Artykuły z kategorii Praca duchowa

Złożona droga pojmowania boskiej prostoty

laitman 38Pytanie: Jeżeli wszystko w naszym świecie pochodzi od wyższych korzeni, to skąd  biorą się wszelkiego rodzaju sztuczne wynalazki, które nie istnieją w naturze, na przykład samochód na kołach?

Odpowiedź: Cała natura przedstawia sobą obraz, który pojawia się we mnie. On schodzi do mnie z góry. W świecie duchowym nie ma samochodów, natomiast powinno tam istnieć samo to pojęcie, bo inaczej jak moglibyśmy wpaść na taki pomysł?

Korzenie wyższego świata w widzialnej formie występują w naszym świecie jako cztery poziomy natury: nieożywiony, roślinny, zwierzęcy i ludzki. A wszystko pozostałe dochodzi do nas w formie myśli. Wszystkie nasze jakby sztuczne wynalazki (rakiety, samochody…) pochodzą od wyższej myśli, a nie jako wynik obserwacji przez nas natury.

To nie rozprzestrzenia się z góry na dół w sposób bezpośredni, obowiązkowy, lecz zostaje wynalezione przez człowieka, który uzupełnia to, czego brakuje mu w tym świecie.

Cztery etapy prostego światła rozprzestrzeniają się z góry na dół, ze świata nieskończoności do naszego świata, tworząc światy, parcufim, sfirot i ich różne kombinacje. Na każdym stopniu wszystko, co jest na nim, wszystkie jego formy, schodzą do niego z wyższego stopnia. Wydaje się nam, że na niższym poziomie istnieją bardziej rozwinięte formy.  To dlatego, że brak doskonałości tego stopnia wymaga ujawnienia większej różnorodności materiału i jego kombinacji.

Na górze, w świecie nieskończoności, wszystko łączy się w jedną całość – wspólną jedność. Świat ten jest tak prosty w porównaniu z naszym złożonym światem. Jednak w istocie świat nasz nie jest bardziej nasycony. On po prostu musi dzielić się na taką liczbę komponentów.

Na dole znajdują się miliardy elementów natury nieożywionej, roślinnej, zwierzęcej i ludzkiej, a w każdym z nich istnieje nieskończone mnóstwo szczegółów. W miarę wzniesienia się po stopniach światów duchowych widzimy ich coraz mniej.

Przecież aby odszyfrować pojęcie jedności, która istnieje na górze, w nieskończoności, potrzebna jest w naszym świecie nieskończona ilość elementów, które przy prawidłowym połączeniu ze sobą mogą odtworzyć tę jedność. W związku z tym istnieje ogromna różnica między wyższym a niższym poziomem w takim stopniu, w jakim niższy poziom jest bardziej materialny i dlatego wymaga większej detalizacji.

Ale przy tym na niższym stopniu nie ma nic, czego nie byłoby na wyższym poziomie. Po prostu na nim odkrywają się takie odrębne szczegóły, które na wyższym poziomie są zlane w jedność i postrzegane są jako jedna całość. Jednak w rzeczywistości to nie jest po prostu jedna całość. W świecie nieskończoności wszystko łączy się w jedno w swoim dążeniu do obdarzania i my nie postrzegamy żadnego podziału. Ale to nie znaczy, że te pojęcia tam nie istnieją.

Istnieje tam nieskończone mnóstwo elementów, ale są one połączone w jedno i dlatego nazywa się to prostym, nieskończonym światłem, które wypełnia cały wszechświat. W rzeczywistości to nie jest „proste” światło Nefesz, lecz światło NaRaNCHaJ de-NaRaNCHaJ  (Nefesz, Ruach, Neszama, Chaja, Jechida), które 620 razy jest większe, ale postrzega się tylko jako proste.

Najniższy stopień jedynie postrzega siebie w takiej „złożonej” formie. Tworzymy na nim tyle różnych rzeczy tylko ze względu na naszą słabość, ponieważ nie jesteśmy w stanie inaczej postrzegać, pojąć wyższego. A gdy osiągniemy wyższy stopień, to wszystkie te dodatki nie będą już nam potrzebne.

