Artykuły z kategorii Świat

COVID to nie wirus, to tsunami

26 grudnia 2004r. o godzinie 9:30 nad ranem, niezwykle duża i szybko poruszająca się fala przeszła przez spokojne poranne morze, zmoczyła zaskoczonych plażowiczów na Koh Lanta w Tajlandii, rozbiła się na plaży i zabrała kilka krzesł, wciągając je do morza. Lisa Anckarman, wówczas piętnastoletnia dziewczynka, sfilmowała falę i wiele z tego, co wydarzyło się później. Początkowo, relacjonuje: „Ludzie pozostali na plaży, a wśród mieszkańców i turystów rozszedł się szmer rozmów wynikający z zamieszania. Wszyscy byli nieco zszokowani” kontynuuje „lecz nadal wydawało się to dość zabawne”. Ale kiedy ludzie patrzyli, jak krzesła odpływają w morze, „wtedy powietrze wypełnił ryk. Jeszcze chwilę wcześniej rozbawione spojrzenia skierowały się ku horyzontowi, by zobaczyć zbliżającą się ścianę błota i wody. Na początku”, pisze Anckarman „miałam trudność ze zrozumieniem tego, co widzę.” Wtedy, „powietrze wokół wypełniło się całkowitą paniką.” Anckarman, młoda i wysportowana, złapała swoją młodszą siostrę i wbiegła na najbliższe wzgórze. Przeżyły, ale tego dnia prawie ćwierć miliona ludzi straciło życie w wyniku ataku tsunami.

Im szybciej skierujemy nasze umysły, serca i ciała do budowania społeczeństwa opartego na wzajemnej odpowiedzialności, integracji wszystkich części społeczeństwa i budowaniu poczucia wspólnoty, tym szybciej uwolnimy się od wirusa i jego okropnych następstw.

Trzęsienie ziemi, które spowodowało tsunami, było trzecim co do wielkości, jakie kiedykolwiek odnotowano, jego uderzenie miało najdłuższy czas trwania, jaki kiedykolwiek zaobserwowano – od ośmiu do dziesięciu minut. Jednak w zdecydowanej większości przybrzeżnych obszarów obejmujących epicentrum trzęsienia, nie zabrzmiał żaden alarm przed nadejściem fali.

Moim zdaniem naszym największym dzisiejszym problemem jest to, że bardzo przypominamy tych naiwnych plażowiczów. Uważamy, że to tylko większa fala; podczas cofania się zabierze ze sobą kilka krzeseł i to już koniec. Nie zdajemy sobie sprawy, że to początek serii fal, z których każda jest większa i bardziej niszczycielska niż jej poprzedniczka, i że kiedy to się skończy, nasz świat zmieni się na zawsze. COVID-19 to nie całe wydarzenie; to ta pierwsza „nietypowo duża i szybko poruszająca się fala”. Dlatego wielu ludzi jest zdezorientowanych, ale i rozbawionych, nie wiedząc, czy powinni traktować to poważnie, czy nie. Jednak wszyscy powinniśmy bardzo poważnie potraktować COVID-19.

Od dziesięcioleci pod powierzchnią tworzył się nowy świat, a my opieraliśmy się jego nadejściu. Próbowaliśmy wszystkiego, co w naszej mocy, aby za wszelką cenę utrzymać konsumpcjonizm i bezwzględną konkurencję, jedynie opóźniając to, co nieuniknione. Teraz w końcu ciśnienie tektoniczne wzrosło do tego stopnia, że warstwy zostały przesunięte w nowe miejsce, jednocześnie ciśnienie zostało natychmiast uwolnione i w rezultacie – mamy tsunami zmieniające życie na całym świecie. Nie powinniśmy się oszukiwać; fale, które nastąpią po COVID, będą większe i bardziej niszczycielskie. Unikniemy ich wpływu tylko wtedy, gdy teraz zaczniemy działać.

Zmiana, której potrzebujemy, to transformacja naszego stosunku do świata i społeczeństwa, do innych ludzi. To rewolucja w naszym postrzeganiu rzeczywistości, od patrzenia na świat oczami indywidualistów do widzenia zbiorowości. Nadal opieramy się zmianie. Nasze ego mówi nam, że to tylko fala; wkrótce wrócimy do celebrowania życia, niszczenia planety i wykorzystywania każdego, kogo się da, celowo lub nieumyślnie. Ale nasze ego wyprowadza nas w pole. Większość z tych, którzy pozostali na lądzie 26 grudnia 2004 r., nie przeżyła następnych fal. Tak samo nie przeżyją Ci, którzy dziś upierają się przy swoim i chowają głowy w piasek.

Im szybciej skierujemy nasze umysły, serca i ciała do budowania społeczeństwa opartego na wzajemnej odpowiedzialności, integracji wszystkich części społeczeństwa i budowaniu poczucia wspólnoty, tym szybciej uwolnimy się od wirusa i jego okropnych następstw.

W przeciwieństwie do wydarzeń z 2004 roku, mieliśmy wiele alarmów. Wiele osób ostrzegało, że nasz paradygmat jest nie do utrzymania. Sam piszę i mówię o tym, od co najmniej piętnastu lat, ale moje błagania zawsze spotykały się z protekcjonalną tolerancją, jeśli nie z rażącą pogardą.

Teraz minęła faza ogłaszania alarmu; jesteśmy w środku wydarzenia. Powinniśmy robić, co nam każą: zachować dystans społeczny, nosić maski i rozejrzeć się dookoła w celu rozpoznania obecnej sytuacji i naszego w niej położenia. Zawody z przeszłości zniknęły lub szybko umierają. Maszyny wykonają większość pracy fizycznej, a prace ludzkie będą coraz bardziej odnosić się do połączeń międzyludzkich. Będzie mnóstwo zawodów potrzebnych do zbudowania nowego społeczeństwa, opartego na trosce, solidarności, spójności społecznej – wszystkich tych wartościach, z których tak długo wyśmiewaliśmy się. Teraz są one niezbędne dla naszego istnienia. Bez nich nie będziemy w stanie nic zrobić, nawet utrzymać łańcuchów dostaw żywności, aby wyżywić siebie i nasze rodziny. W dzisiejszych czasach wzajemna odpowiedzialność nie jest tylko wspaniałomyślną ideą; jest tak samo potrzebna, jak pożywienie i woda, ponieważ bez niej nie będą zaspokojone żadne z tych elementarnych potrzeb.

Musimy zrozumieć, że teraz będziemy pływać razem, albo utoniemy samotnie.

Źródło: https://bit.ly/3g9yKLv


5 rzeczy, które musimy wiedzieć w czasach COVID-19

Pod zdjęciem: Kobieta przechadzająca się w masce obok pudeł ułożonych do przeprowadzki podczas Covid – 19, przed gmachem z piaskowca w Upper West Side, czekając, aż firma dokończy pakowanie rzeczy byłych najemców, którzy już przenieśli się poza stan, Nowy Jork, NY, 13 lipca 2020r.

Nikt tego nie rozumie. Nikt tak naprawdę nie wie, skąd się wziął, jak powstał, jaki jest jego cel, jak wpływa na nas, dlaczego wpływa na nas w taki sposób, ani jak się go pozbyć, jeśli w ogóle jest jakiś sposób. COVID-19 zapędził nas do narożnika, skazując na swoją łaskę i czekamy, aż uratuje nas dźwięk gongu.

