Tak długa pępowina, jak całe życie

Dzisiejsze dzieci różnią się szczególnie od dzieci z poprzednich pokoleń. Mają one inne postrzeganie, percepcję świata, czego nie było wcześniej: nie dwuwymiarową, tylko idącą w głębię.

To pokolenie jest gotowe na rozwój duchowy i powinno je otrzymać. Jeżeli nie jesteśmy w stanie mu tego zapewnić, wtedy otrzymujemy z powrotem takie reakcje jak: nadpobudliwość, grubiaństwo i nieposłuszeństwo, ponieważ to co mamy w naszym świecie im nie wystarcza.

Dzeci potrzebują zgodnej z prawdą wiedzy o tym, w jakim świecie żyjemy, jaki jest cel i na jakiej drodze musimy go osiągnąć. Informację o świecie duchowym przyjmują w sposób prosty, lekki i naturalny. Nawet jeśli na początku powtarzają one tylko nasze słowa, co jest swoiste dla dzieci, jednak sprawdzają później, czy odpowiada to prawdzie czy nie. Podczas gdy sprawdzają, znajdują fakty, które potwierdzają prawidłowość tych słów i nawet o wiele łatwiej niż my.

Podczas jak wychowujemy je w ten sposób, w pierwszej linii wychowujemy nas samych, pokazując im przykład, do którego one również muszą dążyć, łącząc się między sobą. Ponieważ dzieci i rodzice dążą do tego samego celu, przechodzą przez te same stany, te same etapy rozwoju, znajdują się w tym samym świecie, prowadzą to samo życie. Nasze dzieci są równouprawnionymi uczestnikami wszystkich aktywności, które są organizowane przez dorosłych. Wiedzą one po co żyją, jaki jest ich cel i jakie są prawa natury i społeczeństwa, jak powinno żyć się według nich.

Studiują system, w którym żyją i zaczynają czuć siły, które w nim oddziałują, ponieważ są one już od samego początku gotowe do ujawnienia tych sił. Zmiany w nich zachodzą bardzo szybko, w przeciągu kilku miesięcy. Są one inteligentne, posiadają wiedzę i umiejętności do realizacji ich potencjału. Demonstracja ich sukcesów w świecie będzie służyć jako najlepszy sposób rozpowszechniania, ponieważ problemy wychowania, edukacji poruszają całe społeczeństwo.

Miejmy nadzieję, że wirtualna szkoła, którą zamierzamy stworzyć w niedalekiej przyszłości, będzie troszczyła się o edukację nowego Człowieka.

Z 5 lekcji kongresu 11.10.2010


Jabłko w ogrodzie Stwórcy

Człowiek rozwija się jak jabłko, które dojrzewa na drzewie, aż osiągnie pożądany, końcowy stan. I niewątpliwie przechodzi on na tej drodze całkowicie sprzeczne stany i czuje się jak gorzkie, kwaśne, niedojrzale jabłko – lecz czy nie może on zamiast drogą cierpienia iść drogą Światła i czuć, że zbliża się coraz to bliżej dobrego?

Gdy idziemy drogą cierpienia, nasze pragnienia rozkoszowania się otrzymują nieustannie ciosy, przez to że stają się coraz większe i nie otrzymują napełnienia.

Jednak gdy idziemy drogą Światła, to prowadzi nas Ono świadomie poprzez te same stany i wtedy nie żyjemy wewnątrz naszych pragnień, tylko wewnątrz naszych intencji, poprzez które ujawniamy odwrotny świat, świat dawania, emanacji!

I w nim rozkoszuję się ze względu na dawanie dla Stwórcy! (Egoistyczne kli jest pragnieniem, a altruistyczne kli jest reflektującym Światłem, intencją dawania, emanacji, Or Chochma).

Z pomocą Światła nie tylko przyśpieszam swój własny rozwój, lecz również odczuwam tę drogę jako rozkosz, ponieważ poruszam się, dążę do pożądanego celu, zgadzając się z zamysłem Stwórcy, nieustannie przybliżając się do Niego.

