Artykuły z kategorii Świat

Podzielone Stany Zjednoczone

Gorzkie podziały polityczne w Ameryce znajdują swe odbicie w stosunkach osobistych. Podczas gdy połowa narodu hucznie świętuje, druga połowa jest przygnębiona i sfrustrowana ewentualnymi oszustwami w procesie wyborczym. Rozłamy wokół przywództwa, kierunku i wizji narodu pogłębiły się i prowadzą do podziału społecznego na dwa przeciwstawne obozy.

Czy w obecnych okolicznościach możliwe będzie znalezienie wspólnej płaszczyzny? Z pewnością jest to możliwe, ponieważ nie mamy innego wyjścia. To kwestia o znaczeniu egzystencjalnym.

Niedawny sondaż przeprowadzony przez niezależny instytut badawczy wykazał, że 8 na 10 Republikanów uważa, że ​​Partia Demokratyczna została przejęta przez socjalistów, podczas gdy 8 na 10 Demokratów uważa, że ​​Partia Republikańska została przejęta przez rasistów. Obie strony, każda z własnej perspektywy, uważają, że ważą się losy i są zagrożone, podstawowe wartości i charakter narodu.

W wyniku różnic politycznych przyjaciele zostali podzieleni. To samo działo się w rodzinach, których członkowie mają odmienne poglądy na temat tego, który kandydat i partia mają najbardziej odpowiednie cechy i zasady, aby zajmować najwyższe urzędy w USA. Wyścig prezydencki w 2020 roku pokazuje, że opinie o tym, kto jest bardziej odpowiednim kandydatem nie tylko na naczelnego wodza, ale tak zwanym „liderem wolnego świata”, zniszczył nawet silne i trwające od dziesięcioleci relacje.

Takie oznaki erozji w relacjach osobistych jak te, zostały zidentyfikowane w ankiecie przeprowadzonej przez Pew Research Center przed wyborami. Ankieta wykazała, że ​​większość wyborców Trumpa i Bidena stwierdziła, że ​​ma „tylko kilku” lub „w ogóle nie ma przyjaciół”, którzy popierają kandydata drugiej partii politycznej.

Chociaż prawdą jest, że nasze środowisko wpływa na nasze opinie i decyzje, w głębi duszy każdy człowiek rodzi się z określonymi tendencjami i preferencjami. Od urodzenia skłaniamy się z natury do określonej strony, w lewo lub w prawo. Ludzkość została stworzona z tym naturalnym symetrycznym podziałem, w którym każda strona całym sercem wierzy, że jej perspektywa jest właściwa, a druga strona jest całkowicie błędna.

Krótko mówiąc, nie ma na świecie ani jednego pomysłu, który mógłby połączyć wszystkich ludzi. Wspólną prawdę można znaleźć tylko pośrodku, między przeciwieństwami.

Tak jak Ziemia ma biegun północny i biegun południowy, tak natura dzieli ludzi na dwa równe obozy (jak obecnie widzimy na przykład w USA) w jakimś celu. Zarówno lewica, jak i prawica wzmocnią się na swoich przeciwnych pozycjach. Czemu? Ponieważ ta polaryzacja między prawicą a lewicą w końcu ujawni Amerykanom potrzebę budowania wspólnej przyszłości, potrzebę odkrycia ścieżki między dwoma biegunami, która pozwoli wszystkim się rozwijać.

Kontrastowe stanowiska razem ujawnią wspólny mianownik, który teraz nie istnieje. Prawdę mówiąc, ujawni się źródło całej rzeczywistości – siła zdolna zrównoważyć przeciwne strony, aby otworzyć przestrzeń dla pokojowego współistnienia.

Wszystkie możliwe formy rzeczywistości powinny wzajemnie się uzupełniać, a nie wykluczać inne. Spełnienie dla wszystkich możliwe jest tylko na płaszczyźnie pośredniej, która wyłania się między przeciwieństwami. Jeśli ludzie zrozumieją, że ogólny rozwój wszystkich jest możliwy tylko w tej „środkowej linii”, czyli na płaszczyźnie pośredniej, inaczej będą postrzegać swoich przeciwników.

Jeśli zobaczę, że każde negatywne i pozytywne zdarzenie ma miejsce tylko po to, by popychać mnie ku wyższemu celowi, będę traktował obie strony z równym szacunkiem, jak pisali mędrcy, „miłość pokryje wszystkie przewinienia” (Przysłów 10:12). Pojednanie w obecnym stanie politycznej opozycji można znaleźć we wspólnym optimum – dla obopólnych korzyści, w którym nikt się nie poddaje, ale wszyscy się zgadzają – aby urzeczywistnić wspólny ideał kwitnącego narodu i harmonijnego społeczeństwa.

Źródło: https://www.newsmax.com/michaellaitman/politics-families/2020/11/10/id/996295/


Naprawa świata po pandemii

Planeta nie wraca do „starej normalności”, ostrzega Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), ponieważ na całym świecie ponad 14 milionów ludzi zostało zarażonych koronawirusem, a około jedna trzecia tych przypadków miała miejsce w Stanach Zjednoczonych. Biorąc pod uwagę poważne skutki gospodarcze tej sytuacji, WHO również uważa pandemię za „najpoważniejsze” w historii, globalne zagrożenia zdrowia. COVID-19 przybył, aby wymazać stary świat i naszkicować nowy, a my możemy z optymizmem i nadzieją patrzeć przed siebie – na nowy świat.

Nowa rzeczywistość wymaga, abyśmy przeszli proces odwrócenia naszej percepcji, wtedy każdy z nas przestanie obliczać wszystko z wąskiej perspektywy własnego interesu, a zamiast tego patrząc szerokokątnie, weźmie pod uwagę dobro wszystkich.

To więcej niż przemijający kryzys, zdrowotne i ekonomiczne zniszczenia spowodowane koronawirusem reprezentują upadek świata, jaki znaliśmy. Ta stara rzeczywistość rozpada się na naszych oczach. Światowi przywódcy czują, że brakuje im umiejętności, aby właściwie zarządzać pandemią. Są przyparci do ściany, nie ma nadziei na asy sypiące się z rękawów, co do rozwiązania ogromnego wyzwania związanego z koronawirusem, ponieważ ich podejście nie jest dostosowane do nowej rzeczywistości.

Musimy zatem zdać sobie sprawę, że jutro będzie inne niż wczoraj. Chociaż nostalgia za przeszłością jest naturalna, nie mamy innego wyjścia, aniżeli jak najszybciej zacząć patrzeć tylko w przyszłość.

Nowy jest dobry

Stary świat upadł, ponieważ jego fundament wymagał modernizacji. Nawet jeśli odnieśliśmy sukces w starym świecie, to w żaden sposób nie gwarantuje nam to zwycięstwa w nowej rzeczywistości. Aby przetrwać i prosperować w nowym świecie, musimy przekształcić podstawę naszych interakcji: z egoistycznych na wzajemne branie siebie pod uwagę. Nowa rzeczywistość wymaga, abyśmy przeszli proces odwrócenia naszej percepcji, wtedy każdy z nas przestanie obliczać wszystko z wąskiej perspektywy własnego interesu, a zamiast tego patrząc szerokokątnie, weźmie pod uwagę dobro wszystkich.

Tempo rozwoju człowieka ogromnie przyspieszyło w ciągu ostatnich kilku stuleci. Przejawiało się we wszelkiego rodzaju rewolucjach i przemianach społecznych. Obecnie wezwanie do solidarności i równości rozbrzmiewa na ulicach wielu krajów. Jednak w nowym świecie nawet rewolucje będą inne. Przede wszystkim będą miały miejsce we wnętrzu człowieka, w ludzkich umysłach i emocjach, a nie na ulicach. Będziemy musieli poczuć, że wszyscy ludzie są równi, bliscy, zjednoczeni we wzajemnym rozważaniu i odpowiednio nauczą się traktować innych, tak, jak sami chcieliby być traktowani.

