Artykuły z kategorii

Gra całego życia

каббалист Михаэль ЛайтманPytanie: Jak mogę odnaleźć ważność duchowego rozwoju?

Odpowiedź: Odnaleźć – znaczy:

1. pojąć, że nie ma we mnie ważności duchowego rozwoju,

2. pojąć, że mogę zarządzać tym procesem,

3. że ważność tą mogę uzyskać tylko z zewnątrz, ponieważ ja sam jestem absolutnym egoistą,

4. z zewnątrz – oznacza od otoczenia, od grupy

5. otrzymać można tylko na miarę ważności tego, do czego dążę,

6. … doszedłem do tego, od czego zacząłem – od braku ważności.

Gdzie jest rozwiązanie?

Pozostaje tylko jedno: wykorzystać właściwość zazdrości do tego, co posiada inny i co jest dla niego ważne. A jeśli nikt nie ma tej ważności dla duchowego rozwoju? – Pozostaje tylko grać w ważność, celowo rozpalić serca przyjaciół pozorną ważnością duchowego rozwoju.

I nie jest to nowe ani oryginalne – tak my wszyscy „propagując” otrzymujemy od środowiska pozorną ważność tego wszystkiego, co następnie zaczynamy cenić w naszym życiu, na co pracujemy, do czego dążymy – i tylko dlatego, ponieważ jest to ważne w oczach otoczenia.

Tak to również występuje w naszym duchowym rozwoju. Tylko tutaj wszystko uświadamiamy sobie i świadomie organizujemy sobie źródła przyszłej ważności, sami tworzymy środowisko i obiekty ważności – co po grze stanie się dla nas rzeczywiście ważne!

I tak,  powinieneś grać przed przyjaciółmi. Czym lepiej będziesz przed innymi grać, że rozwój duchowy jest dla ciebie ważny, tym szybciej przekształcisz się z obojętnego w nieobojętnego do duchowego rozwoju.

Powinieneś grać przed przyjaciółmi rolę człowieka, któremu nie jest obojętna naprawa świata, miłość do przyjaciół, który płonie od wewnątrz, dąży do tego – i nie ważne, co przy tym dzieje się w tobie, lecz na zewnątrz zobowiązujesz się grać taką rolę.

Wszelkimi sposobami pokazuj im, jak bardzo jest ci ważna grupa, jak troszczysz sie o nią, że naprawdę “płoniesz”. Tylko tak można rozpalić ich serca. A przede wszystkim – swoje serce.

Można umówić się z przyjaciółmi i na przemian, ale lepiej wszyscy razem, grać wspólnie przed wszystkimi. Musimy zrozumieć naszą naturę i nauczyć się zarządzać nią!


Pieczęć irracjonalności

каббалист Михаэль ЛайтманDzięki swojej energii i pomysłowości naród żydowski ciągle znajduje się w czołówce rozwoju społecznego i technologicznego, jakby pokazując światu drogę rozwoju. Tymczasem misja narodu Izraela jest zupełnie inna. Gdybyśmy my – naród Izraela – wiedzieli, na czym dokładnie ona polega, to osiągnęlibyśmy pokój i szczęście dla wszystkich ludzi i doprowadzilibyśmy świat do optymalnego stanu.

W każdym razie jesteśmy narodem idei, narodem-naucycielem. Wszystko się obraca wokół tej misji i do tego celu popycha nas przebieg wydarzeń historycznych. Napisane jest w Torze, że będziemy narodem „kapłańskim”, czyli będziemy służyć jako „ogniwo przejściowe”, aby wiedza o ogólnym systemie całego uniwersum była przekazywana przez nas światu.

Do tej pory czujemy tę ukrytą irracjonalność, od której nie ma ucieczki. Problem jest w tym, że nie uczymy ludzkość, jak żyć prawidłowo. W naszej naturze istnieją zaczątki tej wewnętrznej struktury, która jest niezbędna dla zjednoczenia ludzkości, aby stała się ona społecznością harmonijną.

