Artykuły z kategorii Artykuły w mediach

COVID to nie wirus, to tsunami

26 grudnia 2004r. o godzinie 9:30 nad ranem, niezwykle duża i szybko poruszająca się fala przeszła przez spokojne poranne morze, zmoczyła zaskoczonych plażowiczów na Koh Lanta w Tajlandii, rozbiła się na plaży i zabrała kilka krzesł, wciągając je do morza. Lisa Anckarman, wówczas piętnastoletnia dziewczynka, sfilmowała falę i wiele z tego, co wydarzyło się później. Początkowo, relacjonuje: „Ludzie pozostali na plaży, a wśród mieszkańców i turystów rozszedł się szmer rozmów wynikający z zamieszania. Wszyscy byli nieco zszokowani” kontynuuje „lecz nadal wydawało się to dość zabawne”. Ale kiedy ludzie patrzyli, jak krzesła odpływają w morze, „wtedy powietrze wypełnił ryk. Jeszcze chwilę wcześniej rozbawione spojrzenia skierowały się ku horyzontowi, by zobaczyć zbliżającą się ścianę błota i wody. Na początku”, pisze Anckarman „miałam trudność ze zrozumieniem tego, co widzę.” Wtedy, „powietrze wokół wypełniło się całkowitą paniką.” Anckarman, młoda i wysportowana, złapała swoją młodszą siostrę i wbiegła na najbliższe wzgórze. Przeżyły, ale tego dnia prawie ćwierć miliona ludzi straciło życie w wyniku ataku tsunami.

Im szybciej skierujemy nasze umysły, serca i ciała do budowania społeczeństwa opartego na wzajemnej odpowiedzialności, integracji wszystkich części społeczeństwa i budowaniu poczucia wspólnoty, tym szybciej uwolnimy się od wirusa i jego okropnych następstw.

Trzęsienie ziemi, które spowodowało tsunami, było trzecim co do wielkości, jakie kiedykolwiek odnotowano, jego uderzenie miało najdłuższy czas trwania, jaki kiedykolwiek zaobserwowano – od ośmiu do dziesięciu minut. Jednak w zdecydowanej większości przybrzeżnych obszarów obejmujących epicentrum trzęsienia, nie zabrzmiał żaden alarm przed nadejściem fali.

Moim zdaniem naszym największym dzisiejszym problemem jest to, że bardzo przypominamy tych naiwnych plażowiczów. Uważamy, że to tylko większa fala; podczas cofania się zabierze ze sobą kilka krzeseł i to już koniec. Nie zdajemy sobie sprawy, że to początek serii fal, z których każda jest większa i bardziej niszczycielska niż jej poprzedniczka, i że kiedy to się skończy, nasz świat zmieni się na zawsze. COVID-19 to nie całe wydarzenie; to ta pierwsza „nietypowo duża i szybko poruszająca się fala”. Dlatego wielu ludzi jest zdezorientowanych, ale i rozbawionych, nie wiedząc, czy powinni traktować to poważnie, czy nie. Jednak wszyscy powinniśmy bardzo poważnie potraktować COVID-19.

Od dziesięcioleci pod powierzchnią tworzył się nowy świat, a my opieraliśmy się jego nadejściu. Próbowaliśmy wszystkiego, co w naszej mocy, aby za wszelką cenę utrzymać konsumpcjonizm i bezwzględną konkurencję, jedynie opóźniając to, co nieuniknione. Teraz w końcu ciśnienie tektoniczne wzrosło do tego stopnia, że warstwy zostały przesunięte w nowe miejsce, jednocześnie ciśnienie zostało natychmiast uwolnione i w rezultacie – mamy tsunami zmieniające życie na całym świecie. Nie powinniśmy się oszukiwać; fale, które nastąpią po COVID, będą większe i bardziej niszczycielskie. Unikniemy ich wpływu tylko wtedy, gdy teraz zaczniemy działać.

Zmiana, której potrzebujemy, to transformacja naszego stosunku do świata i społeczeństwa, do innych ludzi. To rewolucja w naszym postrzeganiu rzeczywistości, od patrzenia na świat oczami indywidualistów do widzenia zbiorowości. Nadal opieramy się zmianie. Nasze ego mówi nam, że to tylko fala; wkrótce wrócimy do celebrowania życia, niszczenia planety i wykorzystywania każdego, kogo się da, celowo lub nieumyślnie. Ale nasze ego wyprowadza nas w pole. Większość z tych, którzy pozostali na lądzie 26 grudnia 2004 r., nie przeżyła następnych fal. Tak samo nie przeżyją Ci, którzy dziś upierają się przy swoim i chowają głowy w piasek.

Im szybciej skierujemy nasze umysły, serca i ciała do budowania społeczeństwa opartego na wzajemnej odpowiedzialności, integracji wszystkich części społeczeństwa i budowaniu poczucia wspólnoty, tym szybciej uwolnimy się od wirusa i jego okropnych następstw.

W przeciwieństwie do wydarzeń z 2004 roku, mieliśmy wiele alarmów. Wiele osób ostrzegało, że nasz paradygmat jest nie do utrzymania. Sam piszę i mówię o tym, od co najmniej piętnastu lat, ale moje błagania zawsze spotykały się z protekcjonalną tolerancją, jeśli nie z rażącą pogardą.

Teraz minęła faza ogłaszania alarmu; jesteśmy w środku wydarzenia. Powinniśmy robić, co nam każą: zachować dystans społeczny, nosić maski i rozejrzeć się dookoła w celu rozpoznania obecnej sytuacji i naszego w niej położenia. Zawody z przeszłości zniknęły lub szybko umierają. Maszyny wykonają większość pracy fizycznej, a prace ludzkie będą coraz bardziej odnosić się do połączeń międzyludzkich. Będzie mnóstwo zawodów potrzebnych do zbudowania nowego społeczeństwa, opartego na trosce, solidarności, spójności społecznej – wszystkich tych wartościach, z których tak długo wyśmiewaliśmy się. Teraz są one niezbędne dla naszego istnienia. Bez nich nie będziemy w stanie nic zrobić, nawet utrzymać łańcuchów dostaw żywności, aby wyżywić siebie i nasze rodziny. W dzisiejszych czasach wzajemna odpowiedzialność nie jest tylko wspaniałomyślną ideą; jest tak samo potrzebna, jak pożywienie i woda, ponieważ bez niej nie będą zaspokojone żadne z tych elementarnych potrzeb.

Musimy zrozumieć, że teraz będziemy pływać razem, albo utoniemy samotnie.

Źródło: https://bit.ly/3g9yKLv


Pozbyć się lęków

каббалист Михаэль Лайтман Bezmyślnie czekamy na koniec pandemii koronawirusa zamiast już teraz wyciągać lekcje. W rezultacie zjawiska towarzyszące pandemii mogą okazać się nie mniej niszczące niż ona sama.

Im dłużej koronawirus pozostaje z nami, tym bardziej jego skutki są odczuwalne w różnych sferach życia. Atakowane są nie tylko zdrowie i gospodarka – atakowany jest nasz psychiczny i emocjonalny stan. Syndrom lęków i niepokojów obejmuje dzisiaj nie tylko tradycyjne wrażliwe sektory, ale także ogromne masy ludności, w tym dzieci i młodzież.