Ostatecznym rezultatem bezprecedensowej pandemii koronawirusa będzie społeczeństwo, w którym ludzie bez wysiłku mają zaspokojone podstawowe potrzeby, przez cały dzień spędzają czas z innymi i żyją w zgodzie ze sobą i z naturą.

Tak naprawdę mamy większy problem niż tylko odpowiedzieć na powyższe pytania. Naszym problemem jest nasze podejście do wirusa, gdyż zmieniając nastawienie, zmienimy zagrożenie w błogosławieństwo. Poniżej znajduje się pięć rzeczy, które musimy wiedzieć, aby zmienić nasze nastawienie i zamienić zgubę w dobrodziejstwo.

1. Pierwszą rzeczą, którą musimy wiedzieć jest to, że wirus wpływa nie tylko na nasze ciała. Oprócz oczywistych fizycznych skutków, wpływa na nas emocjonalnie i psychicznie. Wirus zmienia naszą psychologię. Zmusił nas do wprowadzenia zakazu wychodzenia z domu i ponownego przeanalizowania wielu wartości, które uznawaliśmy za oczywiste. Pokazał nam, że nie ma konieczności kupowania lub szukania w każdej chwili okazji do zakupów. Otworzył nam oczy na ludzi wokół nas, naszych rodziców, dzieci, małżonków i przyjaciół. Pokazał nam, jak bardzo jesteśmy niecierpliwi, jak jesteśmy troskliwi lub nie, i jak troskliwi lub nie są nasi bliscy.

2. COVID-19 jest nauczycielem wzajemnej odpowiedzialności. Nawet nie czując się chorym, będąc młodym, silnym i zdrowym człowiekiem, mogę być nosicielem i przekazać wirusa moim już nie tak młodym, silnym i zdrowym rodzicom lub dziadkom. Dlatego muszę unikać przytulania ich i całowania, a także wysyłania do nich moich dzieci, gdy chcę wykonać jakąś pracę. I muszę to zrobić nie dlatego, że nie chcę złapać wirusa, ale żeby nie przekazać go im. Co więcej, władze mówią mi, że muszę zastosować tę zasadę, kiedy wychodzę na zewnątrz, aby nie przenosić wirusa na innych, zupełnie nieznajomych! Jest to zupełnie nowe podejście społeczne, ale niezbędne w dzisiejszych czasach, kiedy mamy do czynienia z bardzo zaraźliwymi wirusami.

3. Inną bardzo ważną rzeczą, którą należy wiedzieć jest to, że wirus restrukturyzuje gospodarkę. Czy nam się to podoba, czy nie, zabija konsumpcjonizm, pokonuje kapitalizm i wprowadza to, co felietonista NY Times Thomas Friedman nazwał miejscami pracy, które „tworzą większą wartość od serca i między sercami”. To nie jest komunizm ani socjalizm XX wieku. Nie jest to gospodarka, w której wszyscy są tacy sami. Wręcz przeciwnie, postrzega każdego, jako wyjątkowego i stara się czerpać korzyści z wyjątkowych umiejętności i możliwości każdego. W związku z tym wspiera rozwój talentów i talentów każdej osoby, które następnie z radością wykorzystujemy, aby ulepszyć społeczeństwo, jako całość, podczas gdy społeczeństwo uznaje wkład każdej osoby i pochwala każdą osobę za jej wysiłki na rzecz czynienia społeczeństwa lepszym miejscem do życia. W ten sposób społeczeństwo zarówno czerpie korzyści z wkładu ludzi, jak i ludzie szczęśliwie się w nim realizują, ponieważ daje im to siłę, spełnia ich marzenia i sprawia, że ​​czują się wartościowi i potrzebni, jako istoty ludzkie.

4. Koronawirus zmusi nas do radykalnych zmian na rynku pracy. Na poziomie materialnym społeczeństwo zatroszczy się o podstawowe rzeczy; nie będzie trzeba martwić się o jedzenie, wodę, schronienie, opiekę zdrowotną, edukację, a nawet rekreację. Będą ludzie, których wkład w społeczeństwo będzie polegał na produkcji i dostarczaniu wszystkim podstawowych artykułów. Reszta ludzi nie będzie siedzieć bezczynnie; jak to określił Friedman będą zajęci tworzeniem „wartości dodanej pracą płynącą z serca”, wzmacnianiem społecznej solidarności i spójności.

5. Ostatecznym rezultatem bezprecedensowej pandemii koronawirusa będzie społeczeństwo, w którym ludzie bez wysiłku mają zaspokojone podstawowe potrzeby, spędzają czas z innymi przez cały dzień i żyją w zgodzie ze sobą i z naturą. Ponieważ nadmierne zakupy nie będą już zadowalać ludzi, nie będą oni konsumować więcej niż potrzebują, i nie wyczerpią planety z jej zasobów. Natura się odrodzi, klimat wróci do równowagi, a ludzie poczują się zjednoczeni między sobą i z całą przyrodą.

Źródło: https://bit.ly/2EniFUx


Szczepionka na społeczną epidemię

Nic nie wywołuje większego niepokoju niż nieznane. Obecnie przeżywamy trudny czas zmierzając w nieznane. To nas przeraża. Zamieszanie, izolacja i poirytowanie, to niektóre z zagrożeń dla amerykańskiego stanu umysłu, ze względu na reperkusje COVID-19. Eksperci uważają, że sytuacja jest bliska epidemii społecznej. Jedynym sposobem na utrzymanie się na powierzchni tych burzliwych wód jest sieć wsparcia, czyli budowa systemu odpornościowego, chroniącego przed niepokojem, poprzez połączenie między ludźmi.

Z dala od praw natury i zdezintegrowani, jako społeczeństwo popadliśmy w wieczną niepewność.

W rzeczywistości jest tak wiele nieprzewidywalnych i niekontrolowanych elementów, które same zależą od niezliczonych ukrytych przyczyn, że straciliśmy zaufanie do wielu aspektów naszego społeczeństwa. To budzi obawy.

Pięćdziesiąt lat temu nie baliśmy się tak bardzo przyszłości. Myśleliśmy, że zrobimy postępy i sytuacja się poprawi. Teraz nie wiemy, co przyniesie jutro, i czy dla naszych dzieci sytuacja się poprawi. To już nie jest spekulacja; widzimy, że świat podupada. Już teraz mamy do czynienia z bardzo realnym lękiem przed zbliżającymi się trudnościami.

Człowiek w naturalny sposób chce poznać prognozy, co do przyszłości; w przeciwnym razie nie ma pewności, jak postępować w teraźniejszości. W przeszłości większość ludzi mogła spodziewać się, jaki będzie przebieg ich życia. Życie było proste, blisko ziemi, kierowane porami roku i w zgodzie z naturą.

Kiedy przeżywamy wewnątrz tę przesłankę i zaczynamy pracować nad naszymi połączeniami, wywołujemy ciepło i uczucie wspierające myśli i troskę o innych.

Z biegiem lat oddaliliśmy się od postrzegania natury, jako źródła życia, jako najwyższego systemu, w którym istniejemy. Zdystansowaliśmy się od siebie, gloryfikowaliśmy indywidualne osiągnięcia i zachęcaliśmy do bezdusznej rywalizacji między nami do tego stopnia, że ​​rosnący egoizm sprawiał, że czuliśmy, że inni i natura zostały stworzone tylko po to, by nam służyć.

