Artykuły z kategorii Praca duchowa

„Religia” jest szkołą wzniesienia się do Stwórcy

Jak napisał Ari w książce „Drzewo życia” (16 w.), po wyjściu ze świata zwierzęcego poprzez pośrednie ogniwo małp, przybraliśmy postać ludzką. Stało się to zarówno na fizycznym, cielesnym poziomie, jak również na poziomie duchowym, na poziomie duszy: rozwijamy się w pragnieniu nieożywionej, roślinnej i zwierzęcej natury, aż zostanie osiągnięte egoistyczne pragnienie czwartego, ludzkiego stopnia. Ten stopień jest podzielony na cztery podobne poziomy, ale ogólnie, rasa ludzka odróżnia się od pozostałych przez szczególną formę jej rozwoju.

Wcześniej rozwój odbywał się na materialnym poziomie, w ramach wchłaniania i wydalania substancji. Przy tym, nieożywiona natura jest prawie zawsze ograniczona przez wewnętrzne procesy, a roślinna natura znajduje się już w procesie wymiany substancji ze środowiskiem: oddycha, wchłania i wydala, lecz w niewielkich ilościach.

Przy tym zależna jest całkowicie od zewnętrznych warunków, nie porusza się i jest podporządkowana sezonowym warunkom. Zwierzęca natura jest jeszcze mniej ograniczona: jej przedstawiciele poruszają się, dysponują bardziej rozwiniętym pragnieniem, rodzą w szczególny sposób swoje potomstwo, wchłaniają substancje odżywcze lepiej i wydalają odpady … Na tym kończy się właściwie zewnętrzny, materialny rozwój. I dalej dołącza się do tego szczególny, czwarty stopień.

Dlaczego nie można by było zakończyć tego procesu rozwoju na tym etapie? Dlaczego nie może trzecie stadium rozprzestrzeniania prostego światła być ostatecznym?

Keter, czyli korzeń, zerowe stadium, stworzyło i napełniło pragnienie otrzymywania (pierwsze stadium lub Bhina Alef). Co więcej, to pragnienie chciało być podobne wyższemu, co charakteryzuje już drugie stadium (Bhina Bet), pragnienie dawania. Aby zrealizować obdarzanie wyższemu, drugie stadium podejmuje następującą decyzję: „Muszę koniecznie otrzymywać”. Wtedy tworzy ono ze środka Biny dla siebie nowy stan, trzecie stadium (Bhina Gimmel) lub Zeir Anpin, który otrzymuje z zamiarem oddawania.

Czego tu brakuje? Bo właściwie trzecie stadium ma wszystko, oprócz niezależności, samouświadomienia i uświadomienia wyższego poza swoim ja. Brakuje więc wewnętrznego rozwoju w odniesieniu do wyższego. Innymi słowy, konieczne jest tutaj połączenie z korzeniem, aby kontynuować proces rozwoju.

W tym miejscu powstaje czwarte stadium (Bhina Dalet lub Malchut). Jest to szczególny stopień, na którym odbywa się wewnętrzny, jakościowy rozwój.

Do tego czasu, pragnienie już rozwinęło się odpowiednio. Widzimy to w naszym świecie, w którym jest wystarczająco dużo egoizmu. A teraz musimy rozwijać się jakościowo, aby osiągnąć najwyższy korzeń. Świat rozpoznał już swój egoizm i zrozumiał, że nie jest to możliwe, aby się napełnić. Wszystkie formy zostały wypróbowane, w wyniku czego wszystko zniszczyliśmy. Pozostaje tylko pytanie związku z wyższym, ze Stwórcą: skąd pochodzę i dokąd zmierzam?

Tak więc, nastąpiło czwarte stadium – etap rozwoju człowieka, któremu towarzyszą pragnienia z innych poziomów.