Cały ten nadmiar szczegółów, istniejących na niższym stopniu, jest wynikiem tego, że dodałem je, aby uzupełnić siebie względem wyższego stopnia. Ale z góry na dół  rozprzestrzeniają się te same elementy.

Ten sam jedyny  świat nieskończoności istnieje w naszym świecie. A to całe mnóstwo dodanych przeze mnie lub ujawnionych mi w naturze szczegółów wynika z faktu, że nie jestem w stanie spostrzec tego „prostego” świata nieskończoności. Wszystko wokół mnie nazywa się wyimaginowanym światem, światem wyobraźni. Wszystkie światy – to tylko  „znikające ukrycia” świata nieskończoności, w którym nie ma nic poza pragnieniem wypełnionym prostym światłem.

Z lekcji do artykułu „Istota nauki kabały”, 07.02.2011


Ucieczka na miejsce i z miejsca

Pytanie: Z doświadczenia wiemy, że na drodze duchowej istnieją wzniesienia i upadki. Co może nam pomóc, aby nie uciec z pola bitwy?

Odpowiedź: „Ucieczka” nie oznacza iść do domu. Nie, ty dalej siedzisz na lekcji, jesteś miły i życzliwy w stosunku do przyjaciół, przestrzegasz wszystkich zasad grupy, bierzesz udział w dyżurach, płacisz Maaser – ale w gruncie rzeczy w twoich myślach i uczuciach już dawno uciekłeś w inne miejsce. A może przyzwyczajenie, nawyk bycia w grupie, stało się Twoją drugą naturą. Dokładnie to jest właśnie ucieczka.

Fizycznie, pozostałes w tym samym miejscu, ale my nie oceniamy ciała, ale pragnienia i intencje – a one prawdopodobnie są już u ciebie za wieloma górami. I to oznacza, że nie jesteś tutaj. Innymi słowy: nie używasz w trakcie studiów rozumu ani uczuć, żadnych pragnień i myśli, aby stać się godnym światła, które prowadzi z powrotem do źródła. A więc uciekłeś.

Przez wiele lat siedzisz tutaj, a następnie pytasz: „I gdzie jest moja nagroda?” A więc, twoje egoistyczne wyobrażenia o nagrodzie nie zmieniły się nawet w najmniejszym stopniu.

Ponieważ  człowiek musi sprawdzać samego siebie: ucieka on czy nie? I praca ta trwa nieustannie, w każdej sekundzie. Jak pisze Baal HaSulam w pkt 118  we Wstępie do TES, ważne jest  przede wszystkim, aby nie dać  się rozpraszać od zasadniczego, istotnego – od światła zawartego w Torze, które prowadzi z powrotem do źródła.

A szczególnie w czasie studiów. Bo nawet, jeśli człowiek przygotował się, może on w trakcie zajęć oddalić  się w myślach od celu. Jeśli trzymałeś się przez pięć minut w intencji a następnie straciłeś ją,  to całe trzy godziny lekcji były na marne.

Z lekcji do artykułu Rabasza, 07.02.2011


„Kompaktowy” świat po naprawie

каббалист Михаэль ЛайтманZ góry na dół rozprzestrzeniają się do nas cztery etapy prostego światła: „świat-rok-dusza” i istnienie rzeczywistości. A wszystkie sztucznie stworzone przez nas dodatki są konieczne dla pojmowania wyższego stopnia.

Budujemy ten swój dodatek do wyższego stopnia w nieożywionej, roślinnej i zwierzęcej formie. Na nieożywionym poziomie tworzymy różnego rodzaju przedmioty. Na roślinnym i zwierzęcym poziomie zmieniamy naturę, a na poziomie człowieka wykonujemy naprawę w samych sobie. Celem tego jest złączenie tego wszystkiego ze sobą dzięki właściwej intencji i osiągnięcie wyższego stopnia.

Na wyższym stopniu będziemy postrzegać siebie mniej licznymi niż obecnie – bardziej zjednoczonymi, spójnymi.

