Artykuły z kategorii Artykuły w mediach

Jak „połączenie” może rozwiązać nasze problemy?

Niepokoje społeczne, klęski żywiołowe, pandemia, kryzys gospodarczy, polaryzacja – spadają na nas wszystkich w Ameryce i na całym świecie. Jest to pierwszy raz w historii, kiedy ciosy wymierzone są w ludzi na całym świecie, niezależnie od pochodzenia, narodowości, płci czy statusu. A problemy będą narastać, dopóki nie wykorzystamy tej wyjątkowej okazji, aby uświadomić sobie, że cały świat żegluje razem po tych niespokojnych wodach, dlatego – gdyż podczas tej burzy tylko dzięki naszemu połączeniu będziemy w stanie utrzymać się na powierzchni.

Wszystkie kłopoty, cały ten brak równowagi, jakiego doświadcza świat, są w rzeczywistości wynikiem walki dwóch sił natury: siły separacji i siły połączenia. Ale, o jakim rodzaju połączenia tutaj mówimy? Mamy na myśli nierozerwalny związek, który powinien zachodzić między jednostkami na poziomie ludzkim, najwyższym w przyrodzie, ponad florą i fauną. Jest to kluczowe, ponieważ ludzie, a szczególnie relacje między nami, mają najgłębszy wpływ na niższe poziomy przyrody.

Przewiduje się głód, wojny i klęski żywiołowe, nic nie wskazuje na to, że najgorsze już za nami. Wręcz przeciwnie, wszystkie wskaźniki pokazują, że świat jest daleki od uzdrowienia. W środku obecnego kryzysu i ponurych prognoz ludzie odczuwają zmęczenie. Kiedy zaczynamy spodziewać się powrotu do zdrowia po szeroko zakrojonych reperkusjach Covid-19, wybucha druga fala z nowymi blokadami na horyzoncie, gospodarka dalej się kurczy, a zapełnienie lodówki staje się trudniejsze niż kiedykolwiek.

Jakby tego wszystkiego było mało, ekstremalne warunki pogodowe stały się nową normą. Po raz drugi w historii sezon huraganów w Ameryce był tak aktywny, że 21 nazw burz wybranych na cały sezon już zostało zużytych, a Narodowe Centrum Huraganów musiało utworzyć nową listę opcjonalnych nazw, używając greckiego alfabet.

Wszystkie kłopoty, cały ten brak równowagi, jakiego doświadcza świat, są w rzeczywistości wynikiem walki dwóch sił natury: siły separacji i siły połączenia. Ale, o jakim rodzaju połączenia tutaj mówimy? Mamy na myśli nierozerwalny związek, który powinien zachodzić między jednostkami na poziomie ludzkim, najwyższym poziomie w przyrodzie, ponad florą i fauną. Jest to kluczowe, ponieważ ludzie, a szczególnie relacje między nami, mają najgłębszy wpływ na niższe poziomy przyrody.

Czym jest pozytywna siła

Kiedy ludzie prawidłowo się łączą, tworzy się pewien rodzaj pola magnetycznego, które przenika resztę natury. Do tej pory ludzkość kierowana była negatywnymi myślami i lekkomyślnymi, despotycznymi zachowaniami wobec siebie, które negatywnie wpływają na ekosystem. Wirusy, które sobie nawzajem przekazujemy, są biologicznym wyrazem naszych szkodliwych i negatywnych relacji. Tak więc, jeśli nie naprawimy naszego wzajemnego połączenia, przyszłe pandemie będą czekały w kolejce na ujawnienie.

Nie chodzi o to, co wybuchnie później ani gdzie to się stanie; cały świat jest w stanie ciągłego niepokoju, a skala nieszczęść rośnie z dnia na dzień. Jesteśmy świadkami narastającej zarówno prędkości, jak i zakresu działania tych wstrząsów.

Istniejemy w globalnym, holistycznym i kompletnym systemie, w którym wszystkie elementy są doskonale zintegrowane, z wyjątkiem ludzi. Ale nie mamy wyjścia, nie ma możliwości ucieczki. Chociaż nie jesteśmy w pełni świadomi naszej absolutnej współzależności, w prawdzie rządzi nami prawo globalnego integralnego systemu, w którym każdy ma wpływ na wszystkich i na każdą inną część natury. Tak więc, jeśli nadal będziemy przyzwalali na przywództwo po stronie ego – które sprawia, że wypatrujemy własnej korzyści, potajemnie zadowoleni z nieszczęść i trudności innych – doprowadzimy do punktu zniszczenia planety Ziemi i unicestwienia „korony stworzenia”, czyli rasy ludzkiej.

Czy mamy alternatywę? Tak. Musimy pielęgnować wzajemne branie pod uwagę innych i odpowiedzialność – pozytywną siłę – dziś bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, aby zrównoważyć nasz egoistyczny styl życia – negatywną siłę – i oszczędzić sobie niezliczonych ilości niepotrzebnego cierpienia. Musimy zacząć od aktywnego otaczania się środowiskiem, które inspiruje nas do wzajemnej troski, współpracy i pozytywnych więzi.

Krótko mówiąc, natura nieustannie ewoluuje poprzez serię kryzysów, których ostatecznym rezultatem jest pobudzenie nas do osiągnięcia wyższego poziomu współpracy i jedności. Właśnie w tym czasie powszechnego kryzysu jesteśmy przygotowywani do globalnej przemiany w kierunku pełnej integracji z naturą.

Jeśli pójdziemy w kierunku pozytywnego połączenia ponad naszymi skłonnościami do podziałów – stawiając jedność na pierwszym miejscu w całym społeczeństwie ludzkim – zapewnimy dobre zdrowie całej planecie i otworzy się dla nas zupełnie nowy harmonijny poziom egzystencji.

Źródło: https://bit.ly/3ko31s6


Nienawiść jest powodem powstawania wirusów

Naprawdę nie rozumiemy, dlaczego uderzył COVID. Ludzie obwiniają za to Chiny, Żydów, nietoperze, norki, wycinki lasów, skorumpowane firmy farmaceutyczne i tak dalej. Ale nikt nie obwinia siebie. Nikt nie łączy erupcji COVID-19 z wszechobecnym złym traktowaniem wszystkiego i wszystkich.

To jest zrozumiałe; nie widzimy całego systemu. Chociaż naukowcy, od co najmniej stulecia wiedzą, że świat jest ze sobą połączony, i że wszystkie rzeczy są zbudowane z tych samych kilku cząstek, ale my nie doświadczamy tego w naszym codziennym życiu, więc zachowujemy się tak, jakby to nie było prawdą. Ale zachowanie, jakbyśmy nie mieli ze sobą nic wspólnego, jest tak samo odpowiedzialne, jak picie wody, pomimo tego, że jest opisana, jako skażona listerią, ale nie wierzymy w to, bo nie widzimy bakterii. W momencie pojawienia się objawów powrót do zdrowia jest znacznie trudniejszy i bardziej bolesny.

