Wpisy w kategorii 'Lekcja poranna'

Mieszkam pośród ludu Swego

Podczas gdy przygotowuję się do lekcji, muszę wyobrazić sobie, że idę na spotkanie ze Stwórcą, aby zbliżyć się do Niego, wejść w Jego pole widzenia. Bo przychodzę do grupy – właśnie tam, gdzie objawia się Stwórca. Stwórca nie objawi się poza grupą. O tym jest napisane w pismach: „Mieszkam wśród ludu Swego”.

W zależności od poziomu rozwoju i siły grupy, to znaczy ilości i jakości jej wysiłków, mogę rozkoszować się Światłem, które przez nią otrzymuję.

Grupa to jest Szhina, jest to Malchut świata Nieskończoności, grupa jest moją arką, moim łonem matki, a w prawdziwym tego słowa znaczeniu, jest moją duszą. Ponieważ w niej są zebrane wszystkie pragnienia, których mi brakuje, by je naprawić i osiągnąć naprawę.

Z tego powodu muszę wyobrazić sobie, że Izrael, Tora i Stwórca są jednością, że tworzymy z grupą całość, zjednoczone kli, jak jeden człowiek o jednym sercu, w którym panuje poręczycielstwo. I to kli osiągnie jedno Światło.

Jedno lub wiele świateł zależy od tego, jak bardzo jesteśmy ze sobą połączeni, zlani. Jeśli jesteśmy połączeni, działa na nas Światło, którego moc wzrasta odpowiednio do naszej wzmacniającej się jedności. I wtedy dojdziemy do naprawy.

Na czym ona polega? Właśnie na tej jedności. Jeżeli osiągniemy jedność, zstąpi światło, które nas naprawi i napełni.

Z lekcji do artykułu Rabasza, 01.03.2011

Złożona droga pojmowania boskiej prostoty

Otrzymałem pytanie: Jeżeli wszystko w naszym świecie pochodzi od wyższych korzeni, to skąd biorą się wszelkiego rodzaju sztuczne wynalazki, których nie ma w przyrodzie, na przykład samochód na kołach?

Moja odpowiedź: Cała przyroda przedstawia obraz, który powstaje we mnie i cały ten obraz zstępuje do mnie z góry. W świecie duchowym nie ma samochodów, natomiast powinno tam istnieć samo to pojęcie, bo inaczej jak moglibyśmy wpaść na taki pomysł?

W swojej jawnej formie, korzenie wyższego świata występują w naszym świecie jako cztery poziomy przyrody: nieożywiony, roślinny, zwierzęcy i człowieka. Wszystko pozostałe dochodzi do nas w formie myśli. Wszystkie nasze sztuczne wynalazki (rakiety, samochody…) pochodzą od wyższej myśli, a nie w wyniku naszej obserwacji przyrody.

Nie rozprzestrzenia się to w sposób bezpośredni, obowiązkowy z góry na dół, lecz zostaje wynalezione przez człowieka, który uzupełnia brakujące mu w tym świecie elementy.

Cztery etapy prostego światła rozprzestrzeniają się z góry na dół, od świata Nieskończoności do naszego świata, tworząc światy, parcufy, sfiroty i różnego rodzaju ich kombinacje. Wszystko, co jest na każdym niższym stopniu, wszystkie jego formy zstępują do niego z wyższego stopnia, chociaż wydaje się nam, że na niższym poziomie istnieją bardziej rozwinięte formy, ponieważ brak doskonałości tego stopnia wymaga ujawnienia większej różnorodności materiału i jego kombinacji.

Na górze, w świecie Nieskończoności wszystko łączy się w jedno, we wspólną, integralną jedność. Świat ten jest tak prosty w porównaniu z naszym złożonym światem. Jednak w istocie nasz świat nie jest bardziej nasycony, po prostu jest podzielony na mnóstwo części.

Na dole istnieją miliardy elementów przyrody: nieożywionej, roślinnej, zwierzęcej i człowieka i w każdym z nich istnieje nieskończone mnóstwo detali, szczegółów. W miarę wzniesienia się po stopniach światów duchowych postrzegamy ich coraz mniej.

