Artykuły z kategorii Wychowanie

Stwórca i stworzenie – narzeczeni

каббалист Михаэль ЛайтманPrawdziwą miłość w relacji małżeńskiej można osiągnąć tylko wtedy, gdy ta miłość jest duchowa. A duchowej miłości uczą się za pomocą nauki kabały, która prowadzi nas do miłości bliźniego swego, jak siebie samego. I wtedy, każdego dnia będę widzieć mojego partnera od nowa.

W końcu powinniśmy pokochać całą ludzkość, a z miłości do stworzenia przejść do miłości do Stwórcy. Ale rodzina jest szczególnie podobna do świata duchowego, ponieważ jesteśmy zobowiązani zbudować w niej modelowy przykład takich relacji, które chcemy nawiązać ze Stwórcą.

Otrzymaliśmy szansę tutaj na tym świecie wybrania sobie narzeczonej i tak zbudować z nią wspólne życie zgodnie z wszystkimi prawami Tory, odzwierciadlającymi wyższe duchowe prawa, żeby nasze ziemskie związki coraz bardziej odpowiadały naszemu stosunkowi do Stwórcy.

Skoro chcę połączyć się ze Stwórcą, to mam możliwość najpierw połączyć się ze swoją żoną. A także powinienem połączyć się z kabalistyczną grupą, z którą budujemy naczynie do odkrycia Stwórcy.

Kabalistyczna grupa – to dziesięciu lub więcej mężczyzn, którzy razem pracują nad tym, żeby zbudować relacje miłości między sobą, połączenia wzajemnego pragnienia, dążenia do duchowości, do odkrycia Stwórcy.

Oni tworzą pomiędzy sobą specjalną sieć związków, naczynie, które przejawia się w odniesieniu do Stwórcy jako „kobieta“, Szhina, miejsce na Jego ujawnienie. Stwórca króluje wewnątrz ich związku, jakby narzeczony łączący się z narzeczoną.

I takie same stosunki możemy budować w swojej rodzinie. Nie przypadkowo w tradycji żydowskiej uważa się, że nieżonaty mężczyzna – to zaledwie „pół ciała“, a nie pełnowartościowy człowiek.

W związku z tym, kabaliści radzą swoim uczniom żenić się, zakładać rodzinę i być może spróbować zbudować w niej takie stosunki, które są podobne do naprawionych duchowych relacji.

Z rozmowy o nowym życiu, 30.07.2015


Sposób na miłość i pokój w domu

каббалист Михаэль ЛайтманPytanie: Tak pięknie mówi Pan o jedności, ale co robić, jeśli jej nie ma we własnym domu? Z przekonania, w polityce mam lewicowe poglądy, a mój mąż – skrajnie prawicowe. Rozmowy o polityce, cały czas doprowadzają nas do kłótni. To jest bardzo nieprzyjemne i nawet wywołuje we mnie odrazę. Co robić?

Odpowiedź: Myślę, że Ty, jak i cały naród Izraela, będziecie w stanie rozwiązać ten problem.

Rzecz w tym, że, jak powiedziano, „Wszystkie przewinienia zrekompensuje miłość“. Jak osiągnąć pokój między nami?

Pokój – nie oznacza, że jeden góruje nad drugim i gnębi go, lub przekonuje innych, że mylą się, jak często zdarza nam się robić.

Pokój – to znaczy, że w stosunkach z innym człowiekiem, który jest zupełnym moim przeciwieństwem, z całego serca i duszy, wszystkimi właściwościami i poglądami, zaczynamy wzajemnie się uzupełniać. Można to osiągnąć, budując most miłości między nami.

I wtedy na płaszczyźnie materialnej pozostajemy między sobą w rozbieżności, konflikcie, konfrontacji wzajemnej, a ponad tym, jako przeciwwagę budujemy miłość.

Powinniśmy uczyć się, jak tego dokonać. Najważniejsze – nie bać się, że mamy dwie płaszczyzny: dolną, gdzie jesteśmy zupełnymi przeciwieństwami, i górną – gdzie wspólnie się łączymy. To się nazywa „Miłość zrekompensuje wszystkie przewinienia“.

Dokładnie nad wszystkimi przewinieniami, nad największymi swoimi przeciwieństwami, możemy zbudować silniejsze połączenie miłości. Nie może być jedno bez drugiego.

Dlatego, jeśli mówimy o uzupełnieniu, połączeniu, a nawet miłości, to mówimy o dwóch płaszczyznach. W przeciwnym razie się nie uda. Związek można utworzyć tylko powyżej wszystkich przeszkód, tarć, różnic pomiędzy nami.

Dlatego nikt nie ma prawa wymagać od drugiego, aby się zmienił. Nie może być przymusu ani religijnego, ani świeckiego, przez nikogo i na niczym. Każdy powinien być taki, jakim jest. Jeżeli on zechce się zmienić – niech sam sobie tego zażyczy.

My sami powinniśmy wdrażać się i nauczyć, jak zbudować miłość, jak gdyby parasol, który przykryje nas wszystkich, choć jesteśmy swoimi przeciwieństwami. Właśnie wtedy nasza miłość może być stała, trwała, wielka i rozkwitająca – ze względu na to, że wewnątrz nas szaleje płomień naszego przeciwieństwa.

