Wpisy w kategorii 'Milosc'

Na miłość pozostało 30 minut dziennie

Artykuł: „Zakochane pary spędzają razem nie więcej niż pół godziny dziennie. Resztę czasu zabiera praca, różne zainteresowania i reszta dziennych zajęć współczesnego człowieka.

Brytyjski portal Eatwelshlamb.co.uk przeprowadził sondaż opinii, której rezultat pokazuje: 35% odpowiadających poświęca dla swojej drugiej połowy mniej niż pół godziny dziennie.

Psycholodzy oskarżają we wszystkim styl życia współczesnego człowieka, który cały czas gdzieś się spieszy i stara się zrobić jednocześnie parę rzeczy.

Bez wątpliwości, że praca zajmuje większość czasu, nie tylko panny i kawalerowie cierpią z tego powodu, ale też pary zamężne”

Mój komentarz: Natura zmusi nas do wprowadzenia porządku w naszym życiu. Poprzez kary poznamy, że nie ma innej drogi prócz równowagi z naturą. Poprzez cierpienia zrozumiemy, że pozostało nam jedynie wykonywać prawa natury i nie wymyślać własnych zasada. Szkoda tylko, że ludzkość uczy się drogą długą i gorzką…

Tam, gdzie pragnie serce …

Pytanie: W jaki sposób powinniśmy prosić światło, aby nas zmieniło, jeśli go nie postrzegamy?

Moja odpowiedź: To prawda, najpierw musi być obecne pragnienie i dopiero wtedy można zwrócić się do światła. Jeśli napiszę sobie na kartce: “Muszę prosić światło” i przeczytam to sto razy, nic się nie stanie. Wtedy będzie to tylko nawyk i będę powtarzał te słowa automatycznie i nic więcej.

Jednak została nam dana możliwość zmiany pragnienia z pomocą środowiska. Ponieważ nie istniejemy w samotności, ale wśród innych ludzi. Jeśli ich słucham i patrzę na nich przez pryzmat zazdrości, pożądania i pragnienia zaszczytów - wszystkich tych właściwości, które zawarte są w moim pragnieniu rozkoszowania się – wówczas chciałbym otrzymać wszystkie dobra, które oni mają i wznieść się wyżej od nich.

Jeśli dążą oni by być złodziejami, wtenczas też chcę być złodziejem, najważniejszym, najsilniejszym i najbardziej odnoszącym sukces, ponieważ oni to doceniają. Jeśli moje środowisko przywiązuje wielka wagę do osiągnięcia właściwości obdarowywania, to oczywiście będę chciał mieć w tym więcej sukcesów niż wszyscy inni, bo stanie się to dla mnie ważne. [Czytaj więcej →]

Przewodnik do Księgi Zohar. Z ciemności do Światła

Fragmenty z mojej przyszłej książki “Przewodnik do Księgi Zohar”

Ciemność, która odczuwana jest w pragnieniu rozkoszowania, może zostać przekształcona w Światło, jeśli zmienię ukierunkowanie pragnienia z „otrzymywania dla mnie” w “obdarowywanie dla bliźniego”, tzn., jeśli wykorzystam moje „pragnienie rozkoszowania”, aby dawać bliźniemu i rozkoszować się, dając jemu.

Wówczas nie będę już więcej ograniczony w moich działaniach, ponieważ dawać można absolutnie nieograniczenie.

Jeśli rozkoszuję się dawaniem jak Stwórca, upodabniam się do Niego i odczuwam życie wypełnione miłością i emanacją, jako wieczne i doskonałe.

Czego brakuje mi, aby zrealizować to nowe wypełnienie? - Muszę tylko osiągnąć miłość do bliźniego i znaleźć napełnienie, za pomocą którego będę mógł go napełnić.

Miłość do bliźniego mogę otrzymać od Stwórcy z pomocą Światła, które prowadzi z powrotem do źródła. Światło obfitości, aby napełnić bliźniego, mogę również otrzymać od Stwórcy.

Wtedy stanę się partnerem Stwórcy we wszystkim stworzonym - będę dokładnie taki jak On.

Jest to proces naprawy intencji, która posługuje się pragnieniem rozkoszowania się.

