Artykuły z kategorii Dzieci

Błyskawiczne odpowiedzi kabalisty, 29.03.2020

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: W jaki sposób Pan ze swojej strony pomaga planecie i naturze?

Odpowiedź: Pomagam tym, że odkrywam jej ogólne, globalne, powiązane ze sobą prawa. Wyjaśniam je innym i próbuję uczyć ich tego z kabalistycznych źródeł, żeby odkrywali tę naturę, w tym także na sobie.

W zasadzie Kabała jest procesem samopoznania. Tak więc, ucząc i poruszając się do przodu, ludzie wnosiliby do naszego świata pozytywną siłę.

Pytanie: Jak to zrobić, żeby bliscy rozumieli swoje błędy i umieli się do nich przyznawać?

Odpowiedź: Tylko poprzez swój przykład, a nie przez moralizację, kazania. Tylko dając im przykład, pokazuje się takie działanie, z którego mogliby się nauczyć bez słów.

Pytanie: Jak pokonać strach przed osądzaniem i krytyką?

Odpowiedź: Nie trzeba z tym walczyć. Strach jest pożyteczny. Powinien cię cały czas kierować, by iść naprzód, pobudzać, próbować poprawnie budować wyjaśnienia.

Krytyka jest również pożyteczna. Mnie też krytykują i karcą! Ale uważam, że tym wspierają mnie. Lubię ludzi, którzy stawiają na swoim i w ciągu wielu lat sprzeciwiają mi się. Znam ich i szanuję. Swoją postawą pozwolili mi zastanowić się jeszcze bardziej nad tym, co mówię i znaleźć na to inne, bardziej poprawne odpowiedzi, bardziej szczegółowe wyjaśnienia. Zatem nie da się bez tego obejść.

Z programu „Spotkania z Kabałą“ z Viktorią Bonia, 29.03.2020


Maruderzy w szkole życia

Staramy się, by nasze dzieci powróciły do szkoły, ale sami nadal się nie uczymy, nie nadążamy za tym, co się dzieje. Dlatego drugi rok pozostaniemy w tej samej klasie.

2020-10-29_otstayushhie-v-shkole-zhizni

W przeddzień zakończenia kwarantanny okazało się, że dzieci pomimo zwykle bezobjawowego przebiegu choroby, przenoszą koronawirusa na równi z dorosłymi. Zaskoczyło to izraelski system edukacji, który po prostu nie ma pieniędzy, by bezpiecznie zorganizować swoje tradycyjne struktury.

Szkolne nauczanie wymaga wentylowanych pomieszczeń lub otwartych terenów, ale skąd je wziąć i jak dostosować do izraelskich warunków klimatycznych? Małe grupy wymagają wielu nauczycieli, a ich należy rekrutować i odpowiednio przygotować.

Ponadto nie wiemy, jak postępować będzie epidemia, i jakie ma jeszcze w zanadrzu niespodzianki. Dziś wymaga się szczególnych warunków nauczania, a jutro na przykład będziemy potrzebować jednego nauczyciela na każdego ucznia i po jednej przedszkolance na każde dziecko.

W takiej sytuacji nie ma dobrych rozwiązań. Wszyscy – dzieci i dorośli – znaleźliśmy się w imadle, i nie możemy wrócić do znanego nam świata. Nie chodzi tylko o szkoły: całe strefy są zamknięte, a żeby ponownie je otworzyć, trzeba najpierw odkryć coś w sobie.

Ostrzegałem od samego początku epidemii, że ona zmieni społeczeństwo i świat. Dziś mówią o tym wszyscy. Ale tak naprawdę nie pogodziliśmy się z tą myślą i uparcie oczekujemy powrotu do przeszłości. Epidemia to dla nas sytuacja nadzwyczajna, choć globalna, która kiedyś się skończy.

Ale mylimy się. To nie jest nagły wypadek, to nowy świat nadchodzi, który puka do drzwi i zmienia nas, czy to nam się podoba, czy nie. Nowy świat ma inne prawa i inne cele, przełamuje „nierozerwalne” wyznacza nowe trendy, a co najważniejsze wymaga w tym procesie naszego udziału. Dopóki naprawdę nie zaczniemy w tym uczestniczyć, wirus nas nie opuści.

Teatr absurdu

Jeszcze w czerwcu mówiłem o tym, że strategia walki z koronawirusem nie powinna sprowadzać się do wznowienia schematu sprzed kryzysu. W końcu świat przeżywa nie zwykłą pandemię, ale jakościową transformację relacji. Od teraz, jakością naszych wzajemnych relacji, sami określamy jakość naszego życia.

Mówiąc prościej, w jaki sposób traktujemy siebie wzajemnie, w taki sam sposób żyjemy. A sami wiecie, jak odnosimy się do siebie. Stosunki osobiste, społeczne, międzynarodowe – wszystko jest zatrute.

To już prawie rok, jak Natura prowadzi nas po parku rozrywki, zwanym COVID-19, pokazuje nam, z czego należy zrezygnować, co zmienić, co stworzyć. Niechętnie wchodzimy do pawilonów, z mieszanym uczuciem nieufności i obrzydzenia: „Mówisz poważnie? Z powodu jakiegoś wirusa mamy zrezygnować z egoistycznej rutyny, mamy dbać o siebie nawzajem? Zdystansować się na zewnątrz i zbliżać wewnętrznie? Ale to jest jakiś absurd!”