Niepokój i panika, lęk przed utratą bliskiej osoby, strach przed śmiercią, presja społecznych i ekonomicznych okoliczności – wszystko to w różnym stopniu dotyka miliony ludzi ingerując w ich codzienne czynności, a nawet je zakłócając.

Niepewność panująca w świecie i brak solidnych perspektyw jest wyzwaniem, z którym nie każdy może sam sobie poradzić. Myśli o tym paraliżują człowieka, wysysają z niego siły. Liczba samobójstw w pierwszej połowie roku, w stosunkowo zamożnym Izraelu wzrosła prawie o 5% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Trzykrotnie wzrosła poporodowa depresja. W Stanach Zjednoczonych brakuje już leków na depresję i stany lękowe, które dotykają co najmniej jedną trzecią nastolatków i młodzieży.

Nieznane, zawsze martwi i przeraża. Jest to jeden z głównych czynników psychologicznych problemów. Kiedy nie wiesz, co czai się za rogiem, czujesz się jakby w zamknięciu, nie masz pojęcia, gdzie się poruszać, co przedsięwziąć. Niepewność prowadzi do bezradności, dezorientacji i zatrzymania.

Co gorsza, przekazujemy sobie to uczucie a ono rozprzestrzenia się w społeczeństwie jak wirus. Ponieważ wszyscy ludzie są zjednoczeni od początku w jednym systemie, nazywanym w Kabale Adam Riszon. Czy tego chcemy, czy nie nasze impulsy przebiegają przez jego połączenia neuronowe. To co dostrzegam u siebie, w taki czy inny sposób pochodzi od innych i nawet bez mojej wiedzy przesyłane jest dalej. Ludzie świadomie i nieświadomie nieustannie zarażają się wzajemnie negatywnością.

Taki jest paradoks współczesnego egoistycznego społeczeństwa: nierozerwalne części całości czują się w nim oddzielone, niekiedy samotne, zagubione. Cierpimy z powodu braku jedności, ale nadal ją pielęgnujemy.

Przejdźmy do ogólnego obrazu. W rozwiązywaniu współczesnych problemów należy wziąć pod uwagę interaktywną, systemową wzajemną relację. Dzisiaj walczymy nie z koronawirusem i jego konsekwencjami – ale przeciwstawiamy się systemowi, którego absolutnie nie rozumiemy, chociaż powinniśmy już zrozumieć.

Prawo jest surowe, ale jest prawem”

Wszystkie problemy człowieka w tej jedynej strukturze generowane są przez jego arogancki upór: człowiek nie akceptuje praw systemu, przeczy mu na każdym kroku, ignoruje jego sygnały i ostrzeżenia. Ze względu na swoje rosnące wymagania wynajduje wadliwe, zastępcze struktury, które prędzej czy później zwalają się mu na głowę. Zdezorientowany dogmatami wyssanymi z palca, odrzuca proste, poprawne rozwiązania, chociaż one leżą dosłownie przed jego nosem.

Jak pomóc ludziom, którzy stracili grunt pod nogami, czują się przygnębieni, zdezorientowani i przytłoczeni? Oczywiście należy ich objąć w każdym znaczeniu tego słowa. Należy ich wspierać, pocieszać, dodawać otuchy, gdyż potrzebują żywego udziału człowieka. Człowiek człowiekowi powinien przekazywać ciepło, troskę, wzajemność. Kiedy wiem, że nie jestem sam, że nie będę zostawiony na pastwę losu, wszystko się zmienia. Czując szczerą życzliwość, pewność pochodzącą od otaczających mnie ludzi, uspokajam się jak dziecko na rękach matki. Przy tym oczywiście sam także muszę być „kochającą matką” w stosunku do innych.

Nie mamy jednak produktu o takiej nazwie i chorym sprzedajemy tabletki, wizyty u psychologów i psychiatrów, rozpraszające placebo. Doszliśmy do tego, że nie możemy ani czuć ich nieszczęścia, ani współczuć im z głębi serca.

A jeżeli jesteśmy już gotowi przyznać się do tego, to zacznijmy „pociągać za sznurki”. W rzeczywistości przeciwko zaburzeniom lękowym potrzebna jest również „szczepionka“, jest również niezbędna „odporność kolektywna“. Dlaczego więc skupiamy się na koronawirusie i nie chcemy wyciągać wniosków? Dlaczego gotowi jesteśmy w dalszym ciągu dawać wszystko inne jako okup dla egoizmu? Przy takim podejściu czekają na nas znacznie trudniejsze i boleśniejsze doświadczenia.

Ostatecznie system nie odstąpi i tak zaakceptujemy jego wymagania. Więc dlaczego nie teraz? Czy naprawdę trzeba dojść do samego dna, do globalnych kataklizmów, aby zmienić kurs?

Obejmij świat

Amerykanie zawsze robią to, co należy dopóki nie spróbują czegoś innego” – powiedział kiedyś Churchill. Dzisiaj powiedziałby to o nas wszystkich. Znikają miejsca pracy, narastają globalne sprzeczności, przyszłość zamienia się w „burzową przełęcz” i nie mamy pojęcia, co będzie jutro, nie wiemy jak wychowywać i edukować dzieci, aby ich świat był lepszy.

Obraz naszego życia zmienia się na naszych oczach, zabierając to do czego jesteśmy przyzwyczajeni, niszcząc utkane przez nas iluzje. Stoimy i czekamy, aż wszystko zostanie odbudowane, odrodzone, powróci do normy. Faktycznie wszyscy jesteśmy zdezorientowani i zastopowani w martwym punkcie, dlatego że boimy się nowego i nie możemy pozbyć się starych obaw.

Oby była taka możliwość, by zebrać całą ludzkość w jedną całość, abym mógł objąć wszystkich”. (Kabalista Abraham Kuk)

Kiedy nadchodzi fazowe przejście z nieuniknionymi wstrząsami, jedynym lekarstwem jest współczucie i miłość. Każdy chce wewnętrznie objąć drugiego i w ten sposób przekazuje otoczeniu nie niepokój, ale niezachwianą pewność, oddanie, gotowość podstawienia ramienia.

Tylko tak uzdrowimy się i przejdziemy na nowy etap, pełni siły i nadziei. Tylko w taki sposób zaczniemy rozumieć ogólny system i swoją w nim rolę.

W rzeczywistości oznacza to grę typu „podaj dalej”, która uczy nas, jak podtrzymywać integralną równowagę. Z jednej strony trzymamy się od siebie na odległość, aby nie dzielić się wszelkiego rodzaju wirusami, negatywem jaki narusza wspólność, a z drugiej strony zbliżamy się w sposób, który pozwala nam wzmocnić więź i przekazywać sobie wzajemnie pozytyw. Jest to „społecznie zorientowana kwarantanna”, dzięki której każdy staje się kanałem zaufania i dlatego sam odczuwa je przez innych.

Jesteśmy blisko tego. O wiele bliżej, niż się nam wydaje. Jesteśmy już nastrojeni na właściwą falę, ale jeszcze nie zaczęliśmy na niej nadawać, nie zrozumieliśmy jeszcze, że jest to nasza fala, nasza odpowiedzialność, nasze powołanie i nasza dobra przyszłość. Co skłoni nas do wypełnienia tej ciszy?