Dziś postrzegamy świat jako pełen nieskończonych szczegółów, detali – ogromny Wszechświat, miliardy ludzi, nieskończone mnóstwo wytwarzanych produktów i śmieci. Ale kiedy wzniesiemy się na następny stopień, to zaczniemy widzieć, jak świat się kurczy, zmniejsza według ilości szczegółów, ponieważ my wszyscy zaczniemy łączyć się w jednego człowieka z jednym sercem.

Na każdym stopniu musimy dokładać wysiłków na nieożywionym, roślinnym, zwierzęcym i ludzkim poziomie. Spójrz, jak wiele zrobiliśmy w naszym świecie: tak wiele roślin wyhodowaliśmy, aby przetrwać, tak bardzo zmieniliśmy świat zwierzęcy, tak wiele różnych zmian dokonaliśmy również na poziomie ludzkim, budując nowe miasta, środowiska zamieszkania…

To wszystko – naprawy, bez względu na to, czy wydają się nam te zmiany dobre, czy złe. Dodajemy je na naszym niższym  poziomie. Całe to żelastwo i śmieci… potrzebujemy ich ze względu na brak naszej wewnętrznej naprawy! Póki nie jesteśmy wewnętrznie naprawieni, musimy wykonywać zewnętrzne naprawy, aż dojdziemy do stanu, kiedy nie będą one już potrzebne.

Począwszy od naszego pokolenia zobaczymy, jak wraz z naszym rozwojem zaczniemy się kurczyć. Cała ta nasza majestatyczna działalność i ogromne zakłady zaczną się kurczyć, przyjmować bardziej „delikatne, subtelne” formy i znikać. Staną się prostsze, bardziej zwarte, jakby mocniejsze – czyli „bardziej duchowe”, mniej oparte na materiale, a bardziej – na energii.

Z lekcji do artykułu „Istota nauki kabały”, 07.02.2011


Zdecydować się na rozwój

Pytanie: Jak powinienem reagować na odczucia, które powstają w wyniku działań Stwórcy?

Odpowiedź: Można powiedzieć, że są one wynikiem spotkania z wyższym światłem, Stwórcą. Jednak nie należy zapominać, że Stwórca jest niezmienny, i że tylko ja się zmieniam, reszimot (geny informacyjne) zmieniają się we mnie.

Dlatego też  mogę zrobić tylko jedno: inwestować wysiłek w kolejność reszimot. Poprzez to przyspieszam ich rozwój i  postrzegam je jako pożądane. Nie sprzeciwiam się mojemu rozwojowi, lecz zgadzam się z tym, aczkolwiek rozumiem, że nie jest to łatwe, że powinienem wykonać wysiłki, tak jak w przypadku każdego rozwoju. Jestem na to gotowy.

Jak się rozwijam? Poprzez włączenie się do grupy. Z pomocą przyjaciół zaczynam rozpoznawać  ważność mojego rozwoju, to oni właśnie dają mi siłę, aby się z tym uporać. To oznacza, rozpoznanie ważności celu. Bo jeśli w moich oczach cel jest ważny, jestem gotów do jego realizacji, nawet jeśli dla mojego ciała jest to nieprzyjemne. Siłę daje mi wyłącznie ważność celu.

Jeśli naprawdę dostosuję się do pragnienia przyjaciół, to nie będę miał z tym problemu, aby przyspieszyć swój rozwój, zamiast poruszać się do przodu poprzez cierpienia, jeśli w przypadku niezgodności przebudzonych we mnie reszimo wywoła to we mnie ból.

Z lekcji do artykułu Rabasza, 04.02.2011


Połączenie z przyjaciółmi jest połączeniem z celem

каббалист Михаэль ЛайтманPytanie: Co brakuje mi do celu realizacji kabalistycznej wiedzy w codziennym życiu? Odczuwam głęboką przepaść pomiędzy tym, co rozumiem, a tym, co przeżywam.

Odpowiedź: Jest tylko jedno rozwiązanie – przyspieszenie rozwoju. Do tego są konieczne intensywne studia i jeszcze większe połączenie z przyjaciółmi. Nie wymaga to żadnych pieniędzy, żadnych honorów, żadnej władzy, żadnych innych wysiłków – niczego poza myślami, aby tego nie zapomnieć.