Gdyż w celu odszyfrowania pojęcia jedności, która istnieje na górze, w Nieskończoności potrzebujemy w naszym świecie nieskończonej ilości elementów, które przy właściwym ich połączeniu ze sobą mogą odtworzyć tę jedność. W związku z tym istnieje ogromna różnica między wyższym a niższym poziomem w takim stopniu, w jakim niższy stopień jest bardziej materialny i dlatego wymaga większej detalizacji.

Jednak przy tym na niższym stopniu nie ma nic, czego nie byłoby na wyższym poziomie. Po prostu ujawniają się na nim takie szczegółowe detale, które na wyższym poziomie zlane są w jedność i postrzegane są przez nas jako całość. Jednak w rzeczywistości to nie jest po prostu jedność. W świecie Nieskończoności wszystko łączy się w jedno w swoim dążeniu do emanacji i my nie postrzegamy żadnego podziału, ale to nie oznacza, że te pojęcia tam nie istnieją.

Istnieje tam nieskończone mnóstwo elementów, lecz połączone są one w jedno i dlatego nazywa się to prostym nieskończonym światłem, które wypełnia cały wszechświat. W rzeczywistości to nie jest „proste” Światło Nefesz, lecz Światło NARANCHAJ de-NARANCHAJ (Nefesz, Ruach, Neszama, Chaja, Jechida), które jest większe o 620 razy i jest tylko postrzegane jako proste.

Natomiast najniższy stopień jedynie postrzega siebie w tak złożonej formie. Tworzymy na nim takie mnóstwo różnych rzeczy tylko z powodu naszej słabości, bo nie jesteśmy w stanie inaczej pojąć wyższego stopnia. A gdy osiągamy wyższy stopień, to wówczas wszystkie te dodatki przestają już być nam potrzebne.

Cały ten nadmiar detali, szczegółów, które mam na niższym stopniu, wynika z faktu, że dodałem je w celu uzupełnienia siebie w stosunku do wyższego stopnia. Jednak z góry na dół rozprzestrzeniają się te same elementy.

Ten sam jedyny, integralny świat Nieskończoności jest obecny w naszym świecie. A całe to mnóstwo detali, które zostały dodane przeze mnie lub mi objawione w przyrodzie, wynika z faktu, że nie jestem w stanie dostrzec tego „prostego” świata Nieskończoności. Wszystko wokół mnie nazywane jest wyimaginowanym światem, światem wyobraźni. Wszystkie światy są to jedynie „znikające ukrycia” świata Nieskończoności, w którym nie ma nic poza pragnieniem, wypełnionym prostym światłem.

Z lekcji do artykułu „Istota nauki kabały”, 07.02.2011

Jeśli jesteś bohaterem…

Otrzymałem pytanie: Ostatnio czuję się bardzo zmęczony i zasypiam podczas rannych lekcji. Czy moje pragnienie osiągnięcia celu nie jest wystarczająco mocne?

Moja odpowiedź: Przede wszystkim powinniśmy przyjąć każdy stan, ponieważ pochodzi on z góry, od Stwórcy, ponieważ „Nie ma nikogo oprócz Niego”.

Jeśli do każdego stanu podchodzę jako do stanu twórczego, pochodzącego od Stwórcy, który prowadzi mnie do celu, to jest to już stan korzystny, który naprawdę pomaga mi się rozwijać. Wszystko tu nie zależy od samego stanu, ale raczej od mojego stosunku do niego i od tego, od kogo ten stan pochodzi.

W związku z tym, naprawdę nie ma znaczenia, w jakim stanie się znajduję, czy w dobrym, złym, średnim, czy pozbawionym ruchu i to nawet gdy pozostaję w takim stanie przez długie miesiące. Jeśli jednak ciągle traktuję go jako stan prawidłowy dla wyjaśnienia, dla naprawy i dla postępu, to nie obawiam się tego, co się dzieje.

Ja ciągle wznoszę MA”N, trzymam się w intencji i otrzymuję z góry odpowiedź MA”D - ten przychodzący do mnie stan. Intencja pochodzi ode mnie, a stan pochodzi od Wyższego.

