Artykuły z kategorii Nowe publikacje

Zadłużeni wbrew własnej woli

W ciągu ostatnich dwóch lat wiele zmieniło się na rynku pracy. Stale brakuje pracowników, ponieważ coraz więcej osób nie chce tyrać w pracy, której nie lubi. Szukają wolności i satysfakcji, i są gotowi zgodzić się na niższą płacę w zamian za większą swobodę. Ludzie stają się coraz bardziej narcystyczni. W rezultacie niechętnie wykonują polecenia i z łatwością rezygnują z pracy, byle tylko uwolnić się od swoich szefów. W wielu przypadkach ludzie stali się tak zbuntowani, że ledwo są w stanie podporządkować się funkcjonariuszom organów ścigania. Po prostu nie potrafią się nikomu podporządkować. Ale kiedy łamiemy system, który nas utrzymuje, nie budując w zamian lepszego, narażamy siebie i całe społeczeństwo.

Jeśli żyjemy w społeczeństwie, jakimkolwiek społeczeństwie, jesteśmy mu dłużni, czy nam się to podoba, czy nie. Społeczeństwo wpływa na nas, a my na społeczeństwo. Ponieważ nie jesteśmy w stanie przetrwać sami, jesteśmy zmuszeni do życia w społeczeństwie.

Dlatego, aby żyć w społeczeństwie, które nam się podoba, musimy znać jego zasady i wiedzieć, jak spokojnie się w nim zachowywać. Aby osiągnąć spokój, musimy zachować równowagę między wszystkimi częściami społeczeństwa. Dotyczy to nie tylko ludzi w naszym społeczeństwie, ale także całego środowiska, w którym żyjemy, ponieważ nasz spokój i dobre samopoczucie zależą nie tylko od ludzi, ale także od klimatu, roślinności i wszystkiego, co nas otacza.

Kluczowym słowem w formule, która czyni życie spokojnym i otwartym dla przyszłych pokoleń, jest „równowaga”. Wszystko w przyrodzie jest zrównoważone w tym sensie, że jest w równym stopniu odżywiane przez otoczenie i odżywia swoje otoczenie.

My natomiast myślimy tylko o sobie. Nie mamy żadnego interesu w tym, aby komukolwiek cokolwiek dawać. Ale społeczeństwo narcyzów jest nie do utrzymania. Ponieważ każdy myśli tylko o sobie, społeczeństwo się rozpada. Ten brak równowagi między dawaniem i otrzymywaniem jest źródłem wszystkich naszych problemów.

Walczymy z przymusem utrzymania równowagi, ale w rezultacie mamy kryzys klimatyczny, społeczny i ekonomiczny. Coraz bardziej brakuje żywności, ekstremalne zjawiska pogodowe występują coraz częściej i są coraz bardziej gwałtowne, inflacja rośnie, a porządek społeczny na całym świecie się załamuje.

Jeśli chcemy czuć się wolni, musimy uwolnić się od egoizmu. To on jest przyczyną naszego narcyzmu i to on jest naszym prawdziwym tyranem. Ego nas zniewala i zmusza do podporządkowania się jego woli. Jeśli wybierzemy wolność od egoizmu, dowiemy się, co to znaczy prawdziwa wolność.

Źródło: https://bit.ly/3wk6kaX


Dlaczego dofinansowujemy gałęzie przemysłu, które szkodzą środowisku

W ludzkiej naturze kryje się interesująca ironia: Cokolwiek robimy, musimy też robić coś przeciwnego. Jeśli zrobimy coś dobrego, musimy też zrobić coś równie złego, bo inaczej nie poczujemy wartości tego, co zrobiliśmy dobrego. Ta konieczność porównywania prowadzi do tego, że wyrządzamy tyle samo krzywdy, ile staramy się czynić dobra. Na przykład, podczas gdy rządy na całym świecie dokonują ogromnych inwestycji w zrównoważony styl życia i energię odnawialną, nowe niezależne badania wykazały, że „rządy na całym świecie wydają co najmniej 1,8 biliona dolarów rocznie na dotacje wspierające przemysł emitujący duże ilości zanieczyszczeń, w tym przemysł węglowy, naftowy, gazowy i rolnictwo, co powoduje dalsze zanieczyszczenie i degradację środowiska oraz utratę bioróżnorodności”. Dlaczego to robią? Gdyby nie istniały gałęzie przemysłu zanieczyszczające środowisko, nikt nie doceniłby wysiłków na rzecz ich ograniczenia.

Odczuwamy, mierzymy i oceniamy wszystko tylko w porównaniu z jego przeciwieństwem. Nie wiedzielibyśmy, że istnieją pory roku, gdyby nie były ze sobą sprzeczne. Podobnie nie wiedzielibyśmy, że uczucie sytości jest dobre, gdyby głód nie był odczuwany negatywnie. W ten sam sposób pragniemy miłości, ponieważ istnieje nienawiść, a kochamy pokój, ponieważ istnieje wojna. Jeśli coś nie ma wyraźnego przeciwieństwa, nie możemy tego dostrzec.

Ponieważ w ten sposób postrzegamy świat, skonstruowaliśmy go tak, aby oscylował między skrajnymi przeciwieństwami. A ponieważ potrzebujemy ciągłego pobudzenia, aby czuć, że żyjemy, potrzebujemy, aby te przeciwieństwa stawały się coraz bardziej skrajne. Jeśli tak dalej pójdzie, z pewnością sprowadzimy na siebie katastrofę.

