Artykuły z kategorii Kryzys, globalizacja

Milenialsi najbardziej obciążoną grupą pandemii gospodarczej, dlaczego?

Podczas, gdy osoby starsze są znacznie bardziej podatne na koronawirusa, ciężar pandemii gospodarczej z pewnością ma młodą twarz. Milenialsi (pokolenie Y) w Ameryce i na całym świecie stoją w obliczu wstrząsów gospodarczych z powodu masowej utraty miejsc pracy w branżach usługowych, które stanowiły ich główne źródło dochodu. To nie przypadek; dla młodego pokolenia trudności są wezwaniem do działania, aby poprowadzić świat ku bardziej obiecującej przyszłości poprzez przebudowę starych, nieudanych systemów gospodarczych i społecznych.

Kryzys wymaga nowej edukacji dla nowego stylu życia, opartego na tych samych prawach wzajemnego wsparcia i wzajemności, które istnieją w przyrodzie.

Dla milenialsów – osób urodzonych w latach 1981–1996, które obecnie mają 24–39 lat – epidemia koronawirusa była szczególnie dotkliwa. Nie udało im się w pełni wyjść z finansowego kryzysu z 2008 roku, zanim zostali mocno dotknięci przez nowy kryzys spowodowany przez COVID-19. Ograniczone oszczędności wpływają negatywnie na ich zdolność przetrwania kryzysu. Niedawne badanie ujawniło, że 76% ankietowanych milenialsów stwierdziło, że pandemia negatywnie wpłynęła na ich dochody w gospodarstwie domowym, co sprawia, że ​​najbardziej dotknięci są demografią i mają trudności z zaspokojeniem najbardziej podstawowych potrzeb.

Pandemia koronawirusa ujawniła, w jaki sposób nasz obecny system gospodarczy, który oparty jest na destrukcyjnej konkurencji kosztem innych, pozostawia duże obszary bezrobotnego społeczeństwa zagrożonego w mgnieniu oka utratą stabilności. Pokazuje, że nasze obecne struktury nie oferują młodym ludziom tego, co oni potrzebują, aby dobrze prosperować. Czując się zniechęceni i sfrustrowani, nie widzą przyszłości w takich systemach.

Milenialsi będą pionierami i muszą zdać sobie sprawę, że cały ten przewrót przydarza się właśnie im, specjalnie po to, aby skłonić ich do wzięcia przyszłości w swoje ręce i rozpoczęcia tworzenia nowego i lepszego świata dla wszystkich.

Chociaż jeszcze możemy tego nie rozumieć, obecnie zachodzi ogromna zmiana w rzeczywistości. Pandemia wrzuciła na barki młodego pokolenia, obecnie bardzo cierpiącego, szczególną rolę i odpowiedzialność za budowanie nowej struktury społecznej, która sprzyja stabilnym połączeniom ponad wszystkimi różnicami i dysproporcjami w społeczeństwie z korzyścią dla całości.

Milenialsi błagają, by ich wysłuchano, ale nie wiemy, jak słuchać, ponieważ nasze pokolenie nadal działa według starych paradygmatów. Do tej pory, nieostrożne wzorce interakcji międzyludzkich, które przenikały nasze systemy ekonomiczne i społeczne, tworzyły ogromną przepaść między pokoleniami. Co gorsza, nie udało nam się zbudować odpowiedniego dla nich systemu edukacji. Zbudowaliśmy wokół siebie wąski i sprzeczny światopogląd, który dzieli świat i zmusza wszystkich do walki o siebie i do konkurowania z innymi za wszelką cenę.

Kryzys wymaga nowej edukacji umożliwiającej rozpoczęcie nowego stylu życia, opartego na tych samych prawach, które istnieją w przyrodzie – wsparcia i wzajemności w każdym aspekcie.

Na świecie powiewa nowy wiatr zmieniający orientację i stare zwyczaje. Młodzi ludzie są wciągani w wir rozpaczy, którego głębia popchnie ich do zakotwiczenia na nowych, bezpiecznych brzegach. Zabezpieczeniem i kołem ratunkowym w tym scenariuszu musi być zasada „kochaj bliźniego, jak siebie samego”, najważniejsza zasada dla osiągnięcia nieskończonego spełnienia – rodzaju doskonałości, do której dąży każdy człowiek, i która osiągalna jest tylko wtedy, gdy wszystkie wewnętrzne sprzeczności człowiek łączy w sobie, w umyśle i w sercu.

Tymczasem młode pokolenie toczy wojnę o przetrwanie. Nie zdajemy sobie jeszcze sprawy, że w rzeczywistości coś się resetuje, stary świat umiera i rodzi się nowy. Zmiana szybko ewoluuje, więc aby za nią nadążyć, musimy działać szybko, otwierając wiele kursów i centrów edukacyjnych, aby pomóc młodym ludziom w płynnym przejściu między dwoma światami. Milenialsi będą pionierami i muszą zdać sobie sprawę, że cały ten przewrót przydarza im się specjalnie po to, aby skłonić ich do wzięcia przyszłości w swoje ręce i rozpoczęcia tworzenia nowego i lepszego świata dla wszystkich.

Byłoby rozsądne ze strony krajów i narodów, aby zapewniły młodym ludziom alternatywne schronienia w hotelach i zasponsorowały naukę, o tym jak przetrwać w nowym świecie, opartym na lepszych stosunkach społecznych i bardziej zrównoważonych systemach. Ważne jest, aby nauczyć młodych pionierów, jak być obywatelami, nie w sensie mieszkańców konkretnego kraju, ale jako budowniczych nowej ludzkości, opartej na dobrych połączeniach, gdzie wszyscy żyją w braterstwie. Z tych młodych obywateli wyjdą jutrzejsi liderzy. Zrozumieją, jakie formy powinno przybrać nowe państwo, jakie powiązania między ludźmi powinny dominować i jak kształcić nowe pokolenia. Stworzą dobrą i piękną atmosferę, z której będzie czerpać i cieszyć się całe społeczeństwo.

To jest czas, aby milenialsi objęli przywództwo, jednocząc wszystkie frakcje społeczne i łącząc je w jeden system ze wspólną wizją, której Ameryka i świat potrzebują dla tego pokolenia i dla przyszłych.

Źródło: https://bit.ly/3a0KDB7


COVID-19: bolesne objawy powrotu do zdrowia

Wszyscy czekają na zakończenie pandemii koronawirusa. Ale COVID nigdzie się nie wybiera. Przyszedł, aby zmienić nasze myślenie i nie odejdzie, zanim to nastąpi. I to zajmie trochę czasu. Ludzkość to ogromna, bardzo różnorodna masa. Potrzebujemy czasu, aby się przystosować, poczuć nową rzeczywistość, zrozumieć, skąd ona pochodzi i dlaczego.