Smak przyjemności

Wszystko, czego potrzebujemy to rozwój pragnienia. Pamiętam, że kiedy miałem własną klinikę, jedna z pracownic zwykle przynosiła ze sobą jemeńskie jedzenie. Na początku nie mogłem do tego jedzenia podejść, bo po prostu nie wiedziałem co to jest. Tak rożne to było od czegokolwiek, co wcześniej próbowałem. Ale z czasem, zacząłem zapoznawać się z tym jedzeniem, próbować je, aż powoli rozwinąłem apetyt na nie.

To tak jak z nowonarodzonym dzieckiem, które przychodzi na świat nie znając jeszcze żadnych smaków. Następnie, w zależności od zwyczajów i upodobań jego otoczenia, przyzwyczajania się do jedzenia, nabywa na nie ochoty. Bez smaku, bez pragnienia skosztowania konkretnej potrawy, nie moglibyśmy rozkoszować się nią.

Oczywiście, możliwe jest jedzenie po to tylko, aby nie umrzeć z głodu, ale to nie to samo, co przyjemność. Możesz odbierać przyjemności tego świata na poziomie podstawowych potrzeb, ale wszystko ponad to jest dopuszczalne tylko, jeśli pragniesz cieszyć się tym - i ta radość musi pochodzić z obdarzania.

Pytanie: Baal ha-Sulam pisze, że to wymaga tylko zmiany psychologicznej. Co to znaczy?

Moja odpowiedź: Nie rozumiemy, jak możliwe jest radowanie się z kochania i napełniania kogoś, kogo kochasz. Ktoś, kogo kochasz, to nie jest tylko moje dziecko, opiekowanie się którym w naturalny sposób dostarcza ci przyjemności.

Mówimy raczej o kimś, kto jest zupełnie obcy, daleki, przeciwny i nawet nienawidzący mnie. To jest jak z potrawą z innego kraju, która przyprawia mnie o mdłości. Celowo więc zaczynam rozwijać w sobie ochotę na nią, szukając formy podejścia , bliskości i zrozumienia. Stopniowo odpowiednie pragnienia rodzą się we mnie i następnie nagle czuję, że kocham tę osobę.
Nasuwa się pytanie: Czy jeśli kocham tę osobę, to wtedy moje obdarowywanie jej nie będzie egoistyczne? W końcu będę czerpać z tego przyjemność.

To prawda, ale moja miłość nie unieważnia nienawiści, którą wcześniej czułem. Ta nienawiść pozostaje ze mną ciągle, a nawet narasta, tak jak to miało miejsce ze studentami Rabiego Szymona , który napisał w Księdze Zohar, że na początku nienawidzili się wzajemnie, ale później osiągnęli miłość.

Nieustannie posuwamy się do przodu pomiędzy dwoma liniami, wznosząc miłość ponad nienawiść, tak jak jest napisane „Miłość pokryje wszystkie grzechy”. Dokładnie nienawiść i miłość tworzą smak, sok, moc przyjemności.

Są jak dwa królestwa. Jeżeli anulujesz nienawiść, to zostanie ci tylko niewielki, materialny smaczek z całej potęgi przyjemności, ale jeśli wzniesiesz się ponad nienawiść przykrywając ją ekranem miłości raz za razem, wtedy pozostaniesz z wielkim naczyniem, które ma w sobie ogrom przyjemności, rozkoszy.

Z drugiej części Codziennej Lekcji Kabały z 23.05.2011 ”Przedmowa do mądrości Kabały”

Żadnych ciosów więcej

Otrzymałem pytanie: Jesteśmy stworzeni po to, by otrzymywać dobro i radość. Dlaczego zatem powinniśmy odczuwać cierpienie innych? Gdy odczuję cierpienie całej ludzkości, to otrzymam cios.

Moja odpowiedź: Myślisz, że matka nie chciałaby wiedzieć jaki ból odczuwa jej dziecko, by dokładnie wiedzieć i nauczyć się, co z nim się dzieje , a także czego mu brakuje?

Miłość pozwala jej na odczucie tego, czego jej dziecku brakuje. I ostatecznie każdy brak jest bólem. Mogę odczuwać ból z tego powodu, że nie odczuwam życia lub też dlatego, iż brakuje mi paru słodkości. Gdy kochasz, to chcesz w taki lub inny sposób wiedzieć, co temu kogo kochasz brakuje i móc jej czy jemu dać to i rozkoszować się, że to czynisz.

Oczywiście nie mówimy tu o katastrofach, o współprzeżywaniu za co z pewnością otrzymamy cios. Wyobraź sobie coś takiego: tysiące twoich potomków nie żyje, a setki tysięcy są w niebezpieczeństwie.

