Cel kabalistycznej grupy, cz.11

каббалист Михаэль Лайтман Aby nie zaszkodzić sobie, ani przyjacielowi

Pytanie: W Kabale uczy się o tym, że w grupie kabalistycznej nie należy omawiać duchowych stanów przyjaciół, tylko ich zewnętrzne działania. Dlaczego?

Odpowiedź: Nigdy nie „włazimy” w siebie wzajemnie, nie próbujemy rozmawiać o intencjach lub jaką wysokość odkrycia Wyższego Świata osiągnęli przyjaciele. Nie zajmujemy się tym i nawet nie mamy prawa w to wchodzić.

Pytanie: To znaczy, że nie mogę powiedzieć przyjacielowi: „Czy dzisiaj znajdujesz się w upadku?”

Odpowiedź: Nie, możesz tylko w jakiś sposób go wesprzeć.

Pytanie: A jeśli widzę jakieś zewnętrzne działania przyjaciela, czy mogę je omawiać, krytykować?

Odpowiedź: Zewnętrzne działania przyjaciela możemy omawiać w takim celu, aby ogólnie prawidłowo podziałać na niego i na grupę. Ale trzeba to robić bardzo ostrożnie, w oparciu o miłość do przyjaciół.

Komentarz: Jedna z zasad kabalistycznych głosi: nie dopuszczać do lekkomyślności w grupie w stosunku do ważności celu.

Odpowiedź: To bardzo ważne. W grupie nie może być jakakolwiek sytuacja, która dopuszczałaby do lekkomyślności. Musimy istnieć tylko po to, aby zgodnie z nauką Kabały, zajmować się poznaniem Stwórcy. Przy czym, żadne inne cele lub działania nie powinny być dopuszczalne w grupie.

Naszym celem jest odkrycie Stwórcy, a dokładniej Jego właściwości obdarzania, na tyle przeciwny niż całego społeczeństwa, że jeśli w jakiś sposób będziemy gloryfikować ważność grupy, i nagle ktoś w grupie wniesie wątpliwości, to może jej bardzo zaszkodzić.

Dlatego zabronione jest mówienie o osobistych stanach, które człowiek odkrywa na ścieżce duchowej, aby nie wzbudzać wątpliwości w innych. Nie opowiadam o tych stanach przyjacielowi, a przypominam jedynie, w ogólnych frazach, o wyższym celu.

Pytanie: Ale w jaki sposób może mu to zaszkodzić?

Odpowiedź: W ten sposób wnosimy nieścisłości jeden w drugiego.

Pytanie: A jeśli mówię o wzniosłych stanach duchowych?

Odpowiedź: O nich możesz mówić. Najlepiej jest brać przykłady z książek. A o swoich stanach – nie mówić. Ponieważ przyjaciel jeszcze nie jest naprawiony, zacznie zazdrościć i to zaszkodzi tobie.

Ciąg dalszy nastąpi…

Z programu TV „Podstawy Kabały”, 06.03.2019


Zrozumieć Kabałę

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Jednym z powodów zakazu ujawnienia Kabały, według Baala HaSulama – była tajemnica Stwórcy. Ona odkrywa się w miarę podobieństwa właściwości i powinna wykluczać, jak pisze Baal HaSulam, wszystkich czarodziei, handlarzy amuletów, kamei i tak dalej. Co to znaczy? 

Odpowiedź: Bez względu na to, co człowiek robi, jego ostateczny stan jest określony z góry. W każdym przypadku zostanie włączony do najwyższego stopnia wieczności, poznania, napełnienia. 

Ale to należy wyjaśnić człowiekowi, który będzie dążył do tego na własny sposób, własnymi wysiłkami, a nie egoiście, leniuchowi, który powie: „W takim razie będę siedział i czekał”.

Pytanie: Co oznacza „osobista tajemnica Stwórcy”?

Odpowiedź: O tym nie można mówić. Dopóki człowiek nie nabędzie właściwości obdarzania, nie będzie w stanie zrozumieć, o co chodzi. Nie ma tu nic do ukrycia, on po prostu tego nie zrozumie.

Pytanie: Rzeczywiście, na przykład Księga Zohar ujawniona jest już od tysięcy lat, a czytając ją nic nie rozumiesz. Czy to nazywa się „ukrycie”, ponieważ nie masz podobnych właściwości z autorem, który ją napisał?

Odpowiedź: Tak. Nie jesteś w stanie jej wewnętrznie zrozumieć. Możesz czytać, ale nie zrozumieć. To jest właśnie tajemnica. 

Z programu TV „Podstawy Kabały”, 08.01.2019 


Wirus zmiękcza nasze serce

каббалист Михаэль Лайтман Teraz przygotowując się do wyjścia z Egiptu znajdujemy się w szczególnym okresie. Jest to przygotowanie wielostronne, ponieważ musimy uświadomić sobie, że jesteśmy trzymani w egipskiej niewoli pod rządami faraona, naszego egoizmu, który nas oplata i nie pozwala nam wyrwać się. 

Trzeba czuć się związanym, jakby w kaftanie bezpieczeństwa, w niewoli egoizmu, który panuje nad naszymi myślami i pragnieniami, nad wszystkimi naszymi ruchami. Im silniej poczujemy tę obcą władzę, tym bardziej zbliżymy się do wyjścia, do pragnienia ucieczki przed nią

Każdego dnia coraz bardziej będziemy odczuwać władzę egoizmu. Koronawirus pomoże nam uświadomić sobie, że przez cały czas byliśmy niewolnikami faraona, ale nie zauważaliśmy tego. Całe nasze poprzednie życie zbudowane było zgodnie z prawami, zasadami postępowania i programem faraona. 