Przyzwyczaimy się do COVID. Już jesienią powinniśmy go lepiej rozumieć. W końcu ludzie do wszystkiego mogą się przyzwyczaić; przyzwyczajają się nawet do przewlekłych chorób i uczą się z nimi żyć, więc to samo stanie się tutaj.

W tej chwili system jest nadal niestabilny; nadal szarpie się i podskakuje pod wpływem wirusa. Ale faza przejściowa ustąpi, a system przyjmie nową zasadę: postrzeganie ludzkości jako całości. Ludzkość cierpi z powodu różnego rodzaju problemów: głodu, pożarów, susz, huraganów; lista nie ma końca. Ale nawet teraz zaczynamy postrzegać te problemy integralnie, razem, jako jedna całość.

Następnym ciosem po koronawirusie będzie niedobór najbardziej podstawowych potrzeb: żywności, wody, lekarstw i prądu. To obniży wymagania ludzi i zmusi ich do poskromienia oczekiwań. Ludzie nie będą czuli potrzeby podróżowania po całym świecie.

Przemiany będą kolejnymi etapami całego procesu, w którym koronawirus nauczy nas mądrości życia. Musimy tylko wiedzieć, że jesteśmy w integralnym systemie, który zmierza w kierunku nowego stanu równowagi, ustalonego z góry w naturze. W miarę jak ten proces się rozwija, prowadzi nas przez różne stany. Jeśli wesprzemy ten proces, odczujemy te stany jako korzystne. Jeśli będziemy się opierać, poczujemy, że są bolesne i uciążliwe. Ale wszystko po to, by doprowadzić nas do całkowitego wyzdrowienia z egoizmu.

Nic nie dzieje się przypadkowo, a tylko w celu naprawy. Jeśli przyjrzymy się temu, co dzieje się dzisiaj, mając na uwadze ostateczny cel, jakim jest jedność, przekonamy się, że istnieje wyraźna linia prowadząca od aktualnej pozycji do punktu końcowego. Jeśli to zobaczymy, zobaczymy, że wszystko odbywa się celowo.

Istotą tego procesu jest coraz większa więź między nami. Obecnie czujemy się podzieleni, obcy. Cierpimy z powodu naszego przeciwstawiania się reszcie natury, ale to cierpienie zmusi nas do połączenia. Kiedy się połączymy, będziemy coraz bardziej podobni do reszty natury, w wyniku czego ból zmieni się w przyjemność. Im szybciej przejdziemy w stan połączenia, tym szybciej zamienimy cierpienie w przyjemność.

Chociaż w naturalny sposób sprzeciwiamy się połączeniu, ponieważ z natury jesteśmy indywidualistami, natura pojedynczo wprowadza stan za stanem, dopóki nie zgodzimy się na połączenie. Kiedy zgodzimy się, odkryjemy niezliczone korzyści. Tak jak bracia, gdy są młodzi kłócą się i walczą, ale gdy dorastają i stają się mądrzejsi, stają się sobie bliscy. Tak i my zobaczymy korzyści płynące z połączenia, gdy wyrośniemy z naszego poczucia prawa.

Dostaliśmy COVID-19, żeby nas wyleczył. Pod koniec będziemy dużo zdrowsi, a nasze relacje będą dużo bardziej przyjazne – zarówno między ludźmi, jak i między krajami. Teraz granice są zamknięte z powodu pandemii. Ale z czasem zdamy sobie sprawę z daremności takiego rozwiązania, ponieważ połączenie jest jedynym drogą do naprawy sytuacji, to ono pozwoli nam przezwyciężyć problemy, spowodowane przez wirusa.

Okazuje się, że COVID nie jest chorobą; jest to objaw zdrowienia. Tak dzieje się z każdą chorobą: nie odczuwamy samej choroby, ale reakcję organizmu na próbę wyzdrowienia. Bolesne objawy są oznakami powrotu do zdrowia. Pandemia koronawirusa wskazuje nam drogę do wyjścia z egocentryzmu. To nas napędza i powinniśmy odpowiednio zareagować.

Nie powinniśmy po prostu się przed tym ukrywać. Chociaż najpierw musimy zdystansować się od siebie, później powinniśmy zbadać, jak możemy się do siebie zbliżyć. Gdybyśmy mogli myśleć raczej o innych niż o sobie, wirus nie stanowiłby żadnego zagrożenia. Moglibyśmy udać się wszędzie, bo gdy działamy w trosce o innych, nie zrobimy im krzywdy.

Wiem, że większość ludzi nadal tego nie widzi, ale za kilka miesięcy okaże się, że koronawirus buduje między nami prawidłowe połączenia, gdzie każdy myśli raczej o innych, a nie o sobie. Kiedy to osiągniemy, wszyscy będziemy zdrowi.

Źródło: https://nws.mx/30BlOsx


Korzyści płynące z różnorodności 

Negując prawo istnienia nienawiści nie pozwalamy na istnienie świata miłości.

Jak napisano w Misznie (Sotah 9:15) w dniach ostatecznych nastąpi nagły, silny wzrost nienawiści. Patrząc na to, co dzisiaj dzieje się na świecie, bez wątpienia zbliżamy się do ostatecznych dni. Nigdy wcześniej media społecznościowe nie emanowały nienawiścią w takim stopniu jak dziś, dotyczy to również gazet i telewizji, a wydaje się, że to dopiero początek. To nie jest tak, że nigdzie już nie ma spokoju, ale duch epoki jest po prostu toksyczny. Jedno słowo niezgodnie z oczekiwaniami – bardzo łatwo jest przekroczyć linię – i jesteś blokowany, ekskomunikowany ze świata.

Nienawiść na tle rasowym i antyrasistowskie protesty, które ostatnio mieliśmy okazje obserwować, stanowią właśnie ten mroczny przypływ. I jak każda fala, zamieszki napędzane rasizmem będą miały swoje góry i doliny, ale trend zdecydowanie zmierza w kierunku gigantycznej burzy.

Nienawiść na tym się nie zatrzyma. Jak tylko zacznie rosnąć i rozprzestrzeniać się, fragmenty każdej ze stron rozpadną się formując mniejsze elementy, tworzące walczące ze sobą obozy. W społeczeństwie dojdzie do dezintegracji i zapanuje anarchia. Jak pisano w Talmudzie: nawet najwięksi mędrcy nie będą chcieli żyć w dniach ostatecznych.

Zdecydowanie nie jesteśmy jeszcze na tym etapie, ale z całą pewnością zmierzamy w tym kierunku. Jeśli nie zmienimy kursu znajdziemy się tam szybciej niż przypuszczamy.

Rola nienawiści

Problem polega na tym, że myślimy, iż nienawiść to wyłącznie coś złego i krzywdzącego. Staramy się nie nienawidzić nawzajem, ale w ten sposób przegapiamy szansę na naprawę tego stanu przed następną, większą erupcją nienawiści.