Poprzednie rewolucje zmieniały porządek świata: ci, którzy byli nieważni, stawali się ważni, a ci na szczycie tracili swój status. Następna rewolucja będzie inna. Jego innowacją będzie połączenie wszystkich razem.

Kiedy poczujemy się jednością, pojawią się systemy społeczne odzwierciedlające nasze nowe połączenie. Niektóre z nowych systemów zostaną dobrowolnie zbudowane przy świadomym uczestnictwie z naszej strony. Jednak o ile pozostajemy w tyle w naszym rozumieniu trendu rozwojowego w kierunku jedności, natura skrupulatnie wymusi budowę bardziej jednoczących systemów, nawet wbrew naszej woli. W ten sposób będziemy stopniowo dawać świadectwo rozpadu egoistycznego społeczeństwa i zastąpienia go społeczeństwem altruistycznym, w którym wszystkie części są równe i połączone oraz wzajemnie uzupełaniające się.

Odwrócona percepcja drogą do postępu

Jak długo potrwa ta zmiana? To zależy od nas.

Na dzień dzisiejszy jesteśmy bardzo daleko od celu, zarówno społecznie, jak i osobiście. Nie ma nic bardziej sprzecznego z naturą ludzką niż myślenie o dobru innych, tak jakby chodziło o nas samych. A jednak nasza ewolucja wymaga takiej zmiany. Ludzkość, jeśli ma przetrwać XXI, wiek stoi teraz przed wyzwaniem dopasowania się do integralności i jedności natury.

Jak to możliwe, aby odwrócić nasz samolubny pogląd? Metodę odwrócenia naszej natury można wyjaśnić na następującym przykładzie:

W obecnych okolicznościach martwimy się potencjalnym zagrożeniem zarażenia się koronawirusem od innych i decydujemy się na podjęcie działań w celu ochrony siebie, takich jak noszenie maseczek i trzymanie się z daleka od innych. Odwróconą percepcję, od wewnętrznej opieki do zewnętrznej troski, można wytłumaczyć, jako stosowanie dokładnie tych samych środków co poprzednio, ale z zamiarem uniknięcia naszego mimowolnego przeniesienia wirusa na innych.

To nie przypadek, że obecnie nie możemy pozbyć się koronawirusa, ponieważ wymagałoby to pewnego poziomu wzajemnej odpowiedzialności i gwarancji, których nie mamy. Ta globalna pandemia może się po prostu okazać pierwszą z serii ciosów, które będą pokazywać nam, z coraz większą siłą, że z punktu widzenia natury, wszyscy jesteśmy jednością, a nasza dobra przyszłość zależy od dbania o siebie nawzajem, jakbyśmy byli członkami tej samej rodziny.

Dlatego powinniśmy spróbować pomyśleć o tym, co to znaczy działać pozytywnie w stosunku do innych – nie tylko do tych, którzy są nam z natury bliscy i drodzy, ale także do tych, którzy wydają się obcy i dalecy. To, co robimy dla innych, wraca do nas, ponieważ każdy szczegół systemu istnieje we współzależności ze wszystkimi, i ze wszystkim w jednej kompletnej całości.

Kiedy zaczniemy funkcjonować jak jedno ciało, będziemy czuć, że mamy dobre życie: spójna siła natury przepłynie w naszych połączeniach, a świat wypełni się dostatkiem, zdrowiem i spokojem, dając nam wszystkim nowe życie.

Źródło: https://bit.ly/3kEXNsa


COVID-19: bolesne objawy powrotu do zdrowia

Wszyscy czekają na zakończenie pandemii koronawirusa. Ale COVID nigdzie się nie wybiera. Przyszedł, aby zmienić nasze myślenie i nie odejdzie, zanim to nastąpi. I to zajmie trochę czasu. Ludzkość to ogromna, bardzo różnorodna masa. Potrzebujemy czasu, aby się przystosować, poczuć nową rzeczywistość, zrozumieć, skąd ona pochodzi i dlaczego.

Przyzwyczaimy się do COVID. Już jesienią powinniśmy go lepiej rozumieć. W końcu ludzie do wszystkiego mogą się przyzwyczaić; przyzwyczajają się nawet do przewlekłych chorób i uczą się z nimi żyć, więc to samo stanie się tutaj.

W tej chwili system jest nadal niestabilny; nadal szarpie się i podskakuje pod wpływem wirusa. Ale faza przejściowa ustąpi, a system przyjmie nową zasadę: postrzeganie ludzkości jako całości. Ludzkość cierpi z powodu różnego rodzaju problemów: głodu, pożarów, susz, huraganów; lista nie ma końca. Ale nawet teraz zaczynamy postrzegać te problemy integralnie, razem, jako jedna całość.

Następnym ciosem po koronawirusie będzie niedobór najbardziej podstawowych potrzeb: żywności, wody, lekarstw i prądu. To obniży wymagania ludzi i zmusi ich do poskromienia oczekiwań. Ludzie nie będą czuli potrzeby podróżowania po całym świecie.

Przemiany będą kolejnymi etapami całego procesu, w którym koronawirus nauczy nas mądrości życia. Musimy tylko wiedzieć, że jesteśmy w integralnym systemie, który zmierza w kierunku nowego stanu równowagi, ustalonego z góry w naturze. W miarę jak ten proces się rozwija, prowadzi nas przez różne stany. Jeśli wesprzemy ten proces, odczujemy te stany jako korzystne. Jeśli będziemy się opierać, poczujemy, że są bolesne i uciążliwe. Ale wszystko po to, by doprowadzić nas do całkowitego wyzdrowienia z egoizmu.

Nic nie dzieje się przypadkowo, a tylko w celu naprawy. Jeśli przyjrzymy się temu, co dzieje się dzisiaj, mając na uwadze ostateczny cel, jakim jest jedność, przekonamy się, że istnieje wyraźna linia prowadząca od aktualnej pozycji do punktu końcowego. Jeśli to zobaczymy, zobaczymy, że wszystko odbywa się celowo.

Istotą tego procesu jest coraz większa więź między nami. Obecnie czujemy się podzieleni, obcy. Cierpimy z powodu naszego przeciwstawiania się reszcie natury, ale to cierpienie zmusi nas do połączenia. Kiedy się połączymy, będziemy coraz bardziej podobni do reszty natury, w wyniku czego ból zmieni się w przyjemność. Im szybciej przejdziemy w stan połączenia, tym szybciej zamienimy cierpienie w przyjemność.

Chociaż w naturalny sposób sprzeciwiamy się połączeniu, ponieważ z natury jesteśmy indywidualistami, natura pojedynczo wprowadza stan za stanem, dopóki nie zgodzimy się na połączenie. Kiedy zgodzimy się, odkryjemy niezliczone korzyści. Tak jak bracia, gdy są młodzi kłócą się i walczą, ale gdy dorastają i stają się mądrzejsi, stają się sobie bliscy. Tak i my zobaczymy korzyści płynące z połączenia, gdy wyrośniemy z naszego poczucia prawa.

Dostaliśmy COVID-19, żeby nas wyleczył. Pod koniec będziemy dużo zdrowsi, a nasze relacje będą dużo bardziej przyjazne – zarówno między ludźmi, jak i między krajami. Teraz granice są zamknięte z powodu pandemii. Ale z czasem zdamy sobie sprawę z daremności takiego rozwiązania, ponieważ połączenie jest jedynym drogą do naprawy sytuacji, to ono pozwoli nam przezwyciężyć problemy, spowodowane przez wirusa.

Okazuje się, że COVID nie jest chorobą; jest to objaw zdrowienia. Tak dzieje się z każdą chorobą: nie odczuwamy samej choroby, ale reakcję organizmu na próbę wyzdrowienia. Bolesne objawy są oznakami powrotu do zdrowia. Pandemia koronawirusa wskazuje nam drogę do wyjścia z egocentryzmu. To nas napędza i powinniśmy odpowiednio zareagować.