A w rzeczywistości to absurd, że człowiek odmawia zaakceptowania tego, co jest oczywiste, dlatego że mu się to nie podoba. Rozpoczął się nowy etap rozwoju, świat wszedł w serię zmian tektonicznych, a my nadal wolimy postrzegać to, jako „nieporozumienie koronaawirusowe”.

I dlatego nie mamy dobrych rozwiązań. Otworzymy szkoły i przedsiębiorstwa – źle, nie otworzymy – też będzie źle. Wszędzie jest źle. Nie ma ani taktyki, ani strategii – i nie będzie. Cofamy się o krok i ze strachem czekamy na odpowiedź wirusa. To nie rozwiąże problemów ludzkości.

Zmiana kursu

Wcześniej czy później będziemy musieli wykonać krok do przodu. W tym celu musimy zrozumieć, że wcale nie chodzi o to czy otwierać, czy nie otwierać szkoły, przedsiębiorstwa, sale sportowe itd. Ale chodzi o to, jak możemy przestać być dla siebie obcy, jak otworzyć nasze serca. To jest nasze dzisiejsze zadanie – przystosować się, otworzyć na następny stan rozwoju, w którym będziemy się wznosić ponad antagonizm jedności.

Zmieńcie się” – mówi nam Natura, „zbliżajcie się sercami, starajcie się zrozumieć siebie nawzajem, bądźcie gotowi ustąpić sobie w imię silnej więzi wewnętrznej, tak jak w rodzinie ustępują sobie bliscy ludzie. Kiedy ustalicie takie relacje, wtedy zobaczycie, co, jak i kiedy otwierać, a co już nigdy się nie otworzy, dlatego że już nie jest to wam potrzebne”.

I nawet, jeśli jeszcze nie wierzymy, jeszcze mamy nadzieję, że to przeczekamy – co przeszkadza nam spróbować? Co mamy do stracenia? Dobre relacje nie wymagają pieniędzy. Nie wymagają nawet szczególnego pragnienia, wystarczy elementarna gotowość. W końcu, jaki jest najłatwiejszy i najszybszy sposób na przerwanie łańcucha infekcji, jeżeli nie szczera troska o siebie nawzajem? To zrozumiałe. Jedynie zatrzymuje nas bariera psychologiczna.

I dlatego wirus nie znika. Przecież jest posłańcem Natury, „karmi się” naszymi wzajemnymi negatywami: obojętnością, pogardą, nienawiścią. Kłócimy i gryziemy się ze sobą – a wirus rozmnaża się. Sami kultywujemy i podkarmiamy go w naszym toksycznym środowisku. Cała ludzkość – to jego szala Petriego.

Ale jest również jeden plus: wirus wskazuje na źródło problemu, na to, co musimy naprawić w nas samych. Jednak nadal staramy się naprawić koronawirusa, a nie siebie, nie dostrzegamy systemowego i wzajemnego powiązania we wszystkim, co nam się przydarza.

Pewnego dnia, zdając sobie z tego sprawę, zaczniemy kultywować zupełnie inne, przeciwstawne relacje i wypełnimy pozytywem wewnętrzną przestrzeń między nami.

Po co z tym zwlekać? Nasze nieodrobione lekcje wiszą nad nami, jak balast i ciągną na dno.


Oko w oko, nie potrzeba słów

каббалист Михаэль Лайтман Komentarz: Ludzkość podzielona jest na tych, którzy zakładają maski, i na tych którzy tego nie robią. Interesują nas ci, którzy noszą maski.

Psychologowie mówią: Jeśli nowo narodzone dziecko, noworodek będzie dorastał i widział mamę i tatę cały czas w maskach, to znaczy że mają cały czas zakrytą dolną część twarzy. Dziecko słyszy dźwięki, ale nie widzi ust, widzi tylko oczy. „Mogą rozwinąć się u niego – kontynuują psychologowie – nieznane jeszcze ludzkości zdolności”.

Odpowiedź: Tak. To dziecko będzie musiało zrekompensować to, czego nie widzi u mamy i taty. Ale mimo wszystko nie jest to normalne, ponieważ nie jest to dane od natury. Natura daje to, że – mama całuje, mama przytula, mama szepcze, dziecko chwyta mamę za usta, za twarz.

Pytanie: Proszę powiedzieć, czy coś się zmienia dla mamy i taty, kiedy zakrywają część twarzy i w taki sposób komunikują się z dzieckiem?

Odpowiedź: Oczywiście. Nie dotykają dziecka ustami! Przecież wargi są wszystkim. Usta są najważniejszą częścią mamy. Jest to organ komunikacji, z którego wydobywają się dźwięki, ciepło.

Pytanie: Czyli teraz pozbawiamy dziecko tego ciepła?

Odpowiedź: Dokładnie tak. Na to nic nie możemy poradzić, że jesteśmy egoistami i przekazujemy sobie nawzajem gen egoizmu.

Pytanie: Ale na razie mama nie powinna zdejmować maski?