Nienawiść to uczucie braku akceptacji w stosunku do czegoś, co nie jest częścią nas. Poczucie wyjątkowości mamy głęboko zakorzenione w naszej psychice, ale jest ku temu ważny powód: postrzegamy rzeczy na zasadzie przeciwieństw i kontrastu. Jeśli nie potrafilibyśmy odczuwać ciemności, nie bylibyśmy w stanie poczuć światła. Jeśli nie odczulibyśmy zimna, nie bylibyśmy w stanie poznać ciepła i tym samym, bez nienawiści nie jesteśmy w stanie poznać, co to miłość.

W związku z tym, gdy nienawiść zaczyna się uwypuklać, nie powinniśmy jej zaprzeczać ani tłamsić, zamiast tego powinniśmy poczynić świadomy wysiłek, aby zwiększyć miłość względem obiektu naszej złości. Jeśli wszystkie strony, objęte ujawnieniem się nienawiści między nimi, wezmą udział w tym wysiłku, rezultatem będzie większa miłość niż kiedykolwiek wcześniej. Jeśli w ten proces zaangażowani są tylko niektórzy, a nie całość, mija się to z celem i do niczego nie doprowadzi.

Jeśli wszystkie części społeczeństwa, zaangażują się w takie działanie, miłość na świecie urośnie do wcześniej niespotykanego poziomu, byłoby to wprost proporcjonalne do stale rosnącego poziomu nienawiści. Poprzez negowanie konieczności jej istnienia, negujemy istnienie świata miłości, doprowadzając do intensywniejszych manifestacji nienawiści w naszym świecie.

Zgodnie z tym paradygmatem wszystko, czego nienawidzimy jest właściwie trampoliną do doświadczenia większej miłości. Jeśli dzisiaj, nienawiść najintensywniej przejawia się między rasami, to właśnie w tym miejscu powinien pojawić się nowy poziom miłości. Jednak stanie się to tylko wtedy, gdy obie strony będą współpracować. 

Zdaję sobie sprawę, że jest to zupełnie nowy pomysł i zaprzecza większej części tego, czego nas uczono. Ale z drugiej strony już nie działa to, czego nas uczono, więc nadszedł czas, aby obrać nowy kierunek. 

Schemat jest prosty: druga osoba różni się ode mnie; nie lubię jej i chcę, aby ta osoba cierpiała lub przynajmniej zniknęła mi z oczu. Ta nienawiść podsyca całą przemoc, którą widzieliśmy w ostatnich tygodniach i miesiącach. Jeśli tak to zostawimy, rozsadzi ona cały świat. Więc zamiast pozwolić, by urosła do poziomu niczym zakażenie w ranie, powinniśmy wszyscy świadomie starać się zwiększyć naszą wzajemną miłość, nawet jeśli wydaje się nam to wyraźnie udawane. Nasze wysiłki przyniosą owoce i przekonamy się, że możemy kochać ludzi, których jeszcze przed chwilą nie mogliśmy znieść. 

To bardzo praktyczny paradygmat; wymaga odwagi i zaangażowania i jest jedyną nadzieją dla świata, aby uniknąć całkowitego załamania.

Źródło: https://bit.ly/3gfJTuf


COVID-19 zmienia ludzkość

Rozpoczynamy epokę odpowiedzialności społecznej, dobrobytu i szczęścia dla wszystkich, a wirus skrupulatnie, lecz nadal troskliwie wytycza nam trasę.

Pod zdjęciem: Departament Policji w Fort Myers robi serce z radiowozów, aby podziękować pracownikom służby zdrowia w Lee Memorial Hospital w Fort Myers, USA, 16 kwietnia 2020 r., na zdjęciu pozyskanym z mediów społecznościowych. DEPARTAMENT POLICJI FORT MYERS / za pośrednictwem REUTERS TEN OBRAZ ZOSTAŁ DOSTARCZONY OD OSÓB TRZECICH. OBOWIĄZKOWY KREDYT. OBRAZY DNIA TPX

Ostatnie doniesienia wskazują na „poważne zaburzenia mózgu występujące u pacjentów, wychodzących z łagodnej postaci COVID-19”. Podobnie Melinda Moyer napisała w The New York Times: „Wśród pacjentów hospitalizowanych z powodu Covid-19 w Wuhan w Chinach ponad jedna trzecia doświadczyła objawów ze strony układu nerwowego” oraz „Francuscy naukowcy podali, że 84 procent pacjentów z Covid, którzy zostali przyjęci na OIOM doświadczyło problemów neurologicznych, a u 33 procent na etapie wypisu ze szpitala nadal stwierdzano dezorientację i zagubienie.” Ewidentnie koronawirus, to nie tylko infekcja dróg oddechowych; wpływa na to, kim jesteśmy.

Zmiany społeczne i emocjonalne, które występują na skutek wirusa, już się zaczęły. Im szybciej je zaakceptujemy tym lepiej przejdziemy cały proces. Im bardziej się opieramy, tym bardziej agresywny będzie wirus.

– Michael Laitman

Dziś już wiadomo, że wirus jest w powietrzu, a nie tylko w kropelkach wydychanych przez nosiciela w promieniu sześciu stóp od niego. Zaraża każdego, każdą osobę, choć na różne sposoby. Nie oznacza to, że wszyscy będziemy cierpieć lub zachorujemy, ale wszyscy będziemy czuć, że zmieniamy się – zewnętrznie i wewnętrznie – w naszym zachowaniu, myślach i działaniach. We wszystkim, co robimy, coś będzie inaczej.

W tej chwili skupiamy się głównie na bardziej powierzchownych zmianach – wpływie na nasze zmysły, takie jak niewyraźne widzenie, utrata zdolności węchu i smaku, itp. Ale wpływ wykracza daleko poza fizyczność. Jeśli przyjrzysz się uważnie, na pewno przekonasz się, że nie jesteś już tą samą osobą, którą byłeś przed wybuchem wirusa. Zwróć uwagę, jak zmieniły się twoje myśli, ambicje, nadzieje i oczekiwania. COVID to nie tylko wirus; przeprogramowuje nas, naszą psychikę.

Bezprecedensowy koronawirus zmusza nas do ponownego przemyślenia naszych wartości, priorytetów i relacji. Stopniowo zdamy sobie sprawę, że trwałego szczęścia i satysfakcji nie można znaleźć w gromadzeniu bogactwa lub majątku. Posiadanie większego stosu cegieł i drewna zapisanego na moje nazwisko nie sprawi, że będę usatysfakcjonowany, i na pewno nie będę dzięki temu szczęśliwy. Nie będzie to też więcej zer w banku, których wartość sprawia przyjemność tylko wtedy, gdy dają poczucie bycia lepszym od innych.