Nie powinniśmy po prostu się przed tym ukrywać. Chociaż najpierw musimy zdystansować się od siebie, później powinniśmy zbadać, jak możemy się do siebie zbliżyć. Gdybyśmy mogli myśleć raczej o innych niż o sobie, wirus nie stanowiłby żadnego zagrożenia. Moglibyśmy udać się wszędzie, bo gdy działamy w trosce o innych, nie zrobimy im krzywdy.

Wiem, że większość ludzi nadal tego nie widzi, ale za kilka miesięcy okaże się, że koronawirus buduje między nami prawidłowe połączenia, gdzie każdy myśli raczej o innych, a nie o sobie. Kiedy to osiągniemy, wszyscy będziemy zdrowi.

Źródło: https://nws.mx/30BlOsx


COVID-19 zmienia ludzkość

Rozpoczynamy epokę odpowiedzialności społecznej, dobrobytu i szczęścia dla wszystkich, a wirus skrupulatnie, lecz nadal troskliwie wytycza nam trasę.

Pod zdjęciem: Departament Policji w Fort Myers robi serce z radiowozów, aby podziękować pracownikom służby zdrowia w Lee Memorial Hospital w Fort Myers, USA, 16 kwietnia 2020 r., na zdjęciu pozyskanym z mediów społecznościowych. DEPARTAMENT POLICJI FORT MYERS / za pośrednictwem REUTERS TEN OBRAZ ZOSTAŁ DOSTARCZONY OD OSÓB TRZECICH. OBOWIĄZKOWY KREDYT. OBRAZY DNIA TPX

Ostatnie doniesienia wskazują na „poważne zaburzenia mózgu występujące u pacjentów, wychodzących z łagodnej postaci COVID-19”. Podobnie Melinda Moyer napisała w The New York Times: „Wśród pacjentów hospitalizowanych z powodu Covid-19 w Wuhan w Chinach ponad jedna trzecia doświadczyła objawów ze strony układu nerwowego” oraz „Francuscy naukowcy podali, że 84 procent pacjentów z Covid, którzy zostali przyjęci na OIOM doświadczyło problemów neurologicznych, a u 33 procent na etapie wypisu ze szpitala nadal stwierdzano dezorientację i zagubienie.” Ewidentnie koronawirus, to nie tylko infekcja dróg oddechowych; wpływa na to, kim jesteśmy.

Zmiany społeczne i emocjonalne, które występują na skutek wirusa, już się zaczęły. Im szybciej je zaakceptujemy tym lepiej przejdziemy cały proces. Im bardziej się opieramy, tym bardziej agresywny będzie wirus.

– Michael Laitman

Dziś już wiadomo, że wirus jest w powietrzu, a nie tylko w kropelkach wydychanych przez nosiciela w promieniu sześciu stóp od niego. Zaraża każdego, każdą osobę, choć na różne sposoby. Nie oznacza to, że wszyscy będziemy cierpieć lub zachorujemy, ale wszyscy będziemy czuć, że zmieniamy się – zewnętrznie i wewnętrznie – w naszym zachowaniu, myślach i działaniach. We wszystkim, co robimy, coś będzie inaczej.

W tej chwili skupiamy się głównie na bardziej powierzchownych zmianach – wpływie na nasze zmysły, takie jak niewyraźne widzenie, utrata zdolności węchu i smaku, itp. Ale wpływ wykracza daleko poza fizyczność. Jeśli przyjrzysz się uważnie, na pewno przekonasz się, że nie jesteś już tą samą osobą, którą byłeś przed wybuchem wirusa. Zwróć uwagę, jak zmieniły się twoje myśli, ambicje, nadzieje i oczekiwania. COVID to nie tylko wirus; przeprogramowuje nas, naszą psychikę.

Bezprecedensowy koronawirus zmusza nas do ponownego przemyślenia naszych wartości, priorytetów i relacji. Stopniowo zdamy sobie sprawę, że trwałego szczęścia i satysfakcji nie można znaleźć w gromadzeniu bogactwa lub majątku. Posiadanie większego stosu cegieł i drewna zapisanego na moje nazwisko nie sprawi, że będę usatysfakcjonowany, i na pewno nie będę dzięki temu szczęśliwy. Nie będzie to też więcej zer w banku, których wartość sprawia przyjemność tylko wtedy, gdy dają poczucie bycia lepszym od innych.

Nawet możemy nie zauważyć, że się zmieniliśmy, a już na pewno nie wiemy dlaczego, ale za kilka miesięcy, kiedy spojrzymy wstecz na to, kim byliśmy na początku tej dekady, zobaczymy, jak daleko zaszliśmy. Nie będziemy czuć, że zmieniliśmy się z powodu wirusa; będziemy po prostu promować inne wartości niż obecnie.

Wirus bardzo subtelnie narzuca swoje zmiany. Sprawia, że nasza psychika domaga się poczucia społecznej odpowiedzialności. Pomysł, że noszę maskę nie po to, aby chronić siebie, ale dla bezpieczeństwa innych – żeby ich nie zarażać, ponieważ mogę być bezobjawowym nosicielem – jest obcy dla mentalności, w której się wychowaliśmy. Ale w myśleniu uchwalonym przez COVID-19 jest to oczywiste.

Ale wirus wniesie więcej niż obowiązek noszenia masek. Ponieważ zniszczył przemysł rozrywkowy, zrujnował kulturę spożywania posiłków na mieście i zadał druzgocący cios całemu pojęciu fizycznych zakupów, w rzeczywistości, to zmusza nas również do przyjęcia odpowiedzialności społecznej na poziomie ekonomicznym. Kraj będzie musiał pomóc w zdobyciu chleba tym, którzy nie mają źródła dochodów. Jednocześnie kraj musi zobligować ich do dania czegoś w zamian.

Będziemy musieli nauczyć się, że w społeczeństwie wzajemnej odpowiedzialności otrzymujemy to, czego potrzebujemy, ale musimy też dawać. Ponadto tylko ci, którzy dają, mają prawo do otrzymywania. Nie oznacza to, że wszyscy dajemy to samo, ponieważ nie wszyscy są tacy sami, ale zostanie przyjęte za pewnik, że każdy musi nawet w najmniejszym stopniu przyczynić się do korzyści społeczeństwa. Wkrótce zdamy sobie sprawę, że tak właśnie powinno być; wyda nam się to naturalne i nawet nie będziemy pamiętać, że kiedyś myśleliśmy inaczej.

Zmiany społeczne i emocjonalne, które występują na skutek wirusa, już się zaczęły. Im szybciej je zaakceptujemy tym lepiej przejdziemy cały proces. Im bardziej się opieramy, tym bardziej agresywny będzie wirus. Jeśli odpowiednio podejdziemy do zaistniałej sytuacji, nie poczujemy tego nawet, jako choroby, nie będzie nawet łagodnym przeziębieniem. Rozpoczynamy epokę odpowiedzialności społecznej, dobrobytu i szczęścia dla wszystkich, a wirus skrupulatnie, lecz nadal troskliwie wytycza nam trasę.