Jedynym sposobem na uniknięcie katastrofy jest zrozumienie, że nasza natura jest śmiertelną pułapką i musimy ją zmienić od podstaw. Jeśli zaczniemy poszukiwania dobrego, czy choćby bezpiecznego życia upatrując gruntowną zmianę w tym, kim jesteśmy, będziemy mogli znaleźć prawdziwe i trwałe rozwiązanie. Impas natury ludzkiej zmusza nas do wzniesienia się ponad nią.

Kiedy zaczniemy pragnąć wyjść ponad naszą własną naturę, odkryjemy, że przyczyną wszystkich naszych problemów nie jest to, co robimy, ale to, dlaczego to robimy: pochlebstwo i wywyższanie siebie oraz umniejszanie i dyskredytowanie innych. Z powodu naszej negatywnej motywacji wszystko, co robimy, staje się szkodliwe. A ponieważ w ten sposób działają wszyscy, szkodzi to całej planecie i wszyscy cierpią. Wynika z tego, że tylko fundamentalna przemiana całej ludzkości może odwrócić destrukcyjny kurs, na którym się znajdujemy.

Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym szybciej zdecydujemy, że świadomość prawdy jest jedyną bronią przeciwko naszej naturze. Jest to prawda trudna do przełknięcia, ale przecież żadne lekarstwo nie jest smaczne.

Kiedy zaakceptujemy prawdę, będziemy mogli rozpocząć proces wychowawczy, który nauczy nas troszczyć się o siebie nawzajem, ponieważ od tego zależy nasze życie. Wówczas, gdy będziemy starali się pomagać innym, a nie im szkodzić, sami również otrzymamy pomoc. Taka przemiana intencji jest jedyną zmianą, jakiej musimy dokonać i jedyną, która oczyści nasze środowisko i odwróci groźną tendencję zmian klimatu.

Źródło: https://bit.ly/3yyH1nY


Humor to poważna sprawa

Co sprawia, że humor jest tak potrzebny w naszym życiu? Co powinno być źródłem śmiechu? Wszystko zostało stworzone dla naszego rozwoju, także poczucie humoru. Daje nam ono siłę i możliwość rozwoju.

Nigdy nie powinniśmy wyśmiewać się z innych i wywoływać nienawiści. Powinniśmy śmiać się tylko z ogólnych słabości, które istnieją w ludzkości, aby wyjaśnić słabości naszej egoistycznej natury jako istot ludzkich, aby pomóc nam rozwinąć świadomość i poznanie naszych słabości.

Każdy, kto jest blisko osób zajmujących się zawodowo humorem, wie, że są to często ludzie z natury nieszczęśliwi, bardzo poważni, a czasem nawet depresyjni. Z chęci wyrwania się z szarej chmury, w której są pogrążeni, rozwijają poczucie humoru. Ogólnie rzecz biorąc, im bardziej człowiek się rozwija, tym bardziej jest w stanie docenić dobry humor. Mam tu na myśli humor, który cechuje błyskotliwość – nieoczekiwane połączenie między wyrazistymi rzeczami, które w naszym normalnym sposobie myślenia są zupełnie niepowiązane.

Wyrafinowany humor wymaga od nas umiejętności obserwowania naszej natury z boku, umiejętności śmiania się z samych siebie. Humor ten opiera się na umiejętności rozpoznawania w sobie kilku różnych tożsamości: pierwotnej formy, którą otrzymaliśmy od natury, formy, w której zostaliśmy wychowani, oraz form, które przyjęliśmy na różnych etapach życia, a także form, które przejęliśmy od innych. Z tych wszystkich porównań tożsamości wynikają różnego rodzaju ważne pytania.

Humor może być z jednej strony wyrazem krytyki, a z drugiej strony powinien być podawany w duchu miłości, w sposób przyjemny. Nie należy nigdy wyśmiewać się z innych i wywoływać nienawiści. Powinniśmy śmiać się tylko z ogólnych słabości, które istnieją w ludzkości, aby wyjaśnić słabości naszej egoistycznej natury jako istot ludzkich, aby pomóc nam rozwinąć świadomość i poznanie naszych słabości. Jeśli bowiem jesteśmy świadomi naszych negatywnych cech, możemy pracować nad wzniesieniem się ponad nie.

W końcu tak właśnie stworzyła nas natura – niedoskonałych. Natura dała nam poczucie humoru, aby pomóc nam w krytykowaniu samych siebie i przekraczaniu naszej natury. Humor pozwala nam spojrzeć na siebie z wyższej perspektywy, a tym samym może pomóc nam wznieść się ponad nasz obecny stopień do wyższego. Patrzenie na siebie i śmianie się z siebie z boku może pobudzić wewnętrzną kontrolę nad tym, kim naprawdę jesteśmy. Jeśli umiemy śmiać się z samych siebie, to tak jak napisano: „Bóg przyniósł mi śmiech” (Rdz 21, 6) – jest to sytuacja, z której możemy wyrosnąć.

Dobry humor powinien być zawsze łagodny, prowadzić do rozwoju i budzić sympatię do tego, do czego się odnosi. Ma nam przewracać w głowie, łagodzić sztywną atmosferę.

Co takiego jest w humorze, że potrafi otworzyć serce i zburzyć mury między ludźmi? Humor zdejmuje z nas wszystkie nadęte ubrania, które na siebie zakładamy. To tak, jakby rozbierał nas ze wszystkich póz i masek, czyniąc nas równymi i prostymi. Kiedy śmiejemy się razem ze słabości, które są w nas wszystkich takie same, natychmiast tworzymy łagodniejsze relacje między nami. Nie ma silniejszego środka niż humor, który eliminowałby granice, bariery i dystanse. Wielkim wyzwaniem naszych czasów, najpoważniejszym, jest rozwijanie humoru, aby zbliżać ludzi do siebie, aby nas bardziej łączyć.

