Rodzimy się w nowym świecie

каббалист Михаэль Лайтман Żyjemy dzisiaj w świecie, który zmienia się na naszych oczach. Całe życie można podzielić na dwa etapy: przed koronawirusem i po nim.

Życie toczyło się według ustalonej rutyny, nagle wirus dokonał w nim drastycznych zmian, umieszczając ludzkość w nowym stanie, który na razie postrzegany jest, jako globalny kryzys.

Kryzys narasta i pogłębia się, na razie jeszcze nie rozumiemy, dokąd nas doprowadzi, ale jedno jest pewne, że prowadzi nas do nowego świata, który nie jest nam na razie znany. Ten kryzys jest jak nowe narodziny. Samo słowo „kryzys” (maszber) pochodzi od nazwy kamienia, na którym kobiety rodziły dzieci w starożytności. Kryzys – to jest miejsce nowych narodzin. Dzisiejszy stan, który nazywamy kryzysem – to narodziny nowego świata.

W historii ludzkości było wiele różnych kryzysów, ale do tej pory ani jeden z nich tak kardynalnie nie zmienił świata. Wprowadził tylko jakieś zmiany w ludzkim społeczeństwie, w jego formie. Ale dzisiejszy kryzys jest pierwszym prawdziwym, choć wydaje się na razie nie bardzo poważnym, przecież to nie wojna, nie upadek meteorytu ani masowe unicestwienie.

A jednak można to nazwać kryzysem właśnie, dlatego, że na naszych oczach rodzi się nowy świat. Wkrótce zobaczymy, jak zmieniło się społeczeństwo ludzkie i my również, nasze rodziny, nasz stosunek do świata. Wewnętrzny świat człowieka się zmieni, jego postrzeganie rzeczywistości i dlatego zobaczymy nowy świat.

Na razie nie widzimy go jeszcze, tak jak niemowlę, które znajdowało się wewnątrz matki i nie widziało świata, i kiedy się urodzi, też na początku niczego nie widzi. Rozwinie się w nim słuch, wzrok i zacznie reagować na miarę tego, jak będzie rosnąć i poznawać świat.

W taki sam sposób, musimy urodzić się my dorośli ludzie, zmienić swoje postrzeganie, swój wzrok, aby zobaczyć nowy świat. To wkrótce nastąpi.

Bóle porodowe – to ogromny, z niczym nie porównywalny ból, poczucie, że całe ciało jest gotowe do eksplozji. Z jednej strony jest to bardzo ciężki, krytyczny stan zagrażający życiu, ale z drugiej strony nie ma wyboru: widzimy, że natura zobowiązuje nas, abyśmy przez to przeszli.

Jednak narodziny dziecka, oparte są na naturalnym pragnieniu kobiety do posiadania dzieci. Ponadto istnieje opinia publiczna, która motywuje kobietę do urodzenia dziecka i to nie jednego. Natura daje kobiecie dużo siły, aby wytrzymała bóle porodowe, jest to trudny i niebezpieczny stan.

Cała ludzkość znalazła się w kryzysie spowodowanym koronawirusem, zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Kobieta zawsze zarzucała mężczyźnie, że nie zna bólów porodowych. Więc teraz kobiety mogą być usatysfakcjonowane, ponieważ mężczyźni będą przechodzili przez prawdziwe, ciężkie bóle porodowe. Poczują, że kryzys ich dusi nie dając możliwości przeciwstawiania się temu: jesteś wewnątrz cały rozdarty, ale nic zrobić nie możesz.

Później jednak uda nam się narodzić, z pomocą modlitwy i wysiłków, by się zjednoczyć. Ale będzie to poród bardzo trudny i szczególny, ponieważ rodzimy siebie samych w nowym świecie: przekraczamy granicę świata duchowego i rodzimy się w nowej formie.

Z programu „Kobiety w nowym świecie”, 09.07.2020


Kultura wykluczania czy nauka wzajemnej akceptacji

Czy powinniśmy skreślać ludzi i ich pomysły, jeśli się z nimi nie zgadzamy? Stało się to dylematem naszej epoki. Tak zwana „kultura wykluczania”, polegająca na odbieraniu poparcia osobom publicznym za ich opinie lub działania, jest już trendem wkraczającym do internetu. W czasach, gdy życie wszystkich toczy się wokół tych samych zmagań i wyzwań, musimy anulować nasze podziały. Zamiast tego musimy zaakceptować nasze różnice i stworzyć środowisko akceptacji. W grę wchodzi nasz wspólny los.

Społeczeństwo ludzkie wciąż się pogarsza i musimy zrozumieć, że naszym wybawieniem z tej sytuacji jest nauka tego, jak właściwie traktować siebie nawzajem.

Publiczny sprzeciw wobec celebrytów, stypendystów, naukowców, osób publicznych lub firm za coś, co wyrazili, co można uznać za obraźliwe – to nowa norma w mediach społecznościowych. Nikomu nic nie uchodzi na sucho, każdy może zostać wezwany do zakończenia swojej kariery lub upomniany w inny sposób, nawet do całkowitego bojkotu, jeśli głoszone poglądy nie współgrają z zasadami obowiązującymi w jakimś sektorze. Gdzie kończy się wolność słowa, i zaczyna wolność do wykluczania innych?

Żyjemy w czasach, gdy nasze ego – nasza egocentryczna wizja – przekracza wszelkie granice, nie ma żadnych ograniczeń ani kontroli. Ego nie chce wysłuchać innych ani brać pod uwagę odmiennych poglądów. Nie chce w cywilizowany sposób omawiać faktów lub kontrowersyjnych kwestii. Innymi słowy, nie interesuje nas tworzenie wspólnego pomysłu, spotykanie się w połowie drogi (a nawet jej części) w celu znalezienia wspólnej płaszczyzny. Ego nie poddaje się łatwo, ponieważ dla nas liczy się nasz własny punkt widzenia. To jedyna prawda.