Nawet możemy nie zauważyć, że się zmieniliśmy, a już na pewno nie wiemy dlaczego, ale za kilka miesięcy, kiedy spojrzymy wstecz na to, kim byliśmy na początku tej dekady, zobaczymy, jak daleko zaszliśmy. Nie będziemy czuć, że zmieniliśmy się z powodu wirusa; będziemy po prostu promować inne wartości niż obecnie.

Wirus bardzo subtelnie narzuca swoje zmiany. Sprawia, że nasza psychika domaga się poczucia społecznej odpowiedzialności. Pomysł, że noszę maskę nie po to, aby chronić siebie, ale dla bezpieczeństwa innych – żeby ich nie zarażać, ponieważ mogę być bezobjawowym nosicielem – jest obcy dla mentalności, w której się wychowaliśmy. Ale w myśleniu uchwalonym przez COVID-19 jest to oczywiste.

Ale wirus wniesie więcej niż obowiązek noszenia masek. Ponieważ zniszczył przemysł rozrywkowy, zrujnował kulturę spożywania posiłków na mieście i zadał druzgocący cios całemu pojęciu fizycznych zakupów, w rzeczywistości, to zmusza nas również do przyjęcia odpowiedzialności społecznej na poziomie ekonomicznym. Kraj będzie musiał pomóc w zdobyciu chleba tym, którzy nie mają źródła dochodów. Jednocześnie kraj musi zobligować ich do dania czegoś w zamian.

Będziemy musieli nauczyć się, że w społeczeństwie wzajemnej odpowiedzialności otrzymujemy to, czego potrzebujemy, ale musimy też dawać. Ponadto tylko ci, którzy dają, mają prawo do otrzymywania. Nie oznacza to, że wszyscy dajemy to samo, ponieważ nie wszyscy są tacy sami, ale zostanie przyjęte za pewnik, że każdy musi nawet w najmniejszym stopniu przyczynić się do korzyści społeczeństwa. Wkrótce zdamy sobie sprawę, że tak właśnie powinno być; wyda nam się to naturalne i nawet nie będziemy pamiętać, że kiedyś myśleliśmy inaczej.

Zmiany społeczne i emocjonalne, które występują na skutek wirusa, już się zaczęły. Im szybciej je zaakceptujemy tym lepiej przejdziemy cały proces. Im bardziej się opieramy, tym bardziej agresywny będzie wirus. Jeśli odpowiednio podejdziemy do zaistniałej sytuacji, nie poczujemy tego nawet, jako choroby, nie będzie nawet łagodnym przeziębieniem. Rozpoczynamy epokę odpowiedzialności społecznej, dobrobytu i szczęścia dla wszystkich, a wirus skrupulatnie, lecz nadal troskliwie wytycza nam trasę.

Źródło: https://bit.ly/2XB3SvZ


Czas naprawić system oceniania ludzi

Jednym z pierwszych pytań podczas zapoznawania się z kimś jest: „Czym się zajmujesz?”, co oznacza, jak zarabiasz na życie. Są dwie rzeczy, które zazwyczaj chcemy wiedzieć, kiedy zadajemy to pytanie: 1) Ile zarabiasz, i 2) Jaka jest twoja ranga w klasie społecznej. W rzeczywistości, gdybyś od razu powiedział swojemu nowemu znajomemu, ile zarabiasz, nie pytałby o to, jaką pracę wykonujesz i jaką masz pozycję w swojej warstwie społecznej. Same twoje zarobki pozwoliłyby tej osobie na nadanie ci rangi.

Ale co robisz, gdy pieniądze są bez znaczenia? Zmierzamy do rzeczywistości powszechnego bezrobocia, gdy wielu dobrych ludzi będzie na stałe bez pracy, nie z własnej woli, ale dlatego, że nie będzie wakatów. To nie jest futurystyczny scenariusz. COVID-19 zainicjował tę rzeczywistość. Jeśli początkowo ludzie byli wysyłani na płatne postojowe, teraz są zwalniani, ponieważ coraz więcej firm dostosowuje się do rzeczywistości stałego niskiego popytu.

Pisałem już niezliczoną ilość razy w esejach i książkach o obowiązku zapewnienia przez rządy, osobom bezrobotnym, podstawowego dochodu i że dochód ten musi być uzależniony od uczestnictwa w sesjach, które uczą ich o rzeczywistości, która doprowadziła do ich zwolnienia. Podczas, gdy istotne jest, by wiedzieć, że świat, który stał się całkowicie współzależny, i by przetrwać, musimy być za siebie nawzajem odpowiedzialni, musimy również zadbać o wszystkich w kwestii poczucia własnej wartości.

Inaczej mówiąc, istnieją trzy elementy, które ludzie muszą zachować, aby móc prowadzić satysfakcjonujące życie: 1) zaopatrzenie fizyczne (artykuły pierwszej potrzeby), 2) zrozumienie świata, w którym żyją, i 3) poczucie godności lub poczucie własnej wartości. Bez jednego z tych trzech elementów, ludzie będą zmierzać ku rozpaczy, a wielu ucieknie się do przemocy, która rozerwie społeczeństwo na strzępy.

Jako, że w ostatecznym rozrachunku osoby publiczne odpowiadają na pragnienia społeczeństwa, to ono musi pokazać, że szanuje ludzi, którzy przynoszą mu korzyść, a co ważniejsze – jednoczą je. Nie ma wątpliwości, że spójne społeczeństwo jest społeczeństwem odpornym. Ponadto ludzie są szczęśliwsi, gdy żyją we wspierającym ich środowisku. Musimy pokazać, że jest to społeczeństwo, którego chcemy i że ludziom, którzy pomagają nam zbliżyć się do siebie z szacunkiem, zapłacimy godnością i pochwałami. Jeśli zrobimy to z przekonaniem i zdecydowanie pokażemy, że potępiamy ludzi, którzy wykorzystują innych, nawet tych najzamożniejszych, najpotężniejszych, oddadzą swoją władzę i fortunę w zamian za uznanie.

Nie możemy zapominać, że nie ma znaczenia, ile mam miliardów, jeśli ludzie nie wiedzą o tym i nie szanują mnie za to.”

Dlatego jeśli wartości społeczne się zmienią, tak samo zmienią się pragnienia ludzi, ponieważ nic nie jest potężniejsze od opinii innych ludzi. Jeśli pokażemy, jakich wartości chcemy, jakie osoby szanujemy, stworzymy społeczeństwo złożone z takich ludzi.