Dlatego powinniśmy postrzegać wszystkie nasze stany przychodzące do nas od Wyższego, jako błogosławieństwo. To co przyszło to przyszło, ponieważ z pewnością pochodzi to od Dobrego i dobro czyniącego i nie ma nikogo oprócz Niego. I dlatego powinienem odnosić się do każdego stanu, jako do koniecznego na drodze.

Jeśli wciąż zmieniam się i coraz bardziej zagłębiam w studia, w grupę, wkładając w to swoją intencję, to nie obawiam się niczego, co otrzymam od Stwórcy.

Wręcz przeciwnie możliwe, że za każdym razem będzie przejawiał On do mnie surowe nastawienie (gwurot),  ja natomiast rozumiem, że właśnie taki stosunek pozwala mi poruszać się do przodu, ponieważ dokładnie w taki sposób zachowuję się w stosunku do poważnego człowieka, od którego oczekuje się postępu w rozwoju.

Tymczasem do małego dziecka podchodzi się z delikatnością i nie żąda się od niego niczego. Wszystko zależy tylko od tego, czy jesteś bohaterem…

Z lekcji o „Nauka o dziesięciu Sfirotach”, 15.12.2010

Europa to twardy orzech do zgryzienia

Otrzymałem pytanie: W czym leży unikalność kongresu w Berlinie? Co musimy tam zrealizować? Co ma robić każdy osobno, wszyscy razem i grupy między sobą?

Moja odpowiedź: Chcąc czy nie chcąc, znajdujecie się teraz pod wrażeniem tego, co mówię. Jesteście jakby nieco przytłoczeni i włączeni przeze mnie do jednego pragnienia, do jednej myśli. I to nas jednoczy.

Wszystkie te właściwości, środki, pragnienia, myśli, to, co już przeszliśmy, to, czego pragniemy, nasze nadzieje, ogromna ilość ludzi, grup – to wszystko łączy się w jedno i w rezultacie funkcjonuje, dając nam mocny, narastający impuls.

Jednak mamy „mały problem”. Wydaje się nam, że znajdujemy się w małym egoizmie i trzeba tylko go zmienić, przekręcić jakiś hebel, nacisnąć na jakiś guzik – i gotowe. Nie rozumiemy, że mamy tu do czynienia z ogromnym funkcjonującym systemem.

To nie jest przełącznik, który ktoś na górze chce lub nie chce przełączyć. Znajdujemy się w systemie dwóch przeciwstawnych sił: emanacji i otrzymywania. Dopóki ten system nie uruchomi się zgodnie z jego dialektyką, jego ruchem do przodu, zgodnie z prawem połączenia części, to się nie uda.

My tylko przyspieszamy czas naszymi wspólnymi wysiłkami, ale nigdy nie możemy wykonać skoku. Jest to niemożliwe zgodnie z naturą rzeczy. Wszystko realizuje się zgodnie z ruchem postępowym, sekwencyjnym, ściśle określonym, krok po kroku. Tym stopniowym ruchem do przodu będziemy się zbliżali do stanu, kiedy jakby „wystrzeli” - nastąpi gwałtowne przejście.

Nasze kongresy bardzo przyśpieszają ten ruch, a więc są one bardzo ważne. W ciągu tych kilku dni, kiedy jesteśmy razem i razem z nami jest tak wiele osób na całym świecie, zachodzi bardzo poważne odrabianie stopni naszego wewnętrznego rozwoju, ponieważ musimy mimo wszystko przejść przez milion tych stanów.
Każde z tych spotkań odbywa się inaczej, każde zawiera nowe aspekty, nowe formy i uczucia. Dlatego uważam, że kongres w Berlinie musi być szczególny, ponieważ spotykają się tam ludzie przesiąknięci pragnieniem środowiska, w którym sie znajdują, jego właściwościami.

To jest bardzo niedobre środowisko. Europa to bardzo trudny kontynent, jest to źródło wszystkich problemów, wojen i olbrzymiego egoizmu, który jednak jest już na wymarciu, jak również cała nasza dotychczasowa cywilizacja. Jednak to twardy orzech do zgryzienia. A więc to nie jest łatwy kongres, to jest bardzo trudny kongres, najtrudniejszy z dotychczasowych.