Chęć zniesienia wszystkiego, co jest inne tak głęboko wniknęła do współczesnego społeczeństwa, że ​​nie ma szans na porozumienie, cywilizowaną wymianę poglądów ani owocną i wzbogacającą dyskusję. To bardzo niefortunne widzieć, jak daleko odeszliśmy od kultury dyskusji, jak daleko jesteśmy od otwartości i jak blisko uporu. „Będę królować” to wezwanie, które nami rządzi.

Tendencja do pomijania lub wykluczania innych jest powszechnie obserwowana również w programach telewizyjnych i przy okrągłych stołach. Goście jak najszybciej wykrzykują swoje małe dźwięczne uszczypliwości, bo inaczej w ogóle nie zostaną dopuszczeni do głosu. Zachęca się do wyrażania opinii głośniej, ostrzej, szybciej niż inni. Logika nie ma już znaczenia i nie ma już zainteresowania merytoryką sprawy.

Zastraszanie publiczne czy zbiorowa czujność społeczna?

Promotorzy kultury wykluczania postrzegają ją, jako przydatne narzędzie do utrzymania akceptowalnych parametrów sprawiedliwości społecznej, ale jak społeczeństwo może oceniać na podstawie obiektywnych standardów, jeśli jego własna perspektywa jest stronnicza i oparta na wąskiej wizji? Zrównoważony dialog zagwarantować można tylko wtedy, gdy nauczymy się komunikować i słuchać siebie nawzajem – nie poprzez zastraszanie, ale poprzez otwartość.

Nie oznacza to, że trzeba cokolwiek cofać, ani też rezygnować z jakiejkolwiek opinii. Wszystko, czego potrzebujemy, to nauczyć się układać argumenty i konfrontacje, aby były prowadzone bez irytacji. W jakimkolwiek interesującym nas temacie, zamiast walki musimy prowadzić rozmowę skierowaną na korzyść ogółu i świata. Jeśli mówimy z zamiarem pomocy, nie będziemy się nawzajem poniżać, ale razem będziemy szukać właściwej drogi. W każdym spotkaniu musimy odkryć ścieżkę, prowadzącą do lepszego i bardziej przemyślanego świata dla wszystkich.

Proszę, nie myl tego z przyjęciem sztucznej uprzejmości, ponieważ dzisiejsze przyjazne maniery nie pasują do rosnącego ego jutra. Nowy sposób komunikacji powinien opierać się na budowaniu naszych wewnętrznych zdolności do łączenia się z innymi. Oznacza to zmianę naszych intencji i naszego sposobu myślenia: dla dobra i postępu innych, zamiast poniżania i wykorzystywania ich.

Społeczeństwo ludzkie wciąż się pogarsza i musimy zrozumieć, że naszym wybawieniem z tej sytuacji jest nauka o tym, jak właściwie traktować siebie nawzajem.

Ostatecznie jedynym zachowaniem, które musimy anulować, jest nasze wzajemne lekceważenie siebie i wykluczanie; to wszystko, co nas dzieli. Kiedy osiągniemy taką świadomość i będziemy starali się dojść do wzajemnego zrozumienia, nasze społeczeństwo stanie się o wiele przyjemniejszym miejscem do życia.

Źródło: https://bit.ly/33ZHUVI


Nadchodzi czas ostatniego pokolenia

каббалист Михаэль Лайтман Komentarz: Obecnie jest wiele założeń dotyczących tego, jak będziemy funkcjonować po koronawirusie. Istnieje wiele obaw, przede wszystkim o to, że nie będzie pracy. Ludzie już teraz nie mają pieniędzy. Boją się nowych wirusów, boją się wychodzić z domów, boją się wysyłać dzieci do przedszkoli itd.

Sondaże pokazują, że mało, kto widzi światło na końcu tunelu. Kabaliści mówią, że nadszedł czas „ostatniego pokolenia”.

Po pierwsze, wielu boi się tego słowa – „ostatnie” pokolenie. Ponieważ „ostatni” oznacza, że za nim już niczego nie będzie.

Proszę wyjaśnić zwykłym ludziom, czym jest „ostatnie pokolenie”.

Odpowiedź: W stanie „ostatniego pokolenia” stopniowo przygotowujemy się do tego, by przejść do następnego stanu – do stanu ducha. W tym celu nie koniecznie trzeba umierać fizycznie, ale po prostu zacząć żyć, istnieć w stanie duchowego zjednoczenia.

Znakiem „ostatniego pokolenia” jest to, że ludzkość doszła już do stanu, gdy powinna się naprawić i pozbyć swojego egoizmu. Nie będziemy potrzebować pogoni za wszystkimi materialnymi, egoistycznymi wartościami.

Możemy spokojnie, bardzo prosto żyć, nawet do tego stopnia, że przestaniemy zwracać uwagę na wartości materialne, na życie materialne. Będziemy ukierunkowani tylko na duchowość – na połączenie między nami. Dojdziemy do stanu, w którym będziemy cenić tylko wzajemną integrację.

Zaczniemy zajmować się tym, żeby ze wszystkimi być nawet więcej niż przyjaciółmi, nawet więcej niż jedną całością.

Pytanie: Czy uważa Pan, że teraz ludzkość podąża w tym kierunku?

Odpowiedź: Widzę to absolutnie wyraźnie. Przy czym ten ruch jest dość intensywny.