Cały świat, to Egipt a ludzie nie czują się niewolnikami złego władcy, uważają to za normalne życie pod panowaniem dobrego króla, który troszczy się o nich. Faraon nie wymaga od nas niczego poza uznaniem jego praw i czczeniem jego wartości. 

Ale tak było do dzisiejszego dnia. A teraz, nagle pojawia się obca władza, którą nazywamy wirusem i pokazuje nam, jak bardzo obrzydliwe są nasze wzajemne relacje i nieznośna władza faraona. Jest to widoczne, jeśli się opuści go i spojrzy z boku, zamiast zaakceptować to, jako coś nieuniknionego i prawo natury. 

Konieczne jest zrewidowanie wszystkich wcześniej zbudowanych przemysłowych i rodzinnych więzi, naszego stosunku do życia i śmierci. Nie możemy przywrócić starego. Ten wirus daje nam możliwość zrozumienia przeszłego stanu. Tak więc przeanalizujmy i wyjaśnijmy czy chcemy kontynuować tak życie, jakby nic się nie wydarzyło?

Czy podobało nam się takie życie? Jaka jest z tego radość, że cały czas jeździliśmy z miejsca na miejsce i kupowaliśmy wszystko, co podsuwały nam reklamy? Całe życie zostało zbudowane zgodnie z szablonem narzuconym przez media, reklamę, która dyktowała nam, jak należy myśleć, jak kupować, jak postępować. 

Pełna analiza jest pierwszym etapem naprawy. Postarajmy się wyjaśnić, co było dobre, a co złe. A następnie wyobraźmy sobie nowy stan, nowe życie, w jaki sposób chcielibyśmy je zmienić. Przecież i przed epidemią nasze życie nie było bezchmurne. 

Nie wybraliśmy, jak żyć, to egoizm wybierał za nas i popychał do zbudowania dogodnego dla niego społeczeństwa, środowiska, świata. On uczynił nas wrogami natury, niszczyliśmy ją, palili, zabijali zwierzęta i rośliny, a zatem nie pozostało miejsca, gdzie można normalnie żyć. 

Zbudowaliśmy dla siebie betonowe domy, aby ukryć się w środku przed wszystkimi i boimy się siebie. A nasze dzieci poszły jeszcze dalej niż my i ukryły się w komputerach, czyli im nie pozostało nic oprócz tego sztucznego świata, który dla nich stworzyliśmy. 

Koronawirus, który tak mocno nami wstrząsnął, daje nam możliwość zobaczenia, gdzie się znajdujemy, dokąd doszliśmy, kim jest człowiek, tak dumny ze swojego umysłu, wykształcenia, wolności, który mógłby zbudować dla siebie inne życie. 

Może jesteśmy tylko zwierzętami, rozwijającymi się zgodnie z egoistycznym programem natury, który założony jest w nas? Egoizm zmusza nas do budowania takich relacji, które prowadzą do wojny, zagłady i globalnego kryzysu. 

Już od dawna oczekiwaliśmy wybuchu kryzysu. Lecz nagle, na jego miejsce pojawił się koronawirus. To już jest coś nowego: nie kryzys finansowy, nie wojna, ale kryzys naszych wzajemnych relacji. 

Przede wszystkim wirus rozrywa nasze więzi, zmuszając wszystkich do izolacji i do lęku przed zagrożeniem. Wszyscy mieszkańcy tego świata boją się dzisiaj jednej rzeczy – i to już dobrze, że boimy się nie siebie nawzajem, ale jednego wspólnego wroga. 

A może na tle strachu przed wirusem będziemy w stanie lepiej połączyć się ze sobą, pomóc sobie nawzajem, zbliżyć się, poczuć, że należymy do jednej ludzkości? Czy wynika z tego, że koronawirus jest naszym przyjacielem i pomocnikiem, palcem Stwórcy z góry? Wszakże udało mu się zgasić naszą niezgodę i zjednoczyć nas. 

Wyobraź sobie, że masz wiele dzieci, które nieustannie się ze sobą kłócą, walczą, sprzeczają się i nie wiesz, jak je uspokoić. A teraz nagle pojawia się środek, który przerywa drakę, oddziela dzieci od siebie i zamiast pretensji jednego do drugiego daje im wspólny niepokój o coś zewnętrznego. Wspólne nieszczęście łączy nas, daje nam powód do myślenia o jednej rzeczy i czucia się razem. 

Tak więc zobaczmy w tym wirusie środek zbliżenia, on zmiękcza nasze serce. I choć kojarzy się z trudnościami i obawami, to tak nie jest – on pochodzi z miłości. On przychodzi do nas z miłością, a nie z kijem, nienawiścią, groźbą. 

I następnie, zamiast oddzielać nas od siebie, wirus da nam możliwość budowania nowych relacji między nami. Wirus pokazuje nam nasz egoizm, przecież tam, gdzie jest egoizm, tam osiada wirus. Okazuje się, że należy szukać nie wirusa, a egoizmu i tak coraz bardziej będziemy odkrywać nasze zło i oddalimy się od niego. A przekształcając swoje relacje na dobre, tymi relacjami uzdrowimy wszystko. 

Możemy objąć jeden drugiego, nie bojąc się żadnych infekcji i wirusów! Cały świat będzie związany ze wszystkimi dobrymi, przyjaznymi stosunkami. Każdy będzie myśleć przede wszystkim, co znaczy dobro w oczach drugiego człowieka, i w takiej formie kontaktować się z nim. 