Najważniejsze jest połączenie między nami. Pomimo niechęci człowieka chce on podjąć wysiłki i pozostać w połączeniu z przyjaciółmi, aby uświadomić sobie, rozpoznać ważność celu. A jeśli osiągnął on tę ważność, „przekazuje ją dalej”- rozpowszechnia ją dla innych.

Z lekcji do artykułu Rabasza, 04.02.2011


A życie okaże się wspaniałe…

каббалист Михаэль ЛайтманZ lekcji nr 1 kongresu w Berlinie

W świecie duchowym istnieje bardzo ścisły, kolejny, postępowy ruch. Jeśli nie mam pełnego poczucia głodu, pragnienia w stosunku do następnego stopnia, jeśli brakuje mi tak zwanego kli (naczynia, właściwości), które pozwala mi go odczuć, to ja go nie odczuwam.

Konieczny jest próg. Ze swego obecnego stanu – z pragnienia „1” – muszę się wznieść do następnego stanu – do pragnienia „2”. Jeżeli wzniosłem się na ten drugi stopień, to wtedy odczuwam  źródło światła, które się tam znajduje.

A jeśli nie osiągnąłem jeszcze tego pragnienia i znajduję się gdzieś pośrodku, na jednym z dziesięciu pośrednich stopni (tak zwanych „dziesięciu sfirot”), to nie odczuwam następnego stanu. Powinienem dojść do ostatniego stopnia i dopiero po jego przekroczeniu zacznę odczuwać następny stan. Jest to ścisła, korpuskularna metodyka, według której wszystko jest precyzyjnie ustopniowane według poziomów, podobnie jak kwanty w atomie. Na to nie mamy żadnego wpływu.

Dlatego też pomiędzy moim pierwszym pragnieniem, w którym odczuwałem jakieś napełnienie i jakby słońce mi świeciło, a moim drugim pragnieniem istnieje pośredni stan, odczuwalny jako pustka, głód, cierpienia. Ale jeśli wiem, że posuwam się naprzód, że jest to proces  akumulacyjny, który dobiegnie końca i wtedy osiągnę swoje szczęście, napełnienie, to nawet ten proces, który jest niezbędny, abym mógł osiągnąć nowe pragnienie, pokieruje mnie naprzód w prawidłowy sposób.

Te odczucia nieprzyjemnych stanów, dezorientacji, niezrozumiałości, pustki pędzą mnie naprzód,  nawet pomagają szybciej się posuwać. A jeślibym odczuwał w tych stanach przyjemność, napełnienie, to one wbrew woli zatrzymywałyby mnie i wtedy bardzo trudno byłoby mi iść do przodu, ponieważ w stanach przyjemnych nie dążyłbym naprzód. Mój egoizm natychmiast zmusiłby mnie do pozostania w bezruchu.

Dlatego powinniśmy prawidłowo odnosić się do cierpień, zrozumieć ich celowość i wiedzieć, jak z nich korzystać. Jak tylko łączę je z właściwym celem, cierpienia te zamieniają się w przedsmak przyszłego, wspaniałego napełnienia.

Dlatego też musimy opanować tę metodykę – a wtedy życie okaże się wspaniałe.

Z pierwszej lekcji kongresu w Berlinie, 28.01.2011


Inne wyjście

Często na drodze popełniamy błędy. Wierzymy, że istnieją jeszcze inne siły poza Stwórcą, które mogą  nam pomóc. I nagle pogrążamy się znowu w naszej pracy i naszych hobby. Mamy wątpliwości w rozwój duchowy i pokładamy naszą nadzieję w nas samych i otoczenie.

Jesteśmy otoczeni przez wiele przeszkód, które odciągają nas od drogi: trochę religijności, trochę mistycyzmu i jakiekolwiek inne metody, aby uczynić nasze życie bardziej znośnym.

Lecz wszystko to,  jest przemijające. Na koniec tych błądzeń, które mogą trwać przez długi czas, człowiek jednakże dochodzi do tego samego miejsca. Uświadamia sobie, że stoi przed ścianą i musi koniecznie za wszelką cenę ujawnić Stwórcę. Problem nie znajduję się w tym, że tego nie chce.