Odpowiedź: Naturalnie. Przecież mama znajduje się w kontakcie z wieloma różnymi ludźmi i dlatego może przynieść swojemu dziecku wszystko, co możliwe, wirusy, bakterie.

Komentarz: Psychologowie ostrzegają, że napięcie i zmęczenie w społeczeństwie jest również spowodowane ograniczeniami w komunikacji. „Maski zakryły większość twarzy, nie widzimy, jak inni się uśmiechają” – tak mówią.

Odpowiedź: To również prawda. Ale zasłużyliście na to. Dlatego, że jesteście wrogo nastawieni wobec siebie. Prawdą jest, że widzimy połowę twarzy, która nic nie wyraża.

Uśmiech był fałszywy i dlatego zniknął. Korona go zabrała. A teraz, jeśli zechcesz zobaczyć twarz innej osoby, musisz zobaczyć właściwą twarz, która zgadza się z jego właściwą intencją. Jeśli zrobicie to, to otrzymacie twarze bez masek.

Pytanie: Czy uśmiech powróci, gdy wewnętrznie zaczniemy się uśmiechać do innych?

Odpowiedź: Tak, jestem tego pewien.

Komentarz: Psychologowie mówią też, że byliśmy gotowi na komunikację z ust do ust, a nie gotowi na komunikację oko w oko. Nie gotowi na taką rzeczywistość.

Odpowiedź: To prawda. Dlatego, że nasze usta mówią bzdury, różne kłamstwa! Spójrzcie tylko na wszystkich polityków, na kogokolwiek.

Niech lepiej milczą, zamkną usta. A oczy, być może są trudniejsze do ukrycia… Oczy są związane z głębszymi warstwami duszy.

Pytanie: „Oko w oko” – co to jest? Co tu można skryć?

Odpowiedź: To jest głębszy kontakt.

Pytanie: Jakie cechy rozwiną się w nas po dłuższym chodzeniu w maskach? Jak pan myśli?

Odpowiedź: Staniemy się bardziej wrażliwi na siebie. Zaczniemy uważniej się sobie przyglądać. Będziemy mniej rozmawiać. Zaczniemy z większą uwagą odnosić się do słów, do czynów, do tego, że nam pozwolono być we wzajemnym kontakcie.

Pytanie: To znaczy, że każde słowo będzie przemyślane?

Odpowiedź: Tak!

Z programu TV „Wiadomości z Michaelem Laitmanem”, 02.11.2020


Korzeń wszystkich chorób

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Dlaczego natura zorganizowała to tak, że zarażamy chorobami jeden drugiego? 

Odpowiedź: Zarażamy się nie tylko chorobami, ale wieloma rzeczami. Takie jest materialne wyrażenie nieuporządkowanego połączenia między nami. Przekazujemy sobie nawzajem „duchowe wirusy” – złe myśli, nieprawidłowe wpływy – i w rezultacie mamy do czynienia z materialnymi wirusami. Nie propaguję moralności – rzeczywiście, wszystko pochodzi z wyższych systemów. A w niższych systemach nie ma wolnej woli i możliwości samodzielnego wykonania czegoś – są one po prostu aktywowane z góry. 

A zatem musimy wznieść się do miejsca, w którym pojawia sie swoboda wyboru, i uczynić ten poziom punktem wyjścia, aby z niego dążyć w górę, a nie w dół. Ponieważ w dół procesy „spływają” same zgodnie z naszym wyborem – na dobre lub na złe w zależności od sukcesu lub niepowodzenia.

Jeśli działamy niepoprawnie na poziomie systemu, który daje nam możliwość swobodnego wyboru do połączenia się ze sobą i z Naturą, wtedy wada z pewnością przenika we wszystkie systemy leżące poniżej. 

I nie ma tu znaczenia, jak ona się objawi: czy w epidemiach, chorobach sercowo-naczyniowych, w tsunami, czy w czymś innym. Można oczywiście studiować te mechanizmy, próbując przewidzieć następne wydarzenia. Ale teraz interesuje mnie coś zupełnie innego – jak zapobiegać problemom? A można im zapobiec tylko z poziomu podejmowania decyzji, gdzie zyskuję zdolność wpływania na wydarzenia, a także z wyższych poziomów. Przynajmniej muszę wznieść się na wysokość „progu”, aby zyskać wolną wolę.

Okazuje się zatem, że w naszych integralnych, globalnych czasach, kiedy wszyscy jesteśmy od siebie zależni i pogrążamy się w światowy kryzys, nie ma sensu zajmować się własnymi problemami w obliczu powszechnego nieszczęścia.

Oczywiście ludzie są zajęci swoim zdrowiem,  ponieważ nie rozumieją, gdzie leży klucz do uzdrowienia. Każdy pyta: „Jak mogę się wyleczyć? Jak uchronić się przed infekcjami?” I odpowiedź brzmi: „Nie możesz zapewnić sobie bezpieczeństwa, chronić się przed chorobami, pozbyć się ich lub zapobiec im, jeśli nie znajdujesz się na tym poziomie, z którego one pochodzą”.

Owszem, mamy medycynę, ale ona tylko próbuje „załatać dziury”. To nie jest rozwiązanie, ponieważ ciągle potrzebujemy nowych łat, ale i stare trzymają się coraz gorzej. Tymczasem problemom można i należy zapobiegać w ich źródle.