To znaczy, ja podnoszę się ponad swój egoizm i wyjaśniam, co jest dobre w opinii ludzi, i na tej podstawie buduję z nimi więzi. To już przypomina porządek pracy duchowej: skrócenie siebie, ekran (odmowa pracy ze swoimi pragnieniami), odbite światło (pragnienie obdarzania bliźniego zgodnie z jego postrzeganiem dobra). 

Okazuje się, że każdy kryzys dany jest nam na naszą korzyść. Jest napisane, że „W pałacu królewskim nie ma złodziei”. Musisz tylko spieszyć się, aby robić postępy z dnia na dzień, i najważniejsze – nie działania fizyczne, a mentalne. 

W przeciwnym razie możliwość naprawy, którą przedstawia nam ten wirus, rozproszy się. Wtedy natura zacznie popychać nas surowszymi metodami i nie warto na nie czekać. Więc wyjdźmy jej naprzeciw i pomóżmy jej z własnej dobrej woli. 

Z porannej lekcji 18.03.2020 


Cel kabalistycznej grupy, cz.10

каббалист Михаэль Лайтман Czym różnią się zasady kabalistyczne od psychologii?

Pytanie: Czym różnią się zasady pracy w grupie kabalistycznej od psychologii? Przecież to jest bardzo podobne.

Na przykład uważam Pana za mądrego człowieka i dlatego, by coś od Pana otrzymać, muszę oczywiście Pana wywyższyć. A jeśli będę uważać, że jestem mądrzejszy od Pana, to nic nie otrzymam. Czy to nie jest psychologia?

Odpowiedź: To nie jest psychologia, dlatego że w grupie, w naszym postępie do jedności, do zjednoczenia staramy się przyciągnąć wyższą siłę, zwaną Stwórcą. Zgodnie z metodą zalecaną przez kabalistów. W taki sposób wznosimy się ponad psychologię.

Nie mamy do czynienia z psychologicznymi właściwościami człowieka a chcemy, aby na te właściwości i na samego człowieka zadziałała wyższa siła, wyższe światło.

Pytanie: Na przykład istnieje zasada wywyższania przyjaciela. Wtedy próbuję uniżyć siebie. Czy to nie jest psychologia?

Odpowiedź: To wszystko są działania psychologiczne, ale próbując umniejszyć siebie, włączam się w przyjaciół i w taki sposób tworzymy system, który znajduje się w podobieństwie do wyższego światła. Wszystko zależy od naszej intencji: do czego dążymy, dlaczego to robimy.

Pytanie: Okazuje się, że w psychologii umniejszenie siebie i wywyższenie kogoś dokonuje się, na przykład, by lepiej się poczuć. A w Kabale – dlatego, aby odkryć Stwórcę. Czyli różnica polega tylko na celu, chociaż środki zewnętrzne są podobne?

Odpowiedź: Oczywiście. Cel determinuje wszystko.

Ciąg dalszy nastąpi…

Z programu TV „Podstawy Kabały”, 06.03.2019


Cierpliwość Natury kończy się

W ciężkie starcie z Naturą weszliśmy już dawno i dzisiaj zbieramy jego płody. Jest to odczuwalne coraz wyraźniej nawet w małym Izraelu. 

Pożary w Australii, które rozpoczęły się jeszcze w sierpniu, stały się najgorszymi, jakie kiedykolwiek odnotowano w historii. W Wikipedii poświęcony już jest im artykuł, a Google otworzył specjalną stronę z darowiznami. 

Na tym tle izraelskie powodzie nie są tak zauważalne, ale zebrały także krwawe żniwa i ustanowiły dwutygodniowy rekord w ciągu ostatnich 50 lat. W istocie jest to nie mniej znaczące wydarzenie. Dr Amir Givati, wiodący pracownik naukowy firmy ClimaCell, nazwał to nawet historycznym wydarzeniem.

Warunki pogodowe stają się coraz bardziej ekstremalne, anomalia stają się normą”, mówi Givati, „Moim zdaniem wydarzenia ostatnich dni są najbardziej oczywistym dowodem poważnych zmian klimatu. Jeśli ludzie nadal tego nie rozumieją, nie wiem, jakie jeszcze argumenty są potrzebne.

Oczywiście, doświadczyliśmy już ekstremalnych zmian warunków pogodowych. Ale ich skala była znacznie skromniejsza i nie występowały one w takim zagrażającym tempie”.

Rzeczywiście, przez cały czas obserwacji już w Chanuka opady okazały się rekordowe. „Każdego dnia nowy rekord”, kontynuuje dr Givati. „Coś podobnego wydarzyło się w 1992 roku, ale wtedy na wzgórzach spadł śnieg. Teraz powódź występuje bez topnienia śniegu. Moi koledzy uważają, że nadejdą jeszcze silniejsze i niszczycielskie ulewy. Latem susza, zimą chłód i niepogoda. Klimat stracił równowagę“.

Nie będziemy pocieszać się iluzjami. Obecna zima nie jest rzadkim ekscesem. Przeciwnie, jest to część globalnych zmian. „Nadszedł czas, aby porzucić przestarzałe pojęcia o „normalnej” pogodzie i przyzwyczaić się do myśli o tym, że wielodniowe ulewy deszczu i straszny upał nie jest niczym niezwykłym”, wzywa dr Givati. „Światowy klimat się zmienia. Należy pomyśleć o tym, jak przystosować się do tych zmian”.

