.

Kiedy populacja jest bardziej rozproszona i równomiernie rozmieszczona, wszyscy odnoszą korzyści – ekologia i ludzie. I odwrotnie, przeludnione miasta o dużym zagęszczeniu powodują stres w otaczającym ich środowisku i stanowią wyzwanie w zakresie efektywnego wykorzystania zasobów naturalnych, takich jak woda, energia i żywność. Na poziomie osobistym życie poza obszarami miejskimi jest łatwiejsze w zarządzaniu, przystępne cenowo i zdrowe.

Talmud babiloński mówi, że meshane makom, meshane mazal, co oznacza, że ​​zmieniając nasze miejsce, dosłownie zmieniamy nasze przeznaczenie. W rzeczywistości nasze warunki zewnętrzne wpływają na nasze priorytety i to, na czym koncentrujemy się w życiu. Odnosi się to również do wewnętrznej przemiany, która ma miejsce. Przejście na cichy, prosty styl życia sprawi, że poczujemy się lepiej, spokojniej i bardziej zrównoważeni. Dzięki temu będzie nam się łatwiej dogadać. Osiedlenie w miejscu z dużą ilością przestrzeni na domowy ogród warzywny i plac zabaw dla dzieci złagodzi stres związany z zanieczyszczoną i hałaśliwą betonową dżunglą.

Wszyscy czujemy się bezpiecznie wobec tego, co nam jest znane nawet, jeśli jest to dalekie od ideału; dlatego ludzie opierają się zmianom. Ale pandemia szybko prowadzi nas do głębokiej transformacji z jednej rzeczywistości do drugiej. Stopniowo zdajemy sobie sprawę, że nie ma powrotu, droga jest wyłącznie naprzód, w kierunku globalnego świata, w którym zanikają granice między nami.

Cały świat mamy na wyciągnięcie ręki. Od pracy, po komunikację interpersonalną i zakupy – wszystko jest w zasięgu ręki, w ciągu kilku sekund. Ktoś może zadzwonić po jakąkolwiek usługę z Ameryki i skontaktować się z przedstawicielem obsługi klienta w Indiach bez najmniejszego poczucia odległości. Naprawdę staliśmy się jedną globalną wioską.

Obszary metropolitalne pozostaną ośrodkami rozrywki, kultury, atrakcji turystycznych i nie tylko. Wielkie fabryki niezbędne do zaspokajania potrzeb społeczeństwa również będą kontynuowały działalność w dużych miastach, ale populacja będzie się rozpraszać w różnych kierunkach. Cudownym, nieoczekiwanym efektem pandemii, widocznym w stylu naszego życia, będzie otwarcie drzwi na prostsze, szczęśliwsze i bardziej satysfakcjonujące życie.

Źródło: https://bit.ly/2Gs4yOs


Szczepionka przeciw głupocie

каббалист Михаэль Лайтман Pogrążeni w drugiej fali koronawirusa wyraźnie widzimy, że nie prowadzimy wojny z nim, ale ze sobą. Za lawiną statystyk, którymi nas zarzucają, kryje się elementarny ludzki egoizm, który nie chce oddać władzy.

We wrześniu ponad pół tysiąca osób zmarło w Izraelu z powodu koronawirusa i jego konsekwencji. Staliśmy się krajem plagi – mimo tego, że cały świat ogarnęła pandemia, a prognozy są ponure.

Stopniowo obniża się średni wiek ofiar znajdujących się w ciężkim stani. „Wbrew stwierdzeniu, że zmarli z powodu chorób współistniejących, nowe badanie pokazuje, że bez „korony” żyliby, co najmniej pół roku dłużej” – powiedział prof. Ran Blitzer, szef departamentu działu badań w Funduszu Ubezpieczenia Zdrowotnego Clalit.

Jednak nie tylko ofiary muszą być brane pod uwagę. Trzeba też wziąć pod uwagę żywych ludzi, którzy znaleźli się z dnia na dzień w coraz bardziej zaciskającym się imadle. Wcześniej czy później, wszyscy będziemy musieli zastanowić się nad tym poważnie, co się dzieje i będziemy musieli wyciągnąć wnioski. To imadło nie rozluźni się za pomocą magicznej różdżki, albo szczepionki. Sytuacja jest o wiele bardziej krytyczna.

Chcemy tego czy nie, koronawirus zmusza nas do strasznej, nienawistnej konieczności – do troski o innych ludzi, na których nam nie zależy. Człowiek bezpośrednio zależny jest od otaczających go ludzi i ta zależność się nasila.