Źródło: https://bit.ly/3LZa2NS


Dlaczego nie możemy przestać się kłócić

Kiedy przyglądamy się historii ludzkości, widzimy, że ludzie zawsze ze sobą walczyli. Wydaje się, że tak naprawdę nigdy nie ma pokoju, a jedynie przerwa między walkami. Skłonność człowieka do nieustannej walki wydaje się jeszcze bardziej niezrozumiała, gdy porównamy ją z naturą, w której walka toczy się tylko po to, by się najeść, uniknąć bycia zjedzonym lub w celu odbycia godów, chociaż nawet wtedy zwierzęta rzadko się nawzajem krzywdzą.

Dlaczego wobec tego ludzie walczą, skoro nie ma żadnego egzystencjalnego powodu, który by ich do tego zmuszał? Co więcej, nawet jeśli walka nie odbywa się z użyciem broni, to i tak jesteśmy w stanie wojny, spieramy się, debatujemy i walczymy o zdobycie opinii publicznej. Krótko mówiąc, cała nasza egzystencja składa się z walki.

Jest ku temu wytłumaczenie. Pozornie może się wydawać że nie ma ku temu żadnego egzystencjalnego powodu, który skłaniałby nas do walki, ale tak naprawdę jest. Podczas gdy zwierzęta walczą o przetrwanie fizyczne, nasza walka toczy się na poziomie duchowym.

Nasze ego popycha nas do wywyższania się i triumfowania nad innymi, ponieważ bez poczucia wyższości nie czujemy sił życiowych pomimo istnienia naszych ciał. Nic nie jest gorsze dla ego niż upokorzenie, ludzie z tego powodu odbierają sobie życie. Innymi słowy, czujemy się żywi tylko wtedy, gdy dominujemy nad kimś innym. Jest to jedyne potwierdzenie naszego istnienia, podlegające akceptacji ego.

To zmusza nas do ciągłej walki między nami nawet jeśli nie zachodzą ku temu żadne, racjonalne przyczyny. Wzajemna komunikacja na każdym poziomie jest nieustającą rywalizacją i wydaje się, że przesądzona jest nasza przyszłość, która jawi się jak ustawiczny poligon, aż do śmierci.

Ale wreszcie, zdeterminowani taką sytuacją zmuszeni jesteśmy postawić sobie pytania o sens naszego życia, o zasadność wzajemnego wyrządzania sobie krzywdy i o przyczynie skali okrucieństwa na tym świecie. Aż wreszcie rodzi się pytanie – dlaczego istniejemy?!

W efekcie te pytania prowadzą nas do uświadomienia sobie, że na tym świecie istnieją dwie przeciwstawne siły – pozytywna i negatywna.

Siła pozytywna tworzy życie, ciepło, wzrost i połączenie, podczas gdy siła negatywna generuje śmierć, zimno, rozkład i oddzielenie. Obie te siły są niezbędne dla naszego istnienia. Życie powstało dzięki obu tym siłom i obie potrzebne są do rozwoju i zmiany. To paradoksalnie wyjaśnia dlaczego u podstaw inicjowania wojen leży pragnienie odczuwania własnego istnienia.

Satysfakcja dominacji jednego państwa nad drugim w efekcie wojny słabnie jednak po jakimś czasie i wojna traci siłę napędową. Trzeba wiedzieć, że taka forma rozwiązywania konfliktów pomiędzy państwami jest okazją usatysfakcjonowania ego przywóców państw, niestety najgorszą z możliwych.

Znacznie lepszym rozwiązaniem dla utrzymania istnienia i zapewnienia mu rozwoju jest pokój. Hebrajskie słowo oznaczające pokój to szalom, od słowa szlemut, które oznacza całość lub dopełnienie. Innymi słowy, wzajemne uzupełnienie jest najlepszą gwarancją zachowania życia na ziemi, szczególnie, że siła jednej z nich generuje siłę drugiej, ponieważ współpraca między nimi nieustannie napędza je do ewolucji.

Aby położyć kres wszelkim konfliktom, musimy zrozumieć ten proces i zaakceptować go. Innymi słowy musimy przekierować nasze działania na konstruktywną współpracę w miejsce destrukcyjnych wojen. Dobrym przykładem takich działań są sportowcy, którzy chcąc poprawić swoje wyniki stawiają sobie coraz większe wyzwania na drodze do doskonalenia się.

Podobnie reszta ludzkości, szybko będzie rozwijać się na drodze konstruktywnej współpracy, wzajemnego uzupełniania się. Stanie się taka, kiedy wszyscy zrozumiemy, że negatywne zachowania jak kontrola czy upakarzanie innych stoi w sprzeczności do osiągnięcia wspólnych sukcesów i musimy zastąpić działaniami mającymi na celu wspieranie się, a poprzez to wzajemne doskonalenie.

W perspektywie, poprzez wspólną kooperację opartą o wzajemne uzupełnianie się wyeliminujemy zjawisko nieprzyjemnych różnic w postrzeganiu ludzi jako lepszych czy gorszych. Zrozumiemy wówczas, że ludzie których do tej pory odbieraliśmy jako naszych przeciwników, są w gruncie rzeczy wspierającymi nasze działania i, że jesteśmy bardzo zależni jeden od drugiego.

Zmiany te są niezbędne i tylko one umożliwią nam zbudowanie na całym świecie pokoju, który będzie przejawiał się nam w poczuciu szczęśliwości.