Człowiek nie chce o tym słyszeć, wydaje coraz więcej pieniędzy na leczenie, siedzi na zwolnieniu lekarskim, boryka się w szpitalach, dostarcza cierpienia sobie i bliskim… 

Po co mamy dalej rozwijać to potworne medyczne „koło zamachowe“, jeśli widzimy, że pomimo wszystkich wysiłków pojawia się coraz więcej chorób. Przy tym one, jakby „modernizowały się” – tak, aby cierpienia w końcu skłoniły nas do zadbania o główny system, w którym popełniamy błędy, powodując zło i szkody.

Nasze choroby są nieuniknionymi, „automatycznymi” konsekwencjami tego problemu. I dlatego nie powinniśmy zajmować się nimi w oderwaniu od prawdziwej przyczyny. Pora wznieść się na ten poziom, gdzie „wyrwiemy je z korzeniami”. 

Z rozmowy o nowym życiu, 10.10.2012


Ignorowanie COVID, to gra w rosyjską ruletkę ze zdrowiem naszych dzieci

Pomimo wszystkich naszych wysiłków, aby zaprzeczyć powadze sytuacji, COVID-19 nie jest żartem. To poważna choroba i im częściej ją ignorujemy, tym poważniejsza się staje.

Jeśli początkowo myśleliśmy, że dotyczy to tylko osób starszych i chorych, teraz wiemy, że dotyczy to wszystkich, w każdym wieku, i w każdym stanie zdrowia. Ale najbardziej przerażającym aspektem koronawirusa jest jego wpływ na dzieci. Podczas, gdy większość zarażonych dzieci nie ma objawów, u niektórych rozwija się bardzo ciężki stan zwany pediatrycznym wieloukładowym zespołem zapalnym (PIMS), który wpływa na ich mózg, a nawet może prowadzić do śmierci.

Ignorowanie ryzyka związanego z COVID-19, pod wieloma względami przypomina grę w rosyjską ruletkę. Szanse na śmierć w tym przypadku są znacznie mniejsze, ale głowa na muszce jest głową naszych dzieci. Czy jesteśmy gotowi zaryzykować?

Im dłużej zwlekamy z radzeniem sobie z wirusem, tym bardziej zaraźliwy i ekspansywny się staje. Co się stanie, jeśli będziemy zwlekać przez kolejnych sześć miesięcy? O ile gorzej wpłynie to na nas i na nasze dzieci? Czy chcemy czekać na wzrost śmiertelności? Czy chcemy czekać, aż szpitale nie będą w stanie leczyć osób z żadną chorobą, ponieważ łóżka będą zajęte przez pacjentów z COVID? Naprawdę powinniśmy lepiej orientować się w sytuacji.

Koronawirus nie przybył z krótką wizytą. Powiedziałem to, kiedy pojawił się po raz pierwszy, a teraz nauka zaczyna to rozpoznawać. Kilka dni temu John Edmunds, członek brytyjskiej naukowej grupy doradczej ds. Nagłych wypadków powiedział prawodawcom: „Będziemy musieli żyć z tym wirusem na zawsze. Jest bardzo mała szansa, że uda się go zlikwidować”. Mówiąc prościej, życie, które mieliśmy do 2020 roku, nigdy nie wróci; musimy zbudować nowe i lepsze.

Pierwszym miejscem, od którego należy zacząć rekonstrukcję naszego życia, jest nasze społeczeństwo. Jeśli przeanalizujemy każdy kryzys, z którym boryka się ludzkość, łatwo jest wymienić listę przyczyn, która do niego doprowadziła. Ale za każdym kryzysem, niezależnie od tego czy jest to zmiana klimatu, pożary lasów, COVID-19, głód, wojna, zanieczyszczenie wody, zanieczyszczenie powietrza, nadużywanie narkotyków, ubóstwo, otyłość, przemoc domowa, rasizm czy jakikolwiek inny kryzys, stoi brak uwzględniania potrzeb innych ludzi i alienacja społeczna.

Jednych pouczamy, innych demonizujemy, obrażamy, manipulujemy i oszukujemy na drodze do bogactwa i władzy. Niektórzy są bardziej agresywni, inni mniej, ale taki sposób myślenia dominuje na całym świecie. Jest to również sposób myślenia, który spowodował niezliczone kryzysy nękające naszą planetę. Nigdy ich nie pokonamy, dopóki nie wykorzenimy naszego nieustannego złego traktowania siebie nawzajem.

Wiemy, że wzajemna odpowiedzialność jest dobrem nas wszystkich; czujemy to instynktownie. Ale ilekroć chcemy ją wdrożyć, „głos rozsądku” budzi się w naszych głowach i mówi, że nie ma sensu próbować, ponieważ zbyt mało ludzi jest skłonnych podjąć wysiłek, że jest to wbrew ludzkiej naturze, i że jeśli myślimy, że to kiedykolwiek zadziała to poruszamy się w strefie marzeń, itp.