Nie wiemy, co będzie dalej. Nie rozumiemy, co ma wpływ na nas, i jak prawidłowo reagować. Z dala od natury i zdezintegrowani, jako społeczeństwo popadliśmy w wieczną niepewność.

Powoli przyzwyczajamy się do wstrząsów, które wpływają na świat, wciąż zastanawiając się, jaka siła w rzeczywistości działa i sprowadza na nas wszystkie te wydarzenia. Jest w nas potrzeba elementu niepewności, po to abyśmy spróbowali znaleźć źródło wszystkiego, co nas otacza i uświadomić sobie, że to natura. To ta sama siła, która zmusza nas do upodobnienia się do niej, aby wieść życie we współzależności i synergii.

Poprzez olbrzymie cierpienia i kłopoty, stopniowo godzimy się ze znaczeniem budowania fortecy silnych i znaczących relacji międzyludzkich. Kiedy przeżywamy wewnątrz tę przesłankę i zaczynamy pracować nad naszymi połączeniami, wywołujemy ciepło i uczucie, wspierające myśli i troskę o innych. Działania te wzmocnią nasze zaufanie, co do przyszłości i bezpiecznie przeprowadzą nas przez obecny stan niepewności.

Przyszłe społeczeństwo musi być takie, w którym ludzie żyją po to, aby osiągnąć między sobą więź, ponieważ w połączeniu odkryją radość i pełnię.

Ludzie są istotami społecznymi. Jesteśmy tak uzależnieni od społeczeństwa, że ​​powinno ono być naszą bezpieczną przystanią, gdy odczuwamy niedostatek i strach. Musimy stworzyć środowisko, które daje poczucie pewności i wzajemnej gwarancji. To znaczy wszystko, czego potrzeba, aby wyleczyć epidemię społeczną.

Źródło: https://bit.ly/32RkEud


Epidemia kłamstwa

каббалист Михаэль Лайтман Dyrektor Generalny Światowej Organizacji Zdrowia oznajmił, że fałszywe wiadomości rozprzestrzeniają się szybciej i są bardziej zaraźliwe niż sam koronawirus. Musimy więc walczyć nie tylko przeciw epidemii, ale także i przeciwko infodemii.

Sekretarz Generalny ONZ powiedział, że infodemia jest naszym wspólnym wrogiem, i zaproponował z nią walkę wspólnymi siłami. Co sprawia, że człowiek podaje fałszywe i mylące informacje?

Chodzi o to, że wszyscy żyjemy w świecie kłamstw. Kłamstwa rozprzestrzeniają się po całym świecie i są przekazywane od jednego do drugiego, świadomie lub nieświadomie. Każdy odwraca informacje tak, jak jest jemu wygodnie, ukrywając to, co nie jest dla niego korzystne. I robią to wszyscy.

To jest jak dziecięca gra w zepsuty telefon: kiedy wiadomość jest przekazywana po łańcuchu, do dziesiątego człowieka nie dochodzi ani jedno słowo z tego, co powiedział pierwszy. Gdy dorastamy, kontynuujemy tę samą grę, tylko kłamstwo staje się znacznie poważniejsze.

Dlatego, nic więc dziwnego, że nasz świat jest pełen kłamstw i nie należy polegać na wiadomościach, które bronią albo prawych, albo lewych, oczerniając przeciwną stronę. Dzisiaj nie istnieją już niezależne media.

Koronawirus doprowadził do tego, że nikt nikomu nie wierzy z powodu fałszywych wiadomości rozprzestrzeniających się we wszystkich kierunkach. Problem polega na tym, że media nie są ukierunkowane na publiczność, ale są upolitycznione i toczą wojnę między prawicą i lewicą, między jednymi zainteresowanymi grupami a innymi. Dlatego zawsze mają pieniądze na taką wojnę, nie zależą już od tego, czy czytelnicy kupią gazetę.

Obecnie gazety nie zależą od kupujących, ale otrzymują finansowanie od elit finansowych i rządzących. Dlatego nie ma żadnego zaufania do informacji rozpowszechnianych w mediach.

Publikowane są jakieś niepotwierdzone przez medycynę wiadomości o lekach antywirusowych. Ale dlaczego ludzie wierzą w to kłamstwo i jakby potrzebują go? Jest taki żart, że jeśli teraz zaczęlibyśmy jeść tylko czystą, organiczną żywność, to zatrulibyśmy się, ponieważ odwykliśmy już od dobrych, naturalnych produktów, które były setki lat temu.

W tym żarcie jest duża doza prawdy i to samo odnosi się do środków masowej informacji. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do prawdy, a każde pokolenie otrzymuje to, na co zasługuje. My akceptujemy kłamstwo i rozkoszujemy się nim. Nie płacimy nawet za te fałszywe wiadomości, ale otrzymujemy je za darmo. Kłamstwa rodzą kłamstwa: pokolenie jest zepsute i odżywia się zepsutym jedzeniem.

W przeciwnym razie nie będziemy mieli co jeść. W sklepie kupujemy warzywa i mięso, zdając sobie sprawę z tego, że wewnątrz jest sama chemia i antybiotyki, ale nie mamy wyboru. Trzeba coś jeść. Żyjemy w syntetycznym świecie.

Nikt nie potrzebuje prawdy, przecież co z tego, jeśli człowiek dowie się o niej. Prawdy nie można nikomu przekazać, sprzedać, wykorzystać, jeśli wszystko wokół jest fałszywe. Prawda w naszym świecie jest, jak obca waluta, która nie jest akceptowana w tym kraju, w żadnym sklepie.

Jeśli w tym świecie totalnego kłamstwa mówię prawdę, to będę uznany za kłamcę. Tak się stało podczas Pierwszej Świątyni z Królem Salomonem, którego nikt nie chciał uznać za króla. Mówił mądre rzeczy, ale wszyscy wokół byli na tyle głupi, że nikt nie wierzył w jego słowa. Dopóki Król nie doszedł do Sanhedrynu, gdzie siedzieli wielcy mędrcy, i tam dopiero go zrozumieli i przyznali rację.

W całym kraju było jedno jedyne miejsce, gdzie zrozumieli, że jest to mędrzec i warto jest przysłuchiwać się jego słowom. Ale obecnie nie mamy nawet jednego takiego miejsca: ani w rządzie, ani w bankach, w żadnej organizacji czy partii – nigdzie. Wszyscy grają w jedną fałszywą grę.

A kabalista żyje wewnątrz swojego maleńkiego świata prawdy i wszyscy wokół uważają go za nierozsądnego, oderwanego od rzeczywistości i nie słuchają tego, co mówi. I to jest nawet dobrze, dlatego że w dawnych czasach palili proroków na stosie.

Jak więc można określić, czy wiadomości są prawdziwe, czy fałszywe? Ja np. śledzę wiadomości, ale tylko po to, by poczuć w nich tendencje rozwoju i jego szybkość. To znaczy nie biorę pod uwagę samych wiadomości, ale ich kierunek.

Ludzie są strasznie zdezorientowani wiadomościami, które rozpowszechniają media. W rzeczywistości nie są to środki komunikacji, ale środki separacji.