Wkrótce zobaczymy, że każdy przejaw naszej nieodpowiedzialności, każdy przykład obojętnej postawy, natychmiast wywołuje negatywną reakcję systemu, w którym wirusy i inne „naturalne” klęski „żywiołowe” są tylko czynnikami wpływu, nośnikami sygnałów. System nie wycofa się, ponieważ tego wymaga nasz rozwój.

Mam wielką nadzieję, że szybko przejdziemy obecny etap. W rzeczywistości zagraża nam bardzo ciężkimi „komplikacjami”, gdyż trudno jest dotrzeć do człowieka pogrążonego w zwykłym egocentrycznym obrazie świata. Nie słyszy, nie zauważa sygnałów z zewnątrz, dopóki ich moc nie stanie się destrukcyjna…

Czego nie słyszymy?

Nie słyszymy przesłania Natury: „Nie jesteście mądrzejsi ode mnie, silniejsi ode mnie. Jesteście moimi ukochanymi dziećmi, które osiągnęły próg dojrzałości. I dlatego musicie dostosować się do moich praw”.

Problem, który postrzegamy, jako koronawirus nie leży na poziomie biologicznym, a na poziomie relacji międzyludzkich – w najważniejszej i najbardziej zaniedbanej sferze naszego życia. Ludzie, którzy sieją nienawiść, są chronieni przez prawo. Głoszenie wrogości jest integralną częścią „wolności”. Musimy tylko ukryć się za „prawicowymi” hasłami: politycznymi, ideologicznymi, neoliberalnymi, religijnymi.

Inaczej być nie może: w egoistycznym społeczeństwie trzeba dać ujście nienawiści, aby nie wydostała się pod ciśnieniem, zmiatając wszystko na swojej drodze.

Ale ten „zawór” już nie działa. Negatyw płynie już wszędzie, a sytuacja tylko się pogarsza. Pora przejść do nowego społecznego paradygmatu, do nowych relacji, bez względu na to, jak utopijnie by ich nie przedstawiał nasz przekupiony, kłamliwy „racjonalizm”.

Spójrzcie: on nie jest już racjonalny. Jego rady są nieskuteczne. Izrael kierując się nimi, tylko grzęźnie coraz głębiej i głębiej wyprzedzając całą planetę, obwiniając polityków za katastrofę, ale oni dokładnie odzwierciedlają stan narodu.

Jak długo można ignorować oczywiste? Jak długo można nadeptywać na grabie w nadziei na inny wynik? Jak długo można napychać lekarstwami umierający stary świat? On umiera, dlatego że nadszedł jego czas. A my musimy patrzeć w przyszłość i budować nowy świat, póki jeszcze jest czas.

Nawet bogowie są bezsilni w walce z głupotą” – te słowa Friedricha Schillera, podchwycone przez Izaaka Asimowa, trafnie charakteryzują obecny stan. Nasi „bogowie” są pokonani i bezsilni, są na łożu śmierci, ale my automatycznie kontynuujemy przestrzeganie przestarzałych dogmatów. Pozbądźmy się wreszcie ich władzy. Spójrzmy w przód, a nie w tył.

W przeciwnym razie czeka nas agonia. Lekarze już ostrzegli, że koronawirus może rozprzestrzeniać się drogą powietrzną, nie tylko w mikrokropelkach, ale to jeszcze nie wszystko. W pewnym momencie okaże się, że nawet skafandry nie uratują nas przed nim. W rzeczywistości cierpimy z powodu wirusa niezgody między nami i on nie zna granic, przenika na wskroś przez wszelkie bariery, jak krótkie fale, których nasz sprzęt nie może przechwycić. Zarażamy się wzajemnie, emitując obojętność i nienawiść.

Oto, dlaczego kwarantanna stuprocentowo nie pomoże. Ona nas tylko „wypłucze”, wyczerpie, osłabi uścisk egoizmu, aby ludzie usłyszeli w końcu przesłanie Natury, przyjęli nakaz czasu. Nie ma innego wyjścia, możemy pozbyć się wirusów tylko wtedy, gdy oczyścimy relacje między nami.

Kochajcie się nawzajem” – mówi Natura – i wtedy nic was nie skrzywdzi. Nawet, jeśli myślicie, że to niemożliwe – dążcie do tego, „wiosłujcie”, zmierzajcie do tego z całej siły. A ja pomogę. Tak samo rodzice pomagają dzieciom w pokonywaniu trudności na drodze do dorastania.

Przełomowy moment

Co robimy dzisiaj? Sami otwieramy drogę wirusowi, dlatego że nie jesteśmy w stanie dojść do porozumienia, pomyśleć o sobie nawzajem, o tym, co najważniejsze, dlatego że przez naszą bezduszność przenosimy infekcję za pośrednictwem wewnętrznych kanałów ogólnoludzkiego systemu. Zamiast filtrować, blokować wirusa niezgody, otwieramy się na niego, stajemy się wobec niego bezbronni.