Źródło: https://bit.ly/2XB3SvZ


COVID to nie wirus, to tsunami

26 grudnia 2004r. o godzinie 9:30 nad ranem, niezwykle duża i szybko poruszająca się fala przeszła przez spokojne poranne morze, zmoczyła zaskoczonych plażowiczów na Koh Lanta w Tajlandii, rozbiła się na plaży i zabrała kilka krzesł, wciągając je do morza. Lisa Anckarman, wówczas piętnastoletnia dziewczynka, sfilmowała falę i wiele z tego, co wydarzyło się później. Początkowo, relacjonuje: „Ludzie pozostali na plaży, a wśród mieszkańców i turystów rozszedł się szmer rozmów wynikający z zamieszania. Wszyscy byli nieco zszokowani” kontynuuje „lecz nadal wydawało się to dość zabawne”. Ale kiedy ludzie patrzyli, jak krzesła odpływają w morze, „wtedy powietrze wypełnił ryk. Jeszcze chwilę wcześniej rozbawione spojrzenia skierowały się ku horyzontowi, by zobaczyć zbliżającą się ścianę błota i wody. Na początku”, pisze Anckarman „miałam trudność ze zrozumieniem tego, co widzę.” Wtedy, „powietrze wokół wypełniło się całkowitą paniką.” Anckarman, młoda i wysportowana, złapała swoją młodszą siostrę i wbiegła na najbliższe wzgórze. Przeżyły, ale tego dnia prawie ćwierć miliona ludzi straciło życie w wyniku ataku tsunami.

Im szybciej skierujemy nasze umysły, serca i ciała do budowania społeczeństwa opartego na wzajemnej odpowiedzialności, integracji wszystkich części społeczeństwa i budowaniu poczucia wspólnoty, tym szybciej uwolnimy się od wirusa i jego okropnych następstw.

Trzęsienie ziemi, które spowodowało tsunami, było trzecim co do wielkości, jakie kiedykolwiek odnotowano, jego uderzenie miało najdłuższy czas trwania, jaki kiedykolwiek zaobserwowano – od ośmiu do dziesięciu minut. Jednak w zdecydowanej większości przybrzeżnych obszarów obejmujących epicentrum trzęsienia, nie zabrzmiał żaden alarm przed nadejściem fali.

Moim zdaniem naszym największym dzisiejszym problemem jest to, że bardzo przypominamy tych naiwnych plażowiczów. Uważamy, że to tylko większa fala; podczas cofania się zabierze ze sobą kilka krzeseł i to już koniec. Nie zdajemy sobie sprawy, że to początek serii fal, z których każda jest większa i bardziej niszczycielska niż jej poprzedniczka, i że kiedy to się skończy, nasz świat zmieni się na zawsze. COVID-19 to nie całe wydarzenie; to ta pierwsza „nietypowo duża i szybko poruszająca się fala”. Dlatego wielu ludzi jest zdezorientowanych, ale i rozbawionych, nie wiedząc, czy powinni traktować to poważnie, czy nie. Jednak wszyscy powinniśmy bardzo poważnie potraktować COVID-19.

Od dziesięcioleci pod powierzchnią tworzył się nowy świat, a my opieraliśmy się jego nadejściu. Próbowaliśmy wszystkiego, co w naszej mocy, aby za wszelką cenę utrzymać konsumpcjonizm i bezwzględną konkurencję, jedynie opóźniając to, co nieuniknione. Teraz w końcu ciśnienie tektoniczne wzrosło do tego stopnia, że warstwy zostały przesunięte w nowe miejsce, jednocześnie ciśnienie zostało natychmiast uwolnione i w rezultacie – mamy tsunami zmieniające życie na całym świecie. Nie powinniśmy się oszukiwać; fale, które nastąpią po COVID, będą większe i bardziej niszczycielskie. Unikniemy ich wpływu tylko wtedy, gdy teraz zaczniemy działać.

Zmiana, której potrzebujemy, to transformacja naszego stosunku do świata i społeczeństwa, do innych ludzi. To rewolucja w naszym postrzeganiu rzeczywistości, od patrzenia na świat oczami indywidualistów do widzenia zbiorowości. Nadal opieramy się zmianie. Nasze ego mówi nam, że to tylko fala; wkrótce wrócimy do celebrowania życia, niszczenia planety i wykorzystywania każdego, kogo się da, celowo lub nieumyślnie. Ale nasze ego wyprowadza nas w pole. Większość z tych, którzy pozostali na lądzie 26 grudnia 2004 r., nie przeżyła następnych fal. Tak samo nie przeżyją Ci, którzy dziś upierają się przy swoim i chowają głowy w piasek.

Im szybciej skierujemy nasze umysły, serca i ciała do budowania społeczeństwa opartego na wzajemnej odpowiedzialności, integracji wszystkich części społeczeństwa i budowaniu poczucia wspólnoty, tym szybciej uwolnimy się od wirusa i jego okropnych następstw.

W przeciwieństwie do wydarzeń z 2004 roku, mieliśmy wiele alarmów. Wiele osób ostrzegało, że nasz paradygmat jest nie do utrzymania. Sam piszę i mówię o tym, od co najmniej piętnastu lat, ale moje błagania zawsze spotykały się z protekcjonalną tolerancją, jeśli nie z rażącą pogardą.

Teraz minęła faza ogłaszania alarmu; jesteśmy w środku wydarzenia. Powinniśmy robić, co nam każą: zachować dystans społeczny, nosić maski i rozejrzeć się dookoła w celu rozpoznania obecnej sytuacji i naszego w niej położenia. Zawody z przeszłości zniknęły lub szybko umierają. Maszyny wykonają większość pracy fizycznej, a prace ludzkie będą coraz bardziej odnosić się do połączeń międzyludzkich. Będzie mnóstwo zawodów potrzebnych do zbudowania nowego społeczeństwa, opartego na trosce, solidarności, spójności społecznej – wszystkich tych wartościach, z których tak długo wyśmiewaliśmy się. Teraz są one niezbędne dla naszego istnienia. Bez nich nie będziemy w stanie nic zrobić, nawet utrzymać łańcuchów dostaw żywności, aby wyżywić siebie i nasze rodziny. W dzisiejszych czasach wzajemna odpowiedzialność nie jest tylko wspaniałomyślną ideą; jest tak samo potrzebna, jak pożywienie i woda, ponieważ bez niej nie będą zaspokojone żadne z tych elementarnych potrzeb.

Musimy zrozumieć, że teraz będziemy pływać razem, albo utoniemy samotnie.

Źródło: https://bit.ly/3g9yKLv


5 rzeczy, które musimy wiedzieć w czasach COVID-19

Pod zdjęciem: Kobieta przechadzająca się w masce obok pudeł ułożonych do przeprowadzki podczas Covid – 19, przed gmachem z piaskowca w Upper West Side, czekając, aż firma dokończy pakowanie rzeczy byłych najemców, którzy już przenieśli się poza stan, Nowy Jork, NY, 13 lipca 2020r.

Nikt tego nie rozumie. Nikt tak naprawdę nie wie, skąd się wziął, jak powstał, jaki jest jego cel, jak wpływa na nas, dlaczego wpływa na nas w taki sposób, ani jak się go pozbyć, jeśli w ogóle jest jakiś sposób. COVID-19 zapędził nas do narożnika, skazując na swoją łaskę i czekamy, aż uratuje nas dźwięk gongu.

Ostatecznym rezultatem bezprecedensowej pandemii koronawirusa będzie społeczeństwo, w którym ludzie bez wysiłku mają zaspokojone podstawowe potrzeby, przez cały dzień spędzają czas z innymi i żyją w zgodzie ze sobą i z naturą.

Tak naprawdę mamy większy problem niż tylko odpowiedzieć na powyższe pytania. Naszym problemem jest nasze podejście do wirusa, gdyż zmieniając nastawienie, zmienimy zagrożenie w błogosławieństwo. Poniżej znajduje się pięć rzeczy, które musimy wiedzieć, aby zmienić nasze nastawienie i zamienić zgubę w dobrodziejstwo.

1. Pierwszą rzeczą, którą musimy wiedzieć jest to, że wirus wpływa nie tylko na nasze ciała. Oprócz oczywistych fizycznych skutków, wpływa na nas emocjonalnie i psychicznie. Wirus zmienia naszą psychologię. Zmusił nas do wprowadzenia zakazu wychodzenia z domu i ponownego przeanalizowania wielu wartości, które uznawaliśmy za oczywiste. Pokazał nam, że nie ma konieczności kupowania lub szukania w każdej chwili okazji do zakupów. Otworzył nam oczy na ludzi wokół nas, naszych rodziców, dzieci, małżonków i przyjaciół. Pokazał nam, jak bardzo jesteśmy niecierpliwi, jak jesteśmy troskliwi lub nie, i jak troskliwi lub nie są nasi bliscy.