Jakiej korekty należy dokonać w społeczeństwie, aby wrócić do prawdziwych wiadomości? To wymaga wiele żmudnej pracy. Przecież jesteśmy przyzwyczajeni do jedzenia zepsutych produktów, nauczyliśmy się je trawić i przy tym czujemy się dobrze. Ciało jest przyzwyczajone do robienia poprawek, aby nawet zgniłe jedzenie było przez nas postrzegane, jako stosunkowo świeże. I jeśli weźmiemy naprawdę świeże produkty, to będziemy mieć niestrawność żołądka.

Dlatego potrzebna jest tutaj bardzo długa droga. I chodzi nie tylko o jedzenie dla brzucha, ale także dla umysłu, duszy i serca. Należy stopniowo wychodzić z tego kłamstwa za pomocą integralnej edukacji, o której mówią kabaliści. Powoli wyjaśnić wszystkim, że żyjemy w świecie kłamstw, z którego nadszedł czas, wydostać się, ponieważ tak dalej być nie może.

Koronawirus doprowadzi nas do poczucia punktu prawdy, do ostatecznego ujawnienia fałszu życia. Zobaczymy, że takie życie jest bez sensu i beznadziejne i dla nas, i dla naszych dzieci. Zbliżamy się już do tego uświadomienia. Jeśli będziemy postępować tak, jak do tej pory, to unicestwimy się.

I ten koniec jest już bliski, dlatego że ludzkość rozumie, że straciła swoją ścieżkę i kierunek, i nie ma żadnych środków na naprawę sytuacji, nie ma lekarstwa na wirusa. Najlepiej jak zdecydujemy, że nie mamy wyboru i jesteśmy zobowiązani do ujawnienia sensu i celu życia, prawidłowego sposobu istnienia. Wytyczymy drogę do znalezienia, gdzie znajduje się prawda w naszym życiu.

Człowiek – najbardziej inteligentne, rozwinięte, kompetentne stworzenie, a uczynił swoje życie takim, że całkowicie straciło wartość. Dlatego, że nie kieruje się rozumem, ale uczuciami i nie może rozumem przezwyciężyć swoich emocji. Dlatego uczucia grają z nim, ciągnąc go w różnych kierunkach, jak się to mówi : „Jedzmy i pijmy, przecież jutro i tak umrzemy”. Miejmy nadzieję, że to podejście zmieni się.

Z programu „Świat”, 26.05.2020


Praca serc – pracą przyszłości

Instytut ARI, którego jestem założycielem, opublikował już w 2012 roku książkę Korzyści wynikające z nowej gospodarki: Rozwiązanie światowego kryzysu gospodarczego poprzez wzajemną gwarancję. Książka nakreśliła futurystyczny rynek pracy, na którym niewielu ludzi pracuje i zaspokaja potrzeby reszty ludzkości, podczas gdy wszyscy inni zajmują się „pracą serc”, łącząc swoje serca i tworząc społeczne środowisko wzajemnej odpowiedzialności i opieki. Kilka lat później pomysł zaczął się realizować, gdy rządy zaczęły bawić się pojęciem Powszechnego Dochodu Podstawowego (Universal Basic Income) (UBI), który stanowi, że rządy gwarantują podstawowe środki utrzymania. Dziennikarz Thomas Friedman wyraźniej zrozumiał ten pomysł w 2017 roku, kiedy napisał, że w przyszłości ludzie będą musieli „tworzyć więcej wartości sercem i między sercami”. W wywiadzie dla British Council Friedman powiedział: „Kiedyś pracowaliśmy własnymi rękami. Maszyny to zastąpiły, ale zamiast tego zaczęliśmy pracować głowami, tworząc gospodarkę opartą na wiedzy. … Następnie myślę, że będziemy pracować więcej naszymi sercami.” Miał rację; maszyny zrobią resztę.

Korzyści społeczne z takiej pracy są oczywiste: solidarność, brak przestępczości i przemocy, zwiększona odporność psychiczna i emocjonalna oraz ogólne poczucie zadowolenia z życia. Ale jest jeszcze jedna ważna korzyść, którą ten zawód przyniesie: osobista realizacja aspiracji.

Przyszłość zerowego bezrobocia i absolutnej satysfakcji

Jeśli chodzi o pracę serc, nie ma czegoś takiego jak bezrobocie. Każdy może i musi wnieść swój wkład. Musimy zrozumieć, że świat przechodzi poważną zmianę. Ludzie rozwijają nowe i świeże podejście do rzeczywistości, nawet jeśli jeszcze tego nie wiedzą. „Zadania”, które będziemy wykonywać w wyłaniającej się rzeczywistości, będą wymagały pracy nad naszymi myślami o sobie nawzajem, naszymi powiązaniami społecznymi i naszymi pragnieniami, podczas gdy maszyny wykonają pracę fizyczną i „intelektualną”.

Miejsca pracy”, które będziemy mieć w przyszłości, będą wymagały użycia naszych wewnętrznych sił. Do dzisiaj używaliśmy tylko jednej naturalnej siły – siły egoistycznej, która dąży do czerpania korzyści dla siebie kosztem innych. Ale świat doszedł do punktu, w którym nie możemy dalej używać tylko tej siły, ponieważ wpycha ludzkie społeczeństwo i całą planetę w przepaść nieokiełznanego egoizmu.

W przeciwieństwie do ludzi, natura jest zrównoważona, działają w niej dwie siły – dodatnia – siła obdarzająca, równocześnie z ujemną – siłą przyjmującą. My również, jeśli chcemy przywrócić równowagę w naszym świecie musimy aktywować siłę pozytywną i ją wykorzystać. Tak jak nasza siła woli, nasze pasje i pragnienia popchnęły nas do wielkich osiągnięć dla nas samych, teraz popchną nas do osiągnięcia wielkich rzeczy w całej rzeczywistości, a zwłaszcza w społeczeństwie ludzkim. Nadal będziemy pracować z naszymi pragnieniami, z naszą siłą woli, ale to pragnienie będzie działało w przeciwnym kierunku niż ten, w którym działaliśmy do tej pory; będzie działać na rzecz jednoczenia ludzi poprzez więzi troski i uczucia ciepła i miłości, wszystko to ponad wszystkimi kontrastami w ludzkim społeczeństwie.

Nie to, że wcale nie korzystamy z pozytywnej siły. Owszem korzystamy, ale tylko na bardzo podstawowym, biologicznym poziomie, aby utrzymać nasze ciała w zdrowiu. Ale jeśli chodzi o nasze życie społeczne, zbytnio skłaniamy się do egocentryzmu, do tego stopnia, że ​​wytrąca to ludzkie społeczeństwo z równowagi i wywołuje starcia i konflikty, które dzisiaj obserwujemy.

Dlatego, teraz gdy coraz więcej osób ma nadmiar wolnego czasu, musimy rozpocząć przegląd społeczeństwa. Podstawowe środki utrzymania ludzi muszą być zapewnione poprzez świadczenia pieniężne lub w postaci bonów żywnościowych lub dostawę towarów dla wszystkich, podczas gdy czas ludzi wypełniony jest działaniami społecznymi, które kształtują w nich jakość obdarzania.