Nie byłbyś w stanie tego znieść. Dlatego taki rodzaj odczuwania objawia się nam stopniowo. Pomimo iż jest teraz niemożliwe by to wytłumaczyć i jeśli byś ich teraz rzeczywiście kochał, to tak naprawdę byłbyś w stanie widzieć, że im wszystkim dzieje się tylko dobrze.

Jeżeli znajdziesz miłość, wówczas przekształcisz twoje postrzeganie rzeczywistości odpowiednio do twoich nowych pragnień duchowych.

Z czwartej części codziennej lekcji kabały z 18.03.2011. „O zasadach globalnego wychowania.”

Prawdziwa obawa, trwoga

Pierwsze przykazanie, które otrzymaliśmy to trwoga. ” Trwoga ” oznacza strach, czy idę drogą rozwoju duchowego, czy osiągnę duchowy świat, czy to, co czytam, prawidłowo rozumiem i czy odpowiednio zachowuję się w grupie.

Mówiąc krótko, czy osiągnę zamierzony sukces? Taka obawa powinna towarzyszyć mi przez cały czas. Jeśli się uspokoiłem, to oznacza, że natychmiast schodzę z drogi, która prowadzi mnie do celu. W naszym świecie psycholodzy opisują ponad 800 rodzajów strachu. Czy zarabiam wystarczajaco dobrze? Czy jestem zdrowy? Czy nie zdarzy mi się nic złego?

Jednak tutaj nie mówimy o lękach, które odwracają naszą uwagę, lecz o prawdziwym lęku: Czy poruszam się prawidłowo do celu? Czy osiągnę stan dawania? To są dokładnie te troski, których nie odczuwam jako koniecznych nawet w najmniejszym stopniu.

Czy odczuję w sobie taką konieczność? Czy osiągnę to w wystarczającej mierze, aby uczynić wysiłek, by móc ukierunkować się na cel? Muszę zrealizować cały proces: od najmniejszego, jeszcze nie zdefiniowanego niepokoju, aż do pełnego strachu, jak grot strzały, który skierowany jest dokładnie do celu i prowadzi mnie do jego zrealizowania: Czy daję Stwórcy wystarczająco dużo? Czy upodabniamy się przez to do siebie? Czy nie stoję niżej, podobnie do gościa, który przyjmuje posiłek u gospodarza w taki sposób, by tylko uciec od wstydu?”

Dokładnie taki lęk oznacza prawidłową trwogę i to jest pierwsze przykazanie. Taką trwogę powinienem osiągnąć, ponieważ od samego początku nie znajduje się ona we mnie. Celu nie można rozpoznać, a ja nie chcę nic wiedzieć o właściwości dawania. Czy potrzebna jest mi miłość do bliźniego? Dlatego muszę jej tak bardzo potrzebować, żeby odczuć lęk: Co się stanie jeśli nie uda mi się jej osiągnąć? Z punktu widzenia egoizmu jest to podobne do szaleństwa. To coś nienaturalnego.

Jednak z pomocą środowiska i Światła, które zawraca nas z powrotem do źródła, możemy to odkryć - możemy to osiągnąć poprzez lęk: Czy będę w stanie otrzymać Światło, które uczyni ze mnie człowieka, którego jedyną troską jest osiągniecie emanacji, dawania?”

Zatem przed nami leży wielki proces budowy niezbędnych warunków. Chociaż w rzeczywistości może być on zrealizowany bardzo szybko - wszystko zależne jest od skali wysiłków jakie inwestujemy.
Jako pierwsze powinienem mieć lęk, czy uda mi się zrealizować obrany cel na duchowej drodze: Czy odpowiednio poruszam sie do celu?”A po drugie, po tym jak osiągnalem lęk, obawę, osiągnę właściwość miłości. Ponieważ nie ma miłości bez trwogi.

Fragment z lekcji na temat: „Miłość” 4.03.2011

Wspólne życie nie do zniesienia

Otrzymałem pytanie: Mówi pan, że para małżeńska powinna zagrać naprawioną rodzinę. Ale co zrobić, jeżeli zło ciągle ujawnia się między mężem i żoną, jeśli kłócą się często ze sobą, nie respektują wzajemnie i nie rozumieją?

Moja odpowiedź: Niestety, nikt z nas nie otrzymał odpowiedniego, koniecznego wychowania oraz nikt nie został przygotowany do życia w rodzinie. Musimy wychować zarówno mężczyznę, jak i kobietę, i nauczyć ich stworzenia właściwej wzajemnej relacji ze sobą i z dziećmi.