Z programu radiowego 103 FM, 19.04.2015


Prawo „o powszechnej edukacji rodziny“

каббалист Михаэль ЛайтманBez pozytywnego nacisku społeczeństwa, na każdego z nas, ani jedna rodzina nie będzie mogła żyć normalnie i dobrze. Żyjemy dziś pod ogromną presją opinii publicznej, lecz ona stworzona jest przez nasz egoizm, raz po raz przedzierający się i zderzający nas ze sobą nawzajem.

To powinno stać się państwowym prawem „o obowiązkowej powszechnej edukacji rodziny i dobrych relacjach w społeczeństwie i państwie“.

Komentarz: Lecz ja chcę naprawić przede wszystkim stosunki w swojej własnej rodzinie!

Odpowiedź: To nie zadziała! To nie uda się żadnej rodzinie. Mogą być jakieś czasowe wyjątki, ale w sumie rodzina się rozpadnie, jeśli nie zbudujemy ogólnej atmosfery, która zobowiąże każdą rodzinę do życia w harmonii.

Pytanie: Od czego należy rozpocząć obowiązkową edukację rodziny?

Odpowiedź: Rozpocząć należy badaniami ludzkiej natury, aby zrozumieć jak ona jest samolubna i w jaki sposób możemy poprawić relacje między nami.

Przecież nasz egoizm urósł do tak niepokojących rozmiarów, że nie jesteśmy zdolni umieścić nikogo w swoim obrębie. Każde dziecko stara się zamknąć w swoim pokoju. Skończy się tym, że każdy członek rodziny będzie potrzebował osobnego wejścia do domu, żeby się z nikim nie spotykać.

Pytanie: Co zrobić po pierwszej lekcji edukacji rodziny?

Odpowiedź: Trzeba posadzić wszystkich w kręgu i zacząć budować między nami prawidłowe stosunki. Możemy omówić, jak każdy wyobraża sobie dobrą, zgodną rodzinę: co w niej wymaga wzajemnego udziału i ustępstw? Z każdej życiowej sytuacji można zrobić przedmiot do takiej dyskusji.

Nie będzie sukcesu w żadnej konkretnej rodzinie, dopóki nie poderwiemy całego społeczeństwa.

Przede wszystkim należy edukować ludzi, a już od tego należy przejść do wychowania jednostki, rodziny. Całe społeczeństwo powinno wychowywać się na zasadzie: „Wszyscy jesteśmy przyjaciółmi, wszyscy jesteśmy braćmi, jak jeden człowiek z jednym sercem“. A kiedy osiągniemy taki stan, każda rodzina wzmocni się pośród ludzi.

Nie ma innej drogi. Próby naprawy świata, szczególnie w swojej rodzinie, z góry skazane są na niepowodzenie. Po prostu trzeba przejść od ogółu do jednostki: „Wszyscy ludzie są przyjaciółmi, wszyscy są braćmi“.

Z rozmowy o nowym życiu,  15.02.2015


Czyżby drobnoustroje były mądrzejsze od nas?

каббалист Михаэль ЛайтманNasz rozwój polega na wznoszeniu się po stopniach rozumu i uczucia, na drodze prowadzącej do świadomej równowagi z naturą. Musimy dojść do tego zgodnie z własną wolą, na własne życzenie, a nie przez desperację i przymus.

Powinniśmy rozumieć, czuć i prowadzić badania, aby w końcu odkryć najlepszy, najwyższy dla nas stan powszechnej równowagi z nieożywioną, roślinną, zwierzęcą i ludzką naturą, a także z wyższą Naturą w całości.

Osiągnięcie tego celu jest możliwe tylko dzięki wzajemnemu obdarzaniu, miłości i jedności. Natomiast poruszając się nieprawidłowo, wywołujemy na siebie oddziaływanie sił, których przeznaczeniem jest realizacja naszej naprawy. Jeśli odchylam się od tego kursu równowagi, natychmiast nadchodzi naprawiająca siła, której celem jest nawrócić mnie z tego niewłaściwego kierunku.

Na przykład, gdy odchylam się w prawo, to zostaję dotknięty chorobą. W konsekwencji wracam do właściwego kierunku. A gdy odchylam się w lewo, wtedy nadchodzi jakieś inne nieszczęście i znów mnie zatrzymuje. Poruszając się w ten sposób przez tysiące przeciwności losu, pełznę naprzód milimetr po milimetrze zamiast odliczania swojej drogi w kilometrach. Przyczyna tego leży w tym, że ciągle zbaczam z prostej drogi w niewłaściwych, egoistycznych kierunkach.

Cała nasza historia przedstawia taki „bieg żółwia”. Wydawałoby się, że człowiek jest koroną stworzenia. Jednak w czymś jest głupszy od tych drobnoustrojów, które służą za narzędzie do „nauczania go rozumu”.