Pytanie: Cały czas mówi Pan, że natura zmusi nas, byśmy doszli do połączenia. Jeśli będziemy się temu sprzeciwiać, to cały czas będzie nas zmuszać. Jak to zrobić, by człowiek to poczuł? Czy musi poczuć, że jest kompletnym egoistą? Przecież właśnie to jest ważne?

Odpowiedź: Z czasem poczuje to w trakcie zmian. Z jednej strony będzie odczuwał presję, by zbliżyć się do innych, a z drugiej strony, gdy zacznie to robić, to poczuje sprzeciw swojego egoizmu. Zrozumie to, co będzie mu przeszkadzało w połączeniu, zrozumie, że to jego egoizm. A teraz nawet nie wie, gdzie jest jego egoizm.

Pytanie: Jakie są prawa „ostatniego pokolenia”?

Odpowiedź: Zasadniczo są to prawa, które wynikają z jedności.

Pytanie: Człowiek musi zrozumieć, że nie ma innego wyjścia?

Odpowiedź: Koniecznie! Nie mamy innego wyjścia. Jesteśmy już w drodze. Teraz nie można nigdzie skręcić.

Pytanie: Czyli, teraz moim zadaniem jest zgodzić się, zaakceptować to i rozpocząć płynny ruch, powoli, maleńkimi kroczkami dążyć do tego połączenia? Zacząć mówić, myśleć o tym?

Odpowiedź: Dokładnie tak. Zrozumieć, że wszystko, co istnieje jest integralnie połączone. I, że musimy być ze sobą wzajemnie połączeni i z całą resztą natury. Dopóki nie osiągniemy miłości do siebie nawzajem tak mocnej, że „wilki będą paść się razem z owcami” – inaczej nie osiągniemy naszej misji.

Oznacza to, że musimy doprowadzić do wzajemności i miłości całą naturę, kiedy wszyscy w naturze będą troszczyć się o siebie nawzajem, ponieważ ludzie dbają o siebie nawzajem.

Pytanie: Czy wszystko zaczyna się od ludzi? Czy to jest cel? Czyli wszystko ułoży się, jak tylko człowiek dojdzie do takiego stanu?

Odpowiedź: Tak. Jeśli będziemy podążać w kierunku integralności w przyrodzie, to cała natura stanie się integralna.

Człowiek może to dostrzec już poprzez wirusa. I wirus nas nie opuści! Nie miejmy nadziei, że możemy wydostać się z tej sytuacji. Powinniśmy jedynie podążać do wspólnej integralnej interakcji. Tam znajdziemy właściwą, dobrą, łatwą egzystencję. Oznacza to, że musimy się przemienić.

Pytanie: Czy kochająca Natura, aby nas przeobrazić może doprowadzić nas do wielkiego bólu?

Odpowiedź: Jako egoiści, nie chcemy się zmieniać. Nam się wydaje, że miłosierna i kochająca Natura, powinna akceptować nas, takimi – jacy jesteśmy. Ale nie, ona stworzyła nas przeciwstawnymi do naszego ostatecznego, prawidłowego stanu i prowadzi nas do niego stopniowo, abyśmy zrozumieli różnicę między tymi stanami, i nauczyli się. I wtedy staniemy się dorośli, dojrzali.

Z programu TV „Nowości z Michaelem Laitmanem”, 11.05.2020


Życzymy Stwórcy dobrego roku!

каббалист Михаэль Лайтман Przede wszystkim muszę zrobić „Delete” na wszystkie swoje pretensje wobec moich przyjaciół, ponieważ to nie oni źle postępowali w stosunku do mnie, a Stwórca. W miejscu przyjaciół muszę widzieć Stwórcę, który ukrywa się za nimi i specjalnie ze mnie szydzi. 

Stwórca stoi za każdym przyjacielem i namawia go, by zrobił coś, co ja potępiam. Dlatego ścieram wszystkie moje pretensje wobec przyjaciół i widzę tylko Stwórcę, który popchnął ich do tych działań.

I dlatego proszę przyjaciół o przebaczenie za to, że myślałem, że są źli. Ale to wcale nie oni, a Stwórca budził w nich zły początek i robił wszystko.

Ale do Stwórcy też nie mam żadnych pretensji, ponieważ „nie ma nikogo oprócz Niego, dobrego i czyniącego dobro”. A jeśli czuję się źle, to świadczy o tym, że w sobie zmieniam całe Jego dobro w zło.

Teraz też znajduję się w świecie Nieskończoności, w rajskim Ogrodzie Eden – i wy również! Dlaczego więc zamiast Raju odczuwamy Piekło? Dlatego, że postrzegamy ten Raj w swoich zepsutych kelim. A jak mogę je naprawić? Stwórca dał mi możliwość sprawdzenia siebie w stosunku do przyjaciół, jeśli ich kocham, to znaczy, że naprawiłem swój stosunek do bliźniego.

Prosimy Stwórcę, aby pomógł nam osiągnąć dobre zjednoczenie między nami, aby sprawić Mu zadowolenie. Chcemy życzyć Jemu dobrego roku! Dobry rok oznacza, że dokonaliśmy dobrej zmiany, to znaczy przygotowaliśmy miejsce dla odkrycia Stwórcy, aby pokazać naszą miłość i jedność. I dlatego życzymy Stwórcy: „Dobrego roku!”

Spróbujcie życzyć Stwórcy udanego roku dzięki swojemu połączeniu. I wtedy On odkryje się w Rosz ha-Szana, jako król, który to wszystko uczynił. Jesteśmy Jego stworzeniami, a On nas jednoczy i cieszy się z nas. 