2. COVID-19 jest nauczycielem wzajemnej odpowiedzialności. Nawet nie czując się chorym, będąc młodym, silnym i zdrowym człowiekiem, mogę być nosicielem i przekazać wirusa moim już nie tak młodym, silnym i zdrowym rodzicom lub dziadkom. Dlatego muszę unikać przytulania ich i całowania, a także wysyłania do nich moich dzieci, gdy chcę wykonać jakąś pracę. I muszę to zrobić nie dlatego, że nie chcę złapać wirusa, ale żeby nie przekazać go im. Co więcej, władze mówią mi, że muszę zastosować tę zasadę, kiedy wychodzę na zewnątrz, aby nie przenosić wirusa na innych, zupełnie nieznajomych! Jest to zupełnie nowe podejście społeczne, ale niezbędne w dzisiejszych czasach, kiedy mamy do czynienia z bardzo zaraźliwymi wirusami.

3. Inną bardzo ważną rzeczą, którą należy wiedzieć jest to, że wirus restrukturyzuje gospodarkę. Czy nam się to podoba, czy nie, zabija konsumpcjonizm, pokonuje kapitalizm i wprowadza to, co felietonista NY Times Thomas Friedman nazwał miejscami pracy, które „tworzą większą wartość od serca i między sercami”. To nie jest komunizm ani socjalizm XX wieku. Nie jest to gospodarka, w której wszyscy są tacy sami. Wręcz przeciwnie, postrzega każdego, jako wyjątkowego i stara się czerpać korzyści z wyjątkowych umiejętności i możliwości każdego. W związku z tym wspiera rozwój talentów i talentów każdej osoby, które następnie z radością wykorzystujemy, aby ulepszyć społeczeństwo, jako całość, podczas gdy społeczeństwo uznaje wkład każdej osoby i pochwala każdą osobę za jej wysiłki na rzecz czynienia społeczeństwa lepszym miejscem do życia. W ten sposób społeczeństwo zarówno czerpie korzyści z wkładu ludzi, jak i ludzie szczęśliwie się w nim realizują, ponieważ daje im to siłę, spełnia ich marzenia i sprawia, że ​​czują się wartościowi i potrzebni, jako istoty ludzkie.

4. Koronawirus zmusi nas do radykalnych zmian na rynku pracy. Na poziomie materialnym społeczeństwo zatroszczy się o podstawowe rzeczy; nie będzie trzeba martwić się o jedzenie, wodę, schronienie, opiekę zdrowotną, edukację, a nawet rekreację. Będą ludzie, których wkład w społeczeństwo będzie polegał na produkcji i dostarczaniu wszystkim podstawowych artykułów. Reszta ludzi nie będzie siedzieć bezczynnie; jak to określił Friedman będą zajęci tworzeniem „wartości dodanej pracą płynącą z serca”, wzmacnianiem społecznej solidarności i spójności.

5. Ostatecznym rezultatem bezprecedensowej pandemii koronawirusa będzie społeczeństwo, w którym ludzie bez wysiłku mają zaspokojone podstawowe potrzeby, spędzają czas z innymi przez cały dzień i żyją w zgodzie ze sobą i z naturą. Ponieważ nadmierne zakupy nie będą już zadowalać ludzi, nie będą oni konsumować więcej niż potrzebują, i nie wyczerpią planety z jej zasobów. Natura się odrodzi, klimat wróci do równowagi, a ludzie poczują się zjednoczeni między sobą i z całą przyrodą.

Źródło: https://bit.ly/2EniFUx


Szczepionka na społeczną epidemię

Nic nie wywołuje większego niepokoju niż nieznane. Obecnie przeżywamy trudny czas zmierzając w nieznane. To nas przeraża. Zamieszanie, izolacja i poirytowanie, to niektóre z zagrożeń dla amerykańskiego stanu umysłu, ze względu na reperkusje COVID-19. Eksperci uważają, że sytuacja jest bliska epidemii społecznej. Jedynym sposobem na utrzymanie się na powierzchni tych burzliwych wód jest sieć wsparcia, czyli budowa systemu odpornościowego, chroniącego przed niepokojem, poprzez połączenie między ludźmi.

Z dala od praw natury i zdezintegrowani, jako społeczeństwo popadliśmy w wieczną niepewność.

W rzeczywistości jest tak wiele nieprzewidywalnych i niekontrolowanych elementów, które same zależą od niezliczonych ukrytych przyczyn, że straciliśmy zaufanie do wielu aspektów naszego społeczeństwa. To budzi obawy.

Pięćdziesiąt lat temu nie baliśmy się tak bardzo przyszłości. Myśleliśmy, że zrobimy postępy i sytuacja się poprawi. Teraz nie wiemy, co przyniesie jutro, i czy dla naszych dzieci sytuacja się poprawi. To już nie jest spekulacja; widzimy, że świat podupada. Już teraz mamy do czynienia z bardzo realnym lękiem przed zbliżającymi się trudnościami.

Człowiek w naturalny sposób chce poznać prognozy, co do przyszłości; w przeciwnym razie nie ma pewności, jak postępować w teraźniejszości. W przeszłości większość ludzi mogła spodziewać się, jaki będzie przebieg ich życia. Życie było proste, blisko ziemi, kierowane porami roku i w zgodzie z naturą.

Kiedy przeżywamy wewnątrz tę przesłankę i zaczynamy pracować nad naszymi połączeniami, wywołujemy ciepło i uczucie wspierające myśli i troskę o innych.

Z biegiem lat oddaliliśmy się od postrzegania natury, jako źródła życia, jako najwyższego systemu, w którym istniejemy. Zdystansowaliśmy się od siebie, gloryfikowaliśmy indywidualne osiągnięcia i zachęcaliśmy do bezdusznej rywalizacji między nami do tego stopnia, że ​​rosnący egoizm sprawiał, że czuliśmy, że inni i natura zostały stworzone tylko po to, by nam służyć.

Nie wiemy, co będzie dalej. Nie rozumiemy, co ma wpływ na nas, i jak prawidłowo reagować. Z dala od natury i zdezintegrowani, jako społeczeństwo popadliśmy w wieczną niepewność.

Powoli przyzwyczajamy się do wstrząsów, które wpływają na świat, wciąż zastanawiając się, jaka siła w rzeczywistości działa i sprowadza na nas wszystkie te wydarzenia. Jest w nas potrzeba elementu niepewności, po to abyśmy spróbowali znaleźć źródło wszystkiego, co nas otacza i uświadomić sobie, że to natura. To ta sama siła, która zmusza nas do upodobnienia się do niej, aby wieść życie we współzależności i synergii.

Poprzez olbrzymie cierpienia i kłopoty, stopniowo godzimy się ze znaczeniem budowania fortecy silnych i znaczących relacji międzyludzkich. Kiedy przeżywamy wewnątrz tę przesłankę i zaczynamy pracować nad naszymi połączeniami, wywołujemy ciepło i uczucie, wspierające myśli i troskę o innych. Działania te wzmocnią nasze zaufanie, co do przyszłości i bezpiecznie przeprowadzą nas przez obecny stan niepewności.

Przyszłe społeczeństwo musi być takie, w którym ludzie żyją po to, aby osiągnąć między sobą więź, ponieważ w połączeniu odkryją radość i pełnię.

Ludzie są istotami społecznymi. Jesteśmy tak uzależnieni od społeczeństwa, że ​​powinno ono być naszą bezpieczną przystanią, gdy odczuwamy niedostatek i strach. Musimy stworzyć środowisko, które daje poczucie pewności i wzajemnej gwarancji. To znaczy wszystko, czego potrzeba, aby wyleczyć epidemię społeczną.