Przecież mikrob także jest całym systemem z własnym wewnętrznym programem, z rozumem i odczuciami. Jest on żywy. Dostając się do nowego środowiska, za każdym razem sprawdza siebie. Rozpoznaje on związek z zewnętrznymi czynnikami i jest w stanie wytwarzać przeciwciała – do tego stopnia, że zaczyna żywić się antybiotykami, które były przeznaczone do jego zniszczenia. On bada wewnętrzne mechanizmy organizmu i znajduje coraz to nowsze sposoby na przeniknięcie w niego, pomimo przeszkód. On ulepsza, udoskonala, „koryguje” siebie. Rozwija się w nowych warunkach mimo wszystkich trudności, które stawiamy przed nim.

A więc z tego wynika, że drobnoustrój jest bardziej pomysłowy niż człowiek. Przecież on wykonuje nakazy natury, tworząc nam problemy i w ten sposób pobudzając nas do przejścia z jednego stopnia na następny.

Pytanie: Człowiek rozwija medycynę, tworzy leki, a przeciwko niemu jakby funkcjonowały niewidzialne laboratoria z mocniejszymi możliwościami intelektualnymi. Jak to jest możliwe? Czyżby drobnoustroje były mądrzejsze od nas?

Odpowiedź: Człowiek jest najgłupszym stworzeniem. Nie istnieje stworzenie bardziej upokorzone, bardziej przeciwne naturze, wyrządzające szkodę samemu sobie zamiast chronić się przed nieszczęściami, jak to robią inne stworzenia. To prawda, człowiek jest najbardziej rozwinięty, jednak rozwój swój obraca przeciwko sobie. A zatem, czy może być nazwany „koroną stworzenia”? Przecież jest najgorszy ze wszystkich! Byłoby lepiej, gdyby był po prostu nierozumny. Ale przecież on wykorzystuje swój intelekt na szkodę własną i innych, niszczy siebie i cały świat.

Tak, człowiek ma rozum i uczucia wyższego poziomu w porównaniu ze zwierzęcym stopniem, jednak jest to mu dane po to, aby prawidłowo je stosował w celu samodoskonalenia. Jednak na razie widzimy, jak zły początek przesiąka ludzi od najmłodszych lat. Czy tak naprawdę można nam przypisać coś dobrego, pozytywnego?

Dlatego też na różnych poziomach istnieje wiele systemów przeznaczonych do doprowadzenia człowieka do wolnego wyboru, aby on uświadomił sobie konieczność osiągnięcia równowagi. Tylko tego brakuje w całej naturze, włącznie z samym człowiekiem, choć mniema o sobie jako koronie, górującej nad naturą jako coś odosobnione. Na tym polega nasz błąd, przecież znajdujemy się wewnątrz wspólnego systemu natury, pod jego wpływem i powinniśmy dojść do równowagi z jego mechanizmami. Wówczas dopiero znikną wszystkie negatywne zjawiska.

Pytanie: A jednak kto „opracowuje” ataki mikroorganizmów na nasze zdrowie?

Odpowiedź: My sami generujemy je swoim niewłaściwym nastawieniem do życia. Tylko sam człowiek produkuje wszystkie drobnoustroje i innych swoich „wrogów”. Zamiast korzystania z potencjału swojego egoizmu w sposób pozytywny, zamienia go na krzywdę sobie i siła ta wraca do niego w różnego rodzaju formach szkodzących. Wszystkie swoje właściwości i zdolności stara się wykorzystać tylko dla własnej przyjemności i wydaje mu się, że osiąga sukcesy. Jednak w rzeczywistości tak nie jest.

Tylko gdy prawidłowo połączymy się ze sobą w równowadze, wówczas będziemy w stanie zneutralizować wszystkie szkodniki. Co dotyczy drobnoustrojów, po prostu przestaniemy je stwarzać. Przecież człowiek zawiera w sobie całe stworzenie i w istocie „tworzy” nieożywioną, roślinną i zwierzęcą naturę. Dlatego infekcje są odporne na leki, bo my sami jesteśmy odporni i wytrwali w swoim egoizmie i nie chcemy zająć się nim.

W swoich egoistycznych pomysłach, uparcie utrzymując stare relacje, nie jesteśmy gotowi na integralną edukację i na inne czynności, niezbędne do ustalenia właściwych relacji między nami. Nadal używamy naszą naturę do potrzeb miłości własnej w jej różnych formach, powodując tym powstanie nowych systemów. Przeznaczone są one do naszej naprawy, jednak nie oddziałują na nas w najprzyjemniejszy sposób, blokując nas, wywierając presję, przynosząc ból i śmierć… Robią wszystko, co możliwe, abyśmy tylko nie zboczyli z tej drogi, która prowadzi do wolnego wyboru.

Z rozmowy o nowym życiu, 10.10.2012


Brutalność dziecięca

каббалист Михаэль ЛайтманOpinia (E.Galkina, historyk): Mnożą się akty przemocy wśród dzieci. Współczesne dzieci mają o wiele więcej możliwości zanurzania się w przestrzeń wirtualną, w świat telewizji, gier komputerowych. W wieku od 5 do 15 lat oglądają na ekranie około 20 tyś. morderstw, horrorów, thrillerów, ogromną ilość krwi, podstępu. Z tych scen wyciągają wnioski, że powodzenie w życiu ma gwałciciel, morderca, człowiek, który idzie do celu, wykorzystując innych, który okrada, bierze łapówki…

Dziecko musi widzieć przykłady dobroci, dobrego zachowania wobec innych, bo inaczej będąc istotą biologiczną, wyciąga wniosek o tym, jak należy konkurować i oczywiście wybiera drogę przestępczości, przemocy i dominacji społecznej.