Najlżejszy kongres odbył się w Ameryce Łacińskiej. W tych krajach ludzie są bardziej temperamentni, otwarci, serdeczni. Nie spotkałem podobnych nigdzie indziej. Następna to Rosja. Natomiast w Europie - im bardziej złożona sytuacja, tym bardziej interesująca, tym rezultaty są bardziej znaczące i praca skuteczniejsza.

Więc liczę na wasze wsparcie - tak tu na miejscu, jak również we wszystkich grupach na całym świecie, abyśmy wszyscy razem „popracowali” nad Europą.

Z lekcji do artykułu Rabasza, 16.01.2011

Cztery etapy rozwoju pragnienia

Pierwszy etap całkowicie napełnia się Światłem wychodzącym z Korzenia, ale zaczyna czuć, że nie chce otrzymywać. W rezultacie powstaje drugi etap.

Następnie drugi etap czuje, że przez to nie stał się podobny do Korzenia. Co prawda, nic nie otrzymuje, ale przecież i nie daje (nie emanuje)!

Stało się tylko gorzej. Przecież wcześniej byłem przylepiony do Stwórcy, jak małe dziecko i robiłem wszystko, co On chce. Rozkoszowałem się do woli i chociaż robiłem to dla siebie, sprawiałem tym przyjemność Wyższemu!

A teraz jakby wydoroślałem i nie chcę od Niego otrzymywać. Okazuje się jednak, że nie daję Mu radości nawet jako małe dziecko, gdyż dla Niego rozkoszą jest to, że otrzymuję od Niego.

Więc co ja zrobiłem?! Jeszcze bardziej oddaliłem się od Niego! (Dlatego też drugi etap uważany jest za silniejsze pragnienie niż pierwszy, mimo że nic nie otrzymuje) Wygląda tak, jakbym Go lekceważył…

Małe dziecko jest bliżej matki niż dorosłe dziecko, które czuje się samodzielnym i nie chce niczego od niej otrzymywać.

Wówczas drugi etap, Bina postanawia, że jeśli otrzyma Światło ze względu na Stwórcę, to tym naprawdę sprawi Mu rozkosz. W rezultacie powstaje ZA’T de-Bina.

Decyzja ta realizuje się na trzecim etapie, w Zeir Anpinie, który otrzymuje światło z intencją emanacji dzięki siły Biny. Oznacza to, że to wyższy określa tę decyzję. (Z tego powodu uważa się, że głowa Z”A (Zeir Anpina) znajduje się w Binie – ZA”T de-Bina).

Następnie powstaje czwarty etap, Malchut, który widzi, jak wiele jest tu rozkoszy… Z”A, otrzymujący ze względu na emanację – to jestem ja, który odczuwa Stwórcę i czuje się całkowicie podobnym do Niego!

I ja chcę rozkoszować się zarówno tym napełnieniem, które otrzymuję, jak również z tego, że jestem na równi z Nim! Chcę skorzystać ze wszystkich rozkoszy, które On posiada. Nazywa się to czwarty etap rozwoju, Malchut.

Na ten czwarty etap robi się ograniczenie (Cymcum Alef) i my więcej nie otrzymujemy napełnienia w sposób egoistyczny.

Następnie odbywa się drugie ograniczenie (Cimcum Bet) – od ZA”T de-Bina do Malchut. Malchut wchodzi w te wszystkie pragnienia i mówi: „Nie wolno nawet myśleć o jakimkolwiek otrzymywaniu! Nie można nic otrzymywać, nie ma mowy!”

Czwarty etap pragnienia przenika wewnątrz trzeciego i drugiego etapu i teraz tak Z”A, jak i ZA”T de-Bina mają takie odczucie, że każdy kontakt z otrzymanym światłem będzie egoistyczny.
Dawniej nie było tego odczucia, że pragnienie doznania rozkoszy jest aż tak przeciwne Światłu! Teraz ono pojawiło się .

Jednak ten zakaz istnieje tylko z powodu Malchut, a nie Z”A, a tym bardziej nie z powodu Biny, gdyż Z”A zamierza emanować. Tylko sprawa polega na tym, w których pragnieniach chce on to zrobić? Czy w pragnieniach, które miał do powstania czwartego etapu, czy też zamierza otrzymywać ze względu na emanację w czwartym etapie, w Malchut?