Bardziej umiarkowani klimatolodzy nie są tak kategoryczni, jednakże również i oni przyznają, że sytuacja jest niepokojąca. Profesor Yoav Yair ze Szkoły Zrównoważonego Rozwoju w Wielodziedzinowym Centrum Herzliya: „Burze stały się dłuższe, wzrosły wszystkie wskaźniki, według których oceniamy to zjawisko: prędkość wiatru, poziom opadów itd.”

Tymczasem w Rosji znów „zapomniał” spaść śnieg…

W rzeczywistości dla nikogo nie jest to tajemnicą: trendy klimatyczne pogarszają się na naszych oczach w przeciągu życia jednego pokolenia, tak jakby kula ziemska nie mogła nas dłużej znieść. Przecież Ziemia, Natura jest żywym organizmem, chociaż znaczną jej część nazywamy nieożywioną. Tutaj jest nasza kolebka, nasz dom i gospodarzami w nim nie jesteśmy my.

Przeciwnie, on zrodził nas, on obejmuje nas, on jest ponad nami. W nim jest szczególna energia, szczególny duch, szczególny zamysł.

Ale my tego nie rozumiemy i robimy, co chcemy. Już dawno weszliśmy z nim w konflikt, a teraz w ostre starcie i oto zbieramy płody. Nawet w małym Izraelu coraz wyraźniej jest to odczuwalne. Na przykład zdarzają się dni, których zbiera się kilkadziesiąt w ciągu roku, kiedy niebo staje się białawe z powodu pyłu i piasku, traci nawet odrobinę niebieskiego i przypadkowo podnosząc oczy, nagle czujesz się jak na innej planecie…

To wszystko, to dopiero początek. I tylko jedna rzecz nam pomoże zbawić Ziemię od naszej brutalności, od naszej zuchwałej arogancji, odnieść się do niej, jak do jednej żywej całości.

I w tym celu konieczna jest wewnętrzna zmiana. Musimy uświadomić sobie, że sami wywołujemy nierównowagę w naszym domu i jego reakcja może łatwo „zdmuchnąć”, „zrzucić” nas z powierzchni Ziemi.

Jesteśmy słabi przed jej mocą, prawie bezradni. Wystarczy, że zakres temperatur przesunie się o około dziesięć stopni i setki milionów ludzi będzie pod miażdżącym ciosem. Ale to tylko jedna z wielu opcji i nie możemy ich nawet obliczyć, dlatego że nie rozumiemy ogólnego systemu.

Nie – my obserwujemy, jak dym australijskich pożarów, setki megaton dwutlenku węgla, przepływając przecina Ocean Spokojny i zanieczyszcza grzbiety Ameryki Południowej, a nawet Antarktydę. Jednak prawdziwa szkoda spowodowana obecnym stanem ludzkości pozostaje poza zasięgiem naszego pola widzenia. XXI wiek dał nam takie możliwości i narzędzia, które wymagają od nas stania się mądrzejszymi, bardziej wrażliwymi, ostrożniejszymi, dojrzalszymi. Ale gdzie tam! Dziś nawet liderzy zachowują się jak małe dzieci. I staje się to nie do zniesienia…

Przecież w Naturze wszystko jest powiązane ze wszystkim. Poprzez nasz negatywny wpływ uruchamiamy procesy, które powracają do nas jak bumerang!

I naszym głównym problemem są rozpadające się relacje. Dziś cały świat jest objęty głęboką wzajemną nienawiścią, która w rzeczywistości jest całkowicie nieuzasadniona. Wcześniej konflikty były lokalne, teraz obejmują kontynenty, sojusze, klastry wzdłuż i wszerz przecinają pęknięciami kraje, społeczeństwa, a nawet rodziny!

I tego Natura nie jest w stanie znieść. Brak równowagi przenika wszystkie sfery naszego i jej życia. „Adaptacja” nie pomoże, nie pomogą „zieloni” z ich „ekologiczną religią” nie pomogą czyste źródła energii, rezygnacja z ropy naftowej, plastiku i czegokolwiek innego. Walka z konsekwencjami jest daremna. Podnieśliśmy falę innej jakości, innej skali.

Przecież prawdziwą przyczyną jest sam człowiek. I przede wszystkim niszczy naturę swoim pierwotnym egoizmem, który jest jej diametralnie różny. Nasze niezachwiane samolubstwo, nieokiełznany konsumpcjonizm, sama nasza istota nakłania Ziemię przeciwko nam. W rezultacie nawet w Czarnobylu wszystko kwitnie, ponieważ nas tam nie ma…

Jak więc się zmienić? Jak okiełznać swoją naturę? Jak wypracować inny stosunek do siebie, do innych, do nieożywionej, roślinnej i zwierzęcej natury? Właśnie nad tym musimy się zastanawiać. I jeśli nad tym się zastanowimy, jeśli w końcu wychwycimy korzeń problemu, wtedy w ciągu kilku lat możemy zmienić sytuację.

Przecież Natura, tak czy inaczej reaguje na nas, na swoje dzieci. Ona przyjmuje na naszych oczach to oblicze, na które zasługujemy.


Koronawirus – bumerang natury

каббалист Михаэль Лайтман Wzajemne poręczenie, to pojęcie znane wszystkim z dzieciństwa. Zawsze uczono nas, że należy wspierać się wzajemnie, w przeciwnym razie wszystkim będzie źle. A dziś poręczenie, związek między ludźmi staje się niezwykle aktualnym tematem, nabierającym nowego, jasnego koloru.