Ojciec mojego nauczyciela, płodny myśliciel i kabalista, Baal HaSulam, sformułował całą koncepcję w jednym krótkim akapicie: „Rzeczywiście każdy doświadczony człowiek wie, że największą ze wszystkich wyobrażalnych przyjemności świata jest zdobywanie przychylności ludzi. Uzyskanie tej pożądanej rzeczy jest warte podjęcia wszelkich starań i ustępstw w sferze materialnej. Jest to magnes, który przyciąga najlepszych w każdym pokoleniu i dla którego trywializują oni całe życie doczesne”.

Kiedy szanujemy ludzi, którzy przyczyniają się do naszej solidarności, ich wkład będzie nową walutą. Im bardziej ludzie przyczynią się do tego, tym „bogatsi” będą w oczach społeczeństwa, a więc w ich własnych oczach, ponieważ szacunek stanie się nową walutą. Jeśli zastosujemy tę taktykę, skierujemy nasze społeczności i kraje w stronę bezpieczeństwa na burzliwych wodach COVID-19 i dalej.

Źródło: https://bit.ly/2XLRNEz


Bolesne objawy powrotu do zdrowia

каббалист Михаэль Лайтман Wszyscy czekają na zakończenie epidemii koronawirusa. Ale to jest dopiero początek. Ponieważ ona musi zmienić myślenie ludzkości, ogromnej masy zupełnie różnych ludzi. Potrzebny jest czas, aby przetrawić ten stan, poczuć, zrozumieć, skąd pochodzi i dlaczego.

To wymaga czasu, jeszcze przynajmniej kilku miesięcy. Jesienią stan ten powinien być już zwyczajny. Możesz nawet przyzwyczaić się do ciosów, jak do przewlekłej choroby, z którą człowiek już nauczył się żyć. Wie jak sobie z nią poradzić, jak ją leczyć.

To samo stanie się z koronawirusem. Na razie system nie ustabilizował się jeszcze i reaguje ostrymi skokami na wstrząsy. Ale stopniowo ustąpi ten przejściowy proces, a system przejmie nowy stan. Mówimy o masie miliardów ludzi i różnego rodzaju problemów: jedni cierpią z głodu, drudzy od pożarów, inni od suszy, huraganów. Ale teraz zaczniemy postrzegać te problemy całościowo, razem.

Potem nadejdzie okres, w którym zabraknie najpotrzebniejszych produktów żywnościowych, wody, leków, elektryczności. Wszystko to obniży wymagania ludzkości, zmusi żyć skromniej. Nikt nie będzie już latał po świecie w poszukiwaniu rozrywki. Koronawirus nauczy nas mądrości życia.

Należy jednak wiedzieć, że znajdujemy się w integralnym systemie, który zmierza w kierunku nowego stanu równowagi pierwotnie zaplanowanego w przyrodzie. Teraz ten proces rozwija się, przynosząc nam różne stany. Jeśli będziemy wspomagać proces rozwoju, to wówczas warunki będą dobre, a jeśli nie będziemy wspierać, to warunki będą złe, żeby nas naprawić.

Nic nie dzieje się przypadkowo, a tylko w celu korekty. Jeśli sprawdzimy, co dzieje się dzisiaj, w odniesieniu do ostatecznego celu, to przekonamy się, że istnieje stały związek między obecnym stanem, a punktem końcowym. Dlatego łatwo będzie nam przekonać się, że wszystko odbywa się celowo.

Najważniejsze w tym procesie jest coraz większe połączenie. Teraz jesteśmy podzieleni, przeciwstawni sobie i dlatego cierpimy, by cierpienia popchnęły nas do zjednoczenia. Ale w miarę połączenia będziemy coraz bardziej zbliżać się do naprawy. A ostateczna naprawa – to jeden człowiek z jednym sercem i miłością do bliźniego, jak do siebie samego.

Na razie nie chcemy tego połączenia i nie zgadzamy się z nim, ale natura prowadzi nas od stanu do stanu, dopóki nie zgodzimy się i nie upewnimy się, jak to jest dobrze. Tak samo dzieci, najpierw się kłócą, walczą, dopóki nie dorosną i nie staną się mądrzejsze.

Epidemia koronawirusa jest dana dla naszego uzdrowienia. Pod koniec tego okresu będziemy o wiele zdrowsi a nasze relacje staną się znacznie lepsze zarówno między ludźmi, jak i między państwami. Teraz zamykane są granice z powodu epidemii. Ale dojdziemy do tego, że wszystkim krajom będzie rekomendowane zniszczenie całej broni, ponieważ zjednoczenie jest jedynym ratunkiem, który pozwala nam wyjść z problemów, jakie stworzył nam koronawirus.

Okazuje się, że wirus nie jest chorobą, ale objawem powrotu do zdrowia. Dzieje się tak z każdą chorobą, odczuwamy nie ją samą, a reakcje organizmu, który próbuje się wyleczyć. Bolesne objawy są oznakami powrotu do zdrowia. Za pomocą epidemii koronawirusa Stwórca pokazuje nam drogę.

Koronawirus napędza nas do przodu. Tylko nie trzeba oceniać go emocjonalnie i ukrywać się, a z jego pomocą wykonać prawidłowo domowe zadanie, to znaczy najpierw oddalić się od siebie, tak jak on tego wymaga, a następnie sprawdzić formę, w jakiej możemy się zbliżyć.

Gdybym tylko mógł liczyć się z innymi i myśleć tylko o nich, a nie o sobie, wtedy nie byłoby żadnych problemów z wirusem. Mógłbym spokojnie wyjść na ulice i pójść w dowolne miejsce, ponieważ jeśli troszczę się o bliźniego, to nie wyrządzę mu krzywdy i nie przekażę wirusa. I tak robiliby wszyscy dookoła.

Teraz ludzie nie rozumieją jeszcze, ale za kilka miesięcy stanie się to jasne, że koronawirus chce zorganizować właściwe połączenia między nami, aby każdy myślał o innych. A wtedy wszyscy będziemy zdrowi.

Z porannej lekcji 09.07.2020


Koronawirus – impuls do wewnętrznego zbliżenia

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Dziś natura dzieli nas z powodu koronawirusa. Teoretycznie, biorąc pod uwagę naszą wewnętrzną naturę, powinniśmy się tym cieszyć, przecież każdy chce być jedyny w swoim rodzaju, i chce pokazać swoją indywidualność.

Z drugiej strony dążymy do kontaktu, chcemy wyjść z kwarantanny i kontynuować nasze poprzednie życie. Jaka jest istota tego konfliktu?

Odpowiedź: Po pierwsze nie uważam, że obecny okres jest już post-koronawirusowy. Jeszcze go nie przeszliśmy i nie wiadomo, kiedy przejdziemy. Koronawirus mutuje, dlatego wirusy będą się namnażać i rozmnażać, pojawiać i znikać. Ludzie będą potwornie chorować, ale w rzeczywistości będą przejawiać się nieco inne odmiany tego wirusa. Nieprędko rozstaniemy się z nim.