Jednakże czym bardziej zbliżam się do celu, tym bardziej czuję się przeciwstawny do Niego! Ponieważ my ciągle podwyższamy wrażliwość w stosunku do różnicy między nami, a Stwórcą jak jest napisane „Stwórca jest surowy w stosunku do sprawiedliwych”.
Na pierwszym stopniu wydaje mi się, że różnica między nami nie jest tak strasznie wielka: “I co z tego, ja otrzymuję, a On daje”.

Następnie wznoszę się z pierwszego stopnia na drugi i pomimo to, że bardziej upodobniam się do Niego, właśnie dlatego odczuwam różnicę miedzy nami nie jako „-10”, tylko jako „-100”. Wzniosłem się, tzn. zostałem naprawiony, i ta naprawa funkcjonuje jak szkło powiększające, poprzez które widzę moje błędy 100 razy większe!

Mimo że zbliżyłem się do Stwórcy o ten jeden stopień, jednak stałem się 100 razy wrażliwszy, i podczas gdy wcześniej nie przeszkadzała mi różnica w rozmiarze„dyszla od wozu”, tak teraz dręczy mnie nawet cieniutki włosek.

Jedyne, co można zmienić ze wszystkich czterech faktorów w rozwoju to (podstawa, droga rozwoju podstawy, środowisko i droga rozwoju środowiska), które wpływają na wzrastające, dojrzewające jabłko lub na człowieka , na jego reszimo – duchowy gen, to znaczy tylko wpływ środowiska.

Ponieważ tylko otoczenie – grupa decyduje, czy jabłko będzie miało korzystne warunki do wzrostu: czy otrzyma wystarczająco dużo słonecznego światła i wilgoci. To samo odnosi się w stosunku do duszy – jeśli otrzymamy dobre warunki do wzrostu, nie będziemy wtedy potrzebować ani cierpienia, ani wojen.

Jeśli chcemy, by nasze jabłko (nasza dusza) rosło, to musi ono znajdować się w równowadze ze środowiskiem. Do tego trzeba zorganizować połączenie z tym środowiskiem, aby poprzez nie osiągnąć wyższą siłę, Stwórcę, który ubiera, przyodziewa się w „otoczenie” i w taki sposób je naprawia. Tak abym ja, środowisko i Stwórca połączyli się w jedną całość.

Z lekcji do artykułu „Istota religii i jej cel” z 17.11.2010


Arba’a minim

Pytanie: Co oznaczają „Cztery symbole święta Sukot“ (arba’a minim)?

Odpowiedź: Cztery symbole święta Sukot – to lulaw (1liść palmowy, jesod), adassim (3 gałązki mirty, HAGAT), arawot ( 2 gałązki wierzby rzecznej, NEHI), etrog (owoce takie jak cytryna/eszkolit, Malchut). Wszystkie naprawy dusz łączące się w Malchut świata Acilut (Szchina) następują pod wpływem światła naprawy z Zeir Anpin (Z”A), wyższego od Malchut parcufa (systemu).

Z”A, dla naprawy dusz w Malchut, skupia się w trzech liniach, jednocząc swoje sfiroty Hesed-Gwura, Tiferet i przez nie przesyła światło naprawy do Malchut, do dusz. Aby spowodować takie działanie od Z”A do Malchut, my, to znaczy dusze przygotowane do naprawy, czyli przygotowane do zjednoczenia w Malchut, wyzwalamy w nim swoje wspólne pragnienie naprawy.

Malchut przekazuje to pragnienie do Z”A. Wyzwala ono w Z”A pragnienie zjednoczenia z Malchut w duchowym współżyciu i przelawa w nią światło naprawy.

Z lekcji z Szamati, 21.09.2010


Szkoła jako życie, życie jako szkoła

каббалист Михаэль ЛайтманProblemem nowoczesnego systemu edukacji nie jest to, czy przygotowuje się specjalistów lepiej czy gorzej, a nawet nie jest to, że nie znajdujemy w nim programu wychowania dzieci.