Ogarniająca świat epidemia koronawirusa, daje nam możliwość dowiedzenia się czegoś nowego o naszym życiu i i wzajemnych relacjach w globalnym świecie. Z drugiej strony demonstruje nam, jaką siłę posiada każdy, nawet najmniejszy element natury. Świat wydaje się tak ogromny, aż nagle okazuje się, że malutki wirus jest w stanie pogrążyć go w chaosie i ciemności.

To nam pokazuje, jaką każdy z nas, w naszych czasach ponosi odpowiedzialność osobistą przed światem, aby nie być w nim szkodnikiem i nie zarażać innych. Pomyślcie, jakiś prosty handlowiec z rynku chińskiego dokonał tak dramatycznych zmian na świecie. To pokazuje, jaką siłę posiada każdy z nas w globalnym świecie, i jaka odpowiedzialność spoczywa na każdym w stosunku do pozostałych.

W nauce Kabały istnieje proste prawo: „Ogólne i szczegółowe są równe”. Ogólne – to tylko zbiór indywidualnych elementów, i dlatego ono zależy od każdego z nich. Niemożliwe jest wyciągnięcie z ogólnego ani jednego najmniejszego elementu bez zniszczenia ogólnego. Bez jednej cząstki będzie ono wadliwe, ponieważ brakuje w nim tej części.

Dlatego patrzymy na koronawirusa i nie rozumiemy, jak takiej mikroskopijnej cząstce udało się narobić tyle nieszczęść na świecie? Ale w rzeczywistości wirus pokazuje nam, jakie szkody wyrządziliśmy w całym ogromnym systemie na poziomie biologicznym, najwyższym poziomie natury. Powyżej niego są tylko myśli i intencje człowieka.

Należy zrozumieć, że wszystko zaczyna się od głowy. Dlatego, jeśli w systemie biologicznym jest uszkodzenie, to jest ono konsekwencją nieprawidłowego działania w systemie myśli i pragnień, które znajdują się powyżej poziomu biologicznego. Należy wyjaśnić, jakie usterki istnieją w relacjach człowieka z samym sobą, z innymi i ogólnie z całą ludzkością. Ludzkość na poziomie biologicznym wywołuje takie zakłócenia jak wirusy.

Najwyraźniej istnieje problem w naszych wzajemnych relacjach polegający na tym, że nie są one integralne. Naruszyliśmy już wszystkie prawa integralnej natury i nie dajemy jej normalnie istnieć. I dlatego zniszczenie, które tworzymy we wspólnej naturze, gdzie wszystko musi być połączone i harmonijne, stało się tak znaczące, że uderzyło we wszystkich w postaci wirusa.

Epidemia naprawdę dotknęła wszystkich, ponieważ żyjemy w integralnym świecie. I dlatego nie ma znaczenia, kto gdzie mieszka – ucierpieli wszyscy, czy to chiński wieśniak, czy makler giełdowy w Hongkongu, czy Amerykanin, przecież wszyscy znajdujemy się we wspólnym, połączonym systemie.

Kiedyś żyliśmy bardziej odizolowani i zależeliśmy tylko od swojego lokalnego obszaru, bo świat wtedy nie był jeszcze globalny. Ale dzisiejszy świat jest tak zintegrowany, że każda chińska wioska jest połączona łańcuchem, poprzez sieć stosunków handlowych z całą ludzkością. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że o losach świata decydują rządy i nagle wodze rządów są do dyspozycji maleńkiego wirusa.

Wszyscy jesteśmy częścią jednego zintegrowanego systemu, który nazywa się „Adam“ – człowiek, i bez wyjątku jesteśmy od siebie zależni. I jeśli ten system w coraz większym stopniu pokazuje naszą zależność i zobowiązuje nas do ulepszenia jej, to nauczmy się jak odpowiadać systemowi, w przeciwnym razie będzie nam źle. W przeciwnym wypadku każdego dnia będą ujawniać się nowe śmiertelne wirusy.

System wskazuje, że jesteśmy zobowiązani do połączenia się ze sobą poprzez dobre relacje. Ale należy wyjaśnić, co to znaczy „dobre”, ponieważ nasz egoizm uważa za dobre tylko to, co jest korzystne dla niego.

A dlatego, żeby dowiedzieć się, co jest naprawdę dobre, należy studiować cały system i następnie każdy i wszyscy razem działać dla utrzymania jego integralności. Poza tym wymagane nic nie jest, tylko troszczenie się o innych, jak o siebie samego.

Pomiędzy nami musi istnieć globalne, wzajemne poręczenie, które jest wyżej niż jakakolwiek separacja i osobiste cele. Wzajemne poręczenie, więź między nami, musi przede wszystkim określać wszystkie indywidualne więzi istniejące między wszystkimi. Wzajemne poręczenie jest wyższym prawem, jedynym istniejącym w naturze. A z niego wynikają wszystkie inne prawa i formy zachowania.

Dzięki koronawirusowi, na całym świecie odkrywa się teraz prawo wzajemnego poręczenia. Natura zdecydowała pokazać nam to kim jesteśmy i jak bardzo przeciwstawiamy się jej.

Być może nauczymy się na tym kryzysie, co należy zrobić, aby stać się integralną częścią przyrody. Wypełniając prawo wzajemnego poręczenia, człowiek doprowadzi naturę do równowagi. A osiągnięcie pełnej równowagi i harmonii sił natury – jest prawdziwym rajem.