5 rzeczy, które musimy wiedzieć w czasach COVID-19

Pod zdjęciem: Kobieta przechadzająca się w masce obok pudeł ułożonych do przeprowadzki podczas Covid – 19, przed gmachem z piaskowca w Upper West Side, czekając, aż firma dokończy pakowanie rzeczy byłych najemców, którzy już przenieśli się poza stan, Nowy Jork, NY, 13 lipca 2020r.

Nikt tego nie rozumie. Nikt tak naprawdę nie wie, skąd się wziął, jak powstał, jaki jest jego cel, jak wpływa na nas, dlaczego wpływa na nas w taki sposób, ani jak się go pozbyć, jeśli w ogóle jest jakiś sposób. COVID-19 zapędził nas do narożnika, skazując na swoją łaskę i czekamy, aż uratuje nas dźwięk gongu.

Ostatecznym rezultatem bezprecedensowej pandemii koronawirusa będzie społeczeństwo, w którym ludzie bez wysiłku mają zaspokojone podstawowe potrzeby, przez cały dzień spędzają czas z innymi i żyją w zgodzie ze sobą i z naturą.

Tak naprawdę mamy większy problem niż tylko odpowiedzieć na powyższe pytania. Naszym problemem jest nasze podejście do wirusa, gdyż zmieniając nastawienie, zmienimy zagrożenie w błogosławieństwo. Poniżej znajduje się pięć rzeczy, które musimy wiedzieć, aby zmienić nasze nastawienie i zamienić zgubę w dobrodziejstwo.

1. Pierwszą rzeczą, którą musimy wiedzieć jest to, że wirus wpływa nie tylko na nasze ciała. Oprócz oczywistych fizycznych skutków, wpływa na nas emocjonalnie i psychicznie. Wirus zmienia naszą psychologię. Zmusił nas do wprowadzenia zakazu wychodzenia z domu i ponownego przeanalizowania wielu wartości, które uznawaliśmy za oczywiste. Pokazał nam, że nie ma konieczności kupowania lub szukania w każdej chwili okazji do zakupów. Otworzył nam oczy na ludzi wokół nas, naszych rodziców, dzieci, małżonków i przyjaciół. Pokazał nam, jak bardzo jesteśmy niecierpliwi, jak jesteśmy troskliwi lub nie, i jak troskliwi lub nie są nasi bliscy.

2. COVID-19 jest nauczycielem wzajemnej odpowiedzialności. Nawet nie czując się chorym, będąc młodym, silnym i zdrowym człowiekiem, mogę być nosicielem i przekazać wirusa moim już nie tak młodym, silnym i zdrowym rodzicom lub dziadkom. Dlatego muszę unikać przytulania ich i całowania, a także wysyłania do nich moich dzieci, gdy chcę wykonać jakąś pracę. I muszę to zrobić nie dlatego, że nie chcę złapać wirusa, ale żeby nie przekazać go im. Co więcej, władze mówią mi, że muszę zastosować tę zasadę, kiedy wychodzę na zewnątrz, aby nie przenosić wirusa na innych, zupełnie nieznajomych! Jest to zupełnie nowe podejście społeczne, ale niezbędne w dzisiejszych czasach, kiedy mamy do czynienia z bardzo zaraźliwymi wirusami.

3. Inną bardzo ważną rzeczą, którą należy wiedzieć jest to, że wirus restrukturyzuje gospodarkę. Czy nam się to podoba, czy nie, zabija konsumpcjonizm, pokonuje kapitalizm i wprowadza to, co felietonista NY Times Thomas Friedman nazwał miejscami pracy, które „tworzą większą wartość od serca i między sercami”. To nie jest komunizm ani socjalizm XX wieku. Nie jest to gospodarka, w której wszyscy są tacy sami. Wręcz przeciwnie, postrzega każdego, jako wyjątkowego i stara się czerpać korzyści z wyjątkowych umiejętności i możliwości każdego. W związku z tym wspiera rozwój talentów i talentów każdej osoby, które następnie z radością wykorzystujemy, aby ulepszyć społeczeństwo, jako całość, podczas gdy społeczeństwo uznaje wkład każdej osoby i pochwala każdą osobę za jej wysiłki na rzecz czynienia społeczeństwa lepszym miejscem do życia. W ten sposób społeczeństwo zarówno czerpie korzyści z wkładu ludzi, jak i ludzie szczęśliwie się w nim realizują, ponieważ daje im to siłę, spełnia ich marzenia i sprawia, że ​​czują się wartościowi i potrzebni, jako istoty ludzkie.

4. Koronawirus zmusi nas do radykalnych zmian na rynku pracy. Na poziomie materialnym społeczeństwo zatroszczy się o podstawowe rzeczy; nie będzie trzeba martwić się o jedzenie, wodę, schronienie, opiekę zdrowotną, edukację, a nawet rekreację. Będą ludzie, których wkład w społeczeństwo będzie polegał na produkcji i dostarczaniu wszystkim podstawowych artykułów. Reszta ludzi nie będzie siedzieć bezczynnie; jak to określił Friedman będą zajęci tworzeniem „wartości dodanej pracą płynącą z serca”, wzmacnianiem społecznej solidarności i spójności.

5. Ostatecznym rezultatem bezprecedensowej pandemii koronawirusa będzie społeczeństwo, w którym ludzie bez wysiłku mają zaspokojone podstawowe potrzeby, spędzają czas z innymi przez cały dzień i żyją w zgodzie ze sobą i z naturą. Ponieważ nadmierne zakupy nie będą już zadowalać ludzi, nie będą oni konsumować więcej niż potrzebują, i nie wyczerpią planety z jej zasobów. Natura się odrodzi, klimat wróci do równowagi, a ludzie poczują się zjednoczeni między sobą i z całą przyrodą.

Źródło: https://bit.ly/2EniFUx


Szczepionka na społeczną epidemię

Nic nie wywołuje większego niepokoju niż nieznane. Obecnie przeżywamy trudny czas zmierzając w nieznane. To nas przeraża. Zamieszanie, izolacja i poirytowanie, to niektóre z zagrożeń dla amerykańskiego stanu umysłu, ze względu na reperkusje COVID-19. Eksperci uważają, że sytuacja jest bliska epidemii społecznej. Jedynym sposobem na utrzymanie się na powierzchni tych burzliwych wód jest sieć wsparcia, czyli budowa systemu odpornościowego, chroniącego przed niepokojem, poprzez połączenie między ludźmi.

Z dala od praw natury i zdezintegrowani, jako społeczeństwo popadliśmy w wieczną niepewność.

W rzeczywistości jest tak wiele nieprzewidywalnych i niekontrolowanych elementów, które same zależą od niezliczonych ukrytych przyczyn, że straciliśmy zaufanie do wielu aspektów naszego społeczeństwa. To budzi obawy.

Pięćdziesiąt lat temu nie baliśmy się tak bardzo przyszłości. Myśleliśmy, że zrobimy postępy i sytuacja się poprawi. Teraz nie wiemy, co przyniesie jutro, i czy dla naszych dzieci sytuacja się poprawi. To już nie jest spekulacja; widzimy, że świat podupada. Już teraz mamy do czynienia z bardzo realnym lękiem przed zbliżającymi się trudnościami.