Wszystkie części rzeczywistości w prawidłowy sposób są ze sobą połączone. Minerały, flora i fauna w naszym świecie funkcjonują zgodnie z zakodowanymi w nich prawami natury i nie mają swobody wyboru. Wilki nie są złe, ponieważ jedzą inne zwierzęta, a jelenie nie są dobre, ponieważ żywią się roślinami, a nie innymi zwierzętami. W rzeczywistości, gdyby nie mięsożercy, stada roślinożerców podupadłyby na zdrowiu, populacja stałaby się nazbyt liczna, zubożałby świat roślinny, który ją karmi i ostatecznie, populacja wymarłaby w cierpieniu, ponieważ natura znalazłaby inny sposób na doprowadzenie do równowagi. Kiedy patrzysz na naturę, zdajesz sobie sprawę, że zachowuje idealną równowagę, w której każdy element gwarantuje integralność całego systemu.

W całej naturze jest tylko jeden wyjątek: człowiek. Ludzie są jedynym elementem w przyrodzie, który może zachowywać się tak, jakby z niczym nie miał nic wspólnego i przez jakiś czas uchodzi mu to na sucho. Do tej pory walczyliśmy z naturą, rośliśmy w siłę i przez ostatnie dwa stulecia myśleliśmy, że prawie ją pokonaliśmy. Co gorsza, walczyliśmy ze sobą, a nasza nienawiść do siebie sprawiła, że ​​jeszcze bardziej zrujnowaliśmy naturę w naszym wyścigu do wydobywania, pompowania i odbierania jej skarbów, wszystko po to, aby wygrać wyścig z innymi.

COVID-19 stanął nam na drodze, zahamował gospodarkę. Nasza nienawiść i chęć wykorzystywania, rządzenia i upokarzania spowodowały taką szkodę w przyrodzie, że wygenerowała naturalne lekarstwo na ludzką naturę: nowy koronawirus. Wszystkie jego gałęzie, powstrzymały wyścig zbrojeń i wiele działań wojennych, planowanych w różnych krajach, a nawet odgrodziły nas od innych ludzi, abyśmy nie musieli tolerować napięć we wrogich miejscach pracy lub w szkole pełnej rywalizacji.

Ale ponieważ nie widzimy systemu, uważamy, że to nie nasza nienawiść spowodowała pojawienie się wirusa; myślimy, że to coś lub ktoś inny – kogo nienawidzimy – spowodował jego pojawienie się. Jesteśmy w błędzie. To nasz własny stosunek do siebie wytworzył to i inne zarazki, które nadejdą, jeśli nie zmienimy kursu.

E pur si muove („A jednak się porusza”) powiedział Galileo Galilei, kiedy został zmuszony do wycofania się z twierdzenia, że ​​Ziemia krąży wokół Słońca. Dziś wiemy, że miał rację. Ale jeśli chodzi o prawdy, które dotyczą naszej wzajemnej nienawiści, jesteśmy tak samo ignoranccy i uparci, jak oprawcy Galileusza. Szkoda, bo orbita Ziemi wokół Słońca jest ważna, ale nie tak ważna, jak to, że nienawiść powoduje choroby. Nieznajomość pierwszego faktu jest wstydem; nieznajomość tego ostatniego faktu może kosztować nas życie.


Koniec ery ego

Ego było wspaniałe, dopóki nam służyło. Pragnienie władzy, wiedzy i bogactwa doprowadziło cywilizację do innowacji, tworzenia i kwestionowania własnych ograniczeń. Dzięki ego żyjemy dłużej, prowadzimy łatwiejsze życie i dużo bardziej angażujemy się w realizację naszych marzeń niż w przetrwanie.

Teraz, gdy natura pokazała, jaka może być ludzkość, możemy wznieść się ponad nasze cechy wrodzone i zakończyć erę ego. W pamięci możemy zachować, jako przypomnienie, to jacy możemy być, kiedy nie jesteśmy świadomi. Natomiast jest w nas gotowość na rozpoczęcie nowej epoki, zamiast dyktatury ego nadszedł czas, abyśmy rozpoczęli erę troski o siebie nawzajem.

Ale w ciągu kilku ostatnich dekad ludzkie ego urosło przekraczając właściwe proporcje. Już nie działa na naszą korzyść; stało się toksyczne i szkodliwe. Dzisiaj ego czyni nas nietolerancyjnymi wobec innych poglądów, wyzyskuje innych ludzi i całą naturę oraz lekceważy fakt, że zostawimy naszym dzieciom świat w ruinie. W rzeczywistości, w niektórych krajach nawet rodzicielstwo traci na popularności i dzieci stają się rzadkością, ponieważ ludzie postrzegają wychowywanie następnego pokolenia, jako niewdzięczne zadanie.

Poprzez takie nienaturalne skłonności i nadmierne skupienie na sobie, ego niszczy planetę, na której żyjemy, społeczeństwo, w którym żyjemy, a nawet nasze własne ciała. Jednym słowem ego nas zabija.

Dzisiaj ego mówi wielu ludziom, aby nie nosili masek na twarzy i walczyli o wolność wyboru. Ale w czasie globalnej pandemii, co może być bardziej zgubnego dla nas i dla innych, niż nieprzestrzeganie minimalnego wymogu uniknięcia zarażenia? Jednak egoizm nie pozwala nam dostrzec, że ryzykuje naszym życiem i życiem naszych bliskich w imię fałszywej wolności, podczas gdy w rzeczywistości ego jest panem, a my jesteśmy jego niewolnikami.

Albo, na przykład weźmy nacjonalizm, klasyczny typ egoizmu. Demonizuje inny kraj lub naród i przekonuje nas, że jeśli tylko zrujnujemy, zubożymy lub pokonamy tego potwora, nasze życie będzie różowe. Zachęca nas do rozpoczęcia kampanii przeciwko naszej domniemanej nemezis, a kiedy skończymy zdewastowani i załamani, mówi nam, że politycy-oportuniści i bezduszni potentaci wykorzystali nas ponownie. I tak kończymy zrujnowani, uciskani i w beznadziei. Ale za kulisami to ludzkie ego kieruje serialem, śmiejąc się z nas wszystkich za naszymi plecami.

Nadszedł czas, aby zakończyć erę ego. Nadszedł czas, aby przekonać się, że jeśli podniesiemy głowy i zamiast zaspokajać nasze dziwactwa, spojrzymy na siebie, to przekonamy się, że nie mamy wrogów. Każda osoba, która jest inna niż ja, pokazuje mi coś, czego nigdy nie mogłem zobaczyć sam. Pokazujemy sobie nawzajem nowe piękno, uczymy się nowych pomysłów i wprowadzamy nowe sposoby myślenia, będąc po prostu innymi. To różnorodność sprawia, że ​​świat, w którym żyjemy jest piękny, i to różnorodność utrzymuje go przy życiu.

Nie wolno niszczyć nawet najbardziej ekstremistycznych poglądów. Są ekstremalne, ponieważ istnieje również ich przeciwna skrajność i razem pozwalają nam odróżnić dobro od zła, wybrać jedność zamiast separacji, troskę o nieostrożność i połączenie zamiast wyobcowania. Gdyby nie ekstremiści, nie bylibyśmy w stanie się rozwijać.

W rzeczywistości, jeśli spróbujemy je unicestwić, tylko wyrosną pod powierzchnią i zaatakują całe nasze społeczeństwo. To wtedy stają się niebezpieczne, kiedy nie używamy ich do kultywowania jedności i próbujemy ich siłą wykorzenić.