Z lekcji według artykułu Rabasza, 17.09.2020


Ameryka – jeśli sukces, to tylko wszystkich razem

Kilka tygodni temu ostrzegałem, że szerząca się niesprawiedliwość i przemoc, jeśli nie będą odpowiednio potraktowane, będą się tylko pogłębiać. Po tym, jak niektóre ogólnokrajowe protesty w sprawie George’a Floyda stały się aktem przemocy i wandalizmu, lokalnie również doszło do gwałtownych incydentów, i były one równie niepokojące. Protest okupacyjny Seattle Capitol Hill (CHOP), niekończące się zamieszki w Portland, szaleństwo w Chicago na północnej części ekskluzywnej alei Michigan Avenue zwanej Magnificent Mile oraz rosnące tsunami ofiar postrzałów w Nowym Jorku, które tylko w tym roku pochłonęło prawie 1100 ofiar, wszystko to objawy tej samej dolegliwości: wyobcowanie i brak połączenia między ludźmi. Następny prezydent będzie miał pełne ręce roboty i nie zazdroszczę jego pozycji.

Nie musimy lubić tych, którzy są nam przeciwni, ale musimy uznawać, doceniać i utrzymywać wszystkie części i oblicza narodu. Bez jednego z nich kraj się rozpadnie.

Pod wieloma względami Ameryka już jest w stanie wojny domowej. Ale bez granic między Północą a Południem, bez wyraźnych ideologii, za którymi można się opowiedzieć, poza zamiłowaniem do anarchii, trudno określić, kto z kim walczy. Dlatego, na razie wygląda to bardziej na chaos niż wojnę, ale mimo to jest bardzo bolesne.

Nie sądzę, aby można było szybko naprawić sytuację w Ameryce, ale z pewnością istnieje rozwiązanie. Pytanie tylko, jak szybko i po ilu niepotrzebnych ofiarach naród amerykański zdecyduje się na nie.

Rozwiązanie jest proste: Amerykanie muszą znaleźć sposób na wspólne życie. W przeszłości stosunki między czarnymi i białymi, demokratami i republikanami czy konserwatystami i postępowymi nie były tak napięte i pełne nienawiści, jak dzisiaj. Oczywiście historia Ameryki jest pełna fanatyzmu i przemocy na tle rasowym. Wydaje się jednak, że tym razem dzieje się to w całym kraju w tym samym czasie, z dodatkowymi napięciami i frustracjami nagromadzonymi przez dziesięciolecia zaniedbań. Więc chociaż w Ameryce zawsze istniał rasizm, tym razem wydaje się, że kolejny aspekt ogólnie zdezintegrowanego społeczeństwa, które rozrywa napięcie, sprawia, że ​​sytuacja jest znacznie bardziej niebezpieczna.

Nie wiem, kto i nie wiem jak można to zrobić, ale wiem, że jak zawsze, tak i teraz rozwiązaniem problemów Ameryki nie jest zajmowanie się każdym problemem z osobna. Rozwiązanie może przyjść tylko dzięki wzajemnej odpowiedzialności, gdy każdemu mieszkańcowi zagwarantuje się dostateczny i godny poziom życia, powyżej którego będzie można rozwinąć świadomość narodową silniejszą niż osobisty pogląd na drażliwe kwestie, które rozrywają kraj na strzępy.

Nie nadejdzie w jeden dzień i nie przyjdzie bez krzywej uczenia się, ale nie ma wyboru. Albo uda się wszystkim razem, albo nikt nie odniesie sukcesu. W dzisiejszej rzeczywistości współzależność jest czymś oczywistym. Nikt nie może przetrwać samotnie i tylko wzajemne uzupełnianie się umożliwia kontynuowanie cywilizacji. Jeśli spróbujemy wyeliminować różnorodność i pójdziemy solo, skazujemy się na porażkę.

W rzeczywistości, wszystko ma swoje przeciwieństwo. Gdyby tak nie było, nie znalibyśmy tej rzeczy, ponieważ widzimy wszystko tylko w odniesieniu do jego przeciwieństwa. Pomysł, że wyeliminowanie ludzi lub pomysłów, których nie lubimy, poprawi naszą sytuację, jest wytworem naszej egocentrycznej wyobraźni. Ale jest to bardzo niebezpieczne, bo gdyby nam się udało, wyeliminowalibyśmy siebie wraz z celem naszej nienawiści.

Jeśli chcemy się rozwijać, możemy to zrobić tylko wtedy, gdy spojrzymy na tych, z którymi się nie zgadzamy lub nie pochwalamy ich zachowania. O ile ich nie lubimy, jesteśmy od nich całkowicie zależni. Zrozumienie i zaakceptowanie tej prawdy jest niezbędne dla naszego przetrwania w połączonym społeczeństwie, którym staliśmy się. Nie musimy lubić tych, którzy są nam przeciwni, ale musimy uznawać, doceniać i utrzymywać wszystkie strony i oblicza narodu. Bez jednego z nich kraj się rozpadnie.

Źródło: https://bit.ly/3iTlHPu


NIE MA CZERNI BEZ BIELI

Kiedy społeczeństwo się rozpada, nie dzieje się to dlatego, że jedna strona jest w błędzie, a druga ma rację; powodem jest to, że żadna ze stron nie chce się zjednoczyć. Z natury chcemy, aby zniknęło wszystko, co nam się nie podoba. Innymi słowy, jeśli myślisz inaczej niż ja, chcę, żebyś zniknął z mojego życia, a najlepiej żebyś przestał istnieć. Takie jest naturalne myślenie każdego człowieka, w różnym stopniu, w zależności od sytuacji. Ale natura nie obdarzyła nas tylko tą naturą; dała nam również możliwość myślenia i wyboru.