Problem ma wymiar głębszy, ten mianowicie, że dzisiaj dzieci rodzą się z podświadomą potrzebą duchowego rozwoju, dlatego też nie chcą akceptować tego, co jest im dawane w szkołach. I w rezultacie pozostawieni sobie, żyją z wewnętrzną pustką. W tej wewnętrznej pustce gardzą światem, gardzą dorosłymi i stają na rozdrożu. W efekcie nie wiedzą jak żyć.

Ale pustka pozostaje. Nie mogąc sobie z nią poradzić, idą w życie po omacku. Włóczą się tu i tam, próbując się napełnić czymkolwiek, aby zatkać ogromną pustkę, której doświadczają. Ratunkiem dla nich nie jest nawet najlepsza szkoła. Trzeba zrozumieć istotę tej pustki i wypełnić ją.

Zajmując się dziećmi w naszej organizacji, widzimy, z jaką szybkością i łatwością przyswajają materiał i zaczynają stosować go w życiu. W ich spojrzeniu na świat i ludzi dostrzegamy duchową mądrość.

Forma tych zajęć jest następująca: w niewielkich grupach dzieci dyskutują z instruktorem  na różne tematy, omawiają sytuacje życiowe, z którymi się stykają  i relacje między sobą.  Stają się w tych dyskusjach zarówno sędziami, jak i obrońcami w procesie zrozumienia natury człowieka i społeczeństwa.

Instruktor nie powinien dominować, narzucać swojego zdania. Gdy nie stara się górować nad dziećmi, tym samym w sposób twórczy przygotowuje ich do życia; pomaga poznawać go.

Mam nadzieję, że wszystkie dzieci otrzymają takie wychowanie.

Z 5 lekcji kongresu 10. 11.2010


Naucz się wykorzystać faraona

каббалист Михаэль ЛайтманPytanie: Bardzo się staram przejść przez machsom, jednak faraon zawsze jest górą. W pewnym momencie tracę wiarę i łączę się z grupą tylko z przyzwyczajenia, a nie dążenia do połączenia. To mnie złości. Co mam zrobić? Może poprosić faraona o przepustkę do Stwórcy?

Odpowiedź: Nie. Bij go! Przecież on jest twoim wrogiem, który nie pozwala ci dojść do Stwórcy. Stoi między wami.

Należy zrozumieć, że to sam Stwórca postawił faraona przed tobą, aby rozwijać w tobie silne, prawidłowe pragnienie. On postawił na twojej drodze szczególną przeszkodę.

Tą przeszkodą jest twój egoizm, sam faraon. On cię „rzeźbi” i formuje z ciebie nowy impuls – prawidłowe, potężne dążenie do świata duchowego.

Gdyby nie faraon, nie szukałbyś duchowości. Życzyłbyś sobie tylko materialnego, uważając go za „duchowość”.

Faraon natomiast koryguje tę niezgodność. Ty naciskasz – on bije, ponownie naciskasz – ponownie bije, znów i znów. Poprzez te ciosy nadaje bryle twego pragnienia pożądany kształt – tworzy pragnienie obdarzania (cura melubeszet be chomer).

W rezultacie dopasowujesz się do otworu, jak klucz – i drzwi otwierają się. Dlatego jest powiedziane, że „faraon zbliża do Stwórcy synów Israela” – tych, którzy dążą do Niego.

Wydaje się nam, że w naturze istnieją złe siły, ale w rzeczywistości to nie tak. Gdy zapanuje we mnie właściwość miłości i dawania, wówczas odkryję, że nie ma żadnego zła, a wszystkie negatywne czynniki miały formować ze mnie pragnienie obdarzania.

One wszystkie są pomocą z góry. Po tym, jak przyjmę formę obdarzania, nie będą już musiały wywierać na mnie presji.

Należy tylko zrozumieć, jak pracować z tymi siłami. Im prędzej to zrozumiemy, tym szybciej uzyskamy nową formę i narodzimy się duchowo.