Jeśli nie rozwiążemy tego problemu, to nasze społeczeństwo stanie się społeczeństwem nawet nie zwierząt, lecz populacją, która nie jest w stanie rozmnażać się, bo w celu reprodukcji nawet zwierzęta i ptaki potrzebują elementu altruizmu, elementu społecznej współpracy dla wspólnego dobra, a nie na rzecz własnej korzyści poprzez nieszczęścia innych. Jeśli ten problem nie będzie rozwiązany, to czeka nas upadek społeczny i rozpad osobowości.

Komentarz: Właśnie taka jest droga ku uświadomieniu sobie zła naszej natury i dopiero po tym będziemy w stanie zacząć naprawę siebie jako jedynego, nieuniknionego, rozsądnego i pożądanego działania. Uświadomienie zła może być długotrwałym i brutalnym, jeśli będziemy uparcie utrzymywać się w egoizmie, albo szybkim i lekkim, jeśli będziemy badać naszą naturę egoistyczną, aby dostrzec w niej zło i zechcieć wznieść się ponad nią za pomocą metodyki  integralnej edukacji, a następnie zamienić ją na dobro i miłość.


Pytanie, prowadzące do życia wiecznego

каббалист Михаэль ЛайтманPytanie: Wychowałem się na wsi w otoczeniu przyrody i odtąd jestem z nią bardzo związany. Kiedy patrzysz na kwiat albo na obłok na niebie, lub na fale morza, widzisz, że one nie mają pytań, one przebywają w stanie spokoju i błogości, każda na swoim miejscu – piękne i doskonałe.

I ty pytasz: a gdzie ja jestem? Dlaczego w moim życiu nie ma takiej harmonii i piękna? Dlaczego człowiek, najbardziej rozwinięte stworzenie natury – jest najbardziej nieszczęśliwym?

Odpowiedź: Im bardziej rozwinięta istota, tym ona bardziej cierpi. Czy kamienie cierpią? Ich wewnętrzna siła działa w taki sposób, aby utrzymać się w takiej samej formie – to wszystko. Roślina już cierpi, przecież ona rozwija się, potrzebuje deszczu, słońca, ciepła, ona cierpi z powodu zimna, jest narażona na różne naciski zewnętrzne.

Zwierzętom – jeszcze gorzej, one muszą cały czas przed kimś uciekać, bronić się, cały czas poszukują pożywienia. Natura nie zapewniła im wszystkiego pod dostatkiem, muszą zadbać o siebie.

A człowiek, jak powiedziano: „Ręka jego na wszystkim i wszystkich ręce na nim”. On rzeczywiście zależy od wszystkich, choć jest najbardziej rozwinięty.

Pytanie: Ale dlaczego człowiekowi tak ciężko w życiu? Moja żona pracuje w przedszkolu i opowiada, że z każdym rokiem dzieci są bardziej nieszczęśliwe, ich życie jest tak trudne, że one od najmłodszych lat już cierpią, żyją w ciągłym stresie, odnoszą się do siebie agresywnie, nigdzie nie ma dobrej atmosfery – ani w domu, ani w przedszkolu. Dlaczego żyjemy pod stałą presją?

Odpowiedź: Żeby doprowadzić nas do celu stworzenia, powinniśmy stawiać sobie trudne pytania, żyć ciężkim życiem, inaczej niczego nie osiągniemy. Zwłaszcza w naszych czasach, ponieważ pod koniec XX wieku doszliśmy do takiego punktu rozwoju człowieka, o jakim mówili kabaliści, że począwszy od 1995 roku ludzkość wkracza w okres przyjścia Mesjasza. Mesjasz – nie jest człowiekiem na białym ośle, jak wielu ludzi myśli, a siła wciągająca nas na następny etap rozwoju.

Pytanie: Czy to jest cel stworzenia, o którym Pan mówił?

Odpowiedź: Tak. Musimy osiągnąć stan „ Adam” – stopień „ człowiek”.

Przecież dzisiaj żyjemy zgodnie z poziomem zwierzęcym, a nie ludzkim, ponieważ troszczymy się o swoje ciało i o to, jak urządzić swoje gniazdo, swój dom. Czy w ten sposób pojmujemy sens życia? Cały sens naszego istnienia jest w tym, żeby usprawnić swoje życie, czym zajmują się też zwierzęta.

W porównaniu z nimi jesteśmy bardziej złożonymi stworzeniami, ale nic więcej. Z tego powodu nie stajemy się szczęśliwsi, przecież nie pojmujemy sensu życia, nie wiemy, dlaczego rodzimy się, jak żyjemy, kto nami kieruje, co odbywa się po naszej śmierci.

Pytanie: Człowiek rodzi się, by cierpieć?

Odpowiedź: Nie. Wręcz przeciwnie. Całe cierpienie, które odczuwamy- to tylko siły natury, które popychają nas do osiągnięcia doskonałości, harmonii, szczęścia i światła.

Pytanie: Czy konieczne jest zadawanie pytań o sens życia?