Nowa „praca” będzie wymagać udziału wszystkich. Ponieważ dotyczy to przekształcenia całego społeczeństwa, wszyscy wezmą udział w transformacji: mężczyźni, kobiety, osoby posiadające „zwykłe” prace i osoby bezrobotne.

Korzyści społeczne z takich miejsc pracy są oczywiste: solidarność, brak przestępczości i przemocy, zwiększona odporność psychiczna i emocjonalna oraz ogólne poczucie zadowolenia z życia. Ale jest jeszcze jedna ważna korzyść, którą ten zawód przyniesie: osobista realizacja aspiracji. Ponieważ ludzie wnoszą swoje umiejętności i energię, by przynosić korzyści społeczeństwu, społeczeństwo będzie żywo zainteresowane osobistą realizacją ludzkich marzeń. Jeśli na przykład ktoś marzy o byciu wielkim naukowcem, czy w interesie społeczeństwa nie leży pomoc w realizacji jego marzeń? A co z wielkim liderem, sportowcem lub innymi zawodami? Tak długo, jak ktoś wykorzystuje swoje talenty, by przynosić korzyści społeczeństwu, społeczeństwo będzie żywo zainteresowane realizacją tych ambicji. A najlepsze jest to, że gdy ktoś osiągnie swój cel, odkryje, że największą radością nie jest sam wyczyn, ale fakt, że osiągnięcie celu sprawia, że ​​inni są szczęśliwi. Będzie to najwyższe potwierdzenie, że życie jednostki ma godny cel i nic nie jest bardziej satysfakcjonujące niż świadomość, że wywarł na ludzkości trwałe, niezapomniane wrażenie.

Na drodze do budowania tego idealnego społeczeństwa pojawią się męki porodowe, ale cel jest już w zasięgu ręki. Im szybciej zaczniemy pracę nad jego budowaniem, tym szybciej stanie się to naszą rzeczywistością. Oczywista jest już konieczność opuszczenia egzystencji opartej na ego; teraz zależy od nas, ile czasu zajmie nam zbudowanie zrównoważonego świata na fundamentach wzajemnej troski i solidarności.

Źródło: https://bit.ly/3hf91kS


Most do przyszłości

Wyobraźcie sobie taką sytuację: most nad przepaścią nagle znika we mgle. Czy prowadzi na drugą stronę, czy urywa się? I właściwie, dokąd prowadzi?

Obecne czasy scharakteryzować można, jako okres ze stabilną przeszłością i niepewną przyszłością. Z tyłu jeszcze jest coś, na czym można się oprzeć, a z przodu – mgła. Jasne jest tylko to, że tam nie jest tak, jak tutaj.

Coś podobnego wydarzyło się w poprzednim przełomie epok, o czym Mark Twain powiedział kiedyś:

Matuzalem dożył do 969 lat, ale co z tego? Daremnie. Z takim samym sukcesem mógł przeżyć nawet tysiąc lat. Wy, chłopcy i dziewczęta zobaczycie więcej w trakcie pięćdziesięciu najbliższych lat niż Matuzalem w całym swoim życiu”.

Wtedy zmiana struktury społecznej i przemysłowej spowodowała poważne wstrząsy. Ale jeśli wtedy, mimo wszystkich „kosztów” etapu przejściowego, przyszłość mimo wszystko budziła nadzieję i wzywała do pójścia naprzód, to dzisiaj już nie wiemy, co jest lepsze: przywitać przyszłość czy odciągać jej nadejście.

Ponieważ przyszłość jest obarczona konsekwencjami. Ludzkość nigdy jeszcze nie stała przed tak szerokim spektrum decydujących, globalnych wyzwań.

Temu tematowi poświęcone są sympozja i konferencje naukowe, strony wiodących mediów, wielomilionowe uniwersyteckie badania. Przyszłość nie daje nam spokoju.

W rubryce BBC Future niedawno wymieniono dziesięć głównych problemów ludzkości występujących do 2050 roku. Chociaż ich punkt kulminacyjny dopiero nadejdzie, wszystkie aktualne są już dzisiaj.

Lista obejmuje: modyfikację genetyczną człowieka, znikanie miast i regionów w podnoszących się wodach oceanów świata, wyczerpywanie się zasobów naturalnych, starzenie się populacji, ewolucja sieci społecznościowych, w tym koniec prywatnego życia i fałszywe wiadomości (fake news), konflikty geopolityczne, bezpieczeństwo transportu, sztuczne rozszerzenie zdolności mózgu, jako zachętę do pogłębiania nierówności, rosnący wpływ sztucznej inteligencji i „na przekąskę” aspekty kolonizacji innych planet.

W rzeczywistości, to tylko część tego, z czym będziemy musieli sobie poradzić. Wiele pozostaje „za kulisami” – na przykład legalizacja narkotyków, rozpad instytucji rodziny, upadek państwa społecznego, terror…

Skala wyzwań jest imponująca, a jednak coś się nie zgadza. To nie one są prawdziwym problemem. Nie przez nie czujemy ucisk przyszłości w gardle i rozciągamy czas. Można spowolnić postęp, ale nie można go zatrzymać – to oczywiste. Obecne problemy przeznaczono właśnie do tego, by je rozwiązać.

Problem nie jest w nich, problem jest w nas.

Główne wyzwanie ludzkości

Współczesny rozwój „domyślnie“ skierowany jest na to, by zagonić nas w ślepy zaułek.

Po co są wszystkie nasze osiągnięcia? Genetyka, przemysł IT, samochody automatyczne, „kolorowe technologie”, sieci neuronowe, medycyna, przemysł spożywczy – wszystko podporządkowane jest czyjemuś zyskowi, czyjejś korzyści. Uszczęśliwić nas chcą słowami, wydaje się nawet, że szczerze. W rzeczywistości – jakby to powiedzieć – wszystko jest bardziej skomplikowane. We wszystkich sferach, bez wyjątku. Nie dopowiadają nam czegoś, gdzieś więcej jest szkody niż pożytku, w czymś nas po prostu wykorzystują…

Mówiąc o problemach świata, w rzeczywistości rozwiązujemy problemy portfeli, statusów, ambicji, władzy – i w rezultacie pętla tylko się zacieśnia. Pętla na naszej szyi.

Tak, jesteśmy w stanie opanować pustynie, zaludniać planety, przedłużać życie. Możemy budować, niszczyć, zachwycać się wszystkim, ale natura ludzka nie pozwoli nam rozwijać się czyimś kosztem bez wzajemnych szkód, na podstawie wspólnych interesów. Po prostu nie pozwoli na to, dopóki się jej nie podporządkujemy.

Prawie wszystkie nasze wynalazki w pierwszej kolejności używamy na potrzeby wojenne, a następnie – na potrzeby władzy i kapitału. Prawie wszystko, co mamy dobrego, potrafimy wykorzystać na szkodę innych.

Dlatego głównym problemem, przed jakim stanie ludzkość w przyszłości, przed którym stoi i dzisiaj, jest nasz szybko rosnący egoizm. Z jego powodu są wszystkie nasze lęki, waśnie, wojny, łzy matek, głód, niewola, mrok depresji, zapomnienie w narkotykach, samobójstwa.