Z lekcji do artykułu Rabasza, 12.11.2010


Pozwolenie na ujawnienie kabały

каббалист Михаэль ЛайтманJesteśmy tak urządzeni, że stale szukamy, jak ulepszyć sobie życie. Na to skierowane są wszystkie nasze myśli i pragnienia. Stwórca ciągle odkrywa nam nowe pragnienia i wewnętrzne pustki i w ten sposób prowadzi nas w przeciwnym kierunku, zmuszając do ucieczki od tej pustki.

On odkrywa mi coś złego, a ja uciekam od tego w przeciwnym kierunku – ku dobremu. Jednak tam On ponownie odkrywa mi jakąś pustkę i znowu biegnę w przeciwnym kierunku. W taki sposób kieruje nami z góry.

W każdej chwili pojawia się u nas jakieś nowe pragnienie i my instynktownie próbujemy napełnić je na tyle, na ile jest to możliwe. W taki sposób Stwórca prowadzi nas do celu – abyśmy upodobnili się do Niego.

Chociaż człowiek jest całkowicie przeciwny Stwórcy, ponieważ Stwórca to siła absolutnej miłości, dawania, emanacji, a człowiek jest siłą nienawiści i otrzymywania, jednak stopniowo będzie on mógł wyjawić swoje przeciwieństwo i naprawić się.

Jako pomoc w tym dano mu naukę kabały, która jest metodą objawienia w tym życiu Stwórcy –  właściwości emanacji, obdarzania.

Dlatego Stwórca wybiera ludzi, których chce przybliżyć do siebie, lecz nie wszystkich naraz. Chociaż w końcu wszyscy będą musieli przyjść do Niego i każdy bez wyjątku będzie taki, jak On!

Wszyscy mamy jeden cel, ale zbliżamy się do niego indywidualnie i stopniowo. Byli ludzie, którzy zaczęli zbliżać się do Stwórcy jeszcze tysiące lat temu, a inni w późniejszych wiekach. W obecnych czasach proces ten nadal trwa  i w nadchodzących latach będzie coraz więcej tych, którzy dążą do Stwórcy.

Znajdujemy się obecnie na ostatnim etapie rozwoju ludzkości, w czasach, kiedy cała ludzkość powinna objawić Stwórcę  i wznieść się po duchowej drabinie – wrócić do świata nieskończoności. Można nas nazwać pierwszym szeregiem ostatniego pokolenia.

Człowiek żyje materialnymi troskami na krótkim odcinku swojego życia ziemskiego, póki w nim nagle nie pojawiają się pytania: „Po co mi to wszystko?  Chcę wiedzieć, co było do tego życia i co będzie po nim. Czy jest jakiś sens tego istnienia? Czy warto żyć?”

Pytania te przychodzą z wyższego stopnia, skąd zstępuje życie w nasz świat, dlatego wznoszą one człowieka ponad całą jego przebytą drogę życiową.

Aby znaleźć odpowiedź, zaczyna szukać, i jeśli te pytania rzeczywiście dotyczą wyższego stopnia niż nasz świat, to znajduje mądrość kabały, ponieważ ze swoim „punktem w sercu” – duchową iskrą – znajduje się jak gdyby elektron w polu elektrycznym – jako cząstka niosąca ujemny ładunek duchowy.

Odczuwa on ten „minus” i dlatego w otaczającym go polu szuka, gdzie by mógł znaleźć napełnienie dla swojego pragnienia.

Jednak w naszym świecie nie będzie w stanie znaleźć tego napełnienia i to jest przyczyną rozczarowania, które rozprzestrzenia się obecnie na całym świecie.

Straciliśmy nadzieję  i wiarę w „świetlaną przyszłość” (czy to komunizm czy społeczeństwo konsumpcyjne) i powinniśmy znaleźć odpowiedź na pytanie o sens życia, bo inaczej cały świat pogrąży się w narkotykach, terrorze, rozpaczy, sięgnie po antydepresanty.

Człowiek nie będzie wiedział, co ze sobą zrobić, ponieważ wewnętrzna pustka zgasi w nim wszelką chęć do życia.