Źródło: https://bit.ly/3yklZtt


Depresja pojawia się wcześniej

Ośrodek badawczy „Our World in Data” z siedzibą w Oksfordzie opublikował niedawno raport, z którego wynika, że w wielu krajach „depresję diagnozuje się u ludzi w młodszym wieku niż w przeszłości”. Raport wykazał, że na przykład w Danii w 1996 roku największy odsetek osób, u których zdiagnozowano depresję, był w wieku około pięćdziesięciu lat. Dwadzieścia lat później, w 2016 roku, najwięcej osób, u których zdiagnozowano depresję, było w wieku dwudziestu czterech lat. Chociaż ośrodek badawczy szersze rozpoznanie przypisał rosnącej gotowości do „poszukiwania leczenia zaburzeń psychicznych”, inni badacze znaleźli różne przyczyny depresji diagnozowanej w młodszym wieku.

Rzeczywiście, żyjemy w wyjątkowych czasach. W poprzednich czasach ludzie byli bardziej związani z ziemią, z glebą. Dziś wszystko jest sztuczne. Rodzimy się i żyjemy w murach szpitala, potem w murach domu, potem w murach szkoły, potem w murach firmy. W związku z tym jesteśmy inni niż poprzednie pokolenia i inne jest też nasze podejście do życia.

Aby zapobiegać depresji, musimy stale inwestować we właściwe podejście, ponieważ ludzie nie są już przystosowani do naturalnego trybu życia. Inwestycja nie ma charakteru finansowego. Musimy raczej zbudować bufor, który będzie pośrednikiem między nowym pokoleniem a rzeczywistością, w której żyje. Ta otoczka powinna przygotować ich do życia na każdym poziomie – osobistym, społecznym i środowiskowym. Muszą nauczyć się komunikować i nawiązywać kontakt ze sobą nawzajem i z przyrodą. W przeciwnym razie będą zagubieni, co już się dzieje.

Dawniej ludzie byli bardziej otwarci niż dziś. Komunikowali się z innymi ludźmi, a znaczna część ich życia wiązała się z interakcją z innymi. Dziś wszystko robią w sieci i w domu, a przebywanie na świeżym powietrzu i kontakt z innymi ludźmi są im obce. Musimy oswajać nowe pokolenie ze światem zewnętrznym, sprawić, by mniej czasu spędzali sami ze sobą i ze swoimi telefonami czy laptopami, a zamiast tego komunikowali się z innymi członkami rodziny, przyjaciółmi, prawdziwymi przyjaciółmi z krwi i kości oraz ze zwierzętami.

Postęp technologiczny ostatnich kilkudziesięciu lat otoczył nas gadżetami i odciął od ludzi. Nawet nasze jedzenie nie jest prawdziwym jedzeniem, nie robimy go, a jedynie podgrzewamy w kuchence mikrofalowej. Nie musimy unikać technologii; musimy jedynie pomagać ludziom zachować równowagę w ich życiu. A kluczowym czynnikiem w przywracaniu równowagi są konstruktywne, pozytywne i wspierające kontakty międzyludzkie. Jeśli ludzie uznają, że kontakty z innymi ludźmi dają im satysfakcję, której nie daje technologia, będą je pielęgnować.

Obecnie ludzie najczęściej czują, że ich kontakty z innymi mają charakter rywalizacji, w której każdy stara się przechytrzyć, prześcignąć i ogólnie przewyższyć innych. Jest to bardzo męczące, więc ludzie w naturalny sposób zwracają się ku środowisku mniej konkurencyjnemu i mniej agresywnemu: środowisku cyfrowemu. Gdyby ludzie mieli pozytywne doświadczenia w relacjach z innymi, gdyby czuli, że inni ludzie ich akceptują, doceniają i chętnie przebywają w ich towarzystwie, nie mieliby powodu, by wycofywać się do środowiska wirtualnego.

Co więcej, kontakty z innymi ludźmi mogą dać im to, czego nie może dać żadna technologia: sens życia. Życie nabiera sensu i celu tylko w związkach z innymi ludźmi. Wzajemne dawanie i otrzymywanie nadają sens i cel wszystkiemu, co robimy. Kiedy robimy coś dla innej osoby, to to zostaje. Czynność ta nabiera własnego życia, nowego znaczenia i wpływa na nasze życie oraz życie innych zaangażowanych w to osób w sposób, którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Kiedy robimy coś online, sami ze sobą, nasz czyn ginie w cyfrowej chmurze i pozostawia nas z poczuciem pustki i bezsensu.

Dlatego, jeśli chcemy leczyć depresję, musimy znaleźć sposób, aby zachęcić ludzi do wychodzenia z domu, komunikowania się i nawiązywania kontaktów z innymi ludźmi. To da im radość, satysfakcję i sens, a sens życia zapobiega depresji.

Źródło: https://bit.ly/3ygzavs


Redefinicja nadmiernej konsumpcji

Najnowszy raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (Intergovernmental Panel on Climate Change, IPCC) ogłosił, że środowisko naturalne znajduje się niemal w punkcie, z którego nie ma powrotu. Ostrzega on, że jeśli nie powstrzymamy naszego nienasyconego głodu władzy i bogactwa, zniszczymy samych siebie. Moim zdaniem problem nie polega na tym, że konsumujemy środowisko, ale na tym, że „konsumujemy” siebie nawzajem.