Z drugiej strony wirus bardzo silnie nas rozdziela. Stopniowo odzwyczaja nas od fizycznej bliskości. Widzę, jak zachowują się ludzie stojący w kolejkach, w miejscach publicznych: na poczcie, po żywność, do kas itd. Nikt nikogo nie popycha. Przeciwnie, wszyscy starają się zachować dystans, nie opierać się o siebie.

Ogólnie rzecz biorąc, jest to godne pochwały, ponieważ nasza poprzednia gotowość chodzenia sobie dosłownie po głowach, nie była dobrym, grzecznym zachowaniem i nie dawała niczego poza fałszywym wyobrażeniem tego, że jesteśmy sobie bliscy.

A obecny stan jest bardziej uprzejmy, przyjazny. Na jego tle można rozwijać prawdziwe zbliżenie między nami i poczucie, że możemy być naprawdę bliżsi, a wewnętrznie; przyjaźni, komunikatywni, ale na innej fali – bardziej wrażliwej, pochodzącej z serca, a nie z zewnętrznych ruchów ciała.

Dlatego widzę wiele pozytywnych, zdrowych efektów wynikających z komunikacji koronawirusowej. Ostatecznie wirus musi pokazać, że powinniśmy zbliżać się wewnętrznie, a wtedy znajdziemy na niego lekarstwo, którego szukamy.

To jest nowy etap ewolucyjnego rozwoju naszych pragnień.

Z programu TV „Epoka po koronawirusie”, 23.04.2020


COVID to nie wirus, to tsunami

26 grudnia 2004r. o godzinie 9:30 nad ranem, niezwykle duża i szybko poruszająca się fala przeszła przez spokojne poranne morze, zmoczyła zaskoczonych plażowiczów na Koh Lanta w Tajlandii, rozbiła się na plaży i zabrała kilka krzesł, wciągając je do morza. Lisa Anckarman, wówczas piętnastoletnia dziewczynka, sfilmowała falę i wiele z tego, co wydarzyło się później. Początkowo, relacjonuje: „Ludzie pozostali na plaży, a wśród mieszkańców i turystów rozszedł się szmer rozmów wynikający z zamieszania. Wszyscy byli nieco zszokowani” kontynuuje „lecz nadal wydawało się to dość zabawne”. Ale kiedy ludzie patrzyli, jak krzesła odpływają w morze, „wtedy powietrze wypełnił ryk. Jeszcze chwilę wcześniej rozbawione spojrzenia skierowały się ku horyzontowi, by zobaczyć zbliżającą się ścianę błota i wody. Na początku”, pisze Anckarman „miałam trudność ze zrozumieniem tego, co widzę.” Wtedy, „powietrze wokół wypełniło się całkowitą paniką.” Anckarman, młoda i wysportowana, złapała swoją młodszą siostrę i wbiegła na najbliższe wzgórze. Przeżyły, ale tego dnia prawie ćwierć miliona ludzi straciło życie w wyniku ataku tsunami.

Im szybciej skierujemy nasze umysły, serca i ciała do budowania społeczeństwa opartego na wzajemnej odpowiedzialności, integracji wszystkich części społeczeństwa i budowaniu poczucia wspólnoty, tym szybciej uwolnimy się od wirusa i jego okropnych następstw.

Trzęsienie ziemi, które spowodowało tsunami, było trzecim co do wielkości, jakie kiedykolwiek odnotowano, jego uderzenie miało najdłuższy czas trwania, jaki kiedykolwiek zaobserwowano – od ośmiu do dziesięciu minut. Jednak w zdecydowanej większości przybrzeżnych obszarów obejmujących epicentrum trzęsienia, nie zabrzmiał żaden alarm przed nadejściem fali.

Moim zdaniem naszym największym dzisiejszym problemem jest to, że bardzo przypominamy tych naiwnych plażowiczów. Uważamy, że to tylko większa fala; podczas cofania się zabierze ze sobą kilka krzeseł i to już koniec. Nie zdajemy sobie sprawy, że to początek serii fal, z których każda jest większa i bardziej niszczycielska niż jej poprzedniczka, i że kiedy to się skończy, nasz świat zmieni się na zawsze. COVID-19 to nie całe wydarzenie; to ta pierwsza „nietypowo duża i szybko poruszająca się fala”. Dlatego wielu ludzi jest zdezorientowanych, ale i rozbawionych, nie wiedząc, czy powinni traktować to poważnie, czy nie. Jednak wszyscy powinniśmy bardzo poważnie potraktować COVID-19.

Od dziesięcioleci pod powierzchnią tworzył się nowy świat, a my opieraliśmy się jego nadejściu. Próbowaliśmy wszystkiego, co w naszej mocy, aby za wszelką cenę utrzymać konsumpcjonizm i bezwzględną konkurencję, jedynie opóźniając to, co nieuniknione. Teraz w końcu ciśnienie tektoniczne wzrosło do tego stopnia, że warstwy zostały przesunięte w nowe miejsce, jednocześnie ciśnienie zostało natychmiast uwolnione i w rezultacie – mamy tsunami zmieniające życie na całym świecie. Nie powinniśmy się oszukiwać; fale, które nastąpią po COVID, będą większe i bardziej niszczycielskie. Unikniemy ich wpływu tylko wtedy, gdy teraz zaczniemy działać.

Zmiana, której potrzebujemy, to transformacja naszego stosunku do świata i społeczeństwa, do innych ludzi. To rewolucja w naszym postrzeganiu rzeczywistości, od patrzenia na świat oczami indywidualistów do widzenia zbiorowości. Nadal opieramy się zmianie. Nasze ego mówi nam, że to tylko fala; wkrótce wrócimy do celebrowania życia, niszczenia planety i wykorzystywania każdego, kogo się da, celowo lub nieumyślnie. Ale nasze ego wyprowadza nas w pole. Większość z tych, którzy pozostali na lądzie 26 grudnia 2004 r., nie przeżyła następnych fal. Tak samo nie przeżyją Ci, którzy dziś upierają się przy swoim i chowają głowy w piasek.

Im szybciej skierujemy nasze umysły, serca i ciała do budowania społeczeństwa opartego na wzajemnej odpowiedzialności, integracji wszystkich części społeczeństwa i budowaniu poczucia wspólnoty, tym szybciej uwolnimy się od wirusa i jego okropnych następstw.

W przeciwieństwie do wydarzeń z 2004 roku, mieliśmy wiele alarmów. Wiele osób ostrzegało, że nasz paradygmat jest nie do utrzymania. Sam piszę i mówię o tym, od co najmniej piętnastu lat, ale moje błagania zawsze spotykały się z protekcjonalną tolerancją, jeśli nie z rażącą pogardą.