Ale czy to wbrew ludzkiej naturze chcieć czuć się bezpiecznie? Czy chęć zaufania ludziom jest wbrew ludzkiej naturze? Czy budowanie sieci wzajemnej odpowiedzialności w celu ochrony zdrowia i dobrego samopoczucia wszystkich jest sprzeczne z ludzką naturą? Wręcz przeciwnie, nic nie jest bardziej naturalne niż te zachowania. Każda osada zapewnia swoim mieszkańcom dokładnie te korzyści; to dlatego ludzie żyją w osadach i społecznościach, a kiedy wybieramy naszych przywódców, szukamy tych, którzy najlepiej zapewnią nam te potrzeby.

Ale żyjąc w systemach, które zapewniają nam życie, źle traktujemy elementy składowe tych systemów – siebie nawzajem. To nie ma sensu. To tak, jakby komórki zaatakowały antygen, który przyszedł im pomóc w walce z wirusem, a następnie skarżyły się, że są chore.

Musimy przestać ulegać naszemu ego. Wypacza ono naszą percepcję i sprawia, że myślimy o sobie niewłaściwie. Sprawia, że się nienawidzimy, podczas gdy w rzeczywistości wszyscy jesteśmy od siebie zależni i nie bylibyśmy w stanie żyć, gdyby nie było nas wszystkich.

A jeśli nie jesteśmy wystarczająco silni, aby walczyć ze swoim ego dla własnego dobra, zróbmy to przynajmniej dla naszych dzieci. To nie ich wina, że ​​pozwalamy naszemu ego szaleć w amoku; to nie ich wina, że ​​jesteśmy bez serca, tchórzymy i nie widzimy nic poza czubkiem własnego nosa. Zrezygnujmy z naszego ego przynajmniej ze względu na dzieci, aby one też miały przyszłość i nie grajmy w rosyjską ruletkę z głowami naszych dzieci na muszce.

Źródło: https://www.newsmax.com/michaellaitman/covod-19-children/2020/10/23/id/993450/


Czy potrzebujemy szczepionki przeciwko egoizmowi?

каббалист Михаэль Лайтман Pytanie: Gdyby miał Pan możliwość zrobienia szczepionki przeciwko egoizmowi, by wszyscy ludzie zaczęli prowadzić społeczny styl życia i uważać, że społeczeństwo jest wyższe niż każde indiwiduum, czy skorzystałby Pan z takiej możliwości? Czy jednak czekałby Pan, aż człowiek świadomie do tego dojdzie? 

Odpowiedź: W żadnym wypadku nie zrobiłbym tego, dlatego że zabić egoizm oznacza zabić naszą naturę. Uczynić człowieka dobrym bez tego, by walczył ze swoim egoizmem, oznacza uczynić go dobrym, naiwnym idiotą.

Człowiek powinien się wychowywać, podnosić się nad swoim egoizmem. Jest to ogromna praca, która nie kończy się w przeciągu jednego ziemskiego życia, a trwa przez wiele inkarnacji.

Dlatego nie powinniśmy ingerować w naturę, przecież usuniemy z człowieka to, co najcenniejsze – jego egoizm i możliwość samodzielnego decydowania, w czym jest wolność woli, i jak należy z niej korzystać.

Z programu TV „Epoka po koronawirusie”, 07.05.2020 


Szkoły dawno już dokonały żywota, a COVID przyszedł, by je pochować

Z jednej strony chcemy, aby dzieci wróciły do ​​szkoły, abyśmy mogli wrócić do pracy i do normalności. Z drugiej strony nie ma wątpliwości, że szkoły staną się miejscem masowej infekcji, ponieważ dystans społeczny dla dzieci jest całkowicie nienaturalny. Nie będą w stanie przestrzegać takich zasad, a fizyczna separacja jest dla nich szkodliwa emocjonalnie.

Rezultatem konfrontacji między otwieraniem szkół i ożywieniem gospodarczym, a zamykaniem szkół i zapewnieniem bezpieczeństwa dzieciom i ich rodzinom będzie trwałe i dawno spodziewane załamanie systemu edukacji.

Szkoła, jaką znamy, to dysfunkcyjny system, martwy od dziesięcioleci. Bardziej niż wiedzy, „uczy” dzieci niewłaściwych zachowań, naraża je na narkotyki, skrajną rozwiązłość seksualną, zastraszanie, przemoc, uzależnienie od wszystkiego, począwszy od gier komputerowych, aż po twarde narkotyki, i alienuje od rodziny.

COVID-19 wyświadczył nam wszystkim wielką przysługę, zamykając system „edukacji”, i zrobi nam kolejną, gdy powstrzyma nas przed ponownym otwarciem. W końcu dowiemy się, jakie struktury społeczne musimy otworzyć i jakiego rodzaju aktywność powinny one prowadzi, ale to od nas zależy, jak szybko chcemy, aby ten dobry koniec nastąpił.

Floryda, która próbowała otworzyć swój szkolny system, jest przykładem poniesionych kosztów w wyniku nalegania na otwarcie szkół. Departament Zdrowia Florydy zgłosił wzrost u dzieci o 9000 potwierdzonych przypadków w ciągu zaledwie 15 dni od ponownego otwarcia szkół. Myślenie, że mogłoby być inaczej, jest absurdalne.

