Wspólnie ze Stwórcą pracujemy nade mną
Do stanów, w których odczuwamy siebie w każdej chwili, nie należy odnosić się krytycznie, ponieważ nie wiemy, po co zostały nam dane ani skąd przychodzą. Musimy tylko zrozumieć, jak wykorzystać teraz ten stan, który jest nam dany. Przyjąć go ze zrozumieniem, że nie ma lepszego stanu dla naszego postępu, dla naprawy duszy, niż ten, w którym się obecnie znajduję i dziękować Stwórcy za zło, tak samo jak za dobro.
Oceniam swój stan zgodnie ze swoim nie naprawieniem. Gdybym był naprawiony, odczuwałbym w każdym stanie jedynie nieskończoność. Jeśli w czymś pojawia się przeciwne odczucie, oznacza to, że jest to forma nienaprawiona, którą muszę poczuć i nad nią pracować, naprawić to uczucie, aż stanie się doskonałe.
Okazuje się, że to właśnie Stwórca wywołuje modlitwę człowieka – przyczyna jest w Nim. Ale między Jego wezwaniem a działaniem człowieka leży wolny wybór samego człowieka, jak siebie zorganizował i jak zareagował:
1) czy wyjaśnił, od kogo otrzymał ten stan
2) co trzeba z nim zrobić
3) dzięki czemu może zmienić siebie
4) jaki stan powinien w sobie osiągnąć
Wszystko to znajduje się już w rękach samego człowieka: wyjaśnienie różnicy między stanem, w którym odczuwa siebie, a tym, w którym chciałby siebie zobaczyć. Od odczucia braku będzie zależał jego następny stan.
Od nas nie wymaga się niczego więcej, tylko właściwego pragnienia. Dopóki nie zostanie ono skierowane bezpośrednio na osiągnięcie ostatecznego celu – właściwości obdarzenia takiej wysokości i siły, jak wyższa siła, dosłownie w korzeniu naszej duszy, z którego pierwotnie wyszliśmy.
W taki sposób pracujemy razem: Stwórca nas budzi a my w każdej chwili musimy przede wszystkim zrozumieć, że wszystko to pochodzi od Niego, ukierunkować siebie na właściwą pracę: „Izrael, Tora i Stwórca to jedna całość”. Dzięki temu osiągamy modlitwę, która wyraża już nasze własne pragnienie.
To znaczy, że ja i Stwórca, zajmujemy się pragnieniem! O świetle w ogóle nie mówimy, wyłącznie o pragnieniu. Stwórca daje mi pragnienie, od którego rozpoczynam swoją pracę. A ja, pracując nad nim i robiąc wysiłki, doprowadzam pragnienie, które otrzymałem od Niego, do innego pragnienia, które nazywa się już modlitwą.
W tym stopniu, w jakim moje pragnienie będzie właściwe lub niewłaściwe, Stwórca mnie naprawia i daje mi nowe pragnienie, za pomocą którego powinienem ponownie naprawić się, jeszcze precyzyjniej i lepiej określić swoje pragnienie, które znowu będzie nazywać się modlitwą.
Tak nieustannie pracujemy wspólnie z Nim nad moim pragnieniem, aż osiągnie wymaganą wielkość, moc, charakter i ogólną formę i stanie się takie, jakie jest potrzebne do osiągnięcia Malchut Świata Nieskończoności, obejmującą w sobie pragnienia wszystkich dusz.
Wtedy, zgodnie z poznaną wielkością siły obdarzania i własną małością, prawidłowo formułuję swoją modlitwę, swoje prawdziwe pragnienie i w nim odkrywam cel stworzenia.
Z lekcji według artykułu Rabasza