Z tego należy zrozumieć, czym jest „religia” w kontekście rozwoju. Jest ona szczególnym mechanizmem, szczególnym środkiem, który umożliwia nam uświadomić sobie przepaść między mną a Stwórcą. Religia odnosi się tylko do poziomu człowieka.

2011-11-29 rav_bs-mahut-dat-ve-matrata_lesson_n4_01-(1)

Kto może rozpocząć tą pracę? Ten, kto czuje brak połączenia ze Stwórcą, i tego pragnie. Innymi słowy, tylko ci, którzy mają punkt w sercu (•). Wszyscy pozostali należą do poprzednich stopni rozwoju: nieożywionego, roślinnego i zwierzęcego.

Dlatego czujemy tą różnice, rozdacie, napięcie, pociąg do czegoś. Rozwija to w nas poczucie uświadomienia zła.

O jakie zło tutaj chodzi? A może czuję się źle, bo nie udało mi się czegoś ukraść, bez przyłapania mnie na kradzieży? Albo czuję zło w odniesieniu do Stwórcy? „Religia” w tym sensie przedstawia sobą szkołę wewnętrznego i zewnętrznego kształcenia, która pokazuje mi, jak daleko jestem oddalony od Stwórcy i w jaki sposob mogę skrócić ten dystans.

Postrzeganie to nie jest w żaden sposób powiązane z tradycyjnym wyobrażeniem o „religii”. Istnieje człowiek i istnieje wyższa siła – a zatem zadanie jest w tym, aby rozpoznać swoją przeciwność w stosunku do niej i pokonać ten dystans.

Z lekcji do artykułu „Istota religii i jej cel”, 29.11.2011


Czego oczekujemy od kongresu w Sankt Petersburgu?

каббалист Михаэль ЛайтманKongres  w Soczi. Lekcja 4

Na nadchodzącym kongresie w Sankt Petersburgu od razu stawiamy prostą poprzeczkę: ten, kto przyjechał tutaj i będzie uczestniczyć w kongresie, zobowiązuje oddać siebie w imię sojuszu między nami, żeby w nim ujawnić Stwórcę i wspólną  naprawę. To nie podlega żadnej dyskusji.

Wyjaśnimy sobie, że znajdujemy się w idealnym stanie, a wszystkie zakłócenia tej harmonii są wewnątrz nas. Każdy musi odnaleźć wadę w sobie, która zakrywa przed nim i przed wszystkimi duchowe przejawienie. Dlatego najważniejsze jest zagłębienie w siebie i wewnętrzna kontemplacja.

Wszystkie odpowiedzi znajdują się we mnie, dlatego że wokół istnieje doskonałość, wokół nas jest świat nieskończoności. Dlatego cała wewnętrzna kontemplacja i pogłębienie skupia się  na modlitwie do Stwórcy i powiększeniu wrażliwość na Niego.

To znaczy że musimy zrozumieć, że teraz znajdujemy się w absolutnie idealnym stanie, wszystkie problemy znajdują  się w nas, w naszych nienaprawionych organach odczuwania. Musimy wszyscy razem we wzajemnej pomocy doprowadzić się do stanu, kiedy  poczujemy prawdziwy, idealny świat. To jest nasze zadanie na kongresie i nasze zadanie w życiu.

Każdy dzień będzie rozpoczynał się od spotkania przyjaciół, na którym przyjaciele z Soczi doprowadzą  wszystkich do emocjonalnego stanu. Przygotowanie będzie stosunkowo długie, poważne, eskalujące uczucia, wewnętrzne napięcie. Na tej podstawie każdy tworzy osobistą modlitwę, która wbrew woli wypływa z niego i wyraża on  swoją ekspresje na papierze.

Potem zacznie się pierwszy wykład „Co wymaga ode mnie Stwórca”. Jest powiedziane w autentycznych źródłach, że Stwórca wymaga strachu. Musimy połączyć się miedzy sobą, żeby zebrać, zorganizować, poprawnie sformułować strach.