Zgodnie z raportem IPCC „nie ulega wątpliwości, że zmiany klimatyczne już zakłóciły funkcjonowanie systemów społecznych i naturalnych”. Ponadto w raporcie stwierdza się, że „Łączne dowody naukowe są jednoznaczne: Zmiany klimatyczne stanowią zagrożenie dla dobrobytu ludzi i zdrowia planety. Każda dalsza zwłoka we wspólnych, zapobiegawczych działaniach z globalnym zasięgiem, w zakresie adaptacji i łagodzenia skutków zmian klimatu zaprzepaści krótką i szybko kończącą się szansę na zapewnienie wszystkim godnej do życia i zrównoważonej przyszłości”. Aby złagodzić to niebezpieczeństwo, IPCC proponuje kilka kroków, z których kluczowym jest „inkluzywne zarządzanie”, które powstrzyma postawę „kupuj do upadłego”, która do tej pory napędzała gospodarki, i sprawi, że będą one bardziej wyrównane i sprawiedliwe.

Moim zdaniem sednem problemu jest fakt, że „konsumujemy” siebie nawzajem, bezustannie eksploatując i nadużywając innych ludzi, narody i kraje. „Rządy inkluzywne” nie zmienią naszej postawy, ale raczej gruntowny, dobrowolny proces samokształcenia, który pozwoli nam przejść od kultury „Ja! Ja! Ja!” do bardziej troskliwego, a przez to trwałego stosunku do siebie nawzajem. Jeśli uda nam się to osiągnąć, wszystko inne pójdzie w ślad za nami.

Konsumpcjonizm, czyli nadmierna konsumpcja napędzająca gospodarkę, jest tylko jednym z aspektów naszego niszczącego podejścia do wszystkiego, co nie jest nami. Innymi słowy, nasz problem nie polega na tym, że za dużo kupujemy, za dużo jemy czy za dużo robimy. Nasz problem polega raczej na tym, że nie troszczymy się o przyrodę, o środowisko, a przede wszystkim o siebie nawzajem. Taka postawa sprawia że żyjemy w świecie opartym na wyzysku, czego skutki przejawiają się nie tylko w nadmiernej konsumpcji, ale w nadużyciach w każdym możliwym aspekcie.

Pomyślmy o walce o władzę, jaką prowadzą między sobą państwa, o wojnach, które toczą, i o dziesiątkowaniu ludzi, których uważają za swoich wrogów. Pomyślmy o tym, jak ludzie są sprzedawani do niewoli i wykorzystywani na wszelkie możliwe sposoby, także dzieci. Pomyślcie, jak swobodnie uszczuplamy zasoby przyrody, aby wzbogacić się bardziej niż najbogatsi ludzie. Robimy to wszystko nie po to, by zapewnić sobie byt, by utrzymać zrównoważony i rozsądny styl życia. Robimy to po to, by stać się bogatszymi, silniejszymi i potężniejszymi od innych. Robimy to po to, by pokonać innych ludzi bez względu na koszty. W pewnym sensie nasze dążenie do „konsumowania” siebie nawzajem – do unicestwienia konkurencji, czyli każdego, kto nie jest mną – jest naszym problemem.

Jeśli ją z nas wykorzenimy, rozwiążemy wszystkie nasze problemy. Nie będziemy nadmiernie konsumować, ponieważ już teraz produkujemy dwa razy więcej, niż świat potrzebuje. Będziemy mogli zmniejszyć produkcję o połowę, a cały świat będzie zadowolony. Nie będziemy musieli tak ciężko pracować, nie będziemy potrzebowali niewolniczej pracy i nie będziemy mieli inflacji, ponieważ nie będziemy dążyć do osiągania nadmiernych zysków. Nie będziemy też potrzebować tak rozbudowanych sił zbrojnych, ponieważ nie będziemy zajmować się najeżdżaniem na innych ani obroną przed wrogiem. Zasoby, które zostaną uwolnione, gdy uda się praktycznie wyeliminować budżety obronne, pozwolą nam jeszcze bardziej podnieść standard życia, ogromnie ograniczyć wydatki i uwolnić środki na poprawę warunków życia ludzi.

Ponadto bezstresowy tryb życia i zregenerowane środowisko naturalne przyczynią się do ogromnej poprawy naszego zdrowia. Dzięki temu nie tylko poprawi się nasze życie fizyczne, ale także wydatki na zdrowie nie będą już tak wygórowane. Podsumowując, jeśli ICPP chce zapobiec katastrofom klimatycznym, społeczność międzynarodowa musi zainicjować ogólnoświatowy proces edukacyjny, który uwolni nas od narcyzmu, który niszczy naszą psychikę, nasze społeczeństwa i naszą planetę. Nic mniej ambitnego niż taki inkluzywny (oni lubią to słowo) proces nie wystarczy, aby doprowadzić nas do celu.

Źródło: https://bit.ly/3OL2M9N


Nienasycony głód władzy u człowieka

Od zarania dziejów człowiek pragnął władzy. Od zarania dziejów walka o władzę zakłócała spokojne życie ludzi. Również dzisiaj głód władzy sieje spustoszenie i niszczy niezliczoną liczbę istnień ludzkich. Władza zmienia ludzi w tyranów. Nie możemy jej zabić, ale możemy ją wykorzystać w pozytywny sposób. Jeśli nie nauczymy się, jak to robić, zniszczy nas wszystkich. Można powiedzieć, że głód władzy jest podstawową cechą człowieka. Chcemy mieć kontrolę nad wszystkim, co nas otacza. Dotyczy to nie tylko bezlitosnych władców, ale każdego człowieka.

Głód władzy istnieje w nas od chwili narodzin. Spójrzcie, jak niemowlęta chwytają wszystko, czego może dosięgnąć ich ręka. To także jest pragnienie kontroli, posiadania. To jest podstawowy stan naszego pragnienia: chcieć posiadać i kontrolować wszystko, co widzę, podporządkować to sobie, tak abym to ja panował, a wszystko było mi podporządkowane. Innymi słowy, głód władzy zaczyna się od najbardziej podstawowych potrzeb i wzrasta do poziomu, na którym człowiek traci zdolność właściwego osądu z powodu obsesji władzy. Początkowe pragnienie jest naturalne, ale u ludzi przekształca się w zgubnego potwora.