Natura obdarzyła nas zdolnością obserwowania i uczenia się, że wszystko co potrafimy zidentyfikować istnieje, tylko dzięki temu, że znamy też tego przeciwieństwo. Na przykład planeta Ziemia jest utrzymywana na orbicie dzięki równowadze między grawitacyjnym przyciąganiem Słońca a siłą odśrodkową, która ją od niego odpycha. Podobnie nasze życie kręci się wokół godzin ciemności i światła, a nasze widzenie odbywa się w obrębie: widzenia wszystkich kolorów na raz, wtedy powstaje kolor biały, a brakiem kolorów, widzimy wtedy kolor czarny. Gorąco i zimno, głód i sytość, pociąg i odrzucenie, miłość i nienawiść, wszystko to są przeciwieństwa, które czynią nasze życie tym, czym jest.

Przeciwieństwa w naszym życiu nie zaprzeczają sobie ani nie wykluczają się nawzajem; umożliwiają swoje istnienie i uzupełniają się wzajemnie! Gdybyśmy tylko mogli sobie uświadomić, że w całej rzeczywistości jest tak, jak jest z nami i tak samo jest z naszymi bliźnimi, wyobraź sobie, jaki globalny, gościnny byłby nasz świat.

Wyobraź sobie, jakiego moglibyśmy doświadczyć bogactwa przeżyć, gdybyśmy mogli objąć różnorodność ludzkich kolorów, ras, przekonań, skłonności, perspektyw i wszystkiego innego, co nas odróżnia, a jednocześnie uzupełnia.

Wyobraź sobie też, jaki nudny i zachowawczy byłby nasz świat, gdyby wszyscy byli tacy sami. Nie rozwinęlibyśmy myślenia, ponieważ nie musielibyśmy wyrażać swojego punktu widzenia. Nie rozwijalibyśmy wyobraźni, ponieważ nic by nas nie stymulowało ani nie intrygowało. Stracilibyśmy kreatywność, witalność i chęć do życia. W rzeczywistości nawet naszą zaciekłą nienawiść i radość z uważania, że jesteśmy nieomylni, zawdzięczamy temu, że są ludzie różniący się od nas. Co byśmy zrobili, gdyby ich nie było?

Najważniejsze jest to, że musimy spojrzeć na świat ponad naszymi różnicami i zobaczyć całość, która je rodzi, oraz że dzięki różnicom powstaje pełen, kompletny obraz. Kiedy dowiemy się, że nasze życie, jego sens i ciągłość zależą od nieustępliwości tych, których nienawidzimy, docenimy rzeczywistość, która stworzyła wszystko i będziemy w stanie zbudować miłość do całości ponad nienawiść do części. Tylko wtedy zapanuje spokój i szczęście.

Źródło: https://bit.ly/2ZWd13g


Szczepionka już jest – w każdym sercu

каббалист Михаэль ЛайтманNajważniejsze w walce z koronawirusem jest uświadomienie sobie samej choroby. Dopóki nie zrozumiemy, w jakim stanie się znajdujemy, nie będziemy mogli przejść do następnego etapu – do uzdrowienia. Wszakże natura nie zamierza dać nam cudownego lekarstwa, które pozwoli nam zakończyć z wirusem i zapomnieć o nim. 

Celem natury nie jest to, aby prowadzić nas przez chorobę i wyleczyć. Natura chce, aby cierpienie z powodu wirusa zmusiło nas do ujawnienia w nim ludzkiego czynnika, czyli naszego braku jedności i niedobrych relacji między nami.

I wtedy naprawimy wzajemne stosunki, by zacząć martwić się o to, co inni ludzie myślą i czują, zrozumiemy, co jest w ich sercach. Jeśli nie nawiążemy takich relacji, nadal będziemy chorować z powodu koronawirusa lub innych wirusów, które stoją za nim w długiej kolejce. Epidemia się nie skończy, ponieważ znajdujemy się w nowej epoce i jesteśmy zobowiązani do naprawienia stosunków człowieka do człowieka.

Każdy zły stan jest wynikiem naszej wzajemnej nienawiści. Już samo uświadomienie sobie tego jest początkiem leczenia. Jeśli ludzkość przysłucha się temu posłaniu, to już jest połowa uzdrowienia. Nie potrzebujemy tych wszystkich szczepionek. Każdy kraj stara się teraz, jako pierwszy wypuścić szczepionkę przeciwko koronawirusowi, ale nie po to, aby wyleczyć ludzkość, ale aby na niej zarabiać.

To jest dokładnie odwrotne działanie. Każdy kraj chce sprzedawać szczepionkę. Nie jest dumny z tego, że może uratować całą ludzkość, nie oferuje wszystkim: „Weźcie naszą szczepionkę i wyleczcie się!” Nie, on mówi: „Kupcie ją”. Oznacza to, że działamy tutaj w przeciwieństwie do tego, do czego kieruje nas ten cios. I dlatego szczepionka nie przyniesie żadnej poprawy.

Ale my już mamy lekarstwo na koronawirusa, jest szczepionka. I ona jest bardzo prosta: dobre relacje między nami, które neutralizują wszystkie wirusy. Chcieliście szczepionkę? Macie ją! U każdego w sercu jest lekarstwo przeciwko wirusowi. Użyj go! Nic nie jest potrzebne oprócz tego.

Ten antywirus w sercu to miłość, jedność, bliskość serca. Jest to najbardziej niezawodne lekarstwo, które niszczy wszystkie wirusy. Zróbmy badania kliniczne, tak jak testuje się teraz szczepionki próbne. Zorganizujmy grupę, w której ludzie naprawdę zaczną się między sobą zbliżać, i przekonajmy się, że nie dotknie ich koronawirus.