Przez niego szukamy „szczęścia” w konsumpcjonizmie i zamknięci jesteśmy w swoich osobistych „kontach”, poprzez które komunikujemy się, dzwonimy, ale prawie nigdy nie wychodzimy na zewnątrz.

Nie potrzebujemy siebie nawzajem, a czasem nawet nie potrzebujemy siebie. Żyjemy w zawężających się stale światach, wśród garstki bliskich i oceanu obcych. Na Zachodzie duża rodzina – to nonsens. Brak rodziny – to nowy standard. Sąsiedzi z bloku, na ulicy, w mieście z reguły są równie dalecy. Czy istnieją wspólne zainteresowania, oprócz przetrwania? Proszę wymienić chociażby jedno.

Może przesadzam, ale przy takich tendencjach, do 2050 roku będziemy biegać do piekarni z karabinem maszynowym wierząc, że jest to w porządku.

Oto, do czego prowadzi nieokiełznany egoizm. To właśnie on uniemożliwia nam bycie naprawdę szczęśliwymi. I pod jego „czujnym przewodnictwem” przygotowywany jest dla nas Armagedon.

Nawiasem mówiąc, „Armagedon” w rzeczywistości – to góra (har) Megiddo w dolinie Jezreel, słynny symbol biblijny katastrofalnej wrogości. Od czasów egipskich faraonów wydarzyło się tam wiele krwawych bitew.

A oto, co jest interesujące: w rzeczywistości nie jest to żadna góra, tylko wzgórze o wysokości 60 metrów. Nasz egoizm wydaje się nie do pokonania – dopóki nie zdecydujemy się go odeprzeć.

Bez skrajności

Można jeździć tyle, ile się chce samochodami bez kierowców. Ale kierownicy własnego rozwoju nie należy puszczać.

Można przerobić Marsa według własnych potrzeb, ale to, co jest między nami, jest niezmiernie ważne. Po co nam te martwe ciała niebieskie, skoro jeszcze nie nauczyliśmy się żyć w domu, na Ziemi?

Można opóźnić śmierć o sto lub dwieście lat… Ale nie chodzi o to ile lat przeżyjemy, ale jak! Mimo wszystko przed śmiercią nie możesz uciec. Oddalając ją – to po prostu głupie zajęcie ludzkości!

Musimy stworzyć dobre wspólne życie, poprawić relacje międzyludzkie. W nich znajdziemy całe światy, w nich otworzy się wieczność, nieograniczone możliwości dla rozwoju, pracy, wypoczynku, interakcji. W nich jest klucz do szczęścia i rozkwitu. Wszystko dobre zaczyna się od właściwych wzajemnych relacji między ludźmi. One są dla nas – mostem nad przepaścią.

Budowanie tego połączenia jest szczególną nauką. Teraz jest mało pięknych słów i dobrych intencji. Egoistyczne społeczeństwo nie zmieni się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Człowieka w człowieku należy stworzyć, pielęgnować, wychować. Potrzebna jest urodzajna gleba dla nasionom dobrej przyszłości – środowisko, w którym one będą kiełkować.

I dopiero wtedy będziemy mogli rozwiązać nasze problemy, ponieważ utworzymy silne, solidarne społeczeństwo ze wspólnymi zadaniami i zainteresowaniami, z właściwą kolejnością priorytetów.

W takim społeczeństwie zasoby i osiągnięcia nauki będą służyć nie zyskowi, nie oddzielnej garstce, kaście, elicie, a naprawdę wszystkim. W takim społeczeństwie, każdy poczuje, że jest ważny, wyjątkowy, użyteczny, kochający i kochany.

Może to zabrzmi jak utopia, ale pamiętajmy: ta góra wcale nie jest taka wysoka, jak się nam wydaje. Musimy po prostu razem zabrać się do pracy. To jest w naszej mocy. Mamy do tego wszystko, co jest nam potrzebne. I jeśli tylko zechcemy, poradzimy sobie znacznie wcześniej niż do 2050 roku.


Czas na siłę drzemiącą w kobietach

Rzeczywistość składa się z dwóch sił, żeńskiej i męskiej. Zrównoważona komplementarna interakcja między nimi stworzyła wszystko, co widzimy wokół nas, cały wszechświat. Jedynie wśród ludzi nie obserwujemy tego zjawiska. U nas męska siła dominowała od tysiącleci, a słabe tego wyniki są ewidentne. Kobieca siła – ta, która tworzy życie i je pielęgnuje, jeszcze kilka dekad temu wcale nie była uwydatniona w społeczeństwie.

Ale rzeczy się zmieniają. W ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat kobiety przeszły z praktycznie żadnego wpływu na społeczeństwo, na szefów państw, szefów najważniejszych instytucji monetarnych, takich jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych oraz objęły inne znaczące pozycje.

To nie przypadek.

Podobnie jak w naturze, męskie i żeńskie siły są równie silne, ale wyraźnie odmienne, i każda z nich wnosi swój własny istotny dodatek do całości, społeczeństwo ludzkie musi teraz nauczyć się, jak włączać kobiety w społeczeństwo w pozytywny i konstruktywny sposób.

W tej chwili wiele kobiet, które osiągnęły stanowiska kierownicze, najczęściej uczyniły to, przyjmując męskie postawy. Nie odzwierciedla to jednak ich potencjału, ponieważ potrzebujemy właśnie pielęgnującej i opiekuńczej kobiecej jakości.

Społeczeństwo wciąż się uczy; musimy jeszcze odkryć, co to znaczy dodać kobiecy element do życia publicznego. To powiedziawszy, mamy już przykład: nasze własne rodziny. W rodzinie, mężczyzna tradycyjnie uważany jest za głowę rodziny, ale każdy mężczyzna, który kiedykolwiek był żonaty, przyzna się, że prawdziwym szefem w rodzinie jest kobieta. Ponieważ kobieta ma naturalną zdolność postrzegania całej rodziny, jako jednej jednostki, a ponieważ może wykonywać wiele zadań znacznie lepiej niż jakikolwiek mężczyzna, może prawidłowo ustalać priorytety, co jest do zrobienia i kiedy.

Sytuacja jest dziś znacznie lepsza niż kilka dziesięcioleci temu, ale wciąż jest wiele do zrobienia.

Podobnie jak w gospodarstwie domowym, tak w biznesie i w życiu publicznym, nieodłączne zdolności kobiet powinny otrzymać należne im uznanie. Sytuacja jest dziś znacznie lepsza niż kilka dziesięcioleci temu, ale wciąż jest wiele do zrobienia. Nadal musimy nauczyć się, jak zapewnić kobietom należne im miejsce w przywództwie, nie zmuszając ich do zachowywania się jak mężczyźni – gdyż właśnie wtedy tracą jakość, którą tylko one mogą wnieść – i bez zastraszania mężczyzn obecnością kobiet na stanowiskach kierowniczych, ponieważ męska jakość jest taka jak powinna być, i tylko gdy obie harmonijnie ze sobą współpracują, możliwe jest osiągnięcie dobrobytu.

Rzeczywiście, świat zmierza w stronę epoki, w której coraz więcej kobiet odgrywa wiodące role, a ludzkość może dzięki temu zyskać. Jednak, jak we wszystkim, musimy odpowiednio przejść ten proces i przekonać się, że dokładamy cechy kobiece, a nie odrzucamy męskie, aby razem zbudować dla ludzkości świat podobny do rodzinnego i na całe życie.