Jednak właśnie ci ludzie odkryją mądrość kabały jako jedyną metodę osiągnięcia najwyższego sensu życia. Nie pomogą już im żadne religie, wierzenia, mistyka, „New Age”, medytacja, ponieważ zapewniają one ukojenie jedynie na poziomie tego świata, zaś ich pytania należą do wyższego wymiaru.

Dlatego otrzymaliśmy pozwolenie na ujawnienie i rozpowszechnienie nauki kabały i widzimy, że ludzie z całego świata zaczęli się budzić i sięgać po nią.

Z siódmej lekcji kongresu, 10.11.2010


Pomiędzy Malchut a Biną

каббалист Михаэль ЛайтманPytanie: Czy wzajemne poręczenie dotyczy kobiet?

Odpowiedź: Zarówno mężczyźni, jak i kobiety powinni osiągnąć stan wzajemnej gwarancji.

Jest powiedziane, że przy górze Synaj stali mężczyźni, a kobiety ich otaczały. Odzwierciedla to wewnętrzne właściwości duchowe każdego z nas.

Kobieta uosabia pragnienie otrzymywania przyjemności, a mężczyzna symbolizuje przezwyciężenie tego pragnienia (w j. hebrajskim „mężczyzna” to „gewer”, pochodzi od słowa „itgabrut”, co oznacza „przezwyciężenie”). Czyli jest to pragnienie dawania.

Właśnie tę właściwość każda osoba wykrywa przeciwko sobie, a raczej w sobie, tj. górę Synaj – „górę nienawiści”.

Ale połączenie i wzajemne poręczenie dotyczy każdego. Również kobiety muszą się starać, aby połączyć się wewnętrznie ze wszystkimi, tak jak mężczyźni. Tylko mężczyźni muszą przejawiać to także zewnętrznie, a kobiety w sobie.

A poza tym, kobiety powinny „naciskać” na mężczyzn, ponieważ mężczyzna jest z natury skłonny do słuchania kobiety, żony. Dla niego żona jest jak matka, właśnie tak on ją czuje.

Prototypem mężczyzny jest Zeir Anpin, który znajduje się między dwoma kobietami, nukwami: Malchut i Biną. Jego matka to Bina, a żona – Malchut. Od Malchut on otrzymuje pragnienia, a do Biny zwraca się o ich napełnienie.

Innymi słowy, nie może on bez Malchut zwrócić się do Biny, a jeżeli zwrócił się do niej, to nie pozostaje mu nic innego, jak przekazać Malchut wszystko, co otrzymał od Biny. W ten sposób on pracuje. Dlatego też żona w jego podświadomości zastępuje pod wieloma względami matkę.

Z lekcji do artykułu z księgi „Szamati”, 12.11.2010


Narodziny – pierwszy ból porodowy

каббалист Михаэль ЛайтманNa kongresie próbowaliśmy przejść przez machsom, narodzić się w świecie duchowym, uzyskać nowy narząd zmysłu i odczuć to, co znajduje się poza pragnieniem przyjemności i rozkoszy. Takie postrzeganie nazywa się zewnętrznym, ponieważ jest skierowane na obdarzanie.

Przekonaliśmy się, że to jest bardzo trudne. Kontrnacisk natychmiast ostudził, „zamroził” nas. I już tego nie chcemy, myślimy, że nie potrafimy.

Nasze oczekiwania nie zostały spełnione. Egoizm, faraon odepchnął nas do tyłu.

Dzięki temu doznaliśmy odrobinę nienawiści do niego, ujawniliśmy swojego wroga, przeciwnika. Zaczęliśmy rozumieć, że jeżeli nie zapanujemy nad nim, to nie narodzimy się. Wróg został wykryty i rozróżniamy go coraz wyraźnej.

Mamy przed sobą jeszcze kilka analogicznych działań, ale za każdym razem będą one przyjmować inną formę, ponieważ w duchowości nic się nie powtarza. Działania będą jakby takie same, ale będą odczuwalne  po nowemu i w następnym stanie nie będzie można poznać poprzedniego.