Teraz minęła faza ogłaszania alarmu; jesteśmy w środku wydarzenia. Powinniśmy robić, co nam każą: zachować dystans społeczny, nosić maski i rozejrzeć się dookoła w celu rozpoznania obecnej sytuacji i naszego w niej położenia. Zawody z przeszłości zniknęły lub szybko umierają. Maszyny wykonają większość pracy fizycznej, a prace ludzkie będą coraz bardziej odnosić się do połączeń międzyludzkich. Będzie mnóstwo zawodów potrzebnych do zbudowania nowego społeczeństwa, opartego na trosce, solidarności, spójności społecznej – wszystkich tych wartościach, z których tak długo wyśmiewaliśmy się. Teraz są one niezbędne dla naszego istnienia. Bez nich nie będziemy w stanie nic zrobić, nawet utrzymać łańcuchów dostaw żywności, aby wyżywić siebie i nasze rodziny. W dzisiejszych czasach wzajemna odpowiedzialność nie jest tylko wspaniałomyślną ideą; jest tak samo potrzebna, jak pożywienie i woda, ponieważ bez niej nie będą zaspokojone żadne z tych elementarnych potrzeb.

Musimy zrozumieć, że teraz będziemy pływać razem, albo utoniemy samotnie.

Źródło: https://bit.ly/3g9yKLv


Koniec naprawy już trwa!

каббалист Михаэль ЛайтманW swojej historii ludzkość przeszła przez wiele różnych prób, teraz pozostał nam tylko jeden szczególny stan: koniec naprawy. Musimy ujawnić ten stan ostatecznej naprawy, zobaczyć, że jest realizowany tu i teraz we wszystkim, co nam się przydarza.

Koniec naprawy już trwa, został uruchomiony i obecnie znajdujemy się w tym procesie. Otwórzmy tylko oczy, a nie będziemy oceniać tego wąskim, ograniczonym, egoistycznym spojrzeniem, co jest dla nas dobre, a co złe.

Rozszerzmy naszą percepcję i zobaczmy, co Stwórca robi z całą ludzkością. Stwórca pod uwagę nie bierze naszego materialnego życia, a patrzy jak napełnić wszystkie poziomy pragnienia, całą HaWaYaH, całą rzeczywistość w nieskończonej mierze.

Właśnie w taki sposób należy widzieć Jego stosunek do nas. Spróbujmy otworzyć nasze umysły, nasze serca, aby zobaczyć, że wszystko zrobione jest prawidłowo, z korzyścią dla nas, w odkryciu i ujawnia się coraz bardziej. Spójrzcie, co robi Stwórca! Odkrywa się nam w integralnej formie, wokół całej kuli ziemskiej. Czegoś takiego nie było nigdy jeszcze od samego stworzenia świata!

Ludzkość rozproszyła się ze starożytnego Babilonu po całej ziemi, a teraz Stwórca ponownie zbiera nas razem, w jedną rodzinę, czasem zmusza uderzeniem. W rzeczywistości te ciosy nie są tak straszne, są bardziej psychologiczne. Podejdźmy do Niego ze zrozumieniem, ze świadomością, spróbujmy usprawiedliwić działania Stwórcy, wówczas zrozumiemy ich potrzebę po to, aby Go poznać. I wtedy nie zobaczymy żadnego problemu w tym, co się dzieje.

Spróbujcie zobaczyć ten proces w takiej formie. Stwórca stopniowo, z ogromną ostrożnością skłania nas do naprawy i powoli odkrywa nam nasze wady. Robi to na całą skalę ludzkości.

Jeszcze nie rozumiemy, co się z nami dzieje. W rzeczywistości w czasie epidemii koronawirusa, w każdym z nas zachodzą wewnętrzne zmiany. Czasem zauważyć można nawet, jak coś się w nas zmienia fizycznie, emocjonalnie, psychologicznie, należy tylko być bardziej wrażliwym i subtelnym. Wszyscy zmieniamy się, cała ludzkość, od najbardziej rozwiniętych ludzi do najprostszych, na całym świecie.

Wyższe Światło wpływa na nas, zbliża się coraz bardziej, aby odkryć się w nas i musimy przejść przez te stany z jego pomocą. Będziemy musieli trochę pocierpieć, aby poczuć, że mamy jedno wspólne nieszczęście, ponieważ w przeciwnym razie nie będzie nas można połączyć.

Mając dobre życie ludzie oddalają się od siebie, a wspólna bieda ich zbliża. Dlatego Stwórca z ogromną ostrożnością i miłością jednoczy nas razem. Łączy nas wspólnym nieszczęściem, wspólną chorobą i śmiercią.

Ale w tej sytuacji mamy czas na przemyślenia, aby zmienić się wewnętrznie. Mędrzec to ten, kto widzi perspektywę przyszłości, to znaczy nowy stan, który się z tego rodzi. Należy zrozumieć, że wszystko to prowadzi nas do wiecznego i doskonałego, pięknego stanu – do właściwego połączenia, w którym odkryje się między nami Wyższa Siła, pole wyższego światła, napełniające nasz umysł i uczucia nieskończonym poznaniem.

Wzniesiemy się na stopień wiary ponad wiedzę. A teraz płaczemy i obwiniamy Stwórcę za to, co z nami robi, dlatego że patrzymy ze swojego wąskiego egoizmu. Wydaje nam się, że to wszystko nie jest dobre, dlatego że oddzielamy się od ostatecznego celu i oceniamy tylko stan chwilowy. Należy dokładnie przemyśleć i zastanowić się nad tym, co się z nami dzieje.

Z porannej lekcji 09.07.2020


Pozbyć się lęków

каббалист Михаэль Лайтман Bezmyślnie czekamy na koniec pandemii koronawirusa zamiast już teraz wyciągać lekcje. W rezultacie zjawiska towarzyszące pandemii mogą okazać się nie mniej niszczące niż ona sama.

Im dłużej koronawirus pozostaje z nami, tym bardziej jego skutki są odczuwalne w różnych sferach życia. Atakowane są nie tylko zdrowie i gospodarka – atakowany jest nasz psychiczny i emocjonalny stan. Syndrom lęków i niepokojów obejmuje dzisiaj nie tylko tradycyjne wrażliwe sektory, ale także ogromne masy ludności, w tym dzieci i młodzież.

Niepokój i panika, lęk przed utratą bliskiej osoby, strach przed śmiercią, presja społecznych i ekonomicznych okoliczności – wszystko to w różnym stopniu dotyka miliony ludzi ingerując w ich codzienne czynności, a nawet je zakłócając.