Nikt poza narodem żydowskim nie ma tej możliwości, ponieważ był on już kiedyś narodem zjednoczonym,  harmonijnym i dlatego może to znów powtórzyć. Co więcej, jest on do tego zobowiązany – już wobec całej ludzkości.

Dawne doświadczenie utrwaliło się w Żydach na zawsze i w konsekwencji cała ludzkość postrzega ich jak jakichś cudzoziemców czy obcych przybyszów. Czuje ona w nich coś takiego, czego sama w sobie nie ma i nie może mieć.

Nawet jeśli miną kolejne dwa tysiące lat – będzie tak samo: Żydzi zawsze będą odróżniać się od pozostałych narodów. Jakby się oni nie starali – nigdy nie zmieszają się z innymi. Jest to taka „zawiesina”, taka właściwość, która nie poddaje się zmieszaniu. Co by nie robili, ta pierwotna właściwość nie zmieni się w nich. Przez pokolenia wciąż wykiełkują oni w swojej pierwotnej formie.

Przecież to, co zostało w nich założone, nie odnosi się do czynników ziemskich. Nawet po ich „zmieszaniu” z jakimkolwiek z narodów świata na poziomie ziemskim, po ożenieniu się ich wszystkich z innymi – mimo wszystko punkt ten w nich wyłoni się ponownie. Jest on irracjonalny. Nie należy on do natury naszego świata, do ciał fizycznych i dlatego wciąż wykiełkuje w ich potomkach w takiej samej formie, w jakiej występuje obecnie. Wszystko wyjdzie na zewnątrz, jakby nic się nie stało.

Zróbmy przybliżone obliczenia – wyłącznie dla ogólnej ilustracji. W ciągu 700-800 lat przed naszą erą, po zniszczeniu Pierwszej Świątyni, naród żydowski stracił dziesięć pokoleń – czyli pięciokrotnie więcej niż pozostałe dwa. Od tamtego czasu te dwa pokolenia wzrosły powiedzmy do 15 mln osób.

Biorąc pod uwagę masowe mordy na Żydach na przestrzeni wieków, określmy tę liczbę teoretycznie na 20 milionów. A zatem potomkowie pozostałych dziesięciu plemion, których jest pięć razy więcej, mogłyby liczyć przez ten czas 100 mln osób. Już przyzwoita liczba, prawda?

Tak więc, w ciągu pewnego czasu zobaczymy, że te „100 mln” osób nagle zaczną ujawniać się jakby znikąd. Wśród różnych narodów okaże się, że są to Żydzi – w zupełnie różnych obyczajach, wyglądzie. Nagle się odkryje, że są oni i tu, i tam, i wszędzie.

Przy tym przejawią się oni ze swoimi cechami żydowskimi i będzie w nich występować ta sama irracjonalność. I znów powtórzy się znajomy obraz: będą nie-Żydzi patrzyć na Żyda i widzieć, że jest w nim coś takiego, czego nie mogą zrozumieć. I nie ma tu znaczenia, że będzie on miał wygląd miejscowego mieszkańca.

Może on być Amerykaninem, Australijczykiem, Europejczykiem, ale będą widzieć, że to jest Żyd. Jakby przyleciał on z kosmosu, osiedlił się tu z ziemianami i żyje w ich przebraniu. Jednak jego wewnętrzna istota będzie inna. Żyje w nim iskra, która łączy go z wyższym światem, i ta iskra w nim jest na zawsze i nigdzie przed nią nie ucieknie.

Hitler próbował wytępić wszystkich Żydów, jednak ten duchowy punkt nie poddaje się fizycznemu zniszczeniu. Mimo wszystko wykiełkuje on w innych ludziach bez żadnej zależności od genetyki lub od zniszczonych pokoleń.

A zatem ta irracjonalna osnowa, która istnieje w tym narodzie, jest niezniszczalna. Sama historia o tym świadczy.