Odpowiedź: Tak. Przecież możesz podczas życia na tym świecie wejść na poziom wiecznego świata, jak powiedziano: „Świat swój zobaczysz, podczas życia”. Ludzie, którzy zaczynają studiować naukę kabały, przychodzą z tym pytaniem: „Jaki jest sens mojego życia?”. Człowiek powinien o to pytać! Nawet jeśli on ma się dobrze, on pyta: „Z jakiego powodu żyję?”.

On chce wiedzieć, dlaczego wszystko jest tak skonstruowane, że nie zna na to odpowiedzi i nie wie, jak sobą pokierować. Wstać rano, pójść do pracy, wrócić do domu wieczorem – i co dalej? On chce wiedzieć, że być może jest wyższy cel, aby mógł uzasadnić swoje istnienie. czy można, pomimo wysokiej ceny, naprawić swoje istnienie? Przecież bardzo ciężko jest powiedzieć, że żyję tylko dla tego, żeby zabezpieczyć swoją rodzinę i moje dzieci – tylko z takiego powodu.

Rozwinęliśmy się już do takiego stopnia, że jesteśmy zobowiązani zadawać sobie pytanie o sens życia i znaleźć na nie odpowiedź.

Z programu radiowego 103 FM, 18.01.2015


Korzeń Eboli

каббалист Михаэль ЛайтманInformacja: Niepokojące nagłówki w mediach mówią o poważnej epidemii Eboli szybko rozprzestrzeniającej się w kilku ogniskach na terytorium Afryki. Według Światowej Organizacji Zdrowia na chwilę obecną liczba ofiar śmiertelnych wynosi około 4500 osób, a chorych i nosicieli – około 9000.

Wewnętrzny dokument Światowej Organizacji Zdrowia świadczy o tym, że próby zatrzymania pandemii nie powiodły się. Cały świat zaniepokojony jest sytuacją. Oczywiście, przychodzi nam na myśl wielehollywoodzkich filmów, w tym „Wirus”, nakręcony prawie 20 lat temu.Jego fabuła opiera się akurat na epidemii wirusa Ebola.

W rzeczywistości pierwszy wybuch Eboli był zanotowany w 1976 roku  i od tamtego czasu do roku 2013 zmarło z powodu tej choroby około 1700 osób. Zatem sam wirus nie jest nowy, jednak z czasem ulega mutacji i wykazuje bardzo wysoki współczynnik śmiertelności.

Ebola przenoszona jest poprzez bezpośredni kontakt z płynami ustrojowymi porażonego organizmu. Jej podstawowymi objawami są wysoka temperatura, bóle i zawroty głowy oraz inne objawy często kojarzone z grypą.

Z czasem objawyulegają nasileniu: pojawiają się zewnętrzne i wewnętrzne krwotoki, a także niektóre inne charakterystyczne objawy. Stopniowo organizm zaczyna obficie krwawić i dlatego drugą nazwą tej choroby jest gorączka krwotoczna. Okres inkubacji wynosi od 2 do 21 dni – stosunkowo duży okres.

Tymczasem ONZ już ogłosiła obecną epidemię jako zagrożenie dla świata i bezpieczeństwa.

Pytanie: W kontekście praw natury i celowości zachodzących w niej procesów co konkretnie wywołuje podobną epidemię, która zaskoczyła zarówno ofiary, jak i naukowców?

Odpowiedź: Spójrzmy na sytuację z perspektywy nauki kabały. Znajdujemy się w sztywnym systemie naturalnym i każda nierównowaga spowodowana w nim przez nas, zwłaszcza w ostatnich czasach, prowadzi do tego typu zjawisk.

Oczywiście, epidemie występowały również w przeszłości. Niektóre z nich dosłownie wykaszały ludność. Ale tak czy inaczej wirusy i bakterie, komórki i narządy – są to elementy tego samego systemu.

Wydaje się nam, że Afryka jest daleko i że nie mamy z nią nic wspólnego, ale w rzeczywistości wszyscy jesteśmy częściami całości. W związku z tym prawdziwa medycyna zadbałaby o to, żeby zbadać  system w całości i zrozumieć, w jaki sposób można przywrócić go do równowagi. Przecież to my systematycznie wywołujemy w nim zmiany i stale powodujemy zakłócenie równowagi, co prowadzi do rozpadu podsystemów i dobrych wzajemnych związków, a także do powstania nowych, zniekształconych związków wytwarzających błędne, szkodliwe komórki.

Chcielibyśmy usunąć z naszego życia szkodliwe drobnoustroje, ale dla nich ciało ludzkie jest po prostu miejscem ich zamieszkania. Jesteśmy dla nich „zbiornikiem biologicznym”, w którym mogą żyć i się rozmnażać.

Każdego ranka wypijamykubeczek jogurtu z dziesięciu miliardami pożytecznych bakterii i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że nasz organizm jest „domem” dla niezmiernie większej liczby „lokatorów”.

Wynika z tego, że żyjemy w ogromnym systemie, w którym odległości nie są tak ważne i w którym żaden obiekt nie jest odizolowany od całości. Jest to gigantyczny organizm, w którym istnieją różnego rodzaju stworzenia, zarówno pożyteczne, jaki i szkodliwe dla naszego zdrowia.