Sam rozwój dzieci zależy od ich bliskiego kontaktu ze sobą. Dotykanie, wspólna zabawa, wymiana przedmiotów, dzielenie się i przyjaźń są niezbędne dla ich rozwoju. Dzieci potrzebują bliskiego kontaktu z przyjaciółmi i rówieśnikami, aby stać się istotami społecznymi. Dla nich jest to tak samo ważne, jak jedzenie.

Co gorsza, wiadomość, którą im przekazujemy, mówiąc, aby trzymały się z daleka i przestrzegały (anty) społecznej zasady utrzymywania dystansu, prawdopodobnie zostawi bliznę na dobre. Oddzielamy je od siebie. Nasze zdrowe instynkty rodzicielskie działają w taki sposób, że wcześniej zachęcaliśmy nasze dzieci do spotkań towarzyskich, nawiązywania przyjaźni, bycia miłymi dla ludzi i uważania na złych ludzi, ponieważ chcemy, aby dorastali, jako ludzie spełnieni.

Ale z ograniczeniami dotyczącymi koronawirusa musimy im powiedzieć coś przeciwnego: „Trzymaj się z dala od wszystkich! Zostań we własnym kącie, nikomu niczego nie dawaj i od nikogo nic nie bierz. Każdy może przekazać Ci wirusa; trzymaj się z dala od nich! ” Jacy ludzie mogą wyrosnąć z takich imperatywów?

W takich warunkach lepiej trzymać dzieci w domu i uczyć je online, gdzie komunikacja między nimi jest monitorowana i minimalna. Relacje, które nawiążą z rówieśnikami przez internet, będą znacznie bardziej pozytywne i mniej stresujące niż presja społeczna, którą znoszą w klasie, a także uzupełnią potrzebę kontaktów towarzyskich z rodziną i kilkoma bliskimi przyjaciółmi, z którymi czują się komfortowo i bezpiecznie, oraz gdzie minimalizują ryzyko infekcji.

Wiedzy, która przekazywana jest w szkole, będą uczyć się poprzez zajęcia online lub w formie nagranej. W dzisiejszych czasach nauka online jest dla dzieci tak samo naturalna, jak dla nas fizyczne uczenie się w szkole. W rzeczywistości, to fizyczne uczenie się i obowiązkowa obecność na zajęciach są dla nich nienaturalne.

Obecność dzieci w domu nie jest bezpłatna. Dorosły będzie musiał przebywać z nimi w domu w godzinach „szkolnych”. W gospodarstwach domowych z dwojgiem rodziców trzeba będzie przebywać z dziećmi, dbać o to, by miały pożywienie i przerwy a także, żeby faktycznie uczyły się na zajęciach.

Myśląc o wyzwaniu związanym z trudnością w utrzymaniu się z jednej pensji, trzeba pamiętać o rodzinach niepełnych – tym będzie znacznie trudniej. Ale i tutaj trzeba będzie znaleźć pewne porozumienie, albo przy pomocy rządu, organizacji pozarządowych, albo w ramach innego porozumienia. W końcu, kiedy szkoły są ośrodkami masowych infekcji, pytanie nie brzmi czy dzieci powinny zostać w domu, ale jak to zrobić by mogły.

Im szybciej uznamy konieczność dostosowania się do rzeczywistości, tym łatwiej przejdziemy przez zmiany.

Kiedy kilka miesięcy temu pisałem, że nadzieje ludzi na powrót do czasów sprzed COVID są nierealne, ludzie nie mogli tego zaakceptować. Teraz mam nadzieję, że już widzą, że tak jest, ponieważ im wcześniej dostosujemy nasze zasady i instytucje do faktu, że wirus nie zniknie, tym lepiej będziemy w stanie dostosować naszą edukację, gospodarkę i wszystkie inne aspekty naszego życia do nowego świata, który pojawił się z dnia na dzień.

Źródło: https://bit.ly/3l1Xg2V


Szczepionka już jest – w każdym sercu

каббалист Михаэль ЛайтманNajważniejsze w walce z koronawirusem jest uświadomienie sobie samej choroby. Dopóki nie zrozumiemy, w jakim stanie się znajdujemy, nie będziemy mogli przejść do następnego etapu – do uzdrowienia. Wszakże natura nie zamierza dać nam cudownego lekarstwa, które pozwoli nam zakończyć z wirusem i zapomnieć o nim. 

Celem natury nie jest to, aby prowadzić nas przez chorobę i wyleczyć. Natura chce, aby cierpienie z powodu wirusa zmusiło nas do ujawnienia w nim ludzkiego czynnika, czyli naszego braku jedności i niedobrych relacji między nami.

I wtedy naprawimy wzajemne stosunki, by zacząć martwić się o to, co inni ludzie myślą i czują, zrozumiemy, co jest w ich sercach. Jeśli nie nawiążemy takich relacji, nadal będziemy chorować z powodu koronawirusa lub innych wirusów, które stoją za nim w długiej kolejce. Epidemia się nie skończy, ponieważ znajdujemy się w nowej epoce i jesteśmy zobowiązani do naprawienia stosunków człowieka do człowieka.