I tu kobiety z ich macierzyńskim sercem mają szczególną rolę. Gdyby kobiety naprawdę zapragnęły pozbyć się koronawirusa i rozumiały, że jest to możliwe dzięki ich wspólnym wysiłkom, zrobiłyby to.

W przeciwnym razie epidemia będzie narastać, przecież lato się skończyło i dzieci powracają do szkoły. A potem przyjdzie czas świąt, świątecznych spotkań i modlitw. Jeśli zostawimy wszystko tak, jak jest, to ciosy nie będą miały końca. Natura nie ustąpi.

Znajdujemy się w nowej epoce zwanej „ostatnim pokoleniem” i musimy dojść do miłości do bliźniego, jak siebie samego. Tylko to może być lekarstwem na wszystkie choroby, które teraz czekają ludzkość, we wszystkich formach. Nawet nie wiemy, skąd się spodziewać ciosów, ale one przyjdą.

Mamy nadzieję, że kobiety na całym świecie nas usłyszą i zrozumieją, że w sercu każdego człowieka, a szczególnie kobiet – jest siła, która może uratować wszystkich. Wydaje się, że relacje między ludźmi nie mają żadnego związku z wirusem, z chemią i biologią, ale w rzeczywistości tak jest. Nasze relacje mają najwyższą, ukrytą siłę i dlatego tylko korygując je, możemy poradzić sobie z wirusami. A w przeciwnym razie wszyscy będziemy cierpieć, a w pierwszej kolejności, kobiety.

Zrozumienie tego, że wirus pojawia się w wyniku egoistycznych relacji między nami, a dobre relacje niszczą wirusa i służą, jako lekarstwo – już ta wiedza zacznie nas leczyć. Dobre relacje – to źródło wszelkiego dobra, a brak takich relacji – to źródło wszelkiego zła, a celem koronawirusa jest udowodnić nam to.

Kobieta, jako matka powinna nakierować całą rodzinę na dobre relacje z innymi. Czy pamiętacie, jak mama pouczała nas, posyłając nas do szkoły lub by bawić się na podwórku: „Bądź dobrym dzieckiem, nie bij się i wtedy ty też nie będziesz skrzywdzony. Przechodź przez ulicę tylko na przejściu.

Opiekuj się innymi, pomóż im i wtedy oni też pomogą tobie“? To jest to, co nazywa się być „dobrym dzieckiem”. Więc stańmy się wszyscy dobrymi dziećmi. I kobiety-matki muszą nam to powiedzieć.

Przecież nic przez to nie tracimy! Dlaczego uczymy dzieci dobrego zachowywania na ulicy i jesteśmy pewni, że to im przyniesie dobro? Dlatego, że wiemy, że dobre relacje wywołują dobrą odpowiedź. I tak samo tutaj, stańmy się dobrzy dla siebie nawzajem i zobaczmy, że to pomaga. A jeśli to nagle nawet nie zniszczy koronawirusa, to co tracimy tym, że ograniczymy trochę swój egoizm, który przysparza nam tak dużo nieszczęść?

Warto wypróbować to lekarstwo, które już jest wewnątrz nas. Ono już istnieje, nie musimy niczego wymyślać. I jestem pewien, że jeśli użyjemy tego lekarstwa, znajdującego się w naszym sercu, to pokonamy wszystkie wirusy. 

Z programu „Kobiety w nowym świecie”, 30.08.2020 


SAMOTNOŚĆ ZABIJA

Kilka dni temu młody człowiek w Izraelu, szkolny nauczyciel, popełnił samobójstwo. Miał uczniów, miał etat, był zdrowy, przystojny, elokwentny i był samotny. W poście na Facebooku napisał ostatnią notatkę: To nie dobrze, żeby mężczyzna był sam; samotność zabija. Kolejny dzień, kolejny tydzień, kolejny miesiąc, kolejny rok mija i jestem sam. Na lunchu, w pracy, wieczorem, w weekendy, święta i urodziny, o których nikt nie pamięta. Kilku przyjaciół odeszło, czas zatarł ślad po nich; pora odejść”.

Ten człowiek i jego emocje nie są dziś czymś niespotykanym. Jego słowa w mediach społecznościowych są odzwierciedleniem przekleństwa naszych czasów: wszyscy jesteśmy połączeni, a jednak tak samotni. Samotność w dzisiejszych czasach, stała się tak ciężka właśnie dlatego, że powinniśmy być o wiele bardziej połączeni niż jesteśmy.

Jesteśmy bardzo w tyle w naszym rozwoju. Obecnie powinniśmy być połączoną ludzkością, która czuje, że żyje w jednym systemie, w którym ze względu na siebie i całą przyrodę, jej części wzajemnie uzupełniają się i żyją w równowadze. Zamiast tego, do niedawna byliśmy zanurzeni po szyje w grzęzawisku wzajemnej destrukcji, które z dumą (i błędnie) nazywaliśmy „gospodarką kapitalistyczną” i „postępem”.

Nagle, gdy pojawił się Covid-19 i zmusił nas do odpoczynku od zwalczania siebie nawzajem, zaczęliśmy odczuwać pustkę, którą mamy w środku. Ale, co innego możemy mieć w sobie? Kiedy wszyscy nienawidzą i boją się wszystkich innych do tego stopnia, że ​​przestajesz rozmawiać i komunikacja przebiega za pomocą SMS-ów, a ty budujesz wokół siebie mury fałszywej pewności siebie i fałszywych uśmiechów, aby ukryć swoją niepewność, kiedy nagle jesteś sam, zdajesz sobie sprawę, że nie masz pojęcia, kim jesteś, jak być ze sobą lub czego naprawdę chcesz, ponieważ całe życie byłeś zajęty wznoszeniem murów przeciwko wrogiemu światu zewnętrznemu. I nikt nie dzwoni, ponieważ wszyscy są w tej samej sytuacji: wszyscy są samotni i boją się zranienia.