Problem nie polega na tym, że czegoś chcemy, ale na tym, że nasze pragnienia rosną ponad poziom, na którym możemy je zrównoważyć. W końcu stają się one pragnieniem nie tylko zdobycia tego, czego chcemy, ale przede wszystkim uniemożliwienia innym zdobycia tego, czego chcą i zdania ich na moją łaskę.

Istnieją dwie podstawowe siły: przyciągania i odpychania. Przejawiają się one na każdym poziomie – fizycznym, biologicznym, emocjonalnym i moralnym. W całej przyrodzie przeciwieństwa się równoważą. U ludzi siła przyciągania rośnie z pokolenia na pokolenie i rośnie przez całe życie, aż w końcu nie można jej zrównoważyć i wymyka się spod kontroli. Aby zachować równowagę, którą w naturalny sposób zachowuje reszta natury, musimy nauczyć się, jak to robić.

Od wczesnych lat życia musimy uczyć dzieci o naturze ludzkiej, o tym, jak ją kontrolować, jakie cele powinniśmy sobie stawiać i jak je osiągać w sposób konstruktywny dla nas samych i dla społeczeństwa. Musimy pokazać dzieciom, które środowiska społeczne są dla nich dobre, a które nie, i dlaczego, a także pokazać im szkody, jakie może wyrządzić lekkomyślny egoizm.

Kiedy ludzie opanują swoje ego, mogą je wykorzystywać w sposób pozytywny i konstruktywny. Jeśli tacy ludzie mają pragnienie rządzenia, to po nauczeniu się, jak panować nad swoim ego, mogą stać się wielkimi władcami. Będą w stanie oprzeć się narastającemu ego, a zamiast mówić l’état, c’est moi (państwo to ja), jak mawiał Ludwik XIV, przywilej jakim obdarzyło ich społeczeństwo, będą przyjmowali z wielką pokorą, aby mądrze nim kierować.

W istocie, przywódca musi mieć wrodzone poczucie niegodziwości. Jeśli przywódca nie czuje, że są ludzie którzy wiedzą lepiej, są bardziej kompetentni, mają większe doświadczenie i mądrość, nic nie powstrzyma go przed staniem się tyranem. Jednak pokora i pewne poczucie niższości hamują ego i pozwalają liderowi pozostać uważnym, docenianym, a przede wszystkim troskliwym.

Źródło: https://bit.ly/3rNoqR2


Podsumowanie Światowego Dnia Zdrowia: Planeta jest schorowana

W Światowym Dniu Zdrowia, ustanowionym przez ONZ na 7go kwietnia, nie ma zbyt wielu powodów do świętowania. Stare choroby, które kiedyś uważano za wyeliminowane, takie jak polio, powracają na różnych kontynentach, a po dwóch latach od wybuchu epidemii Covid-19 nadal mamy do czynienia z pandemią.

W tym roku tematem przewodnim ONZ jest „Nasza planeta, nasze zdrowie”. Koncentruje się on na współzależności między wszystkimi poziomami przyrody a naszym zdrowiem. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że rocznie, ponad 13 milionów zgonów na świecie jest spowodowanych problemami środowiskowymi. W rzeczywistości zmiany klimatu są powiązane z takimi chorobami, jak rak, astma, choroby serca, plagi i inne.

Możemy dalej liczyć zgony i narzekać na stan świata, ale nic się nie zmieni, dopóki nie przyznamy, że systemy opieki zdrowotnej na całym świecie zawiodły. Naszym głównym zmartwieniem powinno być pytanie, jak to się stało, że ludzkość znalazła się na tak niskim poziomie pomimo wszystkich osiągnięć naukowych, które miały zapewnić wszystkim dobre życie.

Ludzkość stworzyła systemy opieki zdrowotnej w oparciu o własne egoistyczne i pozbawione dobrych intencji cechy. Nie możemy więc oczekiwać, że ze zła wyniknie dobro. Zło, o którym tu mowa, to samolubne, egoistyczne cechy zakorzenione w ludzkości. Systemy opieki zdrowotnej, podobnie jak wszystkie systemy społeczne, zależą od sposobu gospodarowania pieniędzmi i od chęci ludzi do działań ukierunkowanych na ich prawidłowe funkcjonowanie.

Wiele organizacji międzynarodowych, które mają gwarantować poprawę stanu środowiska i zdrowia na świecie, zamiast promować te cele, zajmuje się jedynie gromadzeniem środków finansowych i przemieszczaniem się odrzutowcem z konferencji na konferencję, bez rzeczywistych rezultatów i działań na rzecz poprawy sytuacji.

Nic więc dziwnego, że nie tylko nie potrafimy skutecznie zwalczać pandemii, ale nawet stare choroby, o których sądzono, że zostały praktycznie wyeliminowane, pojawiają się ponownie. Może istnieć okres inkubacji trwający setki lat, po którym choroba powraca, a my po prostu nie jesteśmy świadomi tego procesu, ale nigdy nie będziemy w stanie wytępić jej na dobre, jeśli nadal będziemy stwarzać warunki do jej rozprzestrzeniania się.

Wszystkie choroby, a zwłaszcza te odkryte w ostatnich dziesięcioleciach, są wynikiem braku równowagi psychicznej, fizjologicznej i biologicznej między człowiekiem a środowiskiem oraz między ludźmi. Dopóki tego nie naprawimy, nie będziemy w stanie wyeliminować przyczyn chorób.