Dlatego jeszcze będą przejawiać się „zasoby” z dziesięciu pokoleń, które istnieją gdzieś wśród innych narodów.

Z programu telewizyjnego „Babilon wczoraj i dziś”, 24.09.2014


Kabaliści o narodzie Izraela i narodach świata, cz. 3

 Бааль СуламProsto do Stwórcy

Zostaliście wybrani ze wszystkich narodów, aby służyć Mi, aby przekazać przez was iskry oczyszczenia narodom świata, łącząc ich w jedną całość.

Baal HaSulam,Wzajemne poręczenie, p. 28

Narody świata podświadomie oczekują od powrotu narodu Izraela do swojej ziemi ujawnienia sensu istnienia i metodyki jego osiągnięcia.

Baal HaSulam, Ostatnie pokolenie, cz. 1, p. 12


Gdybyśmy wiedzieli, jak wiele możemy wygrać …

каббалист Михаэль ЛайтманKongres w Weronie. Lekcja 4

Pytanie: Jakie osobiste korzyści daje mi mój wkład w rozpowszechnianie nauki kabały na świecie? Jakie wynagrodzenie otrzymam od Stwórcy za to, że opowiem całemu światu o tym, że musimy osiągnąć jedność ze Stwórcą?

Odpowiedź: Istnieje tylko jedna dusza, która rozbiła się i rozpadła na wiele części. A teraz każda część – każdy z nas odbudowuje ze swojej strony całe naczynie duszy.  Ja składam całe naczynie zgodnie ze swoimi właściwościami, ty organizujesz i zbierasz je zgodnie z twoimi właściwościami, ona zgodnie z jej, itd.

Dlatego tak ważne jest, aby przyciągnąć do nauki i naprawy jak najwięcej ludzi na świecie.

Jesteśmy jedną integralną duszą, gdzie wszyscy są zawarci w każdym i w każdej części zawarte są wszystkie inne części. Oczywiście, że jest to korzystne dla mnie, jeśli przebudzę jakieś martwe odłamki duszy.

Ja budzę je, zapalam, ożywiam, zachęcam, że warto jest studiować, dążyć do celu, i one zaczynają pracować. W taki sposób budzę innych i oni wykonują  naprawę dla mnie!

Nie robię im przysługi tym, że popycham ich do naprawy, do celu stworzenia, Stwórcy. A na odwrót, przebudzając  innych,  zmuszam ich do wykonywania pracy dla mnie. W taki sposob oni naprawiają moją duszę.

Na przykład, przyjechałem na kongres i nauczam was. Uwierzcie mi, że ja wygrywam bardzo dużo – więcej niż wy wszyscy: do tego stopnia, na ile przekazuję wam wiedzę, przebudzenie.  Ja przebudzam was i wy zaczynacie  naprawiać siebie, ale w istocie naprawiacie moją duszę.

Nie rozumiemy tego i dlatego zaniedbujemy rozpowszechnianie. Wydaje się nam, że nieważne jest to, jak wiele osób dowie się o kabale i że na nas osobiście nie będzie to miało wpływu. Ale we mnie są takie właściwości, które nigdy nie będę w stanie bezpośrednio naprawić, ale tylko przez kogoś, okrężną drogą.

Jeżeli grupa przebudza się i wpływa na mnie, inspirując mnie tym, jak dobry jest duchowy cel i wielki jest Stwórca, to przebudzam się i zaczynam pracować na obcym paliwie, na energii przyjaciół.

Biorę ucznia i zaczynam go uczyć i, ucząc się u mnie, on naprawia moją duszę. Gdybyśmy zrozumieli, jak wiele człowiek wygrywa od rozpowszechniania, to każdy niepowstrzymanie rwał by się do grupy, do rozpowszechniania.

To jest jak otwarcie fabryki, w której pracują twoi pracownicy – wszyscy oni pracują dla Ciebie. Uczniowie naprawiają duszę nauczyciela.

Z 4 lekcji kongresu w Weronie, 21.11.2014