Ta sama natura, która rządzi światem, w którym żyjemy, tworzy najdziwniejsze zjawiska w ludzkości. I tak jak nie popełnia błędów, kiedy tworzy drzewa, tak samo nie popełnia błędów, kiedy tworzy różnych ludzi. To my mamy niewłaściwą perspektywę. Jesteśmy tymi, którzy uważają, że pogląd jest dobry, o ile jest mój i nie widzą, że w naturze nic nie jest jednolite, różnorodność rządzi, a dzięki temu się rozwijamy. Gdyby natura ujednoliciła ludzkość, nie wiedzielibyśmy, że musimy się zmienić i nadal prowadzilibyśmy nasz niezrównoważony styl życia, aż do żałosnego końca.

Teraz, gdy natura pokazała, jaka może być ludzkość, możemy wznieść się ponad nasze cechy wrodzone i zakończyć erę ego. W pamięci możemy zachować, jako przypomnienie, to jacy możemy być, kiedy nie jesteśmy świadomi. Natomiast jest w nas gotowość na rozpoczęcie nowej epoki, w miejsce ego-dyktatury – nadszedł czas, abyśmy rozpoczęli erę troski o siebie nawzajem.

Źródło: https://bit.ly/32XiVmW


Przeprowadzka: zmień swoje miejsce, zmień swój los

Amerykańskie społeczeństwo przeprowadza się. Według ostatnich badań, więcej niż jeden na pięciu dorosłych Amerykanów, czyli 22% populacji, przeniosło się lub zna kogoś, kto prawdopodobnie to zrobi w wyniku wpływu społeczno-ekonomicznego, jaki wywarł Covid-19. Firmy z Doliny Krzemowej, takie jak Google, Facebook, Twitter i inne, wysłały swoich pracowników do pracy z domu, przez co fizyczna bliskość do miejsca ich pracy jest nieistotna. Wysokie czynsze i obawy o bezpieczeństwo, to w wielu społecznościach główne powody dla rozważania relokacji – jest to widoczne w trendach wskazujących na tendencję do opuszczania miasta i zasiedlania terenów wiejskich. Czy to oznacza krok wstecz? Nie, proste życie zyskuje na popularności.

Cudownym, nieoczekiwanym efektem pandemii, widocznym w stylu naszego życia będzie otwarcie drzwi na prostsze, szczęśliwsze i bardziej satysfakcjonujące życie.

Mobilność, to cecha charakterystyczna Stanów Zjednoczonych. Według danych US Census Bureau, Amerykanie średnio zmieniają miejsce zamieszkania nie mniej niż 11 razy w ciągu swojego życia, głównie poszukując lepszych możliwości zatrudnienia. Ale relokacja z powodu pandemii ma w sobie coś szczególnego – to prawdziwy powrót do podstaw. Mieszkańcy obszarów miejskich coraz częściej rezygnują z dużych, stresujących i drogich miast, aby osiedlić się w cichych i sielskich wioskach, co jest zauważalnym trendem w Ameryce i Europie.

Dziesiątki lat temu ludzie przybyli z gospodarstw i wiosek do dużych miast, spodziewając się spełnienia swoich marzeń o postępie i zwiększonej mobilności. Obecnie, firmy zamykają się, a osoby, którym udało się utrzymać zatrudnienie zmieniają swój styl pracy z fizycznej obecności na zdalne zaangażowanie. Jakie zatem są korzyści z mieszkania na obszarach miejskich? Nie ma żadnych. Pandemia na dobre zmienia nasz styl życia. Będziemy coraz bardziej zdawać sobie sprawę, że przystosowanie do bardziej wirtualnego środowiska jest rzeczą pozytywną.

Kiedy populacja jest bardziej rozproszona i równomiernie rozmieszczona, wszyscy odnoszą korzyści – ekologia i ludzie. I odwrotnie, przeludnione miasta o dużym zagęszczeniu powodują stres w otaczającym ich środowisku i stanowią wyzwanie w zakresie efektywnego wykorzystania zasobów naturalnych, takich jak woda, energia i żywność. Na poziomie osobistym życie poza obszarami miejskimi jest łatwiejsze w zarządzaniu, przystępne cenowo i zdrowe.

Talmud babiloński mówi, że meshane makom, meshane mazal, co oznacza, że ​​zmieniając nasze miejsce, dosłownie zmieniamy nasze przeznaczenie. W rzeczywistości nasze warunki zewnętrzne wpływają na nasze priorytety i to, na czym koncentrujemy się w życiu. Odnosi się to również do wewnętrznej przemiany, która ma miejsce. Przejście na cichy, prosty styl życia sprawi, że poczujemy się lepiej, spokojniej i bardziej zrównoważeni. Dzięki temu będzie nam się łatwiej dogadać. Osiedlenie w miejscu z dużą ilością przestrzeni na domowy ogród warzywny i plac zabaw dla dzieci złagodzi stres związany z zanieczyszczoną i hałaśliwą betonową dżunglą.

Wszyscy czujemy się bezpiecznie wobec tego, co nam jest znane nawet, jeśli jest to dalekie od ideału; dlatego ludzie opierają się zmianom. Ale pandemia szybko prowadzi nas do głębokiej transformacji z jednej rzeczywistości do drugiej. Stopniowo zdajemy sobie sprawę, że nie ma powrotu, droga jest wyłącznie naprzód, w kierunku globalnego świata, w którym zanikają granice między nami.

Cały świat mamy na wyciągnięcie ręki. Od pracy, po komunikację interpersonalną i zakupy – wszystko jest w zasięgu ręki, w ciągu kilku sekund. Ktoś może zadzwonić po jakąkolwiek usługę z Ameryki i skontaktować się z przedstawicielem obsługi klienta w Indiach bez najmniejszego poczucia odległości. Naprawdę staliśmy się jedną globalną wioską.

Obszary metropolitalne pozostaną ośrodkami rozrywki, kultury, atrakcji turystycznych i nie tylko. Wielkie fabryki niezbędne do zaspokajania potrzeb społeczeństwa również będą kontynuowały działalność w dużych miastach, ale populacja będzie się rozpraszać w różnych kierunkach. Cudownym, nieoczekiwanym efektem pandemii, widocznym w stylu naszego życia, będzie otwarcie drzwi na prostsze, szczęśliwsze i bardziej satysfakcjonujące życie.

Źródło: https://bit.ly/2Gs4yOs


Szczepionka przeciw głupocie

каббалист Михаэль Лайтман Pogrążeni w drugiej fali koronawirusa wyraźnie widzimy, że nie prowadzimy wojny z nim, ale ze sobą. Za lawiną statystyk, którymi nas zarzucają, kryje się elementarny ludzki egoizm, który nie chce oddać władzy.

We wrześniu ponad pół tysiąca osób zmarło w Izraelu z powodu koronawirusa i jego konsekwencji. Staliśmy się krajem plagi – mimo tego, że cały świat ogarnęła pandemia, a prognozy są ponure.