Dlaczego jest to warunek, przy którym wchodzimy w następny stan? Strach jest to odczucie konieczności, beznadziejności, czegoś przybliżającego się, niezrozumiałego. Powinien być uformowany w postaci specjalnej potrzeby. To nie jest strach, a wewnętrzne drżenie, ponieważ jestem zobowiązany dojść do miłości do stworzeń i przez nie do Stwórcy, ale nie jestem w stanie osiągnąć tego sam.

Wynikiem dnia powinna być modlitwa – poważna, wydobyta z pomocą  rozbicia serc,  wyciskania z nich każdej kropli krwi, wszystkiego, co w nich jest. Dzień kończy się wspólną modlitwą do Stwórcy.

Z 4 lekcji kongresu w Soczi, 25.08.2014


Kongres w Sankt Petersburgu: poczuć swoją prawdziwą naturę

каббалист Михаэль ЛайтманKongres w Soczi. Lekcja 4

Jeden z wykładów, który jest planowany na kongresie w Sankt Petersburgu, nazywa się „Obieg egoizmu w naturze.” Bo co jest jeszcze w naturze, oprócz tego?

Każdy musi wyciągnąć na zewnątrz cały swój egoizm, opowiedzieć, jak lubi grzebać się w nim, podobnie do żuka w nawozie. Nie płakać nad tym i nie bić się w pierś, a normalnie, poważnie poczuć to, co powiedział Stwórca: „ Ja stworzyłem egoizm i stworzyłem światło, Torę dla jego naprawy”.

Musimy wyciągnąć wszystko na zewnątrz, co jest w nas, i napisać piosenkę, jaki jestem wewnętrznie brzydki i jak bardzo kocham swoją brzydotę. Nasza sprzedajność, wewnętrzne kłamstwo, niezdolność widzieć prawdę, niemożność kochania  i oddawania – wszystko to musi w niej brzmieć.

Musimy jak najlepiej to poczuć, żebyśmy naprawdę  poczuli obrzydzenie do siebie samych. Ale najważniejsze w każdym przejawie naszych pierwotnych strasznych właściwości jest to, że one nie pozwalają  nam się zjednoczyć.

Pytanie: Staramy się zawsze zakończyć dzień w pozytywnym nastroju. Ale w tym przypadku czy lepiej jest, gdy wszyscy pójdą spać w rozbitym stanie, pod wpływem ujawnionego egoizmu?

Odpowiedź: Nie, uważam, że ujawnienie własnego „zgniłego” wnętrza powinno być radosnym odczuciem. Bo przecież w końcu zrozumieliśmy diagnozę  naszej „choroby“, jak u człowieka, u którego odkryli przyczynę  jego złego stanu. A następnego dnia przyjdzie i otrzyma lekarstwo, ale on dobrze wie, w czym jest  przyczyna choroby  i cieszy się z tego.

Z 4 lekcji kongresu w Soczi, 25.08.2014


„Akwarium“ kongresu w Sankt Petersburgu

каббалист Михаэль ЛайтманKongres w Soczi. Lekcja1

Pytanie: Czy trzystu ludzi posiadających doświadczenie integralnego połączenia w Soczi, mogą przekazać to uczucie jako praktyczną  umiejętność trzem tysiącom ludzi, przyjeżdżającym na kongres do Sankt Petersburga? Czy jest to realne?  Czy jest to materialne działanie, czy należy tutaj poważnie włączyć Stwórcę?

Odpowiedź: Byłoby wspaniale, gdyby udało nam się doprowadzić uczestników kongresu do „wibracji”. To wy, którzy przeszliście jedno wielkie „akwarium”, musicie wstrząsnąć wszystkimi wewnętrznie. Uważam, że jest to możliwe.