Jako ludzie musimy zrozumieć, że stan przyrody zależy od relacji między nami. Widzimy widoczne dowody naszego negatywnego wpływu na przyrodę, ale wzajemne powiązania sięgają głębiej. Musimy się z tym zmierzyć, zmienić nasze nastawienie i być gotowi dostosować się do integralności przyrody. Oznacza to, że musimy brać tylko to, co jest niezbędne do przetrwania i dbać o dobre funkcjonowanie całego systemu, zamiast kierować się wyłącznie egoistycznymi kalkulacjami i zagarniać wszystko, co się da, nie zważając na konsekwencje.

Można zapytać, jak relacje międzyludzkie i to, co dzieje się w przyrodzie, są ze sobą powiązane. W przyrodzie istnieją cztery poziomy: nieożywiony, wegetatywny, ożywiony i ludzki. Wszystkie z wyjątkiem człowieka funkcjonują zgodnie z prawami natury dotyczącymi wzajemności i równowagi. Pozostałe poziomy nie mają w niczym wolnego wyboru; działają instynktownie, biorąc tylko to, co jest im potrzebne do przetrwania. Natomiast poziom ludzki jest jedynym, który dopuszcza się okrucieństw na Ziemi i wobec innych ludzi, celowo i świadomie po to, by wyrządzić krzywdę. Wszystkie negatywne reakcje, jakie otrzymujemy od przyrody, są tylko konsekwencją naszych działań. Mówiąc prościej, sami sprowadzamy na siebie te ciosy.

Jeśli postaramy się zbudować harmonijny system relacji międzyludzkich, cała przyroda będzie zrównoważona, łącznie z ludzkością. Kiedy poczujemy, jak bardzo jesteśmy zależni od wszystkich i każdy będzie działał z troską o innych indywidualnie i zbiorowo, jak wspólny umysł i jedno ciało, wtedy starożytne przysłowie „W zdrowym ciele zdrowy duch” stanie się rzeczywistością.

Źródło: https://bit.ly/3K3uZFe


Wolny i współzależny

каббалист Михаэль Лайтман „Człowiek rodzi się wolny, a wszędzie jest zakuty w kajdany” – powiedział kiedyś Jean-Jacques Rousseau. Kto nakłada na nas kajdany, które pozbawiają nas wolności? Oto jest pytanie. Czy jest to środowisko, czy my sami? A może to po prostu natura życia? Odpowiedź zależy od głębi naszej kontemplacji.

Od niemowlęctwa ludzie są zobowiązani do wykonywania różnych czynności. Dzieci rodzą się, są karmione i pielęgnowane według określonych metod właściwych dla ich rozwoju. Nawet jeśli nie chcą otrzymywać lekarstw, są im one podawane. Następnie są posyłane do przedszkola, do szkoły. Muszą wcześnie wstawać, organizować się w pośpiechu, trzymać się sztywnego planu dnia, słuchać rzeczy, które niekoniecznie je interesują, i odrabiać lekcje. Kiedy wychowujemy nasze dzieci i przygotowujemy je do życia, nie mają one swobody wyboru.

Ponieważ nawyk staje się drugą naturą, nie czujemy się jak w kajdankach. Przyzwyczailiśmy się do ustalonych granic i warunków i w ich obrębie czujemy się wolni. Nieświadomie po prostu pozwalamy, aby życie nami kierowało: studia, kariera, rodzina, status, sukcesy. Są tacy, dla których pytanie o wolność i niezależność rzeczywiście się pojawia. Po co ja właściwie żyję?

Co jest istotą i sensem mojego życia? Samo kupno domu, samochodu, wyjazd na wakacje od czasu do czasu nie może być wszystkim w życiu. Nawet gdyby dokonano nowego odkrycia, jak przedłużyć życie w dobrym zdrowiu, czy dałoby mi to poczucie wolności i uczyniło mnie szczęśliwszym? To są ostateczne wielkie pytania, przed którymi każdy z nas w końcu stanie.

Nieszczęście w swej istocie wynika ze świadomości, że nasze życie jest ograniczone i pozbawione sensu, bez wielkiego i jasnego celu, który moglibyśmy osiągnąć. Dokładnie takie jest uczucie niewolnictwa, dosłownie. Jeśli w przeszłości ludziom udawało się jeszcze wyłączyć wewnętrzne pytania, poprzez zagłębianie się w różnego rodzaju mistycyzmy i religie, to dziś coraz rzadziej jest to możliwe.

Przestało to być skuteczne. Są tacy, którzy uważają, że być wolnym to znaczy być niezależnym i nie musieć polegać na innych. Czy coś takiego jest w ogóle możliwe? Niezależnie od tego, czy jestem pracownikiem najemnym, czy samozatrudnionym, przedsiębiorcą, młodszym pracownikiem czy członkiem zarządu, wciąż jestem zależny od wielu czynników, które mnie ograniczają.

A gdybym mógł uciec od wszystkich zależności od innych i ograniczeń na bezludną wyspę, siedząc na plaży, która należy tylko do mnie, sam na sam, to czy byłbym określany jako wolny? Przecież w każdej chwili rodziłyby się we mnie nowe pragnienia, które zmuszałyby mnie do dążenia aby je spełnić za wszelką cenę.

Tak więc, gdy zagłębiamy się w zagadnienie wolności, odkrywamy, jak mgliste jest to pojęcie. Życie ma jednak swoją własną dynamikę, a my z roku na rok się rozwijamy. Prędzej czy później, nawet gdyby wszystkie nasze potrzeby materialne zostały zaspokojone, a na świecie panowałaby obfitość wszystkiego, zaczęłoby nas dręczyć pytanie: „po co żyjemy?”.