Stopniowo obniża się średni wiek ofiar znajdujących się w ciężkim stani. „Wbrew stwierdzeniu, że zmarli z powodu chorób współistniejących, nowe badanie pokazuje, że bez „korony” żyliby, co najmniej pół roku dłużej” – powiedział prof. Ran Blitzer, szef departamentu działu badań w Funduszu Ubezpieczenia Zdrowotnego Clalit.

Jednak nie tylko ofiary muszą być brane pod uwagę. Trzeba też wziąć pod uwagę żywych ludzi, którzy znaleźli się z dnia na dzień w coraz bardziej zaciskającym się imadle. Wcześniej czy później, wszyscy będziemy musieli zastanowić się nad tym poważnie, co się dzieje i będziemy musieli wyciągnąć wnioski. To imadło nie rozluźni się za pomocą magicznej różdżki, albo szczepionki. Sytuacja jest o wiele bardziej krytyczna.

Chcemy tego czy nie, koronawirus zmusza nas do strasznej, nienawistnej konieczności – do troski o innych ludzi, na których nam nie zależy. Człowiek bezpośrednio zależny jest od otaczających go ludzi i ta zależność się nasila.

Wkrótce zobaczymy, że każdy przejaw naszej nieodpowiedzialności, każdy przykład obojętnej postawy, natychmiast wywołuje negatywną reakcję systemu, w którym wirusy i inne „naturalne” klęski „żywiołowe” są tylko czynnikami wpływu, nośnikami sygnałów. System nie wycofa się, ponieważ tego wymaga nasz rozwój.

Mam wielką nadzieję, że szybko przejdziemy obecny etap. W rzeczywistości zagraża nam bardzo ciężkimi „komplikacjami”, gdyż trudno jest dotrzeć do człowieka pogrążonego w zwykłym egocentrycznym obrazie świata. Nie słyszy, nie zauważa sygnałów z zewnątrz, dopóki ich moc nie stanie się destrukcyjna…

Czego nie słyszymy?

Nie słyszymy przesłania Natury: „Nie jesteście mądrzejsi ode mnie, silniejsi ode mnie. Jesteście moimi ukochanymi dziećmi, które osiągnęły próg dojrzałości. I dlatego musicie dostosować się do moich praw”.

Problem, który postrzegamy, jako koronawirus nie leży na poziomie biologicznym, a na poziomie relacji międzyludzkich – w najważniejszej i najbardziej zaniedbanej sferze naszego życia. Ludzie, którzy sieją nienawiść, są chronieni przez prawo. Głoszenie wrogości jest integralną częścią „wolności”. Musimy tylko ukryć się za „prawicowymi” hasłami: politycznymi, ideologicznymi, neoliberalnymi, religijnymi.

Inaczej być nie może: w egoistycznym społeczeństwie trzeba dać ujście nienawiści, aby nie wydostała się pod ciśnieniem, zmiatając wszystko na swojej drodze.

Ale ten „zawór” już nie działa. Negatyw płynie już wszędzie, a sytuacja tylko się pogarsza. Pora przejść do nowego społecznego paradygmatu, do nowych relacji, bez względu na to, jak utopijnie by ich nie przedstawiał nasz przekupiony, kłamliwy „racjonalizm”.

Spójrzcie: on nie jest już racjonalny. Jego rady są nieskuteczne. Izrael kierując się nimi, tylko grzęźnie coraz głębiej i głębiej wyprzedzając całą planetę, obwiniając polityków za katastrofę, ale oni dokładnie odzwierciedlają stan narodu.

Jak długo można ignorować oczywiste? Jak długo można nadeptywać na grabie w nadziei na inny wynik? Jak długo można napychać lekarstwami umierający stary świat? On umiera, dlatego że nadszedł jego czas. A my musimy patrzeć w przyszłość i budować nowy świat, póki jeszcze jest czas.

Nawet bogowie są bezsilni w walce z głupotą” – te słowa Friedricha Schillera, podchwycone przez Izaaka Asimowa, trafnie charakteryzują obecny stan. Nasi „bogowie” są pokonani i bezsilni, są na łożu śmierci, ale my automatycznie kontynuujemy przestrzeganie przestarzałych dogmatów. Pozbądźmy się wreszcie ich władzy. Spójrzmy w przód, a nie w tył.

W przeciwnym razie czeka nas agonia. Lekarze już ostrzegli, że koronawirus może rozprzestrzeniać się drogą powietrzną, nie tylko w mikrokropelkach, ale to jeszcze nie wszystko. W pewnym momencie okaże się, że nawet skafandry nie uratują nas przed nim. W rzeczywistości cierpimy z powodu wirusa niezgody między nami i on nie zna granic, przenika na wskroś przez wszelkie bariery, jak krótkie fale, których nasz sprzęt nie może przechwycić. Zarażamy się wzajemnie, emitując obojętność i nienawiść.

Oto, dlaczego kwarantanna stuprocentowo nie pomoże. Ona nas tylko „wypłucze”, wyczerpie, osłabi uścisk egoizmu, aby ludzie usłyszeli w końcu przesłanie Natury, przyjęli nakaz czasu. Nie ma innego wyjścia, możemy pozbyć się wirusów tylko wtedy, gdy oczyścimy relacje między nami.

Kochajcie się nawzajem” – mówi Natura – i wtedy nic was nie skrzywdzi. Nawet, jeśli myślicie, że to niemożliwe – dążcie do tego, „wiosłujcie”, zmierzajcie do tego z całej siły. A ja pomogę. Tak samo rodzice pomagają dzieciom w pokonywaniu trudności na drodze do dorastania.

Przełomowy moment

Co robimy dzisiaj? Sami otwieramy drogę wirusowi, dlatego że nie jesteśmy w stanie dojść do porozumienia, pomyśleć o sobie nawzajem, o tym, co najważniejsze, dlatego że przez naszą bezduszność przenosimy infekcję za pośrednictwem wewnętrznych kanałów ogólnoludzkiego systemu. Zamiast filtrować, blokować wirusa niezgody, otwieramy się na niego, stajemy się wobec niego bezbronni.

Przecież negatywne myśli i uczucia reprezentują „najwyższy” wirusowy poziom, w który „ubierają się” wirusy niższego rzędu. Można powiedzieć, że jest to „protoplasta” wszystkich wirusów, podstawowa wada systemu.

Nikt nie może sam się przed nim obronić. Trzeba się jemu przeciwstawiać wspólnym wysiłkiem, współdziałaniem, wspólną gotowością do wzniesienia się ponad siebie, dla dobra innych. I wtedy nasza matka Natura pomoże nam. Ponieważ będzie to już dojrzałe podejście do życia i do siebie nawzajem.

Ale na razie jesteśmy głusi na wezwanie Natury. Świat rozpada się i nie rozumie, co się dzieje. Konsekwencje są łatwe do wyobrażenia: w warunkach narastającego kryzysu wszyscy będą myśleć tylko o sobie. Światowy handel załamie się, łańcuchy produkcyjne zostaną przerwane, dostawy żywności zostaną zakłócone lub przerwane, konflikty społeczne i międzynarodowe rozkwitną bujnymi kolorami. Przed nami nie recesja, a otchłań!

I to nie wirus jest winny, ale nadęte, nieokiełznane ludzkie ego. Z nim musimy walczyć, cały świat musi. Wszystkie nasze kłopoty pochodzą od niego. Przyznajmy choćby to na początek, zastanówmy się nad tym. Prawidłowa diagnoza, to jedyna droga do uzdrowienia.