Człowiek w naturalny sposób chce poznać prognozy, co do przyszłości; w przeciwnym razie nie ma pewności, jak postępować w teraźniejszości. W przeszłości większość ludzi mogła spodziewać się, jaki będzie przebieg ich życia. Życie było proste, blisko ziemi, kierowane porami roku i w zgodzie z naturą.

Kiedy przeżywamy wewnątrz tę przesłankę i zaczynamy pracować nad naszymi połączeniami, wywołujemy ciepło i uczucie wspierające myśli i troskę o innych.

Z biegiem lat oddaliliśmy się od postrzegania natury, jako źródła życia, jako najwyższego systemu, w którym istniejemy. Zdystansowaliśmy się od siebie, gloryfikowaliśmy indywidualne osiągnięcia i zachęcaliśmy do bezdusznej rywalizacji między nami do tego stopnia, że ​​rosnący egoizm sprawiał, że czuliśmy, że inni i natura zostały stworzone tylko po to, by nam służyć.

Nie wiemy, co będzie dalej. Nie rozumiemy, co ma wpływ na nas, i jak prawidłowo reagować. Z dala od natury i zdezintegrowani, jako społeczeństwo popadliśmy w wieczną niepewność.

Powoli przyzwyczajamy się do wstrząsów, które wpływają na świat, wciąż zastanawiając się, jaka siła w rzeczywistości działa i sprowadza na nas wszystkie te wydarzenia. Jest w nas potrzeba elementu niepewności, po to abyśmy spróbowali znaleźć źródło wszystkiego, co nas otacza i uświadomić sobie, że to natura. To ta sama siła, która zmusza nas do upodobnienia się do niej, aby wieść życie we współzależności i synergii.

Poprzez olbrzymie cierpienia i kłopoty, stopniowo godzimy się ze znaczeniem budowania fortecy silnych i znaczących relacji międzyludzkich. Kiedy przeżywamy wewnątrz tę przesłankę i zaczynamy pracować nad naszymi połączeniami, wywołujemy ciepło i uczucie, wspierające myśli i troskę o innych. Działania te wzmocnią nasze zaufanie, co do przyszłości i bezpiecznie przeprowadzą nas przez obecny stan niepewności.

Przyszłe społeczeństwo musi być takie, w którym ludzie żyją po to, aby osiągnąć między sobą więź, ponieważ w połączeniu odkryją radość i pełnię.

Ludzie są istotami społecznymi. Jesteśmy tak uzależnieni od społeczeństwa, że ​​powinno ono być naszą bezpieczną przystanią, gdy odczuwamy niedostatek i strach. Musimy stworzyć środowisko, które daje poczucie pewności i wzajemnej gwarancji. To znaczy wszystko, czego potrzeba, aby wyleczyć epidemię społeczną.

Źródło: https://bit.ly/32RkEud


Praca serc – pracą przyszłości

Instytut ARI, którego jestem założycielem, opublikował już w 2012 roku książkę Korzyści wynikające z nowej gospodarki: Rozwiązanie światowego kryzysu gospodarczego poprzez wzajemną gwarancję. Książka nakreśliła futurystyczny rynek pracy, na którym niewielu ludzi pracuje i zaspokaja potrzeby reszty ludzkości, podczas gdy wszyscy inni zajmują się „pracą serc”, łącząc swoje serca i tworząc społeczne środowisko wzajemnej odpowiedzialności i opieki. Kilka lat później pomysł zaczął się realizować, gdy rządy zaczęły bawić się pojęciem Powszechnego Dochodu Podstawowego (Universal Basic Income) (UBI), który stanowi, że rządy gwarantują podstawowe środki utrzymania. Dziennikarz Thomas Friedman wyraźniej zrozumiał ten pomysł w 2017 roku, kiedy napisał, że w przyszłości ludzie będą musieli „tworzyć więcej wartości sercem i między sercami”. W wywiadzie dla British Council Friedman powiedział: „Kiedyś pracowaliśmy własnymi rękami. Maszyny to zastąpiły, ale zamiast tego zaczęliśmy pracować głowami, tworząc gospodarkę opartą na wiedzy. … Następnie myślę, że będziemy pracować więcej naszymi sercami.” Miał rację; maszyny zrobią resztę.

Korzyści społeczne z takiej pracy są oczywiste: solidarność, brak przestępczości i przemocy, zwiększona odporność psychiczna i emocjonalna oraz ogólne poczucie zadowolenia z życia. Ale jest jeszcze jedna ważna korzyść, którą ten zawód przyniesie: osobista realizacja aspiracji.

Przyszłość zerowego bezrobocia i absolutnej satysfakcji

Jeśli chodzi o pracę serc, nie ma czegoś takiego jak bezrobocie. Każdy może i musi wnieść swój wkład. Musimy zrozumieć, że świat przechodzi poważną zmianę. Ludzie rozwijają nowe i świeże podejście do rzeczywistości, nawet jeśli jeszcze tego nie wiedzą. „Zadania”, które będziemy wykonywać w wyłaniającej się rzeczywistości, będą wymagały pracy nad naszymi myślami o sobie nawzajem, naszymi powiązaniami społecznymi i naszymi pragnieniami, podczas gdy maszyny wykonają pracę fizyczną i „intelektualną”.

Miejsca pracy”, które będziemy mieć w przyszłości, będą wymagały użycia naszych wewnętrznych sił. Do dzisiaj używaliśmy tylko jednej naturalnej siły – siły egoistycznej, która dąży do czerpania korzyści dla siebie kosztem innych. Ale świat doszedł do punktu, w którym nie możemy dalej używać tylko tej siły, ponieważ wpycha ludzkie społeczeństwo i całą planetę w przepaść nieokiełznanego egoizmu.

W przeciwieństwie do ludzi, natura jest zrównoważona, działają w niej dwie siły – dodatnia – siła obdarzająca, równocześnie z ujemną – siłą przyjmującą. My również, jeśli chcemy przywrócić równowagę w naszym świecie musimy aktywować siłę pozytywną i ją wykorzystać. Tak jak nasza siła woli, nasze pasje i pragnienia popchnęły nas do wielkich osiągnięć dla nas samych, teraz popchną nas do osiągnięcia wielkich rzeczy w całej rzeczywistości, a zwłaszcza w społeczeństwie ludzkim. Nadal będziemy pracować z naszymi pragnieniami, z naszą siłą woli, ale to pragnienie będzie działało w przeciwnym kierunku niż ten, w którym działaliśmy do tej pory; będzie działać na rzecz jednoczenia ludzi poprzez więzi troski i uczucia ciepła i miłości, wszystko to ponad wszystkimi kontrastami w ludzkim społeczeństwie.

Nie to, że wcale nie korzystamy z pozytywnej siły. Owszem korzystamy, ale tylko na bardzo podstawowym, biologicznym poziomie, aby utrzymać nasze ciała w zdrowiu. Ale jeśli chodzi o nasze życie społeczne, zbytnio skłaniamy się do egocentryzmu, do tego stopnia, że ​​wytrąca to ludzkie społeczeństwo z równowagi i wywołuje starcia i konflikty, które dzisiaj obserwujemy.