System ten stale balansuje, wyrównując różnice, a naszym zadaniem jest doprowadzenie go do prawdziwej równowagi – do takiej, w którejprzyjazne bakterie będą mieć możliwość bycia w równowadze z bakteriami szkodliwymi, chorobotwórczymi.

I przeciwnie, gdy zakłócamy równowagę, nawet jeśli na korzyść „przyjaciół”, to one same przekształcają się we „wrogów”. Aby zrównoważyć zakłócenie, zostają one zmuszone do przekształcenia części siebie w przeciwne bakterie.

Na przykład nieraz walka z drapieżnikami i szkodnikami obracała się dla nas w jeszcze większą szkodę, ponieważ zakłócaliśmy równowagę ogólnego ekosystemu.

Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku w Chinach zostało zainicjowane zwalczanie szkodników, w szczególności wróbli pożerających plony. Przez rok zostało zniszczone kilka milionów ptaków, na skutek czego rozmnożyły się gąsienice i szarańcza, a urodzaje zmniejszyły się tak drastycznie, że zaczął się w kraju głód, który uśmiercił dziesiątki milionów ludzi.

Zatem nie ma „dobrych” i „złych” bakterii lub wirusów. Nasze zdrowie uwarunkowane jest właśnie równowagą między nimi.

Ludzkość zajmuje szczyt piramidy składającej się z nieożywionej, roślinnej, zwierzęcej i ludzkiej natury. Naszym zadaniem jest stworzenie tu, na szczycie, równowagi między nami, która z tego najwyższego stopnia będzie rozprzestrzeniać się hierarchicznie w dół na wszystkie pozostałe poziomy, naprawiając w nich wszystkie związki. Właśnie w ten sposób, z góry na dół, porządkuje się cały system.

Więc wszystko zależy od ludzi. Nie chcę występować jako jasnowidz lub moralista, ale jeślibyśmy się jako społeczeństwo starali utrzymać równowagę między sobą, jeślibyśmy wprowadzali w środowisko społeczne trochę więcej równości, trochę więcej ciepła, bliskości, wzajemnej pomocy, to wywierałoby to korzystny wpływ także na niższe poziomy w tej hierarchii aż do nieożywionej natury, włącznie z lądową i wodną fauną, florą i samą planetą z jej wulkanami, huraganami, powodziami i pozostałymi kataklizmami.

Dzięki nam świat wreszcie uspokoiłby się, ponieważ człowiek zajmuje najwyższy poziom w rozwoju ewolucyjnym. W szczególności nasze relacje społeczne, ludzkie powodują dzisiaj totalny brak równowagi.

Z tej perspektywy istotą problemu nie jest Ebola i inne nieszczęścia, które zagrażają nam.

Wydaje się nam, że zniknęło wiele chorób, które siały postrach w średniowieczu, jednak w rzeczywistości tak nie jest.

Jeśli będziemy dalej wzmagać nierówności społeczne, jeśli wciąż będziemy iść drogą zerwania wszystkich dobrych relacji między nami, całkowitej rezygnacji z jednoczenia, tworzenia równowagi, to „dzięki naszym staraniom” zapomniane choroby i nieszczęścia powrócą. Obecna ochrona przed nimi wcale nie jest stuprocentowym panaceum na nie i pewnego dnia okaże się, że nie mamy lekarstw.

Nadal idziemy drogą złego rozwoju i oczywiste już jest, że jesteśmy wciągnięci w przewlekły, niekończący się kryzys. W konsekwencji powodujemy problemy, choroby i inne przejawy braku równowagi – ale już na innym poziomie i dlatego nie pomogą dawne środki i medykamenty.

Nadszedł czas, aby dobrze przemyśleć i zrozumieć, że jedynym lekiem, który jest w stanie uchronić nas wszystkich przed problemami, jest równowaga w społeczeństwie ludzkim. Tylko ten pozytyw na górnym stopniu, który zależy od nas, pozwoli nam zapewnić nasze zdrowie.

Z rozmowy o nowym życiu, 19.10.2014


Nasza wartość – jedność

каббалист Михаэль ЛайтманPytanie: W programach Ministerstwa Edukacji wiele mówi się na temat wartości, które powinniśmy zaszczepić naszym dzieciom. Jak definiujemy te wartości z naszej strony?

Odpowiedź: Wartości te muszą być takie, abyśmy na ich podstawie byli w stanie doprowadzić ludzi do jedności. Wartości te są podstawą, z którą człowiek się urodził, jest to zasada miłości do bliźniego jak siebie samego.

Za czasów Abrahama gromadził on Babilończyków, którzy w imię tej zasady byli gotowi do wyjścia na pustynię, oderwania się od blasku Babilonu i ruszenia w drogę do nieznanej ziemi Kanaana. Byli oni gotowi na to, aby zrealizować między sobą miłość, wzajemne obdarzanie  i jedność. Postanowili stworzyć  naród, który będzie żył na podstawie tych  praw.