Każdy zły stan jest wynikiem naszej wzajemnej nienawiści. Już samo uświadomienie sobie tego jest początkiem leczenia. Jeśli ludzkość przysłucha się temu posłaniu, to już jest połowa uzdrowienia. Nie potrzebujemy tych wszystkich szczepionek. Każdy kraj stara się teraz, jako pierwszy wypuścić szczepionkę przeciwko koronawirusowi, ale nie po to, aby wyleczyć ludzkość, ale aby na niej zarabiać.

To jest dokładnie odwrotne działanie. Każdy kraj chce sprzedawać szczepionkę. Nie jest dumny z tego, że może uratować całą ludzkość, nie oferuje wszystkim: „Weźcie naszą szczepionkę i wyleczcie się!” Nie, on mówi: „Kupcie ją”. Oznacza to, że działamy tutaj w przeciwieństwie do tego, do czego kieruje nas ten cios. I dlatego szczepionka nie przyniesie żadnej poprawy.

Ale my już mamy lekarstwo na koronawirusa, jest szczepionka. I ona jest bardzo prosta: dobre relacje między nami, które neutralizują wszystkie wirusy. Chcieliście szczepionkę? Macie ją! U każdego w sercu jest lekarstwo przeciwko wirusowi. Użyj go! Nic nie jest potrzebne oprócz tego.

Ten antywirus w sercu to miłość, jedność, bliskość serca. Jest to najbardziej niezawodne lekarstwo, które niszczy wszystkie wirusy. Zróbmy badania kliniczne, tak jak testuje się teraz szczepionki próbne. Zorganizujmy grupę, w której ludzie naprawdę zaczną się między sobą zbliżać, i przekonajmy się, że nie dotknie ich koronawirus.

I tu kobiety z ich macierzyńskim sercem mają szczególną rolę. Gdyby kobiety naprawdę zapragnęły pozbyć się koronawirusa i rozumiały, że jest to możliwe dzięki ich wspólnym wysiłkom, zrobiłyby to.

W przeciwnym razie epidemia będzie narastać, przecież lato się skończyło i dzieci powracają do szkoły. A potem przyjdzie czas świąt, świątecznych spotkań i modlitw. Jeśli zostawimy wszystko tak, jak jest, to ciosy nie będą miały końca. Natura nie ustąpi.

Znajdujemy się w nowej epoce zwanej „ostatnim pokoleniem” i musimy dojść do miłości do bliźniego, jak siebie samego. Tylko to może być lekarstwem na wszystkie choroby, które teraz czekają ludzkość, we wszystkich formach. Nawet nie wiemy, skąd się spodziewać ciosów, ale one przyjdą.

Mamy nadzieję, że kobiety na całym świecie nas usłyszą i zrozumieją, że w sercu każdego człowieka, a szczególnie kobiet – jest siła, która może uratować wszystkich. Wydaje się, że relacje między ludźmi nie mają żadnego związku z wirusem, z chemią i biologią, ale w rzeczywistości tak jest. Nasze relacje mają najwyższą, ukrytą siłę i dlatego tylko korygując je, możemy poradzić sobie z wirusami. A w przeciwnym razie wszyscy będziemy cierpieć, a w pierwszej kolejności, kobiety.

Zrozumienie tego, że wirus pojawia się w wyniku egoistycznych relacji między nami, a dobre relacje niszczą wirusa i służą, jako lekarstwo – już ta wiedza zacznie nas leczyć. Dobre relacje – to źródło wszelkiego dobra, a brak takich relacji – to źródło wszelkiego zła, a celem koronawirusa jest udowodnić nam to.

Kobieta, jako matka powinna nakierować całą rodzinę na dobre relacje z innymi. Czy pamiętacie, jak mama pouczała nas, posyłając nas do szkoły lub by bawić się na podwórku: „Bądź dobrym dzieckiem, nie bij się i wtedy ty też nie będziesz skrzywdzony. Przechodź przez ulicę tylko na przejściu.

Opiekuj się innymi, pomóż im i wtedy oni też pomogą tobie“? To jest to, co nazywa się być „dobrym dzieckiem”. Więc stańmy się wszyscy dobrymi dziećmi. I kobiety-matki muszą nam to powiedzieć.

Przecież nic przez to nie tracimy! Dlaczego uczymy dzieci dobrego zachowywania na ulicy i jesteśmy pewni, że to im przyniesie dobro? Dlatego, że wiemy, że dobre relacje wywołują dobrą odpowiedź. I tak samo tutaj, stańmy się dobrzy dla siebie nawzajem i zobaczmy, że to pomaga. A jeśli to nagle nawet nie zniszczy koronawirusa, to co tracimy tym, że ograniczymy trochę swój egoizm, który przysparza nam tak dużo nieszczęść?

Warto wypróbować to lekarstwo, które już jest wewnątrz nas. Ono już istnieje, nie musimy niczego wymyślać. I jestem pewien, że jeśli użyjemy tego lekarstwa, znajdującego się w naszym sercu, to pokonamy wszystkie wirusy. 