Z rozmowy o nowym życiu, 10.03.2020


Koronawirus: patrząc w przyszłość

To wygląda, jakbyśmy się stali uczestnikami hollywoodzkiej opowieści i śledzili rozwój wydarzeń od wewnątrz. Czy uda nam się wniknąć w istotę tego, co się dzieje i przewidzieć rozwiązanie? 

Teraz jest już jasne: obecny koronawirus stał się jednym z tych rzadkich, nieprzewidywalnych wydarzeń o dalekosiężnych konsekwencjach, które słynny Nassim Taleb ochrzcił „czarnym łabędziem”. 

Później z perspektywy czasu, wszystko stanie się jasne i logiczne, jednak już teraz coś się wyłania. 

Pojawiło się nam kilka tygodni lub miesięcy na rozmyślania i nie należy przegapić takiej możliwości. Przecież w Naturze nie ma przypadków, i jeśli już powstały niezbędne warunki, to musimy wykorzystać je z pożytkiem a nie czekać na koniec. 

A zatem najwyraźniej mamy przed sobą kilka miesięcy dość niezwykłego stylu życia. Ale i potem nie powrócimy na stare tory. Nasze życie codzienne stanie się inne. Jakie dokładnie? Zależy to od tego, czy zechcemy już dzisiaj odpowiedzieć na kardynalne pytania postawione przez wirusa. 

Kiedy to wszystko się skończy, będziemy się dziwić, dlaczego w ogóle trzeba chodzić do pracy do biura, chodzić do szkoły, uczyć się lub nauczać, chodzić na zakupy do sklepu – pisze dr Einat Wilf. – Być może będzie to moment, w którym zostawimy za sobą struktury rewolucji przemysłowej. 

Analitycy, naukowcy, głowy firm już dyskutują o nowym, cyfrowym paradygmacie, o zmianie podejścia do produkcji i jej skuteczności, do podejmowania decyzji, do bezpieczeństwa. Epidemia uwidoczniła ten fakt, że nasze bierne myślenie nie nadąża za nowoczesną technologią. 

Jest to jednak tylko część obrazu. Przecież rzecz nie tylko i nie tyle w technologiach. Rzecz w samej koncepcji sukcesu. Jeśli nie przegapimy tego momentu, ludzkość odrzuci wiele zbędnego i na zewnątrz zacznie żyć prościej, bardziej praktycznie, a wewnętrznie – pełniej, bardziej różnorodnie. Zmieni się nie tylko sposób życia, zmieni się sposób myślenia i odczuwania. 

Teraz chcemy tylko jednej rzeczy – niech to wszystko się skończy. Ale weźmy się w garść i spójrzmy faktom w oczy: co nam mówi obecna sytuacja? Jakie choroby świata ujawnia koronawirus? 

Ministerstwo Zdrowia nie powie nam o tym. Swoimi dyrektywami tylko odłącza, odrywa nas od życia narzuconego przez społeczeństwo z jego wartościami, wypoczynkiem i rozrywką. Nagle wzajemna odpowiedzialność przestaje być pustym frazesem, radykalnie zmieniają się priorytety, rozrywka przechodzi w wirtualną przestrzeń … 

To dość ponure preludium, ale wciąż nie tragiczne. Staramy się zaaklimatyzować, zbudować nowe ramy, nawet pomóc innym, nieznajomym ludziom, co dla wielu było wczoraj nonsensem. Z jednej strony jesteśmy ograniczeni tym, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, z drugiej odkrywamy nowe rzeczy w niezwykłej sytuacji. Jak dorastające dziecko, które kierowane jest przez wychowawców. Nieprawdaż? 

Patrząc na trasy zachorowań, widzimy kawiarnie, restauracje, sklepy, centra handlowe, supermarkety, sale bankietowe… Właściwie w tym jest prawie całe nasze życie – przerywana linia od jednej instytucji do drugiej. Wybieramy się za granicę – i tam to samo, nieskończony łańcuch. Chociaż nie, skończony oczywiście. 

I patrząc teraz na to z boku, stajemy się trochę starsi, trochę doroślejsi. Niepostrzeżenie, podświadomie rodzi się w nas nowe uczucie, nowy stosunek do wypoczynku, rozrywki, do swojego życia, do otoczenia. Stare trochę wyblakło, i jakby klapki spadają z oczu odsłaniając nowe kolory. 

Tak, wyprzedzam wydarzenia, ale dosłownie o tydzień, wierzcie mi. To, co dziś wydaje się więzieniem, w rzeczywistości przedstawia nam możliwość rozpoczęcia poważniejszego, głębszego odnoszenia się do siebie i do świata, zadawania pytań, które zostały skrzętnie zatuszowane przez poprzedni paradygmat.

W rzeczywistości przed nami jest niebywała szansa. Wirus prowadzi do oczyszczenia, do „dezynfekcji” umysłu i uczuć, podnosi na nowy poziom myślenia, uświadomienia, pragnienia, wzajemnych powiązań. Nie wiedząc o tym sami stykamy się z potrzebą w tym sensie, którego wcześniej byliśmy pozbawieni.

Wyprzedzimy czas o dwa tygodnie: wirus jest nie tylko zagrożeniem, ale także przełomem. Niszczy nie tylko ciało, ale także przestarzałe koncepcje, dogmaty, otwierając drzwi do nowego stanu ludzkości. 