Musimy osiągnąć stan jedności, przy czym taki, żebyśmy poczuli wibracje każdego i wszystkich razem. Musimy doprowadzić ludzi do takiego zmysłowego odczucia, żeby to napięcie, które doświadczacie tutaj, wielokrotnie spotęgowało się w Sankt Petersburgu.

Ludzie wymagają wewnętrznego napełnienia. Czuje się w nich tęsknotę do duchowości – chcą tylko tego! Musimy zrobić taki kongres, żeby wszyscy zalali się łzami: czy ze smutku, czy ze szczęścia, albo wszystko razem. Musimy doprowadzić ludzi do poczucia dobra od zjednoczenia, aby w nim zacząć czuć przedsmak odczucia Stwórcy, jakiś  nieuchwytny blask, świecenie. To jest nasze zadanie.

Powinniście zrobić z kongresu w Sankt Petersburgu „akwarium”, żeby w ciągu trzech dni powstała w nim taka wibracja, która wzbudziła by wyższe światło.

Z 1 lekcji kongresu w Soczi, 25.08.2014


Kongres w Sankt Petersburgu: przewrót egoizmu

каббалист Михаэль ЛайтманKongres w Soczi. Lekcja 4

W drugim dniu kongresu proponuję  rozważyć temat: „Jak przyjemny jest „smród“ rozkładającego się z pomocą naszych wysiłków egoizmu“.

Artykuły Baal HaSulama i Rabasza  mówią o tym, że kiedy człowiek patrzy, jak jego odrażające pragnienie stopniowo umiera w agonii, jest on zadowolony z tego, bo przy tym się rodzi. W tej mierze, w jakiej ​​egoizm gnije, czuje, że w nim się rodzi człowiek.

Egoizm jakby przewraca się, zostaje zorany jak broną. Jest to jego inwersja, przewrót na altruizm.  Pługiem jest światło Stwórcy, nawóz jest to nasz wysiłek, którym wcześniej chcieliśmy napełnić nasz egoizm.

W rezultacie, pod wpływem Stwórcy, ilość naszych wysiłków zamienia się na jakość. Otrzymujemy odwrócony egoizm i w nim pojawiają  się  ” kiełki z ziemi” – altruistyczna właściwość, nasza dusza. O tym mówi się w drugim artykule księgi Zohar – „Kiełki”.

Po tym, jak wykiełkowało w nas prawdziwe „ja”, musimy wyjaśnić, czy jesteśmy gotowi do połączenia się w „my”, to jest osiągnąć ten sojusz, o którym mówiliśmy na początku. W ten sposób drugi dzień kończy się tym, że my (indywidualiści) łączymy się w jedno „my”, to znaczy w jedno nasze wspólne „ja”. Z tym idziemy spać w radości, zadowoleni i szczęśliwi.

Rezultatem każdej połowy dnia powinna być modlitwa – nasze zebrane pragnienie, na ile to możliwe, dążące do celu, ku sile, która realizuje ten cel. Każdemu etapowi musi towarzyszyć coraz lepsze wewnętrzne kształtowanie naszego apelu,  modlitwy do Stwórcy.

Z 4 lekcji kongresu w Soczi, 25.08.2014


Kongres w Sankt Petersburgu: zawarcie sojuszu

каббалист Михаэль ЛайтманKongres w Soczi. Lekcja 4

Na kongresie zawieramy ze sobą sojusz, bo bez niego nie możemy dojść do wspólnego pragnienia, w którym odkryjemy Stwórcę. Nie jest to czyjś kaprys, ale konieczny i niezbędny warunek pracy duchowej.

Zgodnie z prawem podobieństwa, kli (naczynie), które odkrywa pewną właściwość, powinno być podobne do tej właściwości również w naszym świecie. Można wziąć fizykę, chemię, fizjologię, cokolwiek – tak to działa na wszystkich poziomach.