Z programu „Kobiety w nowym świecie”, 30.08.2020 


Pokoleniowa katastrofa w edukacji

Sekretarz Generalny ONZ Antonio Guterres ostrzegł, że w edukacji, z powodu zamknięcia szkół w czasie pandemii koronawirusa, przeżywamy „katastrofę pokoleniową”. Z jednej strony rozumiem, dlaczego niektórzy uważają to za smutne. Z drugiej strony, jeśli przyjrzymy się, jaki rezultat daje spędzenie całego dzieciństwa i okresu dorastania w obecnie działającym systemie edukacyjnym, to nie jestem pewien, czy powinniśmy żałować tego zamknięcia. Moim zdaniem to właśnie odłączenie się od starego systemu pozwoli nam zbadać z pozycji obserwatora, skrytykować i zbudować nowy, lepszy.

Właściwy system edukacji powinien kłaść nacisk na więzi międzyludzkie, a nie na wpajanie informacji. Powinien uczyć dzieci, że ludzie o różnych poglądach nie są wrogami.

Przemoc na ulicach i w domach, przestępczość, nadużywanie narkotyków, prostytucja, wskaźniki depresji, samobójstwa  – wszystko, to jest wynikiem edukacji, jaką dajemy naszym dzieciom. Można więc lamentować nad zamknięciem systemu edukacji, ale oceniając po wynikach, nie odniósł on sukcesu.

Pogarszanie się sytuacji nie zaczęło się od pojawienia się Covid-19. To trwa od dziesięcioleci.

System edukacyjny powstał podczas rewolucji przemysłowej, a jego celem było dostarczenie rolnikom, którzy wyemigrowali do miast, wiedzy niezbędnej do obsługi maszyn. Z biegiem czasu dodawaliśmy do systemu szkolnictwa coraz więcej dziedzin wiedzy, ale nie zmieniliśmy podstawowej zasady: zapamiętaj materiał, który przekazują Ci nauczyciele – to wszystko, czego potrzebujesz, aby wykonywać dobrą robotę.

Gdzieś po drodze zapomnieliśmy, że szkoła daje dzieciom wiedzę, ale nie rozwija ich jako istot ludzkich. Ta część edukacji, która uczy, jak komunikować się z innymi ludźmi, jak dbać o siebie nawzajem, jak być pozytywnym elementem w społeczeństwie, została całkowicie pominięta. Rodzice tego już nie uczą, ponieważ dzieci nie ma w domu, szkoły też nie uczą, ponieważ nie były do tego stworzone, więc w rezultacie osiemnaście lat po narodzinach, słodkie dzieci, w których pokładaliśmy nadzieję, stały się w pełni wyrośniętymi, niepoprawnymi dzikusami. Dlatego dobrze jest, że szkoły zostały zamknięte; jest to kolejna korzyść społeczna płynąca z Covid-19.

Właściwy system edukacji powinien kłaść nacisk na więzi międzyludzkie, a nie na wpajanie informacji. Powinien uczyć dzieci, że ludzie o różnych poglądach nie są wrogami. Wręcz przeciwnie, pokazują nam perspektywy, które inaczej moglibyśmy przegapić. Nawet jeśli nie zgadzamy się z innymi ludźmi, nie wiedzielibyśmy, dlaczego myślimy tak, a nie inaczej, gdyby nie potrzeba wyrażenia naszych poglądów.

Co więcej, w świecie tak pełnym przeciwieństw łatwo zauważyć, że tak jak nic w naturze nie jest kompletne bez swojego przeciwieństwa, tak jest też z ludźmi. Kiedy mamy różne poglądy, może się wydawać, że spieramy się o to, czyja opinia jest poprawna, ale tak naprawdę przenosimy cały świat na wyższy poziom istnienia.

Podobnie, kiedy patrzymy na nasze stopy podczas chodzenia, wydaje się, że konkurują. Widząc je z góry, wiemy, że pozorna konkurencja tak naprawdę jest postępem całego organizmu w kierunku kolejnego miejsca, do którego chcemy się udać. Gdyby nie pozorna konkurencja, nie awansowalibyśmy w ogóle, stalibyśmy w miejscu.

Jednak dzieci nie uczą się tego wszystkiego w szkole; one tylko zapamiętują. Dlatego tak się cieszę, że w końcu doszliśmy do punktu, w którym możemy zacząć prawdziwą edukację, stać się ludźmi, a nie komputerami. Teraz być może jest nadzieja dla naszego gatunku.

Źródło:https://bit.ly/3h6IE0K


Jak nauczyć dziecko być dobrym?

каббалист Михаэль ЛайтманPytanie: Jak nauczyć dziecko być dobrym, kochać świat, przyrodę?

Odpowiedź: Tylko własnym przykładem. Dziecko stale musi widzieć takie przykłady wokół siebie. Nie ma żadnych innych sposobów. Bez względu na to, co mu powiesz, cokolwiek mu doradzisz, to nic nie da. Jego otoczenie powinno dawać mu tylko pozytywne przykłady, aby wchłaniało je od młodych lat.

Pytanie: A jeśli wychowuje się w niepełnej rodzinie? Jeśli sama wychowuję syna, i on nie ma przykładu ojca przed oczami?

Odpowiedź: To znaczy, potrzebujesz mieć jednego lub nawet kilku mężczyzn, którzy dawaliby mu przykład, z którymi znajdowałby się w kontakcie, a oni utworzyliby wokół niego społeczeństwo.

Z lekcji w języku rosyjskim, 24.05.2020