Źródło: https://bit.ly/32RkEud


Epidemia kłamstwa

каббалист Михаэль Лайтман Dyrektor Generalny Światowej Organizacji Zdrowia oznajmił, że fałszywe wiadomości rozprzestrzeniają się szybciej i są bardziej zaraźliwe niż sam koronawirus. Musimy więc walczyć nie tylko przeciw epidemii, ale także i przeciwko infodemii.

Sekretarz Generalny ONZ powiedział, że infodemia jest naszym wspólnym wrogiem, i zaproponował z nią walkę wspólnymi siłami. Co sprawia, że człowiek podaje fałszywe i mylące informacje?

Chodzi o to, że wszyscy żyjemy w świecie kłamstw. Kłamstwa rozprzestrzeniają się po całym świecie i są przekazywane od jednego do drugiego, świadomie lub nieświadomie. Każdy odwraca informacje tak, jak jest jemu wygodnie, ukrywając to, co nie jest dla niego korzystne. I robią to wszyscy.

To jest jak dziecięca gra w zepsuty telefon: kiedy wiadomość jest przekazywana po łańcuchu, do dziesiątego człowieka nie dochodzi ani jedno słowo z tego, co powiedział pierwszy. Gdy dorastamy, kontynuujemy tę samą grę, tylko kłamstwo staje się znacznie poważniejsze.

Dlatego, nic więc dziwnego, że nasz świat jest pełen kłamstw i nie należy polegać na wiadomościach, które bronią albo prawych, albo lewych, oczerniając przeciwną stronę. Dzisiaj nie istnieją już niezależne media.

Koronawirus doprowadził do tego, że nikt nikomu nie wierzy z powodu fałszywych wiadomości rozprzestrzeniających się we wszystkich kierunkach. Problem polega na tym, że media nie są ukierunkowane na publiczność, ale są upolitycznione i toczą wojnę między prawicą i lewicą, między jednymi zainteresowanymi grupami a innymi. Dlatego zawsze mają pieniądze na taką wojnę, nie zależą już od tego, czy czytelnicy kupią gazetę.

Obecnie gazety nie zależą od kupujących, ale otrzymują finansowanie od elit finansowych i rządzących. Dlatego nie ma żadnego zaufania do informacji rozpowszechnianych w mediach.

Publikowane są jakieś niepotwierdzone przez medycynę wiadomości o lekach antywirusowych. Ale dlaczego ludzie wierzą w to kłamstwo i jakby potrzebują go? Jest taki żart, że jeśli teraz zaczęlibyśmy jeść tylko czystą, organiczną żywność, to zatrulibyśmy się, ponieważ odwykliśmy już od dobrych, naturalnych produktów, które były setki lat temu.

W tym żarcie jest duża doza prawdy i to samo odnosi się do środków masowej informacji. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do prawdy, a każde pokolenie otrzymuje to, na co zasługuje. My akceptujemy kłamstwo i rozkoszujemy się nim. Nie płacimy nawet za te fałszywe wiadomości, ale otrzymujemy je za darmo. Kłamstwa rodzą kłamstwa: pokolenie jest zepsute i odżywia się zepsutym jedzeniem.

W przeciwnym razie nie będziemy mieli co jeść. W sklepie kupujemy warzywa i mięso, zdając sobie sprawę z tego, że wewnątrz jest sama chemia i antybiotyki, ale nie mamy wyboru. Trzeba coś jeść. Żyjemy w syntetycznym świecie.

Nikt nie potrzebuje prawdy, przecież co z tego, jeśli człowiek dowie się o niej. Prawdy nie można nikomu przekazać, sprzedać, wykorzystać, jeśli wszystko wokół jest fałszywe. Prawda w naszym świecie jest, jak obca waluta, która nie jest akceptowana w tym kraju, w żadnym sklepie.

Jeśli w tym świecie totalnego kłamstwa mówię prawdę, to będę uznany za kłamcę. Tak się stało podczas Pierwszej Świątyni z Królem Salomonem, którego nikt nie chciał uznać za króla. Mówił mądre rzeczy, ale wszyscy wokół byli na tyle głupi, że nikt nie wierzył w jego słowa. Dopóki Król nie doszedł do Sanhedrynu, gdzie siedzieli wielcy mędrcy, i tam dopiero go zrozumieli i przyznali rację.

W całym kraju było jedno jedyne miejsce, gdzie zrozumieli, że jest to mędrzec i warto jest przysłuchiwać się jego słowom. Ale obecnie nie mamy nawet jednego takiego miejsca: ani w rządzie, ani w bankach, w żadnej organizacji czy partii – nigdzie. Wszyscy grają w jedną fałszywą grę.

A kabalista żyje wewnątrz swojego maleńkiego świata prawdy i wszyscy wokół uważają go za nierozsądnego, oderwanego od rzeczywistości i nie słuchają tego, co mówi. I to jest nawet dobrze, dlatego że w dawnych czasach palili proroków na stosie.

Jak więc można określić, czy wiadomości są prawdziwe, czy fałszywe? Ja np. śledzę wiadomości, ale tylko po to, by poczuć w nich tendencje rozwoju i jego szybkość. To znaczy nie biorę pod uwagę samych wiadomości, ale ich kierunek.

Ludzie są strasznie zdezorientowani wiadomościami, które rozpowszechniają media. W rzeczywistości nie są to środki komunikacji, ale środki separacji.

Jakiej korekty należy dokonać w społeczeństwie, aby wrócić do prawdziwych wiadomości? To wymaga wiele żmudnej pracy. Przecież jesteśmy przyzwyczajeni do jedzenia zepsutych produktów, nauczyliśmy się je trawić i przy tym czujemy się dobrze. Ciało jest przyzwyczajone do robienia poprawek, aby nawet zgniłe jedzenie było przez nas postrzegane, jako stosunkowo świeże. I jeśli weźmiemy naprawdę świeże produkty, to będziemy mieć niestrawność żołądka.

Dlatego potrzebna jest tutaj bardzo długa droga. I chodzi nie tylko o jedzenie dla brzucha, ale także dla umysłu, duszy i serca. Należy stopniowo wychodzić z tego kłamstwa za pomocą integralnej edukacji, o której mówią kabaliści. Powoli wyjaśnić wszystkim, że żyjemy w świecie kłamstw, z którego nadszedł czas, wydostać się, ponieważ tak dalej być nie może.

Koronawirus doprowadzi nas do poczucia punktu prawdy, do ostatecznego ujawnienia fałszu życia. Zobaczymy, że takie życie jest bez sensu i beznadziejne i dla nas, i dla naszych dzieci. Zbliżamy się już do tego uświadomienia. Jeśli będziemy postępować tak, jak do tej pory, to unicestwimy się.

I ten koniec jest już bliski, dlatego że ludzkość rozumie, że straciła swoją ścieżkę i kierunek, i nie ma żadnych środków na naprawę sytuacji, nie ma lekarstwa na wirusa. Najlepiej jak zdecydujemy, że nie mamy wyboru i jesteśmy zobowiązani do ujawnienia sensu i celu życia, prawidłowego sposobu istnienia. Wytyczymy drogę do znalezienia, gdzie znajduje się prawda w naszym życiu.

Człowiek – najbardziej inteligentne, rozwinięte, kompetentne stworzenie, a uczynił swoje życie takim, że całkowicie straciło wartość. Dlatego, że nie kieruje się rozumem, ale uczuciami i nie może rozumem przezwyciężyć swoich emocji. Dlatego uczucia grają z nim, ciągnąc go w różnych kierunkach, jak się to mówi : „Jedzmy i pijmy, przecież jutro i tak umrzemy”. Miejmy nadzieję, że to podejście zmieni się.