Dlatego musimy osiągnąć właściwość podobieństwa ze Stwórcą, a je osiąga się w połączeniu między nami, we wzniesieniu nad egoizmem. Do tego powinniśmy dążyć.  Takie przyjęcie drogi, intencja, osiągniecie tego stanu nazywa się „sojusz”. Mimo że go jeszcze nie osiągnęliśmy, ale zobowiązujemy się być w tym ukierunkowaniu.

Można już zawczasu poinformować o tym ludzi. Nie ukrywamy niczego, dla tego zbieramy  się  na kongresie, który musi doprowadzić nas wszystkich do maksymalnej jedności i nawet, miejmy nadzieję, do pierwszego stopnia podobieństwa ze Stwórcą, to jest do Jego ujawnienia.

Z 4 lekcji kongresu w Soczi, 25.08.2014


Nauczyciel czeka na Ciebie przy wejściu

каббалист Михаэль Лайтман Uczeń otrzymuje całe światło przez nauczyciela: światło powracające do źródła i światło napełnienia. Kolejność stopni nigdy się nie zmienia. Dlatego zadaniem ucznia  jest starać się przykleić do nauczyciela.

Taki przykład jest podany w Księdze Zohar, który odnosi się do rabina Hija, który pościł czterdzieści dni, aby zobaczyć nauczyciela, który ich opuścił, Rabina Szymona. A gdy nie udało mu się zobaczyć go, to pościł przez następne czterdzieści dni.

Jest oczywiste, że nie chodzi tu o fizyczne głodowanie, a duchowe działania. Rabin Hija dwukrotnie wzniósł się do stopnia wyższej Biny i na tyle naprawił się światłem Chasadim,  że uzyskał  połączenie z nauczycielem na bardzo wysokim poziomie, tzn. „zobaczył“ Rabina Szymona, siedzącego na wyższym zebraniu, który dzięki uczniowi odkrył wyższą, ukrytą mądrość, światło Chochma (moha stima).

Pytanie: Jak możemy osiągnąć takie odkrycie?

Odpowiedź: Należy starać się przykleić do tego, co mówi nauczyciel. Jest oczywiste, że ani ja, ani wy nie znajdujemy się  jeszcze na takich stopniach, jak rabin Szymon i rabin Hija, ale nie ma wątpliwości, że kiedyś się do nich wzniesiemy. Ten przypadek powinien służyć nam za przykład nie cielesnego czy psychologicznego, ale prawdziwego wewnętrznego połączenia. Wszystko, czego się uczymy i otrzymujemy przez zewnętrzny rozum i wewnętrzne napełnienie, pochodzi od nauczyciela.

W przeciwnym razie nauczyciel nie może nic dla nas zrobić. On znajduje się w pozycji rodzica, który ma możliwość dać dziecku tylko to, o co ono poprosi. Jeśli dziecko jest pełne energii, mądre,  inteligentne, ma wielkie pragnienie, można zapisać je na różne kółka, do prywatnych nauczycieli, przynosić mu książki i gry rozwijające o coraz większej złożoności.

A jeśli dziecko jest psychicznie chore i zatrzymane w rozwoju umysłowym, to rodzic może troszczyć się tylko o jego fizyczną egzystencję, cielesne potrzeby  w nadziei, że kiedyś przebudzi się w nim rozum.

Wszystko zależy od pragnienia ucznia. Ten związek działa tylko w jednym kierunku: tylko pragnienie ucznia odkrywa  nauczyciela – zobowiązuje go otworzyć się lub zamknąć. Nazywa się to “Cierpienie rodzica, wychowującego synów“, gdy nauczyciel jest zmuszony zamknąć się zgodnie z tym, jak uczeń oddala się od niego.

Dzieje się tak z każdym uczniem i ja sam przez to przeszedłem w bardzo dramatycznej formie. Musimy studiować  również taki stan, żeby zrozumieć, że cała odpowiedzialność spoczywa na nas. Odkrycie nauczyciela, a następnie Stwórcy odbywa się zgodnie z pragnieniami ucznia – tym, jak przygotował się w pracy z przyjaciółmi.