Niepewność panująca w świecie i brak solidnych perspektyw jest wyzwaniem, z którym nie każdy może sam sobie poradzić. Myśli o tym paraliżują człowieka, wysysają z niego siły. Liczba samobójstw w pierwszej połowie roku, w stosunkowo zamożnym Izraelu wzrosła prawie o 5% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Trzykrotnie wzrosła poporodowa depresja. W Stanach Zjednoczonych brakuje już leków na depresję i stany lękowe, które dotykają co najmniej jedną trzecią nastolatków i młodzieży.

Nieznane, zawsze martwi i przeraża. Jest to jeden z głównych czynników psychologicznych problemów. Kiedy nie wiesz, co czai się za rogiem, czujesz się jakby w zamknięciu, nie masz pojęcia, gdzie się poruszać, co przedsięwziąć. Niepewność prowadzi do bezradności, dezorientacji i zatrzymania.

Co gorsza, przekazujemy sobie to uczucie a ono rozprzestrzenia się w społeczeństwie jak wirus. Ponieważ wszyscy ludzie są zjednoczeni od początku w jednym systemie, nazywanym w Kabale Adam Riszon. Czy tego chcemy, czy nie nasze impulsy przebiegają przez jego połączenia neuronowe. To co dostrzegam u siebie, w taki czy inny sposób pochodzi od innych i nawet bez mojej wiedzy przesyłane jest dalej. Ludzie świadomie i nieświadomie nieustannie zarażają się wzajemnie negatywnością.

Taki jest paradoks współczesnego egoistycznego społeczeństwa: nierozerwalne części całości czują się w nim oddzielone, niekiedy samotne, zagubione. Cierpimy z powodu braku jedności, ale nadal ją pielęgnujemy.

Przejdźmy do ogólnego obrazu. W rozwiązywaniu współczesnych problemów należy wziąć pod uwagę interaktywną, systemową wzajemną relację. Dzisiaj walczymy nie z koronawirusem i jego konsekwencjami – ale przeciwstawiamy się systemowi, którego absolutnie nie rozumiemy, chociaż powinniśmy już zrozumieć.

Prawo jest surowe, ale jest prawem”

Wszystkie problemy człowieka w tej jedynej strukturze generowane są przez jego arogancki upór: człowiek nie akceptuje praw systemu, przeczy mu na każdym kroku, ignoruje jego sygnały i ostrzeżenia. Ze względu na swoje rosnące wymagania wynajduje wadliwe, zastępcze struktury, które prędzej czy później zwalają się mu na głowę. Zdezorientowany dogmatami wyssanymi z palca, odrzuca proste, poprawne rozwiązania, chociaż one leżą dosłownie przed jego nosem.

Jak pomóc ludziom, którzy stracili grunt pod nogami, czują się przygnębieni, zdezorientowani i przytłoczeni? Oczywiście należy ich objąć w każdym znaczeniu tego słowa. Należy ich wspierać, pocieszać, dodawać otuchy, gdyż potrzebują żywego udziału człowieka. Człowiek człowiekowi powinien przekazywać ciepło, troskę, wzajemność. Kiedy wiem, że nie jestem sam, że nie będę zostawiony na pastwę losu, wszystko się zmienia. Czując szczerą życzliwość, pewność pochodzącą od otaczających mnie ludzi, uspokajam się jak dziecko na rękach matki. Przy tym oczywiście sam także muszę być „kochającą matką” w stosunku do innych.

Nie mamy jednak produktu o takiej nazwie i chorym sprzedajemy tabletki, wizyty u psychologów i psychiatrów, rozpraszające placebo. Doszliśmy do tego, że nie możemy ani czuć ich nieszczęścia, ani współczuć im z głębi serca.

A jeżeli jesteśmy już gotowi przyznać się do tego, to zacznijmy „pociągać za sznurki”. W rzeczywistości przeciwko zaburzeniom lękowym potrzebna jest również „szczepionka“, jest również niezbędna „odporność kolektywna“. Dlaczego więc skupiamy się na koronawirusie i nie chcemy wyciągać wniosków? Dlaczego gotowi jesteśmy w dalszym ciągu dawać wszystko inne jako okup dla egoizmu? Przy takim podejściu czekają na nas znacznie trudniejsze i boleśniejsze doświadczenia.

Ostatecznie system nie odstąpi i tak zaakceptujemy jego wymagania. Więc dlaczego nie teraz? Czy naprawdę trzeba dojść do samego dna, do globalnych kataklizmów, aby zmienić kurs?

Obejmij świat

Amerykanie zawsze robią to, co należy dopóki nie spróbują czegoś innego” – powiedział kiedyś Churchill. Dzisiaj powiedziałby to o nas wszystkich. Znikają miejsca pracy, narastają globalne sprzeczności, przyszłość zamienia się w „burzową przełęcz” i nie mamy pojęcia, co będzie jutro, nie wiemy jak wychowywać i edukować dzieci, aby ich świat był lepszy.

Obraz naszego życia zmienia się na naszych oczach, zabierając to do czego jesteśmy przyzwyczajeni, niszcząc utkane przez nas iluzje. Stoimy i czekamy, aż wszystko zostanie odbudowane, odrodzone, powróci do normy. Faktycznie wszyscy jesteśmy zdezorientowani i zastopowani w martwym punkcie, dlatego że boimy się nowego i nie możemy pozbyć się starych obaw.

Oby była taka możliwość, by zebrać całą ludzkość w jedną całość, abym mógł objąć wszystkich”. (Kabalista Abraham Kuk)

Kiedy nadchodzi fazowe przejście z nieuniknionymi wstrząsami, jedynym lekarstwem jest współczucie i miłość. Każdy chce wewnętrznie objąć drugiego i w ten sposób przekazuje otoczeniu nie niepokój, ale niezachwianą pewność, oddanie, gotowość podstawienia ramienia.

Tylko tak uzdrowimy się i przejdziemy na nowy etap, pełni siły i nadziei. Tylko w taki sposób zaczniemy rozumieć ogólny system i swoją w nim rolę.

W rzeczywistości oznacza to grę typu „podaj dalej”, która uczy nas, jak podtrzymywać integralną równowagę. Z jednej strony trzymamy się od siebie na odległość, aby nie dzielić się wszelkiego rodzaju wirusami, negatywem jaki narusza wspólność, a z drugiej strony zbliżamy się w sposób, który pozwala nam wzmocnić więź i przekazywać sobie wzajemnie pozytyw. Jest to „społecznie zorientowana kwarantanna”, dzięki której każdy staje się kanałem zaufania i dlatego sam odczuwa je przez innych.

Jesteśmy blisko tego. O wiele bliżej, niż się nam wydaje. Jesteśmy już nastrojeni na właściwą falę, ale jeszcze nie zaczęliśmy na niej nadawać, nie zrozumieliśmy jeszcze, że jest to nasza fala, nasza odpowiedzialność, nasze powołanie i nasza dobra przyszłość. Co skłoni nas do wypełnienia tej ciszy?