To są tak zwane wartości narodu żydowskiego. Dziś jesteśmy w takiej samej sytuacji: wszystkim byłoby lepiej, gdybyśmy po prostu nie istnieli. Nacisk z zewnątrz i nienawiść nie pozwalają nam zbliżyć się do innych ludzi. Jest to celowy stan. Baal HaSulam i Rabasz piszą o tym, że nienawiść wokół człowieka jest jego ochroną. Dzięki niej człowiek nie może zjednoczyć się z nikim, a więc dlatego jest zajęty swoją własną naprawą, nie mieszając w
to obcych myśli, pragnień i wpływów.

Jest to konieczne dla nas, aby zjednoczyć się w jeden naród, pozostawiając za nami wszystkie inne wartości, z którymi dorastaliśmy – czy to socjalistyczne iluzje, czy kapitalistyczne obietnice – będziemy musieli pozostawić je za nami. Naszym dzisiejszym celem jest połączenie, wzajemne poręczenie.

Dzisiaj ludzie domagają się sprawiedliwości społecznej i redystrybucji budżetu państwowego. Nie jestem przeciw, ale to nie jest ważne, ile z budżetu państwa jest  porozdzielane na wszystkich. Baal HaSulam pisze w gazecie „Naród”: „Musimy zorganizować dla siebie szczególną integralną edukacje przez szeroką kampanię by przekazać każdemu z nas poczucie miłości do ludu – zarówno jednostki do jednostki, jak i jednostki do społeczeństwa, aby objawić nam miłość do narodu, która była niegdyś zakorzeniona w naszym środowisku, kiedy żyliśmy na naszj ziemi, jako jeden z narodów świata. Jest to przygotowawcza praca i podstawa, która decyduje o wysokości i powodzeniu wszystkich dalszych działań, które chcemy osiągnąć w tym zakresie”.

W gruncie rzeczy, rozdzielanie środków finansowych nam nie pomoże. Nawet gdybyśmy rozdzielili  miliardy, zobaczymy, że sytuacja będzie się tylko pogarszać. Wszelkie dodatki i dotacje szkodzą wszystkim, jeśli nie będzie towarzyszyć im nowe, altruistyczne wychowanie.

Z lekcji do gazety „Naród”, 31.08.2011


Rozkosze przyszłości

Człowiek jest pustym „naczyniem”, które ciągle pragnie się napełnić. Jeżeli pragnienie w człowieku zanika on jakby umiera, wygasa. I odwrotnie, czym bardziej  jego pragnienia płoną i czym większe i wyższe są, tym większy i wyższy jest człowiek. Oznacza to, że oceniamy człowieka według jego pragnień: ich ilości, siły i jakości. Dlatego dobrze jest, jeśli człowiek ma wiele mocnych i dobrych pragnień.

Rzecz w tym, że w istocie jesteśmy jednym jedynym pragnieniem, pragnieniem, by się napełnić, odczuć rozkosz. Czym rozkoszujemy się? To zależy wyłącznie od naszego wychowania. Dla niektórych ślimaki lub żaby są czystą rozkoszą, dla innych – ciasto, dla trzeciej grupy – maraton lub bilard, dla czwartej – czytanie i tak dalej. Oznacza to, że wszyscy ludzie rozkoszują się na różne sposoby.

Musimy nastawić człowieka na to, żeby wszystkie jego napełnienia były społecznie użyteczne. Jeśli przy tym on się uzdrawia, to jest to społecznie użytecznym napełnieniem i dla niego, i dla społeczeństwa. Należy człowieka zachęcać i pobudzać w nim różnego rodzaju podobne pragnienia.

W integralnym społeczeństwie człowiek będzie odczuwał rozkosz przez jego uczestnictwo w pracy społecznej, w życiu publicznym, w edukacji młodego pokolenia, w normalnym spędzeniu wolnego czasu. Wszystko zależy od tego, jak wychowamy człowieka.

Z programu TV  „Integralny świat”, 30.10.2011


Rozpad połączenia między pokoleniami

каббалист Михаэль Лайтман Kiedyś wydawało się nam, że rozwój człowieka w jego egoizmie może trwać bezgranicznie. Marzyliśmy o tym, aby wynaleźć nowe i wspaniałe maszyny, tak że każdy będzie mógł otrzymać swój własny samolot i niesamowite urządzenia komunikacyjne. Ale w końcu człowiek, korzystający z tych rzeczy zrozumiał, jakie są one bezsensowne. Wówczas zadał on sobie pytanie: Po co to wszystko? I poczuł pustkę i brak spełnienia.

Dlaczego postęp techniczny nie przyniósł nam spełnienia? Ciągle rosnące pragnienia człowieka napędzają do przodu jego proces rozwoju. Pragnienie otrzymywania osiągnęło już swoją ostateczną formę! W wielu pragnieniach odczuwamy regresyjny rozwój.

Kiedyś człowiek pragnął rodziny, wiele dzieci, a nawet wiele żon. Później wystarczała mu tylko jedna żona i dwoje dzieci, a nawet jedno dziecko. A dzisiaj nawet tego nie chce. Życie staje się tak trudne i skomplikowane, że szczególnie w krajach rozwiniętych ludzie nie chcą opuszczać rodzinnego domu aż do wieku 30-40 lat.

Człowiek pracuje i wydaje swoje wszystkie pieniądze tylko na siebie. Po co mu są potrzebne żona i dzieci? Może podróżować, wypoczywać, bawić się i czuć się wolny od wszelkiej odpowiedzialności. Jego matka troszczy się o niego i powodzi mu się dobrze.