Tylko poprzez połączenie z przyjaciółmi, można dążyć do zbliżenia z nauczycielem, a przez niego ze Stwórcą. Wewnątrz tego połączenia trzeba znaleźć wspólne pragnienie i wtedy znajdziesz właściwy kierunek. W przeciwnym razie nic z tego nie będzie. Ukrycie pomaga nam.

Nauczyciel uczy cię tego, jak odkryć otwór w jakimś tam miejscu, przez który będziesz w stanie przeniknąć do Stwórcy. Wyobraź sobie, że gdzieś tu w pobliżu, w powietrzu nagle odkrywasz jakieś ukrycie. I dzięki temu, że nauczyciel  podpowiada ci o nim (a on nigdy nie powie ci o tym bezpośrednio, nie licz na to!), ty rozumiesz, jak trzeba otworzyć ten  otwór w powietrzu i wejść.

Z lekcji do artykułu “Wprowadzenie do TES”, 29.08.2014


Poryw w Soczi i przełom w Sankt Petersburgu

каббалист Михаэль ЛайтманPytanie: Nie każdy ma możliwość przyjechać na kongres w Sankt Petersburgu we wrześniu. Jak wszyscy przyjaciele na świecie mogą pomóc sobie nawzajem i włączyć się w niego?

Odpowiedź: Tym kongresem zajmuje się grupa z Soczi, tj. przyjaciele, którzy pracowali nad rozpowszechnianiem w Soczi tego lata. Przez trzy dni powinniśmy przejść przez to, przez co przeszli oni.

Oczywiście, w tym kongresie będą uczestniczyć nie tylko ci, którzy przyjadą do Sankt Petersburga, ale wszystkie nasze grupy i studenci z całego świata. I wtedy wszyscy razem, holistycznie, w znaczeniu ogólnego przeżycia wewnętrznego, doświadczymy tego co nasi przyjaciele w Soczi, i z pewnością uzyskamy nowy poziom. Spoglądamy teraz na nich, oczekując od nich przygotowania i realizacji kongresu w Sankt Petersburgu.

Nie musimy koniecznie przyjeżdżać i uczestniczyć w nim fizycznie. Podróż w ogóle nie ma znaczenia w tej sprawie. Odległość – nie istnieje. Widziałem to na przykładzie naszych grup w Ameryce Południowej, które niepodzielnie połączyły się z nami w integralnym zjednoczeniu i byli ściśle włączeni do codziennych lekcji. U nich po prostu nie ma poczucia separacji, odległości.

I także przyjaciele z Soczi z czystym sercem pozwolili mi wrócić do domu po jednodniowej wizycie, żebym już w zbliżającą się noc przeprowadził lekcję dla wszystkich. Czuję, że oni mają te same odczucia, te same połączenie i to samo napełnienie od lekcji.

Tak więc wszyscy jesteśmy wzajemnie połączeni, i nikt z nas nie ma żadnych problemów z włączeniem się do kongresu. Ci którzy naprawdę nie mogą przyjechać na kongres, nie muszą wykonywać jakiś nadludzkich wysiłków. Lepiej przygotować się do lustrzanych kongresów na miejscu, żeby utrzymać maksymalną więź – i obiecuję wam taką samą moc jedności i ten sam entuzjazm. Jeżeli będziecie z nami, to i my będziemy z wami jak gdyby w jednym miejscu.

Generalnie chcemy, aby doświadczenia z Soczi zostały przekazane wszystkim poprzez odczucia. Jeżeli nasze wielkie światowe audytorium przeniknie tym przeżyciem, to będzie to bardzo duży krok.

Nasi przyjaciele – mężczyźni i kobiety – osiągnęli w Soczi wspaniałą interakcję i wzajemne oddziaływanie, prawdziwy altruizm. Miejmy nadzieję, że i my włączymy się w nich. Właśnie dlatego potrzebni są przyjaciele.