Samotność oznacza, że ​​jesteś ignorowany, że ludzie się o ciebie nie troszczą, więc niektórzy wolą zakończyć swoje życie, choćby dla samego uczucia, że w ich ostatnim momencie, kogoś to będzie obchodziło.

Dlaczego nie możemy się połączyć

Ludzkość różni się od wszystkich innych części przyrody tym, że musimy rozwijać się z własnej woli. Nasza ewolucja jest znacznie mniej fizyczna w porównaniu z innymi gatunkami a znacznie bardziej emocjonalna, intelektualna i społeczna. U szczytu naszej ewolucji zamierzamy doświadczyć całości systemu, który nazywamy „wszechświatem”.

W ludzkim społeczeństwie, tak jak niemowlę, krok po kroku musimy uczyć się, jak stać się istotami społecznymi, i jak budować sobie dobre społeczeństwo.

Natura wszystkie elementy rozwija poprzez instynkty, oprócz ludzkości. Ludzie są pozbawieni ich w dużej mierze. Kiedy zwierzę się rodzi, od razu wie, gdzie znaleźć pożywienie, często może chodzić w ciągu kilku godzin i ogólnie zachowuje się, jak każde inne zwierzę tego rodzaju. Z drugiej strony ludzie z trudem poruszają rękami i nogami, gdy się rodzą pozostają bezradni przez lata. Ludzie, w przeciwieństwie do zwierząt, muszą samodzielnie zdobywać wiedzę poprzez ciężką pracę. W społeczeństwie ludzkim, tak jak niemowlę, musimy uczyć się krok po kroku, jak stać się istotami społecznymi, i jak budować dobre społeczeństwo. Ewoluujemy dzięki własnemu pragnieniu poprawy naszej sytuacji. I nie ewoluujemy przypadkowo, ale w jasno nakreślonym kierunku: ku większej spójności, większej trosce o siebie nawzajem, większej wzajemnej odpowiedzialności i ostatecznie wzajemnej miłości.

Kiedy dziecko jest głodne, płacze z powodu pustego żołądka. Kiedy ktoś jest samotny, płacze, ponieważ puste serce jest bardzo, bardzo złe. Ból serca boli znacznie bardziej niż pusty żołądek.

Ale samotność, którą tak wielu dzisiaj odczuwa, to nie koniec. To jest początek. To ciemność przed świtem. Teraz zaczynamy zdawać sobie sprawę, że musimy zmienić wszystko, a przede wszystkim nasze relacje. Aby dokonać zmiany, musimy poczuć, że teraźniejszość jest nie do zniesienia. A nic nie jest bardziej nie do zniesienia niż samotność.

Możemy zapobiec takim tragediom, jak samobójstwo z powodu samotności, jeśli przestaniemy nalegać na powrót do naszego poprzedniego, zacofanego stanu „wolnej” gospodarki, którą opanował egoizm, i zaczniemy zbliżać się do stanu wzajemnej troski i empatii, w jakim powinniśmy być od dawna. Po drodze odkryjemy, że nie tylko lepiej jest troszczyć się o siebie nawzajem niż bać się, ale także to, że tak działa cała rzeczywistość, oprócz nas. Aż przyjdzie moment, że i my to poczujemy.

Źródło: https://bit.ly/3j07Wyr


Nadać sens globalnej anarchii

Kiedy spojrzysz na dzisiejszy świat widzisz tylko anarchię. Ameryka jest pochłonięta kampanią wyborczą, tak przepełnioną nienawiścią, że można mieć tylko nadzieję, że nie zakończy się ona wojną domową. Unia Europejska podpisała gigantyczny projekt naprawy gospodarki po wystąpieniu Covid, ale kłótnie wokół niego ujawniły tylko niechęć państw członkowskich do siebie nawzajem. Oprócz tego znajdujemy się daleko do post-pandemicznej rzeczywistości, a wspomniany projekt zakłada ożywienie gospodarcze, które nie nastąpi, oraz podatki od dochodów, które nie nadejdą, a to wszystko sprawia, że wdrożenie programu wydaje się jeszcze mniej prawdopodobne.

Tymczasem bliski wschód, który nigdy nie był wzorem stabilności, a dzisiaj nie jest nim jeszcze bardziej. W tym ogarniętym wojną regionie nie ma ani jednego kraju, który nie borykałby się z problemami wewnętrznymi, z rozbitą ekonomią lub z panującym głodem. Dodajmy do tego jeszcze prawie podpisaną umowę handlowo – militarną pomiędzy Chinami a Iranem, napięcie pomiędzy Północną Koreą a Stanami Zjednoczonymi, pogarszające się relacje pomiędzy Moskwą a Waszyngtonem, a skończymy uznaniem za bardzo trafną, zwięzłą wypowiedź rzecznika Kremla Dimitra Peskova: „sytuacja jest bardzo zła”.

W zasadzie sytuacja jest na tyle zła, że w momencie, w którym doszło do wybuchu pandemi COVID-19, spowodowała ona globalny paraliż, który zatrzymał świat zmierzający w kierunku wojny światowej. Lecz globalne wybuchy zamieszek dowodzą, że nienawiść rozprzestrzenia się szybciej niż koronawirus.”