Wyższy stan, do którego człowiek musi dojść, jest szczególnym stanem. Ja nie powinienem wznieść się ponad egoizm, abym poczuł się lepiej. Bo w tym wypadku, decyduje się po prostu na lepszy stan z dwóch możliwych, postępując według starej egoistycznej zasady. Lecz wymagane jest od człowieka, aby zapragnął chcieć czegoś innego.

Baal HaSulam pisze o tym w artykule „Nie ma nikogo oprócz Niego“.

Jeżeli człowiek dopuścił się jakiegokolwiek wykroczenia, to musi oczywiście żałowac i ubolewać, że złamał on prawo. I tutaj trzeba ustalić także kolejność żalu i bólu – w jakim punkcie widzi on powód, który doprowadził go do zbrodni, i tego właśnie punktu powinien żałować.

Wówczas człowiek musi rozpoznać, że zgrzeszył, ponieważ Stwórca odrzucił go na bok. Okazuje się, że to właśnie Stwórca był tym, który zanurzył go w brudzie.

Dokładnie też, człowiek w stanie wzniesienia  powinien jasno rozpoznać że jedynym tego powodem jest to, że to światło pozwala mu się wznieść.

Leży to w tym, że duchowe wzniesienie może zostać wykonane w dwóch etapach. W pierwszym etapie człowiek odczuwa całkowitą zależność od wyższej kierującej siły. W drugim etapie zdaje sobie sprawę, że cały system kierowniczy wokół niego i to co kieruje go w jego wnętrzu, jest to jedna i ta sama siła.

Zarówno zło jak i dobro jest tą samą siłą. Nie istnieje nagroda czy kara. I oczywiście nie znajduje się nic przed nim, ponieważ wszystko jest zaprogramowane a on sam jest jedynie wykonawczym instrumentem, narzędziem w rękach światła.

A następnie budzi się w człowieku punkt w sercu, z którego pomocą zostaje doprowadzony do środowiska. Prawidłowe środowisko obejmuje  nauczyciela, książki i grupę. Podczas gdy  człowiek próbuje pracować z nimi według starych reguł, nie jest on w stanie osiągnąć jeszcze nic duchowego, ponieważ łączy się, jednoczy się z nimi za pomocą własnego egoizmu.

Do czego są konieczne te wszystkie etapy? Bo przecież jest jeszcze wiele więcej etapów, które są jeszcze głębsze i subtelniejsze. Wszystkie one służą do tego, aby pokazać człowiekowi, że jest tutaj inne wyjście.

Przedmiotem działania nie może być samo działanie, abyś czuł się lepiej w swoim egoizmie, ale dlatego, abyś połączył się z dla ciebie zewnętrznym otoczeniem, z dla ciebie zewnętrzną siłą – ze Stwórcą.

Z 4  lekcji kongresu w Berlinie, 29.01.2011


Wszystko, co jest złego w tobie – jestem ja

каббалист Михаэль ЛайтманZ lekcji nr 2 w Moskwie

Pytanie: Co mamy robić, aby przekształcić negatywne relacje między przyjaciółmi w grupie w zrozumienie faktu, że wszystko pochodzi od Stwórcy?

Odpowiedź: Jest to bardzo proste. Jak tylko odczuwam między nami i tylko między nami jakieś problemy, mogę natychmiast przyciągnąć bezpośrednio wyższą siłę, która ustali między nami pokój, równowagę. Powiedziano: „Czyniący pokój w niebiosach uczyni pokój między nami”. Mogę jakby zmusić Go do tego. Mogę zrozumieć, dlaczego między nami tak się dzieje, dlaczego On to robi.

W ogóle możemy przedstawiać Stwórcy żądania tylko w celu swojej naprawy. A co dotyczy relacji między nami, to powinienem powiedzieć do siebie: „Przyczyną tego wszystkiego jestem ja i w żadnym wypadku nikt inny”.

Powiedzmy, że czuję, że między mną a tobą powstało napięcie, konflikt. To nie dlatego, że jesteś nieprawidłowy. Powiedziano, że każdy osądzający innego osądza według swojego egoizmu, swojego zepsucia. Patrząc na ciebie, zawsze widzę cię złym, ale w rzeczywistości jest to moje odbicie w tobie.