Ta gmatwanina później doprowadziła do rozbicia, gdyż oni nie zrozumieli, dlaczego to jest niemożliwe. Przecież jeśli zamierzamy otrzymywać światło ze względu na emanację, tak jak w trzecim etapie prostego światła, to działanie to jest altruistyczne.

Jednak okazuje się, że wewnątrz tych pragnień już przeniknął czwarty etap i po tym, jak już spróbowałeś, co to jest Malchut – rozkosz z powodu równości ze Stwórcą – to nie możesz już z niej zrezygnować, pragniesz dalej tego smaku. Wewnątrz ciebie jest czwarty etap i ty nie możesz otrzymywać ze względu na emanację!

Z lekcji do „Bejt Szaar a-Kawanot”, 25.10.2010

Proś „poganiacza osłów” o pomoc

Wszystko zależy od wsparcia z otoczenia. Bez tego nie ma możliwości rozwoju duchowego. Później otrzymasz duchowe otoczenie. Wszyscy wielcy kabaliści, którzy jeszcze podczas życia w tym świecie osiągnęli rozpoznanie świata duchowego, wszystkie ich dusze będą twoja grupą. Wejdziesz w „wyższe zgromadzenie” Rabiego Szymona (istnieje taki stopień duchowy).

Będziesz miał możliwość podłączenia się do wyższych źródeł, jednak w mierze niezbędnej dla ciebie! Teraz nie potrzebujesz tej pomocy. Jeślibyś potrzebował grupę, w skład której wchodzą Baal ha-Sulam, Ari, Raszbi, Rabasz i inni kabaliści przeszłości począwszy od Abrahama do dzisiaj, to otrzymał byś ją.

Jednak teraz nie jest ci to niezbędne do czasu, aż przyjdzie ta potrzeba duchowej grupy i wtedy otworzy się ona tobie, dodatkowo do materialnej. I może też być tak, że wcale nie będziesz potrzebował fizycznej grupy, ponieważ duchowa będzie dla ciebie wystarczająca.

Dusze te zaczną ci wprost pomagać, z pomocą tak zwanego „poganiacza osłów”. Stwórca zsyła wyższą duszę, która nazywana jest „poganiaczem osłów” po to, by cały czas pomagała człowiekowi, ale ta pomoc przychodzi w odpowiedzi na twoją prośbę, mówiącą o potrzebie duchowego wzniesienia.

Podobnie do tego jak Rabbi Aba, Rabbi Yosi, o których opowiada się w księdze Zohar, że znajdując się na drodze, odkryli Torę i doszli do wniosku, iż sami nie dojrzeli jeszcze do tego zadania i że potrzebują ujawnienia dodatkowej siły, która pomoże im we wzniesieniu.

Z lekcji do artykułu „Istota religii i jej cel”, 16.11.2010

Arba’a minim

Otrzymałem pytanie: Co oznaczają „Cztery symbole święta Sukot“ (arba’a minim)?

Moja odpowiedź: Cztery symbole święta Sukot – to lulaw (1liść palmowy, jesod), adassim (3 gałązki mirty, HAGAT), arawot ( 2 gałązki wierzby rzecznej, NEHI), etrog (owoce takie jak cytryna/eszkolit, Malchut).
Wszystkie naprawy dusz łączące się w Malchut świata Acilut (Szchina) następują pod wpływem światła naprawy z Zeir Anpin (ZA), wyższego od Malchut parcufa (systemu).

ZA, dla naprawy dusz w Malchut, skupia się w trzech liniach, jednocząc swoje sfiroty Hesed-Gwura_Tiferet i przez nie przesyła światło naprawy do Malchut, do dusz.

Aby spowodować takie działanie od ZA do Malchut, my, to znaczy dusze przygotowane do naprawy, czyli przygotowane do zjednoczenia w Malchut, wyzwalamy w nim swoje wspólne pragnienie naprawy.

Malchut przekazuje to pragnienie ZA. Wyzwala ono w ZA pragnienie zjednoczenia z Malchut w duchowym współżyciu i przelać w nią światło naprawy.