Dlatego, teraz gdy coraz więcej osób ma nadmiar wolnego czasu, musimy rozpocząć przegląd społeczeństwa. Podstawowe środki utrzymania ludzi muszą być zapewnione poprzez świadczenia pieniężne lub w postaci bonów żywnościowych lub dostawę towarów dla wszystkich, podczas gdy czas ludzi wypełniony jest działaniami społecznymi, które kształtują w nich jakość obdarzania.

Nowa „praca” będzie wymagać udziału wszystkich. Ponieważ dotyczy to przekształcenia całego społeczeństwa, wszyscy wezmą udział w transformacji: mężczyźni, kobiety, osoby posiadające „zwykłe” prace i osoby bezrobotne.

Korzyści społeczne z takich miejsc pracy są oczywiste: solidarność, brak przestępczości i przemocy, zwiększona odporność psychiczna i emocjonalna oraz ogólne poczucie zadowolenia z życia. Ale jest jeszcze jedna ważna korzyść, którą ten zawód przyniesie: osobista realizacja aspiracji. Ponieważ ludzie wnoszą swoje umiejętności i energię, by przynosić korzyści społeczeństwu, społeczeństwo będzie żywo zainteresowane osobistą realizacją ludzkich marzeń. Jeśli na przykład ktoś marzy o byciu wielkim naukowcem, czy w interesie społeczeństwa nie leży pomoc w realizacji jego marzeń? A co z wielkim liderem, sportowcem lub innymi zawodami? Tak długo, jak ktoś wykorzystuje swoje talenty, by przynosić korzyści społeczeństwu, społeczeństwo będzie żywo zainteresowane realizacją tych ambicji. A najlepsze jest to, że gdy ktoś osiągnie swój cel, odkryje, że największą radością nie jest sam wyczyn, ale fakt, że osiągnięcie celu sprawia, że ​​inni są szczęśliwi. Będzie to najwyższe potwierdzenie, że życie jednostki ma godny cel i nic nie jest bardziej satysfakcjonujące niż świadomość, że wywarł na ludzkości trwałe, niezapomniane wrażenie.

Na drodze do budowania tego idealnego społeczeństwa pojawią się męki porodowe, ale cel jest już w zasięgu ręki. Im szybciej zaczniemy pracę nad jego budowaniem, tym szybciej stanie się to naszą rzeczywistością. Oczywista jest już konieczność opuszczenia egzystencji opartej na ego; teraz zależy od nas, ile czasu zajmie nam zbudowanie zrównoważonego świata na fundamentach wzajemnej troski i solidarności.

Źródło: https://bit.ly/3hf91kS


Czas na siłę drzemiącą w kobietach

Rzeczywistość składa się z dwóch sił, żeńskiej i męskiej. Zrównoważona komplementarna interakcja między nimi stworzyła wszystko, co widzimy wokół nas, cały wszechświat. Jedynie wśród ludzi nie obserwujemy tego zjawiska. U nas męska siła dominowała od tysiącleci, a słabe tego wyniki są ewidentne. Kobieca siła – ta, która tworzy życie i je pielęgnuje, jeszcze kilka dekad temu wcale nie była uwydatniona w społeczeństwie.

Ale rzeczy się zmieniają. W ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat kobiety przeszły z praktycznie żadnego wpływu na społeczeństwo, na szefów państw, szefów najważniejszych instytucji monetarnych, takich jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych oraz objęły inne znaczące pozycje.

To nie przypadek.

Podobnie jak w naturze, męskie i żeńskie siły są równie silne, ale wyraźnie odmienne, i każda z nich wnosi swój własny istotny dodatek do całości, społeczeństwo ludzkie musi teraz nauczyć się, jak włączać kobiety w społeczeństwo w pozytywny i konstruktywny sposób.

W tej chwili wiele kobiet, które osiągnęły stanowiska kierownicze, najczęściej uczyniły to, przyjmując męskie postawy. Nie odzwierciedla to jednak ich potencjału, ponieważ potrzebujemy właśnie pielęgnującej i opiekuńczej kobiecej jakości.

Społeczeństwo wciąż się uczy; musimy jeszcze odkryć, co to znaczy dodać kobiecy element do życia publicznego. To powiedziawszy, mamy już przykład: nasze własne rodziny. W rodzinie, mężczyzna tradycyjnie uważany jest za głowę rodziny, ale każdy mężczyzna, który kiedykolwiek był żonaty, przyzna się, że prawdziwym szefem w rodzinie jest kobieta. Ponieważ kobieta ma naturalną zdolność postrzegania całej rodziny, jako jednej jednostki, a ponieważ może wykonywać wiele zadań znacznie lepiej niż jakikolwiek mężczyzna, może prawidłowo ustalać priorytety, co jest do zrobienia i kiedy.

Sytuacja jest dziś znacznie lepsza niż kilka dziesięcioleci temu, ale wciąż jest wiele do zrobienia.

Podobnie jak w gospodarstwie domowym, tak w biznesie i w życiu publicznym, nieodłączne zdolności kobiet powinny otrzymać należne im uznanie. Sytuacja jest dziś znacznie lepsza niż kilka dziesięcioleci temu, ale wciąż jest wiele do zrobienia. Nadal musimy nauczyć się, jak zapewnić kobietom należne im miejsce w przywództwie, nie zmuszając ich do zachowywania się jak mężczyźni – gdyż właśnie wtedy tracą jakość, którą tylko one mogą wnieść – i bez zastraszania mężczyzn obecnością kobiet na stanowiskach kierowniczych, ponieważ męska jakość jest taka jak powinna być, i tylko gdy obie harmonijnie ze sobą współpracują, możliwe jest osiągnięcie dobrobytu.

Rzeczywiście, świat zmierza w stronę epoki, w której coraz więcej kobiet odgrywa wiodące role, a ludzkość może dzięki temu zyskać. Jednak, jak we wszystkim, musimy odpowiednio przejść ten proces i przekonać się, że dokładamy cechy kobiece, a nie odrzucamy męskie, aby razem zbudować dla ludzkości świat podobny do rodzinnego i na całe życie.

Źródło: https://bit.ly/3jkxPtE


Plan ratunkowy dla cierpiącego kraju

Rozejrzyj się, potrzebujemy planu ratunkowego i potrzebujemy go szybko. COVID-19 wygrywa na wszystkich frontach, gospodarka się załamuje, niepokój rośnie, a agresja wygrywa. Ale są rzeczy, które zrobić możemy, jeśli mamy odwagę, spryt i wytrwałość.

Jeśli ludzie pozostaną bezczynnie w domu dłużej niż kilka miesięcy, zaczną tracić zdolność do składania zobowiązań. Gdy znajdą się w tym stanie, ich szkolenie i uczynienie ich produktywnymi dla społeczeństwa będzie praktycznie niemożliwe, i pozostaną ciężarem dla społeczeństwa.

Po pierwsze, musimy uwolnić świat od złudzenia, że ​​koronawirus jest fazą przejściową. Zostanie tutaj. Może nie pod postacią koronawirusa znanego nam dzisiaj, ale pozostanie jego wyciszający wpływ na kapitalistyczny świat znany nam od pokoleń. Tak więc, czy nam się to podoba, czy nie, kapitalizm, jaki znamy jest skończony, a im szybciej przejdziemy fazę wyjścia, tym lepiej.