Mowa jest o bólach porodowych, które w języku hebrajskim nazywają się „cirim”, tak samo jak zawiasy do drzwi. Łono matki, w którym znajdujemy się, przypomina formą zamkniętą literę „mem” (םם). Mem to bina, która zamyka nas między dwoma drzwiami. „Drzwi” w języku hebrajskim to „delet”. Innymi słowy, znajdujemy się między dwiema literami „dalet” (דד), które tworzą literę „mem” (םם).

Podczas skurczów porodowych naciskamy na drzwi, aby się otworzyły – obróciły wokół zawiasów. W taki sposób płód naciska od wewnątrz, żeby wydostać się na zewnątrz („cir” to oś, „cirim”– osie drzwi, „rechem”– macica od słowa „rahamim”, co znaczy „miłosierdzie”– właściwość biny).

Naszemu narodzeniu przeszkadza faraon – nasz egoizm, specjalnie w taki sposób stworzony przez Stwórcę, aby wywierał kontrnacisk, póki w nas nie pojawi się silne pragnienie i nie staniemy się godni, aby zobaczyć i poczuć Stwórcę, zewnętrzną rzeczywistość i żyć w niej. Bo w przeciwnym razie zostaniemy niedonoszeni, niedojrzali dla  nowego świata.

Z tego wynika, że faraon to dobra siła. Mimo że przedstawia się nam jako wróg, w rzeczywistości jego przeciwdziałanie kształtuje w nas wystarczająco silne pragnienie, aby otworzyć drzwi macicy i wydostać się na zewnątrz.

Rozpoczęliśmy pracę, która wyprowadzi nas spod władzy faraona. Jestem bardzo z tego zadowolony, że osiągnęliśmy ten etap. Od dawna na to czekałem.

Im większe rozczarowanie, im silniejszy opór, im głębsza rozpacz po niespełnionych oczekiwaniach, w wyniku których człowiek zostaje odrzucony do tyłu, tym lepiej, tym większa nienawiść do faraona. Doświadczyliśmy jednego skurczu porodowego. Jeszcze kilka skurczów – i  narodzimy się na świat!

Przyśpieszmy tempo, sukces zależy od naszej pracy. Niech siła, z jaką rwiemy się do przodu, i siła faraona, odpychająca nas do tyłu, zleją się w jedno decydujące szarpnięcie do narodzin!

Z lekcji do artykułu Rabasza, 12.11.2010


Kto mi pomoże?..

каббалист Михаэль ЛайтманPytanie: Wydaje mi się, że zasada pracy duchowej: „Jeśli nie ja sobie, to kto mi pomoże?” zaprzecza innej zasadzie: „Nie ma nikogo oprócz Niego” i połączeniu z grupą…

Odpowiedź: Człowiek powinien powiedzieć do siebie: „Jeśli ja nie pomogę sobie, to nikt mi nie pomoże ujawnić Stwórcę”, ponieważ mowa tu o pragnieniu ujawnić Stwórcę – właściwość obdarzania.

Nikt nie może mi w tym pomóc. Mogę przeczytać tysiące ksiąg i wysłuchać tysiące wykładów, ale ostatecznie rozwój pragnienia to moja wewnętrzna praca.

Tylko jeśli zapragnę życia duchowego (we właściwości obdarzania) zamiast tego życia (we właściwości otrzymywania), wówczas odkryję go dla siebie.

Nie należy oczekiwać pomocy od nikogo! Muszę osiągnąć tak silne pragnienie, że „lepsza śmierć niż takie życie!” Przecież to życie nie jest dla mnie życiem. Muszę osiągnąć duchowość!

Tu powinienem działać według zasady: „Jeśli nie ja sobie, to kto mi pomoże?” Przecież Stwórca nie zrezygnuje ze swego warunku, On nie da nam przymusowo pragnienia do Siebie. On daje napełnienie, a nie pragnienie. W duchowym rozwoju nie ma przymusu.

Jednak gdy tylko zasada „Jeśli nie ja sobie, to kto mi pomoże?” dobiega końca, to znaczy gdy rozumiem, że to zależy tylko ode mnie, wtedy natychmiast ujawniam, że nie jestem zdolny do tego.