Naszym pierwszym impulsem jest zamknąć te drzwi, zatrzymać przeciąg, usunąć przeszkodę na utartej drodze. Ale poczekajcie, nie zamykajcie drzwi świadomości! W Naturze, w tym jedynym, integralnym systemie nie ma niczego złego, nieprawidłowego. Wszystkie jej reakcje są prawidłowe i korzystne, nawet jeśli w czymś są destrukcyjne. 

Nie można po prostu walczyć z wirusem, nie biorąc pod uwagę systemu, w którym żyjemy. On mimo wszystko nigdzie nie odejdzie i dalej będzie bronił swojej równowagi. 

Przed kim? Przed nami. To my tracimy ogólną równowagę, „kołysząc łódź”, konsumpcyjnie odnosimy się do świata i siebie – ze względu na głupie wychwalanie się, z chęci postawienia się przynajmniej w czymś wyżej innych. Całe nasze życie jest podporządkowane temu zadaniu, ukrytemu za wieloma solidnie wyglądającymi, ale płaskimi dekoracjami. 

W rezultacie na ekologicznym poziomie świadomie niszczymy Ziemię. Można wyśmiewać się ile się chce z Grety Tunberg, ale tu ona ma rację. A co najważniejsze – psujemy ekologię społeczną, akurat to zadanie, które jest nam przydzielane przez system, partaczymy po całości. 

Nasze relacje, cały nasz „postęp” jest wyzwaniem integralności, wyzwaniem samej Natury. Wnosimy zaburzenie równowagi, dysharmonię we wszystkim, czego dotykamy. Próbujemy podbić system, który nas zrodził. Domagamy się od Natury, aby była posłuszna, ze względu na nasze infantylne, bezsensowne zabawy. 

I oczywiście Natura jest przeciwko. Nie przez przypadek wirus zmusza nas do zbudowania zdrowszego życia, bardziej odpowiedzialnych relacji, do porzucenia niepotrzebnej produkcji, do troski o siebie nawzajem. 

Być może, kiedy wynajdą szczepionkę, lub gdy większość zachoruje, wyjdziemy z izolacji doroślejsi i zaczniemy żyć inaczej, lepiej. Być może nadamy sens tej epidemii, która na razie jeszcze wydaje się być „czarnym łabędziem”, przykrą, nieprzewidzianą przeszkodą na drodze naszej nieprzerywanej linii. Później znajdzie się logiczne wytłumaczenie dla wszystkich „czarnych łabędzi”. A jakie wyjaśnienie podamy? I co przeszkadza nam zrobić to teraz? 

Przez dziesięciolecia błądziliśmy w iluzjach konsumenckich, niszcząc życie przyszłych pokoleń. Przekształciliśmy się w trybiki globalnej maszyny nadprodukcji i niskiego poziomu współczucia. Maszyny, która produkuje śmieci, spala ludzkie i naturalne zasoby w imię egoizmu. 

Po co więc do tego wracać? Konsumujmy dwa, trzy razy mniej towarów, za to my, nasze dzieci i wnuki będą miały zdrowe, spokojne życie, pełne innych radości – o wiele bardziej twórczych, nieprzemijających, ogólnoludzkich. Wspólne nieszczęście może stać się odskocznią do wspólnego sukcesu. Znaczy wirus w istocie jest szansą na ratunek. 

Natura w przeciwieństwie do nas nic nie rujnuje i niczego nie niszczy – tylko rozwija, naprawia, koryguje. Nasza percepcja jeszcze nie dorosła do tego obrazu, ale jesteśmy już w stanie przewidzieć naszą wiedzę, wyprzedzić nieco, zajrzeć poza narysowany horyzont.

Wtedy zobaczymy, jak wrogo nastawieni jesteśmy do Natury. Podobnie jak armia mongolsko-tatarska deptamy jej pola, arogancko zginamy ją pod siebie. 

Zobaczymy jeszcze, że każdy z nas stoi przed Naturą, a za nim cała ludzkość. Każdy jest osobiście odpowiedzialny za równowagę systemu. Szczegół i ogół są równe – mówią kabaliści. Właśnie w tym każdy jest szczególny, unikalny… A może troszkę za daleko wybiegłem? 

Cofnijmy się o jeden krok: wirus jest wynikiem braku równowagi w ogólnym systemie, którą my – ludzkość powodujemy. Człowiek jest w nim wiodącą częścią. Wszystkie jego impulsy są powiązane, połączone z nami. W nim uczymy się odpowiadać za siebie wzajemnie i odpowiadać za niego. 

Nie zapominajmy o tym, przestrzegając zalecanego dystansu, siedząc w kwarantannie, dbając o rodzinę, w miarę sił pomagając innym. Zignorowanie tego jest, jak zakopanie głowy w piasek, oglądanie się wstecz, na wczorajszy dzień, gdy już nadchodzi jutro. Człowiek tym właśnie odróżnia się od zwierząt, że jest obdarzony wyobraźnią, umie przewidywać, wyprzedzać, patrzyć naprzód. Nasz „czarny łabędź”, to znacznie więcej niż się wydaje. 

Źródło: https://bit.ly/3bC2DRE


Wirusowe myśli


Cel kabalistycznej grupy, cz. 9

каббалист Михаэль Лайтман Zasada kabalistycznej grupy: to szczególny stosunek do przyjaciół

Komentarz: Jedną z zasad pracy w grupie jest szczególne podejście do indywidualności każdego przyjaciela.

Odpowiedź: Należy dać każdemu możliwość przejawiania swoich umiejętności, pomagając mu w tym, aby przy ujawnieniu wszystkich możliwości przyjaciół dojść do maksymalnego rozwoju wspólnego pragnienia, intencji, wysiłku.