Oznacza to, że zawsze powinienem żądać mojej naprawy. Póki nie zobaczę cię idealnym – nie jestem jeszcze naprawiany. Dotyczy to tylko relacji między nami, której celem jest osiągnięcie Stwórcy.

Doświadczać tego można tylko w grupie, która pracuje nad tym i rozumie, że istotą istnienia grupy jest tylko praca nad wzajemnymi relacjami i która uświadamia sobie fakt, że przy tym naprawia cały wszechświat i przygotowuje grunt dla innych. Ponieważ jesteśmy częścią wspólnego systemu, jego korzeniem, jego jakby „czapką”.

Jesteśmy obecnie pionierami w nowym pokoleniu. To pokolenie zacznie jako pierwsze masowo odkrywać świat wyższy. Innymi słowy, zakładamy podwaliny dla całej ludzkości.

Zdarzenia między nami musimy traktować  twórczo, jak w laboratorium. Musimy widzieć siebie jako badaczy natury i tylko w ten sposób traktować powstający w nas egoizm jako coś trzeciego, obcego, nad którym musimy przeprowadzać eksperymenty. Podobnie jak Stwórca odnosi się do egoizmu, tak i my powinniśmy go traktować – z boku.

Jak tylko w mojej pracy zacznę odnosić się do egoizmu z boku, wznosząc się całkowicie ponad wszystkimi problemami, które powstają we mnie – wówczas wyjdę z Egiptu.

Dalej będę odkrywać Stwórcę. Nie od razu, nie tak łatwo. Najpierw będę znajdować się w procesie naprawy swoich pragnień. Nazywa się to „czterdziestoletnia wędrówka na pustyni”. Ale jest to coś innego, ponieważ będę walczyć z egoizmem na pustyni, aby zdobyć i utworzyć między nami właściwość obdarzania – właściwość Biny.

Z lekcji do artykułu Rabasza, 16.01.2011


Dzieci to antymateria w naszym świecie

детиJedyne, czego nam brakuje, to antyegoistycznych ekranów („masach”). Samo pragnienie się nie zmienia. Ono tylko odkrywa się nam, aby być używane w miarę istnienia ekranu.

Ekran decyduje, jakie pragnienie możemy używać, w jakim stopniu i w jaki sposób. Dlatego mamy już wszystko, oprócz ekranu. Tylko on jest nam potrzebny!

Ekran – to jest siła przezwyciężenia mojego egoizmu, wbrew mojemu pragnieniu egoistycznemu – mimo że wydaje mi się to takie atrakcyjne, słodkie, zupełnie oczywiste i racjonalne. I potwierdza się to przez cały mój rozum!

A ja robie odwrotnie!  I nie po prostu odwrotnie, zamieniając minus na plus. To byłoby bardzo łatwe. Jaw ogóle nie kieruję się swoim pragnieniem, logiką, wszelkimi obrachunkami. Istnieje dla mnie tylko jeden obrachunek: „Takie jest życzenie Najwyższego!”

Ja z tego zupełnie nic nie mam i nie chcę mieć. Chcę wiedzieć tylko jedno: jest to pragnienie Najwyższego. To się nazywa „ekran” – siła pozwalająca mi tak postępować – ponad moim pragnieniem, moją naturą, nad egoizmem i wszystkimi jegoobrachunkami.

Kryje się za tym ogromna rozkosz. Jednak nie jest to masochistyczne poczucie rozkoszy z tego, że depczę swoje pragnienie, ale rozkosz z tego, że dzięki temu staję się w czymś podobny do Najwyższego.

Można to porównać z dzieckiem, które chce być jak dorosły. U dzieci to naturalny instynkt, ale muszą wkładać w to ogromny wysiłek i natura im w tym pomaga.

Wyższa natura obdarzyła dzieci tym wielkim darem, który daje im możliwość rozwoju. Ona zaopatrzyła ich pragnienie przyjemności w ogromny popęd, który zmusza je do ciężkiej pracy, bez zaznania odpoczynku. Spójrz na zachowanie małych dzieci – jak bez przerwy biegają i coś robią.