Następnie, większość rynku pracy, który znamy dzisiaj, nie przetrwa transformacji. Wszystko, co w codziennym życiu ludzi nie jest niezbędne – zniknie, choć być może nie natychmiast, a ilość pozostałych zawodów zmniejszy się do ułamka tego, co jest teraz. Wraz z upadkiem starego rynku pracy pojawi się nowa dziedzina potrzebująca obsady. Publicysta „New York Timesa” Thomas Friedman nazwał ich „miejscami pracy, które tworzą więcej wartości dzięki sercom i między sercami.”

Osoby na takich stanowiskach będą prowadziły zajęcia polegające wyłącznie na zbliżaniu ludzi, zwiększaniu wzajemnej odpowiedzialności w społecznościach, wzajemnej opieki i troski oraz poczuciu wspólnego tworzenia i bliskości nawet wśród nieznajomych. Aby zaangażować mieszkańców w ten proces, jednym z aspektów tej nowej pracy socjalnej będzie dostarczenie wiedzy na temat zmian, jakie przechodzi świat.

Informacje będą przekazywane za pośrednictwem kursów, które wyjaśnią naturę zmiany, przez którą przechodzimy, dlaczego nagle gospodarka się załamała, dlaczego musimy być odpowiedzialni za siebie, jak nigdy dotąd, jakie są korzyści z takiej zmiany nastawienia w sercu i w umyśle, i co by się stało, gdybyśmy postępowali tak, jak przed wybuchem COVID-19. Dwa rodzaje szkoleń – w celu zwiększenia solidarności i przekazywania wiedzy – będą prowadzone równolegle i zajmą ludzi, co najmniej tyle godzin, ile byliby zajęci, gdyby nadal pracowali tak jak poprzednio, być może minus czas dojazdu.

Po trzecie, okres przejściowy między erą kapitalistyczną a nową erą musi być jak najkrótszy. Natura ludzka uwielbia odpoczynek i przyzwyczaja się do niego niemal natychmiast. W rezultacie, jeśli ludzie pozostaną w domu bezczynnie dłużej niż kilka miesięcy, zaczną tracić zdolność do składania zobowiązań. Gdy znajdą się w tym stanie, szkolenie ich i uczynienie ich produktywnymi dla społeczeństwa będzie praktycznie niemożliwe, i pozostaną ciężarem społecznym.

Po czwarte, wraz ze zmianami na rynku pracy, społeczeństwo zmieni swoje wartości z podziwu potężnego i narcystycznego na szacunek dla wzmacniania i altruizmu. Nie będzie to społeczeństwo wielbiące super-bohaterów, ale szanujące tych, którzy wnoszą zjednoczenie i solidarność.

Po piąte, przygotowanie do życia w nowym świecie następnego pokolenia będzie wymagało zmian w podejściu do nauki, edukacji, komunikacji między nauczycielami a uczniami oraz między samymi uczniami. Podobnie jak w społeczeństwie, tak w szkole, najbardziej doceniać będzie się uczniów, którzy przodują w pomaganiu rówieśnikom pracować razem. Pomysł nie jest nowatorski; istnieje już od ponad dekady. Być może najlepszym wyrazem praktyczności wspólnego uczenia się jest cytat, który prawnik patentowy Lawrence Ebert J.D. znalazł w eseju na temat oszukiwania w szkole średniej: „W żadnej branży współpraca nie jest uważana za oszustwo. Tylko w szkole jest to problem. Czego uczymy nasze dzieci?”

Mamy bardzo mało czasu na zmianę. COVID-19 naciska, a stare pewniki przestają istnieć. Grupy z marginesu narzucają główny nurt, a skrajności stały się normą. Jeśli natychmiast rozpocznie się plan ratunkowy, jest szansa, że stosunkowo spokojnie i bezpiecznie przeprowadzi nas przez wodę na drugi brzeg. Jeśli popłyniemy z obecnym prądem, utoniemy.

Źródło: https://bit.ly/3h5LYbZ


Niepełnosprawność – to nie jest wada

Dobrze byłoby, abyśmy w końcu zdali sobie sprawę z tego, co rozumieli myśliciele wszechczasów: utożsamianie się z ciałem jest jednym z najbardziej gorzkich błędów ludzkości.

Redakcja czasopisma dla osób niepełnosprawnych fizycznie i sensorycznie, zwróciła się do mnie z pytaniami dotyczącymi stałego poczucia samotności i izolacji społecznej doświadczanej przez tę społeczność, szczególnie podczas masowej epidemii.

Czy można poradzić sobie z wyobcowaniem, nie rekompensując go alternatywnymi i paliatywnymi środkami, ale neutralizując u podstaw?

Nauka Kabały widzi to wyzwanie w kontekście globalnym i oferuje kompleksowe, fundamentalne podejście. Biorąc pod uwagę nowoczesne środki komunikacji, każdy człowiek nawet, jeśli jest w czymś ograniczony, może stać się pełnowartościową częścią kreatywnego środowiska, może dołączyć do wspólnej działalności na absolutnie równych zasadach i poczuć jak wraca do życia.

Przecież prawdziwa socjalizacja to przede wszystkim duch, połączenie serc. Wszystko inne naturalnie wyrasta z tego połączenia i jest cenione tylko w jego kontekście. I dlatego jestem głęboko przekonany, że człowiek posiadający fizyczne ograniczenia, nie powinien wcale żalić się na nie. W społeczeństwie utrzymującym prawdziwą jedność, wszystkie różnice między nami stają się platformą dla wzrostu i sukcesu – każdego z nas.

Prędzej czy później i tak do tego dojdziemy. Przecież żyjemy w globalnym systemie natury, w którym program rozwoju od początku został ustanowiony, a dziś prowadzi nas do kluczowego momentu. W ciągu stu ostatnich lat, ludzki egoizm całkowicie wyczerpał swoje możliwości i nie jest już w stanie popychać nas do przodu.

Wręcz przeciwnie, nie pozwala nam odpowiednio dostosować do nowej ery altruistycznego rozwoju, która przenosi nas z wąskiego, sztywnego poglądu na świat, w rzeczywistość wzajemnego obdarzania.

Zmiany już się rozpoczęły. Widzimy jak Natura w coraz większym stopniu łączy nas ze sobą, pomimo wszystkich naszych ostrych zakrętów i uparcie domaga się jakościowego, dobrego połączenia. Integralna ludzkość naprawdę jest nakazem czasu.

W konsekwencji ci, którym brakuje poczucia przynależności do ludzkiego, miłosiernego społeczeństwa, właśnie teraz zyskują możliwość zintegrowania się we wspólną całość. Zwłaszcza po tym, jak samoizolacja zademonstrowała nam wszystkim jak to jest być ograniczonym w życiu codziennym. Koronawirus pod wieloma względami zrównał nas.

Dzisiaj komputer domowy pozwala każdemu być w stałym kontakcie z bliskimi, jak i z otoczeniem. Wszyscy możemy zajmować się wspólną sprawą, pomagając i wspierając się nawzajem. W tych warunkach możliwości ciała nie tylko nie dyktują zasad gry, ale w ogóle nie odgrywają żadnej roli! W rzeczywistości nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy mogli stworzyć wspólnotę dusz. Nic, oprócz własnej natury…

Aby pokonać samotność i izolację, musimy nauczyć się przeciągać więź ponad wszystkim, co zewnętrzne, ponad ciałami i ich ograniczeniami. Jest to jedyny sposób radzenia sobie z naszymi różnicami: fizycznymi, psychicznymi, płciowymi, wiekowymi – i innymi.