Głupio jest zaprzeczać temu, co niezwykłe, co nie od razu mieści się w głowie. Przecież, jeśli doszliśmy do krytycznej sytuacji i nie jesteśmy w stanie jej rozwiązać, to znaczy, że coś umyka naszej uwadze. Jest coś, czego nie bierzemy pod uwagę.

Nie uwzględniamy Natury, która ustaliła prawa rozwoju. Oczywiście, można też usłyszeć je na kolanach, na łopatkach. Ale to nie są jej metody – to są nasze metody. W rzeczywistości nic poza egoizmem nie przeszkadza nam już teraz zmienić biegu wydarzeń.


Uratujmy nasz dom: planetę Ziemia

Całe dzielnice płoną w ogniu; w Kalifornii ewakuowano tysiące ludzi z domów. Historyczna i nietypowa letnia burza z występującymi rzadko potężnymi uderzeniami pioruna, w połączeniu z rekordowym upałem wywołała niszczycielskie pożary w całym Złotym Stanie. W Dolinie Śmierci odnotowano temperaturę 54°C, która uważana jest za najwyższą temperaturę kiedykolwiek zarejestrowaną na Ziemi, uznaną za skutek zmiany klimatu. Różne inne klęski żywiołowe na całym świecie zagrażają naszemu życiu. Co natura próbuje nam powiedzieć? Jej przekaz jest jasny. Jesteśmy niechcianymi gośćmi na tej planecie chyba, że dokona się przemiana – w nas ludziach.

Różne inne klęski żywiołowe na całym świecie zagrażają naszemu życiu. Co natura próbuje nam powiedzieć? Jej przekaz jest jasny. Jesteśmy niechcianymi gośćmi na tej planecie chyba, że dokona się przemiana – w nas ludziach.

Globalne ocieplenie powoduje nie tylko pożary, problemy rolnicze, niedobory wody i naraża niektóre gatunki na wyginięcie; również obwinia się je o topnienie lodowców na Grenlandii i w innych miejscach, a także za niebezpieczne i bezpowrotne podnoszenie poziomu mórz. Mówi się, że są działania, które możemy podjąć, aby stawić czoła globalnemu ociepleniu, takie jak redukcja emisji gazów w sektorze przemysłowym, ale z wielu powódek ekonomicznych i osobistych, tak naprawdę niewiele się robi w tym kierunku.

Jeśli w tak szybkim tempie będzie pogarszał się ekosystem, połowa ludzkości może wyginąć, a połowa, która przeżyje, będzie musiała od A do Z zmienić swój sposób życia. Kontynuowanie naszego podejścia „biznes jak zwykle”, pomimo wylanych łez ze strony Ziemi, jest niezwykle niebezpieczne.

Człowiek, to bardzo delikatne stworzenie. Potrzebujemy tak wielu warunków do życia i tak wiele czynników ma na nas wpływ: trzęsienia ziemi, burze, zarazy. Problemy, przed którymi stoimy, mają zasięg globalny; dlatego rozwiązania wymagają globalnego myślenia. Tak, chodzi o myślenie. Wszystko zaczyna się w naszych myślach.

Ludzie myślą tylko o sobie, o tym, co ich dzisiaj dręczy i co może przynieść duże zyski. Co więcej, organizacje międzynarodowe, które mają chronić naszą planetę, raz po raz oblewają test na skuteczność. Każdy kraj zajęty jest rozwijaniem broni i potęgi ekonomicznej, walcząc z innymi na różnych arenach i myśląc, że w ten sposób zdobędzie kontrolę. Jeśli katastrofa ekologiczna bezpośrednio nas nie dotyka – nie obchodzi nas to.

Nie zdaliśmy sobie jeszcze sprawy, że nasza planeta jest naszym wspólnym domem i cokolwiek na niej się dzieje, rozpoczyna niekończący się łańcuch reakcji, które ostatecznie na nas wpłyną. Któregoś dnia będziemy musieli zrozumieć, że problemy zaczynają się od samolubnej natury człowieka, który kieruje się indywidualistyczną, skoncentrowaną na sobie, wyzyskującą i wąską wizją, która chce zatrzymać wszystko dla siebie. Dopóki nie przekroczymy granic indywidualnych i narodowych, i nie zaczniemy myśleć globalnie, nic nie pomoże.

Czasami przychodzi kolej na jedne kraje i ulegają one klęskom żywiołowym, a potem jest kolej na inne. Ale ogólnie rzecz biorąc, nie będzie miejsca na Ziemi, które nie będzie miało problemów. Koronawirus to pierwsza globalna katastrofa, lecz w razie potrzeby czeka wiele innych. Jest to sposób, w jaki natura chce sprawić, abyśmy poczuli na własnej skórze, że wszyscy jesteśmy częścią jednego systemu.

Niszczycielskie pożary płoną między nami

Katastrofy ekologiczne sprawiają, że ludzie myślą, że natura oszalała. To nie o to tutaj chodzi. Po prostu zachowuje się zgodnie z prawami przyczyny i skutku, działającymi w integralnym systemie, w którym żyjemy, systemie, który łączy w sobie wszystkie elementy rzeczywistości. To, co dzieje się wewnątrz Ziemi, na jej powierzchni i w całym wszechświecie, jest złączone i wzajemnie powiązane, ponieważ natura jest jednością.

Po naszej stronie leży zrozumienie, że stan przyrody zależy od relacji między ludźmi i od chęci człowieka do przystosowania się do integralności przyrody – czyli przyjmowania tylko tego, co jest konieczne do przetrwania i dbania o dobre funkcjonowanie całego systemu, zamiast brać pod uwagę tylko egoistyczne kalkulacje.

Jaki jest związek między tym, co dzieje się w naturze a międzyludzkimi relacjami? Istnieją cztery poziomy natury: nieożywiony, roślinny, zwierzęcy i ludzki. Wszystkie funkcjonują zgodnie z prawami wzajemności i równowagi natury, oprócz ludzkiego. Pozostałe poziomy nie mają wolnego wyboru; działają instynktownie, biorąc tylko to, co jest im potrzebne do przetrwania. I odwrotnie, poziom ludzki jest jedynym, który popełnia okrucieństwa na Ziemi i robi to celowo, świadomie, w celu wyrządzenia szkody. Zatem wszystkie negatywne reakcje, które otrzymujemy od natury, są tylko konsekwencją naszych działań. Mówiąc najprościej, sami zadajemy sobie te ciosy.

Na dzień dzisiejszy ludzkość nie ma uzgodnionego planu ratowania planety, a zamiast tego po prostu gasimy pożary. A prawda jest taka, że ​​najbardziej niszczycielskimi pożarami, jakie musimy ugasić są te, które płoną między nami, w naszych wzajemnych stosunkach. Ego człowieka osiągnęło prawie temperaturę zapłonu, pali naturę, by użyć wszystkiego dla własnej korzyści.