Z lekcji do artykulu “Jedno przykazanie”, 26.08.2014


Ujawnić Stwórcę poprzez wszystkie zasłony

каббалист Михаэль ЛайтманKongres w New Jersey. Lekcja 4

Baal HaSulam pisze w artykule “Nie ma nikogo oprócz Niego”: Powiedziano: “Nie ma nikogo oprócz Niego”, co oznacza, że ​​nie ma żadnej innej siły na świecie, która miałaby możliwość uczynić coś przeciwko Stwórcy. Jest to jedyna siła, która decyduje i wykonuje wszystko i nie ma nic oprócz niej.

A to, że człowiek widzi, iż są na świecie rzeczy i siły, które zaprzeczają istnieniu wyższych sił, dzieje się z woli Stwórcy, żeby zmylić człowieka, dać mu odczucie, że istnieje więcej przyczyn, wiele sił.

I jest to zrobione celowo, aby z tego zaplątania, rozproszenia, człowiek mógł dokładnie nakierować się na tą silę, podobnie jak w optycznym celowniku, w którym ostrość najpierw jest rozmyta, aby następnie stopniowo scentrować go precyzyjnie na cel. Tak samo tutaj.

Jeżeli bowiem, zaczynamy odczuwać kilka sił, więcej przyczyn, wiele źródeł naszego życia, to w końcu dochodzimy do wniosku, że we wszystkim tym działa tylko jedna siła, która specjalnie myli nas z różnych kątów widzenia, tak żebyśmy skorygowali swój wzrok, swoje postrzeganie i bardziej skoncentrowali się na niej we wszystkich możliwych sytuacjach, jakie nam się przytrafiają.

Ta metoda Stwórcy, kiedy On nas myli, a my poprzez to zaplątanie jesteśmy zobowiązani odkryć Go, aby bardziej Go pojąć, mocniej połączyć się z Nim, przedrzeć się przez nie wyraźność widzenia – nazywa się „lewa ręka odrzuca, a prawa zbliża”.

Stwórca działa w dwóch kierunkach: z jednej strony, odpycha nas, myli nas, daje nam rożnego rodzaju ćwiczenia, jak gdybyśmy szli po złej drodze a nie do Niego. Myli nas, że On – to nie jest On, a nasi przyjaciele – to nie nasi przyjaciele, że nasz nauczyciel – nie jest nauczycielem, i że tak nie powinno być lecz na odwrót itp.

Wszystko to po to, abyśmy dochodzili do prawdy, znaleźli ją, a wtedy już będzie nasza i już się więcej nie pomylimy.

I to, że lewa odrzuca, myli nas, jest w granicach naprawy. Oznacza to, że są na świecie rożnego rodzaju sytuacje, które od początku przychodzą do nas i mają na celu odwrócić uwagę człowieka od prostej drogi i odrzucenia nas od odkrycia Stwórcy, od tego, aby Go pojąć, zbliżyć się do przyjaciół, uczyć się, zrozumieć, poczuć.

W istocie, właśnie dlatego, że wychodzimy z tych nie prawidłowych punktów drogi, zaczynamy czuć i rozpoznawać, gdzie znajduje się właściwa droga. Jednak nie to jest naszym celem. Jeśli z pomocą tych odrzuceń stawalibyśmy się coraz bardziej mądrzy, rozumiejący, rozwinięci, to stalibyśmy się po prostu bardziej doskonałymi, mądrzejszymi zwierzętami i nie więcej.

Ale my nie powinniśmy dojść do takiego stanu, w którym będziemy – mądrzy, inteligentni rozumiejący i będziemy  rozumieć co się dzieje, gdy Stwórca robi z nami te ćwiczenia. Nie. My powinniśmy osiągnąć Jego poziom.