Z programu „Świat”, 26.05.2020


Praca serc – pracą przyszłości

Instytut ARI, którego jestem założycielem, opublikował już w 2012 roku książkę Korzyści wynikające z nowej gospodarki: Rozwiązanie światowego kryzysu gospodarczego poprzez wzajemną gwarancję. Książka nakreśliła futurystyczny rynek pracy, na którym niewielu ludzi pracuje i zaspokaja potrzeby reszty ludzkości, podczas gdy wszyscy inni zajmują się „pracą serc”, łącząc swoje serca i tworząc społeczne środowisko wzajemnej odpowiedzialności i opieki. Kilka lat później pomysł zaczął się realizować, gdy rządy zaczęły bawić się pojęciem Powszechnego Dochodu Podstawowego (Universal Basic Income) (UBI), który stanowi, że rządy gwarantują podstawowe środki utrzymania. Dziennikarz Thomas Friedman wyraźniej zrozumiał ten pomysł w 2017 roku, kiedy napisał, że w przyszłości ludzie będą musieli „tworzyć więcej wartości sercem i między sercami”. W wywiadzie dla British Council Friedman powiedział: „Kiedyś pracowaliśmy własnymi rękami. Maszyny to zastąpiły, ale zamiast tego zaczęliśmy pracować głowami, tworząc gospodarkę opartą na wiedzy. … Następnie myślę, że będziemy pracować więcej naszymi sercami.” Miał rację; maszyny zrobią resztę.

Korzyści społeczne z takiej pracy są oczywiste: solidarność, brak przestępczości i przemocy, zwiększona odporność psychiczna i emocjonalna oraz ogólne poczucie zadowolenia z życia. Ale jest jeszcze jedna ważna korzyść, którą ten zawód przyniesie: osobista realizacja aspiracji.

Przyszłość zerowego bezrobocia i absolutnej satysfakcji

Jeśli chodzi o pracę serc, nie ma czegoś takiego jak bezrobocie. Każdy może i musi wnieść swój wkład. Musimy zrozumieć, że świat przechodzi poważną zmianę. Ludzie rozwijają nowe i świeże podejście do rzeczywistości, nawet jeśli jeszcze tego nie wiedzą. „Zadania”, które będziemy wykonywać w wyłaniającej się rzeczywistości, będą wymagały pracy nad naszymi myślami o sobie nawzajem, naszymi powiązaniami społecznymi i naszymi pragnieniami, podczas gdy maszyny wykonają pracę fizyczną i „intelektualną”.

Miejsca pracy”, które będziemy mieć w przyszłości, będą wymagały użycia naszych wewnętrznych sił. Do dzisiaj używaliśmy tylko jednej naturalnej siły – siły egoistycznej, która dąży do czerpania korzyści dla siebie kosztem innych. Ale świat doszedł do punktu, w którym nie możemy dalej używać tylko tej siły, ponieważ wpycha ludzkie społeczeństwo i całą planetę w przepaść nieokiełznanego egoizmu.

W przeciwieństwie do ludzi, natura jest zrównoważona, działają w niej dwie siły – dodatnia – siła obdarzająca, równocześnie z ujemną – siłą przyjmującą. My również, jeśli chcemy przywrócić równowagę w naszym świecie musimy aktywować siłę pozytywną i ją wykorzystać. Tak jak nasza siła woli, nasze pasje i pragnienia popchnęły nas do wielkich osiągnięć dla nas samych, teraz popchną nas do osiągnięcia wielkich rzeczy w całej rzeczywistości, a zwłaszcza w społeczeństwie ludzkim. Nadal będziemy pracować z naszymi pragnieniami, z naszą siłą woli, ale to pragnienie będzie działało w przeciwnym kierunku niż ten, w którym działaliśmy do tej pory; będzie działać na rzecz jednoczenia ludzi poprzez więzi troski i uczucia ciepła i miłości, wszystko to ponad wszystkimi kontrastami w ludzkim społeczeństwie.

Nie to, że wcale nie korzystamy z pozytywnej siły. Owszem korzystamy, ale tylko na bardzo podstawowym, biologicznym poziomie, aby utrzymać nasze ciała w zdrowiu. Ale jeśli chodzi o nasze życie społeczne, zbytnio skłaniamy się do egocentryzmu, do tego stopnia, że ​​wytrąca to ludzkie społeczeństwo z równowagi i wywołuje starcia i konflikty, które dzisiaj obserwujemy.

Dlatego, teraz gdy coraz więcej osób ma nadmiar wolnego czasu, musimy rozpocząć przegląd społeczeństwa. Podstawowe środki utrzymania ludzi muszą być zapewnione poprzez świadczenia pieniężne lub w postaci bonów żywnościowych lub dostawę towarów dla wszystkich, podczas gdy czas ludzi wypełniony jest działaniami społecznymi, które kształtują w nich jakość obdarzania.

Nowa „praca” będzie wymagać udziału wszystkich. Ponieważ dotyczy to przekształcenia całego społeczeństwa, wszyscy wezmą udział w transformacji: mężczyźni, kobiety, osoby posiadające „zwykłe” prace i osoby bezrobotne.

Korzyści społeczne z takich miejsc pracy są oczywiste: solidarność, brak przestępczości i przemocy, zwiększona odporność psychiczna i emocjonalna oraz ogólne poczucie zadowolenia z życia. Ale jest jeszcze jedna ważna korzyść, którą ten zawód przyniesie: osobista realizacja aspiracji. Ponieważ ludzie wnoszą swoje umiejętności i energię, by przynosić korzyści społeczeństwu, społeczeństwo będzie żywo zainteresowane osobistą realizacją ludzkich marzeń. Jeśli na przykład ktoś marzy o byciu wielkim naukowcem, czy w interesie społeczeństwa nie leży pomoc w realizacji jego marzeń? A co z wielkim liderem, sportowcem lub innymi zawodami? Tak długo, jak ktoś wykorzystuje swoje talenty, by przynosić korzyści społeczeństwu, społeczeństwo będzie żywo zainteresowane realizacją tych ambicji. A najlepsze jest to, że gdy ktoś osiągnie swój cel, odkryje, że największą radością nie jest sam wyczyn, ale fakt, że osiągnięcie celu sprawia, że ​​inni są szczęśliwi. Będzie to najwyższe potwierdzenie, że życie jednostki ma godny cel i nic nie jest bardziej satysfakcjonujące niż świadomość, że wywarł na ludzkości trwałe, niezapomniane wrażenie.

Na drodze do budowania tego idealnego społeczeństwa pojawią się męki porodowe, ale cel jest już w zasięgu ręki. Im szybciej zaczniemy pracę nad jego budowaniem, tym szybciej stanie się to naszą rzeczywistością. Oczywista jest już konieczność opuszczenia egzystencji opartej na ego; teraz zależy od nas, ile czasu zajmie nam zbudowanie zrównoważonego świata na fundamentach wzajemnej troski i solidarności.

Źródło: https://bit.ly/3hf91kS


Most do przyszłości

Wyobraźcie sobie taką sytuację: most nad przepaścią nagle znika we mgle. Czy prowadzi na drugą stronę, czy urywa się? I właściwie, dokąd prowadzi?

Obecne czasy scharakteryzować można, jako okres ze stabilną przeszłością i niepewną przyszłością. Z tyłu jeszcze jest coś, na czym można się oprzeć, a z przodu – mgła. Jasne jest tylko to, że tam nie jest tak, jak tutaj.

Coś podobnego wydarzyło się w poprzednim przełomie epok, o czym Mark Twain powiedział kiedyś:

Matuzalem dożył do 969 lat, ale co z tego? Daremnie. Z takim samym sukcesem mógł przeżyć nawet tysiąc lat. Wy, chłopcy i dziewczęta zobaczycie więcej w trakcie pięćdziesięciu najbliższych lat niż Matuzalem w całym swoim życiu”.