Zaczynam nienawidzić swój egoizm, boję się go, jak Mosze faraona. I wtedy „zakrzyczeli oni od tej pracy” – wysiłku, by uwolnić się od władzy egoizmu, przecież ani ja, ani nikt wokół nie jest w stanie mi pomóc.

Osiągnięcie tych dwóch odczuć –  braku pomocy wewnątrz i na zewnątrz – nazywa się ostatnimi bólami porodowymi.

Wówczas z głębi serca przedziera się rozpacz – dopiero wtedy objawia się wyższa siła, światło (GA”R de Chochma), która rodzi człowieka na stopniu duchowym. Wtedy działa zasada „Nie ma nikogo oprócz Niego”.

Dlatego istnieje najpierw etap „Jeśli nie ja sobie, to kto mi pomoże?” i następnie „Nie ma nikogo oprócz Niego”, ponieważ nie mogę odkryć, że „Nie ma nikogo oprócz Niego”, zanim nie zakończę etapu „Jeśli nie ja sobie, to kto mi pomoże?”

Z czwartej lekcji kongresu, 10.11.2010 


Ja proszę – Stwórca wykonuje

каббалист Михаэль ЛайтманPytanie: Na kongresie w Sitrinie powiedział Pan, że do przebicia się przez machsom potrzebujemy, abyśmy byli na jedną chwilę w jednej myśli i w jednym wielkim pragnieniu.

Przez cały ten czas zrobiliśmy bardzo wiele prób, wykonaliśmy wiele działań, ale nie byliśmy gotowi. Mam wrażenie, że teraz, w tej chwili wszyscy są gotowi.

W ciągu tej lekcji ciągle próbuję wgnieść w sobie tę błonę, egoistyczną klipę, aby przebić w niej „otwór w sercu”.

Brakuje mi synchronizacji nas wszystkich. Nie chcę tego jutro, chcę teraz, w tej chwili! Niech Pan nam pomoże zsynchronizować teraz nas wszystkich, abyśmy we wspólnej modlitwie przebili tę błonę!

Odpowiedź: Pewnego razu zwróciłem się z podobną prośbą do Rabasza, a on odpowiedział, że nie stoi między mną a Stwórcą. Człowiek powinien sam znaleźć ten kontakt, sam tego zażądać. A co najważniejsze, musi zrozumieć, że to nie on przebija swoją błonę, lecz Stwórca.

To dobrze, że starasz się i nie możesz jej przebić, ale musisz przestać próbować robić to samemu. Za pomocą jakiej siły chcesz to zrobisz?!.. Za pomocą tej samej siły egoizmu?!.. Jak ją przebijesz: za pomocą dużego egoizmu małe ego czy odwrotnie?

Tylko Stwórca może to wykonać i nikt poza Nim! A nauczyciel to przewodnik w drodze. On tylko prowadzi cię do tego stanu, lecz nie jest w stanie cokolwiek zrobić za ciebie. Stwórca tez nie może tego uczynić, jeśli nie zażądasz tego od Niego. Twoje pragnienie wewnętrznej przemiany powinno poprzedzać Jego działanie.

Dlatego należy:

1. Przestać samemu przebijać tę błonę – egoistyczną klipę serca.

2. Nie czekać na pomoc od nikogo oprócz Stwórcy, jako odpowiedź na twoją prośbę.

Już przez wiele lat studiujemy we wszystkich artykułach kabalistów, że wszystkiego dokonuje wyższe światło. Ono stworzyło pragnienie, ono go zmienia, ono przygotowuje go do zmiany intencji i ponieważ ono rozbiło pragnienie, to tylko ono jest zdolne do naprawy intencji nad nim, jeśli pragnienie tego zażąda.

Nie ma tu nikogo pośrodku i wszystko zależy tylko od samego pragnienia: prośba, wzniesienie MA’N – a działanie z góry wykonuje się tylko przez wyższe światło. Zacznij koncentrować się tylko na dwóch czynnościach: ja proszę – Stwórca wykonuje.

Z czwartej lekcji kongresu, 10.11.2010