Jeśli spróbujemy zbudować harmonijny system relacji międzyludzkich, cała natura się uspokoi. Kompleksowe rozwiązanie dla zagrożeń ekologicznych i społecznych, przed którymi stoimy, polega na dążeniu do globalnego połączenia, w którym poczujemy, jak bardzo jesteśmy zależni od wszystkich. Wtedy dwa razy zastanowimy się, zanim źle potraktujemy drugą osobę. Stąd, tylko dzięki wzajemnej odpowiedzialności odnajdziemy właściwy kierunek, aby ocalić nasz wspólny dom i żyć bezpiecznie i szczęśliwie pod jednym dachem: na naszej planecie.

Źródło: https://bit.ly/3n3MhIh


Aby Światowe Forum Ekonomiczne zrealizowało „Wielki Reset”, muszą wyzerować ego

W tym tygodniu Światowe Forum Ekonomiczne zbiera się z myślą o wzniosłym celu. W swoim oświadczeniu deklaruje: „Istnieje pilna potrzeba, aby globalni interesariusze współpracowali przy jednoczesnym zarządzaniu bezpośrednimi konsekwencjami kryzysu COVID-19. Aby poprawić sytuację na świecie, Światowe Forum Ekonomiczne rozpoczyna inicjatywę The Great Reset”. Forum chce, aby inicjatywa ta „oferowała wskazówki pomocne wszystkim, którzy determinują przyszły stan stosunków globalnych, kierunek gospodarek narodowych, priorytety społeczeństw, charakter modeli biznesowych i zarządzanie globalnym dobrem wspólnym”.

Inicjatywa nie powiedzie się. Ponieważ członkowie forum nie mając pojęcia, co powoduje wirusa, nie będą w stanie powstrzymać jego rozprzestrzeniania się ani podejmować decyzji dotyczących przyszłości, które będą dobre dla całej ludzkości.

Inicjatywa się nie powiedzie. Jako, że członkowie forum nie mają pojęcia, co spowodowało powstanie wirusa, nie będą w stanie powstrzymać jego rozprzestrzeniania się ani podejmować decyzji dotyczących przyszłości, które będą dobre dla całej ludzkości.

Ego jest siłą napędową każdej trudnej sytuacji, która dotyka świat, a jest ich teraz wiele. W rezultacie nie pomoże rozwiązanie tego czy innego problemu. Wyeliminuj pierwotną przyczynę, a unicestwisz siłę napędową stojącą za wszystkimi plagami. Utrzymuj płonące ego, a zadasz sobie więcej ciosów i bardziej bolesnych niż dzisiejsze.

Światowe Forum Ekonomiczne nie ma pojęcia, jak okiełznać ego, ani nawet, że ego jest przyczyną Covid-19. Nie musimy resetować całego świata; nie ma w nim nic złego. Reset musimy zrobić sobie, ponieważ wszystko, co jest nie tak ze światem, pochodzi od nas – ludzi.

Przede wszystkim musimy nauczyć się dostrzegać korzyści, jakie możemy czerpać z sukcesu innych ludzi. Musimy zrewolucjonizować wszystko, od mediów społecznościowych po politykę, rozrywkę i edukację. Wartości, które promujemy na każdej platformie, muszą akceptować solidarność i pokazywać, jak wzbogacamy się wzajemnie dzięki naszym różnicom. Musimy pokazać, że tak jak natura rozwija się tylko dzięki swojej różnorodności, tak i my możemy się rozwijać tylko wtedy, gdy utrzymamy różnorodność i dynamikę naszych społeczeństw. W tym celu musimy odłożyć na bok nasze ego i spojrzeć na siebie z punktu widzenia dawania wsparcia, a nie demoralizacji.

Ego dosłownie nas zabija. Musimy nie tylko je zresetować, ale także zainstalować korygujący kod, który zneutralizuje jego destrukcyjne działanie. Jeśli się nie pośpieszymy, ego wyeliminuje nas w najbardziej dosłownym tego słowa znaczeniu.

Źródło: https://bit.ly/3n9RXjN


W ogromnej potrzebie zbudowania współzależnej ekonomii

Pomimo wysiłku włożonego w rozruch ekonomii, liczby pokazują, że cała machina gospodarcza powoli się zatrzymuje. „Gospodarka USA w kwartale kwiecień-czerwiec skurczyła się w zawrotnym tempie o 33% – to zdecydowanie, najgorszy kwartalny spadek w historii” – napisał magazyn Time.

W najbliższej przyszłości ludzie zrozumieją, że tylko dobrobyt społeczeństwa gwarantuje dobrobyt jednostki.

Spowolnienie ma swoje konsekwencje. Według Bloomberga, „specjalny projekt Biura Spisu Ludności miał na celu zmapowanie i zmierzenie wszystkich niepokojów, które wywołał Covid-19”. Odkrycia są alarmujące: prawie jedna trzecia ludzi, w niektórych stanach, ma niewielkie lub brak przekonania, że będą w stanie opłacić czynsz lub kredyt hipoteczny za sierpień. Prawie 127 milionów Amerykanów doświadczyło utraty dochodów od połowy marca, a miliony zostały zmuszone do rezygnacji z pracy w związku z pandemią. Co gorsza, odnotowano, że wirus miał negatywny wpływ nawet na zdrowie ludzi niezarażonych. Między połową czerwca a połową lipca, oprócz wysokiego poziomu lęku i depresji, które wywołał wirus, w przypadku przebywania choroby niezwiązanej z Covid-19, 71 milionów dorosłych nie otrzymało opieki medycznej, której potrzebowali.

Jesteśmy wyraźnie na rozdrożu. Ostatecznie, którykolwiek rząd zostanie wybrany, będzie musiał dokonać niezbędnych zmian, aby zapewnić ludziom dobrobyt. W przeciwnym razie chaos, który już obserwujemy w niektórych miastach, rozprzestrzeni się po całym kraju.

Chociaż pandemia jest wystarczająco kłopotliwa, Covid-19 jest czymś znacznie więcej. Przemiany, jakie nam narzuca, nie są jedynie środkami mającymi na celu ograniczenie jego rozprzestrzeniania się; rewolucjonizują całą naszą cywilizację. Utrata miejsc pracy, której doświadczyliśmy do tej pory, jest niczym w porównaniu z rynkiem pracy, który zobaczymy w najbliższej przyszłości. Zmierzamy do rzeczywistości, w której brak pracy jest normą, a praca wyjątkiem. W takich okolicznościach pakiety pomocy nie wystarczą; będziemy potrzebować głębokiej przemiany w naszym postrzeganiu koncepcji pracy i społeczeństwa.

Pozostaną tylko niezbędne prace. Produkcja żywności, odzieży, mieszkań, opieki zdrowotnej, edukacji itd. są niezbędne i konieczne. Ale nawet tutaj automatyzacja i robotyka zmniejszą liczbę pracowników. W takim stanie nie będzie możliwe utrzymanie dotychczasowego modelu wynagrodzeń dla pracujących i kilkumiesięcznych zasiłków dla bezrobotnych. Społeczeństwo nie może funkcjonować, jeśli większość narodu żyje z bonów żywnościowych i w mieszkaniach socjalnych.