Wtedy zmiana struktury społecznej i przemysłowej spowodowała poważne wstrząsy. Ale jeśli wtedy, mimo wszystkich „kosztów” etapu przejściowego, przyszłość mimo wszystko budziła nadzieję i wzywała do pójścia naprzód, to dzisiaj już nie wiemy, co jest lepsze: przywitać przyszłość czy odciągać jej nadejście.

Ponieważ przyszłość jest obarczona konsekwencjami. Ludzkość nigdy jeszcze nie stała przed tak szerokim spektrum decydujących, globalnych wyzwań.

Temu tematowi poświęcone są sympozja i konferencje naukowe, strony wiodących mediów, wielomilionowe uniwersyteckie badania. Przyszłość nie daje nam spokoju.

W rubryce BBC Future niedawno wymieniono dziesięć głównych problemów ludzkości występujących do 2050 roku. Chociaż ich punkt kulminacyjny dopiero nadejdzie, wszystkie aktualne są już dzisiaj.

Lista obejmuje: modyfikację genetyczną człowieka, znikanie miast i regionów w podnoszących się wodach oceanów świata, wyczerpywanie się zasobów naturalnych, starzenie się populacji, ewolucja sieci społecznościowych, w tym koniec prywatnego życia i fałszywe wiadomości (fake news), konflikty geopolityczne, bezpieczeństwo transportu, sztuczne rozszerzenie zdolności mózgu, jako zachętę do pogłębiania nierówności, rosnący wpływ sztucznej inteligencji i „na przekąskę” aspekty kolonizacji innych planet.

W rzeczywistości, to tylko część tego, z czym będziemy musieli sobie poradzić. Wiele pozostaje „za kulisami” – na przykład legalizacja narkotyków, rozpad instytucji rodziny, upadek państwa społecznego, terror…

Skala wyzwań jest imponująca, a jednak coś się nie zgadza. To nie one są prawdziwym problemem. Nie przez nie czujemy ucisk przyszłości w gardle i rozciągamy czas. Można spowolnić postęp, ale nie można go zatrzymać – to oczywiste. Obecne problemy przeznaczono właśnie do tego, by je rozwiązać.

Problem nie jest w nich, problem jest w nas.

Główne wyzwanie ludzkości

Współczesny rozwój „domyślnie“ skierowany jest na to, by zagonić nas w ślepy zaułek.

Po co są wszystkie nasze osiągnięcia? Genetyka, przemysł IT, samochody automatyczne, „kolorowe technologie”, sieci neuronowe, medycyna, przemysł spożywczy – wszystko podporządkowane jest czyjemuś zyskowi, czyjejś korzyści. Uszczęśliwić nas chcą słowami, wydaje się nawet, że szczerze. W rzeczywistości – jakby to powiedzieć – wszystko jest bardziej skomplikowane. We wszystkich sferach, bez wyjątku. Nie dopowiadają nam czegoś, gdzieś więcej jest szkody niż pożytku, w czymś nas po prostu wykorzystują…

Mówiąc o problemach świata, w rzeczywistości rozwiązujemy problemy portfeli, statusów, ambicji, władzy – i w rezultacie pętla tylko się zacieśnia. Pętla na naszej szyi.

Tak, jesteśmy w stanie opanować pustynie, zaludniać planety, przedłużać życie. Możemy budować, niszczyć, zachwycać się wszystkim, ale natura ludzka nie pozwoli nam rozwijać się czyimś kosztem bez wzajemnych szkód, na podstawie wspólnych interesów. Po prostu nie pozwoli na to, dopóki się jej nie podporządkujemy.

Prawie wszystkie nasze wynalazki w pierwszej kolejności używamy na potrzeby wojenne, a następnie – na potrzeby władzy i kapitału. Prawie wszystko, co mamy dobrego, potrafimy wykorzystać na szkodę innych.

Dlatego głównym problemem, przed jakim stanie ludzkość w przyszłości, przed którym stoi i dzisiaj, jest nasz szybko rosnący egoizm. Z jego powodu są wszystkie nasze lęki, waśnie, wojny, łzy matek, głód, niewola, mrok depresji, zapomnienie w narkotykach, samobójstwa.

Przez niego szukamy „szczęścia” w konsumpcjonizmie i zamknięci jesteśmy w swoich osobistych „kontach”, poprzez które komunikujemy się, dzwonimy, ale prawie nigdy nie wychodzimy na zewnątrz.

Nie potrzebujemy siebie nawzajem, a czasem nawet nie potrzebujemy siebie. Żyjemy w zawężających się stale światach, wśród garstki bliskich i oceanu obcych. Na Zachodzie duża rodzina – to nonsens. Brak rodziny – to nowy standard. Sąsiedzi z bloku, na ulicy, w mieście z reguły są równie dalecy. Czy istnieją wspólne zainteresowania, oprócz przetrwania? Proszę wymienić chociażby jedno.

Może przesadzam, ale przy takich tendencjach, do 2050 roku będziemy biegać do piekarni z karabinem maszynowym wierząc, że jest to w porządku.

Oto, do czego prowadzi nieokiełznany egoizm. To właśnie on uniemożliwia nam bycie naprawdę szczęśliwymi. I pod jego „czujnym przewodnictwem” przygotowywany jest dla nas Armagedon.

Nawiasem mówiąc, „Armagedon” w rzeczywistości – to góra (har) Megiddo w dolinie Jezreel, słynny symbol biblijny katastrofalnej wrogości. Od czasów egipskich faraonów wydarzyło się tam wiele krwawych bitew.

A oto, co jest interesujące: w rzeczywistości nie jest to żadna góra, tylko wzgórze o wysokości 60 metrów. Nasz egoizm wydaje się nie do pokonania – dopóki nie zdecydujemy się go odeprzeć.

Bez skrajności

Można jeździć tyle, ile się chce samochodami bez kierowców. Ale kierownicy własnego rozwoju nie należy puszczać.

Można przerobić Marsa według własnych potrzeb, ale to, co jest między nami, jest niezmiernie ważne. Po co nam te martwe ciała niebieskie, skoro jeszcze nie nauczyliśmy się żyć w domu, na Ziemi?

Można opóźnić śmierć o sto lub dwieście lat… Ale nie chodzi o to ile lat przeżyjemy, ale jak! Mimo wszystko przed śmiercią nie możesz uciec. Oddalając ją – to po prostu głupie zajęcie ludzkości!

Musimy stworzyć dobre wspólne życie, poprawić relacje międzyludzkie. W nich znajdziemy całe światy, w nich otworzy się wieczność, nieograniczone możliwości dla rozwoju, pracy, wypoczynku, interakcji. W nich jest klucz do szczęścia i rozkwitu. Wszystko dobre zaczyna się od właściwych wzajemnych relacji między ludźmi. One są dla nas – mostem nad przepaścią.

Budowanie tego połączenia jest szczególną nauką. Teraz jest mało pięknych słów i dobrych intencji. Egoistyczne społeczeństwo nie zmieni się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Człowieka w człowieku należy stworzyć, pielęgnować, wychować. Potrzebna jest urodzajna gleba dla nasionom dobrej przyszłości – środowisko, w którym one będą kiełkować.

I dopiero wtedy będziemy mogli rozwiązać nasze problemy, ponieważ utworzymy silne, solidarne społeczeństwo ze wspólnymi zadaniami i zainteresowaniami, z właściwą kolejnością priorytetów.

W takim społeczeństwie zasoby i osiągnięcia nauki będą służyć nie zyskowi, nie oddzielnej garstce, kaście, elicie, a naprawdę wszystkim. W takim społeczeństwie, każdy poczuje, że jest ważny, wyjątkowy, użyteczny, kochający i kochany.

Może to zabrzmi jak utopia, ale pamiętajmy: ta góra wcale nie jest taka wysoka, jak się nam wydaje. Musimy po prostu razem zabrać się do pracy. To jest w naszej mocy. Mamy do tego wszystko, co jest nam potrzebne. I jeśli tylko zechcemy, poradzimy sobie znacznie wcześniej niż do 2050 roku.