Jest to prawdziwa wyższa siła, siła obdarzania, emanacji – siła Stwórcy, która znajduje się w małych dzieciach – w każdym stworzeniu, które chce rosnąć. One robią to wbrew swojej naturze. Przecież zgodnie z naszą naturą dążymy do stanu spokoju, spoczynku!  Z praw fizyki wiemy, ze wszystko dąży do stanu spokoju, bezruchu, równowagi.  Na to skierowane są prawa entropii i zachowania energii.

A tu widzimy, jak ciało nie daje sobie wytchnienia – ciągle biega, coś robi i nie da się go zatrzymać. W naszych czasach takie zachowanie określane jest jako „hiperaktywność”. Jednak to nie jest żadna „hiper” aktywność, lecz normalne zachowanie zwiększonego pragnienia przyjemności, które odkrywa się w ostatnim pokoleniu. Dla takiego rozwiniętego pragnienia to nie jest „przesada”, lecz norma.

Cudem jest obserwacja zachowań dzieci. Jest to anty-natura. Po prostu przyzwyczailiśmy się do takiego obrazu, kiedy dzieci nie mają nigdy spokoju, i dlatego to nas nie dziwi. Jednak skąd to ciało, to pragnienie bierze tyle siły napędowej, która zmusza je być w ciągłym ruchu?

Ten zwyczajny obraz jest typowy dla każdego stworzenia – dorosła samica, czy to suka czy lwica, leży sobie leniwa i senna, śpi lub siedzi spokojnie, chcąc odpocząć. A wokół niej biegają bez ustanku jej szczenięta, kocięta… Jest to obraz odwrotny naturze. W ten sam sposób zachowuje się człowiek.

Takie zachowanie przeciwko naturze daje się dzieciom z góry, aby się rozwijały.

Tak samo my musimy prosić o tę siłę, aby się rozwijać duchowo!

Z lekcji do „Nauki dziesięciu sfirot”, 24.01.2011


Pomocna dłoń, wyciągnięta z ciemności

каббалист Михаэль ЛайтманNie rozumiemy tego, co to znaczy rozkoszować się poprzez obdarzanie. Celem stworzenia jest naroszkoszować stworzenie. I stworzenie w rzeczywistości będzie się rozkoszować – pytanie brzmi tylko: jak?

Nie rozumiemy tego,  że pragnienia, które są przez nas postrzegane dzisiaj, są nam całkowicie obce i oddzielone od nas. Rozkoszowanie się obdarzaniem nie oznacza rozkoszować się tym, że inny się rozkoszuje. To byłoby po prostu lukratywnym interesem dla nas obojga.

A jeśli rozkoszuje się tym, że jest mu dobrze, nawet jeśli ja sam czuje się przy tym źle, ale przezwyciężę to tak jak rodzice, którzy poświęcają wszystko dla swoich dzieci, to również nie jest obdarzanie. W świecie duchowym powstają pragnienia, które są niewyobrażalne dla nas. Można jedynie w przybliżeniu podać przykłady, takie jak materialne gałęzie w odniesieniu do korzeni.

Dlatego powinniśmy starać się wyobrazić sobie, jak to możliwe, jak szczególne jest to określenie, jak bardzo jest odległe od znanego nam i jak bardzo wymaga psychologicznego przewrotu. Cały świat w naszej świadomości obróci się do góry nogami i wówczas odkryjemy coś zupełnie nowego.

Wymaga to wewnętrznego wysiłku i oderwania się od byłego mi środowiska, i gotowości ucieczki od obecnego stanu, wskoczenia w Końcowe (Czerwone morze), tracąc głowę, aby wszystko co posiadam zostawić za sobą, zostać całkowicie nagim i bezradnym i przyjąć wszystko, co przyjdzie – najważniejsze że przyjdzie to z góry.

W ten sposób musimy przygotować się do kongresu w Arawa, i jeśli będziemy mogli utrzymać się w tym stanie, wówczas osiągniemy przebicie, przełom – w tą czarną ciemność, do wód Końcowego morza – i przekroczymy przez wszystko, co by nam się nieodkryło.

Z lekcji do listu  Rabasza, 16.01.2011