Źródło: https://bit.ly/3jkxPtE


Moje myśli na Twitterze, 16.04.20

Celem koronawirusa jest zmiana ludzkiej natury. Człowiek jest jedynym elementem natury, który przynosi jej szkody. Posiada wolną wolę, i musi wziąć w swoje ręce prawidłową kontrolę nad samym sobą. Dopóki tego nie zrobi, wirus nie zniknie.

Co należy zrobić, aby wirus zniknął? Natura jest integralnym systemem, w którym wszystkie części są ze soba połączone i wspierają się nawzajem. Ludzkość musi stać się częścią tego systemu, który wspiera, łączy, równoważy, przyczynia się do większej integracji wszystkich elementów natury.

Dysponujemy ogromnymi siłami i musimy uważnie odnosić się do natury, jak do doskonałego integralnego systemu. Jeśli zrobimy to świadomie, to będziemy żyć szczęśliwie. A jeśli nie, to pojawią się nowe wirusy, dopóki nie zmażą nas z powierzchni ziemi… Teraz jest czas i miejsce wyboru.

Pandemia koronawirusa jest radykalną zmianą całej ziemskiej cywilizacji, początkiem zmiany egoistycznego ustroju ludzkości na świat integralnej interakcji wszystkich mieszkańców planety. Teraz będziemy świadkami stopniowego upadku międzynarodowego handlu i systemów biznesowych.

@Michael_Laitman


Dlaczego wszyscy nienawidzą?

Gdziekolwiek dziś się nie spojrzy, wygląda na to, że nienawiść zawładnęła światem. To nie jest tak, jakby wcześniej nie było nienawiści, ale w ostatnich miesiącach wydaje się, że nie ma od niej ucieczki.

Z jednej strony nienawiść została uznana za najbardziej elementarną cechę człowieka, jeśli można tak powiedzieć. Nawet Biblia pisze: „Skłonność serca człowieka jest zła od jego młodości” (Rdz 8,21), więc teoretycznie nie możemy oczekiwać od ludzi czegoś więcej. Z drugiej strony sądząc po niedawnej eskalacji przemocy spowodowanej rasizmem (i protestach przeciwko niemu), wygląda na to, że nienawiść stawia Amerykę na krawędzi przepaści.

Dlatego rozwijanie miłości nie jest reliktem z lat 60. XX wieku; jest to jedyny sposób, w jaki możemy naprawdę zrozumieć świat, w którym żyjemy, ponieważ jest to jedyna strefa nie objęta równowagą przyrody i jedyne dzieło, którego natura sama nie dopełni, nam pozostawiła to zadanie.

Nienawiść jest unikalną cechą człowieka. Żadne zwierzę nie nienawidzi innego zwierzęcia, nawet gdy się nim żywi lub, gdy pada jego ofiarą. Na pewno istnieje strach, ale nie ma nienawiści. Ludzie są inni: ich nienawiść przejawia się w zachwycie nad czyimś bólem lub upokorzeniem.

Ale jest dobry powód, dla którego człowiek posiada tak nikczemny element w swojej naturze: jest jedynym gatunkiem, stworzonym z potencjałem osiągnięcia powstania i celu stworzenia. W stworzeniu wszystko istnieje poprzez dynamiczną równowagę, tzw. homeostazę, pomiędzy przeciwieństwami. Przeciwieństwa są niezbędne dla naszej percepcji. Nie możemy wykryć światła bez ciemności, ciepła bez zimna, nasycenia bez głodu, szczęścia bez smutku i dobra bez zła.

Na wszystkich poziomach natury równowaga zachodzi w sposób naturalny. U ludzi, równowaga jest utrzymywana w sposób naturalny tylko na poziomie biologicznym. Na poziomie ludzkim, społecznym, nic nie jest utrzymywane w sposób naturalny. Jeśli spojrzysz na życie społeczne zwierząt, przekonasz się, że są one doskonałe dla swojego gatunku: stabilne i prawie całkowicie niezmienne. Nie ma zasadniczej różnicy, na przykład, między sposobem, w jaki zachowywały się psy dwa wieki temu, a tym, jak zachowują się dzisiaj. Ale porównajmy ludzi sprzed dwóch stuleci z ludźmi dzisiaj, a prawie nie znajdziemy niczego, co pozostało takie samo.

Różnica między zwierzętami a ludźmi polega na tym, że natura rządzi życiem społecznym zwierząt, dyktuje im, jak mają się zachowywać. Są one posłuszne swoim naturalnym instynktom i wszystko przebiega gładko. Natomiast ludzie, nie mają wewnętrznego kompasu. Musimy nauczyć się wszystkiego, szczególnie jeśli chodzi o społeczeństwo. W momencie narodzin natura obdarza nas jedynie zwierzęcym pragnieniem przetrwania, które w miarę rozwoju przekształca się w pragnienie czerpania przyjemności z bólu i upokorzenia innych ludzi.

Ale jest ku temu powód: jeśli rozwiniemy w sobie cechę pozytywną, przeciwną do posiadanej cechy negatywnej, odkryjemy jak działa cała natura, ponieważ cała natura działa również poprzez równoważenie przeciwieństw. Jest to wielki dar, który natura dała tylko człowiekowi: zdolność do budowania równowagi, która zadziała w całej naszej rzeczywistości. Dlatego właśnie natura dała nam połowę – część negatywną – i zostawiła nam możliwość zbudowania części pozytywnej. Gdybyśmy dostali od natury obydwie części od początku, żylibyśmy instynktownie jak wszystkie inne zwierzęta.

Dlatego rozwijanie miłości nie jest reliktem z lat 60. XX wieku; jest to jedyny sposób, w jaki możemy naprawdę zrozumieć świat, w którym żyjemy, ponieważ jest to jedyna strefa nie objęta równowagą przyrody i jedyne dzieło, którego natura sama nie dopełni, nam pozostawiła to zadanie. Kiedy to zrobimy, zrozumiemy naturę i będziemy wiedzieć, jak kierować naszym życiem w sposób spójny i pokojowy.

Spójrzmy na sfery w których nie potrafimy zachowywać się instynktownie: rodzicielstwo, relacje, relacje społeczne z rówieśnikami w szkole, w pracy, czy w towarzystwie obcych. We wszystkich obszarach obcowania potrzebujemy kodeksów, aby zrekompensować brak miłości między nami. A ponieważ nasza nienawiść do siebie nawzajem stale rośnie, musimy stale „aktualizować” nasze zasady i przepisy, które nadal nie są w stanie naprawdę zrekompensować braku miłości. Gdyby tak było, nie bylibyśmy świadkami tak oszałamiającej eskalacji wskaźników depresji, narkomanii, samobójstw i przemocy.

Gdybyśmy kochali się nawzajem w społeczeństwie, nie potrzebowalibyśmy kodeksów moralnych ani nawet zasad czy policji. Co więcej, stworzylibyśmy przeciwieństwo nienawiści, równowagę, która rządzi całą przyrodą z wyjątkiem ludzkości. Nie tylko moglibyśmy z powodzeniem nawigować naszym życiem, ale naprawdę moglibyśmy zrozumieć powstanie i cel stworzenia.