Dlatego Stwórca, doprowadzając nas do takich zaplątanych, trudnych, bardzo nieprzyjemnych stanów całkowitej bezsilności, z których jak gdyby nie ma sposobu wydostać się – robi to dlatego, żebyśmy naprawdę poczuli, że nie mamy żadnych szans na osiągnięcie celu stworzenia, celu wszelkiego życia i żebyśmy w rezultacie poczuli potrzebę Stwórcy.

Jeśli domagamy się Go, wołamy do Niego, żeby przyszedł i pomógł nam, żeby połączył nas miedzy sobą, aby naprawił naszą percepcję, aby nas zbawił, wtedy ten stan jest najbardziej radosny w Jego oczach. Ponieważ wtedy może On zbliżyć się do nas, dokonać tej naprawy, na skutek czego będziemy razem zjednoczeni.

W tym jest cel wszystkich odrzuceń.

Z 4 lekcji kongresu w New Jersey, 08.08.2014


Obudzić w sobie troskę o świat

Pytanie: Jak mogę w moim sercu obudzić troskę o cały świat?

Odpowiedź: My wszyscy znajdujemy się we wspólnym duchowym naczyniu, w jednym pragnieniu. Stwórca stworzył jedną duszę i niemożliwym jest, aby troszczyć się o jedną z wybranych jej części, ale tylko o całe naczynie. W duchowości nie ma nic „częściowego”.

Jeśli chodzi o obdarzanie, należy zatroszczyć się o to, aby stać się świecą dla Stwórcy, a to oznacza naprawienie całego naczynia. Jeśli  Stwórca stworzył jedno jedyne pragnienie, to obdarzanie może zostać przebudzone tylko w całym pragnieniu. I jak Baal HaSulam wyjaśnia w artykule „Wzajemne poręczenie”,  istniejemy tylko po to.

Dlatego ten, kto nie troszczy się o wspólne naczynie, nie troszczy się także o samego siebie. Należy tylko otworzyć oczy i rozpoznać, że jest to jedno i to samo. Świat jest odciskiem tego, co znajduje się w nas, i tylko wydaje się istnieć poza nami.

Dlatego moim zadaniem nie jest, aby „troszczyć się o świat”, tylko w tym, w jaki sposób mogę sobie samemu otworzyć oczy, by zobaczyć prawdę i zrozumieć, że troska o świat i troska o mnie jest tą samą troską, tak aby to kłamstwo się ulotniło i stało się jasne, że jest to jedna dusza!

Zamiast „przebudzić w sobie troskę o cały świat”, muszę troszczyć się o siebie, dlaczego nie rozpoznaję, że cały świat jest moim duchowym naczyniem, moją duszą.

Z tego jasnym jest, że w żadnym wypadku nie mogę przestać troszczyć się o świat – bo to jest moja najważniejsza część. Wszystko, co czuję teraz we mnie, jest wyłącznie moim ciałem – ego, i to uczucie, które jest określane jako „ciało”, pewnego dnia umrze i zniknie z mojej świadomości. I tylko troska o moje zewnętrzne „ciało”, którą osiągnę, ujawni się mi jako moja dusza i pozostanie ze mną na zawsze. W niej osiągnę moje prawdziwe i wieczne życie.

Dokładnie tę wewnętrzną rewolucję musimy przejść – w gruncie rzeczy, to właśnie to jest przekroczeniem machsomu (granica, bariera, która oddziela nas od wyższego świata).

Gdy człowiek zaczyna wiązać i identyfikować się z tym, co jest na zewnątrz, zamiast z ego, które wcześniej  postrzegał jako siebie samego, oznacza to przekroczenie machsomu.

Baal HaSulam pisze, że do tego potrzebny jest jedynie psychologiczny zwrot. Dokładnie w tej ślepocie i w tym kłamstwie ukrywa się przyczyna wszelkiego zła, które postrzegamy w tej chwili.

Z przygotowania do lekcji, 08.01.2011