Przecież negatywne myśli i uczucia reprezentują „najwyższy” wirusowy poziom, w który „ubierają się” wirusy niższego rzędu. Można powiedzieć, że jest to „protoplasta” wszystkich wirusów, podstawowa wada systemu.

Nikt nie może sam się przed nim obronić. Trzeba się jemu przeciwstawiać wspólnym wysiłkiem, współdziałaniem, wspólną gotowością do wzniesienia się ponad siebie, dla dobra innych. I wtedy nasza matka Natura pomoże nam. Ponieważ będzie to już dojrzałe podejście do życia i do siebie nawzajem.

Ale na razie jesteśmy głusi na wezwanie Natury. Świat rozpada się i nie rozumie, co się dzieje. Konsekwencje są łatwe do wyobrażenia: w warunkach narastającego kryzysu wszyscy będą myśleć tylko o sobie. Światowy handel załamie się, łańcuchy produkcyjne zostaną przerwane, dostawy żywności zostaną zakłócone lub przerwane, konflikty społeczne i międzynarodowe rozkwitną bujnymi kolorami. Przed nami nie recesja, a otchłań!

I to nie wirus jest winny, ale nadęte, nieokiełznane ludzkie ego. Z nim musimy walczyć, cały świat musi. Wszystkie nasze kłopoty pochodzą od niego. Przyznajmy choćby to na początek, zastanówmy się nad tym. Prawidłowa diagnoza, to jedyna droga do uzdrowienia.

Głupio jest zaprzeczać temu, co niezwykłe, co nie od razu mieści się w głowie. Przecież, jeśli doszliśmy do krytycznej sytuacji i nie jesteśmy w stanie jej rozwiązać, to znaczy, że coś umyka naszej uwadze. Jest coś, czego nie bierzemy pod uwagę.

Nie uwzględniamy Natury, która ustaliła prawa rozwoju. Oczywiście, można też usłyszeć je na kolanach, na łopatkach. Ale to nie są jej metody – to są nasze metody. W rzeczywistości nic poza egoizmem nie przeszkadza nam już teraz zmienić biegu wydarzeń.


Uratujmy nasz dom: planetę Ziemia

Całe dzielnice płoną w ogniu; w Kalifornii ewakuowano tysiące ludzi z domów. Historyczna i nietypowa letnia burza z występującymi rzadko potężnymi uderzeniami pioruna, w połączeniu z rekordowym upałem wywołała niszczycielskie pożary w całym Złotym Stanie. W Dolinie Śmierci odnotowano temperaturę 54°C, która uważana jest za najwyższą temperaturę kiedykolwiek zarejestrowaną na Ziemi, uznaną za skutek zmiany klimatu. Różne inne klęski żywiołowe na całym świecie zagrażają naszemu życiu. Co natura próbuje nam powiedzieć? Jej przekaz jest jasny. Jesteśmy niechcianymi gośćmi na tej planecie chyba, że dokona się przemiana – w nas ludziach.

Różne inne klęski żywiołowe na całym świecie zagrażają naszemu życiu. Co natura próbuje nam powiedzieć? Jej przekaz jest jasny. Jesteśmy niechcianymi gośćmi na tej planecie chyba, że dokona się przemiana – w nas ludziach.

Globalne ocieplenie powoduje nie tylko pożary, problemy rolnicze, niedobory wody i naraża niektóre gatunki na wyginięcie; również obwinia się je o topnienie lodowców na Grenlandii i w innych miejscach, a także za niebezpieczne i bezpowrotne podnoszenie poziomu mórz. Mówi się, że są działania, które możemy podjąć, aby stawić czoła globalnemu ociepleniu, takie jak redukcja emisji gazów w sektorze przemysłowym, ale z wielu powódek ekonomicznych i osobistych, tak naprawdę niewiele się robi w tym kierunku.

Jeśli w tak szybkim tempie będzie pogarszał się ekosystem, połowa ludzkości może wyginąć, a połowa, która przeżyje, będzie musiała od A do Z zmienić swój sposób życia. Kontynuowanie naszego podejścia „biznes jak zwykle”, pomimo wylanych łez ze strony Ziemi, jest niezwykle niebezpieczne.

Człowiek, to bardzo delikatne stworzenie. Potrzebujemy tak wielu warunków do życia i tak wiele czynników ma na nas wpływ: trzęsienia ziemi, burze, zarazy. Problemy, przed którymi stoimy, mają zasięg globalny; dlatego rozwiązania wymagają globalnego myślenia. Tak, chodzi o myślenie. Wszystko zaczyna się w naszych myślach.