W końcu każdy z nas odkryje, że wolność osobistą można osiągnąć jedynie poprzez budowanie nowego rodzaju relacji między nami: dobrych, nieskończonych wzajemnych relacji. Ewolucja kieruje nas, rasę ludzką, ku takiemu integralnemu połączeniu, a w ramach tego połączenia odkryjemy dla siebie zupełnie nowy rodzaj życia.

Podobnie jak dzieci, które z radością biegają po domu obok matki, o której wiedzą, że się nimi zaopiekuje i przygotuje dla nich wszystko, co dobre, tak i w nas będzie rosło poczucie wolności, gdy będziemy rozwijać miłość i bliskość w relacjach między nami. Urośnie pewność, że nie będę musiał bronić się przed tobą, a ty przed mną; moje serce będzie otwarte na ciebie, a twoje na mnie.

Prawdziwa ludzka więź wzajemnej troski i uwagi uwolni nas od martwienia się o siebie, od stresu, problemów i zmagań. Siła miłości i dawania wypełni całe stworzenie, a jest to integralna siła, która łączy wszystkie części przyrody w cudowną, bezszwową tkaninę zapewniającą ostatecznie spełnioną egzystencję.

Źródło: https://bit.ly/3McF5Fq


W przyrodzie jest dużo miłości, ale nie ma altruizmu

Naukowcy z Australii, którzy zamierzali przeprowadzić badania nad srokami australijskimi, przyczepili maleńkie, ważące zaledwie 2,7 g nadajniki do pięciu ptaków w stadzie, aby śledzić ich ruchy i zwyczaje. Co zaskakujące, w ciągu kilku godzin wszystkie nadajniki zostały z ptaków usunięte przez współtowarzyszy ze stada. Śledzone sroki próbowały samodzielnie usunąć urządzenia, ale nie mogły sobie poradzić. Gdy inne ptaki zobaczyły, że te próbują uwolnić się z pasków, ruszyły im z pomocą i w ciągu kilku minut były oswobodzone.

Naukowcy wyjaśnili, że „choć wiemy, że sroki są inteligentnymi i społecznymi stworzeniami, to był to pierwszy znany nam przypadek, w którym zaobserwowano tego typu pozornie altruistyczne zachowanie: pomoc członkowi grupy bez otrzymania natychmiastowej, namacalnej nagrody”.

W latach 2005-2007 kilkakrotnie spotkałem się ze słynną prymatolog Jane Goodall. Odbyliśmy kilka fascynujących rozmów o naturze i o różnicach między zachowaniem człowieka a zachowaniem zwierząt. W jednej z naszych rozmów podzieliła się ze mną stwierdzeniem, że kiedy spędza się dłuższy czas w przyrodzie, ma się wrażenie, że jest ona pełna miłości, a jedynymi, którzy jej nie czują, jesteśmy my, ludzie.

Rzeczywiście, jeśli przyjrzeć się naturze z bliska, łatwo dostrzec, jak wiele jest w niej miłości. Miłość nie jest jednak altruizmem. Za tym, co zwierzęta robią dla siebie nawzajem, zawsze kryje się jakiś motyw, który wynika z własnego interesu. W przypadku sroki, ptaki z tropicielami nagle wyglądały inaczej niż reszta stada, więc inne ptaki pomogły im przywrócić „normalny” wygląd.

Każdy ptak w stadzie lub każde zwierzę w stadzie sympatyzuje z pozostałymi członkami grupy. Ponieważ przeżywalność jednego ptaka w dużej mierze zależy od liczebności stada, w interesie ptaków jest, aby było ono jak największe. Zapewnia im to większą ochronę przed rywalami i potencjalnymi drapieżnikami.

Ludzie, jak zauważyła Goodall, są inni. Mamy dodatkową cechę, jeśli można to tak nazwać: Lubimy patrzeć na cierpienie innych. Gdy inni cierpią, zwłaszcza gdy jest to wynikiem naszych własnych działań, czujemy się lepsi, a przyjemność płynąca z przewagi nad innymi jest cechą wyłącznie ludzką.

Dlatego właśnie aż do poziomu ludzkiego wszystko w przyrodzie jest doskonale zrównoważone. Istnieje instynktowna miłość i wszystko działa harmonijnie. Kiedy jednak w grę wchodzą ludzie, nienasycona żądza wyższości zakłóca cały system. To właśnie sprawia, że wykorzystujemy i znęcamy się nad innymi, nadmiernie konsumujemy, gromadzimy niepotrzebne bogactwa i uszczuplamy zasoby ziemi.

Ponieważ jesteśmy pozbawieni naturalnej miłości, z wyjątkiem więzów krwi, ale dziś nawet te się zacierają, jesteśmy jedynymi istotami na planecie, które muszą „pracować” nad miłością do innych. Nie będzie to altruizm, ponieważ nasze działania nie pozostaną bez nagrody. Naszą nagrodą będzie jednak widok radości innych. Tylko wtedy, gdy będziemy w stanie działać w ten sposób, przestaniemy znęcać się nad otoczeniem i nad sobą nawzajem.

Krótko mówiąc, antidotum na nasze rozkoszowanie się wyższością jest rozwijanie uczucia przeciwnego: przyjemności z oglądania sukcesów innych. Tylko wtedy, gdy będziemy kultywować to uczucie wśród nas, jako społeczeństwo, będziemy mieli szansę stać się opiekuńczy jak pozostałe zwierzęta w przyrodzie i stworzymy zrównoważone środowisko, w którym wszyscy będziemy mogli się rozwijać.

Źródło: https://bit.ly/3O97iPb