Z lekcji z rozdziału z księgi „Szamati“, 21.09.2010

W polu duchowego pragnienia

Otrzymałem pytanie: Czy rozpacz może zgasić iskrę mojego duchowego pragnienia?

Moja odpowiedź: Oczywiście. Po tym wszystkim ja już jestem w rozpaczy w tym świecie i nie odczuwam związanych z nią pragnień.

Tymczasem świeci we mnie kilka „iskier” – ponowne przebudzenie, które prowadzi mnie do nauczyciela i grupy.

Między moją rozpaczą i iskrą powstaje napięcie, wektor, siła pragnienia, spowodowane przez ich odmienność. Gdzie jest ono skierowane, nie wiem, lecz jest to już podświadome ukierunkowanie ku emanacji.

To kli podąża już do góry, podobne do dipola (połączenie dwóch przeciwstawnych ładunków).
Aby prawidłowo wykorzystywać swoje pragnienie, umieszczam je w „magnetycznym” polu grupy. Wtedy jej siły naprawiają mój dipol, przybliżając go do celu, właściwości emanacji i miłości.
W otoczeniu/grupie występują potężne podpory: wielkie rozczarowanie w tym świecie i ważność emanacji. Na miarę mojej więzi z ich polem, wspólnym pragnieniem, oddziałuje to na mnie i ciągnie do celu.

Poszczególne cząstki (dipole, ładunki, prywatne pragnienia) same z siebie są bezsilne.
Aby je wzmocnić, rozproszyć, tworzymy akceleratory.
Tak moją iskrę pragnienia - grupa (wspólne pragnienie) rozpali w wielki ogień. Zasada jest prosta: wstępuję do wspólnoty i przyspieszam oraz ułatwiam, za sprawą wspólnego pragnienia, swoją drogę do celu.

Kiedy wstępuję do grupy, uczą mnie, jak wtopić się w jej pole/wspólne pragnienie emanacji i miłości. Lecz nie otrzymuję pragnienia od otoczenia wprost.

Lecz nie znajduję się w zwyczajnym egoistycznym społeczeństwie, lecz w otoczeniu kabalistów, którzy chcą odkryć w swoim wspólnym pragnieniu/polu Stwórcę.

Zbliżam się nie tylko z grupą, lecz i z ukrytą w naszym wspólnym pragnieniu Wyższą Emanującą Siłą. Dlatego w odpowiedzi na moje wysiłki dla zjednoczenia, otrzymuję od otoczenia siłę Stwórcy – światło, zwracające ku Niemu, ku Źródłu.

Otoczenie, stworzone przez człowieka, odpowiada na jego wysiłki otaczającym światłem (O”M).

Z lekcji z rozdziału Rabasza, 21.09.2010

Przez ucho igielne do nowego świata

Wszystko dzieje się na skutek wysiłków. Nie oczekuj, że coś tam zmieni się samo. Swoimi wysiłkami dla zjednoczenia przyciągamy do siebie światło.

Im większe wysiłki – tym silniej oddziałuje na nas światło i na odwrót. Światło znajduje się w stanie stałego spokoju i jeśli będziemy razem dążyć do zjednoczenia, zmusimy Go, aby nas zjednoczył.
Zbliżamy się do siebie nawzajem – zbliżamy się do światła. Oddalamy się od siebie – oddalamy się od światła. Lecz żadne wysiłki nie przepadają, „grosz do grosza gromadzi się w kapitał”.

Raz za razem, kiedy pragniemy zjednoczyć się – oddziałuje na nas światło i nawet, jeśli oddalamy się od siebie, światło dokonało już naszej naprawy, nic nie przepadło, a my pracujemy dalej.
Są to procesy „ścieśniania” i „rozciągania”, inaczej wejście - wyjście lub praca naszego serca. Jednoczymy się, światło oddziałuje na nas, naprawia nasze zjednoczenie – i natychmiast pojawia się kolejny stopień niedoskonałości.

Powinniśmy znowu dołożyć starań – dać światłu możliwość zjednoczenia nas i znów naprawiana jest kolejna niedoskonałość – aż nie zakończy się wszystkich 125 stopni naprawy.