Komentarz: Następna zasada: nieustannie wywyższać przyjaciół i odczuwać niskość swojego egoizmu.

Odpowiedź: To znaczy ja, jako egoista muszę zawsze umniejszyć siebie w stosunku do grupy, odnosić się do przyjaciół z rosnącym pragnieniem pomocy im, i we wszystkim ich wspierać. Posiadam dwie siły: pozytywną i negatywną. Należy maksymalnie wywyższać pozytywną i maksymalnie minimalizować negatywną siłę.

Komentarz: Jeszcze jedna zasada: starać się widzieć przyjaciół w bardziej naprawionym stanie, niż pokazuje mi mój egoizm.

Odpowiedź: Powinienem starać się widzieć w przyjaciołach naprawionych ludzi, bardziej niż ja sam jestem. Wtedy będę miał pragnienie zbliżyć się do nich, zbliżyć się z nimi, umniejszać się przed nimi. Podziw dla nich da mi siłę poruszać się do przodu.

Pytanie: Następna zasada: anulowanie się przed przyjaciółmi. Tutaj w ogóle nie jest zrozumiałe, co dokładnie należy robić?

Odpowiedź: To wszystko naturalnie powstaje w człowieku. Kiedy pracuje w grupie, to chce lub nie, ale zaczyna czuć się coraz niżej i niżej niż reszta grupy. W innych przyjaciołach widzi dobro i siłę, a w sobie – nie.

Ponadto, tutaj nie mówi się o tym, że tak się dzieje, a o tym, jak człowiek może anulować się sam przed przyjaciółmi. To znaczy umniejszyć siebie sztucznie przed nimi, widzieć siebie niższym, gorszym, bardziej odstającym. To da mu możliwość podniesienia ich, wywyższenia Stwórcy poprzez nich i w taki sposób poruszania się do przodu.

Ciąg dalszy nastąpi …

Z programu TV „Podstawy Kabały”, 06.03.2019


Kiedy skończy się pandemia spowodowana Koronawirusem?

Nie jesteśmy przyzwyczajeni do koronawirusa. Nie mamy pojęcia jak się z tego wydostaniemy i dokąd nas to zaprowadzi.

Jeśli ktokolwiek myśli, że to minie za kilka tygodni – nie minie. Jesteśmy w nowym stanie, który przetrwa lato, a potem przyjdzie zima.

Kiedy skończy się ta pandemia?

Skończy się, kiedy polepszymy ludzkie relacje. Aby zrozumieć, dlaczego tak jest, potrzebujemy głębszej świadomości tego, jak działa natura.

Zanim koronawirus osaczył nas, działaliśmy napędzani napompowaną przez sterydy chęcią czerpania korzyści z siebie nawzajem, aby każdy z nas realizował swoje własne interesy.

Troska o innych ludzi i naszą planetę została przyćmiona przez troskę o samych siebie. Takie podejście samo w sobie sprawiło, że patrzymy na naturę i innych ludzi wyłącznie przez pryzmat tego, jak ich wykorzystać, aby osiągnąć maksymalne korzyści własne.

Natura musiała więc dać nam nauczkę. I to w bardzo wyrazisty, pomysłowy, troskliwy i rygorystyczny sposób.

Wyglądaliśmy jak rodzeństwo walczące o nasze zabawki, a potem natura, jak surowy rodzic kazała nam przestać się kłócić, iść do osobnych pokoi, zastanowić się nad naszym złym zachowaniem i nad tym, jak powinniśmy się wobec siebie zachowywać, kiedy natura pozwoli nam wyjść i znów być razem.

Mam więc nadzieję, że poważnie potraktujemy okres, w którym się znajdujemy, że wykorzystamy czas, który mamy teraz na uświadomienie sobie naszych ścisłych wzajemnych powiązań i współzależności między sobą i z naturą.

Koronawirus pomaga nam dostrzec, że jesteśmy równi. Nie odróżnia on bogatych od biednych, szefa od robotnika, sławnych i nieznanych – wszyscy jesteśmy równi w obliczu tego ciosu.

Rozumiem przeszkody, jakie odczuwamy w postrzeganiu wszystkich ludzi jako równych, ponieważ zostaliśmy wychowani do kategoryzacji i klasyfikowania ludzi w pewien określony sposób, ale nie mamy wyboru: Natura pokazuje nam poprzez tego wirusa, że uważa nas wszystkich za równych i byłoby mądrze, abyśmy spróbowali spojrzeć na siebie tak, jak ona patrzy na nas.

Nawet elity multimilionerów, które uciekły na swoje prywatne wyspy i do podziemnych bunkrów, są nadal zagrożeni koronawirusem. Wirus pojawił się w wielu takich miejscach, że nadal nie rozumiemy, jak mógł się tam znaleźć. Dlatego nawet w ukryciu, z dala od reszty, ludzie nadal są podatni na działanie wirusa, tak jak wszyscy, ponieważ istnieje zupełnie inny powód jego obecności niż ten, który obecnie możemy zrozumieć.

Dlatego im szybciej będziemy odnosić się do wszystkich jak do równych – troszcząc się o wszystkich ludzi na świecie tak samo, jak o siebie samych – wtedy bardzo szybko wzniesiemy się ponad ten cios, który wymierzyła nam natura i wtedy już w spokojniejszych okolicznościach będziemy dążyć do coraz większego połączenia między sobą.

Źródło: https://bit.ly/2Jlr5ej