Nie jestem pesymistą. Jeśli popatrzymy na aktualną sytuację z perspektywy końca procesu, czyli naszego celu, gdzie wszyscy stajemy się jednością, to staje się jasne, że jedyny powód panującego chaosu i anarchii, to próba popchnięcia nas w kierunku wyboru zjednoczenia nad niezgodą. Co więcej, ponieważ na chwilę obecną wolimy walczyć między sobą z powodu odmiennych poglądów niż nasze, anarchia jest jedynym wyjściem, żeby przekonać nas, że nienawiść nie popłaca. Dopóki nie będziemy tego świadomi, anarchia będzie musiała stale rosnąć powodując coraz więcej nieszczęść i cierpienia. Kiedy chaos przejmie kontrolę i nie będziemy mieli co jeść ani komu zaufać, wtedy dotrze do nas, że może warto zmienić kurs. Ale czy nie lepiej byłoby zrobić to zanim dojdzie do takiego momentu?

Kiedy w końcu zapanuje jedność, nie będzie to oznaczało zgody wśród wszystkich ludzi. Ludzie rodzą się różni i pozostaną tacy nie bez powodu. Ich odmienne punkty widzenia są wyrazem różnic pomiędzy nimi, które muszą pozostać. Problemem nie jest to, że jesteśmy inni. Problemem jest fakt, że nienawidzimy innych za to, że myślą inaczej od nas, mówią inaczej, wyglądają inaczej. Mówiąc krótko nienawidzimy innych za to, że nie są nami. Problemem jest nasze poczucie wyższości i przekonanie, że tylko ja mam rację a reszta jest w błędzie. Tylko, czy jeśli nienawidzę innych za to, że myślą inaczej niż ja, to czy sprawia to, że ja mam rację? Czy można pielęgnować nienawiść i jednocześnie mieć rację?

Nienawiść to odrzucenie prawa drugiego człowieka do posiadania innego zdania, charakteru, bycia innej rasy i wyznania lub czegokolwiek innego, czego nie ma we mnie. Jeśli nienawidzę -oznacza to, że uważam, że coś nie ma prawa istnieć. Krótko mówiąc nienawiść, to odrzucenie prawa drugiego człowieka do istnienia. Z takiego podejścia nie może wyniknąć nic dobrego.”

W przeciwieństwie do naszej perspektywy i skupienia na własnym „ja“, świat jest jedną spójną całością. Jego elementy uzupełniają się nawzajem, co w praktyce skutkuje tym, że żadna z tych części nie może istnieć bez przeciwnych sobie. Osiągniemy jedność tylko i wyłącznie wtedy, kiedy zachowamy te różnice utrzymując je w równowadze. Noc i dzień, lato i zima, życie i smierć, wszystkie te przeciwieństwa nie powodują anarchii. Na ich podstawie zbudowany jest porządek tego świata, zapewniają równowagę i utrzymują życie!

Aby wpasować się w tę perspektywę, musimy mieć przed sobą ostateczny cel – zjednoczenie całej ludzkości. Jeśli określimy zjednoczenie ludzkości, jako koniec trwającego procesu i spojrzymy na przeszłe i teraźniejsze wydarzenia przez pryzmat połączenia, uświadomimy sobie, że rozwój ludzki nieubłagalnie zmierza właśnie w tym kierunku. To nie jest zły wynik. Nie jest to przyszłość pełna niedoborów ani stresu. To przyszłość spokoju, dobrobytu i wzajemnej troski o wszystkich. Ale ponieważ nasze ego opiera się trosce o innych, przedstawia tę przyszłość jako ponurą i zakazaną.

Ale spokój i dobrobyt nie mogą być ponure. Możemy szybko i przyjemnie przenieść się do naszej obiecującej przyszłości, pracując ramię w ramię nad stworzeniem kwitnącego, zróżnicowanego społeczeństwa, którego członkowie troszczą się o siebie nawzajem lub możemy odrzucić to, co nieuniknione, nalegać na separację i nienawiść, i czekać, aż rzeczywistość nas pociągnie do szczęścia wbrew naszej woli.

Źródło: https://bit.ly/2FEgVqq


Na etapie rekonstrukcji świata

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Opinia publiczna nauczyła ludzi żyć zgodnie z zasadami niekończącej się konsumpcji, mówiąc, że jest to szczyt cywilizacji. Jak teraz nie popełnić błędu, budując nowe relacje w społeczeństwie? 

Odpowiedź: Pandemia – to dopiero początek, pierwszy maleńki cios. Nawet nie cios, a lekkie pchnięcie, żeby nas trochę poruszyć. Ale mimo wszystko koronawirus zmieni nas w straszniejszy sposób.

Zobaczymy rozwalony, zniszczony świat, którego nie możemy już kontrolować naszymi dawnymi dźwigniami. Ani fabryki, ani linie lotnicze – nic nie będzie działać tak, jak powinno. Wszystko musi przejść przez zupełnie nowy etap odbudowy, poprawnej zmiany na nowe warunki rozwoju.

Koronawirus w pewnym sensie uczynił świat integralnym. Jednak, wychodząc już z tego, rozumiemy, że nie jesteśmy przystosowani do tego świata. Nawet nie rozumiemy, w jaki sposób możemy wrócić do przeszłości. A do przeszłości powracać nie należy.

Ale w tym przypadku dwa miliardy ludzi pozostanie bez pracy. A jak mają się wyżywić? Albo w jaki sposób będziemy zapewniać im to, czego potrzebują?

Dzisiaj rządy tracą setki miliardów dolarów, aby jakoś uspokoić sytuację. Te dolary znikają, nie będziemy mogli zażądać ich z powrotem do skarbu państwa. Dlatego widzimy, że potężni tego świata mają tylko siłę, ale nie mają głowy. Przed nami stoi bardzo duży problem. 

Z programu TV „Epoka po koronawirusie”, 30.04.2020