Ludzie myślą tylko o sobie, o tym, co ich dzisiaj dręczy i co może przynieść duże zyski. Co więcej, organizacje międzynarodowe, które mają chronić naszą planetę, raz po raz oblewają test na skuteczność. Każdy kraj zajęty jest rozwijaniem broni i potęgi ekonomicznej, walcząc z innymi na różnych arenach i myśląc, że w ten sposób zdobędzie kontrolę. Jeśli katastrofa ekologiczna bezpośrednio nas nie dotyka – nie obchodzi nas to.

Nie zdaliśmy sobie jeszcze sprawy, że nasza planeta jest naszym wspólnym domem i cokolwiek na niej się dzieje, rozpoczyna niekończący się łańcuch reakcji, które ostatecznie na nas wpłyną. Któregoś dnia będziemy musieli zrozumieć, że problemy zaczynają się od samolubnej natury człowieka, który kieruje się indywidualistyczną, skoncentrowaną na sobie, wyzyskującą i wąską wizją, która chce zatrzymać wszystko dla siebie. Dopóki nie przekroczymy granic indywidualnych i narodowych, i nie zaczniemy myśleć globalnie, nic nie pomoże.

Czasami przychodzi kolej na jedne kraje i ulegają one klęskom żywiołowym, a potem jest kolej na inne. Ale ogólnie rzecz biorąc, nie będzie miejsca na Ziemi, które nie będzie miało problemów. Koronawirus to pierwsza globalna katastrofa, lecz w razie potrzeby czeka wiele innych. Jest to sposób, w jaki natura chce sprawić, abyśmy poczuli na własnej skórze, że wszyscy jesteśmy częścią jednego systemu.

Niszczycielskie pożary płoną między nami

Katastrofy ekologiczne sprawiają, że ludzie myślą, że natura oszalała. To nie o to tutaj chodzi. Po prostu zachowuje się zgodnie z prawami przyczyny i skutku, działającymi w integralnym systemie, w którym żyjemy, systemie, który łączy w sobie wszystkie elementy rzeczywistości. To, co dzieje się wewnątrz Ziemi, na jej powierzchni i w całym wszechświecie, jest złączone i wzajemnie powiązane, ponieważ natura jest jednością.

Po naszej stronie leży zrozumienie, że stan przyrody zależy od relacji między ludźmi i od chęci człowieka do przystosowania się do integralności przyrody – czyli przyjmowania tylko tego, co jest konieczne do przetrwania i dbania o dobre funkcjonowanie całego systemu, zamiast brać pod uwagę tylko egoistyczne kalkulacje.

Jaki jest związek między tym, co dzieje się w naturze a międzyludzkimi relacjami? Istnieją cztery poziomy natury: nieożywiony, roślinny, zwierzęcy i ludzki. Wszystkie funkcjonują zgodnie z prawami wzajemności i równowagi natury, oprócz ludzkiego. Pozostałe poziomy nie mają wolnego wyboru; działają instynktownie, biorąc tylko to, co jest im potrzebne do przetrwania. I odwrotnie, poziom ludzki jest jedynym, który popełnia okrucieństwa na Ziemi i robi to celowo, świadomie, w celu wyrządzenia szkody. Zatem wszystkie negatywne reakcje, które otrzymujemy od natury, są tylko konsekwencją naszych działań. Mówiąc najprościej, sami zadajemy sobie te ciosy.

Na dzień dzisiejszy ludzkość nie ma uzgodnionego planu ratowania planety, a zamiast tego po prostu gasimy pożary. A prawda jest taka, że ​​najbardziej niszczycielskimi pożarami, jakie musimy ugasić są te, które płoną między nami, w naszych wzajemnych stosunkach. Ego człowieka osiągnęło prawie temperaturę zapłonu, pali naturę, by użyć wszystkiego dla własnej korzyści.

Jeśli spróbujemy zbudować harmonijny system relacji międzyludzkich, cała natura się uspokoi. Kompleksowe rozwiązanie dla zagrożeń ekologicznych i społecznych, przed którymi stoimy, polega na dążeniu do globalnego połączenia, w którym poczujemy, jak bardzo jesteśmy zależni od wszystkich. Wtedy dwa razy zastanowimy się, zanim źle potraktujemy drugą osobę. Stąd, tylko dzięki wzajemnej odpowiedzialności odnajdziemy właściwy kierunek, aby ocalić nasz wspólny dom i żyć bezpiecznie i szczęśliwie pod jednym dachem: na naszej planecie.

Źródło: https://bit.ly/3n3MhIh