To jest problem egoistycznego rozwoju: każdy myśli, że wie, co ma robić. Nikt nie przygotowuje człowieka do życia. Zamiast wychować człowieka, uczymy go z wielkim trudem jakiegokolwiek zawodu. Z tego powodu mamy w obecnych czasach taki głęboki kryzys.

Kryzys rodzinny jest nie do zniesienia. Po próbach życia razem świat pogrąża się w ogólnej i całkowitej rozpaczy, nie zdając sobie sprawy, że rodzina jest fundamentem, podstawą całego życia. Bez niej życie nie może być kontynuowane.

Człowiek musi znaleźć odpowiedź na taką sytuację i ta odpowiedź brzmi w następujący sposób: „Mężczyzna i kobieta - Szhina między nimi”. Musimy zrozumieć, że egoistyczny rozwój doprowadził nas w ślepy zaułek: nie możemy się już nawzajem znieść.

Pomoże nam tylko ważność celu, który możemy osiągnąć jedynie wtedy, gdy będziemy mieli naprawioną rodzinę, która prawidłowo wychowuje dzieci. Tylko na tych warunkach osiągniemy podobieństwo z naturą, ze Stwórcą, ujawnimy Go, połączymy się z Nim i osiągniemy życie wieczne na poziomie duchowym.

Wyłącznie duchowy cel zobowiąże ludzi do zbudowania prawdziwej rodziny - z dziećmi i prawdziwą wzajemną relacją między małżonkami.

Fragment z rozmowy o kobietach, 08.03.2011

Miłość jest naczyniem dla Światła!

Jeśli nie otrzymamy od środowiska pragnienia emanacji, to nie będziemy w stanie z własnej siły otworzyć duchowego świata. Ponieważ duchowa rozkosz jest nieskończenie większa niż materialna.

Nawet najmniejsza rozkosz, przyjemności, które otrzymamy kiedy wzniesiemy się na pierwszy duchowy stopień ze 125 możliwych, jest już miliardy razy większy od wszystkich rozkoszy, przyjemności naszego świata.

Maleńka iskierka Wyższego Światła, która przebiła się do naszego świata, spowodowała „Wielki wybuch”, który stworzył cały wszechświat. Była to tylko maleńka iskierka! Mamy zamiar otworzyć całe wyższe Światło NaRaNChAJ! Jasne jest, że są do tego konieczne nieograniczone otrzymujące naczynia.

Dlatego też nie możemy otrzymać tego Światła wewnątrz siebie, gdyż po prostu byśmy eksplodowali! Musimy zbudować zewnętrzne kelim – każdy na zewnątrz naszego ego. Dlatego możemy osiągnąć wielkie zewnętrzne pragnienia tylko w wyniku wzajemnej integracji, w wyniku zjednoczenia.

Ponieważ my kąpiemy się już teraz w wyższym Świetle, ale nie jesteśmy w stanie odczuć Go. Nie może ono znaleźć miejsca w naszym wnętrzu, ponieważ nie mamy nic, z wyjątkiem małej iskry.

Baal ha-Sulam pisze w liście nr 8 o mocy objawiającego się wyższego Światła: “W godzinę pojmowania odczuwa się wyższe Światło, które ujawnia się i bazuje właśnie na wszystkich odwrotnych transformacjach. I w godzinę uzyskania doskonałości wydaje się człowiekowi, że wszystkie doświadczone przez niego cierpienia miały szczególną wartość, bo umożliwiły mu ocenić smak i słodycz Światła jedności ze Stwórcą.

W konsekwencji wszystkie jego organy i ścięgna powiedzą i poświadczą mu, że każdy żyjący w tym świecie zgodziłby się siedem razy dziennie na obcięcie rąk i nóg, aby tylko na jedną krótką chwilę, raz w życiu doznać, doświadczyć tego smaku połączenia, zlania się”.
Oznacza to, że musimy zrozumieć, iż duchowe objawienie jest czymś nieskończenie wielkim, ogromnym i my musimy przygotować do tego puste pragnienia / kelim. Dlatego będziemy musieli stawić czoła dużej pracy wewnętrznej, która może być właściwie niezwykle lekka, gdy zostanie wykonana wspólnie razem i z miłością! Tutaj o wszystkim zdecyduje połączenie!