Wzniesienie ponad materialnym wyglądem, nad cechami charakteru, nad ziemską naturą otwiera przed nami bezgraniczny świat wewnętrznych interakcji.

W nauce Kabały ciałem nie nazywa się wcale biologicznego organizmu, a kompleks pragnień, dążeń, aspiracji, uczuć i pomysłów. To jest już zupełnie inny poziom, tutaj nie ma wadliwości, ograniczeń, tutaj wszystko może być używane poprawnie, organicznie, we wspólnych interesach, z korzyścią dla wszystkich.

W Kabale człowiek oceniany jest, nie według fizycznej siły lub inteligencji, ale według napełnienia, którym obdarza otoczenie. To jest właśnie prawdziwa duchowość, prawdziwe człowieczeństwo – prawdziwa troska o innych. Nie „dyktatura dobra”, a mądre prawa jednej rodziny.

Oto, na co należy położyć akcent. Wtedy materialne stopniowo straci swoją ostrość, gorycz, wagę i skupimy się na najważniejszej rzeczy, która pogodzi wszelkie różnice.

Wiem, że nadal wydaje się to czymś niemożliwym do zrealizowania. W rzeczywistości wszyscy jesteśmy ludźmi z ograniczonymi możliwościami. Jesteśmy ściśnięci i ograniczeni przez kokon powszechnie akceptowanego światopoglądu. Nasze argumenty są nie do przebicia i chociaż na świecie dzieją się absolutnie szalone rzeczy, jesteśmy gotowi znosić je, aby tylko nie wyjść z utartych pojęć.

Ale istnieje metoda, istnieje połączenie wirtualne i istnieje pilna konieczność. Wszystko to, czego od razu nie można wyjaśnić słowami, stopniowo będzie leżeć na sercu i stworzy nowy system wskazówek, dzięki którym nie tylko poznamy – ale poczujemy siebie nawzajem, tak jak nie czuliśmy tego nigdy wcześniej. I zrozumiemy jak żyć i rozkwitać razem, łącząc się biciem wspólnego serca, zmianą ciemności i światła, ciągłym, nieustannym oddechem wzajemnych oddaleń i zbliżeń.

Każdy ma miejsce w tym połączeniu dusz, i wszyscy są równi – nie dlatego, że są tacy sami, a dlatego że są jednakowo ważni. Włamujemy się do wzajemnych serc nie, jako najeźdźcy, ale jako ukochani i kochający. I ta miłość, ten duch usuwa wszelkie ograniczenia cielesne.


Poznawanie metod nauczania stosowanych przez naturę

Na początku lat trzydziestych, ojciec mojego nauczyciela, wielki kabalista i wybitny myśliciel, Baal HaSulam, napisał przełomowy esej zatytułowany „Pokój”, w którym nakreślił, w jaki sposób ludzkość może osiągnąć pokój i co się stanie, jeśli tego nie zrobi.

Objaśnił między innymi, w jaki sposób natura dba o stworzenia, jak je wychowuje, aż do momentu, kiedy stają się niezależne. W swoich słowach: „Weźmy za przykład stworzenie człowieka: miłość i przyjemność przodków są pierwszym powodem, który gwarantuje im wypełnienie ich obowiązku. Kiedy niezbędna kropla jest wydobywana od ojca… natura bardzo mądrze zapewniła jej bezpieczne miejsce, które zapewnia poczęcie życia. Następnie natura dostarcza wszystkiego, co niezbędne w dokładnie potrzebnej ilości. Przygotowany jest również cudowny fundament w łonie matki, aby żaden obcy nie mógł wyrządzić krzywdy.

Ma tendencję do zaspokajania każdej potrzeby jak wyszkolona niania, która nie zapomni o nim ani na chwilę, dopóki nie nabierze siły, by pojawić się w naszym świecie. …Wtedy też natura nie porzuci go. Jak kochająca matka, przyprowadza je do tak kochających, lojalnych ludzi, którym może zaufać, zwanych „Matką” i „Ojcem”, aby pomóc mu przetrwać dni słabości, dopóki nie dorośnie i nie będzie w stanie utrzymać się sam. Tak jak człowiek, tak i wszystkie zwierzęta, rośliny i przyroda nieożywiona, o wszystkich natura troszczy się mądrze i miłosiernie, aby zapewnić im egzystencję i kontynuację gatunku”.

Koronawirus dał nam szansę przećwiczenia wzajemnej odpowiedzialności. Wszystko, co musimy zrobić, to przestrzegać dwóch praw: nosić maski i zachować dystans. Gdybyśmy to robili tylko przez kilka tygodni, pozbylibyśmy się zarazy.

Jednak Baal HaSulam ostrzega, że kiedy dorastamy, musimy wziąć odpowiedzialność na siebie i zacząć brać pod uwagę coraz bardziej i bardziej siebie nawzajem, dbać o innych i o całą przyrodę. Im bardziej opieramy się lekcjom przyrody, tym bardziej natarczywie i boleśnie ona chce nas nauczyć. Jak napisał Baal HaSulam prawie sto lat temu, lekcją, którą daje nam natura, jest budowanie społeczeństwa opartego na dawaniu, a nie na przyjmowaniu. Ponieważ jesteśmy niechętni, dodał: „ludzkość smaży się w ohydnym wirze, a walki i głód oraz ich konsekwencje nie ustały do tej pory.”

Jednak lekcje natury nie muszą być surowe. Baal HaSulam pisze, że „cudem jest to, że natura, jak zręczny sędzia, karze nas zgodnie z naszym rozwojem. Widzimy bowiem, że w miarę jak ludzkość się rozwija, bóle i męki, związane z naszym utrzymaniem i egzystencją, również się mnożą”.

W podsumowaniu, Baal HaSulam pisze: „Macie naukowe, empiryczne podstawy do tego, aby wiedzieć, że natura zobligowała nas do przestrzegania ze wszystkich sił zasad obdarzania innych z absolutną precyzją, w taki sposób, aby żadna osoba wśród nas nie pracowała mniej, niż jest to konieczne do zapewnienia szczęścia społeczeństwa i jego sukcesu. Tak długo, jak nie wykonamy tego w pełni, natura nie przestanie nas karać i mścić się.”

Wreszcie, Baal HaSulam ostrzega, na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej, że „oprócz ciosów, które cierpimy dzisiaj, musimy również wziąć pod uwagę wyciągnięty miecz na przyszłość.” Dlatego też dodaje: „Należy wyciągnąć właściwy wniosek – że natura ostatecznie nas pokona i wszyscy będziemy zmuszeni złapać się za ręce w pełni podążając za jej wskazówkami”, a mianowicie „przestrzegać… zasady obdarzania innych.”

Stopniowa metoda nauczania ludzkości zastosowana przez naturę zakończyła się zniszczeniem Europy i śmiercią dziesiątek milionów ludzi, ponieważ nie chcieli słuchać. Teraz obserwujemy, jak eskalujący cykl nienawiści staje się złowieszczym wirem, który po raz kolejny grozi utonięciem całego świata, a jego koszt będzie znacznie większy niż nawet poprzednia wojna światowa.