Zbudowaliśmy społeczeństwo z taką rozwiniętą infrastrukturą, że w supermarkecie można kupić gotowy posiłek, który można podgrzać w mikrofalówce, i kolacja jest gotowa. Nie ma potrzeby dzielić mieszkania z kimkolwiek, można mieć swoje własne i człowiek czuje się wolny. Na starość zabezpieczyłem się również, otrzymam rentę, opiekę medyczną, opiekę w szpitalu i miejsce na cmentarzu – i co jeszcze mogę się spodziewać? Czy opłaca się całe życie harować na to?

Nasze ego stało się tak ogromne, że nie jesteśmy zdolni połączyć się z innymi – inwestować w nich wysiłek, troszczyć się o nich, aby oni mogli też  zatroszczyć się o nas. Nie jestem w stanie zbudować z kimkolwiek prawdziwy związek.

Jeśli łączymy się, to tylko na zasadzie wzajemnie korzystnych warunków. Żyjemy z żoną jak dwoje przyjaciół, dwoje partnerów. Nasze wspólne życie nie jest podobne do prawdziwej rodziny, która była kiedyś. Jest to raczej współżycie. Ja pracuję i ona pracuje. Ona robi coś w domu i ja coś robię. Ona płaci i ja płacę.

Tak jak byśmy wywiązywali się ze wszystkich swoich zadań na równym stopniu. Nie jest to już rodzina, w której mężczyzna był kiedyś głową rodziny i zarabiał na życie, przez co umożliwiał on swojej żonie opiekę nad domem i wychowaniem dzieci. W dzisiejszych czasach oboje wychodzą rano z domu, zaprowadzają swoje dzieci do żłobka lub przedszkola, wracają wieczorem  do domu i odbierają dzieci. Co pozostaje im z całego dnia? Nie widzą się prawie ze sobą przez cały dzień. On siedzi przed telewizorem lub komputerem, ona posprząta trochę w domu, zmyje naczynia, załaduje pralkę ubraniami do prania i to wszystko, dzień minął.

Funkcjonują absolutnie na równych prawach, a nie tak jak wcześniej, kiedy mężczyzna był głową rodziny. Oznacza to, że rodzina straciła swoje pierwotne znaczenie i stała się po prostu partnerstwem. Jeśli jest to tylko umowa partnerska, to zawsze będę spoglądał na to w kategoriach, czy mam z tego korzyść czy nie? Jeśli nasze wspólne życie przynosi mi korzyści, to jestem za, lecz jeśli jest dla mnie niekorzystne, to wycofuje się. Dlatego też  ludzie rozwodzą się i nie chcą w ogóle wchodzić w takie związki.

Jest to niestety fakt. I my studiujemy nieco ich przyczyny. Nasze ego tak wzrosło, że mówi nam, że nie warto wchodzić w takie partnerskie związki, które nazywane są  małżeństwem.

Ze względu na ego człowiek przestaje odczuwać swoje dzieci tak blisko, jak części swojej duszy. Dzieci mają swoje własne życie, uczą się w odleglych od domu rodzinnego miejsc. Różnica między pokoleniami stała się tak ogromna, że dzieci całkowicie są oddzielone od swoich rodziców. Mają one inne wykształcenie, inne zainteresowania, że tylko z trudem rozumiem, o czym mówią, czym się zajmują i czym wypełniają swoje życie.

Połączenie między pokoleniami zostało przerwane. Dlatego jest to dla mnie niezrozumiałe, dlaczego w ogóle potrzebuję dzieci? Jaką przyjemność mi sprawiają?  Chcą ode mnie, abym im tylko dawał  pieniądze i potem milczał. Dzieci sprawiają nam radość, kiedy są jeszcze małe. Ale gdy osiagną wiek 12 lat, tracimy z nimi kontakt.

We wcześniejszych czasach, kiedy własne dzieci zostały już odchowane, dziadkowie zajmowali się wnukami. To było ich życiowym zadaniem, które sprawiało im wiele radości. Ale dzisiaj nasze dorosłe dzieci nie chcą zawierać związków małżeńskich i nasze wnuki nie przestaną się rodzić.

Człowiek nie robi tych kalkulacji świadomie, ale ze względu na rozwój naszego egoizmu, nie ma on potrzeby, aby zakładać rodzinę.

Sytuacja demograficzna rozwijała się wcześniej bardzo burzliwie, gwałtownie, i nagle zaczęła się zwalniać. Specjaliści, którzy zajmują się demografią  i opracowują prognozy rozwoju ludzkości, przewidują, że populacja ludności w niedalekiej przyszłości zacznie ekstremalnie spadać. Wzrost ten był wspierany aż do teraz, dzięki niektórym regionom – głównie dzięki arabskim krajom z ich silnymi tradycjami i wymogami religijnymi.

Ale teraz nawet w najbardziej rozwiniętych krajach arabskich zamiast 10-15 dzieci dzisiaj przychodzi na świat tylko 2-3. Oznacza to, że też te kraje dostosowują się bardzo szybko do całego świata.

Z pierwszej rozmowy o „Nowym” życiu, 27.12.2011