Za każdym razem wznoszę się ponad moje nieoczyszczone pragnienie, a potem poddaję je naprawie. Na pierwszym stopniu – mój punkt w sercu przechodzi machsom, a następnie wznosi ku sobie przez machsom część pragnienia. Tę część, nad którą ona może być ( wiara ponad wiedzę, bina nad malchut).

I tak stopniowo, dopóki nie przeprowadzę przez machsom, we fragmentach, wszystkich moich pragnień, będę ponad nimi, aż właściwości emanacji nie zapanują nad otrzymywaniem. Jest to stopień H”H, bina, emanacja dla emanacji. Wszystkie moje błędy transformowały się w zasługi, a przestępstwa – w błędy.

Przechodzę teraz na następny etap – przez maleńki otwór w następnej przegródce, przedzieram się do obszaru miłości bliźniego.

Po pojawieniu się u mnie punktu w sercu, a potem przeciąganiu na ten stopień swoich pragnień, na miarę tego, jak mogę wykorzystać je dla miłości (napełnienia) bliźniego, przekształcam je w pragnienia otrzymywania dla Stwórcy.

Za każdym razem pracujemy ze swoim ego dla jeszcze większej jedności, przyciągamy światło poprzez swoje dążenie do podobieństwa właściwości. Ja pragnę – a Stwórca w odpowiedzi na moje pragnienie, wykonuje wszystkie działania.

Z lekcji z rozdziału „600 tysięcy dusz”, 20.09.2010

Frakcja światła – co jest w niej ukryte?

Proste wyższe światło wypełnia całą rzeczywistość i wszystko zależy od otrzymywania.
Nic się nie zmienia, Stwórca stworzył w Swoim świetle punkt pragnienia i nic więcej.
Wszelki rozwój następuje w tym punkcie, który dosłownie rozdyma się, zmieniając rozmiary, dopóki czuje, że otrzymuje coś od kogoś. Tak więc, pragnienie – to ten sam punkt rosnący w percepcji otrzymującego.

Pragnienie nie rośnie samo, ale za sprawą uczuć Dającego. W pierwszym stadium (bchina alef) stworzenie czuje się otrzymującym. Ledwie odczuje Dającego, zaczyna się zmieniać.

W drugim stadium (bchina bet) ono już chce upodobnić się do Dającego i rozmyśla o tym, jak to uczynić. W ten sposób rozpoczyna się początek Zeir Anpin – trzeciego stadium (bchina bet) w którym tworzy się podobieństwo do Stwórcy w zakresie otrzymywania dla emanacji.

A potem, czując, co oznacza być podobnym do Stwórcy, stworzenie przechodzi na czwarte stadium (bchina dalet) i pragnie uzyskać pozycję Stwórcy. Wtedy budzi się wstyd i odbywa się Pierwsze ograniczenie (Cimcum alef).

Takim sposobem, z wykluczeniem pierwszego stworzenia „czegoś z niczego”, cały dalszy rozwój powodują uczucia Dającego.

W prostym wyższym świetle nie zachodzą zmiany. Powiedziano jednak, że w Nieskończoności (Ejn Sof) będzie tylko małe światło nefesz de-nefesz. W duchowości obliczeń nie prowadzi się w kilogramach lub litrach, nie liczy się tam masa ani objętość, lecz jakość.

Fizycy uważają, że cały Wszechświat narodził się z jednego punktu. Jak? Nie wiadomo, bo w rzeczywistości wszystko mierzone jest według zupełnie innych kryteriów, na razie nie znanych nam, - według znaczenia.

Wydaje się nam, że znaczenie jest niewystarczająco ważne, niewystarczająco realne, lecz w rzeczywistości jest ono najistotniejsze i najskuteczniejsze.

I dlatego wielkość kli zależy od świadomości znaczenia Dającego – innymi słowy, otrzymywane światło zależy od tego, na ile zdołam powiększyć naczynie.

Świat – iskra, naczynie – nasiona gorczycy i mogę je powiększać aż po Nieskończoność. To zależy ode mnie.

Z lekcji z rozdziału Rabasza, 20.09.2010