Jeśli połączę się z innymi i poczuję, że znajduję się razem z nimi w jednym kli, pragnieniu to wtedy w nim zostanie objawione Światło.

Dlatego jest napisane: „Kochać bliźniego to główne prawo Tory (Światła)”. Miłość jest naczyniem dla światła!

Z 1 lekcji Kongresu, 09.11.2010

Jestem pierwszy i jestem ostatni

Zawsze powinniśmy dokonywać realistycznej weryfikacji, bez żadnych złudzeń, tego co podsyca nasze pragnienia i jakie zasoby są nam dostępne, będąc jednocześnie świadomym ich wadliwej natury i możliwości ich naprawienia. Kiedy mamy takie nastawienie do rzeczywistości odkrywamy, że znajdujemy się pomiędzy dwoma schematami: „Jestem Pierwszy i Jestem Ostatni”, a w środku mamy możliwość dokonania wolnego wyboru – przyciągnąć moc naprawy.

Przyciągamy ją zgodnie z zasadą „zrobimy i usłyszymy”, innymi słowy: jednoczymy się w grupie i podczas nauki, aby przyciągnąć Światło, które naprawia. W ten sposób odkrywamy, że wszystkie nasze stany są zaprogramowane z góry od samego początku, od planu stworzenia, od połączenia, które zostało zaplanowane w przyszłości. Światło wywołuje te stany, aby sięgnąć naszego pragnienia przyjemności i aby działać wewnątrz niego w określonym porządku, od najprostszych do najmocniejszych pragnień. Niemniej jednak, my zawsze mamy możliwość wyboru.
Czasem pozostaje ukryte przed nami, że „nie ma nikogo poza Nim”. Czasem nawet pozostajemy w całkowitym ukryciu, natomiast innymi razy my wybieramy to ukrycie dla siebie. W ten sposób wznosimy się: Od Tego który jest Pierwszy, poprzez nas samych, Do Tego, który jest Ostatni.
W tym samym czasie musimy rozumieć, że wszystko ma miejsce tylko wewnątrz połączenia czy jedności dusz, czyli tam, gdzie miało miejsce rozbicie i także tam, gdzie Stwórca budzi odpowiednie reszimot. Musimy skierować naszą naprawę tylko w to miejsce rozbicia, by odkryć jedność dokładnie w tym miejscu.
Dlatego zawsze wykonuję praktyczne zajęcia, próbując zjednoczyć się z przyjaciółmi, by przywołać braterską jedność. Poprzez to przybliżam siebie i cały świat bliżej dobra. Pierwszy impuls do tego działania był mi ofiarowany przez Stwórcę, ale później przychodzi Światło i oddziałuje na mnie w takim stopniu w jakim ja czynię wysiłki, odkrywając Pierwszego i Ostatniego w tym samym punkcie jedności, który osiągamy.
Okazuje się, że celem naszych wysiłków jest kochać bliźniego swego jak siebie samego, a ostatni krok na tej ścieżce wznosi nas do poziomu miłości, do Stwórcy. Miłość do bliźniego jest przygotowaniem kli, podczas gdy miłość do Stwórcy oznacza, że przychodzi On ostatni i dopełnia czynu.

Z pierwszej części lekcji kabały z 21.10.10, “”Jestem Pierwszy i Jestem Ostatni”

Wewnętrzna siła całej rzeczywistości

Otrzymałem pytanie: Jeżeli mam w naszym świecie z kimś związek, to ujawniam w nim albo miłość albo nienawiść. A jak jest postrzegane duchowe połączenie, objawienie Stwórcy?

Moja odpowiedź: Duchowe zjawiska są emanacją. Są to stosunki połączenia, miłości, wzajemnej empatii. Budujemy pomiędzy sobą relacje połączenia i miłości, i wewnątrz tego połączenia odkrywamy do tej pory ukryte Światło.

Światło to naprawia nasze połączenia, nadaje im formę i buduje z nich „miejsce”, „pragnienie emanacji”.
I w tym „miejscu” objawia się nam jeszcze większa możliwość emanacji, a w niej objawia się, jak w nowym narządzie zmysłu, podstawowa moc wszechświata - Stwórca.

Ale to wszystko, znajduje się w jednym i tym samym miejscu, w naszym zjednoczeniu. A Stwórca ukazuje się tylko za każdym razem coraz bardziej przejrzyście – na miarę naszych nowych właściwości emanacji i miłości.

Z lekcji do artykułu „600 tysięcy dusz” z 26.09.2010