W pismach Ostatniego Pokolenia, Baal HaSulam pisze, że trzecia, nuklearna wojna światowa będzie miała miejsce, jeśli nie przyjmiemy na siebie przykazania budowania społeczeństwa obdarzającego i z wzajemną odpowiedzialnością. Sądząc po eskalacji zbrodni nienawiści i międzynarodowych napięć, łatwo jest dostrzec, że jego przepowiednia się urzeczywistnia. Ale natura jest zręcznym sędzią; będzie nas traktować zgodnie z naszymi działaniami. Jeśli teraz wybierzemy wzajemną odpowiedzialność, unikniemy ostrych lekcji ze strony natury.

Koronawirus dał nam szansę przećwiczenia wzajemnej odpowiedzialności. Wszystko, co musimy zrobić, to przestrzegać dwóch praw: nosić maski i zachować dystans. Gdybyśmy to robili tylko przez kilka tygodni, pozbylibyśmy się zarazy. Ale czy możemy? Czy dbamy wystarczająco o innych, aby pomóc światu pozbyć się wirusa? Koronawirus jest testem naszego wzajemnego zaangażowania. Jeśli nam się nie uda, natura zapewni nam o wiele bardziej rygorystycznego i o wiele mniej współczującego nauczyciela. A jeśli nadal zawiedziemy, prognozy Baal HaSulama spełnią się.

Źródło: https://bit.ly/38zLLLg


Dlaczego wszyscy nienawidzą?

Gdziekolwiek dziś się nie spojrzy, wygląda na to, że nienawiść zawładnęła światem. To nie jest tak, jakby wcześniej nie było nienawiści, ale w ostatnich miesiącach wydaje się, że nie ma od niej ucieczki.

Z jednej strony nienawiść została uznana za najbardziej elementarną cechę człowieka, jeśli można tak powiedzieć. Nawet Biblia pisze: „Skłonność serca człowieka jest zła od jego młodości” (Rdz 8,21), więc teoretycznie nie możemy oczekiwać od ludzi czegoś więcej. Z drugiej strony sądząc po niedawnej eskalacji przemocy spowodowanej rasizmem (i protestach przeciwko niemu), wygląda na to, że nienawiść stawia Amerykę na krawędzi przepaści.

Dlatego rozwijanie miłości nie jest reliktem z lat 60. XX wieku; jest to jedyny sposób, w jaki możemy naprawdę zrozumieć świat, w którym żyjemy, ponieważ jest to jedyna strefa nie objęta równowagą przyrody i jedyne dzieło, którego natura sama nie dopełni, nam pozostawiła to zadanie.

Nienawiść jest unikalną cechą człowieka. Żadne zwierzę nie nienawidzi innego zwierzęcia, nawet gdy się nim żywi lub, gdy pada jego ofiarą. Na pewno istnieje strach, ale nie ma nienawiści. Ludzie są inni: ich nienawiść przejawia się w zachwycie nad czyimś bólem lub upokorzeniem.

Ale jest dobry powód, dla którego człowiek posiada tak nikczemny element w swojej naturze: jest jedynym gatunkiem, stworzonym z potencjałem osiągnięcia powstania i celu stworzenia. W stworzeniu wszystko istnieje poprzez dynamiczną równowagę, tzw. homeostazę, pomiędzy przeciwieństwami. Przeciwieństwa są niezbędne dla naszej percepcji. Nie możemy wykryć światła bez ciemności, ciepła bez zimna, nasycenia bez głodu, szczęścia bez smutku i dobra bez zła.

Na wszystkich poziomach natury równowaga zachodzi w sposób naturalny. U ludzi, równowaga jest utrzymywana w sposób naturalny tylko na poziomie biologicznym. Na poziomie ludzkim, społecznym, nic nie jest utrzymywane w sposób naturalny. Jeśli spojrzysz na życie społeczne zwierząt, przekonasz się, że są one doskonałe dla swojego gatunku: stabilne i prawie całkowicie niezmienne. Nie ma zasadniczej różnicy, na przykład, między sposobem, w jaki zachowywały się psy dwa wieki temu, a tym, jak zachowują się dzisiaj. Ale porównajmy ludzi sprzed dwóch stuleci z ludźmi dzisiaj, a prawie nie znajdziemy niczego, co pozostało takie samo.

Różnica między zwierzętami a ludźmi polega na tym, że natura rządzi życiem społecznym zwierząt, dyktuje im, jak mają się zachowywać. Są one posłuszne swoim naturalnym instynktom i wszystko przebiega gładko. Natomiast ludzie, nie mają wewnętrznego kompasu. Musimy nauczyć się wszystkiego, szczególnie jeśli chodzi o społeczeństwo. W momencie narodzin natura obdarza nas jedynie zwierzęcym pragnieniem przetrwania, które w miarę rozwoju przekształca się w pragnienie czerpania przyjemności z bólu i upokorzenia innych ludzi.

Ale jest ku temu powód: jeśli rozwiniemy w sobie cechę pozytywną, przeciwną do posiadanej cechy negatywnej, odkryjemy jak działa cała natura, ponieważ cała natura działa również poprzez równoważenie przeciwieństw. Jest to wielki dar, który natura dała tylko człowiekowi: zdolność do budowania równowagi, która zadziała w całej naszej rzeczywistości. Dlatego właśnie natura dała nam połowę – część negatywną – i zostawiła nam możliwość zbudowania części pozytywnej. Gdybyśmy dostali od natury obydwie części od początku, żylibyśmy instynktownie jak wszystkie inne zwierzęta.

Dlatego rozwijanie miłości nie jest reliktem z lat 60. XX wieku; jest to jedyny sposób, w jaki możemy naprawdę zrozumieć świat, w którym żyjemy, ponieważ jest to jedyna strefa nie objęta równowagą przyrody i jedyne dzieło, którego natura sama nie dopełni, nam pozostawiła to zadanie. Kiedy to zrobimy, zrozumiemy naturę i będziemy wiedzieć, jak kierować naszym życiem w sposób spójny i pokojowy.

Spójrzmy na sfery w których nie potrafimy zachowywać się instynktownie: rodzicielstwo, relacje, relacje społeczne z rówieśnikami w szkole, w pracy, czy w towarzystwie obcych. We wszystkich obszarach obcowania potrzebujemy kodeksów, aby zrekompensować brak miłości między nami. A ponieważ nasza nienawiść do siebie nawzajem stale rośnie, musimy stale „aktualizować” nasze zasady i przepisy, które nadal nie są w stanie naprawdę zrekompensować braku miłości. Gdyby tak było, nie bylibyśmy świadkami tak oszałamiającej eskalacji wskaźników depresji, narkomanii, samobójstw i przemocy.

Gdybyśmy kochali się nawzajem w społeczeństwie, nie potrzebowalibyśmy kodeksów moralnych ani nawet zasad czy policji. Co więcej, stworzylibyśmy przeciwieństwo nienawiści, równowagę, która rządzi całą przyrodą z wyjątkiem ludzkości. Nie tylko moglibyśmy z powodzeniem nawigować naszym życiem, ale naprawdę moglibyśmy zrozumieć powstanie i cel stworzenia.

Źródło: https://bit.ly/2BAQNv6