Źródło: https://bit.ly/2BAQNv6


Wyjście z kwarantanny, cz. 2

каббалист Михаэль ЛайтманObecnie zaczynamy powracać z kwarantanny do normalnego życia: otwiera się więcej sklepów, usług i firm. I pojawia się uczucie, że opuściła się na nas ciemna chmura pod nazwą „koronawirus”, a następnie zniknęła, jakby nic się nie wydarzyło. 

Ale w rzeczywistości jest to fałszywe wrażenie, ponieważ już nigdy nie powróci poprzednie życie. Teraz wyjaśnimy i zrozumiemy, że powrotu być nie może, jak „niemożliwe jest dwukrotne wejście do tej samej rzeki”. 

Dlatego nie będziemy mogli powrócić do życia zbudowanego na konkurencji i niekończącym się wzroście konsumpcji. Przeciwnie, jeśli nawet nie uświadamiamy sobie i nie czujemy tego, działamy wewnątrz systemów natury. A dzisiejsze systemy natury różnią się od tych, które były do koronawirusa. One nie pozwolą nam używać naszego złego egoizmu w tej samej formie, jak to było, ze szkodą dla siebie.

Wirus ujawnił, że wszyscy jesteśmy połączeni i wzajemnie od siebie zależni. Epidemia rozprzestrzeniła się na całej kuli ziemskiej i dotknęła wszystkich. Nasze biologiczne ciała połączone są w jeden system, który działa ponad tymi ciałami, łącząc je między sobą. I dlatego choroba, która pojawiła się w jednym miejscu, nagle wybucha w innym miejscu, w trzecim.

Wirus infekuje takie wioski, które w ogóle nie miały kontaktu z cywilizacją. Skąd on mógł się pojawić? Tutaj działa system natury, który osiągając pewien określony stan, wypuszcza z siebie na świat ten problem pod nazwą „koronawirus”.

Dlatego nie możemy powrócić do poprzedniego stanu, nawet gdybyśmy chcieli. Niemożliwy jest powrót, coś takiego nie wydarzyło się nigdy w historii! Nie można się cofnąć w relacjach między ludźmi – jedynie iść naprzód: albo do nowego życia, albo do nowej śmierci.

Wspólne nieszczęście zmieniło społeczeństwo na lepsze, zobowiązując nas do solidarności i wzajemnego poręczenia. Widzieliśmy, jak młodzi pomagali osobom starszym, znajdującym się w grupie ryzyka.

Teraz, po powrocie do normalnego życia, wszystkie te pozytywne zmiany i wzajemne uczestnictwo wśród ludzi jest zagrożone zniknięciem, jeżeli nie przysłuchamy się temu, co natura chce nam powiedzieć, nie zrozumiemy, że wszyscy jesteśmy połączeni i wzajemnie determinujemy sobie przyszłość.

Cała kula ziemska i cały wszechświat w ogóle, to jeden integralny system i stan każdego jego poziomu: nieożywionego, roślinnego, zwierzęcego i ludzkiego, zależy od wszystkich pozostałych.

Za nami długa historia rozwoju egoizmu, który doprowadził nas do uświadomienia sobie zła. W rzeczywistości już uświadomiliśmy sobie to zło, ponieważ nikt nie jest zadowolony ze swojego życia: ani bogaci, ani biedni, ani mądrzy, ani głupi, ani silni, ani słabi, ani młodzi, ani starzy.

Jak powiedziane jest: „Nie z własnej wolnej woli rodzisz się, nie z własnej woli żyjesz, nie z własnej woli umierasz”. Dlatego musimy dokonać totalnej rewizji naszego życia i w tym nam bardzo pomógł koronawirus, pokazując, że znajdujemy się na tej Ziemi, jako jedna ludzka populacja i musimy wziąć pod uwagę naszą zależność od siebie nawzajem.

Konieczne jest zbudowanie społeczeństwa, które nie będzie oparte na konkurencji, na którą tracimy całą naszą siłę, wyrządzając tym sobie tylko szkodę. Nie mogę wiązać mojej dobrej przyszłości z tym, by komuś pogorszyć sytuację. Czas przejść do nowego stanu. Jako ludzie zobowiązani jesteśmy przeciwstawiać się swojej złej naturze i zbudować nad nią inny, lepszy poziom.

Dlatego oczywiste jest, że powrotu do starego być nie może. Do czego mamy powracać? Czy żyliśmy radośnie i szczęśliwie. Byliśmy spokojni o przyszłość naszych dzieci, rodząc je, by żyły w świecie wzajemnej konkurencji i niebezpieczeństw, które czekają na każdym kroku, w świecie kłamstw i nienawiści?

Wyobraźmy sobie teraz, pofantazujemy sobie, do jakiej rzeczywistości chcielibyśmy dojść, a nie powrócić. Jakie powinno być dobre życie? Czy jesteśmy w stanie tak się zmienić?

Jedno jest jasne, że nie można wrócić do przeszłości: nie mamy na to ani siły, ani pieniędzy – żadnych podstaw. Próbując to zrobić, będziemy tylko marnować siły i nerwy na próżno, wciągając się w konflikty, doprowadzające do trzeciej wojny światowej.

Nie mamy innego wyjścia; jeśli znajdujemy się wewnątrz integralnej natury, musimy również zorganizować się, jak integralne społeczeństwo. Nieożywiony, roślinny i zwierzęcy stopień istnieją w jednej zamkniętej symbiozie. A człowiek przełamuje te granice natury, wchodząc ze zwierzęcego stopnia na ludzki i tam szkodzi swoim egoizmem, niszcząc wszystko, przechodząc od wojny do wojny, od konfliktu do konfliktu.

Teraz znajdujemy się w bardzo ważnym, doniosłym punkcie, gdzie musimy przestać rozwijać się egoistycznie i zacząć uczyć się przyjmując do realizacji system praw natury. Społeczeństwo ludzkie musi być okrągłe, jak integralna część integralnej natury i zrobić krok w kierunku zjednoczenia.

Wykorzystywaliśmy naturę, niby na naszą korzyść, ale było to korzystne tylko dla naszego egoizmu. Spójrzcie, co zrobiliśmy z tym światem, jaki jest brudny i zrujnowany. Tak dalej żyć nie jest możliwe, nie mamy innej planety do życia oprócz tej.

I teraz, po dwóch miesiącach zatrzymania produkcji widzimy, jak natura natychmiast zaczyna odradzać się: powietrze, atmosfera jest oczyszczana, ozon jest przywracany, słychać radosne śpiewy ptaków, zwierzęta leśne spacerują po ulicach miast.

Będą próbowali zawrócić nas do przeszłości, aby ponownie zrobić z nas niewolników w systemie stworzonym przez nas samych, ale to nie zadziała. W naturze istnieje własny motor rozwoju, który będzie popychał nas do przodu i nie pozwoli nam się cofnąć.

Jeśli spróbujemy powrócić do starego porządku, to zapłacimy bardzo drogą cenę, przeżyjemy wiele cierpień i nieszczęść, aż do trzeciej wojny światowej. Nie ma powrotu, nie da się dwukrotnie wejść do tej samej rzeki. Musimy poruszać się naprzód, do obrazu integralnego człowieka, dla każdego oddzielnie i nas wszystkich, jako całości – jako jednego stworzenia.

Z ”Rozmowy na temat nowego życia”, 05.05.2020