Dlatego musimy ustanowić program dwuramienny, w którym jedno ramię dostosowuje gospodarkę do zmieniających się okoliczności, a drugie dostosowuje społeczeństwo do tych samych zmieniających się okoliczności. Sektor gospodarki przekształci produkcję w taki sposób, że monopoliści nie będą mogli wykorzystywać swojej siły, a ludzie będą mogli sobie pozwolić na zakup wszystkiego, czego potrzebują, aby utrzymać skromny, ale rozsądny poziom życia. Jeśli ramię społeczeństwa działa prawidłowo, nie będzie potrzeby jakichkolwiek środków oszczędnościowych, każdy będzie miał godne życie, a budżet kraju będzie zrównoważony.

Dochody ludzi będą pochodzić albo z miejsc pracy, albo z rządów federalnych lub stanowych, podobnie jak dzisiejsi pracownicy sektora publicznego. Jednak ci ludzie nie będą pracować na stanowiskach w służbie publicznej, ale przy budowaniu zupełnie nowego społeczeństwa, ponieważ obecna struktura społeczeństwa jest przyczyną kryzysu.

Gospodarka jest odzwierciedleniem społeczeństwa, w którym żyjemy. Współczesne społeczeństwo sprzyja nadmiernej konsumpcji, nieokiełznanej konkurencji, okrucieństwu i apatii w stosunku do innych. To z kolei powoduje depresję, przemoc, nadużywanie narkotyków, samobójstwa, zabójstwa, zastraszanie, rasizm, zaburzenia odżywiania, liczne problemy ze zdrowiem psychicznym, przemoc seksualną, fizyczną i emocjonalną oraz wszelkie inne możliwe formy niedoli. Zadaniem ramienia społecznego programu będzie budowanie solidarności, wzajemnej odpowiedzialności i troski między wszystkimi ludźmi. W rezultacie gospodarka stanie się ekonomią współdzielenia.

W takiej gospodarce rolą produkcji nie jest dalsze wypełnianie i tak już przepełnionych rachunków bankowych akcjonariuszy przedsiębiorstw. Przeprojektowana gospodarka produkuje tylko to, co jest potrzebne, a jej dodatkowym celem jest zbliżenie ludzi do siebie. Bez względu na to, czy ktoś pracuje w produkcji, czy świadczy usługi, wynagrodzenia będą podobne, a cel ten sam: zwiększenie spójności społecznej i solidarności.

Aby wspierać takie społeczeństwo, ludzie będą musieli zrozumieć zmianę, jaką przyjmuje świat i uczestniczyć w niej z własnej woli. Aby ułatwić zrozumienie tego, rządy zapewnią obowiązkowe kursy, które pokażą, w jaki sposób stajemy się społeczeństwem współzależnym, w którym nasze życie zależy od życia innych, podobnie jak musimy zachować dystans społeczny, aby nie zarażać innych ludzi.

Do dziś społeczeństwo składało się z jednostek, które bez żadnej odpowiedzialności próbowały wykorzystywać innych do własnych potrzeb. Jednak ten model zawiódł i sam się wyczerpał. W najbliższej przyszłości ludzie zrozumieją, że tylko dobrobyt społeczeństwa gwarantuje dobrobyt jednostki. Dlatego ludzie nauczą się troszczyć o społeczeństwo, aby ono dbało o nich. Im szybciej zdamy sobie sprawę, że to jest to, do czego zmierzamy, tym lepiej i łatwiej będzie nam wszystkim.

Źródło: https://bit.ly/3089kro


Szkoły dawno już dokonały żywota, a COVID przyszedł, by je pochować

Z jednej strony chcemy, aby dzieci wróciły do ​​szkoły, abyśmy mogli wrócić do pracy i do normalności. Z drugiej strony nie ma wątpliwości, że szkoły staną się miejscem masowej infekcji, ponieważ dystans społeczny dla dzieci jest całkowicie nienaturalny. Nie będą w stanie przestrzegać takich zasad, a fizyczna separacja jest dla nich szkodliwa emocjonalnie.

Rezultatem konfrontacji między otwieraniem szkół i ożywieniem gospodarczym, a zamykaniem szkół i zapewnieniem bezpieczeństwa dzieciom i ich rodzinom będzie trwałe i dawno spodziewane załamanie systemu edukacji.

Szkoła, jaką znamy, to dysfunkcyjny system, martwy od dziesięcioleci. Bardziej niż wiedzy, „uczy” dzieci niewłaściwych zachowań, naraża je na narkotyki, skrajną rozwiązłość seksualną, zastraszanie, przemoc, uzależnienie od wszystkiego, począwszy od gier komputerowych, aż po twarde narkotyki, i alienuje od rodziny.

COVID-19 wyświadczył nam wszystkim wielką przysługę, zamykając system „edukacji”, i zrobi nam kolejną, gdy powstrzyma nas przed ponownym otwarciem. W końcu dowiemy się, jakie struktury społeczne musimy otworzyć i jakiego rodzaju aktywność powinny one prowadzi, ale to od nas zależy, jak szybko chcemy, aby ten dobry koniec nastąpił.

Floryda, która próbowała otworzyć swój szkolny system, jest przykładem poniesionych kosztów w wyniku nalegania na otwarcie szkół. Departament Zdrowia Florydy zgłosił wzrost u dzieci o 9000 potwierdzonych przypadków w ciągu zaledwie 15 dni od ponownego otwarcia szkół. Myślenie, że mogłoby być inaczej, jest absurdalne.

Sam rozwój dzieci zależy od ich bliskiego kontaktu ze sobą. Dotykanie, wspólna zabawa, wymiana przedmiotów, dzielenie się i przyjaźń są niezbędne dla ich rozwoju. Dzieci potrzebują bliskiego kontaktu z przyjaciółmi i rówieśnikami, aby stać się istotami społecznymi. Dla nich jest to tak samo ważne, jak jedzenie.

Co gorsza, wiadomość, którą im przekazujemy, mówiąc, aby trzymały się z daleka i przestrzegały (anty) społecznej zasady utrzymywania dystansu, prawdopodobnie zostawi bliznę na dobre. Oddzielamy je od siebie. Nasze zdrowe instynkty rodzicielskie działają w taki sposób, że wcześniej zachęcaliśmy nasze dzieci do spotkań towarzyskich, nawiązywania przyjaźni, bycia miłymi dla ludzi i uważania na złych ludzi, ponieważ chcemy, aby dorastali, jako ludzie spełnieni.

Ale z ograniczeniami dotyczącymi koronawirusa musimy im powiedzieć coś przeciwnego: „Trzymaj się z dala od wszystkich! Zostań we własnym kącie, nikomu niczego nie dawaj i od nikogo nic nie bierz. Każdy może przekazać Ci wirusa; trzymaj się z dala od nich! ” Jacy ludzie mogą wyrosnąć z takich imperatywów?

W takich warunkach lepiej trzymać dzieci w domu i uczyć je online, gdzie komunikacja między nimi jest monitorowana i minimalna. Relacje, które nawiążą z rówieśnikami przez internet, będą znacznie bardziej pozytywne i mniej stresujące niż presja społeczna, którą znoszą w klasie, a także uzupełnią potrzebę kontaktów towarzyskich z rodziną i kilkoma bliskimi przyjaciółmi, z którymi czują się komfortowo i bezpiecznie, oraz gdzie minimalizują ryzyko infekcji.

Wiedzy, która przekazywana jest w szkole, będą uczyć się poprzez zajęcia online lub w formie nagranej. W dzisiejszych czasach nauka online jest dla dzieci tak samo naturalna, jak dla nas fizyczne uczenie się w szkole. W rzeczywistości, to fizyczne uczenie się i obowiązkowa obecność na zajęciach są dla nich nienaturalne.

Obecność dzieci w domu nie jest bezpłatna. Dorosły będzie musiał przebywać z nimi w domu w godzinach „szkolnych”. W gospodarstwach domowych z dwojgiem rodziców trzeba będzie przebywać z dziećmi, dbać o to, by miały pożywienie i przerwy a także, żeby faktycznie uczyły się na zajęciach.

Myśląc o wyzwaniu związanym z trudnością w utrzymaniu się z jednej pensji, trzeba pamiętać o rodzinach niepełnych – tym będzie znacznie trudniej. Ale i tutaj trzeba będzie znaleźć pewne porozumienie, albo przy pomocy rządu, organizacji pozarządowych, albo w ramach innego porozumienia. W końcu, kiedy szkoły są ośrodkami masowych infekcji, pytanie nie brzmi czy dzieci powinny zostać w domu, ale jak to zrobić by mogły.

Im szybciej uznamy konieczność dostosowania się do rzeczywistości, tym łatwiej przejdziemy przez zmiany.

Kiedy kilka miesięcy temu pisałem, że nadzieje ludzi na powrót do czasów sprzed COVID są nierealne, ludzie nie mogli tego zaakceptować. Teraz mam nadzieję, że już widzą, że tak jest, ponieważ im wcześniej dostosujemy nasze zasady i instytucje do faktu, że wirus nie zniknie, tym lepiej będziemy w stanie dostosować naszą edukację, gospodarkę i wszystkie inne aspekty naszego życia do nowego świata, który pojawił się z dnia na dzień.

Źródło: https://bit.ly/3l1Xg2V


Kultura wykluczania czy nauka wzajemnej akceptacji

Czy powinniśmy skreślać ludzi i ich pomysły, jeśli się z nimi nie zgadzamy? Stało się to dylematem naszej epoki. Tak zwana „kultura wykluczania”, polegająca na odbieraniu poparcia osobom publicznym za ich opinie lub działania, jest już trendem wkraczającym do internetu. W czasach, gdy życie wszystkich toczy się wokół tych samych zmagań i wyzwań, musimy anulować nasze podziały. Zamiast tego musimy zaakceptować nasze różnice i stworzyć środowisko akceptacji. W grę wchodzi nasz wspólny los.

Społeczeństwo ludzkie wciąż się pogarsza i musimy zrozumieć, że naszym wybawieniem z tej sytuacji jest nauka tego, jak właściwie traktować siebie nawzajem.

Publiczny sprzeciw wobec celebrytów, stypendystów, naukowców, osób publicznych lub firm za coś, co wyrazili, co można uznać za obraźliwe – to nowa norma w mediach społecznościowych. Nikomu nic nie uchodzi na sucho, każdy może zostać wezwany do zakończenia swojej kariery lub upomniany w inny sposób, nawet do całkowitego bojkotu, jeśli głoszone poglądy nie współgrają z zasadami obowiązującymi w jakimś sektorze. Gdzie kończy się wolność słowa, i zaczyna wolność do wykluczania innych?

Żyjemy w czasach, gdy nasze ego – nasza egocentryczna wizja – przekracza wszelkie granice, nie ma żadnych ograniczeń ani kontroli. Ego nie chce wysłuchać innych ani brać pod uwagę odmiennych poglądów. Nie chce w cywilizowany sposób omawiać faktów lub kontrowersyjnych kwestii. Innymi słowy, nie interesuje nas tworzenie wspólnego pomysłu, spotykanie się w połowie drogi (a nawet jej części) w celu znalezienia wspólnej płaszczyzny. Ego nie poddaje się łatwo, ponieważ dla nas liczy się nasz własny punkt widzenia. To jedyna prawda.

Chęć zniesienia wszystkiego, co jest inne tak głęboko wniknęła do współczesnego społeczeństwa, że ​​nie ma szans na porozumienie, cywilizowaną wymianę poglądów ani owocną i wzbogacającą dyskusję. To bardzo niefortunne widzieć, jak daleko odeszliśmy od kultury dyskusji, jak daleko jesteśmy od otwartości i jak blisko uporu. „Będę królować” to wezwanie, które nami rządzi.

Tendencja do pomijania lub wykluczania innych jest powszechnie obserwowana również w programach telewizyjnych i przy okrągłych stołach. Goście jak najszybciej wykrzykują swoje małe dźwięczne uszczypliwości, bo inaczej w ogóle nie zostaną dopuszczeni do głosu. Zachęca się do wyrażania opinii głośniej, ostrzej, szybciej niż inni. Logika nie ma już znaczenia i nie ma już zainteresowania merytoryką sprawy.

Zastraszanie publiczne czy zbiorowa czujność społeczna?

Promotorzy kultury wykluczania postrzegają ją, jako przydatne narzędzie do utrzymania akceptowalnych parametrów sprawiedliwości społecznej, ale jak społeczeństwo może oceniać na podstawie obiektywnych standardów, jeśli jego własna perspektywa jest stronnicza i oparta na wąskiej wizji? Zrównoważony dialog zagwarantować można tylko wtedy, gdy nauczymy się komunikować i słuchać siebie nawzajem – nie poprzez zastraszanie, ale poprzez otwartość.

Nie oznacza to, że trzeba cokolwiek cofać, ani też rezygnować z jakiejkolwiek opinii. Wszystko, czego potrzebujemy, to nauczyć się układać argumenty i konfrontacje, aby były prowadzone bez irytacji. W jakimkolwiek interesującym nas temacie, zamiast walki musimy prowadzić rozmowę skierowaną na korzyść ogółu i świata. Jeśli mówimy z zamiarem pomocy, nie będziemy się nawzajem poniżać, ale razem będziemy szukać właściwej drogi. W każdym spotkaniu musimy odkryć ścieżkę, prowadzącą do lepszego i bardziej przemyślanego świata dla wszystkich.

Proszę, nie myl tego z przyjęciem sztucznej uprzejmości, ponieważ dzisiejsze przyjazne maniery nie pasują do rosnącego ego jutra. Nowy sposób komunikacji powinien opierać się na budowaniu naszych wewnętrznych zdolności do łączenia się z innymi. Oznacza to zmianę naszych intencji i naszego sposobu myślenia: dla dobra i postępu innych, zamiast poniżania i wykorzystywania ich.

Społeczeństwo ludzkie wciąż się pogarsza i musimy zrozumieć, że naszym wybawieniem z tej sytuacji jest nauka o tym, jak właściwie traktować siebie nawzajem.

Ostatecznie jedynym zachowaniem, które musimy anulować, jest nasze wzajemne lekceważenie siebie i wykluczanie; to wszystko, co nas dzieli. Kiedy osiągniemy taką świadomość i będziemy starali się dojść do wzajemnego zrozumienia, nasze społeczeństwo stanie się o wiele przyjemniejszym miejscem do życia.

Źródło: https://bit.ly/33ZHUVI